Wieś Zielona Woda

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

Wieś Zielona Woda

03 sie 2012, 03:23

Zielona Woda jest położona na południe od stolicy Autonomii i na zachód od traktu Iquańskiego. Oddalona nieco od miasta i leżąca na uboczu wioska, zaliczana jest jednak zazwyczaj do okolic Wolenvain, gdyż niemal cała nadwyżka plonów, produkowana przez mieszkańców, trafia na tamtejszy targ. Większość społeczności zajmuje się hodowlą bydła i paszy, bądź przetworami mięsnymi i nabiałem, które mają bardzo dobrą opinię.
Wjeżdżając do wsi od strony traktu, mijamy niewielkie jezioro, obficie porośnięte rzęsą i otoczone trzcinami, od którego osada wzięła swoją nazwę. Kawałek dalej, po lewej stronie, dostrzec można poczerniałe i na wpół zawalone zgliszcza sporego domu.
Stoi tu zaledwie kilkanaście drewnianych domostw krytych strzechą i zlokalizowanych przy głównej drodze, ale wbrew pozorom wioska zajmuje ważne miejsce w życiu okolicznych ludzi, jako że na obrzeżach osady, od strony północnej wznosi się większy kamienny budynek, mieszczący kaplicę Maelena. Nie minęło jeszcze dziesięć lat od jego budowy, ale ludzie, początkowo odnoszący się nieco nieufnie do kapłanów boga, zaczęli bardzo doceniać ich wkład w życie społeczności. Służą bowiem radą i pomocą, a także kształcą wszystkie chętne dzieci. Często kaplicę odwiedzają więc też mieszkańcy okolicznych wiosek.
Spośród budynków wyróżnia się też z pewnością dom sołtysa wsi. Nie jest większy od pozostałych, za to wyraźnie bardzo zadbany, a drogie szyby w oknach i liczne, spore zabudowania gospodarcze na tyłach działki, świadczą o zamożności właściciela. Jest to całkowicie usprawiedliwione, gdyż Jeromi Wengard, sprawujący ten urząd już od niemal dwudziestu lat, jest człowiekiem bardzo pracowitym i gospodarnym, a także powszechnie szanowanym, mimo pewnego mezaliansu, jakim jest jego małżeństwo z prawie stuletnią elfką.
Innym ciekawym budynkiem jest miejscowa karczma o wdzięcznej nazwie "Pod Zielonym Kogutem" i prowadzona przez siostrzenicę sołtysa. Oberża jest malutka i składa się z niewielkiej stajenki połączonej z sienią, sali jadalnej, kuchni i dwóch małych izb sypialnych. Ościeżnice pomalowane są krzykliwą, zieloną farbą, ale wnętrze prezentuje się już lepiej z prostymi meblami z jasnego drewna i żółto-zielonymi akcentami wystroju. Dom uroczej, zielonookiej szynkarki znajduje się tuż obok.
Zieloną Wodę otaczają głównie pola uprawne, bądź łąki, na których wypasane jest bydło, ale niedaleko, na południowy-zachód od osady rośnie las. Niezbyt wielki, ale dość stary i na tyle duży, że można tam znaleźć zwierzynę łowną, a i zgubić, jeśli ktoś nie zna okolicy. Na skraju znajduje się cmentarz, na którym mieszkańcy chowali swoich zmarłych bliskich przed laty. Część podtrzymuje tą tradycję, inni pogrzebu dokonują w nekropolii należącej do Wolenvain. Większość nagrobków jest bardzo stara.

Z tego miejsca można udać się na:
Trakt Iquański
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Ansgar
Posty: 41
Rejestracja: 26 lip 2012, 14:33
GG: 8554351
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2053

