Jezioro

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Rouel
Posty: 54
Rejestracja: 08 mar 2012, 23:10
GG: 41967289
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1684

Jezioro

24 mar 2012, 22:49

Rouel wraz z Eilatris podążyli z parku wąskimi, miejskimi uliczkami, skąpani w mroku nocy. Poruszali się bezszelestnie po mokrym bruku którym obłożone podłoże prowadzące ich na obrzeża miasta. On prowadził, a ona podążała za nim. Było to dość dziwne, bowiem nie odzywali się do siebie ani słowem przez cały czas. On nie chciał nic mówić, choć miał wiele do powiedzenia. W jego umyśle zrodził się pewien pomysł, który chciał teraz wcielić w życie. Plan, który dla wielu okazałby się przerażający. Ale on wiedział, że ie musi się obawiać jej reakcji. Wkrótce ona zakosztuje smaku jego życia. Życia które prowadził od wielu lat, i które smakowało każdego dnia.. tak samo dobrze. Nawet jeśli ostatnio wtrąciło się do niego trochę rutyny, dzisiejszej nocy nastąpiła cudowna odmiana. Teraz będzie mógł.. rozwinąc skrzydła.
Po dłuższej podróży, wciąż nękani przez silny wiatr i deszcz, dotarli do miejsca przeznaczenia. Rouel doskonale wiedział gdzie się znajdowali. To jezioro było dla niego początkiem jego podróży przez życie. Tutaj zaczyna się jego historia. Tutaj przybył zaraz po opuszczeniu swojego domu. Nikt go tutaj nie nękał. Mógł tutaj sam ćwiczyć, odpoczywać, rozmyślać, choć robił to nieczęsto.
Tym razem zacznie się tutaj coś zupełnie nowego. Nie bez przyczyny ją tutaj zaprosił. To był jego teren, jego udomowiona przestrzeń, gdzie każdy intruz mógł liczyć, że nie będzie miło powitany. Ale Eilatris była jego gościem. Nie.. to coś więcej. Towarzyszem, który nie wiedział dokąd pójść. Zabrał ją ze sobą, aby pokazać jej niezwykłe rzeczy i zapewnić mrożące krew w żyłach doświadczenia.
Chociaż byli tutaj sam na sam, nie było mowy o cisz. Hałas rozbijających się o taflę wody kropel, i gwałtownie wiercąca się na wietrze roślinność. To wszystko było takie głośne…
Rouel zatrzymał się tuż przy brzegu jeziora. Przed nim rozciągała się wielka tafla wody pełna bruzd wyrzeźbionych przez bombardujące krople wody.
Jakże wspaniały widok. Uwielbiam wodę.. jest taka wspaniała, jest.. po mojej stronie… zawsze, kiedy ją potrzebuję
Po chwili odwrócił się do niej, po czym zdjął swój płaszcz, który opadł bezładnie na ziemię. jego ciało i włosy od razu zaczęło przemakać od deszczu, ale on to ignorował. Co więcej, uwielbiał to uczucie, kiedy jego ciało opływało w deszczowe krople. Uniósł swój wzrok w stronę Eilatris. Jego szkarłatne oczy spojrzały w jej zakrytą twarz. Widział jak bije z jej ciała silna, czerwona poświata życia. Wspaniały widok.
– Możesz zdjąć kaptur. Tutaj jesteś na moim terenie, możesz czuć się bezpiecznie, o ile.. nie boisz się mnie – zaczął Rouel. Na jego twarzy widać było coś dziwnego. Pewność siebie zmieszana z podnieceniem i nieodgadniętej tajemniczości. O co mogło mu chodzić.
– To miejsce ma dla mnie ogromne znacznie. Tu się zaczęło siędla mnie coś bardzo istotnego. Tu też zacznie się coś ważnego dla ciebie, Eilatris. Jesteś… gotowa?
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

