Wieś Zielona Woda

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

Wieś Zielona Woda

03 sie 2012, 03:23

Zielona Woda jest położona na południe od stolicy Autonomii i na zachód od traktu Iquańskiego. Oddalona nieco od miasta i leżąca na uboczu wioska, zaliczana jest jednak zazwyczaj do okolic Wolenvain, gdyż niemal cała nadwyżka plonów, produkowana przez mieszkańców, trafia na tamtejszy targ. Większość społeczności zajmuje się hodowlą bydła i paszy, bądź przetworami mięsnymi i nabiałem, które mają bardzo dobrą opinię.
Wjeżdżając do wsi od strony traktu, mijamy niewielkie jezioro, obficie porośnięte rzęsą i otoczone trzcinami, od którego osada wzięła swoją nazwę. Kawałek dalej, po lewej stronie, dostrzec można poczerniałe i na wpół zawalone zgliszcza sporego domu.
Stoi tu zaledwie kilkanaście drewnianych domostw krytych strzechą i zlokalizowanych przy głównej drodze, ale wbrew pozorom wioska zajmuje ważne miejsce w życiu okolicznych ludzi, jako że na obrzeżach osady, od strony północnej wznosi się większy kamienny budynek, mieszczący kaplicę Maelena. Nie minęło jeszcze dziesięć lat od jego budowy, ale ludzie, początkowo odnoszący się nieco nieufnie do kapłanów boga, zaczęli bardzo doceniać ich wkład w życie społeczności. Służą bowiem radą i pomocą, a także kształcą wszystkie chętne dzieci. Często kaplicę odwiedzają więc też mieszkańcy okolicznych wiosek.
Spośród budynków wyróżnia się też z pewnością dom sołtysa wsi. Nie jest większy od pozostałych, za to wyraźnie bardzo zadbany, a drogie szyby w oknach i liczne, spore zabudowania gospodarcze na tyłach działki, świadczą o zamożności właściciela. Jest to całkowicie usprawiedliwione, gdyż Jeromi Wengard, sprawujący ten urząd już od niemal dwudziestu lat, jest człowiekiem bardzo pracowitym i gospodarnym, a także powszechnie szanowanym, mimo pewnego mezaliansu, jakim jest jego małżeństwo z prawie stuletnią elfką.
Innym ciekawym budynkiem jest miejscowa karczma o wdzięcznej nazwie "Pod Zielonym Kogutem" i prowadzona przez siostrzenicę sołtysa. Oberża jest malutka i składa się z niewielkiej stajenki połączonej z sienią, sali jadalnej, kuchni i dwóch małych izb sypialnych. Ościeżnice pomalowane są krzykliwą, zieloną farbą, ale wnętrze prezentuje się już lepiej z prostymi meblami z jasnego drewna i żółto-zielonymi akcentami wystroju. Dom uroczej, zielonookiej szynkarki znajduje się tuż obok.
Zieloną Wodę otaczają głównie pola uprawne, bądź łąki, na których wypasane jest bydło, ale niedaleko, na południowy-zachód od osady rośnie las. Niezbyt wielki, ale dość stary i na tyle duży, że można tam znaleźć zwierzynę łowną, a i zgubić, jeśli ktoś nie zna okolicy. Na skraju znajduje się cmentarz, na którym mieszkańcy chowali swoich zmarłych bliskich przed laty. Część podtrzymuje tą tradycję, inni pogrzebu dokonują w nekropolii należącej do Wolenvain. Większość nagrobków jest bardzo stara.

Z tego miejsca można udać się na:
Trakt Iquański
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Adrena
Posty: 42
Rejestracja: 11 cze 2012, 00:52
GG: 6642235
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1968