03 sie 2012, 11:38

Minęło parę dni, przewoźnik z którym podróżował Ansgar zmienił kurs i z pewnością zawiódł kilku go oczekujących zmieniając kierunek i odbijając na wschód przed Varti. Sporo drogi – ze względu na kończące się zapasy – spędzili o głodzie, jednak w końcu dotarli. Mała wioska, zwana Zieloną Wodą z nieznanych ani chłopu ani krasnoludowi względów. Krępy najemnik zszedł z powozu i spojrzał na przewoźnika z którym spędził prawie dziesięć dni.
-Czas się pożegnać, szansa na to że się jeszcze spotkamy jest nikła.
Powiedział z uśmiechem na twarzy Ansgar, w jego głosie można było wykryć smutek, dawno z nikim nie spędził czasu tak dobrze i miło. Szczególnie jeżeli mowa o nie znajomym.
Lekko uniósł brwi i się zaśmiał po czym sięgnął do torby, wtedy też zwrócił się do niego przewoźnik.
-Panie, przyjemność po mojej stronie. Ja tam osobiście żywię nadzieje, że się z szanownym krasnoludziem spotkam raz jeszcze, a może to nawet nie raz.
Ansgar uchwycił jednego złotego suwerena między dolną część kciuka, a resztę prawej dłoni po czym podszedł do przewoźnika i wyciągnął do niego dłoń, aby się pożegnać. Podczas uścisku chłop poczuł monetę, uścisnął mocno dłoń krasnolud, uśmiechnął się jeszcze do niego i pokiwał głową w podziękowaniu za zapłatę. Jednak dopiero po chwili zorientował się, że to jedna moneta. W tym momencie krasnolud było już jakieś piętnaście metrów od niego. Przewoźnik nigdy jeszcze nie otrzymał tak ogromnej kwoty za przewóz. Krzyknął jeszcze do Ansgara.
Dziękuję ! I powodzenia życzę raz jeszcze.
Krasnolud uniósł rękę.
Odchowaj córę i pozdrów od klienta obżartucha żonę !
No…. To teraz czas zająć się rozeznaniem.
Rozejrzał się po wiosce, jego uwagę przyciągały dwa budynki. Jeden przypominał dom bogatego magnata czy też szlachcica, drugi zaś gospodę. Wiadome mu było, że po informację należy udać się do karczmarza czy też do oberżysty, w tym właśnie przypadku spodziewał się oberżysty – bo baru to, ten kolorowy budynek nie przypominał. Powolnym krokiem zbliżał się do zielonego budynku, gdy dotarł nacisnął pewnie na klamkę i wszedł do środka. Wewnątrz nie było zbyt wielu gości, od razu udał się do lady.
Witam… Panią…
O tak, tego się nie spodziewał – przywykł, że gospodami i innymi tego podobnymi rzeczami zajmują się mężczyźni, bynajmniej tak było w Wolenvain, jego rodzinnym mieście no i kilku wioskach, w który przebywał. Chodź na dobrą sprawę nie powinien być tak zdziwiony – co było po nim zresztą widać – bo przecież to kobiety są przednimi kucharkami.
Wie panienka coś może o jakiejś pracy w tutejszej wiosce, doszły mnie słuchy że ktoś trudzi się o najemnika.
Powiedział rozglądając się jeszcze po gościach karczmy, ciekaw był czy może od nich dowie się czegoś jeżeli ta młoda dziewka by czegoś nie wiedziała.
Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

