Wieś Zielona Woda

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

Wieś Zielona Woda

03 sie 2012, 03:23

Zielona Woda jest położona na południe od stolicy Autonomii i na zachód od traktu Iquańskiego. Oddalona nieco od miasta i leżąca na uboczu wioska, zaliczana jest jednak zazwyczaj do okolic Wolenvain, gdyż niemal cała nadwyżka plonów, produkowana przez mieszkańców, trafia na tamtejszy targ. Większość społeczności zajmuje się hodowlą bydła i paszy, bądź przetworami mięsnymi i nabiałem, które mają bardzo dobrą opinię.
Wjeżdżając do wsi od strony traktu, mijamy niewielkie jezioro, obficie porośnięte rzęsą i otoczone trzcinami, od którego osada wzięła swoją nazwę. Kawałek dalej, po lewej stronie, dostrzec można poczerniałe i na wpół zawalone zgliszcza sporego domu.
Stoi tu zaledwie kilkanaście drewnianych domostw krytych strzechą i zlokalizowanych przy głównej drodze, ale wbrew pozorom wioska zajmuje ważne miejsce w życiu okolicznych ludzi, jako że na obrzeżach osady, od strony północnej wznosi się większy kamienny budynek, mieszczący kaplicę Maelena. Nie minęło jeszcze dziesięć lat od jego budowy, ale ludzie, początkowo odnoszący się nieco nieufnie do kapłanów boga, zaczęli bardzo doceniać ich wkład w życie społeczności. Służą bowiem radą i pomocą, a także kształcą wszystkie chętne dzieci. Często kaplicę odwiedzają więc też mieszkańcy okolicznych wiosek.
Spośród budynków wyróżnia się też z pewnością dom sołtysa wsi. Nie jest większy od pozostałych, za to wyraźnie bardzo zadbany, a drogie szyby w oknach i liczne, spore zabudowania gospodarcze na tyłach działki, świadczą o zamożności właściciela. Jest to całkowicie usprawiedliwione, gdyż Jeromi Wengard, sprawujący ten urząd już od niemal dwudziestu lat, jest człowiekiem bardzo pracowitym i gospodarnym, a także powszechnie szanowanym, mimo pewnego mezaliansu, jakim jest jego małżeństwo z prawie stuletnią elfką.
Innym ciekawym budynkiem jest miejscowa karczma o wdzięcznej nazwie "Pod Zielonym Kogutem" i prowadzona przez siostrzenicę sołtysa. Oberża jest malutka i składa się z niewielkiej stajenki połączonej z sienią, sali jadalnej, kuchni i dwóch małych izb sypialnych. Ościeżnice pomalowane są krzykliwą, zieloną farbą, ale wnętrze prezentuje się już lepiej z prostymi meblami z jasnego drewna i żółto-zielonymi akcentami wystroju. Dom uroczej, zielonookiej szynkarki znajduje się tuż obok.
Zieloną Wodę otaczają głównie pola uprawne, bądź łąki, na których wypasane jest bydło, ale niedaleko, na południowy-zachód od osady rośnie las. Niezbyt wielki, ale dość stary i na tyle duży, że można tam znaleźć zwierzynę łowną, a i zgubić, jeśli ktoś nie zna okolicy. Na skraju znajduje się cmentarz, na którym mieszkańcy chowali swoich zmarłych bliskich przed laty. Część podtrzymuje tą tradycję, inni pogrzebu dokonują w nekropolii należącej do Wolenvain. Większość nagrobków jest bardzo stara.

Z tego miejsca można udać się na:
Trakt Iquański
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Adrena
Posty: 42
Rejestracja: 11 cze 2012, 00:52
GG: 6642235
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1968

25 sie 2012, 18:03

Jeromi wyraźnie nie brał jej za idiotkę i to dodało jej nieco otuchy. Zaczął głośno zastanawiać się nad odpowiedzią i wyrzucał z siebie różne imiona i nazwiska, od których powoli mieszało się jej w głowie. Były dwie rzeczy na które zwróciła uwagę. "Tak się dzieje od czasu postawienia świątyni". Było to co prawda nieco wyrwane z kontekstu ale zapadło jej w pamięć. Zanotowała w myślach, aby odwiedzić też przybytek Maelena. Następną interesującą wypowiedzią, była wspominka sołtysa na temat zielarki. W jasny sposób sugerowała, że z ową Norą jest coś na rzeczy. Jego dalsze słowa nie przyniosły nic nowego i Adrena w milczeniu dojadła owoce zastanawiając się nad swoimi następnymi krokami. Jak się okazało ku jej rozczarowaniu, nie było jasnej odpowiedzi na jej pytanie. Zielona Woda była aż za spokojnym miasteczkiem aby doprowadzić kogoś do morderczej pasji. A jednak kto posunął się aż do tego. Postanowiła pójść według swojego poprzedniego planu i zobaczyć najpierw spalony dom. Potem chciała zajrzeć do wspomnianej wcześniej świątyni. Dom zmarłych młodzieńców i zielarkę zostawiła sobie na koniec ale chciała wiedzieć już teraz jak do nich trafić:
Czy mogłabym jeszcze prosić o wskazówki? Jak dostać się do domostw tych martwych chłopców oraz do zielarki? Chciałabym coś sprawdzić…
Była praktycznie gotowa. Czuła się trochę jak przed polowaniem, tylko teraz miast zwierzyny, szukała prawdy. Zastanowiła się przez chwilę i spytała dla pewności:
Czy mieszkańcom nie będzie przeszkadzało, że po wsi kręcą się obcy i… – szukała odpowiedniego słowa i wypaliła. – I węszą?
Po otrzymaniu odpowiedzi pożegnała się skinieniem głowy i opuściła karczmę aby dokładniej przyjrzeć się zgliszczom i ich okolicy.
Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

