Plac treningowy

Chroniona ze wszystkich stron przez wysokie, będące ongiś częścią Zamku Jasności mury, zamieszkana przez elitę społeczeństwa i mieszcząca w sobie Pałac Sprawiedliwości Twierdza zajmuje niemal jedną czwartą Wolenvain i jest najstarszą dzielnicą stolicy. Wstęp za jej masywną bramę mają jedynie przedstawiciele możnych rodów szlacheckich… albo wiedzeni do jej lochów, wysoko urodzeni skazańcy.
Awatar użytkownika
Naszja
Posty: 20
Rejestracja: 11 sty 2012, 10:37
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1406

Plac treningowy

17 sty 2012, 18:07

Naszja miała w zwyczaju przechadzać się tędy, ponieważ lubiła widok walczących mężczyzn.
Posiadała ona tylko swój sztylet do walki, ale nie umiała się nim posługiwać. Jej ulubionym zajęciem, było oglądanie walk, ale sama nie paliła się do owych.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

28 lis 2012, 23:40

Nie powstrzymała się, by tym razem nie przewrócić oczami – zachowanie Tarretha było tak karygodne z punktu widzenia politycznego, ale z drugiej strony: całkowicie szczere, niezakłamane. Lubiła go za to, bo nie był taki jak ona, która ukłądała wszystko w mętne słowa… Tak łatwo było go zrozumieć i przejrzeć. Zawsze fascynowały ją stworzenia, które potrafiły ją zaskoczyć i tego wilkołak w sobie nie miał… Ale zorientowała się, że jego żelazny sposób zachowania też jej odpowiada. Zresztą… Zeszłej nocy sam się o tym przekonał.

Niniel z miłym zaskoczeniem przyjęła dość uprzejme pożegnanie centaura, ona sama zupełnie inaczej odpowiedziałaby na wybuch wilkołaka. Podniosła brwi patrząc na niego z szacunkiem, ale nie żałowała go, zbyt wiele sympatii żywiła do humorzastego majordoma. Gdy czterokopytny odgalopował w dal, ona wypuściła głośno powietrze, a w okół jej twarzy wykwitła chmura pary. Uśmiechnęła się nieco sztywno. W poblizu nie było żywej duszy – tylko ona, Herubin i Tarreth. Spojrzała na swoich towarzyszy. Przez chwilę zastanawiała się, czy by nie zbesztać wilkołaka za jego zachowanie, ale teraz i tak by to nic nie zmieniło, a była przekonana, że Tarreth nie zachowa sobie jej słów na dłużej niż jeden dzień. Wiedziała, że nie łatwo go było zmienić.

A nie mówiłam? – nie powstrzymała się od komentarza, gdy Urlos oskarżył dokładnie o to samo, co powiedziała minutę temu. Po prostu wiedziała, że takie słowa padną… Jakby był ślepcem.

To był długi dzień, a takich z pewnością będzie jeszcze więcej – odparła po chwili milczenia. Podeszła krok w stronę Herubina i położyła dłoń na jego ramieniu. – Przykro mi, że taką podjęliśmy decyzję – powiedziała nieco ciszej. Po chwili doszło do niej znaczenie tych słów: przecież wcale jej nie było przykro. Nie chciała tylko, żeby Herubin niepotrzebnie się przejmował faktem, że musi tu zostać… A nie wyjechać gdzieś hen, za Niziny Szmaragdu. To jednak nie miało znaczenia, poprawianie się teraz na pewno nie podniosłoby go na duchu. Niniel podniosła wzrok na Tarretha.

Zdaje się, że mamy chwilę wolnego. – Rzekła, zabierając z powrotem dłoń z ramienia satyra. - Czy to, co miałeś mi do powiedzenia, nadal jest aktualne? – spytała kierując to pytanie oczywiście do majordoma. – Jeśli nie, to obowiązki wzywają mnie znowu… Do Linoskoczka.

