Plac treningowy

Chroniona ze wszystkich stron przez wysokie, będące ongiś częścią Zamku Jasności mury, zamieszkana przez elitę społeczeństwa i mieszcząca w sobie Pałac Sprawiedliwości Twierdza zajmuje niemal jedną czwartą Wolenvain i jest najstarszą dzielnicą stolicy. Wstęp za jej masywną bramę mają jedynie przedstawiciele możnych rodów szlacheckich… albo wiedzeni do jej lochów, wysoko urodzeni skazańcy.
Awatar użytkownika
Naszja
Posty: 20
Rejestracja: 11 sty 2012, 10:37
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1406

Plac treningowy

17 sty 2012, 18:07

Naszja miała w zwyczaju przechadzać się tędy, ponieważ lubiła widok walczących mężczyzn.
Posiadała ona tylko swój sztylet do walki, ale nie umiała się nim posługiwać. Jej ulubionym zajęciem, było oglądanie walk, ale sama nie paliła się do owych.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

21 lis 2012, 13:08

Według naszej fabuły jest popołudnie/późne popołudnie… Ale jak mniemam nie ma ot wielkiego znaczenia.

Niniel wyjęła z tobołka, który ze sobą przyniosła, swój płaszcz – z białego (oczywiście…), miękkiego futra, po czym zarzuciła go sobie na ramiona, chociaż tak naprawdę mróz wcale jej nie doskwierał. Przyzwyczaiła się bowiem do niego, a znamiona obu ras które w sobie nosiła, pozostawiły w niej jeszcze większą odporność. Wykonując tę prostą czynność nie mogła się nie uśmiechnąć pod nosem, widząc reakcję wilkołaka. Jego porywczy charakter śmieszył ją, rozbawiał, przywykła do niego i cieszyła się widząc go w akcji, chociaż wszystkie jego ruchy potrafiła już z góry przewidzieć. Powstrzymując szerszy uśmiech poczęła się rozglądać za centaurem. A ten, jak się okazało, zjawił się chwilę potem. Wpadł pędem na plac treningowy, jakby słowa Tarretha faktycznie smagały go po zadku. Niniel zmusiła się do przyjęcia ostatecznego, poważnego wyrazu twarzy, chociaż gdzieś w jej wnętrzu nadal pozostawały resztki dobrego humoru. Utkwiła wzrok w ich gościu, odpowiadając na jego ukłon krótkim skinięciem głową. Wyczuwała jak ten wszystkich ich próbuje skanować myślami i wzrokiem, próbuje zrozumieć… Ponownie musiała powstrzymać cisnący się na usta uśmiech.

Witamy ponownie – odpowiedziała tylko neutralnym głosem, omiatając krótkim spojrzeniem pusty plac oraz majordoma i satyra. Nie było czasu do stracenia, po ich twarzach spodziewała się rozpoznać, że i oni są tego, zdania, jednak Tarreth zaczął mówić. Zmarszczyła lekko brwi, wydawało jej się bowiem, że swoje stanowisko mieli wyjaśnić po pokazie danym przez Urlosa, nie przed nim. A pal to licho, mruknęła sobie w głowie, z kamienną twarzą wpatrując się w wilkołaka. Jej rozbawienie zdążyło wyparować. Nie była to co prawda jakaś wielka tragedia, jednak najada nie lubiła po prostu gdy wszystko robiło się… na odwrót.

Jedynym plusem było to, że ich majordom mądrze prawił, popełniając tylko jeden błąd. A błąd ten dotyczył żyzności gleby na proponowanych przez centaura ziemiach – przynajmniej sam poseł zapewniał, że jest ona o wiele żyźniejsza niż ta w okół Wolenvain. I Niniel nie trudno było w to uwierzyć – niemal każda gleba była obecnie lepsza, niż ziemie zdeptane tysiącami ciężkich butów pod murami stolicy Autonomii. Jednak ten szkopuł nie warty był wspominania, sam Urlos zapewne rozumiał, że nawet gdyby poprawił w tym punkcie wilkołaka, nie zmieniłoby to decyzji Rady. Dlatego też Białowłosa milczała, słuchając go do końca, po czym przesuwając wzrok na Herubina.

Nawet zabawnym było, jak bardzo satyr różnił się do wilkołaka. Ten pierwszy stał dumnie i bez zająknięcia się wytykał niekorzyści płynące z tego paktu dla strony Wolenvain. Herubin natomiast od razu zaczął spokojnie, jakby chcąc uspokoić atmosferę napiętą już przez Tarretha. Jego słowa były o wiele bardziej obłe, niemal przymilające się… Niniel uznawała coś takiego za zbędne, ale nie zamierzała komentować. Stała w ciszy i słuchała dalej, podczas gdy satyr uparcie ciągnął sprawę w kierunku wysłannika z Wolenvain. Białogłowa miała ochotę skrzywić się, ale powstrzymał ją fakt, że nie wspomniał siebie po imieniu. Wymyślił naprędce jakieś swoje żądania, których wcale nie ustalali, ale były akurat tak małej wagi, że nie przywiązała do nich większej uwagi. Domyślała się, że centaur będzie miał już prędzej problemy ze zmianą położenia fortu.