30 sie 2012, 02:07

MG:
Jeromi spokojnie wysłuchał uwag Adreny. Eria podeszła do ich stolika i skontrolowała odruchowo, co znajduje się na blacie – czy nie trzeba czegoś wynieść lub donieść. Wydawała się mało usatysfakcjonowana, że goście zjedli tak mało. To zawsze rodziło podejrzenia, że coś im nie smakuje. Z drugiej strony nie musiała przynajmniej znów biec na zaplecze, a przecież wuj chciał z nią chyba porozmawiać.
Sołtys jednak tylko położył jej dłoń na ramieniu, by mu przypadkiem nie uciekła i odpowiedział na zadane przez łuczniczkę pytania.
Naturalnie – odparł uprzejmie na prośbę o wskazanie drogi. – Pierwszy dom znajduje się tuż koło świątyni. Idąc stąd w jej kierunku minie go pani po lewej. Rodzina udekorowała ganek kwiatami, więc powinna pani z łatwością trafić. Drugi natomiast mieszkał przy końcu wioski. Powinna pani iść główną drogą. To będzie trzeci dom po lewej, za zakrętem. Parterowa chałupa, niestety niczym się nie wyróżnia, ale w razie czego mieszkańcy na pewno panią pokierują, wystarczy spytać. Na krzywe spojrzenia nic nie poradzę, ale gdyby pojawiły się jakieś kłopoty proszę się śmiało na mnie powoływać – Jeromi miał nadzieję, że jest jeszcze na tyle poważany, że ludzie powinni uszanować i docenić starania jego oraz tych, którzy starali się pomóc, choćby obcych. A przynajmniej nie utrudniali im pracy. – Domek Nory niełatwo znaleźć, to stara chatka myśliwska. Musi pani znaleźć boczną drogę, niemal naprzeciwko świątyni, obok rośnie jarzębina. Trafi pani do lasu. Proszę iść prosto i wypatrywać nagrobków. Gdy je pani minie, trzeba skierować się w lewo, na południe i szukać ścieżki. Jest niewielka, ale na pewno ją pani znajdzie, niektórzy posyłają tamtędy dzieci. Jeśli dotrze pani do strumyka, znaczy, że jest pani za daleko i trzeba zawrócić.
Po tym słowotoku Jeromi odetchnął i zwrócił się do Erii, nim ktokolwiek zdążył mu przeszkodzić.
Chcielibyśmy cię z Soleą zaprosić na obiad i podziękować, za to, że tak nam pomagasz utrzymać to wszystko pod kontrolą i za twoją pomoc mieszkańcom. Daj nam znać, gdy będziesz mogła zostawić komuś "Koguta".
Następnie postanowił jeszcze raz dać upust swojej wdzięczności, że ktoś wreszcie zainteresował się na poważnie tą sprawą.
Raz jeszcze bardzo wam dziękuję za odpowiedź na moje wezwanie. Mam nadzieję, że uda wam się odkryć, kto za tym stoi.
Skinął głową najpierw siostrzenicy, następnie zgromadzonym tu awanturnikom i ulotnił się, jeszcze przed Adreną, zostawiając ich w rękach czarnowłosej karczmarki. Łuczniczka wyszła zaraz potem i skierowała swe kroki w przeciwnym do sołtysa kierunku. Podczas, gdy on zmierzał w stronę "centrum" wioski, ona udała się drogą w kierunku traktu, skąd wcześniej nadeszła.
Szczątki spalonego domostwa wciąż przyciągały wzrok. Wszystko pokrywała sadza i popiół. Wyglądało na to, że pożar dotknął głównie zachodnią część budynku. Tam uchowały się tylko nieliczne drewniany elementy – kawałki grubych belek leżały na ziemi, prawie jak powalone drzewa w lesie. Dolna część ścian, mniej więcej metr o ziemi, była kamienna, a obecnie osmalone tak, że z trudem dało się wypatrzyć pośród zgliszczy.
Wschodnia część miała się trochę lepiej. Zachowały się fragmenty schodów prowadzących na piętro oraz ścian, a w północno-wschodnim narożniku nawet całość konstrukcji i kawałek stropu. Jednak nawet to wyglądało o poważnie uszkodzone i zdawało się, że lada chwila może runąć. Całość pokrywała gruba warstwa popiołów. Pod nogami walały się ocalałe większe fragmenty mebli, bliżej niesprecyzowane drewniane deski. Było też kilka osmalonych glinianych skorup, cynowy garnek i parę innych drobiazgów, które widocznie rodzina zastawiła, jako nie do odratowania, gdy przeszukiwali tę ruinę.
Wejście do domu można było zlokalizować po fragmencie grubej deski z wciąż przymocowaną do niej metalową klamką. Sień prowadziła wprost na schody naprzeciwko. Po obu zaś stronach uważny obserwator mógł zauważyć zarysy pomieszczeń. Po zachodniej stroni były trzy izby, po wschodniej – dwie. Tym, co bezsprzecznie się wyróżniało były dwa piece, po jednym po każdej stronie domu. One również były poważnie uszkodzone, ale mimo wszystko górowały nad zgliszczami, przynajmniej w tej bardziej dotkniętej żywiołem części. Nie przedstawiały też sobą takiego obrazu nędzy i rozpaczy, jak inne pozostałości. Chyba je, jako jedyne, może dałoby się odratować.
Ktoś znający się nieco na śladach ognia, mający do czynienia w pożarami, mógłby po chwili uważnej obserwacji stwierdzić, że niemal na pewno wszystko zaczęło się przy zachodnim piecu. Dziwna była jednak skala zniszczeń. Jeśli ktoś przypadkowo zaprószył ogień lub piec był niesprawny, mieszkańcy powinni się szybko zorientować i wezwać pomoc. Takie wypadki zwykle stosunkowo szybko gaszono, jeśli był dostęp do wody i przy pomocy sąsiadów. Tutaj najwyraźniej coś poszło nie tak. Sołtys wspominał, że płomienie nie chciały się dać zgasić.
Wyglądało to jeszcze dziwniej po przyjrzeniu się otoczeniu domu. Zaraz za budynkiem znajdował się niewielki ogródek z kwiatami i ziołami. Rośliny nie wydawały się bardzo ucierpieć. Może były trochę podwiędnięte, ale po takim wypadku chyba powinny wyglądać dużo gorzej. Właściwie w ogóle nie powinny wyglądać. Podobnie miała się sprawa z oborą. Budynek nie stał w dużej odległości, był niższy i kryty strzechą… A mimo to się nie zajął. Nie mówiąc już nawet o budynkach należących do sąsiadów.
Tak więc nieszczęśliwy wypadek, celowe podpalenie czy też działanie magii?
Awatar użytkownika
Adrena
Posty: 42
Rejestracja: 11 cze 2012, 00:52
GG: 6642235
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1968

