Jezioro

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Rouel
Posty: 54
Rejestracja: 08 mar 2012, 23:10
GG: 41967289
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1684

Jezioro

24 mar 2012, 22:49

Rouel wraz z Eilatris podążyli z parku wąskimi, miejskimi uliczkami, skąpani w mroku nocy. Poruszali się bezszelestnie po mokrym bruku którym obłożone podłoże prowadzące ich na obrzeża miasta. On prowadził, a ona podążała za nim. Było to dość dziwne, bowiem nie odzywali się do siebie ani słowem przez cały czas. On nie chciał nic mówić, choć miał wiele do powiedzenia. W jego umyśle zrodził się pewien pomysł, który chciał teraz wcielić w życie. Plan, który dla wielu okazałby się przerażający. Ale on wiedział, że ie musi się obawiać jej reakcji. Wkrótce ona zakosztuje smaku jego życia. Życia które prowadził od wielu lat, i które smakowało każdego dnia.. tak samo dobrze. Nawet jeśli ostatnio wtrąciło się do niego trochę rutyny, dzisiejszej nocy nastąpiła cudowna odmiana. Teraz będzie mógł.. rozwinąc skrzydła.
Po dłuższej podróży, wciąż nękani przez silny wiatr i deszcz, dotarli do miejsca przeznaczenia. Rouel doskonale wiedział gdzie się znajdowali. To jezioro było dla niego początkiem jego podróży przez życie. Tutaj zaczyna się jego historia. Tutaj przybył zaraz po opuszczeniu swojego domu. Nikt go tutaj nie nękał. Mógł tutaj sam ćwiczyć, odpoczywać, rozmyślać, choć robił to nieczęsto.
Tym razem zacznie się tutaj coś zupełnie nowego. Nie bez przyczyny ją tutaj zaprosił. To był jego teren, jego udomowiona przestrzeń, gdzie każdy intruz mógł liczyć, że nie będzie miło powitany. Ale Eilatris była jego gościem. Nie.. to coś więcej. Towarzyszem, który nie wiedział dokąd pójść. Zabrał ją ze sobą, aby pokazać jej niezwykłe rzeczy i zapewnić mrożące krew w żyłach doświadczenia.
Chociaż byli tutaj sam na sam, nie było mowy o cisz. Hałas rozbijających się o taflę wody kropel, i gwałtownie wiercąca się na wietrze roślinność. To wszystko było takie głośne…
Rouel zatrzymał się tuż przy brzegu jeziora. Przed nim rozciągała się wielka tafla wody pełna bruzd wyrzeźbionych przez bombardujące krople wody.
Jakże wspaniały widok. Uwielbiam wodę.. jest taka wspaniała, jest.. po mojej stronie… zawsze, kiedy ją potrzebuję
Po chwili odwrócił się do niej, po czym zdjął swój płaszcz, który opadł bezładnie na ziemię. jego ciało i włosy od razu zaczęło przemakać od deszczu, ale on to ignorował. Co więcej, uwielbiał to uczucie, kiedy jego ciało opływało w deszczowe krople. Uniósł swój wzrok w stronę Eilatris. Jego szkarłatne oczy spojrzały w jej zakrytą twarz. Widział jak bije z jej ciała silna, czerwona poświata życia. Wspaniały widok.
– Możesz zdjąć kaptur. Tutaj jesteś na moim terenie, możesz czuć się bezpiecznie, o ile.. nie boisz się mnie – zaczął Rouel. Na jego twarzy widać było coś dziwnego. Pewność siebie zmieszana z podnieceniem i nieodgadniętej tajemniczości. O co mogło mu chodzić.
– To miejsce ma dla mnie ogromne znacznie. Tu się zaczęło siędla mnie coś bardzo istotnego. Tu też zacznie się coś ważnego dla ciebie, Eilatris. Jesteś… gotowa?
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Desabia
Posty: 128
Rejestracja: 16 paź 2011, 13:37
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=14514&highlight=#14514

