Brama Twierdzy z dziedzińcem zamkowym

Chroniona ze wszystkich stron przez wysokie, będące ongiś częścią Zamku Jasności mury, zamieszkana przez elitę społeczeństwa i mieszcząca w sobie Pałac Sprawiedliwości Twierdza zajmuje niemal jedną czwartą Wolenvain i jest najstarszą dzielnicą stolicy. Wstęp za jej masywną bramę mają jedynie przedstawiciele możnych rodów szlacheckich… albo wiedzeni do jej lochów, wysoko urodzeni skazańcy.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Brama Twierdzy z dziedzińcem zamkowym

04 lut 2011, 00:00

Podszedł do strażników, odgarniając ręką włosy i stając przed nimi z wysoko uniesioną brodą.
— Chciałbym dostać się do Pałacu — rzekł, czekając chwilę, by strażnicy rozważyli jego słowa.
Oczywiście spodziewał się negatywnej odpowiedzi (…).
– elf Kot'eleiven przy próbie przekroczenia bramy Twierdzy

Najstarszej części Wolenvain strzegły jasne, sprawiające wrażenie pobielonych mury, wyraźnie odróżniające się od okalających stolicę ze stron północnej, południowej i zachodniej murów miejskich. Były przede wszystkim grubsze i wyższe, zdawały się być zbudowane o wiele solidniej. Także ich faktura była inna – bardziej zwarta i gładsza, z niewielką ilością ukruszeń, co znacząco wyróżniało je na tle innych. Widać było, że powstawały bardzo długo, z nieludzkim wręcz pietyzmem i dokładnością. W miejscu, w którym Twierdza graniczyła z położonym na jej południu centrum miasta, jednolita struktura murów zaburzona została przez solidną, idealnie wpasowaną weń, wysoką na dziesięć metrów bramę ze spuszczaną, stalową broną i blankami na szczycie. Znajdowała się ona asymetrycznie, nieco bliżej wschodnich murów.

Obrazek
(Starcia barbarzyńskich roskvarów z rycerstwem na ulicach Wolenvain, 405EF. W tle brama Twierdzy.)



Dzień i noc pilnowali jej czterej ciężkozbrojni, wysoko urodzeni strażnicy, nie wpuszczając za nią nikogo, czyj strój nie poświadczał o znacznej potędze i przynależności rodowej noszącego. Twierdza była nieosiągalnym, niedostępnym dla większości społeczeństwa sanktuarium, stanowiąc idealną ochronę dla swoich rządzących Autonomią Wolenvain mieszkańców.

Wartę zmieniano dwa razy dziennie – o świcie i o zmierzchu, przy czym ta nocna była właściwie odgrodzona od reszty Twierdzy zamykaną wieczorową porą bramą. Każdy ze strażników miał obowiązek posiadać jedną broń długą, jedną krótką i jedną miotaną. Wybór padał zwykle na halabardę, krótki miecz przy pasie i kuszę na ramieniu, chociaż kombinacji było bardzo wiele. Popularne wśród strażników były także włócznie, łuki, miecze dwuręczne, półtoraki i buzdygany, a nawet drewniane pałki z żelaznymi okuciami oraz cepy bojowe. Niektórzy z nich jako dodatek preferowali stalowe bądź drewniane tarcze, inni za swoją główną obronę mieli wyłącznie złożone z wielu płyt zbroje. Oczywiście w cieplejsze dni większość z nich uciekała się do tej pierwszej ewentualności, pozostawiając części zbroi jedynie w najważniejszych, szczególnie narażonych na atak punktach, co i tak czyniło ich jednymi z lepiej chronionych wojowników.

