Jezioro

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Rouel
Posty: 54
Rejestracja: 08 mar 2012, 23:10
GG: 41967289
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1684

Jezioro

24 mar 2012, 22:49

Rouel wraz z Eilatris podążyli z parku wąskimi, miejskimi uliczkami, skąpani w mroku nocy. Poruszali się bezszelestnie po mokrym bruku którym obłożone podłoże prowadzące ich na obrzeża miasta. On prowadził, a ona podążała za nim. Było to dość dziwne, bowiem nie odzywali się do siebie ani słowem przez cały czas. On nie chciał nic mówić, choć miał wiele do powiedzenia. W jego umyśle zrodził się pewien pomysł, który chciał teraz wcielić w życie. Plan, który dla wielu okazałby się przerażający. Ale on wiedział, że ie musi się obawiać jej reakcji. Wkrótce ona zakosztuje smaku jego życia. Życia które prowadził od wielu lat, i które smakowało każdego dnia.. tak samo dobrze. Nawet jeśli ostatnio wtrąciło się do niego trochę rutyny, dzisiejszej nocy nastąpiła cudowna odmiana. Teraz będzie mógł.. rozwinąc skrzydła.
Po dłuższej podróży, wciąż nękani przez silny wiatr i deszcz, dotarli do miejsca przeznaczenia. Rouel doskonale wiedział gdzie się znajdowali. To jezioro było dla niego początkiem jego podróży przez życie. Tutaj zaczyna się jego historia. Tutaj przybył zaraz po opuszczeniu swojego domu. Nikt go tutaj nie nękał. Mógł tutaj sam ćwiczyć, odpoczywać, rozmyślać, choć robił to nieczęsto.
Tym razem zacznie się tutaj coś zupełnie nowego. Nie bez przyczyny ją tutaj zaprosił. To był jego teren, jego udomowiona przestrzeń, gdzie każdy intruz mógł liczyć, że nie będzie miło powitany. Ale Eilatris była jego gościem. Nie.. to coś więcej. Towarzyszem, który nie wiedział dokąd pójść. Zabrał ją ze sobą, aby pokazać jej niezwykłe rzeczy i zapewnić mrożące krew w żyłach doświadczenia.
Chociaż byli tutaj sam na sam, nie było mowy o cisz. Hałas rozbijających się o taflę wody kropel, i gwałtownie wiercąca się na wietrze roślinność. To wszystko było takie głośne…
Rouel zatrzymał się tuż przy brzegu jeziora. Przed nim rozciągała się wielka tafla wody pełna bruzd wyrzeźbionych przez bombardujące krople wody.
Jakże wspaniały widok. Uwielbiam wodę.. jest taka wspaniała, jest.. po mojej stronie… zawsze, kiedy ją potrzebuję
Po chwili odwrócił się do niej, po czym zdjął swój płaszcz, który opadł bezładnie na ziemię. jego ciało i włosy od razu zaczęło przemakać od deszczu, ale on to ignorował. Co więcej, uwielbiał to uczucie, kiedy jego ciało opływało w deszczowe krople. Uniósł swój wzrok w stronę Eilatris. Jego szkarłatne oczy spojrzały w jej zakrytą twarz. Widział jak bije z jej ciała silna, czerwona poświata życia. Wspaniały widok.
– Możesz zdjąć kaptur. Tutaj jesteś na moim terenie, możesz czuć się bezpiecznie, o ile.. nie boisz się mnie – zaczął Rouel. Na jego twarzy widać było coś dziwnego. Pewność siebie zmieszana z podnieceniem i nieodgadniętej tajemniczości. O co mogło mu chodzić.
– To miejsce ma dla mnie ogromne znacznie. Tu się zaczęło siędla mnie coś bardzo istotnego. Tu też zacznie się coś ważnego dla ciebie, Eilatris. Jesteś… gotowa?
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3796
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

This

31 lip 2016, 22:32

MG

Niezrozumiałe dla Patriotów słowa intonowane przez dwóch elfów wkradły się do ich snów. Działanie specyfików Lustra zelżało, aby ostatecznie przerodzić się w nienaturalne zmęczenie.