Zapadła cisza, a ponieważ teraz miała być "jej kolej", Niniel chrząknęła tylko cicho i rzekła:

Nie mam nic do dodania. – Urwała na chwilę, a ponieważ nikt więcej się nie odezwał, dodała: – Jeśli wojownicy morain – podkreśliła ostentacyjnie, lecz możliwie nie złośliwie, dwa ostatnie słowa – są gotowi rozpatrzeć nasze żądania, to z mojej strony pokaz waszych umiejętności może się zacząć.

Pozostawiła centaurowi wolną rękę: jeśli miał jakąś wizję mógł z miejsca zacząć się z nimi wykłócać, poprosić o czas na przemyślenie, ale z góry odrzucić ich żądania i opuścić plac. Nie miała ochoty ani dolewać oliwy do ognia, niczym Tarreth, ani zalewać go wodą, niczym Herubin. Urlos sam powinien pokonać przeszkody na swojej drodze, spotkał się już zarówno z negatywnym jak i pozytywnym nastawieniem. Tyle mu wystarczy.

Kobieta otuliła się szczelniej płaszczem, chociaż gest ten pełen był niepoznaki… Mróz odczuwała jedynie jak chłodny wietrzyk, nawet przyjemny.

Awatar użytkownika
Urlos
Posty: 289
Rejestracja: 21 sie 2012, 20:51
Lokalizacja postaci:
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2165