15 paź 2012, 16:39

Zielarka zastanawiała się przez chwilę i Adrena była jej wdzięczna, że nie wybuchła śmiechem albo nie wyrzuciła jej ze swojej chatki. Zanim odpowiedziała jej na pytanie, zebrała rozsiane w pomieszczeniu materiały do pracy i łuczniczka ucieszyła się, że ma do czynienia z profesjonalistką. Kiedy Nora wdała się w filozoficzne dywagacje, dziewczyna nieśmiało wyrażała swoją opinię.
Wiem, że dla… normalnych ludzi sianie zniszczenia jest co najmniej… bezsensowne ale nie można zaprzeczyć, że jednak takie rzeczy… się dzieją.
Kiedy kobieta zaczęła mówić o chorobie bydła, Adrena przekrzywiła lekko głowę i zadumała się.
Oczywiście jestem w stanie zrozumieć, że to nie twoja dziedzina nauki ale to całkiem przydatna wskazówka. Czy ktoś tutaj mógłby mi z tym pomóc?
Kiedy w jej ręce trafił pergamin z całkiem interesującą rośliną, dziewczyna przyglądała się jej uparcie, jakby chciała jej widok wyryć w swojej pamięci. Odcyfrowywała też drobne pismo obok rysunku i spytała Norę, kiedy ta skończyła opisywać właściwości rośliny:
Czy mogę zatrzymać tą rycinę? Może ktoś inny widział ją w okolicy… – Przez głowę przeszła jej ciekawa myśl i z jej ust wyrwało się: Och, i czy wiesz może jak ona pachnie? W spalonym domu był całkiem intrygujący, nieco korzenny zapach…
Nora wyglądała na przejętą i Adrenie zrobiło się głupio, że pojawiła się w progach zielarki bez porządnego przygotowania się. Poprawiła się nerwowo na krześle i pochyliła głowę w geście pokory, pozwalając aby kaptur pochłonął jej twarz.
Przepraszam, że nie mam wystarczająco dużo informacji. Ty byłaś moim pierwszym punktem zaczepienia. Co prawda wcześniej byłam na pogorzelisku ale raczej nie posiadam z tamtego miejsca żadnych interesujących informacji. Oprócz zapachu i faktu, że rośliny przetrwały pożar niemal bez szwanku, wszystko wygląda jak najzwyczajniej…
Podniosła się z krzesła gwałtownie i przycisnęła do siebie poły płaszcza, zajmując czymś niespokojne ręce.
- Obiecuję, że jak tylko dowiem się czegoś nowego, wrócę do ciebie i razem przemyślimy wszystko co usłyszałam. Zanim pójdę, czy mogę przynieść ci coś czego potrzebujesz albo podesłać kogoś z kimś chciałabyś się zobaczyć? Każdy dzieciak w wiosce wie na ten temat więcej niż ja.
Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

18 paź 2012, 00:31

MG:
Nora machnęła ręką pozwalając zabrać jej pergamin.
Pachnie korzennie, charakterystycznie. Suszona niemal piecze, wywołuje kichanie albo kaszel – mruknęła w odpowiedzi. Skrzyżowała ręce na piersi.
Nie, nie przyprowadzaj nikogo. Myślę, że… Teraz chyba lepiej będzie jeśli będę trzymała się trochę na uboczu.
Oparła podbródek na dłoni i zamyśliła się na chwilę.
Nie wiem – mruknęła i przeniosła wzrok na Adrenę – Nie wiem. To nie moja sprawa.
Skwitowała nagle ostrym tonem, niemal jakby chciała do tego przekonać samą siebie. Podała łuczniczce jeszcze jedną książkę – "Najpopularniejsze trucizny i ich działanie". zruszyła delikatnie ramionami.
– Możesz to potem kazać odnieść któremuś z dzieciaków, gdybyś nie mogła przyjść. Ta półelfka bywa tu często.
Nora popatrzyła na nią jeszcze przez moment swoimi stalowoszarymi oczyma i wstała od stołu w sposób jasno sugerujący, że to koniec wizyty i chce pożegnać gościa.
Nie byłaś jeszcze u kapłanów – ni to stwierdziła, nie to zapytała zielarka. Przymknęła na moment oczy, uciskając palcami nasadę nosa. Potem dodała: – Radzę ci tam poszukać.
Skinęła Adrenie na pożegnanie i zaraz zniknęła za drzwiami do drugiej izby.