03 sie 2012, 22:15

MG:
Eria spędzała kolejny spokojny dzień w swojej karczmie. "Zielony Kogut" obsługiwał nawet ostatnio więcej gości. Kobieta przypuszczała, że to przez zdarzenia, jakie miały niedawno miejsce. Pożar, choroba krów, ta dziwna chmara kruków, która zniszczyła plony. Seria nieszczęśliwych wypadków. Ostatnio zniknął Olen, co jej wuja ostatecznie pchnęło do działania. Był przekonany, że to nie są wyroki losu, tylko ktoś sprowadza nieszczęście na mieszkańców. Eria sama nie wiedziała co o tym myśleć. Cieszyła się jednak, że nie czekają biernie, a i mieszkańcy chyba nie powinni mieć nic przeciwko jakiejś pomocy, bo we wsi zapanowała nieco napięta, nerwowa atmosfera. Każdy byłby zły, gdyby dotykały go takie sytuacje. Karczmie na razie nie stało się nic złego, a właścicielka nie zamierzała martwić się na zapas. Póki mogła jakoś pomóc sąsiadom, chociażby podając im piwo, będzie to robiła.
Obecnie zaniosła zamówienie do jedynego zajętego stolika i usiadła sobie za ladą. Po chwili drzwi otworzyły się i do środka wszedł nie kto inny, jak najprawdziwszy krasnolud. Eria patrzyła, nieco zaskoczona, jak podchodzi do niej. Otrząsnęła się z pierwszego wrażenia, wstała, poprawiła czarne włosy spięte na karku i uśmiechnęła uprzejmie, starając się nie sprawiać wrażenia tak zaskoczonej. Czasem odwiedzał ich ktoś obcy, choć działo się to rzadko, ale jeszcze nigdy nie gościła krasnoluda. W myślach błyskawicznie zastanowiła się co ma na zapleczu. Produkty spożywcze zawsze miała świeże, jak to na wsi, a nikt jeszcze nie powiedział jej, że jest złą kucharką. Martwiły ją natomiast zapasy alkoholu. Przedstawiciele tej rasy podobno lubili pić i to dobry alkohol, nie wiedziała, czy będzie w stanie podać mu coś odpowiedniego.
Gość jednak nie zapytał jej o jadło, napoje ani nawet izbę, żeby przenocować. Interesowała go natomiast praca dla najemnika. Eria znów zdziwiła się leciutko, ale zaraz zaczęło jej się wszystko w głowie układać. To na pewno jakiś awanturnik przyjechał, usłyszawszy, że mają tu problemy, na których da się zarobić. Uśmiechnęła się szerzej.
Witam. Zależy, co ma Pan na myśli, ale mamy tu pewne kłopoty.
Zastanowiła się chwilę jak ująć to, co chciała powiedzieć. Wszystko wydawało jej się mało dokładne.
Widzi Pan. Zdarzają się nam nieszczęścia i wuj, znaczy się sołtys, uważa, że to nie przypadkowo. Czyli, że ktoś nam to robi. Najlepiej by z nim porozmawiać, ale nie ma go akurat we wsi. Pojechał jakieś sprawy urzędowe załatwiać, bo młyn mamy budować. Jak to wszystko się nie uspokoi, to ja podejrzewam, że ten młyn to runie, jak tylko zacznie być coś ponad fundamenty widać…
Urwała, zorientowawszy się, że takie rzeczy pewnie nie interesują gościa.
Wuj na pewno wróci niedługo i chętnie z Panem porozmawiać. Ja mało wiem i na moje to tu niewiele jest w okolicy osób, coby nam zaszkodzić chciały – Wzruszyła nieznacznie ramionami. – Mogę coś panu zaproponować? Przy czymś do zjedzenia i wypicia przyjemniej się czeka.
Przekonała się trochę do nieznajomego. Oswoiła się już z tym, że gości u siebie krasnoluda i dobrze mu z tych czarnych oczu patrzyło. Wydawał się sympatyczny. Może rzeczywiście pomoże coś ja te klęski, co to ich spotykały.
Awatar użytkownika
Ansgar
Posty: 41
Rejestracja: 26 lip 2012, 14:33
GG: 8554351
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2053

03 sie 2012, 23:00

Przysłuchiwał się dziewczynie, kiedy wstała bardzo dokładnie się jej przyjrzał. No cóż, zwykła, miła wiejska dziewczyna, tak jak zresztą większość dziewek dla tego krasnoluda – od jakichś stu lat w końcu nie interesował się już kobietami, więc nawet nie śmiał zwracać uwagi na ich wygląd czy zaloty – W końcu zaczęła mówić o czymś interesującym, słuchał jej bardzo uważnie tym samym drapiąc się po wąsie ruchem palca wskazującego i kciuka, od zewnętrznej do wewnętrznej.
Rozumiem, w takim razie poczekam na wuja panienki.
Sprostował po tym jak ta skończyła mówić, po czym gdy już miał wychodzić z karczmy czarnowłosa oberżystka zaoferowała mu posiłek. Spojrzał na nią, potem na swój 'brzuch' – którego właściwie nie miał – i na torbę myśląc o swojej sakwie, w której pozostało piętnaście szylingów i jeden suweren… Czy stać go na takie luksusy jak jedzenie w oberży – Mógł przecie co upolować i napić się wody, jednak jego żołądek burknął, jakby wręcz żądał dobrego piwa i jakiejś wołowiny.
No, skoro już o tym pani wspomina to z miłą chęcią.
Uśmiechnął się lekko, starając się nie okazywać swoich ogromnych zębów przypominających ogrze, czy też orkowe….
Jakąś wołowinę i dobre, mocne piwo. Ale wie pani, tej wołowiny to jakiś spory kawał, muszę się najeść a apetyt to ja mam !
Zaciągnął swoimi ogromnymi nozdrzami sporą ilość powietrza i wyczuł unoszący się w powietrzu zapach pieczonego mięsa, oraz jakiś dziwnych przypraw, których nigdy nie używał. Między Zeatelem a prawdą to nie używał żadnych przypraw, a jeszcze konkretniej nie potrafił zrobić niczego innego niż wrzucić kawał mięsa na patyk i usmażyć nad ogniskiem..
Awatar użytkownika
Adrena
Posty: 42
Rejestracja: 11 cze 2012, 00:52
GG: 6642235
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1968