25 paź 2013, 21:43

Miała ochotę tupnąć nogą i obruszyć się jak rozpieszczona księżniczka. Naprawdę. Chyba będzie musiała porządnie zastanowić się nad swoim zachowaniem i tym co przychodzi jej do głowy, ale to w samotności, kiedy będzie miała chwilę dla siebie. Nieskończenie długą chwilę dla siebie na nieskończone przemyślenia na temat swoich czynów. Chyba już zaplanowała sobie cały kolejny wiek.
-Już nie pamiętasz? Czy twoja pamięć jest tak słaba że nie możesz przypomnieć sobie słów które wypowiedziałeś przed chwilą?- gdyby Dekarabia umiała zabijać wzrokiem, kapłan w tej chwili wąchałby kwiatki od spodu. Albo przynajmniej miałby dwie wypalone dziury na wysokości łopatek. Te rzeczy nie wchodziły jednak w poczet jej umiejętności, więc parsknęła cicho pod nosem i poszła podnieść swoje toboły z ziemi. Przeciętny człowiek załamałby się pod ich ciężarem, jednak jej tylko lekko ciążyły w ręku.
-Gdybym nie spotkała was, już dawno weszłabym do wioski, załatwiłabym sprawę z zielarką i szła dalej w swoją stronę. Czy nie wydaje ci się to bardzo pokojowe załatwienie spraw? I nikogo bym nie opluła, przysięgam– położyła wolną dłoń na wysokości serca i wyprostowała się dumnie.
*I stanę się taką błyszczącą iskierką jak ty? Nie sądzę by mi to odpowiadało* Zaczynała bawić się co raz lepiej, głównie przez swoje nieśmieszne żarty. Chyba lata spędzone w samotności miały na to jakiś wpływ, ale jeszcze nie odkryła jaki, co daje kolejny wiek rozmyślań.
Awatar użytkownika
Błysk
Posty: 73
Rejestracja: 31 maja 2013, 00:25
GG: 1748669
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2678

27 paź 2013, 16:10

Błysk w całej swojej niewinności nie zrozumiał ironii zawartej w słowach Dekarabii.
-*Dekarabio, ja wcale nie chcę byś stała się taka jak ja. Chcę byś była sobą, ale tą dobrą, sprzed otchłani zalegającej na obrzeżach twojej jaźni. Ja… Ja nie zawsze wszystko rozumiem. Nie wiem dlaczego mój przyjaciel ma do ciebie takie nastawienie od samego początku, mimo że widzi cię po raz pierwszy. Twój wygląd nie kojarzy mi się z niczym złym. Nie potrafię zrozumieć tej agresji w twoim umyśle. Nie znam dobrze tego świata, ale… Chyba nie jest to dla mnie niekorzystne. Potrafię dzięki temu dojrzeć to, czego wy nie widzicie. Dlatego też widzę w twojej jaźni potencjał do bycia dobrą. Wiesz, że jesteś potężna. Życie i śmierć przenikają się w tobie jak słońce przenikające mgłę. Czy ta śmierć musi być zła? Życie przecież czasami też jest złe, to kwestia tego co zrobisz z tym kim jesteś…*
Migotliwy był coraz bardziej wyczerpany całym spotkaniem. Choć nie trwało zbyt długo, miał wrażenie, że minęła wieczność. Nie miał zamiaru jednak się wycofać, choćby miało go to kosztować całą zmagazynowaną do tej pory energię. Zwrócił się więc również do Pięknego Umysłu:
-*Nie wiem czy mogę przyjacielu, ale wiem że chcę. Nie wiem zresztą wiele i potrzebowałbym twojej mądrości. Ty za to potrzebujesz mojej niewiedzy, bo twoja mądrość cię zaślepia. Sam może nie dam rady, ale razem… Razem moglibyśmy spróbować.*
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

31 paź 2013, 14:21

MG

- Tak, niewątpliwie byś nikogo nie opluła… – stwierdził kapłan wzdychając z rezygnacją. Musiał przed sobą przyznać, że słowa najwidoczniej nie są czymś co dociera do nieumarłych w jakikolwiek sensowny sposób. Równie dobrze mógłby gadać do grobu na cmentarzu.

Skoro nie mógł przemówić do rozsądku zjawy skupił swoje myśli na owej "zielarce". Nie wiedział cóż to za kobieta, jak sugerowało miano, ochrzciła się w tej wiosce mianem zielarki, jednak składanie zamówień u chodzących trupów, czy generalnie kontakty z nekromancją nie przypadły mu do gustu w żaden sposób.
Zerknął na słońce, które mieniło się na nieboskłonie zalewając świat swymi promieniami. Dobrze by było gdyby przed wieczorem znalazł się w Wolenvain, spotkał swoich podopiecznych. Do wieczora na szczęście było jeszcze sporo czasu, aczkolwiek on sam zaczynał wątpić by zdołał spędzić noc w mieście.

Patrzył jak Dekarabia unosi swoje toboły, słuchając przy okazji słów Błyska. Młoda iskra twierdziła, iż mądrość zaślepia. Cóż, w takim razie Dekarabia było niewątpliwie ogromnie mądra. Tak mądra, że totalnie ślepa na słowa, którymi on próbował od niej od kilku minut przemówić. Kapłan odgonił od siebie tę myśl, karcąc się w głowie za to, że znajduje teraz czas na głupie żarty.