21 lis 2012, 16:47

Urlos stał co chwilę poruszając ogonem, dłonie oparł o biodra. Wygodniej byłoby dla jego kręgosłupa gdyby skrzyżował ręce na piersi, albo oparł się na coś, jednakże po pierwsze chciał pozostać w pozycji sugerującej otwartość, a po drugie po prostu nie wypadało. Śledził wzrokiem każdego z mówiących i uważnie wsłuchiwał się w to co mówią. Centaura zaciekawiło to, że nikt nie poprawił Tarretha, chociaż reszta Rady doskonale wiedziała, że się mylił wielce mówiąc o glebach. Czyżby naprawdę byli tak podporządkowani i sterroryzowani przez wielkiego wyjca jak mówili ludzie? Urlos póki co nie miał powodu by myśleć inaczej. A może po prostu próbują zachować jedność przed gościem, chociaż czy zachowywanie jedności gdy jeden głosi fałszywie jest mądre?
O samym Tarrecie świadczyło to jedynie tyle, że – jak czasem rządzący i dyplomaci to robią – próbuje wejść na pole rozmowy o którym w rzeczywistości nie ma pojęcia, jednak licząc na to, że zdobędzie kolejny argument na rzecz swojej sprawy, zupełnie zrozumiałe zachowanie dla centaura. Wilkołak niestety tym razem poniósł porażkę, z pewnością lepiej mu szła walka niż dyplomacja.
Herubin wspomniał o nieco bardziej szczegółowych planach działania fortu. Niniel zupełnie odmiennie od reszty czekała, jak rzekła, na pokaz morain. Jednak skoro temat o pakcie został podjęty, należało go skończyć, gdyby Urlos zrobił inaczej, byłoby to co najmniej dziwne, zwłaszcza, że się nie zgadzał…
Mości Tarrecie, z tą różnicą, że ziemie tamtejsze są bardziej wydajne niż autonomii. Wielokrotnie bardziej wydajne. – ktoś musiał to powiedzieć. Rozłożył ręce szeroko, gdyby ktoś chciał go teraz zabić mógłby to zrobić bez żadnych problemów, ale Urlos kontynuował – Rozumiem, że martwicie się o swój lud jak o samo miasto, które ma mieszkańcom służyć. Jednakże wskażcie mi chłopa, który wraz z rodziną nie będzie chciał się przenieść z miejsca w którym pracuje mu się ciężko, zbiory są w najlepszym wypadku dostateczne, musi płacić podatki, odpowiadać przed swymi panami, z trudem wyżywić rodzinę i chronić ją przed niebezpieczeństwami z zewnątrz, do miejsca w którym przy połowie dotychczasowego wysiłku będzie osiągał co najmniej podwojone plony, więc i podatki będzie mu łatwiej płacić, resztkami zbiorów będzie mógł ze spokojnym sumieniem wyżywić swoją rodzinę i w końcu nie będzie musiał się musiał obawiać niczego poza samą w wojną w całym kraju. – skończył by złapać pełniejszy oddech – Jeśli się nawet zdarzy patriota to i tak będzie służył Radzie, miastu, autonomii… wszystkim którym służył dotychczas.
Pani Niniel, Panie Herubinie, czyż podczas pierwszego spotkania nie wspomniałem o tym, że nie będziecie musieli się martwić o transport i bezpieczeństwo karawan z fortu do Wolenvain? Morain będą je chronić – skutecznie. Tak samo nie będziecie musieli martwić się o opłacenie tych karawan. Sam fort będzie dobrze usytuowany jak i dobrze zbudowany, może nie jesteśmy mistrzami pięknej, estetycznej architektury, ale wiemy jak zbudować coś co będzie solidne i przede wszystkim będzie chronić przed atakami. Wspomnę jeszcze raz, że fort będzie należał w zupełności do Wolenvain, więc sposób zarządzania i działania pozostawiamy do waszej dyspozycji. My, morain, będziemy go tylko dodatkowo chronić w razie jakichkolwiek niepokojów, posiadając jedynie prawo do wezwania zbrojnych – tyle odnośnie gospodarczego położenia fortu.
Konsekwencje wyprawy rolników również nie będą dla miasta tak bolesne, ponieważ jak wspomniałem za pierwszym razem morain będą wam pomagać we wszelaki sposób. W naszej kulturze nie ma wyraźnego podziału jednostek. Wojownik morain zajmuje się walką, doskonaleniem się w swoim zawodzie i wszystkim innym w czym może pomóc społeczności. Co prawda może byłyby problemy, gdybyście chcieli nas zaciągnąć na pole i ubrać w pługi jak konie, lecz jeśli chodzi o odbudowę miasta – bylibyśmy szczęśliwi pomagając i nikogo z nas to nie urazi. Zaoszczędziłoby wam to czasu i wysiłku. Niektórzy z morain podniosą elementy tak ciężkie, że wam potrzebne byłyby specjalne maszyny konstrukcyjne do ich przeniesienia.
Zrobił chwilę przerwy i zaczął mówić łagodnie, bez zabarwień estetycznych, bez szczególnego wyrazu twarzy, nie próbując nic zasłonić – po prostu ewidentnie szczerze:
Dla nas położenie fortu właśnie w tamtym miejscu, to jak dla was odbudowa miasta i przywrócenie mu dawnej świetności. Jest nam to po prostu niezbędne. A jeśli wydaje wam się cała ta sytuacja podejrzana, dlaczego zwróciliśmy się do was… Powiedzmy, że doświadczyliście czegoś podobnego co my w przeszłości, dlatego uważamy, że mamy wiele wspólnego i możemy sobie pomóc. Trudno jest żyć ze strachem przed tym co przyniesie jutro, czy historia się nie powtórzy… niczym w mroku. Wtedy przyjaciel obok to jak świeca, która odgania mrok. Chcielibyśmy abyście nas tak postrzegali, tak jak my was postrzegamy…
Złapał naprawdę głęboki oddech, nabierając w płuca mroźnego powietrza. Wzrok skierował na plac, na którym miałby się odbyć jego pokaz. Patrzył na niego przez chwilę w ciszy potem powiedział:
Jeśli mimo wszystko nie przystajecie na taką umowę… to przykro mi, ale nawet przy najszczerszych chęciach nie dojdziemy do porozumienia.
Awatar użytkownika
Tarr
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

22 lis 2012, 14:23

Majordom kompletnie nie przejął się poprawką, dotyczącą gleby. Machnął łapą, ukazując przy tym kwaśny grymas.
Jestem żołnierzem, nie chłopem! Dla mnie, jak coś jest blisko pustyni, to automatycznie jest gorsze pod uprawę. Jednak nawet jeśli ziemia jest taka dobra, to pozostaje kwestia rolników, przesiedlenia, naszych sił ludzkich – do czego się nie wtrącam… – tutaj przerwał, stając prosto – I kwestia militarna, strategiczna, która jest moim zadaniem. Jednak zanim do tej kwestii dojdziemy, omówcie sprawy nie dotyczące obrony. Mam pomysł, który może się udać, ale to dopiero, jeśli wy do czegoś dojdziecie – czemu się dziwić postawę majordoma? Urlos mówił z sensem, w dodatku na temat, o którym on nie miał zielonego pojęcia. Więc zostawił to reszcie. Jeśli się nie dogadają, to nici z umowy, proste.

