Wieś Zielona Woda

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Ves
Posty: 157
Rejestracja: 06 lut 2012, 00:16
GG: 13073276
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1566

Wieś Zielona Woda

03 sie 2012, 03:23

Zielona Woda jest położona na południe od stolicy Autonomii i na zachód od traktu Iquańskiego. Oddalona nieco od miasta i leżąca na uboczu wioska, zaliczana jest jednak zazwyczaj do okolic Wolenvain, gdyż niemal cała nadwyżka plonów, produkowana przez mieszkańców, trafia na tamtejszy targ. Większość społeczności zajmuje się hodowlą bydła i paszy, bądź przetworami mięsnymi i nabiałem, które mają bardzo dobrą opinię.
Wjeżdżając do wsi od strony traktu, mijamy niewielkie jezioro, obficie porośnięte rzęsą i otoczone trzcinami, od którego osada wzięła swoją nazwę. Kawałek dalej, po lewej stronie, dostrzec można poczerniałe i na wpół zawalone zgliszcza sporego domu.
Stoi tu zaledwie kilkanaście drewnianych domostw krytych strzechą i zlokalizowanych przy głównej drodze, ale wbrew pozorom wioska zajmuje ważne miejsce w życiu okolicznych ludzi, jako że na obrzeżach osady, od strony północnej wznosi się większy kamienny budynek, mieszczący kaplicę Maelena. Nie minęło jeszcze dziesięć lat od jego budowy, ale ludzie, początkowo odnoszący się nieco nieufnie do kapłanów boga, zaczęli bardzo doceniać ich wkład w życie społeczności. Służą bowiem radą i pomocą, a także kształcą wszystkie chętne dzieci. Często kaplicę odwiedzają więc też mieszkańcy okolicznych wiosek.
Spośród budynków wyróżnia się też z pewnością dom sołtysa wsi. Nie jest większy od pozostałych, za to wyraźnie bardzo zadbany, a drogie szyby w oknach i liczne, spore zabudowania gospodarcze na tyłach działki, świadczą o zamożności właściciela. Jest to całkowicie usprawiedliwione, gdyż Jeromi Wengard, sprawujący ten urząd już od niemal dwudziestu lat, jest człowiekiem bardzo pracowitym i gospodarnym, a także powszechnie szanowanym, mimo pewnego mezaliansu, jakim jest jego małżeństwo z prawie stuletnią elfką.
Innym ciekawym budynkiem jest miejscowa karczma o wdzięcznej nazwie "Pod Zielonym Kogutem" i prowadzona przez siostrzenicę sołtysa. Oberża jest malutka i składa się z niewielkiej stajenki połączonej z sienią, sali jadalnej, kuchni i dwóch małych izb sypialnych. Ościeżnice pomalowane są krzykliwą, zieloną farbą, ale wnętrze prezentuje się już lepiej z prostymi meblami z jasnego drewna i żółto-zielonymi akcentami wystroju. Dom uroczej, zielonookiej szynkarki znajduje się tuż obok.
Zieloną Wodę otaczają głównie pola uprawne, bądź łąki, na których wypasane jest bydło, ale niedaleko, na południowy-zachód od osady rośnie las. Niezbyt wielki, ale dość stary i na tyle duży, że można tam znaleźć zwierzynę łowną, a i zgubić, jeśli ktoś nie zna okolicy. Na skraju znajduje się cmentarz, na którym mieszkańcy chowali swoich zmarłych bliskich przed laty. Część podtrzymuje tą tradycję, inni pogrzebu dokonują w nekropolii należącej do Wolenvain. Większość nagrobków jest bardzo stara.

Z tego miejsca można udać się na:
Trakt Iquański
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Breiva
Posty: 264
Rejestracja: 03 gru 2012, 14:18
GG: 37377517
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37917#37917

22 cze 2013, 10:32

MG


Marvin chciał coś powiedzieć. Może to, że Leonard wychodzi boso? Może, że nie powinien tak prosto z kąpieli leźć gdzie popadnie, pchać się ludziom w oczy z mokrymi łachami wiszącymi jak na psie? Może zamierzał perorować o tym, jak bardzo bogów nie ma, a jak są, to jak bardzo on, Marvin zwany Zielarzem, nie wierzy w ich wszechmoc? Może zamierzał mu zalecić aromatyczny dekokt z mięty i szałwii na pozbycie się przykrego odoru z ust?
Nie zdążył. Leonard, chwilowo nazywany też przez blondyna Ojczulkiem, polazł w siną cholerę. Bez butów, w mokrych ciuchach, za to ostrzyżony i ogolony.
I takim go ujrzała Adrena.

