Jezioro

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Rouel
Posty: 54
Rejestracja: 08 mar 2012, 23:10
GG: 41967289
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1684

Jezioro

24 mar 2012, 22:49

Rouel wraz z Eilatris podążyli z parku wąskimi, miejskimi uliczkami, skąpani w mroku nocy. Poruszali się bezszelestnie po mokrym bruku którym obłożone podłoże prowadzące ich na obrzeża miasta. On prowadził, a ona podążała za nim. Było to dość dziwne, bowiem nie odzywali się do siebie ani słowem przez cały czas. On nie chciał nic mówić, choć miał wiele do powiedzenia. W jego umyśle zrodził się pewien pomysł, który chciał teraz wcielić w życie. Plan, który dla wielu okazałby się przerażający. Ale on wiedział, że ie musi się obawiać jej reakcji. Wkrótce ona zakosztuje smaku jego życia. Życia które prowadził od wielu lat, i które smakowało każdego dnia.. tak samo dobrze. Nawet jeśli ostatnio wtrąciło się do niego trochę rutyny, dzisiejszej nocy nastąpiła cudowna odmiana. Teraz będzie mógł.. rozwinąc skrzydła.
Po dłuższej podróży, wciąż nękani przez silny wiatr i deszcz, dotarli do miejsca przeznaczenia. Rouel doskonale wiedział gdzie się znajdowali. To jezioro było dla niego początkiem jego podróży przez życie. Tutaj zaczyna się jego historia. Tutaj przybył zaraz po opuszczeniu swojego domu. Nikt go tutaj nie nękał. Mógł tutaj sam ćwiczyć, odpoczywać, rozmyślać, choć robił to nieczęsto.
Tym razem zacznie się tutaj coś zupełnie nowego. Nie bez przyczyny ją tutaj zaprosił. To był jego teren, jego udomowiona przestrzeń, gdzie każdy intruz mógł liczyć, że nie będzie miło powitany. Ale Eilatris była jego gościem. Nie.. to coś więcej. Towarzyszem, który nie wiedział dokąd pójść. Zabrał ją ze sobą, aby pokazać jej niezwykłe rzeczy i zapewnić mrożące krew w żyłach doświadczenia.
Chociaż byli tutaj sam na sam, nie było mowy o cisz. Hałas rozbijających się o taflę wody kropel, i gwałtownie wiercąca się na wietrze roślinność. To wszystko było takie głośne…
Rouel zatrzymał się tuż przy brzegu jeziora. Przed nim rozciągała się wielka tafla wody pełna bruzd wyrzeźbionych przez bombardujące krople wody.
Jakże wspaniały widok. Uwielbiam wodę.. jest taka wspaniała, jest.. po mojej stronie… zawsze, kiedy ją potrzebuję
Po chwili odwrócił się do niej, po czym zdjął swój płaszcz, który opadł bezładnie na ziemię. jego ciało i włosy od razu zaczęło przemakać od deszczu, ale on to ignorował. Co więcej, uwielbiał to uczucie, kiedy jego ciało opływało w deszczowe krople. Uniósł swój wzrok w stronę Eilatris. Jego szkarłatne oczy spojrzały w jej zakrytą twarz. Widział jak bije z jej ciała silna, czerwona poświata życia. Wspaniały widok.
– Możesz zdjąć kaptur. Tutaj jesteś na moim terenie, możesz czuć się bezpiecznie, o ile.. nie boisz się mnie – zaczął Rouel. Na jego twarzy widać było coś dziwnego. Pewność siebie zmieszana z podnieceniem i nieodgadniętej tajemniczości. O co mogło mu chodzić.
– To miejsce ma dla mnie ogromne znacznie. Tu się zaczęło siędla mnie coś bardzo istotnego. Tu też zacznie się coś ważnego dla ciebie, Eilatris. Jesteś… gotowa?
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 925
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