Jak bardzo by nie chciał Janłard nie potrafił stwierdzić czego oczekuje od niego Błysk i co też skryła przed nim ta zaślepiająca "mądrość". Nigdy zresztą nie uważał siebie za mądrego, może nieco doświadczonego.

- Dobrze, więc odwiedzę ową zielarkę razem z tobą. – stwierdził głośno. Nie mógł zostawić Dekarabii aby swawolnie weszła do wioski, w żadnym wypadku. Zresztą, miał teraz realny powód aby spotkać tę zielarkę. Miał cichą nadzieję, że chociaż jej zdoła przemówić do rozsądku. Lub też namówić do opuszczenia tego miejsca. Może istotnie był ślepy, ale nie wierzył w "dobrą nekromancję".

Awatar użytkownika
Desabia
Posty: 128
Rejestracja: 16 paź 2011, 13:37
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=14514&highlight=#14514

03 lis 2013, 20:01

Głucha już na jakiekolwiek prowokacje ze strony kapłana ruszyła raźnie przed siebie, mając nadzieję, że może zgubi go gdzieś po drodze. Wyszła z lasu nie z tej strony, z której powinna i musiała obejść jezioro naokoło. W dodatku z powodu niespodziewanych towarzyszy podróży musiała to zrobić z całym swoim dobytkiem pod pachą, który nie był dla niej ogromnym ciężarem, ale bardzo niewygodnie się go niosło. W międzyczasie starała się sklecić jakąś sensowną odpowiedź dla Błyska, jednak nie przychodziło jej to łatwo. Iskierka mówiła o czymś nieosiągalnym dla niej– o powrocie do czasów, kiedy jeszcze żyła. Przecież tak się nie da. Nie ma już rodziny, do której mogłaby wrócić, zamek pewnie rozpadł się i pokrył warstwą roślin. Chociaż czy nie dałoby się odwiedzić tego miejsca? Może dawne wspomnienia by wróciły. Z drugiej strony wróciłyby te dobre, ale także te złe, jednak Ci, którzy sprowadzili na nią nieszczęścia już dawno nie żyli. Ba! Nikt oprócz niej już nie pamiętał ich rodów, siedlisk i czynów. Czy jednak takie zapomnienie przyszłoby do niej z pozytywnym skutkiem? Znowu przyszło jej na myśl, że mogłaby wtedy pożegnać się ze swoją egzystencją na tym świecie. Banshee, która nie jest banshee. Phi, też mi coś. Przecież dopóki nikt jej nie zdenerwuje zachowuje się bardzo spokojnie i nikomu nie rzuca się do gardła. Przecież nie używa nawet ludzkiej krwi do rytuałów. Nie pamięta, kiedy nawet ostatni raz zraniła jakiegokolwiek człowieka.
*Widzisz Błysku, nie jestem taka zła, jaką ci się wydaję. Nie chcę zwalać winy na owego kapłana, że przez chwilę straciłam panowanie nad sobą, ale nie rzucam się na każdego człowieka, który wspomni, że już nie żyję. Po prostu on i jego podobni odnoszą się w ten sposób do wszystkich nieumarłych, a później twierdzą, że to my zawsze jesteśmy niezrównoważeni i nienawidzimy ludzi. Przyznam, że są wyjątki, których rządza władzy i potęgi przesłania całe człowieczeństwo, które im jeszcze zostało, jednak są to nieliczni, którzy zaraz żegnają się ze swoim życiem po życiu, głównie za sprawą podobnych do tego klechy.
Wiem, że mnie nie znasz i oceniasz tylko na podstawie tej chwili, ale nie musisz mnie ciągle namawiać do czynienia dobra. Nie poskutkuje to w moim przypadku, bo nie nadaję się do spędzania czasu z ludźmi dłużej niż na parę godzin. Mogę się pojawiać w różnych miejscach, załatwiać swoje sprawy i znikać w otchłaniach natury. Tak jak teraz. *

Teraz z całym tym towarzystwem nie zamierzała wcale iść przez wioskę. Jedna osoba mogła się przemknąć niepostrzeżenie, nie przyciągając tłumu ciekawskich wiejskich bachorów, ale dwie obce osoby już zwracały na siebie uwagę. Lepiej nie mówić o dwóch obcych osobach i małej iskierce, która wyglądała jak świecąca się wróżka z bajek dla maluchów.
Odnalazła wąską ścieżkę biegnącą dookoła jeziora i dalej raźno dreptała, nie zwracając uwagi na jej ogon. Po dobrej chwili przedzierania się przez zarośla wreszcie stanęła przed lekko zaniedbaną chatką, stojącą nad samym brzegiem sadzawki. Nie wiedząc czy pani zamieszkująca ten przybytek jest w domu, zapukała mocno do drzwi, które ledwo utrzymały się w zawiasach.
Awatar użytkownika
Błysk
Posty: 73
Rejestracja: 31 maja 2013, 00:25
GG: 1748669
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2678