07 wrz 2012, 00:33

Wysłuchawszy wskazówek Jeromiego, opuściła karczmę i skierowała swoje kroki do spalonego domu przy trakcie. Przez lata życia niczym nomadka, wiecznie w drodze, odzwyczaiła się od widoku domostw. A ruiny tak… świeże… były dla niej zupełną nowością. Oglądała zgliszcza, a właściwie podziwiała je. Pochłaniała wzrokiem poczerniałe kupy gruzu i śledziła wzrokiem zarysy zrujnowanych przez ogień ścian, próbowała odbudować w myślach kształt budynku. Nie powstrzymała się przed dotknięciem powalonych, poczerniałych belek. Na jej dłoniach pojawiła się sadza, kilka słabszych elementów zapadło się pod ciężarem jej ręki. Wykonywała kolejne kroki w tym pogorzelisku, kierując się w stronę resztek pieca z którego najprawdopodobniej rozprzestrzenił się ogień. W myślach porównywała go do drugiej, podobnej mu kamiennej konstrukcji naprzeciwko. Próbowała się doszukać jakiejś różnicy między paleniskami, czegoś co sugerowałoby jakąkolwiek manipulację przy jednym z nich. Zabrała w dłoń garść popiołu i pociągnęła nosem, próbując wyłapać cokolwiek oprócz zapachu spalenizny.

Poczuła się bezbrzeżnie głupio. Dlaczego w ogóle przyszło jej do głowy narzucać się ze swoją pomocą, kiedy nie mogła nic poradzić? Opuściła ruiny domu z głową wypełnioną ponurymi myślami. Zwolniła jednak kroku i przestała na chwilę strofować samą siebie, kiedy weszła do ogródka.
Był nienaruszony. Jej rozproszone myśli uspokajały się, kiedy systematycznie przeglądała zawartość grządek. Warzywa, popularne przyprawy, kilka ozdobnych roślin. Brakowało im wody owszem, ale poza tym miały się znakomicie. Nie ostała się żadna ściana w całości, ale róża nie straciła ani kolca?

Odwróciła się na pięcie, kątem oka zauważając stodołę. Skierowała swoje kroki do zielarki, starając się podążać wedle wskazówek Jeromiego. Dodatkowo, przechodząc obok cmentarza, przyjrzała się nagrobkom, wyszukując wzrokiem najnowszych.
Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

11 wrz 2012, 00:16

MG:
Adrena dotarła do spalonego domostwa Morlonów i z fascynacją przyglądała się zgliszczom budynku.Jej uwaga skupiła się na piecu. Rozumowała prawidłowo, sądząc, że to tam mógł rozpocząć się pożar. Tylko co było jego przyczyną? By się tego dowiedzieć kobieta zbadała popiół. Nabrała jego garść, po czym powąchała. Nie było to przyjemne doświadczenie, ale można powiedzieć, że skuteczne. W pierwszej chwili oczywiście nie poczuła nic prócz intensywnej woni spalenizny. Potem jednak jej nozdrza wychwyciły jeszcze jeden zapach – korzenny, mocny (choć w tej chwili już wcale niełatwy do wykrycia), dla niektórych może nieprzyjemny. Trudno go jednak było zidentyfikować. A może to była jakaś mieszanka, dlatego zapach nie kojarzył się z niczym konkretnym.
Adrena poszła dalej. W tej ruinie niewiele można już znaleźć. Zastanawiała się nad sensem jej pomocy wieśniakom. Wątpiła w swoje siły, czuła niepewność. Co mogła zrobić, jeśli działała tu magia? Sołtys pokładał naprawdę wielkie nadzieje w śmiałkach, którzy pojawili się w jego wiosce i wymagał od nich niełatwych rzeczy, ale na pewno nie niemożliwych.
W drugiej kolejności kobieta zajęła się zbadaniem ogródka. Było to zupełnie zwyczajne miejsce, tyle że dziwnym trafem ocalało od pożaru. Nie poświęciła jednak roślinkom większej uwagi, niż to uznała za konieczne i podobnie potraktowała stodołę.