06 wrz 2013, 16:45

MG

Myśli uczucia Błyska uderzyły w kapłana, ten stęknął mrużąc oczy i zaciskając dłoń na trzymanym w miej kosturze. Przez chwilę w powietrzu zawisła cisza, gdy człowiek próbował ogarnąć nawałę jaka w niego uderzyła. Dłużyła się ona młodej Iskrze niemiłosiernie. W końcu jednak mężczyzna drgnął, wbił wzrok w migotliwego i odczekał kolejną chwilę, jakby zastanawiając się jeszcze nad tym co chce zrobić. W końcu westchnął, odwrócił się i przeszedł parę kroków. Dysząc nieco z nawału wrażeń i wysiłku przysiadł znów na kamieniu, z którego ledwie chwilę wcześniej wstał widząc Błyska.
- Pomóc… pomagać? – wydyszał. Powoli kapłan zaczynał sobie zdawać sprawę, że napotkana przez niego świetlista istota w sumie sama nie wie co chciałaby robić. Pokręcił głową w zamyśleniu, lewą dłoń wsparł na piersi, głaszcząc swoją siwiejącą brodę.
- Nie umiesz pomagać? – wymamrotał znowu, bardziej kierując te słowa w powietrze przed sobą, niż do Błyska. Na jego przesłoniętej stosami siwiejących włosów, a mimo to sprawiającej wrażenie dobrodusznej twarzy zastygł wyraz lekkiego zdumienia i zamyślenie.
- Ludzie różnie pomagają, mój mały bracie. – stwierdził w końcu. – Postępuj tak, jak mówi ci serce… Uszczęśliwiaj. – kapłan zamilkł na chwilę. Trapiła go prośba Błyska, oj trapiła. Przez wiele lat starał się pomagać, karmić, cieszyć słowem i radą, naprowadzać na drogę. Jednak nie wiedział jak może pomóc pomagać migotliwemu. Wiele z rad, które dawał innym po prostu zdawały się nietrafione i bezsensowne wobec tej jakże innej istoty.
- Mój mały… – znów zaczął – Dziel się z innymi tym co masz i co potrafisz. Wspieraj robiąc dla nich to, co robisz od nich lepiej, albo czego oni zrobić nie mogą. Nie oczekuj podzięki ni zapłaty, nie licz na miłe słowo. Ciesz się tym, że możesz pomagać. Ciesz się tym, że pomogłeś. Niektórzy nie będą tego doceniać, będą źli, niezadowoleni. Ale pewnego dnia docenią. Możesz być tego pewien.
Kapłan wbił wzrok w ziemię przed sobą, popadając w zamyślenie. Zdaje się, że jego słowa wywołały także i wspomnienia. Błysk momentami mógł poczuć zawód, niezadowolenie, czy smutek. Jednak im dalej mężczyzną brnął w swe słowa, tym coraz mocniej dominowały znów dobroduszność i ciche, pozytywne nastawienie. Przechylił lekko głowę, a wokół ponownie zapanowała cisza. Mała Iskra zaczynała czuć lekkie znużenie. Odczytywanie myśli mężczyzny stanowiło pewne wyzwanie, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że raczej nie wdawała się w długie rozmowy z ludźmi.
- Jak chciałbyś pomagać, co pragniesz robić. Co da ci radość potrzebną, byś nie zrezygnował? Odpowiedz sobie na to pytanie. – Oczy mężczyzny wręcz wbiły się w Błyska. Gdyby tylko jaśniejąca istotka postrzegała świat jak ludzie miałaby okazję poczuć na sobie nie byle jakie spojrzenie. Mówi się, że przez oczy można spojrzeć w duszę. W oczach kapłana widać było doświadczenie i nienarzucającą się, cichą dobroć. Jednak skryte za tą radością codziennego życia, gdzieś w głębi bladoniebieskich tęczówek były też smutek i znużenie, jakie poznał przez swe życie. Spojrzenie było niemal hipnotyzujące, nie sposób było nic przed nim ukryć. Chodź migotliwy nie mógł tego wiedzieć, spojrzenie to było niemal legendą wśród wychowanych na ulicy dzieci, które w większości dobrze go znały. Niewiele spośród nich potrafiło wytrzymać jego wzrok, czy skłamać czując na sobie czujny wzrok. Kapłan odchrząknął zbierając się do kolejnej wypowiedzi. Ta okazała się dużo prostsza od poprzednich i nieco niespodziewana.
- Ale masz rację, zdaje się, że nie przedstawiłem ci się, Błysku. Ty to zrobiłeś, więc i ja powinienem. Musisz wybaczyć siwiejącemu człowiekowi jego starcze potyczki. Nazywam się Janłard. Choć mało osób mnie tak nazywa. Co dzień słyszę wiele przydomków. Jeśli chcesz, nadaj mi kolejny, może trafisz na jeden z już nadanych.
Awatar użytkownika
Desabia
Posty: 128
Rejestracja: 16 paź 2011, 13:37
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=14514&highlight=#14514

