Plac treningowy

Chroniona ze wszystkich stron przez wysokie, będące ongiś częścią Zamku Jasności mury, zamieszkana przez elitę społeczeństwa i mieszcząca w sobie Pałac Sprawiedliwości Twierdza zajmuje niemal jedną czwartą Wolenvain i jest najstarszą dzielnicą stolicy. Wstęp za jej masywną bramę mają jedynie przedstawiciele możnych rodów szlacheckich… albo wiedzeni do jej lochów, wysoko urodzeni skazańcy.
Awatar użytkownika
Naszja
Posty: 20
Rejestracja: 11 sty 2012, 10:37
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1406

Plac treningowy

17 sty 2012, 18:07

Naszja miała w zwyczaju przechadzać się tędy, ponieważ lubiła widok walczących mężczyzn.
Posiadała ona tylko swój sztylet do walki, ale nie umiała się nim posługiwać. Jej ulubionym zajęciem, było oglądanie walk, ale sama nie paliła się do owych.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Tarr
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

31 paź 2012, 19:16

Wilkołak słuchał wszystkiego, dając upust napięciu. Słuchał, mając tej polityki coraz bardziej dość. Z ostatnimi słowami kobiety, Tarreth jedynie warknął głośno i potężnym uderzeniem obu rąk w bok kukły, złamał ją. Drzazgi posypały się na wszystkie strony, a kukła zatoczyła po ziemi. Majordom stał schylony, dysząc szybko. Można było ujrzeć, jak mocno zaciska on łapy.Lecz… To trwało chwilę. Groźna sytuacja, która mogła sugerować atak gniewu zniknęła, jak za dotknięciem magicznej różdżki. Weteran wypuścił powietrze, rozluźniając ręce. Wyprostował się, unosząc łeb ku niemu, by odetchnąć. Cieszyć się tym błogim spokojem. Magicznym, upragnionym. Potężny żołnierz słyszał cały las wokół siebie. Szelest drzew, śpiew ptaków, nawet jakąś rzeczkę. Słyszał wolność.
Niestety, błogostan nie mógł trwać wiecznie. Po dłuższej chwili odpoczynku, otworzył on oczy, które w ułamku sekundy z anielskiego spokoju zamieniły się w oczy kogoś, kto jest wiecznie gotów do walki. Odwrócił się do reszty Rady i przemówił.
Nie zwariowałem, by zgodzić się na wybudowanie fortu na takim zadupiu. Oficerowie mają rację. Wy macie rację. To szaleństwo. Więc fort będzie musiał zostać zbudowany bliżej granicy autonomii. Wolenvain znajduje się blisko niej, ale znając tamtych, to nie zgodzą się na taki fort tuż pod naszym balkonem. Chociaż ja w tym nie widzę kłopotu, skoro wymagają też dzielnicy w samej stolicy. I na dodatek chłopi nie mieliby daleko, dałoby to radę pogodzić. W końcu oferują do naszej wyłącznej dyspozycji swoje wojska, nie? – przemówił, gestykulując to jedną ręką. Klamka zapadła. Fortu na pustyni nie będzie. Chwila ciszy, powstała po przemówieniu siwiejącego fechmistrza została przez niego przerwana, bowiem miał jeszcze kilka uwag.
A jeśli im ten warunek nie pasuje, to najpierw zbudujmy sieć zaufania na niższym szczeblu powiązania. Umowa handlowa, czy coś takiego. Przekonajmy się do siebie nawzajem, pożyjmy obok siebie, by potem być lepiej przygotowanymi do życia razem. Dobrze mówię? – spytał jeszcze, oglądając swoje rękawice. Faktycznie, lubił swoją zbroję. Była elegancka, wygodna i chroniła. A o było ważne.
Odnośnie funduszy na armię… Chciałem, by to Lokenth się bało nas. Chciałem, by się poddało… No, może nie. Chciałem z nimi walczyć. Chciałem spalić to cholerne miasto. Zrównać z ziemią, pokazać reszcie, co czeka zdrajców. Jednak ta sprawa z centaurami otworzyła mi oczy. Nie będę szukał wojny na siłę. Plany zatem trochę zmienię, ograniczając do reform wojska i uzbrojenia. Nie będę jakoś bawił się w wielką armię wojenną. Póki co. Myślę, że na reformy, zmiany i udoskonalenia wojska znajdą się pieniądze? Opowiem o szczegółach w innym miejscu i czasie. – wytłumaczył z niepodobnym do siebie spokojem i lekkością, zaczynając się rozglądać po okolicy.
Póki co wywalczmy fort koło nas. A jak nie, to inny traktat, bo ja im bez tłuszczu do dupy wchodzić nie będę – zasygnalizował poważnie, wskazując palcem ziemię. Ot zwykły, popularny gest stanowczości.
Awatar użytkownika
Wierzbiec
Posty: 399
Rejestracja: 28 lip 2011, 20:35
GG: 381201
Karta Postaci: viewtopic.php?t=621