Może więcej informacji przyniesie wizyta u zielarki, gdzie następnie skierowała swe kroki. Zgodnie z instrukcjami musiała przejść koło cmentarza. Wypatrując świeżych grobów, dostrzegła dwa drewniane znaki, wbite w poruszoną ziemię, na znak, że leżą tam zmarli i jedną kamienną mogiłę. Widocznie nie każdego było stać na takie "luksusy", gdy zaczęły się te problemy. Większość starszych grobów to były jednak kamienne płyty, na których wyryto różnego rodzaju napisy. Z tych wyrytych na najnowszej mogile, jaki i tabliczkach przy drewnianych znakach, można było wywnioskować, że leży tam dwóch mężczyzn i kobieta, i niewiele poza tym. Oczywiście zginęli "przedwcześnie i nagle" albo "tragicznie", a rodzina była pogrążona w żali, ale brakowała użytecznych konkretów. Na jednym z ubogich grobów, tym należącym do kobiety, leżała szmaciana lalka i wiązanka polnych kwiatów, a kamiennym – trzy białe róże. Miały jednak charakterystyczne kremowe brzegi płatków.

Adrena poszła dalej, podążając za wskazówkami Jeromiego. Nie miała problemów ze znalezieniem chatynki. Był to drewniany, niewielki domek, niski, z niezbyt spadzistym dachem, malutkimi okienkami i zdający się pasować do otoczenia. Kiedyś pomieszkiwali z nim myśliwi, z różna częstotliwością i dbałością o budynek, potem jednak zaniechano korzystania z niego, może sporadycznie, na tyle rzadko, że nikt o niego nie dbał. Podupadł wtedy trochę i można było to poznać po, między innymi, stanie drewna i pokrycia dachu. Odkąd jednak sprowadziła się tam zielarka, starała się naprawić co się da, we własnym interesie. Drzwi były zamknięte, jednak nie na klucz, jeśli ktoś zdecydowałby się na próbę ich otwarcia, okiennice, otwarte, jednak brak było reakcji na ewentualne nawoływania. Widocznie Nory nie było w domu i nie przejmowała się złodziejami, albo była gdzieś niedaleko i zamierzała wkrótce wrócić.
Możesz poczekać na Norę, albo spróbować pomyszkować jej po domu.
Awatar użytkownika
Adrena
Posty: 42
Rejestracja: 11 cze 2012, 00:52
GG: 6642235
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1968

14 wrz 2012, 18:13

Zapach, który poczuła kiedy powąchała garstkę popiołu zostawił po sobie mocne wrażenie. Spróbowała go jakoś sklasyfikować – może po prostu nadała mu za duże znaczenie, a to tylko resztki po kuchennych przyprawach? Ale nie, woń była zbyt obca. Nie pasowała też do żadnej rośliny z ogródka, co zdążyła zauważyć kiedy opuściła zgliszcza.

Chociaż nie został nawet cień zapachu w jej nozdrzach kiedy przechodziła obok cmentarza, wciąż myślała o pochodzeniu tej woni. Nie mogła się powstrzymać od wrażenia, że zielarka może być zamieszana w całą sprawę. Nie słyszała jeszcze co prawda o żadnej roślinie która mogłaby wywołać pożar… ale ktoś kto postarał się aby puścić dom z dymem wyraźnie zadbał o to, aby ogródkowi nic się nie stało – to sugerowało kogoś dbającego o roślinność. Zatrzymała się na moment przy wejściu do cmentarza i oceniając nagrobki nie mogła zwrócić uwagi na kamienną mogiłę. Nikt nie mówił nic o martwej kobiecie, a przynajmniej tak mówiła jej pamięć. Przez chwilę patrzyła na szmacianą lalkę i poczuła ukłucie głęboko w brzuchu, więc szybko przeniosła wzrok na białe róże. Kto je wyhodował albo kto był na tyle zamożny, żeby je kupić? I kiedy już przy temacie pieniędzy jesteśmy, kogo stać było na taki pochówek? Czy w Zielonej Wodzie są jacyś bogacze? Zanotowała w myślach aby zapytać o to Jeromiego, kiedy znowu go ujrzy. Nie wiedziała oczywiście czy ma to jakieś znaczenie, ale nie zaszkodzi wiedzieć.

Chatka byłą jedynym możliwym do zamieszkania miejscem w najbliższej okolicy, więc musiała należeć do zielarki. Adrena oglądała go z niejakim zadowoleniem. Podobał się jej. Skromny, blisko lasu i wyglądający na nieco zapuszczony – sama mogłaby się zobaczyć w takim. Nie słyszała ani nie czułą obecności zielarki, ale na wszelki wypadek zawołała:
- Przepraszam? Jest tu kto?
Kiedy odpowiedziała jej cisza, przez krótki moment rozważała możliwość po prostu wejścia do domku, bez niczyjej zgody. Nie żeby miała z tym jakieś moralne problemy ale chyba wywarłaby złe wrażenie na osobie na której wiedzy jej zależało. Zamiast tego postanowiła odnaleźć ogródek zielarki i pokręcić się wokół domku. Może zielarka jest gdzieś w okolicy? Czekanie jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