15 wrz 2013, 22:37

Przeklinając głupią szkapę wygramoliła się z jedynego zagajnika w promieniu wielu kilometrów. Klęła długo i z fantazją tak wielką, że nie dorównał by jej żaden szewc. Już wiele razy przysięgała że musi od nowa stworzyć kolejnego chowańca, ale jakoś nie zdobyła się na ponowne wykonanie rytuału. Miała już wystarczająco zwierząt na swoich usługach. Można powiedzieć że jej prywatne, kościane zoo było bardziej zróżnicowane pod względem gatunków, niż niejedna magnacka menażeria. W dodatku sam proces przygotowywania kości nie był zachwycający i zdecydowanie nie leżał w gronie jej ulubionych zajęć. Wolała powłóczyć się po pustkowiach, starych cmentarzach i opuszczonych siedliskach, wywołując problemy kwestii sercowej u co słabszych psychicznie wędrowców, którzy chcąc skrócić sobie drogę do domu wracali przez uroczyska.
Raz na jakiś czas jednak odczuwała jednak coś na kształt tęsknoty za wspólnotą. Dziwne to u niej i niecodzienne w jej gatunku, ale przecież raz na jakiś czas mogłaby zawyć u kogoś pod oknem, napawając przerażeniem najstarszego jej członka, który w ciągu paru najbliższych dni umrze na zawał. Tym sposobem poprawiała sobie reputację. Nazbierała też po drodze ziół, aby sprezentować jej miejscowej zielarce, która najpewniej nie ruszała się poza okolice wioski, by zaopatrzyć się w rzadko występujące ingrediencje. O dziwo kobiety te posiadały wielką wiedzę, nie tylko na temat leczenia wrzodów czy gorączki. Czasami też udało jej się znaleźć wyjątkowo rzadką księgę, prawdziwego białego kruka, a wtedy nie ustępowała, dopóki jej nie dostała.
Ciągnąc "konia" za uzdę wyprowadziła go z zarośli porastających brzeg lasu. Przystanęła i krytycznym wzrokiem spojrzała w dół, na swoją szatę. Rzuciła kolejne złe spojrzenie swej szkapie i zajęła się otrzepywaniem ubrań z całej masy śmieci która przyczepiła się do niej podczas podróży, dalej mamrocząc masę przekleństw. Usłyszała jednak głos. Można powiedzieć, że zaniepokoiła się lekko bo nie chciała mieć za sobą całej masy chłopstwa uzbrojonych w widły, osikowe kołki i pochodnie, którzy zobaczyli jej wierzchowca i wyciągnęli z tego błędne wnioski, lub wcale ich nie wyciągali. Przerwała swoją litanię, która najpewniej większość kapłanów przyprawiłaby o uschnięcie uszu i rozejrzała się po okolicy.
Awatar użytkownika
Błysk
Posty: 73
Rejestracja: 31 maja 2013, 00:25
GG: 1748669
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2678

18 wrz 2013, 00:22

– *Ktoś nadchodzi.* – przekaz Błyska, wraz z obrazem bladej, a wręcz białej dziewczyny w czarnej szacie, prowadzącej "coś", co przypominało konia, powędrował do umysłu starca. Janłard… Było to pierwsze imię, które ktoś wyjawił Błyskowi. Z umysłów istot z Lasu Cieni nauczył się czym jest imię, sam więc nadał je sobie, ale nikt nigdy nie wyjawił mu swojego. Migotliwy zaczął zastanawiać się nad słowami mężczyzny. Dla niego pomaganie było czymś normalnym, robił to na pewno wiele razy, świetlisty sam był tego świadkiem. Dla niego samego jednak nie było to tak oczywiste. *Może gdybym go poobserwował i poprzebywał w jego towarzystwie, mógłbym i ja się tego nauczyć?* – Błysk zastanawiał się, a ta perspektywa wygrzewania swojej jaźni przy umyśle starca sprawiała, że młoda iskra czuła, jakby błyszczała nieco jaśniej. *Pozwolił mi wymyślić przydomek. Dla mnie jest on oczywisty.* – pomyślał Błysk i po raz kolejny wysłał Janłardowi dźwięczący dzwoneczkami przekaz.
– *Czy mógłbym nazywać cię… Pięknym Umysłem…?*