Łuczniczka skierowała się w drogę powrotną do wioski. Z pewnością tym razem było jej dużo łatwiej i mogła przy okazji przemyśleć zdobyte informacje. Tuż przed pierwszymi nagrobkami cmentarza coś zaszeleściło w krzakach przy ścieżce. Spomiędzy liści wyłonił się szary pysk, a potem reszta zwierzęcia. Duży wilk zawarczał, odsłaniając kły i nie odrywając od Adreny spojrzenia żółtych ślepi, które wydawały się patrzeć nadzwyczaj świadomie. Zjeżona sierść, postawa, wszystko wskazywało na to, że bestia szykuje się do ataku, jednak wciąż stała, lustrując kobietę. Jednocześnie gdzieś od strony wioski, ale nie aż tak daleko rozległ się długi, wysoki krzyk, raczej kobiecy lub dziecięcy, niż męski. Szary wilk ani drgnął.
Awatar użytkownika
Adrena
Posty: 42
Rejestracja: 11 cze 2012, 00:52
GG: 6642235
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1968

29 paź 2012, 17:13

Adrena troskliwe schowała pergamin do torby na biodrze i z nieśmiałym, dziecięcym na swój sposób zachwytem ujęła w dłonie książkę o truciznach. Obejmowała ją mocno, jakby bała się, że zbyt słaby uchwyt zagrozi manuskryptowi. Przyciskając ją do piersi słuchała słów Nory i gorliwie kiwała głową:
- Jeżeli tego właśnie pragniesz, ja również dołożę wszelkich starań aby cię nie niepokojono.
Pożegnała się Norą, a właściwie została przez nią odprawiona po czym poszła za radą zielarki i postanowiła odwiedzić świątynię. Schowała książkę z całym ceremoniałem i przez jakiś czas nerwowo dotykała sakwy, jakby sprawdzając czy lektura wciąż w niej tkwi. W jakiś sposób ta naukowa wiedza dodała jej nieco otuchy. Nie czuła się ani odrobinę mądrzejsza po spotkaniu z Norą ale przyjemny ciężar książki obiecywał jej, że wciąż ma szansę na rozwikłanie całego problemu.

Przechodziła właśnie obok cmentarza kiedy z zamyślenia wyrwał ją niepokojący szelest i głęboki, rozchodzący się po kościach warkot. Przez chwilę miała nadzieję, że to jej wilczy znajomek dotarł za nią aż do Zielonej Wody ale wilk nie miał w sobie nic z gracji oraz psiej wręcz wierności Cassa. Był to potężny basior o niepokojących ślepiach, wbitych z niezwykłą uwagą w Adrenę. Wyglądał na gotowego do skoku, ale ona wiedziała z doświadczenia, że gdyby naprawdę chciał ją zaatakować, to jego zjeżony grzbiet widziałaby tylko przez chwilę a potem te kilogramy mięśni i futra przyszpiliłby ją do ziemi. Odpowiadała wilkowi nieruchomym, pozbawionym wyrazu spojrzeniem i skuliła się lekko, obniżając podbródek aby zasłonił jej szyję. Dłonie, już wcześniej ukryte pod płaszczem i ułożone na torbie wślizgnęły się do jej wnętrza.
Właściwie to nic dziwnego, że tutaj jesteś. Wciąż i wciąż dzieje się tutaj coś złego, więc twoje nagłe pojawienie się ma sens. Nie mogę powiedzieć, że mam ci za złe, że akurat teraz pojawiłeś się na mojej drodze. Jestem nawet wdzięczna, biorąc pod uwagę jak niewiele rzeczy i ludzi tutaj rozumiem.
Przemawiając do wilka miękko i łagodnie, odnalazła resztki suszonego mięsa i chwyciła je w dwa palce. Powoli, nie tracąc kontaktu wzrokowego z stworzeniem wysunęła przed siebie dłoń z jedzeniem i niemal przyklękła na ziemi, zgarbiona tak, aby w jak najwyraźniejszy sposób wykazać swój brak agresji wobec zwierzęcia.
Ledwie zarejestrowała wrzask dobiegający ze strony wioski i zignorowała go, mając na głowie zupełnie inne kłopoty. Nie chciała atakować stworzenia, nie miała czasu na takie potyczki, które dodatkowo potem będzie miała sobie za złe. Wierzyła w swoje umiejętności i pamiętała jak łatwo Cass dawał się obłaskawić przy pomocy ledwo mięsa wiewiórki. Cierpliwie czekała aż potężne zwierzę wykona swój ruch.
Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