16 wrz 2012, 22:26

MG:
Przez niemal całą drogę do chatki, głowę Adreny zaprzątały myśli dotyczące ewentualnych śladów, które mogły jej pomóc w rozwiązaniu zagadki. Chwilowo wydawało się jednak, że stawia sobie tylko kolejne pytania, nie uzyskując odpowiedzi. Jednak zawsze lepsza tak szczątkowa wiedza niż żadna. Mogła teraz zacząć snuć pewne podejrzenia i zadawać mniej ogólnikowe pytania.
Leśny domek widocznie jej się spodobał. Zorientowawszy się, że nikt nie wyszedł na jej powitanie ani nie czuć obecności kogokolwiek w chatce i okolicy, zdecydowała upewnić się krótkim zawołaniem. Odpowiedziało jej tylko nikłe echo z lasu.
Kobieta nie chciała zaczynać znajomości z zielarką od włamania do jej miejsca zamieszkania. To rzeczywiście z pewnością nie pomogłoby jej w nawiązaniu kontaktu z kobietą i uzyskaniu szczerych odpowiedzi na swoje pytania. Zamiast tego udała się na tyły domku i zbadała ogródek. Właściwie ciężko było użyć tu tej dumnej nazwy ponieważ na niewielkich przestrzeni zupełnie chaotycznie rosło kilka gatunków ziół oraz przypraw, raczej pospolitych i łatwo dostępnych. Nie było tu nic szczególnie ciekawego, rośliny były zadbane, choć mogło się wydawać, że rosną "dziko" i bez ładu, czy porządku. Żadna z nich nie mogła tez wytwarzać zapachu wyczuwalnego w popiele z kominka Morlonów. Adrena nie musiała nawet tego sprawdzać, w końcu gdyby to była powszechna roślina, na pewno poznałaby tą woń.
Gdyby łuczniczka postanowiła okrążyć dom, odkryłaby, że pod południową ścianą rośną krzaki porzeczek i agrestu, a na skraju lasu – poziomek. Widać Nora lubiła owoce, a może to poprzedni właściciele, pozostawili po sobie taką słodką pamiątkę.
Sama zielarka nie śpieszyła się wcale z powrotem do domu. Nie odeszła daleko od domu. Wybrała się na pobliską polanę, po kilka kwiatów, których potrzebowała do wywaru leczącego kaszel. Wyznawała pogląd, że natura obdarzy ją wszystkim co będzie jej potrzebne, także hodowała tylko te składniki, których potrzebowała niemal do wszystkiego. Całą resztę zbierała na bieżąco, wedle potrzeb lub korzystała ze zgromadzonych zapasów. Była jeszcze w drodze, gdy usłyszała krzyk Adreny. Obejrzała się za siebie, zastanawiając przez moment, po czym podążyła w swoją stronę. Nie znała tego głosu. Ktoś nowy zdecydowała się korzystać z jej pomocy? Jeśli tej kobiecie zależy, to może poczekać. Dopiero gdy niewielki wiklinowy koszyk zapełnił się do połowy kwieciem, o drobnych, intensywnie błękitnych płatkach, spokojnie, choć nie zwlekając wracała do chatki. Zastała łuczniczkę , wałęsającą się w okolicy. Zatrzymała się w odległości kilku sporych kroków i zmierzyła ją krytycznym spojrzeniem, kładąc wolną rękę na biodrze i przekrzywiając lekko głowę.
Nora niezbyt pasowała do powszechnego wyobrażenia wioskowej zielarki, tudzież wiedźmy, bo i z takimi opiniami na swój temat musiała się mierzyć. Średniego wzrostu, dobrze odżywiona i zaokrąglona gdzie trzeba, ale nie nadmiernie, mogłaby uchodzić za zwyczajną wieśniaczkę, czy też mieszczkę, gdyby nie nieco ponadprzeciętna uroda. Trzeba było przyznać, że rysy twarzy miała bardzo harmonijne, dłonie wyjątkowo zadbane, gładką cerę oraz zdrowe, długie, orzechowe włosy, splecione w skomplikowaną fryzurę z tyłu głowy. Krótko mówiąc, nie wyglądała na osobę, która od małego zmuszona jest dbać o siebie i pracować, choćby w ogrodzie, czy warząc mikstury.
Stalowoszare oczy przyglądały się przez chwilę Adrenie z uwaga, po czym błysło w nich coś w rodzaju aprobaty.
To jasne, że nie jesteś stąd – odezwała się ostro i bez zbędnych, jej zdaniem powitań. Jej głos był szorstki, ale dało się w nim usłyszeć nutę ciekawości. – Czego tu szukasz?
Zwykle zjawiali się u niej mieszkańcy okolicznych wiosek. Niektórych wiodło tu wścibstwo, szczególnie na początku, innych desperacja, jeszcze inni bardziej ufali takim ludowym, na wpół magicznym metodom, niż kapłanom i uczonym uzdrowicielom. Kobiety zjawiały się najczęściej, ale ta tutaj raczej nie przybyła do niej po pomoc w kwestii powodzenia u płci przeciwnej, czy też szukając sposobu na pozbycie się niechcianej ciąży, nim zauważy to jej rodzina. Była uzbrojona, ale nie wyglądała tez na chorą, czy ranną. Czego chciała?
Awatar użytkownika
Adrena
Posty: 42
Rejestracja: 11 cze 2012, 00:52
GG: 6642235
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1968