Wybacz Dekarabio, że tylko Cię zauważyłem. Poczekajmy na to co zrobi Janłard Xariela.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 925
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

18 wrz 2013, 16:23

MG

Dekarabia miała okazję ujrzeć niewiele bardziej niecodzienny niż ona sama. Gdy przedarła się przez zagajnik dostrzegła siedzącego na kamieniu starszego mężczyznę, odzianego w kapłańskie szaty. Naprzeciw niego w powietrzu wisiała niewielka jaśniejącą istotka. Kapłan uśmiechnął się blado, na jego twarzy można było dostrzec lekkie zdziwienie.
- Pięknym Umysłem? Jeśli tego pragniesz, niech będzie. – odparł, kręcąc lekko głową. Nie podejrzewał zdecydowanie tego, że iskra nada mu taki przydomek.
Dopiero po chwili dojrzał to, o czym migotliwy wspominał chwilę wcześniej. Ktoś faktycznie się zbliżył. Mężczyzna przeniósł wzrok na widoczną na brzegu zagajnika czarnowłosą kobietę. Jego uwagę szybko przykuło jednak coś innego. Obecne za nią zwierze, które nie wyglądało na coś, co powinno wędrować wśród żywych. Zaniepokojony kapłan mimowolnie zacisnął dłoń na trzymanym weń kosturze. Przez chwilę obserwował kościstego konia, lustrując uważnie wzrokiem zarówno stworzenie, jak i właścicielkę. Wywołane spotkaniem Błyska otępienie zeszło na drugi plan. Kapłan wsparł kostur o ziemię i przy jego pomocy podniósł się z kamienia, nieco może ociężale.
- Plugastwo. – wyszeptał cicho.
Awatar użytkownika
Desabia
Posty: 128
Rejestracja: 16 paź 2011, 13:37
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=14514&highlight=#14514

18 wrz 2013, 23:39

Krajobraz, który spostrzegła po wydostaniu się z drzew był prawie zachwycający– nie było więcej lasów. Jezioro, kilka chłopskich chat wyglądało całkiem zachęcająco. Gdyby skompresowała swoje zwierzątko mogłaby spokojnie wejść do wioski, podając się za maga lub kogokolwiek podobnego pokroju, szukającego miejscowej zielarki, a chłopi nie rzucili by się na nią z widłami tak od razu. Jednak pewne… elementy, które zauważyła chwilę później aż tak bardzo zachwycające nie były, a wręcz przeciwnie sprawiały że miała ochotę cofnąć się w las z powrotem.
Zauważyła człowieka siedzącego na kamieniu. Człowiek zauważył ją. Zmierzyli się spojrzeniami. Dopiero po chwili spostrzegła unoszący się koło jego głowy świecący obłoczek… Nie. Iskierkę… Iskierkę emanującą światłem które oświetlało twarz starca. Światło drgało i migotało, jakby skra była żywym stworzeniem. A może rzeczywiście nim byłą? Nie znała przecież całego świata, nikt go nie znał. Żaden z żyjących, lub nawet nieżyjących nie mógł przecież posiadać tak rozległej wiedzy.
Mężczyzna podniósł się z kamienia. Punkt dla niego– straciła tę chwilę, kiedy mogła podbiec do niego, przebić go na wskroś kosturem i przygwoździć do ziemi. Nie, żartowała. Wcale nie chciała tego zrobić. Nie chciała też wdawać się w jakiekolwiek zatargi z kapłanami– rany zadane ich magią goiły się bardzo długo. Teraz jednak chyba takowego spotkała i będzie musiała się z nim użerać. Cóż los płata czasami niesamowite figle.
Nie spojrzała nawet w stronę siodła, by sprawdzić położenie przytroczonego do niego kostura. Doskonale wiedziała gdzie się znajdował. Zawsze w tym samym miejscu i tak samo przytwierdzony, by w jednej chwili mógł znaleźć się w jej dłoni. Ruszyła powolnym krokiem w stronę głazu na którym siedział starzec, w lewej dłoni trzymając uzdę swojego przygłupiego wierzchowca. Nie próbowała przywołać na twarz sztucznego uśmiechu, ponieważ w jej wypadku wyglądał on jak brzydko zagojona rana ciągnąca się przez policzki. Wyraz sennego zamyślenia towarzyszył jej przez większość czasu.
-Witaj. Pozwolisz mi przejść, czy będziesz tak stał? Mogłabym cię ominąć ale zabrałoby mi to więcej czasu– odezwała się gdy podeszła nieco bliżej, wystarczająco blisko by dobrze ją słyszał. Rączki dalej trzymała wyprostowane wzdłuż boków, nie zdradzając się nawet drgnięciem, że mogła by zaatakować w każdej chwili.
Awatar użytkownika
Błysk
Posty: 73
Rejestracja: 31 maja 2013, 00:25
GG: 1748669
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2678