12 lis 2013, 00:35

Dekarabia ruszyłą ścieżką, więc Błysk ruszył za nią. Zaczynał odczuwać coś bardzo dla niego nowego. Takie dziwne uczucie… Nie wiedział jak to nazwać. Jak nazwać to, że chciałoby się komuś coś zrobić i to, że coś trwa za długo…? Młoda iskra nie mogła pojąć, iż odczuwa bardzo nietypową dla migotliwych emocję – poirytowanie. Fakt jednak, że coś jest nienazwane nie oznacza, iż tego nie ma. Tak było w przypadku Błyska, który tknięty falą poirytowania wysłał dość gwałtowny i niespodziewany (również dla niego) nacechowany tym uczuciem komunikat do obojga towarzyszy w momencie, gdy Dekarabia przystanęła przed chatką i czekała, aż ktoś odpowie na jej pukanie.
-*Możecie przestać, spróbować i poczekać?! Każde z was tylko czeka, aż drugie powie coś, co da pretekst, aby zaatakować – czy to słowem czy w inny sposób. Skupiacie się na słowach, z których odczytujecie to co chcecie odczytać. Zaślepia was to co już wiecie, wasza wiedza, a nie twoja mądrość Piękny Umyśle, czy twoja natura droga Dekarabio. Czuję, co dzieje się w waszych głowach i wiecie, co wam w sobie nawzajem tak się nie podoba? To, że jesteście tak podobni. Wiele lat, wspomnień, doświadczeń i trudów. Gdybym uważał, że jesteś zła Dekarabio, nie rozmawiałbym z Tobą w ten sposób. Gdybym sądził Piękny Umyśle, że nie jesteś tak dobry, nie proponowałbym, aby dać szansę "martwej ale żywej". Jeżeli mamy podróżować razem, bo nie mam zamiaru was zostawić, to proszę, dajcie sobie wreszcie szansę. A teraz… Teraz jestem bardzo zmęczony, więc jak chcecie do mnie przemówić to zróbcie to na głos!* – Błysk nie był pewien co bardziej go osłabiło – czy tak długi jak na jego możliwości dialog i to z dwiema osobami, czy też tajemnicza negatywna emocja, która w nim zagościła. Musiał więc wycofać swój umysł z jaźni towarzyszy i pozostać przy odbieraniu otoczenia jedynie swoim polem mentalnym. Aura świetlna otaczająca jego małe, wątłe, błyszczące ciałko, pobladła o wiele bardziej niż kiedykolwiek. Migotliwy był już naprawdę wyczerpany.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

15 lis 2013, 17:34

MG

Kapłan jak mówił, tak zrobił. Ruszył za Dekarabią. Choć jak na starca nie brakowało mu werwy, to jednak z trudem nadążał za zjawą. Nie miał jednak zamiaru odpuszczać, w żadnym wypadku.

Zgodnie z planem udało jej się ominąć wioskę, przechodząc wzdłuż jeziora. Co prawda ścieżki nie było, to co zdawało się jej wąską ścieżką okazało się zaledwie pasmem ziemi, który za chwilę się skończył. Nie musiała się jednak tym przejmować, trudno było się tutaj zgubić. Po prostu ruszyła wzdłuż jeziora. Przystanął kilka metrów za neumarłą gdy ta zapukała do drzwi chatki.

Błysk po raz kolejny miał zamiar wypominać mu, jakoby atakował Dekarabię. Nie, on nie szukał okazji by jej zaatakować, on po prostu chciał, żeby trzymała się z daleka. Od ludzi i wszystkiego co z nimi związane. Po drodze, trzeba przyznać, dość dobrze jej się to udało, nie spotkała nikogo. Kapłan był na tyle zajęty Dekarabią i zmęczony, że nie odpowiedział w żaden sposób na dawkę emocji jaką wysłał Błysk razem z wiadomością. A może po prostu rozumiał jego zniecierpliwienie, choć uważał, iż młoda iskra oczekuje w swojej dziecięcej jeszcze naiwności zbyt wiele.