Uprzednio uzyskana sprawność okupiona została wyczerpaniem, jakiego większość z nich nie zaznała jeszcze nigdy w życiu. Cóż, nawet niesamowite wyposażenie cynicznego elfa miało swoje ograniczenia. Nie było zysku bez strat i nawet ci, którzy czynili cuda, musielisię z tym liczyć. Oczywiście, straty zawsze ponieść mógł ktoś inny, jak pracujący dla możnego chłopi, ale Patrioci nie mieli komfortu rządzenia kimkolwiek prócz siebie samych. Do dyspozycji mieli wyłącznie własne, wymęczone ciała.

Położyli się gdzie bądź, niewiele ich obchodziło. Przyjęli chłód twardego klepiska niczym dotyk najprzedniejszej wełny. Drasim przez pewien czas próbował rozeznać się w używanych przez elfickiego mędrca ziołach. Usadowił się na tyle blisko paleniska, żeby mieć swobodny wgląd w to, co się przy nim dzieje. Rozpoznał kilka ziół otumaniających, stosowanych powszechnie przez chirurgów i medyków do zmniejszania ostrości osądów tych, którymi przyszło się im zajmować. Wyziewy wydobywające się z kociołka szybko sprawili, że chęć poszerzania wiedzy stała się dla Drasima kompletnie obojętna. Zanim zasnął, dostrzegł jeszcze kilka liści zioła, które wcześniej widział wyłącznie na rycinie. Z tego, co pamiętał, rosło ono tylko na Półwyspie Kaendry i miało działanie silnie uśmierzające ból. Najkorzystniej byłoby wypić odwar, w którym je wygotowano, jednak elf wrzucił je tam, gdzie wszystkie pozostałe rośliny – do kociołka. Drasim wiedział, że wypicie takiej mikstury zwiastowałoby pewną śmierć. Wydawało się więc, że zawartość kociołka nie trafi do gardła Lustra… albo działanie wcześniej wrzuconych, trujących ziół, zostanie jakoś zneutralizowane.

Sam mroczny elf śpiewał razem z mędrcem, jednak szybko jasnym stało się, że nie dla pomocy, ale głównie dlatego, żeby przezwyciężyć ból. Próbował skupiać się na tej czynności, aby nie dać się pokonać. Sądząc z tego, co dał po sobie poznać do tej pory, ostatnim czego chciał, było okazanie słabości – nawet w obliczu klątwy, którą był obłożony. Nawet chwila ostatecznej próby, przez którą przechodził, nie zgasiła jego ducha. Wytrzymał dostatecznie długo, tak, że żaden z Patriotów nie świadkował jego omdleniu. Odurzony podawanymi mu co jakiś czas substancjami, rozmazany w obłokach gęstej pary, zapadł w niespokojny sen. Nie był sam. Każdy, kto tamtej nocy znajdował się w chatce Ainodaena Bystrego, zawędrował w odległe rejony świadomości.

Anante śniła mało konkretne wizje, wszystkie z poczuciem ogromnego, czyhającego na nią zagrożenia. Czuła, jakby nie była w stanie się go pozbyć, jakby towarzyszyć miało jej do końca życia. Źródło grozy było dlań nieznane, ale wiedziała, że znajduje się ono w pobliżu – być może nawet wśród tych, z którymi podróżowała.

Mniej zaskoczony był Darrian, który w głębi serca spodziewał się, że jeszcze kiedyś dane mu będzie spotkać Rinej. Trudno mu było rozróżnić, czy rzeczywiście znalazł ją w swej jaźni przy wydatnej pomocy niesionych oparami, starożytnych słów, czy też po prostu mu się przyśniła. Jakkolwiek by nie było, sen był bardzo realny. Darrian ponownie zawitał do krainy wiedźmy, trafiając do miejsca, w którym zobaczył ją po raz pierwszy i którą zdążył już dobrze poznać. Rinej wydawała się bezapelacyjnie organiczna, jak zawsze, gdy widywał ją w tej scenerii, choć, co do niej niepodobne, nie wyrzekła ani słowa. Zdawało się, że w ogóle nie zauważyła tego, któremu uratowała życie. Darrian mógł tylko biernie obserwować, jak Rinej bezskutecznie próbuje zapanować nad swoją domeną, próbując zmienić je wedle swojej woli. Jej działania były jednak tymczasowe – kolory kwiatów czy aura miejsca zmieniała się tylko na moment, co niemożebnie ją frustrowało. Pozostałe emocje przebiegające przez jej twarz były trudniejsze do rozczytania. Wyglądała na zdesperowaną i złą, a równocześnie na rozczuloną jakimś niejasnego źródła smutkiem. Półelf czuł, że mógłby obserwować ją całymi godzinami, wiedząc równocześnie, że jego czas, jako fantomu u jej boku, jest ograniczony.