Prócz uzbrojenia w strażnikach zmieniał się też sposób manifestowania przez nich swojej przynależności. Ich stroje zawsze łączyły w sobie odcienie żółtego i bordowego, kolory Wolenvain. Futrzane, pozbawione rękawów płaszcze, jakie nosili zimą, także utrzymywały się w podobnej tonacji. Latem, kiedy płaszcze stawały się zbędne, każdy strażnik nosił ciemnobordową pelerynę z wyhaftowanym złotą nicią dużym gryfem, symbolem miasta. Żaden z pełniących straż rycerzy nie mógł nosić własnych symboli rodowych na warcie. Jeden z nich zawsze pełnił rolę kapitana, wyróżniając się zazwyczaj typem noszonego hełmu, a raczej jego zdobieniem – pióropuszem, skrzydłami lub kolcami. Pozostali strażnicy nosili zwykle otwarte, gładkie łebki, rzadziej szyszaki z nosalami i karczkami.
Sama brama po swej lewej i prawej stronie chroniona była dodatkowo przez nieco przerastające ją, przysadziste baszty z blankami. Konstrukcja obsadzano zwykle przez kolejnych sześciu lub ośmiu uzbrojonych w kusze i łuki strażników w kolczugach, naramiennikach, nagolennikach i szyszakach. Dzięki ogromnemu zasięgowi swoich broni i zwiększonej z racji wysokości widoczności, trzymali oni w ryzach każdego, kto próbował prześlizgnąć się przez bramę, nawet w przypadku nieobecności strażników na dole.

Gdy komukolwiek udawało się przekroczyć bramę Twierdzy, jego oczom ukazywał się sporej wielkości, brukowany, otoczony zielenią dziedziniec z drewnianym szafotem oraz wypełniający tło, przytulony do północnych murów, niezwykle okazały Pałac Sprawiedliwości. Od strony wschodniej dziedziniec ograniczony był przez stajnie oraz budynek mieszczący siedzibę Gwardii Królewskiej, od zachodniej – przez ogromny kompleks budynków stanowiący siedziby szlachty oraz mieszczący zakłady kowalskie. Piwnice kompleksu stanowiły główny skład żywności w zamku. Budynki starały się zachowywać surowe piękno murów Twierdzy, jednak jasnym było, że większość z nich nie pełniła już funkcji czysto obronnej, będąc tworami o wiele nowszymi i typowo użytkowymi.
Przez dziedziniec codziennie wędrowali tak przedstawiciele szlachty, jak i ich nisko urodzeni słudzy, niechybnie wypełniając zadania ogromnej wagi.

Obecnie w tej lokacji znajdują się:
przedstawiciele stanu szlacheckiego obojga płci, z różnych rodów.
Awatar użytkownika
Wierzbiec
Posty: 399
Rejestracja: 28 lip 2011, 20:35
GG: 381201
Karta Postaci: viewtopic.php?t=621

11 mar 2013, 21:36

Już gotowy Herubin zamknął swe skromne powieki, cieszył się ostatnimi chwilami spokoju. Słońce przebijała się miło przez chmury, nadchodziła wiosna, prawie mechanicznie wstąpiła w niego radosna energia. Nagle i donośnie coś wyrwało go z letargu, lekko roztargniony spojrzał za siebie nie wiedząc co się stało. Wszystkie rozmowy ucichły, a jedynym dźwiękiem który wręcz drażnił uszy był krok wojownika… krok wilkołaka. Zestresowany miał już schodzić z wozu, nie zdążył. Znajomy zapach futro wstrząsnął jego martwym nosem, dopiero później oczy dojrzały zbyt luźny jak na radnego strój i przygnębiającą aurę. Setki pytań pojawiły się w głowie enta, a gdy usta Tarretha rzekły pierwsze sylaby natychmiast skamieniał. Czemu, jak, co z nim, las, kiedy, na ile, powody?! Z lekko otwartymi ustami gapił się na swego przyjaciela.
- A..a..a.a..le…
I przerwał, nie odezwał się, nie dokończył zdania bo rozumiał. Widział w jego oczach to samo co od miesięcy krążyło w jego sercu. Zamknął pół otwartą gębę i zebrał się w sobie na ciepły, acz gorzki uśmiech. Zszedł niżej i głową wodził w górę obserwując chmury.
- Jadę naprawiać ten świat, świat do którego ani Ty, ani ja, ani Niniel nie należymy. Udam się w podróż po miastach, acz wpierw odwiedzę nielojalnych szlachciców… a gdy skończę, jakiekolwiek skutki czyniąc mam nadzieje, że w lesie spotkamy się i już nie będziemy musieli tutaj wracać. Mam nadzieje, że ujrzymy się szybciej niż myślę… żegnaj przyjacielu…
Spojrzał mu w oczy i choć nie znał go, był jedyną osobą która tak samo jak i on ugrzęzła w złymi miejscu i o złym czasie. Nie mógł jednak zmienić ścieżki przeznaczenia, mógł jedynie obserwować jak zabiera mu kolejnego sojusznika. Rwał się by iść z nim, dusza wręcz łkała by opuścił kamienną cele lecz rozum nakazał inaczej, a uczucia umilkły. Robił coś dobrego, to jego los i on w niego wierzył, dano mu drugie życie nie bez powodu…
- Potrzeba Ci czegoś na drogę?
Spytał na odchodne, nie mógł dłużej czekać na wyjazd, nie miał ochoty też się rozkleić.
Awatar użytkownika
Tarr
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