09 paź 2013, 14:00

MG

Kapłan stał nadal, wspierając się na swym kosturze, nic nie wskazywało by miał zamiar znowu siadać. Widać było, że podchodzi on do Dekarabii nieufnie i z niechęcią. Co jakiś czas zerkał na jej wierzchowca. Zmarszczył brwi wyraźnie niezadowolony z słów jakie padły z ust zjawy.
- Do zielarki, powiadasz? – powtórzył jej słowa. Oblizał nerwowo usta. Nie podobało mu się to ani trochę. Zielarka zadająca się z… czym tak właściwie? Spojrzał w stronę wioski.
- Myślę, że też powinienem się do niej udać. – zamruczał do siebie, zbyt cicho by zjawa mogła go dosłyszeć. Po chwili jego wzrok znów powędrował na dziewczynę i jej wierzchowca.
- Kto z was potrzebuje zielarza? – spytał z wyraźną dezaprobatą w głosie. Oczywistym było, że chce po prostu ściągnąć uwagę obecnych na nietypową kupę kości, która towarzyszyła Dekarabii i zmusić ją do jakichś wyjaśnień. Jak nietrudno zgadnąć, nie miał najmniejszego pojęcia o rozmowie jaka trwa pomiędzy nią a migotliwym.
Awatar użytkownika
Błysk
Posty: 73
Rejestracja: 31 maja 2013, 00:25
GG: 1748669
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2678

12 paź 2013, 21:53

-*Nie ma złych zamiarów. Przynajmniej na razie…* – Błysk zwrócił się do Pięknego Umysłu znów o wiele delikatniej, niż do napotkanej kobiety. Migotliwy był bardzo zdziwiony tym, jak starzec źle reaguje na telepatyczny kontakt. On przecież stara się być naprawdę delikatny i wykorzystywać jedynie małą cząstkę siły swojej jaźni. Miał jednak nadzieję, że ich kontakt będzie coraz łatwiejszy. Zaczynał rozumieć, że wszystko wymaga czasu. Ale rozumieć to nie to samo co akceptować – młoda iskra była strasznie zniecierpliwiona. Mimo to nie miała innego wyjścia, jak pogodzić się z takim stanem rzeczy.
Równocześnie Błysk dalej prowadził rozmowę z Dekarabią.
-*Nie czasami. Czuję się tak cały czas… Dlatego właśnie tutaj jestem. Poszukuję spełnienia, które mogę osiągnąć jedynie pośród innych istot. Istot, które nie potrafią mnie zrozumieć… BYŁAŚ człowiekiem…? Co to znaczy?* – migotliwego zaintrygowała ta informacja. Zastanowił się jeszcze raz nad słowami kobiety. W pewnym momencie przyszła mu do głowy jeszcze jedna myśl.
-*Nie potrzebuję Twojego imienia, ale jeżeli zechcesz, mogłabyś się przedstawić. W przeciwnym razie będę nazywać Cię Mroczną. Zauważ jednak – Mroczną, nie Złą. Nie jesteś zła i nie rozumiem, dlaczego tak bardzo chcesz, by tak myśleć. Gdybyś taka była, już dawno zanurzyłabyś się w tej otchłani, którą wyczuwam gdzieś głęboko w Twojej jaźni. Mogłabyś zdobyć wszystko siłą, a jednak zmierzasz do ludzi, by z nimi przebywać. To wyraz tęsknoty… Myślę, że to tęsknota za samą sobą…*.
Pewny tego, że wyraźnie balansuje na cienkiej granicy zaciekawienia i gniewu napotkanej kobiety, Błysk postanowił zwrócić się ponownie do kapłana. Starał się przy tym bardzo, by przekaz był po raz kolejny możliwie najbardziej delikatny.
-*Piękny Umyśle, czy… czy mogę… możemy jej POMÓC…?*
Awatar użytkownika
Desabia
Posty: 128
Rejestracja: 16 paź 2011, 13:37
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=14514&highlight=#14514