Nawet Somirion, nadal z workiem na głowie, zdołał wyrwać się ze swego pokrytego bolesnymi siniakami ciała. W swym śnie gonił za jasnowłosą kobietą, swą dawną miłością, której imię przypomniał sobie dopiero niedawno. Ta wymykała mu się za każdym razem, gdy wydawało mu się, że czuje ciepło jej ciała pod swoimi palcami. Ostatecznie zniknęła z jego pola widzenia, chichocząc i nawołując do dalszej gonitwy. Somirion uktwił jednak w szybko powiększającej się po pogłębiającej sadzawce. Była ona pełna wiążącego jego nogi mułu. W oddali zobaczył zarys swej nieistniejącej już, rodzinnej wsi położonej na dalekiej Północy. Wiedział, że nie zdoła do niej dotrzeć, a jego miejsce było tutaj – z duchami tych, których pożarły bagna. Ratunek mógł przyjść jedynie z góry, jednak promienie słoneczne skrzętnie omijały Somiriona, niby kierowane przez samą Lorven Protektorkę Dusz, u której popadł w niełaskę.

Dziwne sny mieli także Roia i Drasim; tym dziwniejsze, że równoznaczne w wydźwięku. Wiedzieli, że doświadczają tej samej wizji, przez cały czas jej trwania silnie czując obecność drugiego. U Drasima rzecz była nieco bardziej poukładana i zrozumiała, podczas gdy rozemocjonowane serce Roii wręcz rwało się do podążenia za wezwaniem, które wplotło się w jej sny. Coś ciągnęło oboje w kierunku głębokich partii Wichrowych Szczytów, wołając do nich z daleka niczym do dawno utraconych dzieci. Wydawało się im, że oto przebudziła się jakaś starożytna siła, która pragnie być usłyszana. Przekaz był jasny: działo się coś bardzo złego, jakby zagrożone zostało jakiegoś rodzaju dziedzictwo czy spuścizna. Dla Roii było to równoznaczne z największą zbrodnią, jaką mogła sobie wyobrazić: gruchotaniem smoczych jaj niczym orzeszki. Drasim był rozdarty. Chęć pozostania u boku dwunożnych istot, które swoimi działaniami chronił już od lat, opatrując ich rany i lecząc choroby, była u niego silna. Równocześnie czuł jednak silną potrzebę udania się w góry, nie tylko po to, aby odpowiedzieć na wyzwanie, ale również po to, aby odzyskać coś, co, jak czuł, dawno już stracił.

Najbardziej intensywnie przeżył wszystko Omival, którego majaki wybijały się do rzeczywistego świata w postaci mamrotania i miotania się maga. Wojna z zastępami Czeluści szybko przerodziła się w jednoosobowe starcie przeciw całym hordom przeciwników. Szybko zniknęła Anante, zniknęła znacznie powiększona Roia, został tylko on. Demony zbliżały się, nie mając w pobliżu żadnych innych ofiar. Właściwie – nie miały ich już nigdzie. Omival czuł silnie, że cały świat został już pochłonięty, że nie jest w stanie go uratować. Mógł walczyć i odesłać do Czeluści tak wiele stworów, jak tylko będzie mógł. Wizja była tak prawdziwa i tak niepokojąca, że brodaty mag nawet po przebudzeniu nie mógł wyrzucić jej z myśli. Miał wszelkie prawa, aby przypisać do niej jakąś większą wartość, traktując ją niczym zapowiedź przyszłych wydarzeń.

Nie miał jednak zbyt wiele czasu na rozmyślanie, bowiem nad ranem do chatki wtargnęło kilku dobrze uzbrojonych chłopów. Ich twarde spojrzenia jasno sugerowały, że w ostatnich czasach wiele przeżyli. Było to dziwne, zważywszy na to, że okolica była tutaj raczej spokojna, a Powieka, do której Patrioci wkroczyli nocą, wydawała się zwyczajną wsią.