12 mar 2013, 00:37

Herubinowi też było ciężko. Ciężko mu było istnieć tu, gdzie był. Ciężko mu było tak samo, jak wilkołakowi. Powstrzymał się jednak od zadania pytania na ten temat, bo doskonale znał odpowiedź: Służba, obowiązek. Coś, o czym Tarreth po raz pierwszy w życiu zapomniał. I jednocześnie, o czym pamiętać nie chciał. Być może faktycznie był już… Zbyt stary.
Nostalgia znów skierowała go w stronę Niniel. Za stary dla niej? Za młody? Wampiryzm "konserwuje", ale czy to miało sens? Chyba nie miało.
Weteran spojrzał na towarzysza, a potem na bramę, przez którą za chwilę miał odjeżdżać. I czuł… Jego instynkt, jego ciało i zmysły… Czuł, że nie chce być sam. JESZCZE nie.
Wskoczył zatem na wóz.
Dotrzymać Ci towarzystwa potrzebuję – powiedział krótko i czekał na odjazd. Nie interesował go specjalnie cel. Chciał po prostu posiedzieć z przyjacielem.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

12 mar 2013, 09:58

MG

Gdy potężny wilkołak wpakował się do wozu, atmosfera wewnątrz zgęstniała widocznie. Wulfgar z rodu Firaara, choć sam karzełkiem nie był, wyglądał przy Tarrethu jak przeznaczony dla giermków manekin z placu ćwiczebnego. Jego konsternacja zwiększyła się jeszcze, gdy zmuszony został do wciśnięcia się w róg nagle zbyt małej budy karocy. Nie zdobył się jednak na to, aby protestować. Choć po raz pierwszy przyszło mu obcować z członkami rady regencyjnej Wolenvain, spodziewał się tego. Majordomus odrzucił wszelką pomoc od strony swych podwładnych i najzwyczajniej w świecie usadowił się na miękkim siedzisku przeznaczonego dla czterech szczupłych osób wozu.

- Dołączę do panów za chwilę – wystękał rycerz, po czym wypadł przez drugie drzwiczki prosto na dziedziniec twierdzy. Słychać było jeszcze, jak prosi o osiodłanie swego konia w trybie natychmiastowym. Inni szlachcice śmiali się, żartowali i pomstowali na to, że wyjazd się przedłuża, a z racji, że nie ważyli się w ten sposób mówić o rządzących, użyli sobie na poszkodowanym Wulfgarze. Wóz ruszył z wolna, pozostawiając dawnego chorążego ambasadora z tyłu.

Wehikuł trzeszczał i postukiwał, sunąc powoli po ulicach Wolenvain. Gwardia Królewska (choć nazwa ta była wielce myląca w obecnej chwili) oczyszczała drogę, posuwając się nawet do brutalnego odpychania przechodniów. Tłuszcza na rynku rozstąpiła się wreszcie, dając radnym przejechać. Wkrótce do orszaku dołączył konno niepocieszony Firaar ze swym giermkiem, czym prędzej podjeżdżając jak najbliżej wozu.