13 paź 2013, 18:30

Uśmiechnęła się głupio gdy usłyszała pytanie. Czy ona lub jej koścista towarzyszka wyglądały naprawdę nie tak źle jak zwykle, że potrzebowałyby się leczyć? W ich wypadku własnie gdyby wyglądałyby lepiej to trzeba było zaczynać myśleć o lekarstwach.
-W dosłownym znaczeniu zielarki nie potrzebuje żadna z nas. Mam dla niej nieco ingrediencji które mogłyby pomóc w leczeniu. A jeżeli aż tak bardzo przeszkadza ci mój wierzchowiec to już zaraz go nie będzie.- odwróciła się w stronę swojego końskiego kościotrupa. Zdjęła z niego juki i derkę, które zrolowała razem i położyła na ziemi. W zakamarkach swojej przepastnej szaty, gdzieś w okolicy paska znalazła odpowiednią sakiewkę. Zadrapawszy koniuszek palca paznokciem sprawiła że utoczyła sobie kroplę smolisto-czarnej i gęstej krwi. Kciukiem narysowała znak we wnętrzu sakiewki, a palcem wskazującym na czaszce zwierzęcia. Skoncentrowała się na swoim życzeniu, prosząc magię zawartą w jej krwi, by je spełniła. Koń przez chwilę migotał, później przeszedł w kłąb dymu, który spłynął do woreczka trzymanego w jej dłoni. Schowała sakiewkę z powrotem w czeluście swojej szaty. Wszystko to wyglądało na łatwe i banalne, jednak te umiejętności przychodziły do niej po latach byciu upiorem, a do perfekcji doszlifowała je dopiero po kilku wiekach.
-Jeżeli potrzebujesz iść do zielarki razem ze mną to możemy już wyruszać.-powiedziała w końcu do kapłana, zbierając swoje bagaże z podłoża.
Przez cały czas słyszała w umyśle głos Błyska, jednak nie przeszkadzał jej już tak bardzo jak dobrą chwilę temu. Teraz jego obecność ograniczyła się do czegoś co przypominało brzęczenie upierdliwej muchy gdzieś w okolicach ucha. *Nazywam się Dekarabia. Tylko to imię zostało mi po czasach kiedy jeszcze żyłam. Byłam żywa jeszcze bardziej niż ten twój kapłan. To źli ludzie sprawili że powróciłam do tego świata i jestem chodzącymi zwłokami. Jednak po powrocie wyrządziłam im gorsze zło niż oni mi i mojej rodzinie. To właśnie ta otchłań którą widzisz w moim umyśle.*
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

14 paź 2013, 16:43

MG

- Pomóc… – kapłan wymruczał w zamyśleniu. Przez chwilę nie odzywał się, patrząc na Dekarabię. Ta natomiast postanowiła schować swojego wierzchowca w odmętach sakiewki. Wywołało to raczej efekt odwrotny do pożądanego, mężczyzna pokręcił głową z dezaprobatą. Sama obecność wierzchowca zdecydowanie nie przypadła mu do gustu, a działania zjawy tylko zaostrzyły tę niechęć. To co robiła nie miało w sobie światła, niosło ciemność i zbezczeszczenie.
- Co się pyłem stało niech pyłem pozostanie. Co pogrzebane niech znów nie powstaje. – wymamrotał. Cicho, jednak dość głośno by Dekarabia zdołała go usłyszeć. Nie była w stanie stwierdzić czy było to powiedzenie, zaklęcie, czy może po prostu przypadkowy komentarz.
- Ingrediencji, mówisz? Może przekażę je w twoim imieniu? – w jego głosie ponownie pojawiła się nieufność. Gęste szare brwi zmarszczyły się, a zmęczone latami wpatrywania w księgi oczy niemal przeszyły zjawę. Nie chciał jej w wiosce, tej ni żadnej innej. Nie chciał, by prości ludzie tam mieszkający musieli przebywać w towarzystwie plugawego pomiotu nekromancji. Nie chciał, aby ta wynurzona z mroku i śmierci istota krążyła pośród ludzkich domostw pozostawiając za sobą smród śmierci. Rzekł kiedyś, iż będzie chronił ludzi przed złem, chciał tego słowa dotrzymać.
Pomóc jej? Wionie śmiercią i czarną magią. Jak chcesz pomóc temu, przed czym trzeba chronić prostych, błądzących ludzi?
Awatar użytkownika
Błysk
Posty: 73
Rejestracja: 31 maja 2013, 00:25
GG: 1748669
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2678