Niniel skrzywiła się ze złością. Nie miała nawet chwili by rozruszać własne kości w jakiejś walce lub by zaznać orzeźwiającej kąpieli… Ostatecznie nawet butelka wina by ją zadowoliła, ale i na nią nie było czasu. Miała nadzieje, że to wszystko co robiła opłaci się w przyszłości – zyski z karczmy nie są przecież małe…

Zanim Tarreth odpowiedział, ona podeszła do swojego tobołka i podniosła go z ziemi. Wyjęła z niego swój pas, dwa sztylety i dłuższe miecze, oraz skórzaną torbę. Wszystko schowała pod futrem, razem z lnianym materiałem. Właściwie powinna połowę tego szrotu po prostu odnieść do swojej komnaty – lecz problemem było to, ze jak dotąd takowej w ogóle nie posiadała. Kolejna rzecz, którą trzeba się będzie zająć…

Awatar użytkownika
Tarr
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

29 lis 2012, 14:16

Ale on pieprzy… – pełne pogardy, ciche warknięcie towarzyszyło odejściu posła. Dopóki nie opuścił zasięgu wzroku majordoma, dopóty on go wzrokiem odprowadzał.
To był koniec. Nie będzie sojuszu. Nie będzie pomocy. Lepiej to, czy może i gorzej? Bah! Wolenvain i tak sobie poradzi.
Gdy białowłosa skierowała do Tarretha pytanie, ten odwrócił się spokojnie, bez pośpiechu. Spokojnym, płynnym ruchem, któremu towarzyszył szczęk zbroi. Zauważył, jak podnosi ona swoje sztylety. I skłamałby mówiąc, że nie przepada za tym widokiem. Tarreth dał chwilę sobie i jej… Bo w istocie, miał on coś do powiedzenia.
Podrapał się za uchem, wykonując przy okazji dziwny, niepodobny do siebie i chaotyczny ruch ciała – jakby to nie był on.
W sumie… To tak – zaczął, prostując się ponownie po żołniersku – Lecz to na osobności. Herubinie… – tutaj spojrzał na swojego towarzysza. Z szacunkiem mu należytym – Możesz zacząć się zajmować sprawami pieniędzy, ludzi i terenu bez Niniel? Tylko chwilę, chcę z nią porozmawiać. – spytał spokojnie, po czym przeniósł wzrok na najadę i jedynie oczekiwał odpowiedzi satyra.
Awatar użytkownika
Wierzbiec
Posty: 399
Rejestracja: 28 lip 2011, 20:35
GG: 381201
Karta Postaci: viewtopic.php?t=621

29 lis 2012, 21:18

Trudne decyzje, obrady, a także cierpliwość Herubina zmierzały ku końcowi. Stukał palcami o cienką, szarą skórę, a wzrok kierował to w stronę radnych, to w stronę Urlosa. Szczerze mówiąc nie był nawet ciekaw, poczuł znużenie gdy Niniel wtórowała kolejne argumenty, które nic nie zmieniły. Miał ochotę głośno krzyknąć, kobieto do rzeczy ale się powstrzymał, ach ta niespotykana entowa cierpliwość. Trzymając język za zębami, czekał na upragnione, choć zawierające ziarno goryczy… nie.
Nie można mówić tu ani o szczęściu, ani o rozpaczy po prostu czuł lekkie zawiedzenie obrotem spraw, czyżby żal mu było Morain? Bardzo możliwe, jednak nie mając na to żadnego wpływu, poddał się woli większości licząc, że wiedzą co robią odrzucając sojusz.
Poczuł coś na ramieniu, początkowy dreszcz minął a poczuł się… lepiej. W żadnym wypadku nie oczekiwał takiego miłego, wymagającego wysiłku uczuciowego aktu, potrafiła zaskakiwać. Co innego Tarreth, Herubin w pewnym momencie poczuł się zawstydzony nie tylko nietaktownym ale po prostu bestialskim zachowaniem, rozumiał, wilk, musi się wyżyć ale do najświętszych dębów, nie na delegacjach pokojowych!
Cóż, wszystko minęło, choć nieco niepokojący był fakt zażyłości między pozostałymi władcami autonomii, cóż za dziwota, a jednak dopiero teraz zauważył ją ent. Podniósł sugestywnie, w ciągu ułamka sekundy brwi gdy grzecznie, powtarzam grzecznie przez Tarretha został… odesłany. Hah, gdyby to był lepszy dzień to może by się nawet uśmiechnął. Miał się pokłonić ale zrezygnował, można powiedzieć że czuł się coraz lepiej w towarzystwie jego sojuszników.
- Ależ oczywiście Tarrethcie- dodał wyraźnie odcinając słowo mości, bądź inny bzdurny w tym wypadku tytuł– Zostawię was samych, jednakże załatwię najpilniejsze sprawy teraz, wieczorem jednak muszę zmierzyć… do lasu cieni, wybaczcie, wrócę jak najszybciej ale potrzebuje wywiać złe myśli, dusze się tutaj… nieco dosłownie…– dodał szeptem i bezwiednie masując kark.
- Niniel- kiwnął głową z grzeczności– proszę, tylko daj się wyspać swemu najmilszemu na pewno macie wiele spraw do omówienia, do zobaczenia…– cóż, jakoś to się wszystko skończyło, nie był zadowolony z wyniku głosowania, ale sprawa kobiety i wilka go zaintrygowała, cóż mogło się kryć za tymi tajemniczymi słówkami i gestami? Tymczasem zajął się podpisywaniem dokumentów w pałacowych salach, rzecz jasna tych najpilniejszych i wymagających najmniejszej odpowiedzialności, gorszymi rzeczami zajmie umysł przez następne dni, gdy się ściemniło wyruszył w stronę lasu, jęki Caritiem, dysputy, od tego mogła go uwolnić jedynie pani lasu, której głos łagodził ból istnienia…