Tarreth po prostu czekał. Już w kompletnej ciszy, penetrując wzrokiem twarze, mimikę i możliwe przemyślenia reszty.
Awatar użytkownika
Wierzbiec
Posty: 399
Rejestracja: 28 lip 2011, 20:35
GG: 381201
Karta Postaci: viewtopic.php?t=621

22 lis 2012, 15:19

Zdziwienie go dopadło gdy Niniel nie miała nic do dodania, cóż zawsze taka wygadana, chyba sam też musiał się nauczyć kiedy milczeć. Mógł to poćwiczyć gdy Urlos mamił ich słodkimi słowami, jakże piękna pozbawiona słabości wizji. Zbyt ułudna, by nawet szczery i łatwowierny Herubin w nią uwierzył. Przymknął nieco oczy i spuścił głowę podchodząc nieco bliżej. Jego mina była pełna zrozumienia, jednak coś w niej było stanowczo nie tak, była zbyt spokojna.
- Potrzebujesz więcej empatii, drogi Urlosie, Morain to nie ludzie, nie będą chcieli się żegnać z życiem, które towarzyszyło im od pokoleń, by zamieszkać na środku nieznanego nikomu miejsca, opuszczonych przez rodaków, wśród nieznanej cywilizacji, to istny szok kulturowy, do którego muszą przywyknąć. Patriota czy nie, chłopi to jednostki proste, nie widzące często z szersze perspektywy ich sytuacji, co oczywiście w jakiś sposób da się ominąć, co będzie zapewne już sprawą rady. Jeśli chodzi zaś o gleby...– to stworzył widoczną pauzą– postaram się, być może ze wsparciem zbadać tereny moje słowo będzie istotnym argumentem. Ufam twym słowom, jednak dworzanie i szlachta nie, będzie to niestety konieczne.
Skończył, mówił głośno i wyraźne, akcentując każde słowo, zważał na każde zdanie by nie pomylić się, czy nie zawahać się. Stanął prosto, choć dużo mu brakowało do majestatu Tarretha czy Niniel. Cóż, może to przyjdzie z czasem?
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

23 lis 2012, 23:35

A jednak, wytknął mu błąd na temat gleby… Czyli faktycznie sądzi, że to coś zmieni. Gdyby najada była wrażliwa, pewnie serce by się jej ścisnęło, bo już wiedziała, co zaraz powie… Ale na szczęście dawno się już na wrażliwość uodporniła.

No więc chłopcy się wygadali, czas na mnie, pomyślała Białogłowa, przesuwając swoje turkusowe spojrzenie kolejno po każdym zebranym. Gdy zaległa cisza i ponownie nastała jej kolej, jej słowa były pewne siebie. W pewien sposób od razu można było w nich usłyszeć, że Niniel nie zamierza się targować, a przedstawia jedynie niezmienny punkt widzenia.

Fort jest po to, by czegoś bronić, a my nie mamy niczego do obrony na tamtych terenach. Są daleko hen, dzieli nas wielka pustynia. – Machnęła ręką dla podkreślenia swych słów. - Ciężko jest nam utrzymać Autonomię w kupie, a my mamy wyciągać łapska na krainy, których żaden wolenvainczyk nigdy na oczy nie widział? To jak przynęta na Imperium, jak pokazanie im "chodźcie tutaj, zbliżamy się, nie boimy się was". To jawna prowokacja, Imperium miałoby tam bliżej niż my. Dobrze zorganizowany atak z ich strony zniszczyłby fort, morain mogą być świetnymi wojownikami, ale Imperium wykorzystuje swoją przewagę liczebną. A jeśli fort by upadł, nie mielibyśmy żadnych szans na wyjście z dołka, ponieważ wszystkich rolników w których pokładaliśmy nadzieje odesłalibyśmy przecież właśnie tam. Wolenvain podnosiłoby się po Oblężeniu jeszcze dłużej, wystawiając się tym samym na atak. Nie jesteśmy gotowi na żadne inwestycje, już na pewno nie tak ryzykowne. Nie, kiedy nawet nasi właśni bracia stają się z czasem wrogami… – Niniel zamilkła nagle z kamienną twarzą, lecz jej wnętrze wręcz się wykrzywiało na myśl o Lokenth. Zdrajcy… Żałowała, że nigdy tam nie była, nie poznała tej części Autonomii lepiej. Musieli jak najszybciej podjąć coś w kierunku buntowników, coby zaraza nie rozpełzła się po sąsiadach. To jednak musiało poczekać. Niniel milczała chwilę, po czym wznowiła swoją odpowiedź, nadal z tym samym obliczem wypranym z wszelkich emocji:

Rolnicy to w większości marionetki, tępe chłopy na rozkazach szlachty. Nic nie rozumieją na temat gospodarki, nie będą chcieli opuszczać rodzinnych ziem by wynieść się w nieznane – do tego nie z braćmi swoimi, a z c… wojownikami morain. Szlachta natomiast obecnie ma zbyt wiele możliwości by wzbogacić się w mieście, żeby je opuszczać.

Białogłowa zamilkła, ale obecna jak i wcześniejsza postawa Urlosa mówiła jej, ze centaur będzie próbował kontrować jej słowa. Dlatego nie przerwała swej mowy, niech nic nie pozostanie bez wątpliwości.