17 paź 2013, 17:10

Błysk cały czas pozostawał w mentalnym kontakcie z dwójką towarzyszy. Czuł, że słabnie, ale nie chciał pozwolić sobie na wycofanie, nie teraz. Nie pomagał mu również na pewno fakt, że zarówno w jaźni Pięknego Umysłu, jak i Dekarabii prym wiodły teraz bardzo negatywne emocje – niechęć, ból czy też żal. *Muszę chyba pogodzić się z tym, że tam gdzie światło, zawsze jest i cień…* – pomyślał migotliwy, choć nie był przekonany, czy to ta myśl napawa go smutkiem, czy też ów smutek bierze się z dwóch pozostałych umysłów, z którymi był połączony.
Niechęć Pięknego Umysłu, choć mogła być zrozumiała, bardzo nie podobała się Błyskowi. Wszystko ma swoją przyczynę; kiedy wschodzi słońce zaczyna się dzień, kiedy zachodzi, dzień się kończy. Zło też musi mieć przyczynę, a skoro tak, to można je wyleczyć. Młoda iskra z zapałem zwróciła się do starca:
-*Piękny Umyśle… Nic nie jest tylko złe i tylko dobre, prócz samego zła czy dobra. Widzisz w niej zło, wnioskujesz po tym wszystkim co jest zewnętrzne. Nie widzę i nie chcę widzieć wszystkiego, ale ona nie jest ZŁEM, nie może więc być tylko zła. To ból… Jesteś mądry. Czy nie ochronisz tych ludzi, o których myślisz właśnie jej pomagając? Chodzi o pomoc w byciu dobrym. Co o tym sądzisz?* – Błysk nie był pewien, czy przekaz nie był zbyt silny, bo przestał się kontrolować, ale nie mógł być wiele silniejszy od poprzednich, bowiem w tym samym czasie prowadził rozmowę z Dekarabią, a ta kosztowała go dużo uwagi, ostrożności i siły.
-*Dekarabia… Ładne imię. Nie uważam, by zemsta była dobrym towarzyszem. Nie pochwalam jakiegokolwiek zła, ale może to, w jaki sposób się odpłaciłaś powinno wystarczyć…? Nie chcesz uwolnić się od otchłani, która zabiera Ci miejsce na inne, cudowne myśli? Możesz je posiadać, Twoje martwe ciało nie jest przeszkodą dla umysłu. Być może nikt nigdy Ci tego nie powiedział, ale MOŻESZ być dobra…* – Błysk przestał przejmować się konsekwencjami, jakie mogły spotkać go, kiedy tak nieostrożnie przekracza kolejne granice. Po raz pierwszy czuł, że robi coś ważnego.
Awatar użytkownika
Desabia
Posty: 128
Rejestracja: 16 paź 2011, 13:37
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=14514&highlight=#14514