z/t
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

09 gru 2012, 16:15

Brew Niniel uniosła się lekko, gdy Tarreth bez mrugnięcia okiem odprawiał Herubina. Ciężko było powiedzieć, czy było to niekulturalne czy nie. Na ustach najady pojawił się ledwo widoczny uśmieszek – wilkołak na pewno nie miał tego typów wątpliwości. Na szczęście satyr nie poczuł się chyba obrażony i miał już odejść, kiedy wypowiedział zdanie, na które Niniel mogła odpowiedzieć tylko karcącym spojrzeniem. Według niej ONO właśnie było nie na miejscu. Spojrzała na niego wilkiem i takim spojrzeniem odprowadzała go też, dopóki ten nie zniknął z ich oczu.

Z nieba począł padać śnieg. Nie z tych rodzajów zamieci, a ten piękny – powolny, o dużych, ciężkich płatkach. Niniel podniosła białe dłonie i zarzuciła na głowę kaptur. Zabawne, jej jasna cera oraz takie też odzienie niemal zlewały się z otoczeniem; ba, była nawet bielsza od wszystkiego w okół. Jej turkusowe spojrzenie padło teraz na Tarretha, wyraz twarzy zaś zdradzał lekkie napięcie i oczekiwanie.

Emocje już opadły? - spytała miękko, podchodząc do niego jeden krok bliżej. Trudno jej było ukryć rozbawienie typowymi reakcjami wilkołaka. Denerwował się równie szybko, jak szybko łagodniał pod jej wzrokiem…


Opanowała nazbyt targające ją emocje i spoważniała.


Oby nasza decyzja była słuszną… – wyszeptała lekko zaróżowionymi wargami. Po chwili ciszy dodała: – Tak więc, co takiego chciałeś mi powiedzieć…?


Widać było gołym okiem, że nie była od końca rozluźniona. Czy miał zamiar wspominać poprzednią noc? Czy chciał znowu dyskutować o charakterze jej natury? Miała tylko nadzieję, że ta rozmowa nie skończy się kolejną tragedią… Jej relacje z wilkołakiem były niezwykle delikatne, a wszelkie rysy w nich powstające mogłyby się – w najgorszym przypadku – odbić nawet na całym mieście.

Awatar użytkownika
Tarr
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

17 gru 2012, 01:14

Nie ukłonił się, nie oglądał za Herubinem. Skinął jedynie głową i czekał. Czekał cierpliwie, patrząc na najadę i jednocześnie zadając sobie kluczowe pytanie: "Jak ja mam to do cholery powiedzieć?" – no bo jak? Jak spytać wampira o to, czy lubi być, kim jest? jak kogokolwiek można o to pytać? To tak, jakby spytać samego majordoma, czy lubi być wilkołakiem, bądź żołnierzem – dokładnie, nieopisana żenada.
Lecz serce wilkołaka mówiło mu, by zapytać. Zawsze wierzył, zawsze był uczony, że wampiryzm to klątwa i cierpienie. Więc może i Niniel cierpi?
Bardzo możliwe. Tylko trzeba jakoś o to spytać.
Kiedy kroki trzeciego członka rady ucichły, Tarreth burcząc pod nosem chodził z lewej na prawo kilka kroków, myśląc. drapał się za uchem, głaskał po dłuższej sierści na szyi, gdzieniegdzie zaplecionej w warkocze.
Był wojownikiem. Był Wojną. Jego szarże łamały linie obrony przeciwnika, gdy ten ledwo wystartował. Jego ryk zdawał się niszczyć mięśnie, bowiem broń wypadała z rąk, a jego wzrok przeszywał ciało i duszę. Jednak wciąż – nie potrafił rozmawiać. Nie potrafił pytać, nie potrafił być taktowny. W tym momencie był bezradny, jak niemowlę.
W końcu jednak stanął i spojrzał na jasnowłosą. Oczami wyobraźni starał się zobrazować, jakby wyglądała, jako wampir. Uech… To dodało mu trochę odwagi – w końcu nie chciał, by TAK wyglądała, bądź się zachowywała (w końcu, nie znał wampirów, a jeśli już, to syczały na niego i rzucały się z zakrwawionymi mordami).
No więc… – Znów spojrzenie… Tego było za wiele. Schował pysk w dłoni i po prostu spytał cicho, trochę wstydliwie – Czy Ty lubisz być wampirem? – to brzmiało równie głupio, co poważnie.
Jednak nie na tyle poważnie, by wojownik był w stanie teraz spojrzeć jej w twarz. Jak na cios ogra czekał na odpowiedź.
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