Mijał czas, a drzwi chatki nie otwierały się. Dopiero po kilkunastu sekundach drzwi uchyliły się w końcu i wyjrzała zza nich twarz młodej kobiety o czerwonych oczach. Spojrzała na Dekarabię, po czym przeniosła wzrok na kapłana. Gdy zobaczyła jego szaty zastygła na chwilę. Zerknęła znów na zjawę, tym razem jakby nieufnie, czy może nawet niechętnie. Uchyliła drzwi nieco szerzej, ramieniem oparła się o framugę. Jedną rękę cały czas trzymała za zbitą z desek osłoną jej domu, jakby gotowa zatrzasnąć ją, jeśli tylko wydarzy się coś nieprzyjemnego. Ze środka jej chaty biła mieszanina zapachów tak różnorodna, że nie sposób jej opisać.
- O co chodzi? – zapytała w końcu.

Awatar użytkownika
Desabia
Posty: 128
Rejestracja: 16 paź 2011, 13:37
GG: 8551012
Karta Postaci: viewtopic.php?p=14514&highlight=#14514

04 sty 2014, 22:27

U

niosła brwi w zdziwieniu i obejrzała się na małą, przygasającą istotkę.

Mamy podróżować razem? Przecież ja nic takiego nie powiedziałam, na nic się nie zgadzałam. Ja przyszłam tylko do tej tutaj zielarki. Wcale nie chciałam nikogo spotykać po drodze. To nie moja wina, że się napatoczyliście.

W

zruszyła ramionami. Nie wiedziała przecież, że Błysk wyobrażał sobie jakąś dalszą podróż z nimi. Przecież prędzej czy później rozszarpałaby gardło owego kapłana. Nie zamierzała z nim spędzać więcej czasu, bo skończyłoby się to dla tego starca źle. W jej głowie zaczął kiełkować pewien plan, który być może zrealizuje. Uśmiechnęła się do swoich myśli. Taaaak, cudowny plan. Był zły i czarny jak jej serce. Może nawet jeszcze gorszy. Zaczynała mieć już po woli dosyć ciągłego zrzędzenia kapłana, na temat swojej mrocznej natury.

G

dy drzwi się otworzyły, na wszelki wypadek wsuwając swoją obutą w czarny, skórzany but, stopę między drzwi, a futrynę. Tylko na wszelki wypadek. Przezorny zawsze ubezpieczony, jak mawiają. Spojrzała na dziewczynę, która otworzyła przed nią drzwi swej chaty. Uśmiechnęła się milutko, chociaż jej oczy pozostały zimne.

Witaj. Wybacz, że cię nachodzę, ale mam do sprzedania nieco rzadkich ingrediencji, które zapewne mogłyby ci się przydać. Tamten przemiły starszy człowiek za mną jest tylko kapłanem, chyba nie powinien zrobić niczego, co mogłoby zagrażać twej posadzie zielarki. Wpuścisz mnie do środka?– Kolejny przemiły uśmieszek zagościł na jej twarzy. Zwróciła się do zielarki, niczym do starej przyjaciółki, chociaż była u niej może dwa lub trzy razy. Gdyby dziewczyna zgodziła się na jej wizytę, wpakowałaby się do jej domu z całym swoim przenośnym dobytkiem.
Awatar użytkownika
Błysk
Posty: 73
Rejestracja: 31 maja 2013, 00:25
GG: 1748669
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2678

17 lut 2014, 17:56

Błysk zrozumiał, że jest tylko świetlistym dodatkiem do dziwnej gry, która toczyła się między Pięknym Umysłem,a Dekarabią. To z kolei wcale mu się nie spodobało. Zaczynało w nim wzbierać kolejne, bardzo nieprzyjemne uczucie – czuł się żałosny i niepotrzebny. Żaden z dwojga jego towarzyszy nie zareagował na jego wezwanie. * Nie potrzebuję tego… Nie mam siły. Chyba zbyt wiele się spodziewałem i przeceniłem swoje możliwości. Niewiele tu zdziałam. Jestem tak słaby…* – migotliwy czuł, jak teraz każda nawet myśl bardzo go osłabiała. Tak bardzo marzył o Zorzy Nowiu… Niestety, dopiero co z niej wrócił, a co gorsza zmierzch zbliżał się nieubłaganie. Nie chciał myśleć o sobie, ale… Cóż zdziała, jako słaba, gasnąca iskra? Jeśli chce nieść dobro, musi się do tego przygotować. Doświadczenie tych kilku chwil z dwojgiem wrogów dla zasady, pozwoliło mu zrozumieć, że potrzebuje jeszcze wiele mądrości. Odnajdzie kogoś, kto zechce się nią podzielić. Ale nie dziś…
Błysk wejrzał jeszcze raz na dwójkę towarzyszy i spostrzegając ich skupienie dotyczące aktualnej sytuacji, począł bardzo powoli wznosić się ku niebu korzystając z reszty światła, jakie dawał mu dzień i czekając, na tak ciężką przecież dla niego noc.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