19 wrz 2013, 00:20

Kiedy dziwna kobieta podeszła bliżej, znalazła się w zasięgu pola telepatycznego Błyska, tak, że mógł poznać jej mniej głębokie myśli. To co usłyszał w jej głowie bardzo go zaniepokoiło. Było to wręcz przeciwieństwo tego, co dostrzegał w Pięknym Umyśle. Choć i u niego pojawiło się teraz coś nowego – niechęć. Wytworzyło to osłabiającą migotliwego aurę, jednak starał się jej nie poddać, ponieważ to nie jemu teraz coś groziło, a starcowi.
*Co teraz? Co mam robić? Jak to rozwiązać?* – zastanawiał się gorączkowo świetlisty i po raz pierwszy prędkość jego myśli wydała mu się niewyobrażalnie powolna. *Mógłbym przekazać starcowi jej intencje…* – Błysk szukał jak najszybszego rozwiązania. Już formował myślowy przekaz, kiedy ledwie dostrzegalna początkowo wątpliwość zalała nagle jego cały umysł i na szczęście przerwała ten proces. *Ty… ty… ty durniu!* – skarcił się w myślach po raz pierwszy używając takiego określenia, co jego samego na bardzo krótką chwilę nawet rozbawiło. Migotliwy w samą porę zdał sobie sprawę, że to nie do kapłana powinien się zwrócić, a do… tej kobiety. *Tak, to chyba najlepsze rozwiązanie. Nie będzie się tego spodziewać i może choć na chwilę odwróci to jej uwagę od Pięknego Umysłu. Gdybym Skontaktował się z nim, zobaczyłaby to w jego zachowaniu, zwęszyła podstęp i…* – Błysk nawet nie chciał pomyśleć co mogłoby się wydarzyć.
*Cóż, do dzieła…*
Migotliwy uformował silnie nacechowany emocjonalnie oraz dość agresywny w swojej formie przekaz i bez zbędnych ceregieli cisnął nim w umysł kobiety.
-*Witaj. To ja, to światło, którego nie znasz. Wiem, co mogłabyś zrobić. Nawet nie próbuj!* – tym razem głośniej dźwięczący głos Błyska wlał, a wręcz wbił się w umysł kobiety wraz z jej własnymi myślami dotyczącymi ewentualnego załatwienia spraw z kapłanem. – *Czegokolwiek by nie zrobił, zostaw go w spokoju. To nie prośba, a dobra rada.* – migotliwy sam siebie zadziwiał swoją stanowczością. Zaraz po tym komunikacie wywołał na krótko złudzenie w umyśle kobiety, jakoby wszystko naokoło zniknęło, a ona stała na półce skalnej, która jest wielkości jedynie jej stóp. Widział podobne miejsce w Wichrowych Szczytach, podkoloryzował je jedynie bardzo silnym wiatrem.
Wizja nie trwała długo – Błysk nie chciał się pastwić czy znęcać – miał jedynie nadzieję, że to co robi nie tylko odwróci uwagę dziwnej kobiety, ale również zniechęci ją całkowicie do zrobienia czegoś okropnego.
*To tylko próbka tego, co może być udziałem Twojej wieczności, jeżeli mnie nie posłuchasz.* – po tych słowach wydarł się z umysłu kobiety równie gwałtownie, jak w niego wszedł. Kosztowało go to wszystko wiele energii, ale nie mógł dać tego po sobie poznać. Nie pomagał jednak w tym fakt, że nie wiedział ile czasu zajmie cała sytuacja. Kiedy zajdzie słońce i pojawi się księżyc nie będzie mógł już w żaden sposób ochronić starca, którego darzył przecież taką sympatią. Kobieta jednak o tym nie wiedziała, więc migotliwy miał jednak nadzieję, że po tym co zrobił, sytuacja rozwiąże się szybko i możliwie najbardziej bezkonfliktowo.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 925
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