Jeszcze raz zaznaczę, położenie fortu nie jest dla nas korzystne. Nie mam pojęcia czemu nam to wmawiasz. Żeby obronić nas przed jakimkolwiek atakiem ze strony Imperium musielibyście przebyć niemal pół kontynentu – co i tak nie ma sensu, bo potęga fortu leży w jego zabudowaniach. Gdyby Imperium chciało nas zaatakować przeszłoby Traktem Północnym przez Varti wprost pod mury Wolenvain – jakiś fort przy Nizinach Szmaragdu kompletnie by zignorowali, bo im nie po drodze. Takie zabudowanie byłoby co najwyżej zabezpieczeniem przed dzikimi ludami południa, a z tymi od wieków nie mieliśmy żadnych poważniejszych problemów. Oferta jest świetna, nie przeczę, ale nie w tym momencie. Nie wtedy, kiedy musimy się skupić całkowicie na sobie. Jeśli nie zgodzicie się na wybudowanie fortu w bliższej okolicy niż wspomniana, to jedynym wyjściem jest przesunięcie podpisania paktu. Równie dobrze możemy go podjąć dopiero wtedy, kiedy Wolenvain podniesie się na nogi i faktycznie będzie mogło inwestować na ziemiach odległych. Jeśli i to nie jest po waszej myśli… To zdaję się, że żadnego pokazu nie musimy jednak oglądać.

Niniel spojrzała przy następnych słowach na Herubina i Tarretha, jakby chcąc się upewnić że mają to samo zdanie. Jej słowa nie miały w sobie ani krzty nadziei czy żalu, były po prostu dosadne. Miała nadzieję, że nie wynurzy się z tego zalążka żadna dłuższa dyskusja, nie widziała już tutaj żadnych innych rozwiązań niż podane przez nią samą. I w głębi duszy miała nadzieję, że Urlos nie odejdzie uniesiony dumą, że się rozmyśli i zostanie… Z nutką tęsknoty spojrzała na leżący kilka kroków obok tobołek.

Awatar użytkownika
Urlos
Posty: 289
Rejestracja: 21 sie 2012, 20:51
Lokalizacja postaci:
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2165

24 lis 2012, 01:59

Rozsądek nie przemawiał do rządzących. Bronili się przed argumentami jak mury przed strzałami, z tą różnicą, że Urlos nie atakował, nie miał złych zamiarów, chociaż zarzucano mu kłamstwa i manipulacje – nie atakował.
Chociaż jego analityczny umysł intensywnie pracował, a duszą targały emocje, to przez cały czas jego mimika nie przedstawiała nic, nic na twarzy jak w kamieniu ciosanej.
Ani rozsądek, ani emocje – co więc w nich jest?
Widzicie w jakiej odległości są nasze krainy, ale nie widzicie ile wam oferujemy? Martwicie się, że wysyłacie stu dwudziestu żołnierzy, ale nie widzicie dwustu które wam dajemy? Nie wspominając o tym, ile waszych wart jest jeden nasz. Martwicie się o odnowę miasta ze swoimi tak zwanymi marionetkami, ale nie widzicie, że przysyłamy wam jednostki, które więcej niż walczyć potrafią? Ile wyślecie tam robotników? Trzydziestu? Pięćdziesięciu? Dwustu dostaniecie, tutaj też nie wspominając ile chłopów wart jest jeden morain. Boicie się jakiegoś Imperium, bo nie jesteście w pełni sił? Z tego co rozumiem – byliście, a i tak coś się stało, że po starciu ledwo się trzymacie. Ilu wam żołnierzy przybędzie przez rok, dwa lata? A ile im, skoro mają przewagę liczebną? W tydzień dostaniecie dwustu, na równi, a może i lepiej wyszkolonych niż wasze elity. Gdyby Imperium chciało was zniszczyć, zrobiłoby to bez czekania, jeśli nie samo to z pomocą innych, więc coś ich najwyraźniej wstrzymuje. – rzucił drastycznie i otwarcie, chociaż głosu nie podnosił i względny szacunek w stosunku do Rady starał się zachować. Nie czekając, ni nie pozwalając dojść do słowa nikomu, kontynuował.
Pani Niniel, dostrzec jesteś w stanie to czego nie mówię, może widzisz moje ukryte emocję i może nawet czytasz mi w myślach. Widzisz, że fort nam jest potrzebny, ale nie pofatygujesz się przeanalizować, że skoro z dnia na dzień jesteśmy w stanie wysłać dwustu wojowników, to ilu nas jest w sumie? Mimo to zakładasz, że jest nas mało i nie jesteśmy w stanie obronić niczego, jakbyśmy nic wart byli. Boicie się szlachty i tego, że będą się buntować? Dajcie chłopom ziemie na własność, nawet niewiele, by się w taką samą szlachtę się nie pozamieniali, i nawet tam daleko a zobaczycie jak chętnie tam pognają – uwolnią się od swych panów i będą życie własne prowadzić. Poza tym sami nie będą, jeśli wyślecie tam swych żołnierzy. Co wtedy szlachta będzie mieć? Nic. I gdzie uciekną – na północ, w mróz i wojny? Khan’Sal rządzi się własnymi prawami i ich może nawet nie przyjmie. Do Lokent? Do tych, z którymi walczą? Nie uciekną, a nawet jeśli, problem z głowy i dopiero wtedy można zacząć mówić o prawdziwej odbudowie miasta, o nowym początku. – uderzył kopytem w kamienie, jakby dobijał ostatni gwóźdź do swego dzieła.
Teraz mówił spokojnie, powoli, jakby wyrzucił z siebie wszystko i nie miał nic do ukrycia:
Nie wierzycie w moje słowa ni w szczere intencje mego ludu. Zamiast zastanowić się nad moimi słowami, odrzucacie je i próbujecie dojrzeć pod nie, jakbyśmy byli plagą, która chce was zniszczyć od środka. Oferujemy wam pomoc, szczerą, mówimy o braterstwie, a wy w zamian targujecie się jak o świnię na bazarze, byle więcej dla siebie ugrać, dociągnąć umowę na skraj akceptowalności…
To ja powiem jeszcze raz. Wyciągamy do was rękę, jak równy z równym. Umowa jest dla was wyjątkowo korzystna, przystańcie na nią, a nie pożałujecie. Pamiętajcie, to dopiero początek przyjaźni i ten pakt, to nie wszystko co możemy wam zaoferować. Nikt samemu ani wojny nie wygra, ani miasta nie zbuduje.