09 lis 2012, 23:16

MG:
Szara bestia początkowo nawet nie reagowała na to, że Adrena zaczęła coś mówić. Zupełnie jakby tego nie usłyszała. Gdzieś z oddali dobiegł kolejny rozdzierający krzyk. Wilk nagle drgnął. Z jego oczu zniknął ten dziwny wyraz. Oderwał żółte ślepia od kobiety i czujnie powiódł nimi po otoczeniu. Zatrzymawszy ponownie wzrok na Adrenie jeszcze bardziej przysiadł na łapach, odsłonił groźnie zęby i… zaczął wycofywać. Zobaczył jednak wyciągniętą w jego kierunku dłoń ze smakołykiem i postawę kobiety. Przez moment jakby zastanawiał się jeszcze przez chwilę a potem chwycił w zęby kawałek suszonego mięsa i odsunął. Od razu zdało się, że jest sympatyczniejszy gdy nie szczerzył kłów i gotował do skoków. Popatrzył na Adrenę czujnie, jakby wyczekująco, może mięso mu zasmakowało i czekał na więcej. Zanim jednak zdążyła wykonać jakiś ruch, poderwał się i uciekł w zarośla. Przez chwilę nie było go widać, ale potem znów między liśćmi pojawiła się jego szary łeb. Spojrzał na kobietę i znów zniknął.Od strony cmentarza po raz trzeci rozległ się krzyk. Tym razem głos był inny, męski i artykułowany. Nie dało się rozróżnić słów, ale brzmiało to jak wezwanie pomocy.
//Króciutko bo nie wiedziałam, na co się zdecydujesz. Napisz w paru słowach, gdzie idziesz, to zaraz polecimy dalej, bo większość kolejnego posta mam już gotową. Wyjątkowo.
Awatar użytkownika
Adrena
Posty: 42
Rejestracja: 11 cze 2012, 00:52
GG: 6642235
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1968

10 lis 2012, 16:24

Przez chwilę miała wrażenie, że nic z tego nie będzie i basior rzuci się na nią. Jednak pewnego rodzaju świadomość pojawiła się w jego ślepiach i nie bez pewnego oporu, wilk pożarł smakołyk, nie spuszczając z niej wzroku. Uciekł jednak po chwili a Adrena nie zdążyła zareagować wystarczająco szybko aby go zatrzymać. Przez chwilę obserwowała chaszcze w których zniknęło zwierzę. Ale kiedy rozległ się krzyk, a właściwie wezwanie pomocy, którego już nie mogła z zignorować – poderwała się na równe nogi. Wyciągnęła spod płaszcza swój łuk i podpięła materiał zapinką tak, aby w razie potrzeby mogła bez problemów sięgnąć po następne strzały do swojego kołczanu. Przygotowana na najgorsze, ruszyła na pomoc ludziom na terenie cmentarza.
Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