***

Kobiety nie odpowiedziały. Zbiły się w ciasną grupkę, odwróciły do Adreny plecami i powróciły do swojego paplania o niczym konkretnym i wszystkim zarazem. Nie powiedziały jej też, gdzie mogłaby znaleźć świątynię. Świątynia rzecz święta, a jakże.
Po co pokazywać obcym? A wiadomo, kto to? Teraz trudne czasy i bogowie się gniewają. Niewiasty pogderały jeszcze chwilę, wzięły swoje kosze, tobołki i sprawunki, po czym wróciły do swoich zajęć w asyście pisków, śmiechów, pokrzykiwań i narzekań. Nie trwało to długo, już po chwili Adrena została sama.
Prawie.
Generalnie rzecz biorąc, człowiek rozumny czuje się sam, gdy nie ma w pobliżu innej istoty rozumniej tak samo, jak on. Idąc tym tropem myślenia, można było stwierdzić, że Adrena faktycznie była sama. Bo czyż "istotą rozumną" nazwać można szarawego, małego zająca, który wyskoczył na dróżkę i w zupełnie nie zajęczy sposób siadł bez ruchu, strzygąc uszami? Ba! Czy może nazwać taką istotą Leonarda?!
Stali tam we trójkę. Adrena, Leonard i zając. Zając, Leonard i Adrena.
A Adrena była sama. Skazana na zająca, co nie było takie złe, i Leonarda, co mogło być w skutkach tragiczne. Na szczęście bard dopiero wyszedł z balii, więc zamiast zapachu konia, kiełbasy, cebuli i kilkudniowej podróży, unosiła się wokół niego woń nieco styranej świeżości i mydlin.
Awatar użytkownika
Adrena
Posty: 42
Rejestracja: 11 cze 2012, 00:52
GG: 6642235
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1968

22 cze 2013, 19:21

Przez chwilę Adrena stała w błogosławionej ciszy, ale nie dane jej było długo pocieszyć się samotnością. Jej oczom ukazała się przedziwna kreatura, która prawdopodobnie była człowiekiem. Albo topielcem, który postanowił straszyć bogu ducha winnych ludzi i powstał ze swej wodnej mogiły – mało to dziwnych rzeczy działo się w Zielonej Wodzie? Po bliższych oględzinach stwierdziła jednak, że ta dziwaczna postać jest żywa.
"Może jeżeli nie zwrócę na niego uwagi, to mnie nie zauważy?" – przeszło jej przez myśl i chwytając się tego pomysłu przykucnęła i zaczęła bezgłośnie przywoływać zająca, delikatnie poruszając dłonią. Jednocześnie co jakiś czas jej wzrok błąkał się i trafiał na obcego. Nie było nawet sensu pytać się go czy wie jak trafić do świątyni – nie była pewna czy mokry osobnik wie nawet gdzie się znajduje w danej chwili. Postanowiła przeczekać aż zatoczy się z dala od niej.
Awatar użytkownika
Leonard
Posty: 189
Rejestracja: 24 wrz 2012, 16:18
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2214

23 cze 2013, 13:02

Grajeczyna stał przed zajazdem trzęsąc się. Było mu smutno, zimno i łyso. Kury domowe rozpierzchły się chwilę temu. Drżącą ręką dotknął podbródka i natychmiast cofnął ją z przerażenia. Chlipnął sobie w ciszy. Jedynie szczupła niewiasta nie rozeszła się wraz z tłumem i co jakiś czas zerkała na niego z kucek.

– Przepraszam cię dziewko plugawa, ale to nie jest najodpowiedniejsze miejsce do załatwiania tego typu spraw. Proponowałbym coś bardziej wyszukanego i eleganckiego, jak … powiedzmy… tamten wspaniale reprezentujący się krzak. Oszczędzisz sobie wstydu, żonom okolicznych chłopów zazdrości, a i przejście będzie zawsze mniej zafajdane. Mały gest a ile pożytku.

Nie chciał być, we wsi rzekomo obłożoną klątwą, gdzie ludzie bez krępacji zanieczyszczają uliczki. Dezercja oznaczałaby opuszczenie jasnowłosego Łamacza I Zaprzeczacza Klątw.

Zanim dotarł do stolika w karczmie, mały palec został obity przez kant krzesła, a ze stopy sterczała pokaźna drzazga.

-Ktoś z obecnych w pomieszczeniu ma ochotę zagrać w karty o pieniądze? – Spojrzał po gościach, Przedmiot będący przyczyną pulsującego bólu wylądował w kuflu wina grubasa sąsiadującego z jego stolikiem. Grosz zawsze się przyda, a obecni w gospodzie ludzie wyglądali na łatwy łup.
Awatar użytkownika
Ansgar
Posty: 41
Rejestracja: 26 lip 2012, 14:33
GG: 8554351
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2053

