Ostateczne rozwiązanie kwestii językowej

Informacje dla dociekliwych, teksty uzupełniające oraz ujednoznaczniające, ciekawostki. Dział przeznaczony dla tych, którzy pragną stworzyć postać mocno osadzoną w świecie gry.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Ostateczne rozwiązanie kwestii językowej

03 lut 2014, 22:14

Zdając sobie sprawę z tego, że temat ten cyklicznie podnosi się na SB, w Kartach Postaci i z pewnością w rozmowach prywatnych (szczególnie graczy z Mistrzami Gry), postanowiłem spełnić swą z dawna złożoną Urlosowi pseudoobietnicę. Postaram się niniejszym w łopatologiczny sposób wyjaśnić, dlaczego kwestie nazw własnych, imion, języków i plagiatów są na Leviathanie regulowane w taki, a nie inny sposób. Tworząc tego typu zasady w najśmielszych snach nie przypuszczałem, że wywołają jakiekolwiek kontrowersje. Punkt pierwszy i ósmy ustępu „Zabronione jest” regulaminu fabularnego, bo o nich mowa, nie miały w założeniach sprawiać żadnej trudności interpretacyjnej. Stojąc w opinii większości osób w zgodzie z zasadami logiki klasycznej i zdroworozsądkowym myśleniem, zasady te jawiły się jako proste i naturalne. Wszak obecne są one od zawsze w świadomości niemal każdego twórcy (a nimi, chcąc nie chcąc, stajemy się, pisząc posty fabularne). Dodanie odpowiednich punkcików do regulaminu fabularnego było dla mnie czystą formalnością i nie sądziłem, że sprawę tę kiedykolwiek przyjdzie mi omawiać szerzej. Tym bardziej ubodły mnie wieści o tym, że nawet niektórzy spośród uchodzących za bardziej światłych graczy nie zgadzali się z tymi oczywistymi dla mnie postanowieniami. Naturalnie większość dostosowała się bez szemrania, ale sukces prawa nie polega na tym, że się go przestrzega – musi ono być jeszcze czymś oczywistym, zrozumiałym i wewnętrznie akceptowalnym. Nie sztuka postąpić wbrew sobie tylko po to, aby mieć spokój od nagabywań Mistrzów Gry i właśnie takiej sytuacji staram się jako administrator Leviathana uniknąć – m.in. publikując ten tekst.

Aby nie było wątpliwości – z czystym sumieniem mogę się zgodzić jedynie z podejściem, które tłumaczyć można szeroko pojętym mamtowdupizmem. Z pewnością istnieje spora grupa użytkowników, którym zajedno, czy spotkają na fabule maga-Voldemorta, czy rycerza-Exeltiora i jest to całkowicie do przyjęcia. Przecież to tylko PBF i liczy się zabawa. Wielu nie przejmowałoby się tego typu „szczegółami” i pozostawiło wszystko samopas, z Jean Hawk, Thandruilem i Kotetsu (Kotetsem?) na czele. Los chciał jednak, że grupa „trzymająca władzę”, do której również się zaliczam, traktuje Leviathana nieco bardziej „na serio” i z większą dozą ogólnie rozumianego, może czasem nieco śmiesznego w skali projektu, profesjonalizmu. Świat gry ma być wiarygodny, spójny i świeży, a do osiągnięcia tych wysoko postawionych celów dążymy już od paru ładnych lat. Dopóki więc osoby, których takie niuanse nie obchodzą, nie próbują narzucić swojego zdania z rodzaju „przestańmy się tym zajmować”, wszystko jest jak najbardziej OK. Zresztą – z racji, że i tak mają to w nosie, zwykle nietrudno im zaakceptować obecny stan rzeczy.

Sprawę można byłoby właściwie na tym zakończyć. Wiem jednak, że mamtowdupizm nie jest jedyną przyczyną, dla której omawiane w tym tekście zasady mogą spotkać się z niezrozumieniem czy nawet otwartym sprzeciwem. Oczywiście mógłbym się dać ponieść tak często spotykanemu na scenie PBF-owej snobizmowi i zwyczajnie machnąć na to wszystko ręką, obwiniając za zaistniałą sytuację rzekomo mniej rozgarniętą grupę graczy, do której przecież kieruję te słowa.