19 lis 2012, 21:58

MG:
Sytuacja na cmentarzu na pierwszy rzut oka nie wyglądała tak źle. Właściwie niemal spokojnie. Z pewnością dlatego, że nikt się nie ruszał. Najbliżej, oparty plecami o nowy nagrobek siedział mężczyzna. "Siedział" to może niewłaściwe słowo, bo spoczywał w niewygodnej, półleżącej pozycji, ale sądząc po przegryzionym gardle i pokaźnej kałuży krwi pokrywającej wszystko wokół, już mu to nie przeszkadzało. Nieco dalej siedział drugi mężczyzna. Jego ramię również nie wyglądało najlepiej, ale nie zwracał na to uwagi, usiłując ocucić dziewczynę, której głowę trzymał na kolanach. Ta ubrana była w czarną sukienkę, która tylko podkreślała, jak blada jest w tym momencie. Zdawała się zupełnie nieprzytomna, ale jej oczy były otwarte, nieobecne i nieruchomo utkwione w jakimś punkcie. Były też czarne, jak gdyby źrenice rozszerzyły się i pochłonęły je całe. Jasne długie włosy rozsypywały się dookoła twarzy.
Kawałek za nimi dało się dostrzec sprawcę przynajmniej części tego zamieszania. Ciało wilka, tym razem nieco mniejszego i o ciemniejszym umaszczeniu, z którego sterczała drewniana rękojeść zapewne jakiegoś narzędzia rolniczego. Jakieś dwa kroki od niego stał chłopiec, znajomy Adrenie Olen. Również nienaturalnie blady, ale zarazem ewidentnie żywy i tak przestraszony, że bał się ruszyć, choć kolana samoistnie się pod nim uginały. Spostrzegł pojawienie się Adreny, chyba jako jedyny z towarzystwa, odetchnął na jej widok i usiadł niezgrabnie na ziemi, po czym odsunął od ciała bestii na bezpieczną w jego opinii odległość, i zadrżał.
Od strony wioski tymczasem nadbiegła pomoc, równocześnie z łuczniczką. Niewielka grupa mężczyzn i kobiet w różnym wieku, najwyraźniej oderwana od codziennej pracy . Spojrzeli ze zdumieniem i przestrachem na tą scenę, po czym kobiety zaczęły szlochać i lamentować, jedna przez drugą. Po ciszy, która panowała w lesie przed tym zdarzeniem, a także po ustaniu wołania o pomoc, te dźwięki wydawały się wyjątkowo nieprzyjemne i nienaturalne. Mężczyźni podeszli do zdarzenia znacznie rozsądniej. Zmierzyli Adrenę nieufnym, nieprzychylnym wzrokiem, ale najwyraźniej doszli do wniosku, że nie stanowi w tym momencie zagrożenia i uzbrojona nieznajoma nie jest obecnie ich największym zmartwieniem. Rozdzielili się sprawdzając stan poszczególnych osób i upewniając solidnym kopniakiem, że wilk nie podniesie się nagle, ponownie atakując. Szybko skupili się wokół kobiety i czuwającego przy niej mężczyzny. Dwie z kobiet, opanowały się trochę i podeszły do Olena, a następnie zaczęły wypytywać, co się stało. Chłopak widocznie nie był w nastroju do składania jakichkolwiek wyjaśnień. Był wciąż roztrzęsiony, unikał spojrzeń innych wieśniaków i tylko czasem zerkał przelotnie na Adrenę, jakby z prośbą o pomoc, ale natychmiast odwracał wzrok.
Awatar użytkownika
Adrena
Posty: 42
Rejestracja: 11 cze 2012, 00:52
GG: 6642235
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1968

05 gru 2012, 01:01

Kiedy przybyła na miejsce i pochłaniała uważnym wzrokiem kolejne szczegóły zaistniałej sytuacji, nie mogła pozbyć się kłującego serce poczucia, że się spóźniła. Że gdyby przybyła odrobinę wcześniej, wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej. Nie byłoby tutaj tylu martwych oczu i pozbawionych czucia kończyn. Podeszła prędko do Olena i w zupełnie niezręcznym dla niej ale szczerym geście, przytuliła jego głowę ostrożnym ruchem. Kiedy przybyli ludzie, pozwoliła mu schować się całkowicie w poły swojego płaszcza, niemal wtuliła go w ciepłe schronienie z szorstkiego w dotyku materiału. Miała ochotę uciec od tego całego zamieszania i przyłapała się na zaciskaniu dłoni na ramieniu chłopca. Rozluźniła uścisk aby nie krzywdzić go bardziej niż to koniecznie i uniosła lekko podbródek znad ciemnych włosów, mówiąc do ludzi z wioski najgłośniejszym i najbardziej nieznoszącym sprzeciwu tonem jaki mogła z siebie wydusić:
- Wezwijcie Norę albo kogokolwiek innego zdolnego opatrzyć rany tego mężczyzny, nie ma czasu do stracenia.
Nie oddalając od siebie chłopca i pozwalając mu wciąż chować się u jej boku, zbliżyła się do nieprzytomnej dziewczyny. Sięgnęła do swojej torby i wyciągnęła z niej jeden ze swoich woreczków z ziołami. Ostrożnie wybrała gruby, niewielki liść, błyszczący jakby został pokryty warstewką wosku i mięsisty w dotyku, kiedy poddany naciskowi. Zmiażdżyła go w dłoni, uwalniając silny, drażniący w swojej intensywności aromat lepkiego soku rośliny i podsunęła rękę pod nozdrza dziewczyny, w głębi ducha upraszając opiekuńcze bóstwa o cud. Jednocześnie cicho odezwała się do chłopca, tak, aby wśród denerwującego jazgotu mieszkańców wioski usłyszał ją jedynie on:
- Olen, czy wszystko jest w porządku? Co się stało?
Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