19 wrz 2013, 15:27

MG

Dekarabia ni stąd ni zowąd ruszyła w stronę kapłana. Ten nie wyglądał na zadowolonego z tego faktu, nieufnie wpatrywał się w kobietę, a dłoń nadal nerwowo zaciśniętą miał na kosturze. Jego dezorientacje spotęgowało zadane mu pytanie. Czy da jej przejść? A cóż to, był tylko starym człowiekiem. Czyżby tak się ostatnimi czasy spasł, że nie dało się go najzwyczajniej w świecie ominąć? Uniósł jedną brew, wyrażając niepomierne zdziwienie faktem, który przed chwilą zaszedł. Zdziwienie tym większe, że doskonale wiedział co jest za jego plecami. Nie musiał się nawet oglądać. Była tam najzwyklejsza w świecie toń wodna, która nijak nie zdawała się ciekawym celem podróży. Po drugiej stronie jeziora była wieś, owszem. Ale jeśli nieznajoma mu kobieta nie potrafi chodzić po wodzie to lepszym wyjściem byłoby je obejść. Jej działania były co najmniej dziwne.
- Wybierasz się do jeziora? – zapytał niezbyt przychylnym tonem. Niezbyt przychylnym, jednak nie można powiedzieć, że wrogim. Czuć było w jego głosie pewną niechęć, nic w tym zresztą dziwnego, natomiast sam kapłan nie sprawiał wrażenia jakby miał zamiar się rzucić na Dekarabię.
Błysk tymczasem przeżywał krótki moment paniki, który przerodził się w heroiczną próbę ratowania sytuacji. Nie tylko zresztą heroiczną, bo równie impulsywną. Sama jego obecność wywoływała u Dekarabii nieprzyjemne wrażenie. Świecąca kulka zdawała jej się z jakiegoś powodu dużo bardziej irytująca niż światło choćby lampy, a przecież niewiele silniejsza.
Wracając do Błyska, ten postanowił działać. Zrezygnował z ostrzegania kapłana i wpadł do umysłu Dekarabii niczym rozpędzony koń na pastwisko. Wpadł do środka i zamarł. Nigdy wcześniej nie widział takiego umysłu. Nigdy, ale to nigdy nie spotkał czegokolwiek, co byłoby podobne. Zdawał się jeszcze bardziej skomplikowany od umysłu kapłana, a co gorsze jeszcze bardziej niezrozumiały. Gdyby miał ciało, migotliwy zapewne skuliłby się teraz. Umysł Dekarabii zdawał się pod wieloma względami być przeciwieństwem jego samego. Nie było tam bezwzględnej chęci pomocy, ani dziecięcego wręcz nieuświadomienia.
Mimo tego widoku otrząsnął się po kilku sekundach i zabrał za realizację swojego planu. Musiał jednak przy tym przyznać przed sobą, że blefuje. Nie wiedział co Dekarabia mogłaby zrobić. Wiedział jedynie, że jej zamiary nie są do końca przychylne, a ona sama nie pała miłością zarówno do kapłana, jak i samego Błyska. Czarnowłosa kobieta poczuła w swojej głowie obce myśli, które uformowały się w słowa. Wrażenie było podobne do tego, jakby ktoś szeptał jej tuż nad uchem. Przekaz był wyraźny, a przynajmniej zrozumiały. Zaraz za głosem popłynęło złudzenie, nie przyjęło ono jednak swej pełnej, oczekiwanej przez migotliwego formy. Dekarabia pozostała świadoma tego gdzie jest i co dzieje się wokół, jedynie w jej głowie pojawił się mglisty obraz jej osoby, stojącej na maleńkiej półce skalnej, z trudem stawiającej opór wiatrom. Po prostu zwyczajna myśl, wyobrażenie, coś jakby wspomnienie. Mogła z całą pewnością stwierdzić, że nie było wyprodukowane przez jej umysł. Zaraz po tym głos znów przemówił, posyłając w jej stronę groźbę. Informacje, które do niej dotarły były proste. Światło ostrzegało, że jeśli zrobi tylko cokolwiek kapłanowi, źle skończy.
Gdy w końcu Błysk opuścił umysł Dekarabii ta odniosła wrażenie, jakby jakiś szum, który towarzyszył jej od chwili nagle ucichł. W jej głowie zrobiło się odrobinę ciszej i spokojniej. Jednak myśli, które wcześniej do niej dotarły pozostały obecne.
Awatar użytkownika
Desabia
Posty: 128
Rejestracja: 16 paź 2011, 13:37
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=14514&highlight=#14514