Niestety (a może -stety), cytując klasyka: „I'm not that kind of guy”. Inna sprawa, że tłumaczenie tych samych kwestii po raz n-ty, gdy tylko pojawiają się na forum jakieś wątpliwości w omawianej materii, jest pracą żmudną i na dłuższą metę niepotrzebną. Ostatecznie rozprawię się więc z najczęściej wygłaszanymi argumentami obrońców „starego porządku”, jak określam Leviathana w czasach, kiedy nie funkcjonowały na nim praktycznie żadne zasady.

Pierwszym z nich są wyjątki. A, że „Lewiatan”, że „Loki” z „Morkiem” – jeżeli takie rzeczy mogą występować na fabule, dlaczego inne tego typu nie mogą? Nie bez kozery podałem akurat te trzy przykłady: każdy z nich należy bowiem do innej grupy. Najpierw mamy „Lewiatana”, biblijnego, morskiego demona, plagiat co się zowie. Występuje on u nas wszędzie – jako nazwa mitycznego kreatora całego uniwersum, głównego jego świata, planety, kontynentu – zależnie od fabularnej świadomości postaci nazwa ta odnosi się do bardzo wielu niezwykle istotnych rzeczy. Oczywistym jest, że przeczy to regulaminowi na całej linii. Jest to jednak jeden z hołdów, jakie po podjęciu się żmudnej pracy zmieniania Leviathana na lepsze chciałem oddać jego założycielom. Chociaż pozostało po nich jedynie kilka wydarzeń fabularnych, miejsc i nazw (i to nie dlatego, że cokolwiek zostało usunięte), niczego nie zamietliśmy pod dywan. Nie byłoby trudności w zmianie nazwy domeny internetowej PBF-a czy edytowaniu wszystkich postów fabularnych zawierających słowo „Lewiatan”. Widać więc, że pozostawienie nazwy gry taką, jaką była i uczynienie jej czymś ważnym fabularnie było świadomym działaniem i choć nie zgadza się ona z regulaminem, nie zostanie zmieniona.

Dalej są dwa imiona postaci – Mork i Loki. Oba są nieregulaminowe, nieakceptowalne i „złe”. Różnica pomiędzy nimi jest dość subtelna. Tak jak o skandynawskim bogu Lokim większość fantastów przynajmniej słyszała (należy bowiem do tej samej „branży”?, tak o serialu „Mork i Mindy” – niewielu. Sprawa rozbija się o interpretację regulaminu, świadomość ogólną graczy na temat plagiatowanego akurat tekstu kultury i dobrą wolę MG, który może taki – malutki z naszej perspektywy – plagiat zwyczajnie przepuścić. Tej dobrej woli nie da się już ukazać w przypadku „Lokiego” czy np. „Araela” (nawet mimo tego, że fabularnie miana te noszą kobiety). Imiona te nadal znajdują się w grze tylko dlatego, że zostały zaakceptowane przed ustaleniem twardych zasad dotyczących nazewnictwa. Działanie nowego prawa wstecz przez dłuższy czas nie było możliwe i bez zgody oraz chęci graczy posiadających tego typu postacie jeszcze do niedawna nic nie mogliśmy z tym zrobić. Na szczęście w większości nie było z tym problemów – pamiętacie „Samaela” i „Tarretha”? Teraz w grze już ich nie uświadczycie. Zmiany tego typu przeprowadzane są fabularnie bądź pozafabularnie, każda jest indywidualna. Pracujemy nad tą ważną kwestią w sposób ciągły, co czasem wymaga po obu stronach pewnych wyrzeczeń, jak w rozstrzyganej właśnie sprawie wybitnie opornego, wspomnianego już wyżej Thandruila. Nie jest więc zasadnym powoływanie się na coś, co występuje na forum tylko dlatego, że komuś na początkach Leviathana udało się przeforsować niezgodny z obecnym regulaminem nick – na który i tak Kadra patrzy teraz krzywo i do którego zmiany niestrudzenie namawia. Powoli takich nazw jest coraz mniej, ale sprzątanie po czasach, w których swoboda Leviathana jawiła się w obecności postaci posiadających np. plecaki odrzutowe rodem ze science-fiction czy z edytowanymi kilkukrotnie bez żadnego powodu Kartami nie jest łatwym i wykonalnym od ręki zadaniem.