04 sie 2012, 18:20

Kiedy w końcu dojrzała przed sobą kształty wioski wynurzające się z porannej mgły, Adrena nie miała serca budzić Olena, który spał pod drzewem. Zeszła z wysokich gałęzi nieco niżej i przyjrzała się nastolatkowi uważnie. W czasie drogi to on mówił najwięcej, opowiadał o Zielonej Wodzie jakby wierzył, że słowa zaprowadzą go do domu. Podróż zajęła im ponad tydzień, ale dopiero teraz mogli powiedzieć, że cel jest blisko. Chłopak dzielnie trzymał się na nogach przez pierwsze parę dni, ale im dłuższa droga, tym bardziej opadał z sił. Pożywienie jakie mogła mu zaoferować mocno odbiegało od tego, do którego był przyzwyczajony. Kiedy pokonywali traktat Iquański, jakieś dobre dusze podzieliły się z nimi bochenkiem chleba, który chłopak pochłonął niemal ze łzami w oczach. Była to jednak jeden z nielicznych dobrych uczynków jakich doświadczyli. Ilekroć wspomnieli o Zielonej Wodzie, napotkani ludzie obracali się na pięcie albo wręcz wykonywali gesty opędzania złych duchów. Adrena uważała to za objaw głupoty i chętnie opuszczała takie towarzystwo ale młody chłopak był tym wyraźnie poruszony. Teraz, będąc tak blisko jego rodzinnej wioski, była pewna, że ten odżyje i nabierze nowych sił. Oparła głowę o pień i pozwoliła sobie na chwilę zamknąć oczy.

Musiała zasnąć, bo kiedy okrzyki Olena zmusiły ją do otworzenia oczu, słońce było już wysoko na niebie a po mgle nie został ani ślad.
- Poznaję to miejsce! Jesteśmy już blisko!
Chłopak pociągał ją energicznie za połę płaszcza, niemal ściągając z jej bezpiecznego schronienia na wysokości. Zeskoczyła na ziemię i uśmiechnęła się na widok jego niepohamowanego entuzjazmu. Olen wyruszył jeszcze przed nią, wyraźnie poznając okolicę i prowadząc bezbłędnie w stronę Zielonej Wody. Przez krótki odcinek trasy gadał jak najęty, paplał o swojej rodzinie, która na pewno na niego czeka, o kolegach, którym zaimponuje swoją historią, o kapłanach, którzy na pewno błagali o jego szczęśliwy powrót lokalnego boga. Adrena uśmiechała się pobłażliwie i pozwalała Olenowi wygadać się do woli. Jednocześnie, w głębi ducha, martwiła się o swoje dalsze losy. Zupełnie nie zaplanowała sobie co zrobi, kiedy dotrą do celu. Nie miała zamiaru zostawać w wiosce, może na tyle tylko aby upewnić się, że Olen trafi w dobre ręce. Podróż jednak wyczerpała ją i jej skromne zapasy. Może krótki pobyt i jakiś zarobek nie byłby najgorszym pomysłem?

Zanim zdołała podjąć decyzję, jej uwagę rozproszył zrujnowany budynek po lewej. Adrena nie widywała często takich widoków, bo trzymała się z dala od ludzkich siedzib, a teraz pochłaniała wzrokiem poczerniałe od płomieni drewniane belki i osmalone głazy. Kiedy dobrze się przyjrzała, mogła nawet dojrzeć resztki mebli, pochłoniętych przez ogień. Musiała zwolnić kroku aby mieć lepszy widok i szybko poczuła na swoim okrytym nadgarstku mocny uścisk. Olen pociągnął ją za sobą, chcąc aby razem z nim weszła do wioski. Pozwoliła się mu kierować i w ten sposób zawitała do Zielonej Wody, niepewna do końca, co teraz ze sobą począć.
Awatar użytkownika
Fjori
Posty: 56
Rejestracja: 29 cze 2012, 21:37
GG: 3224957
Karta Postaci: viewtopic.php?p=31722#31722