15 gru 2012, 20:52

MG:
Olen z wdzięcznością schował się pod płaszczem kobiety, choć wciąż wydawał się nieco nieobecny. Ludzie nieszczególnie przejęli się jej radę. Kilkoro posłało jej spojrzenia – wrogie i nieufne lub obojętne, reszta zignorowała albo nie usłyszała. Jedna kobiet prychnęła pogardliwie.
Po tą wiedźmę?! Nie ma mowy! – oznajmiła głośno, nieprzyjemnym dla ucha, wysokim głosem. – To pewnie jej sprawka. Czary jakie!
Zobaczcie, jakie oczy ma Bina. W życiu żem takich nie widział – odezwał się ktoś inny.
Pewno, że nie. Czarostwo – Chudy mężczyzna splunął, jakby samo to słowo napawało go obrzydzeniem. – Z tego nigdy nie ma nic dobrego. Ja od początku mówiłem, że mi się ona nie podoba.
Zdecydowanie wśród wieśniaków zaczęła narastać wrogość wobec zielarki. Na szczęście ktoś rozsądny wmieszał się i stanowczo poparł Adrenę.
Jak nie chcecie po zielarkę, to poślijcie po kapłana – zarządził mężczyzna w sile wieku, o postawie i silnych ramionach drwala lub kowala. Potem już ciszej powtórzył to bezpośrednio do dwójki stojącej przy drodze. Spełnili jego polecenie, ale niechętnie opuszczali centrum wydarzeń.
Tymczasem łuczniczka próbowała ocucić nieprzytomną dziewczynę ziołami. Jej czarne oczy ani drgnęły, nie było też żadnej innej reakcji z jej strony. Natomiast trzymający ją chłopak oprzytomniał, czując intensywny zapach. Drgnął, spojrzał na twarz Biny i wciągnął powietrze ze świstem. Dopiero docierało do niego, co się stało. Oczy wypełniły mu się złami, a oddech stał płytki. Wykazywał wszelkie oznaki nadciągającego ataku paniki, czy też histerii.
Olen, słysząc pytanie Adereny, wyplątał się z jej objęć i odsunął, jednak wciąż trzymał się jak najbliżej niej. Znów uciekł wzrokiem jakby się spłoszył, a na blade dotąd policzki wróciły kolory w postaci rumieńców. Do tego spuszczona głowa – chłopak ewidentnie się czegoś wstydził. Nabrał powietrza, jakby chciał coś powiedzieć, ale wtedy ranny mieszkaniec uniósł wzrok i obrzucił ich zdezorientowanym spojrzeniem, więc Olen momentalnie zamknął buzię.
Chwilę potem przybyli kapłani. Pierwszy zdecydowanie osiągnął już wiek zasługujący na szacunek. Twarz była pokryta zmarszczkami i plamami. Łysa czaszka, pochylona głowa i wydatny nos nadawały mu wygląd starego sępa. Mimo to, garbił się tylko trochę, a szedł żwawo, nie korzystając z jakiejkolwiek pomocy. Za nim podążał młodszy, przypuszczalnie dopiero uczeń, bo nie mógł mieć więcej niż dwadzieścia, dwadzieścia parę lat. Całkiem przystojny, z jasnymi włosami i piwnymi oczami, choć zdawał się stanowczo zbyt chudy.
Kowal, czy też drwal, który w międzyczasie opanował sytuację, wyszedł im na spotkanie. Przecząco pokręcił głową w odpowiedzi na pytające spojrzenie starca, skierowane na ciało zakrwawionego mężczyzny, opartego o kamienną płytę. Wobec tego wszyscy podeszli do pozostałej dwójki, obserwowani uważnie przez zgromadzonych. Niektórzy rzeczywiście z napięciem oczekiwali na efekt, z nadzieją, że wszystko skończy się dobrze i będzie można odetchnąć z ulgą, ale spojrzenia niektórych wskazywały, że są podekscytowani całą sytuacją i niemal dobrze się bawią, tylko starają się to ukryć.
Starzec obdarzył Adrenę i jej zioła podejrzliwym spojrzeniem, potem mruknął z aprobatą i machnął ręką, zdecydowanie dając jej do zrozumienia, że teraz on zajmie się sytuacją i powinna sobie pójść. Przyjrzał się nieprzytomnej uważnie, wykonał kilka czynności, sprawdzających czy jest rzeczywiście nieprzytomna, czy może tylko w szoku oraz czy jeszcze żyje. Następnie ponowił próbę ocucenia jej, używając odkorkowanej fiolki, której zawartość pachniała w miarę podobnie, do ziół, zastosowanych przez Adrenę. Efekt był równie mizerny, co jej wysiłków. Zwrócił tylko uwagę mężczyzny, który zaczął się wyraźnie bardzo niepokoić.
Zanieście ją do świątyni – polecił kapłan. Ranny wydał z siebie nieartykułowany okrzyk protestu. Przytulił ciało blondynki do piersi, potrząsając głową, a po jego twarzy spływały łzy.
Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Bogowie nam pomogą. Chcemy wam pomóc - uspokajał go starzec, jednocześnie łagodnie, ale stanowczo wydobył Binę z jego objęć i przekazał wieśniakom. Położył mu dłonie na ramionach i przemówił do niego szeptem, a gdy uspokoił nieco, zajął opatrywaniem jego rany. Tymczasem łzy wciąż płynęły po twarzy bruneta, a on jakby ich nie zauważał, tylko patrzył wciąż w miejsce, gdzie zniknęła grupa eskortująca blondynkę do wioski.
Blondwłosy młodzieniec tymczasem przyglądał się wszystkiemu w skupieniu, ale za zmarszczonymi brwiami. Co jakiś czas unosił wzrok na Adrenę i Olana, a jego oblicze pochmurniało jeszcze bardziej. W pewnym momencie podszedł do zmarłego mężczyzny, a następnie ciała wilka, oceniając je z uwagą.
Olen pociągnął Adrenę za rękę, odsuwając od kapłana małymi krokami i nie odrywając od niego wzroku.
Chodźmy – poprosił cicho. – Chodźmy, dobrze?
Odwrócił się i z nagłą determinacją pociągnął kobietę za sobą, najwyraźniej chcąc opuścić cmentarz jak najszybciej.
/Przepraszam za opóźnienie. Głupie wyjaśnienie ( i nie umniejszające mojej winy), ale do pewnego momentu po prostu nie zauważyłam, że już odpowiedziałaś.
Odnośnie wątku – jeśli będzie ci to potrzebne, to Olen ciągnie cię do spalonego domu.
Awatar użytkownika
Adrena
Posty: 42
Rejestracja: 11 cze 2012, 00:52
GG: 6642235
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1968