- Wybaczcie, panowie - przeprosił, odzywając się spod przekrzywionego hełmu z nosalem. Jego uzbrojenie pozostawało wiele do życzenia, odstając wyraźnie od o niebo cięższych zbroi reszty Gwardii. Wulfgar nie był przygotowany na to, że dzisiejszego dnia stanie się jej częścią, więc jego nosząca ślady użytkowania kolczuga oraz nagolenniki nie były zbyt reprezentatywne. Przynajmniej zaoszczędził czas, dołączając do grupy, zanim opuściła ona miasto. Ceną były kolejne kpiny pod adresem rycerza, chociaż on sam starał się ich nie zauważać. Dla Herubina cała sytuacja nie jawiła się zbyt pozytywnie. Wulfgar był doświadczony, mógł służyć nieumarłemu satyrowi swymi mądrymi radami, jednak nie palił się do wydzierania gardła z grzbietu konia tylko po to, aby oświecić nisko siedzących decydentów. Zamiast tego jechał obok wozu, starając się zachować dostojną postawę. Szło mu niezgorzej, chociaż wyraźnie odstawał od reszty.

Wreszcie orszak wyjechał z miasta. Dwudziestka rycerzy ze świtą, dwóch radnych, wielu gapiów. Prawie setka ludzi.

//Macie z/t na Trakt Iquański, możecie już zacząć tam pisać.
Awatar użytkownika
Risil
Posty: 88
Rejestracja: 04 mar 2013, 13:44
GG: 20238632
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2592

28 mar 2013, 21:02

Risil po spacerze po mieście wreszcie dotarł do bram ścisłego centrum Wolenvain, otoczonego białymi murami. Droga do bramy nie była zatłoczona. Mężczyzna szedł wyprostowany, pewny siebie, patrząc po reprezentatywnych, bogatych frontach kamieniczek. Powoli, nie spiesząc się podszedł do bramy. Nawet nie próbował przez nią przejść, wiedząc, że strażnicy go nie przepuszczą. Duża, prawdopodobnie kamienna, pobielana brama była strzeżona przez czterech ciężko opancerzonych strażników, uzbrojonych w halabardy i miecze. Strażnicy zmierzyli go wzrokiem, zagradzając mu drogę skrzyżowanymi halabardami. Nie było to jednak konieczne. Risil zatrzymał się parę kroków przed nimi.
– Witam szanownych panów strażników! – powiedział pełnym szacunku głosem, kłaniając się. – Chciałbym uzyskać dostęp do miejskich lochów, w celu spotkania się z trzymanym tam więźniem. Chodzi mi o trolla, to mój przyjaciel, chciałbym dowiedzieć się, jaka jest dokładnie jego sytuacja i, w miarę możliwości, zobaczyć się z nim. – Nie dało się w żaden sposób poznać, że Risil jeszcze ani razu nie widział trolla na oczy. – Czy istnieje taka możliwość? Oczywiście, nie miałbym żadnych problemów z wejściem tam bez broni, o ile mogę ją zostawić w jakimś bezpiecznym miejscu.
Miał nadzieję, że potok wymowy choć trochę onieśmieli i zaskoczy strażników. Miał też nadzieję, że nie zaczną go dokładniej wypytywać o trolla.
– Więc, szanowni panowie – mogę wejść? – spytał, patrząc im hardo w oczy. “Oby tylko byli tak zaskoczeni moim słowotokiem", pomyślał, “żeby mnie wpuścić bez dalszej zwłoki i zadawania zbędnych pytań".
Awatar użytkownika
Kot'eleiven
Posty: 451
Rejestracja: 19 sty 2012, 21:40
Lokalizacja postaci: Trakt Iquański
GG: 11472512
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1476