04 sie 2012, 20:03

Leciała przed siebie, nie martwiąc się, gdzie ją skrzydła zaniosą. Czerpała przy tym tyle radości z lotu ile to było możliwe, wykonując najróżniejsze i efektowne akrobacje. Jednak ile można latać? Cóż, z pewnością długo, gdyż Fjori była w powietrzu ponad sześć godzin. W końcu jednak przeczucie – a może zmęczenie – powiedziało jej, by lądować. Zaczęła gwałtownie obniżać swoją wysokość, niewyraźny krajobraz zaczął się powoli wyostrzać. Plamy rozmaitych kolorów zmieniły się w wioskę, las, trakt, pola czy jeziorko. To właśnie ostatni element zwrócił na siebie uwagę skrzydlatej, która udała się właśnie w tamtym kierunku. Wylądowała zgrabnie w bezpiecznej odległości od jeziorka, by po chwili podejść do niego bliżej.
Strasznie zarośnięte… – mruknęła. Skupiła się na chwile i ukryła zmęczone skrzydła, które zniknęły bez śladu. Uznała, że zdecydowanie potrzebuje odpoczynku. Usiadła na kępie trawy i zaczęła się pozbywać zbroi, zdejmując ją powoli i układając tuż obok siebie. Trochę czasu to zajęła, ale masa żelastwa w jakiej skład wchodziła cała zbroja, pas i miecz leżała w końcu na ładnej kupce. Po chwili wylądowały tam białe rękawice i Fjori została w koszuli tej samej barwy, brązowych spodniach i cienkich butach. Odetchnęła głęboko, uśmiechając się przy tym lekko. Chociaż była przyzwyczajona do swego pancerza, to zdjęcie go wciąż przynosiło sporo ulgi. Następnie wyjęła z niedawno otrzymanej sakwy nieco jedzenia, którym się zajęła. Gdy skończyła się pożywiać, położyła się na trawie i leżała tak dobrych kilkanaście minut. Jednak, jak to walkirie, zaczęła roznosić ją energia. Podniosła się do siadu i rozejrzała się, czy czasem w okolicy kogoś nie ma – cóż, chwilowo brakowało żywych. Rozebrała się więc do naga, z niechęcią patrząc na kilka blizn na brzuchu, które przypominały o jednym z gorszych wydarzeń jakie doświadczyła. Ale nie osłabiło to jej entuzjazmu. Skrzydła wyrosły z jej łopatek a ona uniosła się kilka metrów nad jeziorem. Opuściła się na tyle, by stopą sprawdzić temperaturę wody. Cóż, zimna – ale czego się spodziewać o tej porze roku? Jednak nie zraziło to walkirii, która uniosła się nieco wyżej i skryła skrzydła. Chlup! Fjori była już pod wodą, wydostała się jednak po chwili na powierzchnie. Jezioro nie było wielkie ani ładne, ale dało się pływać – to więc zaczęła robić.

Jeżeli nie będziesz miała pomysłu jak dalej pociągnąć Fjori, to napisz Ves, wtedy po prostu wejdę do wioski.
Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

05 sie 2012, 00:41

MG:
Adrena
Olen ciągnął swoją wybawczynię. Zamierzał pokazać jej wioskę zaprosić na obiad, choć trochę się odwdzięczyć. Oprócz tego, jej obecność sprawiała, że koledzy na pewno uwierzą w jego historię. Mijali właśnie spalony dom Morlonów, gdy usłyszał wysoki dźwięk, ni to krzyk, nie to pisk. Nieco zaskoczony przystanął i rozejrzał się dookoła, akurat by zobaczyć jak zza resztek zabudowań wybiega dziewczyna. Na jego widok zwolniła, ale tylko na moment, wzniosła nieco cichszy okrzyk, po czym podbiegła i przytuliła się do niego. Był naprawdę zmęczony całą tą podróżą i zachwiał się, gdy rzuciła się na niego z takim impetem. Poza tym był zaskoczony sytuacją, nie spodziewał się czegoś takiego na powitanie. Blondynka odsunęła się od niego i cofnęła o krok, chowając ręce za plecami, jakby chciała zatuszować to, co zrobiła. Policzki miała zarumienione, a zielone oczy roziskrzone. Była pewnie w jego wieku, może trochę młodsza. Jasne włosy, nieco ciemniejsze od koloru dojrzewającego zboża, miała zaplecione w dwa warkocze opadające na ramiona.
Olen, Bogom dzięki! Gdzieś ty był?! –zawołała i dopiero wtedy przeniosła wzrok na towarzyszącą mu kobietę. Przyjrzała się jej przez momencik, a uśmiech nie schodził z jej twarzy.
Odprowadziła go Pani do domu Bardzo dziękuję- powiedziała do niej i wydawało się to szczere.
Twoja mama strasznie się martwiła. Wszyscy myśleliśmy… zastanawialiśmy się, czy wrócisz.
Na te słowa Olen wykonał jakiś ruch, dotychczas stał w miejscu nieco skołowany. Ruszył w stronę wioski, po czym zatrzymał się w pół ruchu. Odwrócił się i spojrzał najpierw na Adrenę, później na młodszą dziewczynę.
Ana, mogłabyś…? – zaczął. Blondynka machnęła ręką.
Idź!- ponagliła go z uśmiechem. Pobiegł w stronę domu, jakby się paliło. Najwidoczniej było mu bardzo śpieszno zobaczyć rodzinę.
Blondynka odprowadziła go wzrokiem i odwróciła do Adreny. Wciąż wyglądała na rozradowaną i cień uśmiechu błądził na jej ustach. Była bardzo ładna, szczególnie, gdy się śmiała, a po przyjrzeniu się można było dostrzec lekko spiczaste uszy i nieco elfie rysy twarzy. Wyglądała na półelfkę.
Jestem Ana Wengard – przywitała się uprzejmie i wyciągnęła rękę do starszej kobiety. – Gdzie go Pani znalazła?
Wskazała ręką w kierunku, gdzie zniknął chłopak. Przestąpiła w miejscu, jakby nie wiedziała, co ze sobą począć. Widocznie rozpierała ją energia.
Zapraszam Panią na obiad – dodała stanowczo i ruszyła się, oglądając na Adrenę, zachęcając ją wzrokiem. Wyglądała jakby nie brała odmowy pod uwagę. –Od mieszkańców wioski, w podzięce za zwrócenie nam Olena.
Ruszyła raźnym krokiem w stronę karczmy.