26 gru 2012, 13:15

Wilkołak skręcał się wręcz pod jej spojrzeniem. Czuła jego niepewność, jego zawstydzenie. Chciał spytać o coś osobistego… Bał się to zrobić. A może obawiał się jedynie jej odpowiedzi? Niniel czekała cierpliwie aż majordom wydusi z siebie swoje wątpliwości. To śmieszne, że gdy to w końcu zrobił, był skulony niczym psotne szczenię pod wzrokiem swojego właściciela. Nawet nie spojrzał w jej oczy…

Faktycznie zaskoczył ją swoim pytaniem. Najada nabrała nieco głośniej powietrza, wpatrując się w niego wiercącym spojrzeniem. W końcu i ona spuściła głowę, mechanicznie wyciągając przed siebie rękę i czekając, aż kilka dużych płatków śniegu na nią spadnie. Przyjrzała się im uważnie… Były niemal niewidoczne na tle jej skóry, lecz przy dostatecznym skupieniu można było dostrzec ich skomplikowane i symetryczne struktury. Białogłowa wpatrywała się w nie w zamyśleniu, grała na zwłokę… Potrzebowała czasu. Pytanie Tarretha było nietuzinkowe, wymagające chwili namysłu.

Nie chciała ani nie mogła kłamać. Gdy została przemieniona w wampira nigdy nad tym nie ubolewała, to było nieoczekiwanym przypływem mocy, której bardzo potrzebowała. Znajdowała się w środku krucjaty przeciwko ludziom, zarówno w swoim wnętrzu jak i czynach.

To znowu zwróciło jej myśli ku czasu teraźniejszemu. Dlaczego ta troska o miasto omotała jej umysł? Powinna bardziej skupić się na swoich planach, niż na dobrodziejstwie dla ludzkiej szlachty, którą i tak zamierzała zmieść z powierzchni tego spektrum.

Najada pozwoliła sobie na głośne westchnięcie, po czym spojrzała w oblicze Tarretha. Wiedziała, że jej słowa go zabolą, lecz nie miała wyjścia… Żeby złagodzić trochę ten ból podeszła do niego i położyła swą dłoń na jego ramieniu, wplatając długie palce w miękkie futro.

Straciłam najbliższą mi osobę przez barbarzyńskich ludzi - wydusiła z siebie z trudem. Te słowa bolały, jej serce wręcz się skurczyło, jednak musiała mu to wyjaśnić. Starała się zmusić na pouczający ton, jednak słowa więznące w jej gardle były tylko przeszkodą. – To wielka i nie jedyna wyrządzona mi przez nich szkoda - dodała cicho. – Musisz zrozumieć, że przemianę w wampira uznałam jako błogosławieństwo… To był dla mnie znak, który wskazał mi drogę mojego powołania.


Najada odstąpiła od niego o krok.


Nie jestem przeklęta! - krzyknęła cicho, rozkładając ramiona, jakby pokazanie swej sylwetki miało być na to dowodem. W jej turkusowych oczach zapłonął ogień pewności siebie. – Ourelia objawiła mi się… pośrednio. Wysłuchała moich modlitw, wskrzesiła moją drogą siostrę. Jak w takim razie miałabym być potępiana przez bogów?! - Jej głos był donośny, oczy zaś świeciły niezwykłym żarem. Ta pasja w niej widoczna nie była wcale do niej podobna. Chęć przekonania Tarretha do jej słów, była wręcz namacalna. – Bogowie są przy mnie Tarreth, Ourelia jest – zakończyła gorliwym szeptem, podchodząc do niego ponownie i łapiąc go za ramiona. – To nie ważne czy wampir czy nie… Wampiryzm bywa uciążliwy, lecz daje mi wielką moc. Jedynym godnym mi przeciwnikiem byłbyś ty i Serghio… Kto inny w Autonomii ma moc by mnie pokonać?