25 mar 2013, 11:16

Adrena mocniej otuliła materiałem trzęsącego się Olena, chowając go przed oburzonymi wieśniakami. Kiedy zignorowali jej głos rozsądku, który wydała z siebie z niejakim trudem, poczuła jak zawiązuje się jej supeł w żołądku i uczucie upokorzenia rozlewa się po kościach. Wszystko to co działo się potem było niemal rozmazaną plamą. Ktoś coś krzyczał, ktoś przyszedł, ktoś inny odsunął ją od ciała dziewczyny, ktoś płakał. Kiedy inni przejęli kontrolę nad sytuacją, wycofała się z centrum wydarzeń, pozwalając kapłanowi i reszcie ogarnąć całe zamieszanie. Pozwoliła aby Olen wyciągnął ją z Cmentarza, dając mu się sterować niczym zwierzę na uwięzi. Nie miała nawet sił dalej wnikać co takiego miało miejsce ale po kiedy opuścili zatłoczoną przestrzeń zaczęła odzyskiwać równowagę. Zatrzymała się gwałtownie, niemal wbiła pięty w ziemię i zadała chłopcu jedyne pytanie jakie przyszło jej do głowy:
- Olen, czy oprócz tego wilka było tam coś jeszcze?
Nie chciała za bardzo go przyciskać ale obawa, że może wydarzyć się coś równie strasznego ludziom, którzy zostali na Cmentarzu nie dawała jej spokoju.
Awatar użytkownika
Leonard
Posty: 189
Rejestracja: 24 wrz 2012, 16:18
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2214

25 maja 2013, 18:19

->Ponieważ nie doczekałem się MG posta, wstawiam tu własny niegodzący w regulamin.