Urlos postawił wszystko jasno, ewidentnie dosyć nasłuchał się odmów, kręcenia i negocjacji ze strony miasta. Jeśli ponownie to usłyszy, wszystko wskazywało na to, że opuści Wolenvain.
Awatar użytkownika
Wierzbiec
Posty: 399
Rejestracja: 28 lip 2011, 20:35
GG: 381201
Karta Postaci: viewtopic.php?t=621

25 lis 2012, 00:43

Ach, jak on miał dosyć, jako istota z natury neutralna wolał stanąć gdzieś z boku i przysłuchiwać się naradom, ale nie, tutaj albo jesteś po stronie rodaków albo Urlosa. Był tak nie asertywny, czekał tylko aż to się wszystko skończy, wiedział że obie strony mają racje i żadna nie ustąpi. Analizował, jego pamięć powoli wskazywała wszystkie za i przeciw, każdą ewentualność których było mnóstwo. Wiedział, że każda decyzja może być zła, lub dobra a wszystko leży w rękach bogów. Zmienił ciężar na drugą nogę, coś w jego wielkich uszach świszczało, umysł tak dawno nie słyszał melodii Caritiem, że sam próbował dzięki wspomnieniom zwrócić choć część jej mocy, którą tak uwielbiał.
Miał ochotę przemienić się, dać upust zgromadzonej w nim energii ale nie mógł, musiał trzymać wszystko w żelaznych kajdanach, póki nie odnajdzie mocy, która zwróci mu życie.
Skończyli, odetchnął słyszalnie, długie wypowiedzi Urlosa coraz bardziej szarpały jego zdaniem, nie wiedząc co począć odezwał się, chciał jak najszybciej wydostać się z pałacu.
- Nie ma sensu dalsza konfrontacja argumentów, rada wyda werdykt po głosowaniu, wybacz na moment Urlosie.
Odszedł, a gestem ręk przywołał do siebie radnych. Spojrzał na nich, swoimi wielki, błyszczącymi oczami. Minę miał spokojną, jak zawsze, nieco przerażającą nawet. Złączył ręce, które zacisnęły się nad przed biodrami,
- Chyba czas podjąć ostateczną decyzje, proponuje proste i uczciwe głosowanie. Jestem za powstaniem forty oraz podpisaniem traktatu z Morain…
Rzekł to głosem cichym, poważnym i pewnym, nie mógł sobie pozwolić na jąkanie się, czy zawieszenie, nie teraz gdy jego głos miał taką role…
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

28 lis 2012, 18:35

Zaskoczyły ją słowa centaura. Szedł w zaparte niczym minotaur, koloryzując wszystko tak, że aż dech zapierało ze zdziwienia. Mimo swego zaskoczenia, najada słuchała jednak dalej – cierpliwie i w milczeniu, opanowując potok słów cisnących jej się na usta. Nie dała im ujścia nawet gdy Urlos skończył, nie zdążyła, bowiem Herubin natychmiast odciągnął ich trójkę na bok. Powstrzymała się od przewrócenia oczami; według niej wszelkie narady były zbędne, każdy powinien wyrazić własne zdanie, a decyzja winna być podjęta większością głosów – ona nie ukrywała swojej opinii przed centaurem, zapewne zresztą i tak by się jej domyślił, więc obgadać wszystko na jego oczach czy bez niego nie robiło różnicy. Mimo to odeszli na stronę – a niech mu już będzie.