02 lis 2012, 23:21

Ach, jakże on często nadużywał westchnień, żadne słowa nie mogły wyrazić lepiej jego uczuć. Zapał Niniel i Tarretha sprawiał, że i on nie mógł być gorszy. To on powinien nieść światło, to on a nie oni winien nieść świętą misje odrodzenia tego miasta, całego kraju i świata, misje którą dostał gdy wymknął się z łap śmierci. Dostał drugą szanse i nie zamierzał ślęczeć i użalać się nad sobą, jego twarz nie zdobił jednak uśmiech, nie wiedział czy radość życia do niego kiedyś powróci.
Uciekał wzrokiem i tylko wtedy gdy Niniel spojrzała na niego dał jasno do zrozumienia jego poparcie dla niej. Wolał jej zostawić pełnienie roli mówcy, to ona ujarzmiała bestie wewnątrz Tarretha.
Wsłuchiwał się w opinie radnych, logiczne i proste ale brakowało mu czegoś do tej układanki. Chciał by pakt był dla społeczeństwa nagrodą, a nie grożącą śmiercią pomyłką. Splótł ramiona na klatce piersiowej i wpatrywał się w ziemie. Przez jego ręce przeszła magia czuł mrowienie gdy opanowała jego ciało i dotarła do ziemi, która z chęcią przyjęła ją niczym nawóz.
- Myślę, że powinniśmy się zaangażować w sprawę osobiście, to pierwszy sojusz autonomii od lat, to było by związane z pierwszym krokiem ku drodze odnowienia miasta. Chciałbym brać w tym udział, jeśli morain zgodzą się wybudować twierdze choć trochę bliżej ruszyłbym razem z rolnikami i żołnierzami, by zamieszkać w komnatach pomniku naszych przyjaciół. Ktoś musi tam być, ktoś do kogo będą mogli się zwrócić gdy w forcie spotkają się z wrogością centaurów, kto wie jacy są…, Urlos nie wydawał się osobą, która umie czekać, jeśli się zgodzi może to być równoznaczne z odwołaniem traktatu… i jak to ujął Tarreth, nie będziemy iść tam gdzie nas nie chcą…
Skończył szybko, nie miał czasu a w głowie niczym mucha wwiercił się dźwięk, bardzo niepokojący i nieznośny, na dodatek bardzo znajomy. Coraz bardziej był przekonany, że skądś go zna, że ktoś już recytował mu te słodkie nuty. Przerażenie opanowało jego umysł… Caritiem?

krótka bo jakoś nie mogę się wczuć… przepraszam.
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

05 lis 2012, 23:04

Postawa Tarretha zmieniła się, z agresywnej w spokojną, ze spokojną w zapartą. Owszem, Niniel wpatrywała się w niego z lekkim zdziwieniem, podnosząc do góry jasne brwi, ponieważ nie spodziewała się takiej wypowiedzi. Zaskoczył ją pewnością siebie i własnym zdaniem, podczas gdy spodziewała się, że przystanie on po prostu na jedną z jej propozycji. Jej spojrzenie powędrowało do Herubina i z powrotem do majordoma. Roztaczał aurę której każdej innej osobie trudno byłoby się sprzeciwić, chociaż Niniel nie zdawała się mieć z tym większego problemu. Mimo jednak że mogła, to nie chciała. Decyzja Tarretha wcale nie zadowalała jej w pełni, białowłosa nadal wątpiła, wahała się pomiędzy jedną, a drugą decyzją. W pewnym momencie podjęła jednak, że raz na jakiś czas i innym może zaufać. Sama miała ochotę powiedzieć coś innego, lecz nie zrobiła tego. Dziwne, nagłe uczucie, że nie zawsze ma rację, przeważyło nad jej decyzją. Spojrzała jedynie głęboko w tarrethowe oczy i po chwili skinęła głową.