17 paź 2013, 22:16

Jej martwe ciało przeszedł nierzeczywisty dreszcz kiedy usłyszała słowa kapłana. Jak ten zadufany w sobie i swojej niby wierze staruch mógł opowiadać takie rzeczy, w dodatku kiedy ona była obok i słyszała wszystko! Tego było już za wiele. Wstrzymywała swoją złość, chowając ją za maską cynizmu i obojętności, ale słowa wypowiedziane przez klechę były przysłowiową kroplą, która przelała czarę goryczy. Nikt nie miał prawa oceniać tego co robiła, kiedy nie miał pojęcia o jej życiu i przeszłości, żadne ze stworzeń tym bardziej nie powinno nawet interesować się tym co robiła. Rzeczy te były bowiem zarezerwowane tylko dla istot które śmierć miały już za sobą. Wściekłość i nienawiść wstrzymywane za solidną barykadą w jej umyśle wreszcie oszalałą falą zalały jej myśli.
Na zewnątrz też działo się z nią coś niepokojącego. Jej twarz była zupełnie bez wyrazu, trupio blada, z dziwnym zielonym odcieniem przywołującym na myśl kilkudniowego trupa. Wystarczyło jednak jedno mgnienie oka by zamiast młodej kobiety o lekko nieświeżym wyglądzie mieć przed sobą obrzydliwą staruchę z wykrzywioną grymasem twarzą, pooraną zmarszczkami i poznaczonymi plamami wątrobowymi. Z potarganymi siwymi kłakami przypominającymi gniazdo uwite na jej głowie, z porwaną, poplamioną i wypłowiałą szatą, z rękami po łokcie we krwi. Za chwilę znowu była tą prawie uroczą szlachcianką sprzed pięciuset lat.
Chciała krzyczeć. Krzyczeć z całej siły, bez końca bo nie musiała brać przerwy na oddech. Wrzeszczeć, aż świat zadrży, a wszyscy ze strachu padną przed nią, skamląc, prosząc tylko o chwilę ciszy. W jej głowie panował chaos, mieszanina wrzasków, wściekłości i nienawiści. Nie słyszała tego co mówił do niej Błysk, nie chciała tego słyszeć. Całą swoją uwagę skoncentrowała na kapłanie, który zupełnie jeszcze nie wiedział, że wystarczy jeszcze jeden nieostrożny krok by skończyć jak zwierzę, słaniające się pod jej stopami.
Rzuciła na ziemię wszystkie rzeczy które trzymała pod pachą, w bladej, kościstej dłoni został tylko kostur, który trzymała tak mocno, że wydawało się iż z drewna zostaną zaraz same drzazgi wbite w jej dłoń. Ruszyła powoli w stronę kapłana, trzymając kij wymierzony prosto w jego serce. Zatrzymała się dwa kroki przed nim, prawie dotykając go kosturem.
-Jak śmiesz wypowiadać takie słowa do istoty nieskończenie od ciebie potężniejszej i starszej. Jesteś niczym mrówka którą w każdej chwili mogę zdeptać pod swoim butem. Czy potrafiłbyś zabić się po raz kolejny gdybyś wiedział czym jest śmierć? Wiedząc co jest po tej drugiej stronie? Widzisz, ja tam byłam i nie chcę wracać. Nawet jeżeli po powrocie miałam przed oczami gnijący stos ciał, kiedyś należących do mojej rodziny, służących, przyjaciół. Wiem, że nie mówiłeś tylko o moim wierzchowcu, ale także o mnie. Uważaj, bo nie jestem głucha, jakby ci się mogło wydawać.- mówiła to wszystko martwym głosem, niosącym ze sobą echo nienawiści która aż z niej parowała.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