Ansgar
Eria w środku spokojnie i ochoczo zabrała się za przygotowanie posiłku. Uwielbiała gotować i ponoć było to czuć w jej potrawach. Nuciła przy tym cicho. Nieco później gdzieś na zewnątrz rozległ się wysoki pisk, całkiem nieźle słyszalny wewnątrz mimo dość grubych przecież, drewnianych ścian. Pokręciła tylko delikatnie głową. Ana powinna chyba zostać jakąś śpiewaczką za takim głosem. Ciekawe, do czego tym razem sprowokowała chłopców. Nie powinna tego robić, i tak podkochiwała się w niej połowa młodzieńców z wioski, a ona miała pstro w głowie.
Karczmarka nalała pełen kufel najlepszego piwa, w drugą rękę zabrała talerz, na który wcześniej nałożyła potężny kawałek wołowiny i kopiastą porcję kaszy, i zaniosła to wszystko swojemu gościowi. Mniej więcej w tym samym momencie drzwi otworzył się z impetem. Ana wpadła do środka, nie zawracając sobie głowy ich zamykaniem i od progu zaczęła relacjonować wysokim podekscytowanym głosem.
Olen wrócił! Znalazł się. Przyprowadziła go dobra kobieta. Widziałam jak przyszli do wioski. Zaprosiłam ją. To niezwykłe, prawda?! Kazałam mu iść do matki, przecież tak się martwiła. Nie wiem jak mógł tak zniknąć. Wszyscy się martwiliśmy. Ale najważniejsze, że jest z powrotem!
Eria zerknęła na nią tylko trochę skołowana i zaskoczona, stawiając jednocześnie zamówienie przed krasnoludem z uprzejmym, lekkim uśmiechem na ustach.
Proszę bardzo. Mam nadzieję, że będzie panu smakowało.
Dopiero wtedy oparła się dłońmi o blat, pochylając w stronę blondynki, która niemalże podskakiwała z podekscytowania.
Wiedziałam, że się znajdzie – stwierdziła spokojnie, ale można było poznać, że stara się ukryć z jaką ulgą przyjęła tą wiadomość. Miną już niemal tydzień i wszyscy tracili już nadzieję. –Gdzie był? I gdzie ta dzielna kobieta? Trzeba jej podziękować!

Fjori
Tymczasem nad jeziorkiem panował błogi spokój, póki nie przerwał go głośny pisk dochodzący od strony wioski. W chwilę później obok zbiornika przebiegł pies, szczekając wesoło i skacząc co jakiś czas dookoła, zawracając się i kręcąc. Merdał radośnie ogonem, zupełnie jakby wiedział, co się stało i to, że wysoki dźwięk oznaczał dobrą wiadomość, nie złą. Był duży, miał długą, ciemną sierść, nieco jaśniejszą na brzuchu i ogonie.
Kudłacz! – rozległ się lekko poirytowany męski głos, po przeciwnej stronie jeziora. Ktoś nadchodził od strony pól –Do nogi! Wracaj tu natychmiast.
Zwierzę zakręciło się w koło i zmieniło kierunek, reagując na polecenie. Po chwili, już razem z panem, mijali wodę, idąc dość pośpiesznie w stronę zabudowań. Pies, nazwany Kudłaczem wyrwał się w tym momencie i ponownie zajął chaotycznie biegać tu i tam. Mężczyzna, najwyraźniej właściciel psa westchnął ciężko i ruszył przed siebie. Zrobił dwa kroki, po czym wpadł w przybrzeżne trzciny, mocząc buty i spodnie po kolana. Westchnął jeszcze ciężej i wycofał się, niepewnie starając utrzymać równowagę i wymacać stopą pewny grunt. Kąpiąca się walkiria nie miała się czego obawiać, gdyż mężczyzna był niewidomy. Na to wskazywał też nienaturalnie jasny kolor oczu, jakby pokryte były dodatkową, białą błoną. Nie zdawał sobie nawet sprawy z jej obecności.
Kudłacz! - zawołał ponownie. Zwierzę jednak było już gdzie indziej. Mężczyźnie odpowiedziało pogodnie szczeknięcie gdzieś z większej odległości. Najwyraźniej zwierzę nieszczególnie interesowało się swoim panem, który miał kłopoty z dotarciem do domu. Nieco nerwowo przeczesał palcami półdługie czekoladowe włosy i powoli, ostrożnie ruszył przed siebie, tym razem o zaledwie cale mijając kolejną kępę trzcin.