- Nie chcemy, żeby Tarreth zwariował - odparła cicho, a na jej bladych ustach wykwitł lekko widoczny uśmiech, który też po chwili znikł, zastąpiony głośnym, niepowstrzymywanym westchnięciem. – W takim razie decyzja została już podjęta, nie ma więcej o czym dyskutować. Chociaż centaury zarzekają się, że miejsce wybudowania fortu jest istotne militarnie i bardzo korzystne, a dla nas wszystkich brzmi to raczej jak kiepski żart, to chyba nie ma się nad czym zastanawiać. Trzeba będzie przedyskutować tę sprawę z mości Urlosem.
Najada rozejrzała się krótko, lecz ani widu ani słychu po centaurze. Stali na brzegu placu który był niemal pusty, tak więc wielkiego półkonia, półczłowieka na pewno nie mogli przegapić. Białogłowa spojrzeniem wróciła do swoich towarzyszy, po chwili zaś utkwiła je w samym Herubinie.


Z wrogością centaurów może się zmierzyć Iron Phiraar – odpowiedziała nieco za ostro, a orientując się o tym po krótkiej chwili, dodała o nieco łagodniej: – Potrzebujemy cię tutaj Herubinie. Miasto chce Rady, im więcej członków ona posiada, tym republika silniejsza. Nie możemy przyjąć byle kogo, bo nikomu nie ufamy. – Najada zamilkła na chwilę. Ton jej głosu jak też błysk w oku zdradzały, że mówi jak najbardziej poważnie i szczerze. – Oczywiście ludzi prędzej by się wynieśli gdyby wiedzieli, że sam Radny porzuca dom zupełnie tak jak oni. Jednak mimo to uważam, że lepiej obejść się bez tego manewru. Zresztą gdyby fort był bliżej, to i ludzie by nie płakali.


Nie chciała decydować za niego, a jedynie przemówić mu do rozumu. Wiedziała, że wywrze to na nim spory efekt. Przynajmniej na tyle spory, że zastanowi się nad swoją decyzją dłużej…

Awatar użytkownika
Tarr
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

06 lis 2012, 15:37

Sprawy "przeprowadzki" nie skomentował. Tarreth nie był do końca pewny słów najady, nie wiedział, czy tak to działa. Herubin zdawał się mówić z sensem, acz na równi i Niniel mogła mieć rację. I co tu da głos wilkołaka, który nie ma określonej postawy wobec tego? Nic.
Milczał zatem, jedynie przyglądając się swoim towarzyszom. Musieli dojść do tego między sobą.
Słowa o… Republice nie spodobały się weteranowi. Skrzywił się w duchu niemiłosiernie, na zewnątrz pozostając, jak posąg. Niewzruszony. Lata służby wojskowej nauczyły go chowania wszystkiego, gdy przychodziła służba. Tak, wojsko mogłoby nauczyć wielu ludzi czegoś przydatnego. Niestety, ci "boją się śmierci" i tego typu podobne brednie. Wojsko przecież jest cudowne, jest kwintesencją życia w grupie. Znania swojego miejsca w społeczeństwie, poświęcani siebie dla niego. Nie żadni politycy, czy nawet sam lud mógł lepiej zadbać o państwo, jak wojsko, które istnieje, by je chronić.
Słowa o starym Ironie trochę zaskoczyły majordoma. Nie był pewny nawet, jak o odczytać. Ewentualność wojny? Czy zbyt głośne marudzenie jednostki?
O czym Ty mówisz? Jaka wrogość? – padło pytanie, wykrzywiające minę wilkołaka. Troszkę niepewności, zastanowienia i zaskoczenia. Grymas, lubiany przez wielu "ważniaków", chcących udowodnić swoją wyższość nad innymi…
Ludzie… Co za rasa.
Awatar użytkownika
Wierzbiec
Posty: 399
Rejestracja: 28 lip 2011, 20:35
GG: 381201
Karta Postaci: viewtopic.php?t=621