17 paź 2013, 23:19

MG

W przeciwieństwie do Dekarabii kapłan chciał wysłuchać Błyska i rozważyć jego słowa. Pragnął przemyśleć skierowane doń myśli, jednak nie pozwoliła mu na to kolej zdarzeń. Dekarabia gorzała wściekłością, wręcz płonęła od środka i choć jej twarz zachowała niezachwiany wyraz obojętności, w smutnych oczach starca widziała, że on o tym wie, że w jakiś sposób to czuje. Zadziwiające, że zaledwie kilka słów, które przecież jego zdaniem przedstawiały normalną kolej rzeczy – to co umarło, nie żyje, te kilka słów rozbudziło taką złość kobiety. Mężczyzna nie drgnął, gdy na krótką chwilę młoda szlachcianka zmieniła się w pomarszczoną staruchę, choć w jego oczach coś mignęło, myśl, coś czego nie zdołała uchwycić i zrozumieć ani Dekarabia, ani nawet Błysk.
W głowie zjawy trwała istna burza, a kapłan stał. Stał niczym mur naprzeciw wspienionego morza, niewzruszony. Od jego pochylonej, wspartej na kosturze sylwetki wciąż biła ta sama aura – spokój, dobrotliwość… i zmęczenie.
Niczym niewzruszony mur nie drgnął nawet, gdy Dekarabia ruszyła w jego stronę, nie cofnął się gdy się zatrzymała, jedynie okazyjne mrugnięcia powiek odróżniały go od posągu, kiedy ta mówiła. Gdy skończyła westchnął cicho i spojrzał w dół, na sterczący zaledwie kilka palców od niego czubek kostura. Milczał przez krótką chwilę, po czym znów uniósł wzrok wprost na twarz zjawy. Doskonale zdawał sobie sprawę, że nie jest głucha, od samego początku. Doskonale zdawał sobie sprawę kim jest, od samego początku. Doskonale wiedział, że nie jest dobrotliwą duszyczką. Od. Samego. Początku. Chciał jednak wierzyć słowom Migotliwego, bardzo chciał. Chciał do tego stopnia, że nie wierzył własnym, przez krótką chwilę.
- Czy dziwią cię te słowa? – zapytał słabym głosem. Odchrząknął, zasłaniając przy tym usta zwiniętą w pięść dłonią i kontynuował, teraz już mówiąc normalnie. Ach, kapryśne, starcze gardło.
- Potęga i groźba zmiażdżenia? Czy to już wszystko? – kapłan wyciągnął dzierżącą kostur dłoń w stronę Błyska, wskazując go czubkiem swojej podpory. – Widzisz go, zapewne słyszysz. Mówi, że w tobie jest dobro, że chciałby ci pomóc. Przed sześćdziesięcioma laty przysięgałem chronić ludzi przed złem, za tym słowem kryli się również ci, którzy wstali choć już nie żyli, ci których święte światło Lorven pali i przemienia w popiół, albowiem kroczą po świecie wbrew temu co rzekła natura. Przed tymi sześćdziesięcioma laty spotkałem takich, którzy do was należeli, tak. Każdego dnia od tamtej pory modliłem się, by nigdy już nie mieć okazji na takie spotkanie. – mówił powoli, starczym tempem, jednak każde słowo było dobitne, chciałoby się rzec uderzające, jednak ten człowiek sprawiał wrażenie kogoś, kto raczej wyciąga rękę, niźli wymierza cios. Nawet gdy z jego ust padały słowa wyrzutu nie wyzbył się swojej dotychczasowej postawy.
- Ta mała istotka napełniła mnie nadzieją, że mimo iż cię ujrzałem, ta prośba została wysłuchana. Może jest inna – pomyślałem. Widzę jednak, że niczym nie różnisz się od tamtych. Potęga, nienawiść i wściekłość. To wszystko, co jest tobie znane? Groźby i ból, czy to wszystko, co możesz przekazać? – ręka mężczyzny zadrżała, gdy ten przesunął ją, pochylając kostur i wymierzając jego czubek w twarz Dekarabii. Gest był oskarżycielski, jednak dłoń starca spoczywała niemal na szczycie laski, w efekcie nie sposób było go potraktować za jakikolwiek akt agresji fizycznej. W przeciwieństwie do postawy zjawy, która najwyraźniej miała ochotę wywiercić w piersi kapłana dziurę.
- Więc jeszcze raz zapytam, czy dziwi cię to? Czy zadziwia cię fakt, że nie chcę by tacy jak ty kroczyli pośród tych, czy nawet innych ludzi, wśród których można wykrzesać i dostrzec radość, szczerość i dobro, a których umysły może zaćmić nienawiść? Mój czas tutaj trwał długo, nieznajoma. Nie boję się śmierci. Ale skoro tak ci na niej zależy, może choć zdradź mi swoje imię?
Mur nie runął. Pochylony mur, wsparty na drewnianej belce. Z lśnieniem stali w okiennicach. Stał naprzeciw Dekarabii i czekał. Czekał na czyny i słowa starego widma. Czekał cierpliwy i niewzruszony.
Awatar użytkownika
Desabia
Posty: 128
Rejestracja: 16 paź 2011, 13:37
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=14514&highlight=#14514