Za błędy przepraszam. Tym razem na litość biorę naszą walkirię. Zbieramy się wszyscy, Daleira też powinna (powinien?, rany, jak tu was odmieniać?) wkrótce być, więc będziemy mogli zaczynać.
Awatar użytkownika
Daleira
Posty: 32
Rejestracja: 02 lut 2012, 19:42
Karta Postaci: viewtopic.php?p=23094#23094

05 sie 2012, 01:27

Szok związany z odzyskaniem ciała wciąż uniemożliwiał Daleiri myślenie w sposób uporządkowany. Nie rozumiała tego, co się stało, chociaż znała tego najbardziej oczywistą przyczynę. Nie chciała spędzić reszty życia zajmując się szpitalem, nie był to najdoskonalszy sposób służenia swojej ukochanej bogini. Mogła jeszcze zmienić ten świat, naturalnie w imieniu swojej najdoskonalszej pani, Ylminy. Szpital…to nie było to.

Spokojnym krokiem szła przez polną drózkę, jak zwykle z głową w chmurach, jak zwykle zamyślona. Nie chciała być częścią tego świata, w którym wszyscy modlili się o siłę w walce do Zeatela, o potępienie zła z łaski Lorven, o zmiażdżenie wszystkiego, co dobre mocą Eesckara, o powodzenie do Leataniela czy kunsztowność wyrobów udoskonalonych łaską Mealena. Do Ylminy w przekonaniu jej młodej wyznawczyni modliła się jedynie garstka rolników, może kilka starych elfów. To wszystko. Nie wiedziała nawet, czy w Wolenvain istnieje świątynia jej umiłowanej Pani. Chciała to za wszelką cenę zmienić. Miała na to całe swoje długie, elfie życie.

Boleśnie odczuwała stratę orła, do którego zdążyła się już przywiązać. Próbowała kilkukrotnie wzywać go umysłem, jednak nie spodziewała się, że którekolwiek z zawołań dotrze do "uszu" ptaka. Miała jedynie kruche widmo nadziei, że kiedyś się odnajdą.

Jej kroki przywiodły ją do małej wioski, powszechnie znanej jako "Zielona Woda", chociaż tego elfka nie mogła wiedzieć. Stanęła przed karczmą, wpatrzona w drzwi jak cielę. Nie wiedziała dlaczego, jednak rozpierało ją przeczucie, że właśnie w tym momencie powinna tu być. Uznając to za wyrok Ylminy stała, czekając, aż ktoś ją zaczepi.

Awatar użytkownika
Ansgar
Posty: 41
Rejestracja: 26 lip 2012, 14:33
GG: 8554351
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2053