24 lut 2014, 15:12

MG

Jeśli kapłan i Dekarabia mieliby zgodzić się w jakiejkolwiek kwestii, zapewne byłaby to kwestia Błyska. Oboje uważali, iż wybiegł myślami zbyt w przód, a jego słowa, choć szczere, były zbyt naiwne by odnaleźć się w tej sytuacji. Czy kapłan powinien mieć do siebie pretensje? Sam zdecydowanie uważał, że nie. Stwierdził w duchu, że zapewne czułby do siebie żal, gdyby jego słowa okazały się niesłuszne, a rzucone w Dekarabię oskarżenia totalnie odległe od prawdy. Ta jednak sama je potwierdzała swoim zachowaniem, nie, nie miał do siebie pretensji mimo nagabywań Błyska, który najwidoczniej uważał ją za dobrotliwą i świętą istotę, która po prostu od czasu do czasu rzuci pogróżkami, czy kogoś zabije.

Kapłan nie miał okazji jednak zbyt długo się nad tym zastanawiać. Ku zdziwieniu starca Błysk wygłosił swoje ostatnie słowa i wzniósł się w powietrze. Mężczyzna patrzył przez chwilę za nim, ale trudno było mu przyglądać się Iskrze na tle jasnego nieba, bo przecież było ono jak najbardziej jasne. Młody migotliwy ewidentnie musiał mieć dość całej sytuacji, że postanowił oddalić się od nieumarłej i kapłana. Słońce wbrew przekonaniu jego zmęczonego jestestwa górowało w pełnej krasie, wszem i wobec ogłaszając późne południe.

Zielarka przez chwilę wpatrywała się w Dekarabię, jakby chciała się namyślić, w końcu odsunęła się nieco i otwarła szerzej drzwi, by wpuścić zjawę. Gdy tylko ta weszła do środka natychmiast zamknęła drzwi na dość prowizoryczną, drewnianą zasuwę. W chatce panował wszechobecny zapał ziół, czy ziołopodobnych roślin, zapewne także tych trujących, oprócz tego czuć też było lekki swąd dymu i dawno niewywietrzonego powietrza. Uwagę jednak zdecydowanie zwracała właśnie gama roślinnych zapachów, które wchodzącego człowieka wręcz odurzały. W chacie było jedno okno, umiejscowione obok drzwi, ochronę przed zimnem stanowiła umieszczona w nim rybia błona. Mebli było niewiele, łóżko naprzeciw wejścia, jeśli można było tak nazwać kilka zbitych razem desek obłożonych sianem, , obok niego stół, przy nim krzesło, dalej na prawo palenisko. To w gruncie rzeczy było wszystko. Jeśli nie liczyć rozwieszonych przy suficie na sznurkach mniej lub bardziej ususzonych roślin, czy kolejnych składników które rozrzucone były na podłodze przy ścianach. Ich układ wyglądał na chaotyczny i nieskładny, choć kto wie, może w tym chaosie był jakiś porządek. Wiele spośród leżących wokół rzeczy wyglądało znajomo, drewniana różdżka, niewielki kociołek, węgiel, kreda, sierp, co najmniej kilka amuletów o różnych kształtach. Widać, iż mieszkająca tu kobieta nie próżnowała. Kapłan zaś zapewne dostałby zawału na sam widok wnętrza domu. Czarownica odeszła od drzwi i przystanęła obok łóżka. Spoglądała wyczekująco na Dekarabię, chcąc zapewne w miarę szybko załatwić całą sprawę.