24 wrz 2012, 00:27

Okrążając zgrabny domek przy lesie, odkryła zaskakująco małe ilości roślin i to w dodatku całkiem pospolitych. Wydawało się jej, że kto jak kto, ale zielarka powinna mieć duży ogródek. Przerażał ją też nieład wśród grządek. Nieco zaskoczona i rozczarowana Adrena przysiadła na skraju lasu i podgryzała poziomki, uznając krzaczki za dobrodziejstwo lasu, a nie własność Nory.
Kiedy w końcu doczekała się przybycia właścicielki domu, przygotowywana wcześniej przemowa utknęła jej w gardle. Nastawiła się na przybycie nieco zbzikowanej starowinki ale przed nią stanęła bardzo atrakcyjna kobieta w kwiecie wieku. Jej wygląd onieśmielił Adrenę, która zerwała się z ziemi i niezgrabnymi ruchami spróbowała poprawić jakoś swój strój. Ostry, bezkompromisowy ton zielarki jeszcze bardziej zbił ją z tropu ale mając w pamięci swoją misję, zaczęła dukać:
Owszem, ja… ja nie jestem stąd. Nazywam się Adrena i… i chciałam prosić o pomoc… Ale nie miksturę, nie potrzebuję mikstury… Potrzebuję informacji… znaczy raczej wskazówki… bo nie znam do końca tutejszej flory… Bo wydaję mi się… - łuczniczka czuła się coraz bardziej jak idiotka i zmusiła się do mówienia z większą pewnością siebie. Wyprostowała się lekko i spróbowała patrzeć w oczy zielarce:
Wydaje mi się, że tutejsze problemy zostały wywołane za pomocą odpowiednich mikstur. Zaraza wśród bydła, śmierć tych chłopców a nawet podpalenie – to wszystko zostało przez kogoś zaplanowane… Nawet Olena wystarczyło napoić pewnym wywarem aby stracił przytomność i zabrać go z domu… Liczyłam na to, że możesz mi powiedzieć czy z tutejszych roślin dałoby się stworzyć wystarczająco mocne napary. Albo czy nawet ktoś przymierzał się do zrobienia czegoś podobnego… Oczywiście nie musisz tego robić, jeśli nie chcesz, bo przecież… – ku swojemu własnemu przerażeniu Adrena odkryła, że szura nerwowo nogą i spuściła wzrok. Ostatnie słowa udało się jej wyrzucić na jednym oddechu – bo-przecież-nie-musisz-i-nie-mam-zamiaru-cię-gnębić-jeśli-tego-sobie-nie-życzysz.
Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

26 wrz 2012, 23:23

MG:
Kobieta, która odwiedziła zielarkę była widocznie skonsternowana jej szorstkim podejściem. Rozbawiło to Norę, przez co jej oblicze jak i ton nieco złagodniały.
Hej, spokojnie – odezwała się niemalże sympatycznie. – Przecież cię nie ugryzę.
Obrzuciła Adrenę jeszcze jednym taksującym spojrzeniem. Hm, może być ciekawie. W końcu obca to zawsze jakieś urozmaicenie, a ta w dodatku niechcący wprawiała ją w całkiem dobry nastrój.
Co najwyżej zamienię w żabę – zażartowała, odwracając się i ruszając wolno w kierunku domu. – Ale nie martw się – musiałabyś mi podpaść.
Minęła łuczniczkę z delikatnym zagadkowym uśmiechem na ustach. W połowie drogi do drzwi odwróciła się jeszcze i zachęciła kobietę do wejścia do środka. Nie będą w końcu rozmawiać na zewnątrz. Pchnęła drzwi, które okazały się otwarte i raźno wkroczyła do środka, od razu zaczynając się nieco chaotycznie krzątać po domu, ignorując chwilowo swojego gościa.
Dom składał się najwyraźniej niemal w całości z jednej izby. W jednym rogu stało palenisko, na którym można było gotować strawę. Widocznym było, że nie jest to najnowsze wyposażenie i prawdopodobnie używali go jeszcze myśliwi. Pod tą samą ścianą stał też duży kufer i wąskie, drewniane, tym razem nowe, łoże. Zwracał uwagę duży stół z jasnego drewna, stojący pośrodku pomieszczenia oraz półki i szafki, stojące przy pozostałych ścianach. Na prawo widać też było drzwi do sąsiedniej izby.
Domek zielarki był trochę zabałaganiony, ale sprawiał przytulne wrażenie. Zdecydowanie dominującym kolorem był brązowy. Nic dziwnego, niemal wszystko było tu wykonane z drewna. Pod sufitem wisiały pęki suszonych ziół i wianek czosnku, a także ciekawa konstrukcja zbudowana ze słomy, kolorowych sznurków i koralików. Miała kształt gwiazdy i najwidoczniej pełniła funkcję ozdobną. W całym pomieszczeniu można było znaleźć ślady świadczące o profesji kobiety. Gliniane naczynia i parę szklanych, a także kamienny moździerz – wszystko w przynajmniej kilku egzemplarzach. Rośliny, świeże i suszone. Kilka książek, znacznie więcej luźnych kartek i pergaminów. To wszystko pokrywało wszelkie płaskie powierzchnie, a wśród tego pojawiały się osobiste rzeczy Nory. Tu fragment odzieży, tam biżuteria, gdzie indziej szczotka do włosów, czy małe srebrne zwierciadełko. Na półkach poustawiane były gotowe już mikstury i maści. W przeciwieństwie do reszty chatki były ułożone w przemyślany sposób.
Nora zaraz po wejściu odsunęła rzeczy na stole nieco na bok, spychając je ostrożnie na jedną stronę i postawiła na blacie koszyk z kwiatami. Zdjęła z najbliższego krzesła słusznej grubości tom o wykorzystaniu części podziemnych roślin w przygotowywaniu trucizn, odkładając go zaraz w jakieś inne miejsce.
Siadaj, proszę - zwróciła się do Adreny, wskazując jej oczyszczone miejsce. Sama podeszła do paleniska i nastawiła wodę. Zabrawszy ze stołu koszyk zniknęła na chwilę w pomieszczeniu obok, a gdy wróciła wrzuciła do gotującej już wody kilka suszonych listków. Dopiero wtedy odwróciła się i skrzyżowała ręce na piersi.
Jeśli liczysz na to, że się do czegoś przyznam, to muszę cię rozczarować – oznajmiła chłodno. Spojrzała zamyślonym wzrokiem gdzieś ponad ramieniem Adreny, a po chwili jakby otrząsnęła z lekkiego zamyślenia. Jej głos znów stał się nieco bardziej przyjazny.
Nie interesuje mnie to, co dzieje się w wiosce. To nie moja sprawa. Jak sama pewnie zauważyłaś mieszkam na uboczu.
Potrząsnęła lekko głową i zakrzątnęła się w poszukiwaniu szklanek, bądź kubków.
Jednak… mogę ci pomóc. Mam taką nadzieję – kontynuowała. – Musisz mi tylko obiecać, że gdy już odkryjesz, kto to zrobił, dowie się o tym cała wieś.
Tym razem to Nora spuściła wzrok, i nerwowo zabębniła palcami w trzymany w ręku kubek.
Połowa uważa, że to tylko zbieg okoliczności, ale ruga z pewnością uważa, że to moja wina. Tylko patrzeć, jak ruszą tu z widłami.
Wyglądała na nieco speszoną tym wyznaniem i przez chwilą wyglądała naprawdę sympatycznie. Patrzyła przez moment Adrenie w oczy. Badała jej reakcję na swoje słowa i nadal po swojemu ją oceniała. Następnie odwróciła się i napełniła kupki naparem. Gdy stawiała naczynie przed łuczniczką, przybrała na powrót swoją chłodną postawę.
Napijesz się, prawda? - zapytała, ale brzmiało to jak pytanie retoryczne, a pełen kubek już stał na stole. Unosił się znad niego delikatny ziołowy zapach, głównie rumianku. – Przy okazji. Jestem Nora.
Uśmiech, którym zielarka ją obdarzyła był nikły i krótki, ale szczery. Polubiła tą obcą, na swój sposób oczywiście. Coś skłoniło ją , żeby jej zaufała, wyjawiła własne obawy i zaoferowała pomoc, nie żądając z góry z zamian nic szczególnego. Widocznie uznała, że Adrena jest dobrą, uczciwą osoba i zasługuje na zaufanie.
No, to teraz opowiadaj, po kolei, co się tam działo. Nie docierają tu szczegółowe wieści.
Upiła łyk naparu ze swojego kubka, a po chwili, słuchając Adreny wstała i zaczęła krążyć po pokoju zbierając niektóre książki i pergaminy.
->Po pewnym namyśle zrobiłam kolorowe dialogi… Nie razi za bardzo po oczach? Taki eksperyment.
W razie pytań fabularnych– pytaj.
Awatar użytkownika
Adrena
Posty: 42
Rejestracja: 11 cze 2012, 00:52
GG: 6642235
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1968