29 mar 2013, 14:57

MG

Brązowowłosy młodzieniec, powoli kroczący w stronę pokaźnej bramy, prowadzącej do otoczonego murem, zamkowego pałacu, został bardzo szybko dostrzeżony już z daleka, o czym świadczyły pochylone ku sobie głowy straży pełniącej wartę, którzy dyskutowali o czymś, co jakiś czas oglądając się w jego kierunku, raz czy dwa nawet wskazując go ręką. Gdy nieznajomy zaczął się przybliżać na tyle, by dzieliło go od nich kilka kroków, wszyscy odsunęli się nagle od siebie, niemal w jednym momencie, wracając do wyjściowej pozycji.
Podchodząc niespiesznie w stronę głównej bramy, Risil dość szybko napotkał dwie, zagradzające mu drogę halabardy oraz nieprzyjemne spojrzenia, ciekawe i zarazem wyjątkowo przenikliwe i nieprzystępne. Czwórka ciężko uzbrojonych mężczyzn już na niego czekała, choć nie wyglądali na specjalnie zainteresowanych jego przybyciem. Stali po prostu jak posągi, wyposażeni w zbroje, miecze, kusze i halabardy. Jeden z czterech pełniących aktualnie wartę przy bramie strażników, zmierzył młodego mężczyznę krytycznym spojrzeniem, z nieukrywaną niechęcią. Był to prawdopodobnie obecny przywódca warty, wysoki, barczysty mężczyzna w średnim wieku, o ostrych rysach, twardym spojrzeniu brązowych oczu i ponurym wyrazie twarzy. Był wyraźnie znudzony ciągłym staniem przy bramie, choć powinien się raczej cieszyć, ponieważ zbliżała się wiosna, a raczej nie chciałby stać po kolana w śniegu.
Po dłuższej chwili wyszedł nieco przed szereg i kiwnął powoli głową, w suchym geście powitania, następnie wysłuchując tego, co rozmówca ma do powiedzenia, ostentacyjnie mrużąc przy tym swoje bystre oczy. Słuchając co też ciekawego przybysz przybysz chce mu powiedzieć, na twarzy kapitana pojawił się nieprzyjemny grymas, jakby słuchanie tego wszystkiego było dla niego wyjątkowo uciążliwe. Zdecydowanie nie należał on do osób, które ukrywały swoje odczucia i emocje. W końcu, gdy cały powód tej wizyty został przedstawiony, ten przestąpił z nogi na nogę, spojrzał Risilowi w oczy i odezwał się tubalnym, donośnym głosem.
- Mówże lepiej kim jesteś chłopcze, miast zamęczać mnie durnowatym, zbędnym gadaniem – rzekł, drapiąc się w międzyczasie po porastającym facjatę, kilkudniowym zaroście. Po raz zmierzył wzrokiem młodzieńca, jakby chcąc się upewnić, czy przypadkiem nie rozmawia z kimś ważnym. Gdy już upewnił się, że raczej nie odwali żadnej gafy, odezwał się znowu.
- Nie wpuszczę Cię do środka, tylko dlatego że chcesz zobaczyć jakiegoś cholernego więźnia, tym bardziej bez konkretnego powodu. Nie interesuje mnie, czy to Twój przyjaciel, ojciec czy przydupas, nie wpuszczę Cię od tak – dodał, zamachując się przy tym wolną ręką, mówiąc to jednak wyjątkowo spokojnie, jakby tłumaczył coś małemu dziecku. Wyglądało na to, że musiał w podobny sposób odpowiadać na takie rzeczy dziesiątki razy, był więc najwyraźniej przyzwyczajony.
- Więc albo podaj mi tu zaraz dobry powód, albo zjeżdżaj stąd w podskokach i nie zawracaj mi więcej głowy – zakończył, pociągając przy tym nosem. Wyraźnie miał zamiar trzymać się wyznaczonych wytycznych i raczej nie wyglądał na takiego, który chciałby robić jakieś wyjątki, nawet za pieniądze. Jakby w przekonaniu, że nie otrzyma zadowalającej go odpowiedzi, cofnął się parę kroków do tyłu, by zrównać się z powrotem ze swoim szeregiem, opierając się przy tym o swoją ostrą halabardę, raczej nie czekając na odpowiedź.
Awatar użytkownika
Risil
Posty: 88
Rejestracja: 04 mar 2013, 13:44
GG: 20238632
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2592