Wieśniacy wyglądali na bojowo nastawionych, przekrzykiwali się ze starym elfem. Lustro stał w rogu pokoju w lekceważącej pozie, opierając się o ścianę jedną stopą. Nie wyglądał lepiej niż wczorajszego wieczora, ale przynajmniej nie słaniał się z nóg. Jego poparzoną twarz krył cień kaptura – gdyby nie to, chłopi z pewnością nie byliby tak chętni do awanturowania się. Szło im o gości Ainodaena Bystrego. Na nic zdały się spokojne tłumaczenia, że to Patrioci, członkowie organizacji chroniącej prawych ludzi. Dla wieśniaków byli odmieńcami przyprowadzonymi tutaj przez jakiegoś mrocznego, to jest – niechybnie oparszywiałego – elfa i tylko szacunek dla Ainodaena sprawił, że jeszcze ich wszystkich nie powiesili. Z rozmowy jasno wynikało, że chłopi nie życzą sobie tutaj nikogo nowego; grozili nawet spaleniem chaty mędrca, gdyby ten oponował przeciwko wygnaniu zwiadowców. Jasnym było, że na ich ostrą reakcję wpłynęły niedawne wydarzenia przy Lwim Brodzie, jednak szybko okazało się, że w sprawie tkwi jeszcze jeden szkopuł. Powiekę spotkała ostatnio jakiegoś rodzaju tragedia, która przetrzebiła populację wsi. Ainodaen stał wyprostowany, a jego pojednawcze słowa zdawały się mieć dobry wpływ na coraz spokojniejszych chłopów. Samo to, że stanął przeciwko nim – wychudzony, stary, bez widocznej broni – świadczyło o jego odwadze. Udało mu się wyprosić furiatów i zamknąć za nimi drzwi chaty.

– Musicie iść – rzekł, jakby nie stało się to oczywiste. Po tym zamienił z Lustrem kilka słów po elficku. Sam mroczny skinął tylko na swoich podopiecznych, odzywając się dopiero po tym, jak wyprowadził ich z dala od wsi. Ból kości spowodowany snem na twardym klepisku nie ułatwiał marszu. Nikt nie czuł się dobrze, ze skołowaciałymi językami i ciężkimi stopami. Lustro posłał w obieg bukłak pełen wody pochodzącej najprawdopodobniej z wioskowej studni. Ruszał się całkiem żwawo.

– Coś bardzo złego dzieje się w Autonomii – podjął ogólnikowo. – Nie chodzi mi tylko o nadchodzącą wojnę. Powieka została zaatakowana przez jakąś nieznaną chłopkom siłę, najpewniej magiczną – mówił otwarcie, ale nie miał do czynienia z byle kim. Już na początku, dobierając członków swego małego oddziału, decyzję musiał podjąć na drodze wnikliwych obserwacji. Każdy, kto z nim szedł, znał się na jakimś rodzaju magicznej sztuki. Tylko osobnicy o tak niecodziennych zdolnościach mogli dawać cień szansy na powodzenie samobójczej myśli w Lesie Wisielców, która ostatecznie – ku zdziwieniu chyba wszystkich obecnych – powiodła się. – Wielu z nich zmarło, niektórzy poszli za nią. Feudał miał za dużo na głowie, żeby się tym odpowiednio zająć. Zapewne Ainodaen na dniach trafi na stos. Już pozbyli się swojej zielarki. Pomódlcie się za niego do swoich bogów, jeśli wam zależy. W Wolenvain będziemy nocą – urwał, niechętny do rozmów. Nie zanosiło się, aby ten dzień marszu inny był od poprzedniego. Gadatliwość Lustra wyczerpała się chyba na łodzi, którą drużyna dotarła do ujścia rzeki. Dnia poprzedniego zbył tylko pytania Omivala o powierzony mu przedmiot, jasno sugerując, że musi zbadać go sam. Tym razem nie miało być inaczej i o ile nikt ze zwiadowców nie zamierzał poruszyć jakiegoś rzeczywiście istotnego – w ocenie elfa – tematu, lepiej było, aby się do niego nie odzywał.



//Patrioci – z/t na „Ruiny bramy zachodniej” w dziale „Wolenvain”.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 18 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 16 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerra z Derinu, Kerreos
Liczba postów: 52217
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1049
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: katrost
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.