Jej pewność siebie była może próżna, lecz nie błędna. Niniel świetnie potrafiła ocenić swoje możliwości, wiedziała, że jest świetna w walce słowem, jednak była jeszcze lepsza w mieczu.


Bez tego już dawno bym nie żyła - ciągnęła dalej szeptem, nie spuszczając z niego płonącego spojrzenia. – [b]Bez tego nie wygrałabym co drugiej walki. Byłabym tylko wątłą n… istotą [b]- zakończyła z lekkim wahaniem. Nigdy nie zdradziła nikomu swojego pochodzenia i nadal nie miała na to ochoty. Niech zostanie to jej tajemnicą, o ile Vitae jeszcze wszystkim nie wygadała.

Awatar użytkownika
Tarr
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

30 gru 2012, 16:19

Jak te słowa miał odebrać prosty żołnierz?
Jak te słowa miał odebrać weteran wielu bitew, z bagażem doświadczenia?
Jak te słowa miał odebrać Majordomus?
Jak… Jak te słowa miał odebrać wilkołak? Istota, żyjąca w zgodzie z naturą i jej prawami? Szanująca zarówno życie, jak i śmierć poprzez szamanistyczny kult swego ludu, znany od zarania dziejów?
Siwy weteran poczuł dłonie kobiety na swoich ramionach. Silniejszy, niż by się tego spodziewał. A może spodziewał się właśnie tego? Wszakże znał elementy wampiryzmu. Jego mina stężała, a on zamknął oczy, lekko odwracając głowę i cofnął się o krok, wyrywając z jej chwytu.
Nie jesteś przeklęta – zaczął, otwierając oczy i patrząc z powagą na najadę – Ale też nie należysz do błogosławionych. Siła to nie wszystko. To nie siła tworzy wojownika, tylko doświadczenie i technika. Nie potrzebne nikomu nieczyste sztuczki, magia, przekleństwa, by zwyciężać. Potrzebna nam nasza własna siła – tłumaczył, jakby mówił do swojego ucznia. Tłumaczył to, co tłumaczył każdemu swemu podopiecznemu, na pierwszej lekcji. By pamiętali, co w drodze wojownika jest ważne. By nie zbaczali z tego, co jest prawdziwą siłą.
Spójrz na siebie, Niniel. Wampiryzm daje Ci wielką moc. Siłę, porównywalną do mojej, może coś jeszcze. Pomyśl jednak… Jakim kosztem? Żeby żyć mieć siłę, musisz pić krew. I jak dotąd wiem, to właśnie ludzka jest "najlepsza". Mordujesz ludzi, by zaspokoić głód. W czym niby jesteś lepsza od tych rasistów, którzy odebrali Ci kogoś bliskiego? Tez nie dbali o winę, chcieli po prostu zabić. I Ty robisz to samo. Napędzasz koło nienawiści, które powinnaś skończyć. Czemu winny jest piekarz, szewc czy żebrak Twej krzywdzie, jeśli akceptują i lubią współpracować z innymi rasami? – spytał, po czym rozłożył ręce. Wspominał swoją historię. Wszystkie wzloty i upadki, karierę. Swą wierność ideałom.
Spójrz na mnie, Niniel. Wojsko, wojna… To, czym trudzę i co miłuję całe swoje życie odebrało mi ojca. Niedługo potem matkę, której serce pękło. Czy z powodu tego, winnym nienawidzić wojny? Powinienem zamienić się w delikatnego zasranego intelektualistę? Nie. Idę za ciosem i walczę. Robię to, co mi wyrządzono. Walczę, uczestniczę w bitwach i wojnach, by wojny kończyć. By chronić innych przed tym, co i mnie dotknęło. Chronić matki i dzieci. Walczę dla idei. Dla moich Przodków, którzy ciągle patrzą na mnie i mam nadzieję, że są dumni – skrócona wersja historii wilkołaka, dzięki której stał się tym, kim jest. Chciał zaznaczyć, że osiągnął wszystko przez to, czego doświadczył i bez żadnych sztuczek. Cała jego historia wypełniona była służbą, obowiązkiem i życiową misją.
Wojownik jest zawsze gotowy na śmierć. Nie jest istotne, w jaki sposób umieramy. Czy ze starości, czy w bitwie. Ważne jest, by w obliczu śmierci bronić tych ideałów, które sprawiają, że jesteśmy lepszymi istotami. Pokazujemy, e nawet w śmierci walczymy z tym wszystkim, z czym walczyliśmy przez życie po to, by następne pokolenie żyło lepiej – objaśniał z istnym nabożeństwem. Dla starego fechmistrza te słowa były opoką, przewodnikiem i największą życiową mądrością. – Sztuka polega na tym, byśmy przeżyli swe życie tak, by nas pamiętano, byśmy byli tymi, których chce się naśladować. By nasza śmierć sprowadziła na nas sławę, godną pieśni. I Niniel… – tutaj przerwał, podchodząc do niej – Póki co niewiele różnisz się od tych ludzi, których tak nienawidzisz. – oznajmił surowo, patrząc jej w oczy.
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