29 mar 2013, 20:13

Risil wysłuchał tego, co miał do powiedzenia dowódca warty. Mimo wyraźnie odmownej odpowiedzi nie odchodził od bramy. Szybko przemyślał swoją sytuację i uznał, że na pewno nie wejdzie do środka siłą oraz że nie ma sensu stawiać wszystkiego na jedną kartę. Spojrzał jeszcze raz na wysokiego, dobrze zbudowanego mężczyznę o bystrych, brązowych oczach. "Nie uda się go przekupić", pomyślał, "widać, że to służbista".
– Rozumiem, proszę pana. – powiedział spokojnie. – Skoro nie mogę się z nim zobaczyć, czy mógłbym chociaż się dowiedzieć, za co jest zatrzymany i jaka grozi mu kara? – miał nadzieję, że odpowiedź na to pytanie będzie pozytywna. W myślach zaczął już jednak opracowywać inny plan. Jeśli okaże się, że troll nie wyjdzie w najbliższym czasie z aresztu, zamierzał wprowadzić go w życie. Jednak na tę chwilę stał przed białą bramą i czekał na odpowiedź strażnika. Chmury leniwie płynęły po niebieskim niebie. W powietrzu czuć było nadchodzącą wiosnę. "Co zrobię, jeśli nie uda się wyciągnąć trolla?", pomyślał Risil. "Dalej podróżować, bez celu? Trochę mnie już znużyło takie życie… Znaleźć jakąś pracę na miejscu, w Wolenvain? Nie, co ja niby mógłbym robić?" Przerwał rozmyślania, by wysłuchać odpowiedzi dowódcy warty. Po wysłuchaniu jej skłonił się jeszcze raz strażnikowi.
– Dziękuję za poświęcony czas, panie strażniku, i przepraszam za kłopot. – powiedział miłym głosem, po czym odwrócił się i odszedł od bramy. Postanowił spróbować następnego dnia… Ale do tej pory musiał gdzieś się zatrzymać. Od zagadniętych przechodniów dowiedział się, że najlepszym pomysłem będzie zajście do karczmy Pod Pechowym Linoskoczkiem. Skierował się w stronę oberży. Po drodze znów znalazł się we wszechobecnym tłumie. Tłum porwał go, nie pozwalając samemu wybrać swojego kierunku. Risil przez chwilę szedł z tłumem bez oporu, aż trafił do centrum miasta, na główny rynek Wolenvain. Stąd już widział karczmę, przepchnął się przez w kierunku drzwi wejściowych.

[z/t]
Awatar użytkownika
Harkvinnar
Posty: 43
Rejestracja: 09 kwie 2014, 22:58
Lokalizacja postaci: Główne pomieszczenie
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49563#49563

24 lip 2015, 18:42

Może i brama była imponująca, potężna w bieli otaczających ją murów i dobrze chroniona. Jej pierwsza wersja, jak wiedział Harkvinnar, została stworzona przez elfy, a te nie wydawały się szczególnie uzdolnione w dziedzinie budownictwa. Długouchy znajomek Grada chwalił dawniej stojący tutaj Zamek Jasności pod niebiosa, ale na wściekłym roskvarze widok rosnącej w oczach twierdzy nie robił wrażenia. Jego lud już raz ją zdobył i z łatwością mógłby zrobić to po raz drugi; co z pewnością wydarzy się, gdy jego ziomkowie dowiedzą się, kto padł w jej lochach.

Zwalisty, uzbrojony mężczyzna zbliżał się szybko, mając pełną świadomość, że kusze strażników znajdujących się tak na blankach, jak i na basztach, wycelowane są prosto w niego. Było to jasne, zwłaszcza, że nie wydawało się, aby Hark zdążał gdziekolwiek indziej, niż pod samą twierdzę. Nie wyglądał na takiego, co zatrzyma się pod bramą, a mimo tego zrobił to, przystając, zdyszany. Znajdował się tak blisko strażników, jak tylko mógł, nie prowokując ich do ataku, a był to dystans dalece mniejszy od ogólnie przyjętego. Splunął im pod nogi.

– Znacie człowieka, który zadał ostatni cios panu Heodrenowi, synowi Herkona VIII z rodu Horfrada, spadkobiercy Tronów Hodgerdu i dowódcy Splamionych Kruków?! – zaczął bez wstępów, nie starając się nawet o poprawne wypowiadanie słów w Wolnej Mowie, zastępując niektóre z nich odpowiednikami z języka Północy. Ręce trzymał po sobie, nie wykonując żadnych gwałtownych ruchów, ale też nie wyglądając na szczególnie panującego nad sobą osobnika.