19 wrz 2013, 20:12

Zastanowiła się jak mogła popełnić taką głupotę i nie zwrócić uwagi na tym co było za postacią kapłana? Jezioro nie było wcale małe… Może zasugerowała się trzcinowiskiem porastającym jego brzegi i uznała to za po prostu pas niewykoszonej ziemi? Chyba się starzeje, nie wiedząc już nawet co przed sobą widzi. Miała ochotę palnąć się w głowę, ale uznała że ten gest okaże się zbyt gwałtowny i niepasujący do sytuacji. Ale w sumie… czy była pewna, że kapłan chce zaatakować? Może tylko wstał, zaniepokojony jej pojawieniem się? Wątpliwości szybko zaczęły pojawiać się w jej myślach. Chyba już dawno nie miała kontaktu z ludźmi, nie pamiętała jakie są ich reakcje i teraz każda wydawała się jej niepokojąca lub dziwna. Teraz zastanawiała się jak wybrnąć z tej poniekąd niezręcznej sytuacji.
W jej umyśle jednak pojawiło się coś nowego. Obecność ta nie była dla niej komfortowa, była jak promień zimowego słońca który raził oczy, a nie dawał ciepła. Teraz jej umysł był tak samo porażony obcymi myślami. Przekaz był dla niej jasny, literalnie aż za jasny. Jednak widok jej samej na skarpie, pośrodku nicości otrzeźwił ją. Nie mogła wytrzymać i uśmiechnęła się brzydko. Domyśliła się, że istotka może mieć dostęp do jej myśli i obrazów które w tej chwili przetwarza. Przywołała więc z zakamarków pamięci wspomnienia najgorszych rzezi, których dokonała, oraz tej która dotknęła jej samej, chociaż nie była ona najgorsza w całej tej mieszaninie strachu, cierpienia i bólu. Myślisz, że przestraszę się ciebie, mała iskierko? Mogłabym z tobą to samo, co jesienny wiatr, który ciska uschniętymi liśćmi na wszystkie strony świata.– pomyślała. Poczuła jednak jak obecność w jej umyśle wycofuje się i nie wiedziała czy udało jej się przestraszyć intruza.
-Nie, do jeziora się nie wybieram. Nie umiem pływać, a w tych szatach poszłabym od razu na dno. Wybieram się do wioski, szukam tutejszej zielarki. - wygłosiła tę mowę nawet nie mrugnąwszy okiem, nawet nie rzucając jednego, maleńkiego spojrzenia na swojego konia, zupełnie jakby nie istniał, albo był najnormalniejszym zwierzęciem na świecie. Zastanawiała się w tej chwili co ma z nim zrobić, bo jeszcze chwila, a może przypałętać się tu jakiś bogu ducha winny wieśniak i narobić jej kłopotów.
Awatar użytkownika
Błysk
Posty: 73
Rejestracja: 31 maja 2013, 00:25
GG: 1748669
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2678