24 sty 2013, 22:37

Niniel zmarszczyła brwi, gdy Tarreth wyrwał się z jej uścisku. Momentami zachowywał się tak dziecinie, był uparty i nie dało się do niego nijak dotrzeć. Chciała powstrzymać się przed ostrymi słowami, jednak te popłynęły z jej ust zanim się powstrzymała.
Nieczyste sztuczki? Przekleństwa? - warknęła z błyskiem w oku. – Zdobyłam moc i opłacam ją w odpowiedni sposób. Wampiryzm ma równie wiele wad co zalet, potęga którą zdobywa się przy przemianie nie jest za darmo… - Umilkła na chwilę, patrząc na niego wymownie. Wiedział, co ma na myśli. – Poza tym mógłbyś przestać uparcie pogardzać magią - syknęła jadowicie, nie mogąc wręcz powstrzymać złości. – Magia to potęga, potęga umysłu, nie mięśni. Niewielu rodzi się z wielkim talentem, większość szkoli latami swój umysł żeby móc porządnie posługiwać się magią, nie różnią się niczym od ciebie, który mięśnie szkoliłeś. Jedni wybierają jedną ścieżkę, inni inną. Wszyscy ciężko pracują na swój sukces. A jeśli jesteś naprawdę dobrym wojownikiem, to możesz też pokonać naprawdę dobrego maga.
Niniel zamilkła nagle, przykładając dłoń do czoła. Jej wybuch złości był może nagły, jednak słowa majordomusa były jak kropla przelewająca czarę. Nie od dzisiaj irytowała ją pogardą wilkołaka w stosunku do magii i w tym momencie musiała mu to właśnie wypomnieć, chodzić odbiegało to od ich tematu.
Uspokajała się powoli dłuższymi oddechami. Wreszcie, niemal całkowicie już spokojna, spojrzała na powrót w oczy Tarretha.
Nie martw się, nie znęcam się nad szewcami ani piekarzami - odpowiedziała nie mogąc powstrzymać ledwie widocznego, ironicznego uśmieszku. – Starannie dobieram swoje ofiary i mam też niejedną zwierzęcą dietę za sobą. Na miłość boską, moja najdłuższa trwała z pięć lat, a jestem wampirem jedynie od jedenastu! Chyba nie myślisz, że wychodzę codziennie na ulicę by schrupać jakiegoś szewca? To byłoby głupie, biorąc pod uwagę, że jestem w Radzie.
Niniel potrząsnęła głową. Żarty żartami, jednak jej argumenty zapewne do Tarretha nie dotrą.
Zresztą wampiryzmu nie da się pozbyć jak kataru, niestety siebie już nie zmienię. A wracając do właściwego tematu… Posłuchaj sam siebie. "Robię to, co mi wyrządzono"… Przecież ja robię dokładnie to samo! Idziesz drogą wojny i uważasz ją za najlepsze rozwiązanie, ale nic bardziej mylnego! Od kiedy wojny rozwiązują problemy? Gardzisz dyplomatami, zasranymi intelektualistami, ale to właśnie oni porządkują świat, nie wojny.
Bez względu na jego reakcję, ponownie podeszła bliżej. Tak blisko, że niemal go dotykała, musiała zadzierać głowę by spojrzeć mu w oczy.
Ja też walczę dla idei, Tarreth - wyszeptała ledwo dosłyszalnie, patrząc w jego wilcze oczy. – [b]Robię wszystko, by następnemu pokoleniu żyło się lepiej… I nie chcę przecież wyplenić wszystkich ludzi z powierzchni ziemi. [b]- Słowa te zabrzmiały ostro, jednak majordom nie mógłby dopatrzeć się w nich kłamstwa.
–[b] Możemy przecież razem dojść do kompromisu, prawda? Nie odpuszczę swoich planów, nie porzucę idei, ale nie chcę też odstraszyć nimi ciebie.