02 paź 2012, 00:14

Z pewną doza nieufności Adrena podążyła za zielarką do zagraconego wnętrza. Nie przepadała za przebywaniem w zamkniętych pomieszczeniach ale wystój chatki był bardzo przytulny nawet dla niej. Z trudem powstrzymała okrzyk zachwytu na widok fachowej literatury zielarki i schludnie poukładanych produktów jej ciężkiej pracy. Obserwując jak Nora krząta się i przygotowuje miejsce dla gościa nie mogła nie zauważyć dalece frapującego tytułu jednego z leżących na wierzchu tomisk, ale nie odważyła się wytknąć tego gospodyni, odkładając to na później. Usiadła, kiedy została o to poproszona i przyłapała się na nerwowym przyciskaniu łokci do ciała, jakby chciała się zwinąć w kulkę. Zmusiła się do poprawienia na krześle. Kiedy słuchała zielarki, jej błękitne oczy rozszerzały się ze zdumienia:
- Ale nie…! Ja nigdy…! Nie mogę oskarżać bez dowodów! I nawet mi nie myślałam…! Chodziło mi tylko o uzyskanie informacji, słowo!
Kiedy postawiono przed nią napar, jakby dla podkreślenia swojego zaufania zielarce, Adrena bez oporów sięgnęła po kubek i pociągnęła łyk mimo tego, że napój parzył jej język. Potem zaczęła mówić:
Nie jestem tak naprawdę najlepszą osobą do snucia opowieści, Noro. Moja wiedza jest niezbyt szczegółowa – Adrena bawiła się okruchami ususzonych liści na stole, starając się nie patrzyć w oczy zielarce. Przez chwilę zbierała myśli i w końcu uniosła nieco głowę, mówiąc z pewną dozą niepewności i w dziwnym tonie, jakby mówiła do siebie a nie do zielarki.
Na pewno orientujesz się niezgorzej ode mnie w kwestii tych nieszczęść, mimo swojego dystansu do spraw wioski. Bydło padało bez przyczyny, dwójka młodych mężczyzn zmarła w kwiecie wieku a wielu innych stało się ofiarami dziwacznych chorób, jednego z chłopców odurzono i wywieziono w dalekie strony, jakiś dom stanął w płomieniach… Te wszystkie tragedie jakie wydarzyły się w przeciągu ostatnich miesięcy mają dla mnie swoje źródło w czyjejś złej woli i przy wykorzystaniu umiejętności, o które wcale nie tak trudno. Jestem przekonana, że wiele z tych wydarzeń ma swoją przyczynę we właściwościach pewnych roślin. Nie byłam jednak pewna, czy w znajdują się one w tej okolicy czy też raczej zdobycie ich wymagałoby większych starań i nakładu pieniężnego. Chciałam spytać o to ciebie, jako tutejszą znawczynię tematu. Jestem pewna, że to wszystko da się wytłumaczyć logicznie…
Adrena zmarszczyła nos i zamilkła na chwilę, mocując się z myślami. W końcu odważyła się zadać nurtujące ją pytanie:
- Noro, czy ktoś z tutejszych poprosił się kiedyś o truciznę lub inne, równie niebezpieczne wywary? To byłby już jakiś trop.
Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