-Dzięki przodkom dotarliśmy. – Zeskoczył z Pana Konia, chcąc rozprostować nogi. – Mam już dość odparzania sobie dupska na trakcie.

A więc proszę, oto twoja nękana przez klątwę mieścina. Mam nadzieję, że jesteś z siebie dumny Marvinie. – Prowadząc konia za pysk wszedł w głąb wioski. Ot, parę chat tulących się do siebie. Jakaś malutka świątynia i obowiązkowo wyróżniający się dom burmistrza, co za nuda i strata czasu.

– Zakwateruj nas i popytaj ludzi. Mam nadzieję, że zostało nam trochę drobnych z ostatniego koncertu. – Oddał mu zwierzaka i udał się na samotny spacer po osadzie.

Sporo rozmyślał nad Miran Toilt i klątwą zesłaną podobno przez bogów. Parę rzeczy nie trzymało mu się kupy. W jego rozumowaniu bogowie znają bardziej wyrafinowane metody męczenie pospólstwa, niż szczucie ich jeźdźcem i jego armią psów. W żadnym jednak razie nie wykluczał zjawiska wykraczającego poza grzebaniem sobie paluchem w nosie lub innych dziurach. To, że ktoś był w stanie oswoić na pierwszy rzut oka chore psy wykopywało delikatnie poza granicę normalności. Zwierzęta dotknięte zarazą są agresywne, ale dzikie i nieprzewidywalne zarazem. Nie da się więc zmusić ich do czegokolwiek bez małej pomocy w postaci plugawej magii.
Co do samego jeźdźca. Skoro nie kierowała nim chciwość, tak bardzo charakterystyczna dla żywych stworzeń, mógł do nich nie należeć. Skoro Potwór nawiedzał tylko tą wioskę, musiał być w jakikolwiek z nią związany. Zjawa, błędnie nazwana klątwą pasowała do tej sprawy jak sandał do gówna. Trzymając się tego toku myślenia można scharakteryzować tego typu duchy. Oszalałe dusze, które miast udać się do bogów, przodków lub w pizdu. Zostawały na tym świecie, chcąc dokończyć kilka spraw.. Tylko dlaczego nie każdy zmarły, któremu nie śpieszno w zaświaty nie mógł pojawiać się jako Potwór? Być może wyprawiano im chujowy pogrzeb. Albo żaden. I teraz zirytowani swoim położeniem zmarli miast dokuczać bogom, przodkom, pizdom, robią to żywym. Możliwe, że zależało to od siły duszy zmarłego, lub okoliczności śmierci. Jednak w obu przypadkach musi istnieć jakieś ograniczenie…

Grajek podrapał się z zamyśleniem po brodzie i zdał sobie sprawę, że siedzi na krawędzi dachu świątyni, wesoło machając nogami.

-…Kiedy ja…?

… Co może trzymać zmarłego w świecie żywych? Oczywista, że ciało. Jego śmiertelna manifestacja, jedyny ślad jaki pozostawia po śmierci. Do niej musiał być uwiązany i dlatego nie oddalał się od wioski. Ale dlaczego kontrolował psy? One przecież były jak najbardziej żywe. Może za życia prowadził psiarnię?

A jeśli jednak nie jest zjawą, tylko potężnym magiem. Dlaczego w takim wypadku pojawiał się w tej głuchej i ciemnej wsi w towarzystwie okolicznych kundli. Nic nie kradł ani nie gwałcił, jedynie zabijał.
Czuł, że znalazł się w ślepej uliczce. Albo nie widzi drogi. Być może ma za mało informacji. Możliwe, że wyjaśnienie tej zagadki jest nielogiczne i całe te rozmyślania nie mają sensu.

Rozejrzał się po okolicy. W końcu go zauważył. Na uboczu znajdowały się zgliszcza domu. Gorączkowo porównał to co czego dowiedział się, lub myślał, że się dowiedział. Jeśli ogień nie strawił ciał domowników i teraz leżą gdzieś pod gruzami? Marvin powinien wiedzieć więcej na temat pożaru o ile odpowiednio mocno zamachał blond czupryną. Spełzł budynku zręcznie i szybkim krokiem skierował w stronę ruiny.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 6 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 5 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Viridar
Liczba postów: 52209
Liczba tematów: 2974
Liczba użytkowników: 1048
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: WielkaNiewiadoma
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.