10 lis 2012, 17:30

W skupieniu słuchał każdego słowa Niniel, analizując je dogłębnie. Oczy mu błyszczały, sam był zaintrygowany zaradnością kobiety. Tyle możliwości, tyle różnych skutków naszych drobnych czynów, ich życie stało się życiem miasta.
Ten brak anonimowości mu doskwierał, został spętany władzą, a na dodatek sam się o to prosił przekraczając próg pałacu. Nie mogąc jednak zmienić losu, czekał aż skończy swoje zdanie.
Przełożył ciężar, na drugą nogę, stał się najniższą istotą , co niespecjalnie mu odpowiadało. Minęły miesiące od ostatniego czasu kiedy przybrał swą prawdziwą, naturalną formę. Ta, choć dzięki płynącej w jego żyłach magii była nadal jędrna, wyglądała na styraną. Czuł, że musi się uwolnić i przy najbliższej okazji uwolnić nagromadzoną energie, która w nim iskrzyła drażniąc każdą komórkę nerwową jego ciała.
Zwątpił gdy najada wytoczyła mu argumenty, nie chcąc się kłócić gdy ich sojusz wisiał na lichym włosku. Delikatnie przytakiwał dając do zrozumienia, że słucha z olbrzymią uwagą, oddając tym samym szacunek dla radnych.
- Chcąc nie chcąc nic o nich nie wiemy, o ich zachowaniu i agresji przedstawicieli, ważne by był ktoś szanowany i o mocnym charakterze, nie raczmy się teraz słowami o wojnach, toż to przecież możliwe pierwszy ważny sojusz autonomii! Nie powinniśmy zwlekać, czas wysłać gońca do mości Urlosa, o ile ten, módlcie się Bogowie, jeszcze nie wyjechał. Chciałbym to już mieć za sobą, wy najpewniej też więc…
Gestem dłoni przywiódł jednego z żołnierzy ćwiczących zaciekle na polu walki i nakazał by sprowadził pałacowego gońca. Nie mogli przecież tam wysłać byle kogo, to by obrażało pozycje dyplomaty centaurów. Krótka wiadomość, zaproszenie od rady dla mości Urlosa, na ponowne dyskusje o traktacie i pokazie żołnierzy Morain winno wystarczyć. W duchu liczył, że ich nowy znajomy pojawi się niedługo przed ich oblicza.
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

18 lis 2012, 11:53

Tarreth, tak jak spodziewała się najada, nie mieszał się do ich rozmowy, jakby było mu wszystko jedno. Białogłowa wiedziała jednak, że nie to jets powodem jego milczenia…

Nawiązywałam do słów Herubina – odpowiedziała mu z nutą zniecierpliwienia, czując się wyrwana z nurtu rozmowy. Szybko wróciła spojrzeniem na satyra, nie chcąc przerywać tej rozmowy na dłużej.

Iron Phiraar jest szanowany i ma mocny charakter – burknęła cicho, jakby sama czuła się urażona uwagą enta. Nie chodziło o to, że zacięcie chciała bronić swojego wojennego kompana, a raczej o to, że nie podobała jej się wizja Herubina który ich opuszczał. Wyglądała w tym momencie jak dziecko, które uparło się i nie zamierzało zmieniać swojego zdania; chociaż nogą jeszcze nie tupała. Chciała, by Herubin został. Po długiej chwili milczenia westchnęła jednak lekko i odprężyła się, nie była bowiem do końca pewna, czy powinna tak uparcie bronić własnego zdania. Spojrzała na pusty plac treningowy.

Mam nadzieję, że nasz kochany gość szybko się zjawi, nie mamy całego dnia by tu czekać… - Niniel zamilkła na chwilę, po czym spojrzała na Tarretha. – To ty twardą ręką zdecydowałeś jaka jest nasza odpowiedź, więc proponuję byś i ty ją mu przedstawił. Ciekawam co powie… Swoją drogą, gdzie są moje rzeczy…? – wymamrotała na końcu, rozglądając się energicznie. Służba miała przynieść jej graty. W oddali dostrzegła wreszcie dziewkę niosącą jakieś duże poręcze. Białogłowa przeprosiła zebranych skinieniem głowy i oddaliła się na moment by odebrać od dziewczyny ciężary. Trudno było dostrzec czym są, otulone były powiem karmelowym materiałem.