Janłard tymczasem stał przed domem. Pokręcił powoli głową, westchnął któryś już raz i spojrzał w stronę wioski. Nie było do niej daleko. Rozejrzał się próbując dojrzeć migotliwego, jednak bezskutecznie. Jego uwagę przykuło coś innego. Dwóch mężczyzn, którzy zmierzali w stronę chaty. Jeden z nich szedł z trudem, wspierał się na ramieniu drugiego i stawiał kolejne chwiejne kroki, w które ewidentnie wkładał wiele wysiłku. Minęła może minuta, gdy znaleźli się koło kapłana. Wtedy dopiero mógł przyjrzeć się i zauważyć jaki jest powód ich zachowania. Podkrążone oczy o rozszerzonych źrenicach, dreszcze, gorączka. Już wcześniej trudno było nie domyślić się, że mężczyzna jest ranny, lub chory. Teraz jednak Janłard był w stanie dostrzec w jakim jest stanie. Wyglądał wręcz fatalnie. Z pomocą prowadzącego go mężczyzny zbliżył się, ten drugi z nadzieją w oczach wbił swój wzrok w kapłana.
- Pomóżcie, panie.
- Na Lorven. Połóż go tutaj, co się stało? – Janłard podbiegł do mężczyzn, chwytając chorego. Razem ułożyli go na ziemi. Kapłan odłożył kostur i uklęknął przy głowie chłopa, przyłożył dłoń do jego czoła, by unieść ją po chwili z wyraźnie skonsternowaną miną.
- Co się stało? – powtórzył pytanie.
- Ta kobita, panie. Ta… czarownica! Ona go otruła! Narzekał, że go plecy strasznie bolą. Poszedł do niej, żeby mu coś dała, pomogła. Ha, pomogła! – mężczyzna zerwał się i podbiegł do drzwi, uderzając w nie kilkukrotnie pięścią, takie pukanie niewątpliwie obudziłoby nawet trupa. Gdyby Dekarabia akurat spała.
- Wyłaź, wiedźmo! Otrułaś go! Pomóż mu! – chłop nie dawał za wygraną, kapłan podszedł i położył mu dłoń na ramieniu odciągając od drzwi.
- Uspokój się! Biegnij do wioski, przynieś mi wiadro chłodnej wody i szmatę, ale już! – huknął. Przerażony wieśniak wystrzelił jak z procy w stronę domostw.
- Na Lorven. – wysapał znów kapłan, po czym zastukał w drzwi domostwa. - Coś mu dała, dziewczyno?

Zielarka podeszła do okna gdy tylko usłyszała, że na zewnątrz coś się dzieje. Nie wyglądało jednak na to, aby miała zamiar jakoś zareagować. Z kolejnymi słowami i czynami obecnych tam mężczyzn na jej twarzy poczęła malować się mieszanina zdziwienia i paniki. Wymamrotała coś do siebie, kompletnie zapomniała o obecnej tam Dekarabii. Rozejrzała się nerwowo po chacie, jakby szukała drogi ucieczki.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

15 kwie 2014, 03:50

Opuścił swą siedzibę wypływając przez bramę twierdzy niczym nadciągająca fala. Jego forma – jak żywa i świadoma ciągle się przekształcała na podobieństwo żywego organizmu, tętniącego wielką mocą. Blask bijący od niego łamał się i tworzył rozmaite wizualne efekty, połyskując, iskrząc i jarząc się od nagromadzonej w nim energii. Posyłał sondy szukając śladów osadnictwa. Zależało mu na czasie, gdyż nie mógł sobie pozwolić, by natknęli się na niego śmiałkowie, którzy z pewnością prędzej czy później odpowiedzą na demoniczne zniszczenia. Prawdę mówiąc, kiedy dotrze do wioski zamierzał przedstawić się imieniem demona, by go dodatkowo obciążyć winą. Fakt posiadania innego wyglądu przy zetknięciu z prawdziwym Arhelianosem ci głupi śmiertelnicy z pewnością zrzucą na magię i podstępne sztuczki. Jakaś część jaźni ascendenta cieszyła się na myśl o tym całym cierpieniu, jakie spadnie na te ziemie. Przelanej krwi, śmierci i chaosie. Druga zaś czuła współczucie. Żadna jednak nie zdobywała przewagi, nic nie wpływało na jego osąd.

Brnął dalej sunąć nad ziemią z zatrważającą prędkością. Dostrzec można było tylko spłaszczoną, rozmazaną kreskę światła przecinającą wysokie trawy i niknącą pomiędzy drzewami. Po jakimś czasie dotarł na skraj siedziby ludzi. Zatrzymał się na niewielkim wzniesieniu, skąd górował nad rozciągającą się w dole wsią. Posłał tam rozliczne sądy mające na celu zebranie informacji o liczebności mieszkańców, ułożeniu budynków i tego typu podstawowych sprawach potrzebnych do stworzenia myślowej, wysoce szczegółowej mapy.

Zawiał silny wiatr, zaszumiały liście i zajęczały konary drzew, które zgięły się pod naporem żywiołu. Anemetius zastanawiał się czy naprawdę chciał to uczynić. W końcu poświęcenie tylu istot – gorszym, bo gorszym – ale jednak, stawiłoby go w pozycji wcale nie lepszej niż sam demon. Czy tak miała wyglądać wielka ewolucja ascendenta? Pełna krwi i przemocy? Jednak czy już jej nie zrealizował? Wezwał bestię, wydał bezlitosny rozkaz. Nie ma miejsca na słabości i wątpliwości. Ludzie odrzucili jego mądrość, szansę i możliwość. Teraz nastanie tylko … ciemność. Niech rozpaczają.