01 paź 2013, 22:55

Błysk w jednej chwili poczuł się bardzo zażenowany całą sytuacja. Kobieta, którą spotkali, może nie była kimś o czystym sercu, a tym bardziej intencjach, ale nie wiedział przecież dokładnie co zamierza zrobić. Zdał sobie sprawę, że najzwyczajniej w świecie spanikował. Kiedy wycofywał się z umysłu Dekarabii, poczuł ukłucie czegoś bardzo negatywnego, jakby groźby, jednak trwało to zaledwie ułamek sekundy, bo zaraz potem był już poza jej jaźnią.
Migotliwy zauważył, że kobieta wdała się w rozmowę z Pięknym Umysłem. *A więc nie chce, a może nie ma ochoty atakować… Powinienem był trochę poczekać…* – pomyślał, po czym w całej jego empatii, zrobiło mu się szkoda kobiety, która mimo, iż na pewno nie jest dobra, dla nich nie miała zamiaru być złą. *Skąd w niej tyle nienawiści? Czy ona bierze się znikąd?* – zadał sobie pytanie, choć znał przecież odpowiedź, wyczytał ją z napotkanych dotąd umysłów. Nienawiść bierze się z bólu, ktoś musiał ją skrzywdzić.
Po niezbyt długim namyślaniu się, Błysk postanowił choć trochę naprawić sytuację. Nie chciał szukać wrogów tam, gdzie ich nie ma. Ponownie sięgnął do umysłu Dekarabii, gdzie po raz kolejny wyczuł chłód i wielkie pokłady nienawistnych uczuć, teraz również do niego samego. Osłabiło go to, ale nie zniechęciło. Posłał tym razem o wiele spokojniejszy przekaz, który nacechował tym co w tej chwili czuł – współczuciem, troską i swego rodzaju miłością, jaką można darzyć drugą, zupełnie obcą istotę.
-*Przepraszam… Nazywam się Błysk. Byłem zbyt impulsywny, ale doskonale wiesz dlaczego. Nie chcę problemów. Mam nadzieję, że to zrozumiesz. Co cię tu NAPRAWDĘ sprowadza? Nie chcę czytać Twoich myśli. Pokażesz mi, co będziesz chcieć. Twój stan umysłu… Strasznie mnie osłabia. Musiałaś doznać wielu krzywd…* – migotliwy nie był pewien, czy nie posunął się za daleko, ale teraz było już za późno i miał nadzieję, że kobieta dobrze zareaguje. Pozostał w mentalnym kontakcie z nią, obserwując jednocześnie, a właściwie na swój sposób postrzegając, jak zachowa się Piękny Umysł.
Awatar użytkownika
Desabia
Posty: 128
Rejestracja: 16 paź 2011, 13:37
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=14514&highlight=#14514

06 paź 2013, 17:26

Nie żeby podobało jej się to że ktoś siedzi jej w głowie, tak samo jak to że ten ktoś może poznać jej przeszłość. Nie mogła jednak wygonić istoty ze swojego umysłu, nie nastawiając jej do siebie wrogo. Było to dziwne uczucie: rozmawiać z człowiekiem na głos, a jednocześnie toczyć drugą rozmowę w myślach. Łatwo można było się pogubić i powiedzieć na głos coś, co miało zostać w jej głowie.
Zdziwił ją stosunek z jakim odnosiła się teraz do niej istota nazywająca siebie Błyskiem. Zupełnie jakby nie odczuł tego ładunku nienawiści który posłała w stronę jego jaźni. Może jeszcze istniały na tym świecie istoty naprawdę dobre, które ciągle też szukały tego dobra w innych?
Chciałam pobyć trochę czasu z ludźmi. Sama kiedyś byłam człowiekiem więc czasami za nimi tęsknię. Gdy przebywam zbyt długo z dala od nich staję się wyobcowana, później trudno powrócić mi do społeczeństwa. Ale chyba czasami czujesz się podobnie, nieprawdaż?
Mimo obiegowej opinii zostały jej jeszcze jakieś ludzkie uczucia i odruchy. Jednym z nich była chęć porozmawiania z kimś od czasu do czasu, nawet choćby byłaby to najgorsza kłótnia. Jak już wcześniej wspominała nie mogła na stałe przenieść się na pustkowia bo skończyłoby się to dla niej zupełną utratą człowieczeństwa, jeżeli w jej wypadku można o tym mówić. Stałaby się czymś podobnym do zwierzęcia, jednak o wiele od niego gorszym, bo zabijałaby tylko dla zaspokojenia pokręconej chęci mordu, zadawania bólu i cierpienia. Już kiedyś przez to przechodziła, jednak wspomnienie było to odległe, zostały po nim tylko nienawiść i obrzydzenie które bardzo stara się stłamsić w ciemnych zakamarkach swojego umysłu by później wykorzystać przeciwko komuś kto przypadkiem wtargnie do jej głowy zupełnie jak wcześniej Błysk.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 18 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 16 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerra z Derinu, Kerreos
Liczba postów: 52217
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1049
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: katrost
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.