Awatar użytkownika
Tarr
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

19 lis 2012, 00:58

Wilkołak obnażył na chwilę kły, rozglądając się. Nienawidził, gdy ktoś kazał mu na siebie czekać. Zwłaszcza żołnierz. W wojsku bowiem jest nie do przyjęcia jakikolwiek margines błędu, spóźnienia. To po prostu nie istnieje. Tym bardziej, gdy żołnierz jest wysyłany, jako dyplomata. Jakie zdanie o kimś może mieć Tarreth, gdy ten tak się zachowuje?
No właśnie. To była czysta…
Kpina! Kupina i absolutny brak szacunku! Gdzie ten popapraniec?! Nie zamierzam na niego za długo czekać, mam wiele spraw na głowie… – ogłosił, ostatnie słowa wypowiadając bardzo opiekuńczo. Na szczęście wojownik na tyle miał opanowane własne odruchy, że na tonie głosu się skończyło. Rządny akcji, odżywający w walce weteran chciał wyrwać się z miasta. Był wilkiem. Wilki muszą być wolne. Lycanie od zawsze pragnęli bezgranicznej wolności. Mieli ją we krwi.
Majordomus był przez politykę wyniszczany. Jego prosty w gruncie rzeczy umysł wręcz nie akceptował tego politycznego świata. Odrzucał go. Tarreth chciał zostać w koszarach, bądź dostać misję.
Ja będę tu czekał jeszcze tylko chwilę. Jeśli ta pokraka się nie zjawi, to może mnie w zad cmoknąć – oznajmił, wykonując gest, który często towarzyszył decyzjom ostatecznym.
Awatar użytkownika
Urlos
Posty: 289
Rejestracja: 21 sie 2012, 20:51
Lokalizacja postaci:
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2165

19 lis 2012, 02:35

Ciszę która panowała, po wrzaskach jakie wydobył z siebie wydobył wilkołak, przerwały natężające się odgłosy silnie uderzanych dwóch kopyt. Niedługo potem przez bramę galopem wpadł Urlos podbijając w powietrze śniegowy puch, zgrabnie przechodząc w kłus, gdy zauważył Radnych. Poranna mgła tutaj nie była aż tak widoczna, objawiała się dopiero wyżej – na wieżach pałacu. Świeże powietrze tuż po nocy przepełniało wszystkie płuca centaura, był rześki i wypoczęty.
Zbliżył się do radnych zebranych w grupie. Dobrym wzrokiem zmierzył wilkołaka, który jedynie uszami i czołem przewyższał mężczyznę. Skłonił się nisko i elegancko, uginając się lekko na przednich łapach. Strój wizytacyjny niestety wciąż szpeciła wypalona dziura na udzie po ognistej kuli jaszczura z wczorajszego dnia, odsłaniając część dobrego, lekkiego opancerzenia Urlosa. Nie wstydził się jej jednak, przybrał ten strój tylko ze względu na zwyczaje panujące w autonomii, sam nie przywiązywał do tego wagi, jak większość morain. Rana rzeczywiście się zagoiła, maść z przytułku działała zaskakująco dobrze.
Witajcie Radni Wolenvain. Pan jest zapewne mości Tarreth, to prawdziwy honor poznać Cię, przez krótki czas mojego pobytu tutaj zdążyłem wiele o Panu usłyszeć. Jestem morain Urlos. Morain, nie centaur – jeśli łaska… – wtrącił ciszej, acz wyraźnie słyszalnie – Czuje się również zaszczycony móc ponownie spotkać się z Radną Niniel i z Radnym Herubinem. Widzę, że poranne z Państwa ptaszki. – miał na końcu języka komplement, jednak darował go sobie. W rzeczywistości i tak nic by nie zmienił, a pozna odrobina charakteru Niniel prawdopodobnie by zareagowała cynizmem. Świetne początki ewentualnej przyjaźni miedzy nacjami.
Powstał z ukłonu i na chwilę zrównał wzrok z wilkiem. W tym momencie zrozumiał dlaczego przez mieszkańców których poznał Urlos uważany był za tyrana i szaleńca. W jego oczach panował dziki ogień, normalny dla wilka, który stracił więź ze swoją bracią. W puszczach często spotykał się z takim wzrokiem, tyle że tym razem wilk był… większy. Doświadczenie napisane bliznami, tak ważne dla przywódcy, niestety teraz znikało w cieniu wrogości bijących ze szkarłatnych kulek Tarretha i raczej niewiele miało do gadania teraz, gdy w głowie i ciele wilkołaka gościł żywioł. Centaur miał nadzieję, że szybko się to zmieni.
Wzrok padł na Niniel, wyglądała na zniecierpliwioną, nieco tak jakby chciała wyskoczyć ze swego ciała duszą i coś zrobić. Jednak Urlos nie widział jej w innym stanie, więc nie był w stanie stwierdzić czy po prostu taka jest, czy coś ją gryzie.
A Herubin natomiast był zmęczony, zmęczony i zagubiony tak bardzo, że serce Urlosa się kruszyło, chociaż nie dał po sobie tego poznać. Coś mu podpowiadało, że chociaż teraz stoją po przeciwnych stronach długiego mostu nad nieskończoną przepaścią, to mają ze sobą więcej wspólnego niż mogło się wydawać. Najchętniej z nim by rozmawiał, ponieważ póki co jedynie ten okazał mu najwięcej szacunku i zrozumienia, w czasie gdy Białogłowa po prostu na Urlosa naskoczyła bez znaczących tak naprawdę powodów.
Kątem oka dostrzegł zmasakrowaną kukłę leżącą za plecami Tarretha, jednak myśli pozostawił dla siebie, a mimiką jak zawsze nie zdradził nic. Po chwili pojawił się subtelny uśmiech, typowy dla gościa, który był urzeczony dobrą gościną i uprzejmością gospodarza.
Czy decyzja została podjęta? Jakieś sprawy wymagają dodatkowego omówienia? Jakkolwiek mogę służyć, jestem do dyspozycji Rady. – ponownie się lekko skłonił w uprzejmym geście.
Awatar użytkownika
Tarr
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