Jestem Arhelianos! – posłał potężny przekaz telepatyczny wzmacniając go po wielokroć, by rozchodził się niczym echo w umysłach. Starał się także napełnić go taką samą ilością brutalnych emocji i odczuć, jakimi demon obdarował go za pierwszym razem. Próbował odtworzyć jego aurę strachu, grozy i czystego zła, ale tylko powierzchownie, uwydatniając jej najbardziej charakterystyczne cechy. Nie chciał wprawić tych ludzi w obłęd. Podobnie zresztą musiał oszczędzać swą energię, więc tworzył tylko atrapę tych odczuć. Pobudzającą wierzchnie bodźce, lecz nie wnikającą do głębi świadomości – Rozpaczajcie. Wybiła godzina waszej zagłady!

Zaczął wzywać moc. Mając rozesłane sondy z łatwością był w stanie wyczuć słabe umysły mieszkańców. Lokalizował przeważnie młodych mężczyzn oraz kobiety i dzieci. Starców pozostawiał, nie stanowili żadnej wartości. Musiał się zastanowić jakiej ilości zniewolonych potrzebował. Zamierzał połowę poświęcić, połowę pozostawić do budowy twierdzy i wzmacniania okolic. 200 osób powinno całkowicie wystarczyć. Ci ludzie całe życie spędzili w nieświadomości o magii, a nawet jeśli, nie było żadnych szans, by wykształcili przeciw niej jakiekolwiek formy obrony. Był całkowicie pewien swego. Sama jego obecność i aura powinna wszystkich zwalić na kolana. Butność i duma kazały mu nie przejmować się otoczeniem, aczkolwiek logika podpowiadała nieco ostrożności. Gdyby ktoś lub coś szczególnie zwróciło jego uwagę – w co wątpił – przyjrzałby się temu ze znaczną dokładnością i przeanalizował swoje możliwości, oceniając czy ten czynnik stanowi zagrożenie lub nie. Musiał działać z większym wyczuciem, ponieważ chaos, który wywołał demon mógł już zwabić poszukiwaczy przygód chociażby tutaj, jako że była to jedna z większych wiosek w okolicy. Mogli się kryć oczekując. Jednak jeśli nic nie wzbudziłoby w nim niepokoju, przeszedłby do drugiej części planu.

Pomknął w sam środek wioski. Zamierzał wniknąć do umysłów okolicznych ludzi i wymazać z nich świadomość oraz wolną wolę. Swymi niewidzialnymi mackami magii polowałby na nich, łapiąc w swój żelazny uścisk mocy i woli. Delikatnie, w wyczuciem, dbając o przepływ magii i jej ubytek, odcinałby poszczególne elementy, pozostawiając jaźń wieśniaków podziurawioną i niekompletną, uszkodzoną. Puste części zapełniałby własnymi elementami magii z jasno brzmiącym rozkazem: podporządkuj się. Jednocześnie, by wzmocnić siłę zaklęcia pobudzałby uczucia oraz emocje odpowiedzialne za odprężenie, spokój i podporządkowania. Nie był ich wrogiem. Dawał im błogosławieństwo nieświadomości. Wolności od trosk całego tego marnego żywota spędzonego na ciężkiej pracy. Przekształcając strukturę ich myśli ci ludzie mieli stać się jego niewolnikami. Czyżem bowiem był umysł, jeżeli nie kombinacją procesów cielesnych i tej nieuchwytnej esencji, jaką była dusza. Mając wiedzę o niej i możliwość wpływania na ciało za pomocą nacisków telekinezy łączyłby to w jeden silny cios, który powinien obalić ich podwaliny bytu.

By to uczynić kierowałby elementami magii znajdującymi się w duszy, ale pytaniem było jak do niej dotrzeć. Zastanowił się. Wykorzystując wiedzę uzyskaną od istoty z biblioteki o naturze i strukturze duszy mógłby zlokalizować te aspekty magii, których dotychczas nie używał i były mu kompletnie obce. To one – przynajmniej tak podejrzewał – tworzyłyby duszę. Wpływając na nie swoją energią naruszałby je, zastępując swymi, a tym samym uszkadzając jaźń wieśniaków. Nie chodziło tu o niszczenie duszy, ale wykrycie w niej tych części, które łączyłyby się z jaźnią oraz umysłem i dopiero wówczas atakować wybrane obszary, wykonując założenia zaklęcia. Wiązałby w ten sposób mistyczny wpływ magii na umysł i zarazem wykorzystywał swą ponadnaturalną wiedzę.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 20 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 19 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52251
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.