Szybko zmieniasz zdanie, druhu – rzekła po wysłuchaniu słów Herubina,głosem całkowicie neutralnym – mimo to zabrzmiał on chłodno. Po jej twarzy przemknął cień zmartwienia, widać było, że coś ją trapi.

- Nie jestem pewna szczerości jego słów na temat liczebności centaurów - mruknęła cicho, coby tylko satyr i wilkołak ją usłyszeli. – Jeśli Urlos twierdzi, że odparliby atak Imperium, musiałoby ich być naprawdę wiele i musieliby mieć jakieś umocnienia. Spójrzcie na nasze miasto, na te wysokie mury, na tę wielkość, ludność. Przecież my ledwo żeśmy Imperium pokonali, jak mieliby zrobić to oni? Musiałby ich być chyba milion. Jestem z zachodu, dalszego nawet jeszcze niż on. Znam te tereny i zastanawia mnie, gdzie się oni wszyscy mieli pochować, bo nigdy o nich nie słyszałam. Chyba w ziemi - dodała nieco ciszej i jakoś tak burkliwiej. – Poza tym te aluzje na temat Imperium są bez sensu, przecież ich pokonaliśmy – i to łatwiej niżby się ktokolwiek spodziewał. Nie ono są naszym pierwszym w rzędzie zagrożeniem, chociaż przyznaję, jest niebezpieczne, ale nadal pozostaje przyszłością. Teraz musimy skupić się na czymś innym niż na wojsku. Co do proponowanej nam pomocy w wskrzeszaniu miasta… Cóż, brama północna jest w trakcie odbudowy, jedynie przy niej przydałaby się zewnętrzna pomoc, ale i z nią się jakoś uporamy. Nasz drogi gość zdaje nie zdawać sobie sprawy, że mówiąc o odbudowywaniu miasta, mamy na myśli wychodzenie z dołka ekonomicznego i ewentualnie użyźnienie zepsutych gleb – przy czym i tak nie mogą nam pomóc. Przynajmniej z tego co ja widziałam, nie ponieśliśmy większych szkód, nie licząc parunastu rozbitych szyb w bogatszych domach.


Niniel zamilkła na chwilę, namyślając się przez moment.


Zresztą to nieistotne. O wiele ważniejszym jest, że centaur proponuje nam podkładanie nóg własnej szlachcie, którą przecież niedawno z tak wielkim wysiłkiem namówiliśmy do owocnej współpracy. Nie sądzę, by którykolwiek szlachcic cieszył się, że zmyślnymi bajkami o rajskiej przyszłości podkradamy jego siły robocze. Zresztą przecież ich potrzebujemy… Nie wiem jak mielibyśmy to sfinansować, jeśli fort okaże się klęską. – Najada zamilkła, rzucając długie spojrzenie w stronę Urlosa. Nie wyglądała na zbyt szczęśliwą, ba, ledwo powstrzymywała się od zirytowanego westchnięcia. – Jedynym wyjściem by zrekompensować nasze straty byłoby faktyczne wysłanie półkoni-półludzi w pole, ale na to – jak mniemam – nie mają żadnej ochoty. Czemuż się zresztą dziwić, też bym nie miała.


Wzrok najady wrócił na oblicza Tarretha i Herubina. Czuła napięcie rosnące pomiędzy ich trójką.


Pewnie was to nie zdziwi, ale jestem na nie, ze szczerą nadzieją, że pakt uda nam się nawiązać kiedy Wolenvain podniesie się na nogi. Coś mi się wydaje, że przyjdzie nam to łatwiej, niż z "pomocą" centaurów. - Niniel wlepiła swoje turkusowe spojrzenie w Tarretha. – A ty jak sądzisz, najmilszy? – spytała go pieszczotliwie, ledwo powstrzymując cisnący się na usta uśmieszek. – Jeśli i ty jesteś przeciw, to zdaje się, że nie ma o czym rozmawiać. Co prawda zostaniemy nazwani grupką ślepych ignorantów, która spodziewa się, że centaury poderżną jej gardło w pierwszej lepszej nadarzającej się okazji… W końcu nie widzimy dobrych zamiarów. Ale cóż, będziemy musieli to znieść, bowiem nie jest to najlepszy argument, żeby jednak na pakt się zgodzić.


Białogłowa zamilkła, otulając się szczelniej futrem. Jej spojrzenie posunęło po ziemi w stronę leżącego nieopodal tobołka. Zagryzła zęby myśląc o dwóch klingach spoczywających pod powierzchnią lnianego materiału. Miały pójść dzisiaj w ruch, ale nie było już sensu wyzywać centaura. Niestety będzie musiała podjąć się jakiegoś nudniejszego treningu… Nieco rozczarowana tym faktem pogoniła spojrzeniem Tarretha, niech ten dzień wreszcie się skończy.