Po tych słowach Niniel przylgnęła ciasno do wilkołaka, opierając ręce na jego klacie. Jej długi palce zanurzyły się w miękkim futrze.
Zrozum mnie… I nie zostawiaj samej.
Nie rozumiała co właściwie zmusiło jej do tych czynów i słów, wiedziała jedynie, że zrobiła to wszystko pod wpływem chwili, i że było to całkowicie szczere.
Awatar użytkownika
Tarr
Posty: 408
Rejestracja: 05 paź 2011, 22:06
Lokalizacja postaci: Polana w lesie deszczowym
Karta Postaci: viewtopic.php?p=13313&highlight=#13313

25 sty 2013, 00:12

Wilkołak słuchał tych słów z kamienną wręcz twarzą. Nie drgnął nawet, gdy kobieta się do niego przytuliła. Stał jedynie, patrząc na nią przez chwilę, by potem skierować wzrok przed siebie.
I.. Nie wiedział. Nie wiedział, co ma zrobić. Co powiedzieć, jak zareagować. Po prostu nie wiedział. Czy prawdą było, że siła posiada swą cenę? Czy WARTO płacić niesamowite wręcz ofiary dla mocy? Czy opłaca się stawać nawet mordercą, dla odrobiny siły, która nie przekracza w sumie pojęcia śmiertelników? Czy w imię chorej idei masakry, eksterminacji i kompletnego wyniszczenia całej rasy warto… Nie. Nie, nie. Jedno nie różni się niczym od drugiego, a tylko napędza straszliwe koło mordu. Jednak… Czy Tarreth mógł to negować? Powiedzieć, że jest inny? On… Też przecież mordował. Z wyboru. Czy faktycznie był lepszy? Czy żołnierze, wojownicy, oficerowie są lepsi od potworów, mordujących dla zabawy?
Oczywiście, że tak.
Zmarszczył brwi i położył delikatnie łapy, okryte potężnym pancerzem na ramionach Niniel, by cofnąć ją od siebie. Myliła się. Myliła się i weteran to wiedział. Nie mógł przecież przystać na to, co mówi tylko dlatego, że roztopiła lód, skuwający jego serce.
Nie można porównać żołnierza do mordercy, chcącego zabijać dla samego zabijania. Żołnierze walczą, bo to ich praca, ich powołanie, ich obowiązek. Walczą za swoje kraje, miasta, domy, rodziny. Walczą, by oni czuli się bezpiecznie. Nie mordują, bo lubią, czy chcą. My zabijamy, bo musimy. Takie są prawa wojny – zaczął jak zwykle dumnie, jak zawsze, gdy opowiadał o życiu żołnierzy – Nie możesz tego porównać z chorą wizją "wyplewienia" całej rasy! Ludzie, tak samo jak wilkołaki, najady, elfy i każda inna rasa śmiertelna ma prawo żyć. Nie odmówisz im tego prawa. – kontynuował, agresywniej, broniąc życia i niewinnych – W czym niby jesteś lepsza od morderców, którzy odebrali Ci to, co kochasz? Oni też zabili, bo nienawidzili, bo dla nich to był sport. Chcesz tak nisko upaść?! – krzyknął, robiąc zamach ręką gdzieś w powietrze.
W dupie mam, czy ktoś jest magiem, czy nie tak długo, jak nie wykorzystuje swoich mocy w złych celach! Gardzę magią i gardzić będę, bo ona odsuwa istoty od ścieżki honoru, ścieżki swych Przodków! Rzucając klątwę nie myśli się tak samo, jak unosząc na kogoś ostrze. To nie to samo, stanąć z kimś twarzą w twarz, wypychając swe umiejętności na wyżyny swych możliwości, a podpalenie kogoś samą myślą, gestem, czy cholera wie, czym! – ryknął po raz kolejny, robiąc krok w przód, a tym samym zmuszając kobietę, by się cofnęła. I nie, nie przerywał.
I co? Jadłaś zwierzęta 5 lat, bo chciałaś i skończyłaś. Znów przeniosłaś się na ludzi! Prawa natury są jasne, ale to, czym się posługujesz nie należy do niej! Nie wiem, kogo ostatnio zeżarłaś, ale czy zawinił Ci coś? Był on winny strasznego przestępstwa? Był kryminalistą, bądź rasistą? Czy był może niewinnym człowiekiem, który wiódł zwykłe życie do czasu, gdy zabiłaś go z zimną krwią. Czym Ty się różnisz od wszystkich tych, którzy są sądzeni za morderstwa? Skazywani za zbrodnie?! – Jak długo jesteś wampirem i żywisz się ludzką krwią… Jak długo napędza Cię tylko nienawiść, pragnienie tej mocy, by zniszczyć ludzi, nie różnisz się niczym innym od nich! Jesteś potworem![/b] – stawiał kolejne, pewne, ciężkie, acz niewielkie kroki w przód, by na końcu tupnąć ostro łapą, podkreślając swe słowa.
Nie chcę Cię zostawiać. Nie mam zamiaru Cię zostawiać – powiedział spokojnie. Jakby cały sztorm sprzed chwili nagle ucichł, zostawiając czyste niebo i jedynie bardziej wzburzone fale mogły dowieść poprzedniej burzy – Ale także nie pomogę Ci w tym, co chcesz osiągnąć. To nie jest droga… – skończył, stojąc znów prosto, acz jakby bez sił. Z pewną nutą słabości, bądź innej melancholii.
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