19 lis 2012, 15:13

Tyle, co fechmistrz wręcz ponaglał nieobecnego dyplomaty, by się zjawił – a ten już tam był. Pięknie! Mówisz – masz. Gdyby ze wszystkim tak było.
Tarreth do tej pory nie zwracał uwagi na pogodę. Jego grube futro, oraz zbroja skutecznie odcinały mroźne wiatry od jego ciała. Dopiero centaur, który swym przybyciem niemal zaznaczył, że jest śnieg dookoła sprawił, że i Tarreth oddał krótką podziękę Duchom za odpoczynek dla natury.
Jednak nie drgnął. Nie mrugnął. Nikt nie był w stanie dojrzeć, co kryło się za kamienną twarzą żołnierza. Jedynie, gdy przybysz się skłonił, weteran tez oddał mu honory lekkim skinieniem głowy. Nie przepadał za tym sposobem witania się – był dumnym wojownikiem! Wolał stanąć na baczność i zasalutować. Jednak wojskowe honory mają to do siebie, że nie każdy godny jest ich otrzymania.
Po krótkim przywitaniu, w którym majordom pominął cześć słowną – z przekonania, że jest to zbędne – można w końcu było przejść do rzeczy.
Tak, Urlosie. Traktat został przejrzany w równej mierze przez Radną Niniel i Herubina, jak i przeze mnie i najwyższych dowódców Wolenvain. Ze strony w głównej części strategicznej, ale także i strony gospodarczej, położenie fortu jest niekorzystne. Zbyt wysunięte, odsłonięte i na terenie, nie wspomagającym ani rolników, którzy musieliby się tam przesiedlić, ani samych upraw, które na tamtym gruncie będą mniejsze, mniej wydajne. – zaczął, robiąc kilka kroków w bok, z powagą objaśniając sprawy fortu – Będziemy nalegać, by fort znajdował się bliżej stolicy, a już na pewno bardziej na wschód, gdy tamto położenie jedyne zachęci wroga do ataku. Wolenvain jest stolicą Autonomii, a przy okazji znajduje się bardzo blisko granicy, więc sam rozumiesz. Nie możemy narażać ani stracenia robotników i rolników, ani stracenia waszych wojowników, ani stracenia surowców w taki sposób. – kontynuował, gestykulując każdy przedstawiony fakt.
Lecz… na tym skończył przemowę. W bardzo dziwnym miejscu, lecz nie odezwał się już ani słowem, zerkając tylko na chwilę na Herubina i Niniel. Oni też pewnie mieli coś do powiedzenia.
Awatar użytkownika
Wierzbiec
Posty: 399
Rejestracja: 28 lip 2011, 20:35
GG: 381201
Karta Postaci: viewtopic.php?t=621