Awatar użytkownika
Tarr
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

28 lis 2012, 19:36

Co. Za. Typ! Słuchając słów centaura, wilkołakowi wydawało się, że to jakiś samobójca, a nie wysłannik innego narodu. Kto normalny na Przodków staje przed obliczem władców drugiego narodu i proponuje współpracę, podkreślając wręcz ułomność odwiedzanej nacji?! Zrozumiałe są prezentacje swoich możliwości – ale nie przechwalanie się.
Z Urlosa był taki dyplomata, jak z koziej dupy trąba.
I jedynie szybki ruch ze strony Herubina powstrzymał wilkołaka przed rozwiązaniem tego po swojemu. Stali tak obok siebie, a najada i satyr zaczęli rozmowę. Tylko on jeden był cicho, z zamkniętymi oczami starając się połknąć swoje oburzenie, swój gniew. Niestety, było to ciężkie. Natura wilkołaka mówiła mu, że takie zniewagi wymagają krwi. Jego pierwotne instynkty, zmysł samca alfa w stadzie… Wszystko szlag trafił, gdy Niniel nazwała wojmistrza "najmilszym". Niemal momentalnie się uspokoił. Niczym bogini mórz, jednym słowem potrafiąca uspokoić sztorm, tak Niniel uspokoiła Tarretha.
Jednak ten nie odpowiedział. Stał tak cicho przez chwilę, po czym otworzył oczy i odwrócił się w stronę morain.
Nie wiem, jakie macie zwyczaje, ale dyplomatami jesteście gorszymi nawet ode mnie. Śmiesz przychodzić tutaj, oferując nam pomoc, tłumacząc to "nieudolnością" Wolenvain? Przychodzisz przed nasze oblicze i jawnie mówisz, że twój naród jest od nas lepszy? – spytał agresywnie, podchodząc kilka kroków.
Spojrzał na centaura i obnażył kły, warczą cicho.
Szybko uniósł rękę, okrytą potężną zbroją i pazurem wskazał drzwi na pole treningowe.
PRECZ! Albo posmakujesz mojej dyplomacji! – ryknął i czekał jedynie, aż "dyplomata" zejdzie mu z oczu.
Awatar użytkownika
Urlos
Posty: 289
Rejestracja: 21 sie 2012, 20:51
Lokalizacja postaci:
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2165

28 lis 2012, 21:12

Mina Urlosa posmutniała. Liczył, że owłosiona bestia będzie miał więcej rozumu w mózgu, jednak najwyraźniej mięśnie naciskały na niego za bardzo, by głos rozsądku przebrzmiewał w głowie.
Nigdy nie powiedziałem, że jesteśmy od was lepsi, Panie. Przeciwnie, podkreślałem, że jesteśmy równi sobie. Nasza dyplomacja opiera się na szczerości i zaufaniu, więc najwyraźniej bardzo różna od waszej. Jednak Pan, Radny Tarrecie, mimo dużych uszu, jesteś głuchy jak kamień.
Centaur wykonał niski ukłon jako wyraz szacunku dla Rady, po czym odwrócił się i ruszył kłusem w stronę wyjścia. Dzień był wciąż młody, więc mógł jeszcze zebrać się na podróż do Alne z raportem dla Starszyzny i to było jego planem.
Ruszył przez główne wrota i skręcając w ulicę obrał cel na południową bramę. Śnieg lekko padał nadając świeżego powietrza – zapowiadał się dobry dzień na podróż. Niezbyt się zdziwił decyzją Rady, chociaż go zasmuciła, to istotnie nie była zaskakująca. Spoglądali na Urlosa przez pryzmat samych siebie – zakłamanych, podejrzliwych, oszukańczych. Mimo szczerych intencji morain w nawiązaniu przyjaźni, nie potrafili dostrzec różnic kulturowych, gdzie nie ma miejsca na kłamstwo i manipulację. W końcu świat nie składa się tylko z egoistycznych rządców, których nie stać na poświęcenie.
Wiatr uderzył w twarz centaura, ten wiedział, że jego patron nad nim czuwa. Potrząsnął głową wyrzucając negatywne myśli. Intuicja, a może magia żywiołu, podpowiadała mu, że jeszcze za wcześnie na podróż, że sprawy nie zostały załatwione.
Chociaż niepokój na przemian z ciekawością grały w sercu Urlosa ciągle zmierzał ku wyjściu z miasta, w końcu gospodarz go… "wyprosił", nie miał innego wyjścia. Prowiant na podróż posiadał, pogoda nie zwiastowała niespodzianek, a i on miał już dosyć tego miejsca. Uderzył kopytami mocniej o bruk przechodząc w kłus, szczęście, że na pakcie nie umieścił wcześniej pieczęci morain, to by było głupie, teraz świstek, który zostawił w pałacu był bezwartościowy.
z/t

Wróć do „Twierdza”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 8 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52147
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.