20 paź 2013, 01:10

-Prowokujesz klecho, a później wyciągasz błędne wnioski. Zupełnie jakbyś chciał usprawiedliwić swoją nienawiść do wszystkiego co jest żywe inaczej. Nie wierzysz słowom Błyska, który jest bliższy prawdy niż ty, musisz sam wszystko sprawdzić w najgorszy możliwy sposób. Podjudzasz mnie każdym swoim słowem, tak by nie mieć wyrzutów sumienia, bo jedyna twoja myśl o mnie to to, że już dawno powinnam leżeć w grobie. Chcesz koniecznie wmówić sobie i mi, że wszyscy nieumarli są tacy sami, wszyscy czyhają tylko bo objąć świat w swoje władanie, zaspokajać rządzę mordu. Czy nie zdenerwowałbyś się, kapłanie, gdyby takie słowa były skierowane w twoją stronę, nawet jeżeli przybyłbyś z pokojowym zamiarem, ba chęcią pomocy ludziom?– oszalała burza wściekłości i nienawiści została zepchnięta na tyle, by na wierzch wypłynęły racjonalne myśli, twierdzące że nie warto dobijać tego starego człowieka, który i tak już prosi się o śmierć. Zdechnie sam, z każdym dniem niedołężniejąc, co raz bardziej obawiając się tego co nadejdzie, w końcu umierając w brudnym łóżku, czy pełnym ścieków rynsztoku. Taka śmierć będzie dla niego bardziej odpowiednia, a nawet lepsza dla niej. Nie pobrudzi sobie rąk, nie da kolejnym fanatykom powodu by mieliby ją ścigać. Odeszła od kapłana, parę kroków do tyłu, by pokazać mu że nie ma zamiaru w sposób fizyczny kończyć tej słownej potyczki.
Nie wiedziała czy Błysk nie uciekł z jej umysłu kiedy zalały ją te wszystkie negatywne emocje. Na ślepo posłała w jego stronę myśl, mając nadzieję, że jej wybuch nie wpłynął na niego aż tak źle. W końcu to nie on ją rozwścieczył, tylko ten staruch. Wybacz za to co się stało, bo domyślam się że ten kapłan jest twoim przyjacielem. Nie jestem jednak w stanie uwolnić się od tego bo jest to część mojej przeszłości, to moja natura. Tracąc tę część, utraciłabym siebie. Już nigdy nie byłabym taka sama, nie byłabym sobą. Nie wiem nawet czy mogłabym wtedy istnieć w tym świecie… Jej przekaz mógł być niezrozumiały, jednak nie mogła przedstawić tego w inny sposób. Mimo wieków zgłębiania swojej natury nie poznała siebie jeszcze do końca.
-Jeszcze jedno kapłanie. Jeżeli szukasz śmierci to ja jej nie zawołam. Sama do ciebie przyjdzie w odpowiednim czasie. Może wyda ci się podobna do mnie, jednak ja jestem tylko jej zapowiedzią, a nazywam się Dekarabia– ukłoniła się po dworsku, całkowicie już wracając do chłodnego, ironicznego stanu umysłu.
Awatar użytkownika
Błysk
Posty: 73
Rejestracja: 31 maja 2013, 00:25
GG: 1748669
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2678