19 lis 2012, 21:01

Cierpliwość wilkołaka działała na nerwy Herubinowi, który zazwyczaj słynął z ogromnego spokoju. Pośpiech, pośpiechem ale po co te nerwy? Może to jego drzewna, statyczna natura tak działała ale nie mógł zrozumieć radnego. Wyprostowany czekał, choć szata przemokła mu od padającego śniegu. Zima nadeszła, a wraz z nią mógł umrzeć w spokoju dobry nastrój enta…
Jak wiadomo ta pora roku dla fauny i flory była nadzwyczaj okrutna, jedynie częściowa ominęła satyra, który mimo przesiadywania w kamiennych murach zamku, był istotą lasu. Już gdy pierwsze znaki mrozu nawiedziły miasto, Herubin czuł się ospały i zmęczony, może to właśnie stąd wzięła się jego depresja, która trwać będzie do lata. Wykrzesanie choć iskry energii, ociężałe ruchy, wolniejsze wymawianie kolejnych liter, pół przymknięte oczy nadawały mu melancholijnego charakteru. Powinien się cieszyć, że nie zasnął gdzieś w pałacowych ogrodów, to zdecydowanie mogło źle wyglądać dla poddanych.
Potrząsnął głową, oddychał miarowo. Oddał się przemyśleniom i wyłączył się od świata zewnętrznego, czas płynął dla niego wyjątkowo szybko. Gdy się przebudził z rozmyślań usłyszał hałas, kopyta ugniatały świeży puch nieba. Podniósł lewy kącik ust, tworząc wymuszony uśmiech. Wyprostował się i jak miał w zwyczaju pokłonił, się nie za nisko, nie za wysoko.
Stał niczym posag, aż Tarreth skończył mówić, jego intencje były jasne. Drzewie złączył swoje dłonie giętkimi palcami, opuścił dłonie swobodnie na linie bioder. Przemówił głosem pustym, jednakże zapewniającym wymagany szacunek do tak ważnej osoby.
- Mam nadzieje, że zrozumiesz jakie to ważne, nie możemy sobie pozwolić na błędne decyzje. Boimy się o naszych nielicznych ludzi, którzy są nam niezbędni. Pragniemy zawrzeć sojusz z Twoim potężnym plemieniem drogi Urlosie, prosimy jedynie o kilka ustępstw…
W głębi swego ledwie bijącego serca modlił się o to by centaur zgodził się na pewne modyfikacje traktatu. Nie chciał tracić go w tak głupi sposób, choć domyślał się że na przeszkodzie może stanąć duma potężnego wojownika. Nie chciał jednak by nawiązała się podobna rozmowa jak między radną, a dyplomatą, chciał uniknąć konfliktu.
- Liczylibyśmy, aby w Forcie przebywała jedna wybrana przez rade osoba, która chroniła by obywateli i ich praw w nowym rejonie, gdzie przecież byli by zupełnie obcy, obowiązywał by wobec niego pewien immunitet nadany przez władze Autonomii, w razie wszelkich niedogodności nie będzie można go tknąć bez decyzji naszej… mam nadzieje, że rozumiesz, nie chcemy, żadnych konfliktów i niedogodności.
Wiedział, że nieco dodał do decyzji i pozostali radni, chcąc, nie chcąc musieli się zgodzić nie mogąc pokazać niezgody w radzie. Ich wymagania były duże, a teraz wszystko zależało od tej jednej osoby. Satyr miał nadzieje, że skończy się to bezproblemowo i będzie mógł odwiedzić kilka miejsc, miał mnóstwo pracy, a dzień powoli się kończył…

Wróć do „Twierdza”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 12 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 12 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52169
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.