Drugą, często poruszaną kwestią jest pogląd, jakoby zachowanie wpisanej w Leviathana swobody wymaga od fabuły akceptowania plagiatów, zapożyczeń z języków obcych i tak dalej – bo w końcu gracze mają prawo do nazwania swoich postaci tak, jak chcą. Osobiście uważam, że jeżeli dana osoba musi stosować plagiaty (choćby nieświadome) czy pochodzące z języków obcych zbitki literowe do tworzenia nazw własnych, to właśnie ona ogranicza swobodę. Bo jak to tak – możesz wymyślić cokolwiek, popuścić wodze wyobraźni i zapisać swój autorski pomysł na zawsze w ogromnym świecie gry, a zamiast tego chcesz nazwać postać „Alucardem”, „Maxem”, czy, o zgrozo, „Dekarabią”? To jest dopiero potwarz na inteligencji czytających. Jeżeli jednak do kogoś ten jakże subiektywny kontrargument nie trafia, posłużę się starą śpiewką na temat fabularnych umów, na jakie wszyscy przystaliśmy, chcąc uczestniczyć w rozgrywce.

Ustalając, że akcja Leviathana odbywać się będzie w kanonicznym świecie fantasy, zgodziliśmy się na pewne niezbyt logiczne założenia. Spektrum Lewiatana to odrębny świat, niemający niczego wspólnego z naszym Wszechświatem. Mimo tego fizyka działa w nim tak samo, a nawet znajduje się w nim planeta łudząco pod względem ekosystemu podobna do naszej Ziemi. Samo to zakrawa na niemożliwy zbieg okoliczności i budzi śmiech politowania każdej trzeźwo myślącej, czytającej takie bzdury osoby. My jednak idziemy dalej – dajemy tej planecie humanoidalne istoty, w tym dokładną kopię rasy ludzkiej. Aby było jeszcze bardziej absurdalnie, ustalamy, że rasa ta znajduje się w epoce łudząco podobnej do naszego średniowiecza, z prawie wszystkimi tego konsekwencjami. Na tym jednak zabawa się kończy, więcej ustępstw nie ma. Basta. Oznacza to, że ludzie w Autonomii nie rozwiną się do dokładnej kopii renesansu, że nie czczą katolickiego Boga, że nie porozumiewają się łaciną; że nie znają żadnej z książek, z których mogliby czerpać inspiracje do nazywania swoich potomków Mojżeszami czy Harrymi. Występowanie dokładnie takich samych głosek (nie – znaków!) w językach naszego świata i w językach Spektrum Lewiatana jest, oczywiście, możliwe, ale pojawienie się jednego słowa, gdzie tu i tu będzie oznaczało to samo (np. imię) jest zbyt wielkim zbiegiem okoliczności, aby ze względów fabularnych coś takiego zaakceptować. Ba!, już samo istnienie dwóch takich samych, używanych w dwóch kompletnie niepowiązanych językach słów jest praktycznie niemożliwe (chociaż nie jest to niczym dziwnym w językach występujących na tej samej planecie).

Fantasy zawsze jednak pozostanie nieco naiwne i z jego naiwnością mierzy się każdy twórca chcący z nim pracować. Mniej ambitni zbywają to całkowicie, tworząc w swoich światach archanioły Michały i kopiując nazwy jak popadnie, byle poruszyć czułą strunę w czytelniku. Inni kombinują. A kombinują w sposób przeróżny. Albo tworząc alternatywną historię naszego świata, dodając do niego np. magię i mitologiczne stwory, dzięki czemu mają ładne uzasadnienie korzystania z „naszych” języków albo tworząc te światy od podstaw (jak my na Leviathanie). Już Tolkien w swych wiekopomnych, kształtujących ramy gatunkowe dziełach oparł cały świat na kwestiach językowych. Dukaj w „Innych pieśniach” posłużył się wywodami Arystotelesa, na których oparł swoją wizję niestandardowego świata fantastycznego, a Grzędowicz posłał głównego bohatera swojego „Pana Lodowego Ogrodu” na odrębną planetę. Wszystko to dlatego, żeby chociaż w małym stopniu pozbyć się wspomnianej naiwności.