28 sty 2013, 16:25

Też muszę zabijać by żyć! - krzyknęła mu prosto w twarz, czując wzbierającą złość. Właśnie ją odtrącił – ją, której jeszcze nigdy nie odtrącono. Jej urażona duma i szok jednocześnie ją paraliżowały i wzniecały furię. – Nie robię tego dla zabawy, bo chcę! Jestem tym, czym mnie uczyniono, i się nie zmienię. Potępiasz mnie o coś, czego sama nie jestem winna… Jasne, nie rozpaczam nad swoim losem, co nie zmienia faktu, że nie ja o nim decydowałam. Poza tym nie bądź głuchy jak pień, nie porywam niewinnych niewiast i dzieci.


Najada, nadal przepełniona złością, wyrwała się z tarrethowego uścisku.


Nie będę się powtarzać ani na temat skalania ludzkiej rasy, ani moich planów, które oczywiście wyolbrzymiasz na swoją korzyść.


Gdy uczynił krok do przodu, ona nie cofnęła się tak, jak się tego spodziewał. Stała jak posąg, a nawet gdyby chciał ruszyć się o centymetr dalej, zapewne nawet swą masą nie mógłby jej staranować. Cóż, wiedział już kim ona jest, więc mogła dać mu pokaz swoich umiejętności.


Jak zwykle przepełnia cię hipokryzja, Tarreth – syknęła chłodno w odpowiedzi na jego wybuch złości. – Ze ścieżki honoru odsuwa cię pogardliwe myślenie o magach, chociaż oni swoje umiejętności opłacają nie większym trudem niż ty swoje. A moje ofiary dobieram starannie, starając się by były to istoty, które czymś zawiniły i są skazą dla społeczeństwa. - Umilkła, pomijając sprawę swojej ostatniej ofiary. Ta była niestety jednym z przypadków, których ta zasada się nie tyczyła. Lecz swoim atakiem Niniel skróciła tylko jej męki, przynajmniej takiego była zdania.


Potrząsnęła lekko głową.


Ja jestem równowagą, którą kryminaliści niszczą. Tym się od nich różnię – podsumowała krótko, odwracając głowę na bok. Nie chciała ani rozmawiać, ani więcej patrzeć na wilkołaka. Jego napastliwy ton oraz gesty sprawiły tylko, że czuła się odrzucona. Jednak nie był tym, który ma stąpać u jej boku – przynajmniej nie w ten sposób, na jaki miała nadzieję. Poczuła ból w klatce piersiowej na samo wspomnienie Caliego i Liliah; po stracie tej dwójki była bardziej samotna niż kiedykolwiek.


Jasne - odpowiedziała jedynie na ostatnie zdanie Tarretha, które miało być pojednawcze i które w sumie niewiele pomogło. Była na nie niemal kompletnie głucha. Zrozumiała je jako nic nie znaczące, obopólne milczenie, zgodę lecz nie pomoc. Samotność.


Odwróciła się na pięcie, nie poświęcając Tarrethowi już ani jednego spojrzenia.


Cieszę się, że tutaj jesteś - powiedziała lekko dosłyszalnie, ponieważ na dnie jej serca nadal tliła się sympatia, chociaż nadzieja została porzucona. Przynajmniej została jakaś iluzja towarzysza. – Muszę iść, oboje mamy sporo spraw do załatwienia.


Kobieta podeszła do zapomnianego tobołka leżącego na ziemi. Sprawnym ruchem wyjęła z niego wszystkie swoje ostrza i pasy, narzuciła to na siebie po czym znikła w śnieżnej zamieci.



[z/t]

Wróć do „Twierdza”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 11 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 9 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Bing [Bot], Google [Bot]
Liczba postów: 52178
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.