07 paź 2012, 23:32

MG:
Nora przyglądała się siedzącej przed nią kobiecie, podczas gdy ta mówiła. Rzeczywiście nie wyglądała na taką osobę, która mogłaby oskarżać, grozić i kłamać. Z całą pewnością była nieśmiała, ale chyba nie strachliwa. Wcale nierzadko ludzie bardzo nieufnie podchodzili do specjałów, którymi ich częstowała niezależnie od tego co to było. Nawet woda mogła zostać potraktowana podejrzliwym spojrzeniem. Adrena natomiast postąpiła zupełnie odwrotnie. Nora uśmiechnęła się z uznaniem na ten widok, dość ciepło jak na nią i od tego czasu zaczęła patrzeć na łuczniczkę znacznie przychylniej.
Kobieta natomiast wygłosiła monolog, jak się zdaje do stołu. Nora popadła w zadumę nad jej słowami, starając się po swojemu ułożyć to co wiedziała, na temat tego, co się we wiosce działo. Z pewnym opóźnieniem dotarło do niej pytanie Adreny.
Nie wprost, ale niemal każde lekarstwo podane w złych proporcjach może poważnie zaszkodzić – odparła. Nie wydawało się, by bardzo się tym przejmowała, a myślami wciąż była nieobecna. Podeszła do półki z wywarami, przyglądała się jej przez chwilę a potem obeszła wkoło całą izbę, zbierając po drodze i przekładając niektóre książki. W końcu wróciła na miejsce z trzema z nich. Nie były szczególnie grube, czy też obszerne i w świetnym stanie, być może nie używane aż tak często. Żeby położyć je na stole, znów musiała odgarnąć rzeczy zalegające na blacie. Sięgnęła po swój napar i upiła łyk.
Coś mi się tu nie zgadza. Pomijając już to, że nie wiem po co ktoś trułby całe bydło i wioskę, bo nie znam tu żadnych wariatów, którzy zrobiliby to ot tak… To cała ta sytuacja jest mało logiczna.
Wolną rękę otworzyła pierwsza książkę i przewertowała ją do poszukiwanej strony. Przebiegła wzrokiem po karcie i zmarszczyła brwi. Sprawdziła tak po kilka kart w każdym tomie,a na jej twarzy malowała się irytacja. Zatrzasnęła mało delikatnie okładkę ostatniego dzieła i skrzyżowała ręce na piersi.
Spotkałam się kiedyś z choroba, która mogła zaatakować bydło, a potem przenieść się na ludzi – oznajmiła Adrenie i usiadła na miejscu popijając swoje ziółka. – Tutejsi słyną podobno z produkcji serów, a wiem, że można się było tym paskudztwem zarazić także pijąc mleko i dawało bardzo różne objawy. Ale nie znam się na chorobach na tyle, by od ręki stwierdzić, czy to mogło być to.
Wzruszyła delikatnie ramionami. Zamyśliła się znów na moment, a potem znienacka zerwała z krzesła. Chwyciła zwój pergaminu leżący na jednej z półek i wróciła na miejsce. Rozwinęła go, kiwnęła głową i wręczyła Adrenie. Większość miejsca zajmował szczegółowy, realistyczny rysunek rośliny, o drobniutkich zielonych listkach, pokrytych jakby meszkiem i rdzawoczerwonych kwiatach, kształtem przypominających pióropusz. Obok znajdował się opis, sporządzony zamaszystym, pochyłym pismem. Nora wskazała palcem pewien fragment i streściła go.
Z odpowiednio spreparowanego da się zrobić proszek, który dobrze się pali czerwonym płomieniem. Myślę, że dodając jeszcze kilka składników, potrafiłabym zrobić mieszankę, która mogłaby wywołać pożar, ale nic takiego nie robiłam. Rubipelmia nie rośnie pospolicie. Nie widziałam jej jeszcze w tym lesie, a samo przygotowanie… Cóż to wymaga trochę wiedzy i umiejętności.
Westchnęła, znów marszcząc brwi z niezadowoleniem.
Może to coś da. Chciałabym jeszcze jakoś pomóc, ale tamci mężczyźni i chłopak – można im było podać dziesiątki rożnych substancji. Nie wiesz na pewno nic więcej?
Wypiła do końca napar i spojrzała na łuczniczkę z nadzieją. Wyglądało na to, że naprawdę jej zależy, by jakoś się przysłużyć w rozwiązaniu zagadki.
Cały czas mnie zastanawia czemu ktoś to zrobił - wyznała po chwili. – Przecież to zupełnie nie ma sensu. No bo kto skorzystał na tym całym cierpieniu. Nie rozumiem tego.
Najwidoczniej doszła do podobnej konkluzji, co sołtys wsi. Nie potrafiła wyobrazić sobie któregoś z mieszkańców spokojnej, dotąd szczęśliwej i rozwijającej się osady, jak sprowadza na to miejsce choroby i śmierć.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 13 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 11 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Kerreos
Liczba postów: 52244
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.