22 paź 2013, 16:36

Błysk przyglądał się całej sytuacji z dziwnym spokojem. Nie wiedział z czego tenże spokój wynikał – czy z faktu iż słyszał myśli obojgu, czy też ze skupienia nad utrzymywaniem kontaktu, a może po prostu ze zmęczenia, które ów kontakt mu przysparzał. O tak, młoda iskra była już zmęczona. Jak dotąd nic nie kosztowało jej takiego wysiłku. Gdyby nie fakt, iż nadal trwał dzień, mogłaby bardzo silnie przygasnąć, a i tak jej poświata już wydawała się bledsza niż o poranku.
Fala negatywnych myśli i emocji wezbrana w umyśle Dekarabii momentalnie uderzyła w migotliwego, jednak zdołał on się wycofać na skraj wzburzonej jaźni nie ponosząc większych strat. Kiedy jednak ta swoista "burza" uspokoiła się nieco, dotarły do niego słowa nieumarłej.
-*Dekarabio, nieważne, czy wybaczam, tylko czy rozumiem. Nie musisz być opanowana, ważne że nie dałaś temu wygrać. O tym właśnie mówię. Nie pozbędziesz się mroku wspomnień, który spowija zakamarki Twego umysłu, ale możesz go zostawić, uwolnić się właśnie. Nie wyrzekaj się siebie, bo nie musisz – to w tej właśnie TOBIE widzę potencjał do dobra…* – Błysk czuł się coraz pewniej. Wiedział, że jest może dość natarczywy w swych radach, ale czuł, że Dekarabia rozumie jego intencje.
Próbował zrozumieć też to, co działo się w jaźni Pięknego Umysłu. On nie widział tego, co widzi Błysk, ale przecież ten mu powiedział… Postanowił więc tylko delikatnie powtarzać w umyśle starca z lekka hipnotyzującą mantrę, w postaci odczuć, a nie słów przyglądając się temu, jak sytuacja dalej się potoczy.
*Pomoc… nadzieja… łagodność… pomoc… nadzieja… łagodność…*
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

23 paź 2013, 15:39

MG

- Prowokuję i podjudzam słowem? – kapłan zmarszczył brwi patrząc na Dekarabię jakby była niespełna rozumu.

- Któreż więc moje słowa cię tak podjudziły? Które ze starczych zrzędzeń? – obrócił się i począł powolnym krokiem wędrować wzdłuż brzegu jeziora.

- Mówisz, iż jest bliższy prawdy. Otóż zdradzę ci, iż ludzie przybywając z pokojowym zamiarem nie mierzą w kogoś kijem, nie podnoszą nań głosu miotając groźby, czy nie tryskają nienawiścią tak widoczną, że niemal brudzi trawę. Powiedz mi więc, czego oczekujesz? Chcesz otwartych ramion, gdy plujesz w innych nienawiścią? Ledwie zebrałaś się w sobie, by nie rzucić się na mnie. Nie słyszy się o czcigodnych truposzach, pędzących przykładne życie. Słyszałem za to i wiem, że ilekroć pojawiała się gdzieś twa brać niosła śmierć i pożogę, panicznie kryjąc się przed świętym światłem Lorven. – kontynuował. Przewędrował kilka metrów, po czym odwrócił się w stronę Dekarabii. Ponownie oparł się na kosturze, najwidoczniej bez tej podpory było mu już ciężko, a siwa broda ciągnęła w dół dużo bardziej niż pozwalał sobie pokazać.

- Dekarabio… – powtórzył w zamyśleniu. - Śmierć spotkałem już wiele razy, nie wątpię iż w końcu postanowi zabrać i mnie. Taka jest kolej rzeczy. Jednak nie chcę, aby spotykali ją ci, którzy nie muszą. Nie chcę by na prostych ludzi pluto nienawiścią i groźbami. – westchnął cicho.

- O ile początkowo zdałaś się spokojniejsza, to chyba masz w sobie dość szczerości, by przytaknąć iż to właśnie przed chwilą robiłaś. Zaledwie na zrzędliwego starca, o ileż łatwiej znienawidzić prostych ludzi.

Mój mały, a czy potrafisz jej pomóc?

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 16 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 15 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Ciemny
Liczba postów: 52251
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.