05 sie 2012, 20:38

Klasnąwszy lekko w ręce na znak radości i zachwytu zarazem, spojrzał z zainteresowaniem na dziewczynkę, która wbiegła wręcz do gospody. Gdy między czarnowłosą oberżystką, a młodą blondyneczką rozpoczęła się rozmowa Ansgar nasłuchiwał uważnie, co prawda tak nie wypadało ale skoro rozmawiały tak głośno… W międzyczasie wziął kilka solidnych łyków piwa oraz zanurzył swoje kły w spory kawał wołowiny, na talerzu przyuważył również dziwne kuleczki, nigdy w życiu nie jadł czegoś takiego, a bynajmniej nie pamiętał. Obok talerza leżała również łyżka, wtedy zorientował się że służy ona do konsumpcji tego 'czegoś'. Postanowił spróbować – kiedyś trzeba – wbił łyżkę w górę kaszy po czym włożył to do ust. 'Mhm… Jakiś dopychacz czy coś…." – stwierdził pokrótce. Zdał sobie sprawę z tego, że nie jest to jego ulubiona potrawa. Skusił się jednak jeszcze na kilka łyżek aby coś leżało w tym żołądku po czym zabrał się za to co lubił najbardziej – mięso – jadł powoli, nie chciał wyjść na jakiegoś idiotycznego osiłka, który wpada się nażreć i nachlać jak świnia. Popijał miejscowym piwem i szło mu to jako tako, pieczeń była pyszna, jednak piwo pozostawiało wiele do życzenia, wszędzie było takie samo, Wolenvain, Zielona Woda, piwa u miejscowych chłopów. Nie czuł żadnej różnicy, momentami brakowało mu krasnoludzkiego browaru w jakimś mieście… Kiedy skończył skinął głową i zwrócił się do, a może raczej obok oberżystki, tak jakby nie chciał przerywać dalszej konwersacji dziewcząt.
Dziękuję.
Miał zamiar poczekać do momentu, w którym ta obróci się do niego i zwrócić się do niej.
Poproszę jeszcze jedno piwo.
Powiedział po czym wziął ostatni łyk piwa i otarłszy zamkniętą dłonią brodę i wąsa z pianki odsunął od siebie kufel.
Awatar użytkownika
Adrena
Posty: 42
Rejestracja: 11 cze 2012, 00:52
GG: 6642235
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1968

06 sie 2012, 02:17

Kiedy rozległ się ten przeraźliwy pisk, Adrena z trudem powstrzymała się od wyciągnięcia łuku. Zza najbliższego domu wyskoczyła dziewczynka, bardziej żywiołowa niż jakiekolwiek dziecko z jakim miała styczność. Z niespotykaną szybkością uwiesiła się na szyi Olena zyskując sobie jego zdumione sapnięcie. Po chwili jej uścisk osłabł i odsunęła się na krok, niemal podskakując w miejscu przy każdym słowie, wyrzucając z siebie zdania jakby były gorącymi kamieniami w jej dłoniach. Błyskawicznie przywitała się z chłopakiem po czym równie szybko zainteresowała się Adreną. A po krótkiej wymianie zdań, zanim zdążyła się zorientować, Olen już wystrzelił w stronę swojego domu, zostawiając łuczniczkę sam na sam z energiczną dziewczyną. Okazało się, że ma na imię Ana i Adrena ostrożnie uścisnęła jej dłoń, mamrocząc niewyraźnie w oszołomieniu:
Bardzo mi miło…
Zanim zdążyła się nawet przedstawić padło pytanie na które właściwie nie było mądrej odpowiedzi. I Adrena wykrztusiła z siebie po prostu:
Był sam w lesie. Ja… Ja po prostu zabrałam go do domu.
Nie była nawet pewna czy jej odpowiedz usatysfakcjonowała dziewczynkę, ale nie była w stanie wykrztusić z siebie czegokolwiek więcej w towarzystwie tej niepospolicie żywotnej istotki. Ana w imieniu całej wioski zaprosiła ją na posiłek tonem sugerującym, że ma absolutne prawo przemawiać w imieniu społeczności Zielonej Wody. Adrena nie była przygotowana na coś takiego ale zanim zdążyła wyrazić chociażby słówko sprzeciwu, dziewczynka ruszyła w stronę zgrabnego budynku z zielonymi drzwiami. Odwróciła się jeszcze w połowie drogi i zachęcająco wskazywała aby wyruszyć za nią. Z wpół otwartymi ustami i spóźnioną odmową, łuczniczka stała przez chwilę na środku drogi. Bezradnie patrzyła na niepozorny dom w którym zniknął jej młody towarzysz oraz na lokalną karczmę. A potem, słysząc jak donośny głos dziewczynki przedostaje się nawet przez solidne ściany, zgarbiła się nieco i z ciężkim westchnięciem weszła do "Zielonego Koguta".

Stanęła w otwartych na oścież drzwiach całkiem zagubiona, starając się zajmować jak najmniej miejsca swoją osobą. Niespokojnie zmierzyła wzrokiem wnętrze budynku i odprężyła się nieco, widząc jak nieliczna jest klientela. Tylko dwa zajęte stoliki i karczmarka, mogło być znacznie gorzej. No i wciąż podskakująca w miejscu Ana.
Adrena starała się zniknąć z widoku i zajęła najbliższe odrzwiom miejsce. Przez chwilę przeszło jej przez myśl, że musi wyglądać idiotycznie z tym kapturem na głowie w biały dzień. O zgrozo, pomyślała nawet, że mogłaby go zdjąć! Stwierdziła jednak, że póki co nie ma takiej potrzeby i jeszcze staranniej okryła się materiałem, czując jak na jej bladych policzkach wykwitają rumieńce.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 13 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 13 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52251
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.