Awatar użytkownika
Brefirrid
Posty: 29
Rejestracja: 21 lut 2014, 00:05
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49623#49623

04 sie 2015, 21:12

Brefirrid przebierał nogami sapiąc i podążając krok w krok za Harkvinnarem. Trudno było mu złapać oddech, gdyż co chwila zwracał się w stronę mężczyzny próbując go uspokoić i powtarzając aby ten nie zrobił nic głupiego. Szli tak właściwie całą drogę, Hark prąc niczym taran, a Bref idąc koło niego i powtarzając, żeby się opanował, że powinni przemyśleć to wszystko i zastanowić się co teraz zrobią, a nie szarżować na oślep przed siebie i tak dalej.

Nie pomagało, nic nie pomagało. Po chwili obaj stali przed bramą tutejszej twierdzy. W dodatku dużo bliżej strażników niż powinni. W ich stronę co prawda jeszcze nie leciały strzały, jednak było to wielce prawdopodobne jeśli tylko Harkvinnar kontynuuje swoją niemal ślepą szarżę.

- Uspokój się - gruchnął do przyjaciela w staropółnocnym nagle Brefirrid. Ale już żadne słowa zapewne nie miały znaczenia. Pozostało liczyć na to, że mieszkańcy tego miasta nie są równie szybcy w czynach co Grad.

Awatar użytkownika
Harkvinnar
Posty: 43
Rejestracja: 09 kwie 2014, 22:58
Lokalizacja postaci: Główne pomieszczenie
Karta Postaci: viewtopic.php?p=49563#49563

19 sie 2015, 15:06

Czekał, lecz odpowiedź nie nadchodziła. Gotował się wewnątrz, patrząc nienawistnie na na strażników w hełmach, wyobrażając sobie, jak cudownie byłoby wydłubać ich twarze z tych stalowych skorup. Sam miał własną ochronę na głowie, dumnie prezentując krótkie, rogowate wypustki po bokach swej głowy. Powoli zdjął tarczę z pleców, topora jednak nie dobywał. Jeżeli zamierzali go przepędzić, nie przyjdzie im to łatwo. Będzie tu stał, aż zdradzą mu imię tego, kogo szukać będzie musiał na polu bitwy u końcu Cyklów. Wpływ na jego zachowanie miała nie tylko konieczność oczekiwania na reakcję wojów, ale też, w pewien przedziwny sposób, słowa Brefirrida. Druid próbował uspokoić swojego kompana przez całą drogę pod bramę Twierdzy, jednak dopiero teraz trafiło to do twardogłowego Grada. Nie mógł cofnąć swoich czynów ani słów, ale czuł, że schodzi z niego odrobina pary.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 522
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

29 sie 2015, 16:17

MG

Wiadomość zdruzgotała Harkvinnara, który wiele nie myśląc, wypadł z karczmy i skierował swe kroki pod bramę twierdzy. Emocje owładnęły roskvarem i wydawało się na początku, że nie zatrzyma się przed strażnikami, którzy przygotowali się już na potencjalny atak mężczyzny z Północy, który jednak stanął niebezpiecznie blisko pilnujących bramy. Grad krzyczał coś mieszając dwa języki, więc strażnikom chwilę zajęło zrozumienie czego chce ten szalony człowiek.

- Zrób jeszcze jeden krok do przodu i zginiesz. - Warknął najwyższy z nich, prawdopodobnie dowódca tej warty. Wszyscy byli dobrze uzbrojeni, każdy miał krótki miecz przy boku, kuszę na ramieniu i halabardę. - Nie ruszaj się! - Krzyknął w stronę Harka strażnik, gdy ten sięgnął po swoją tarczę. Sytuacja była bardzo napięta i niewiele dzieliło obrońców bramy od zaatakowania Grada. Słowa druida dopiero teraz zaczęły przynosić jakiś efekt i wściekłość roskvara nieco zmalała.

- Nie wiem o czym bredził twój przyjaciel i nie obchodzi mnie to, daję wam pięć sekund na odejście. - Zwrócił się dowódca warty do Brefirrida. Nie wydawało się by kłamał, w gruncie rzeczy mógł nie wiedzieć nic o śmierci Heodrena lub zwyczajnie nie zrozumiał pytania Harkvinnara.

Wróć do „Twierdza”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 4 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 3 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Bing [Bot]
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1047
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Nightmare
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.