Ponownie – do Kadry trafiają wyłącznie ludzie, którym sprawy tego typu nie są obojętne, a to ona kształtuje zasady gry na tym PBF-ie. Chociaż porównywanie się do trzech wspomnianych panów byłoby oznaką zakrawającej na głupotę buty, tak Omnispektrum od zawsze miało być światem we wszystkich niekanonicznych aspektach autorskim. Staramy się stworzyć świat, w którym każdy, kto mniej-więcej kojarzy elfy z długouchymi, pięknymi i długo żyjącymi „ludźmi” odnalazł się błyskawicznie, ale nie jest naszym celem robienie tego, mówiąc językiem popularnym, „na pałę”. To nie jest książka pisana przez ghost-writera, która ma się sprzedać, ale projekt tworzony najlepiej, jak tylko jesteśmy w stanie.

Ostatnia rzecz to marudzenie na tzw. spolszczanie forum – że zakazywanie niepolskich zbitek literowych i słów jest niekonsekwentne, że robi się to na siłę i tak dalej. Sprawa nie rozbija się jednak o to, czy i jak forum jest spolszczone, ale o uproszczenia formy rozgrywki, które mogą powodować tego typu wątpliwości. Oczywistym jest, że nasze postacie nie mówią po polsku. Nie mówią też w jakimkolwiek znanym nam języku, bo w odrębnym uniwersum żaden z nich nie ma prawa występować. My, pisząc monologi i dialogi, niejako tłumaczymy to, co mówią postacie, na przyswajalny dla każdego odbiorcy język, a że akurat forum stoi przy domenie „.pl”, to wybór padł na nasz rodzimy. Jeżeli postać zwie się np. „Sokolnikiem”, to Wolnej Mowie może to być choćby „Hazaeli” (losowe słowo). Z racji jednak, że jest ono przetłumaczalne na nasz język, zostawiamy w punkcie pierwszym KP właśnie „Sokolnik”. Jedynie imiona nieprzetłumaczalne (czyli takie, których fabularna etymologia jest bardziej skomplikowana) zostają tak, jak się je wymawia. Nasze klawiatury nie posiadają znaków, w jakich zapisuje się Wolną Mowę, więc wszystkie nieprzetłumaczalne nazwy zapisujemy fonetycznie. Wiadomo, że język polski nie pozwala na przedstawienie wszystkich głosek, jakie „obsługuje” ludzki język, ale określanie dokładnie, jakich znaków można używać, a jakich nie, odrzuciłoby większość osób od grania. Najzwyczajniej w świecie zakazano więc wszystkich znaków i zbitek pochodzących z innych języków. Ideałem byłoby udostępnienie dla nazw jedynie alfabetu fonetycznego albo jasne określenie zasad wszystkich języków Leviathana (z czcionką i tak dalej), jednak pierwsze byłoby trudne we wprowadzeniu i egzekwowaniu przez graczy, a drugie wymagałoby lat żmudnej pracy przy jednoczesnej świadomości, że idealnie nigdy się tego nie zrobi.

Przy okazji spolszczania dochodzą jeszcze kwestie imion typowo polskich i w Polsce akceptowalnych, takich jak Władysław czy Rebeka. Teoretycznie razem z innymi pochodzącymi z naszego świata powinny być one zakazane, w praktyce – akceptujemy je, chociaż mi osobiście kraja się serce, gdy widzę NPC Bożydara czy innego Wiesława. Jest to jednak „mniejsze zło”, które dla wielu nadaje światu gry specyficzny klimat. Planowałem nawet zakazanie tego typu imion, ale w obawie przed podobnymi, jak w przypadku nazw zagranicznych, obiekcjami części graczy, zaniechałem. Być może zmieni się to w przyszłości.

Wróć do „Dodatkowe”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 12 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 12 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52146
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1042
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: xXVukoXx
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.