23 cze 2013, 23:16

Zasłuchany we wszystkie rozmowy sączył swoje piwo, jednak nie długo – po krótkiej chwili odpłynął. Przeniósł się do świata rozważań dotyczących sensu świata i sensu tej misji, postawił sobie również pytanie. Po co? Dokładnie, po co taką sprawą miała by się zajmować wataha najemników, zdał sobie sprawę z tego iż nie jest tu tak potrzebny jak mu się wydaje i zadecydował zrezygnować z tej roboty. Położył dwa srebrniki na blacie stołu po wzięciu ostatniego sowitego łyku piwa i wyszedł ocierając w między czasie swoją brodę. Tuż przed drzwiami machnął tylko ręką i udał się na trakt w stronę Wolenville, czuł że może dziać się tam coś ciekawego, w końcu dobre kilka tygodni zajęło mu przybycie tutaj. Kto wie ile mogło się zmienić. Liczył na łut szczęścia, a mianowicie spotkanie w jakiś magiczny sposób tego samego przewoźnika, który go tu dostarczył, jednak zdawał sobie sprawę z tego, że szanse tego są takie same jak to, że po wyjściu z karczmy spotka smoka i zarżnie go gołymi rękoma.
z/t
Awatar użytkownika
Breiva
Posty: 264
Rejestracja: 03 gru 2012, 14:18
GG: 37377517
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37917#37917

06 lip 2013, 16:48

MG


Marvin wrócił do karczmy mniej więcej wtedy, gdy zawitał do niej Leonard. "Ojciec" był już umyty i nie straszył buszem na głowie oraz nieprzystojną wonią, jednak dalej nie zanosiło się na to, by ktoś kwapił się do gry z tym indywiduum. Bywalcy jakoś tak instynktownie przenieśli się na ławy w głąb obszernej sali, a hoża karczmareczka gdzieś się zapodziała.
Co gorsze, dzban piwa, który niosła, też się zapodział. Marvin westchnął i odgarnął z twarzy mokre włosy. Pachniały czymś ziołowym i leśnym. Niestety las wonieje, prócz kwiecia i igliwia, także aromatem zwierzęcych odchodów. Zielarz był wysoce niezadowolony, ponieważ moczył się w balii, a dalej nie udało mu się w pełni pozbyć tego smrodku podróży.
Podróży z Leonardem, dodajmy.
– Ja z tobą zagram – mruknął, rzuciwszy się na ławę. Torbę postawił obok siebie. – Dowiedziałeś się już czegoś? Słuchałeś plotkujących bab?
Sam nie miał okazji, w końcu się mył.
– Nie podoba mi się ta wioska – wyznał, pochyliwszy się do przodu. Nie była to dobra decyzja. Leonard może i umył się z zewnątrz, ale jego oddech wciąż piorunował. Marvin odkaszlnął i pogrzebał chwilę w swojej sakwie, a potem rzucił na stół mały woreczek.
– Mięta, szałwia – zaczął wyliczać. – I coś tam jeszcze, nie interesuj się. Żuj tę mieszankę. Możesz połknąć, nie zaszkodzi ci, byle nie za dużo, bo przeczyści. Polepsza walory zapachowe oddechu.

***

Tymczasem Adrena nie miała tyle szczęścia. Bo o ile mężczyźni bezpiecznie siedzieli w karczmie, rżnąc w karty o kilka orów, które postawił Marvin, o tyle dziewucha niemalże została potrącona. Rozszalała kobieta wyskoczyła dosłownie znikąd, biegnąc z kiecką w rękach. Unosiła jej rąbki tak wysoko, że błyskały nagie, blade, niezbyt gładkie łydki. Kobieta miała na twarzy wyraz krańcowego przerażenia i rozpaczy, a chustka rozplotła się na jej głowie w trakcie biegu. Spadła tuż przed Adreną, którą niewiasta minęła, nawet chyba nie zauważywszy przeszkody. Tylko refleksowi dziewczyna zawdzięczała fakt, że nie została rozdeptana.
– Ludzie! – wrzeszczała tamta. Kierowała się niechybnie w stronę karczmy. Logika nakazywałaby… pójść za nią.
Kiedy ktoś tak okropnie krzyczy, wiedz, że coś się dzieje.
– Ludzieeee! Nieszczęście! – darła się. Wzięła głęboki oddech i… – TRUUUUP!
Awatar użytkownika
Adrena
Posty: 42
Rejestracja: 11 cze 2012, 00:52
GG: 6642235
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1968

06 lip 2013, 20:15

Kiedy usłyszała słowa mokrej kupki kłaków udającej człowieka, Adrena była po pierwsze zażenowana. Jej usta otworzyły się ze zdumienia, prawdopodobnie nadając jej twarzy mało inteligentny wyraz. Nie zdążyła się do końca pozbierać, kiedy dziwaczna istota zniknęła, brnąc w stronę centrum wioski. I tym razem nie udało się jej długo cieszyć samotnością – o mało nie została stratowana przez pędzącą w pośpiechu niewiastę. Dziewczyna z trudem utrzymała równowagę, a przepłoszony królik zniknął w chaszczach, nie wiadomo czy bardziej przerażony hałasem czy nagłym ruchem. Adrena śledziła maniakalne ruchy kobiety i uważnie słuchała jej okrzyków, niezwykle przykuwających uwagę. Przelotnie przyjrzała się kierunkowi z którego przybiegła kobieta ale w końcu postanowiła podążyć za nią i dowiedzieć się czegoś więcej o tym nowym nieboszczyku. Nerwowo wyciągała przed siebie rękę aby zaczepić nieznajomą, ale za każdym razem wstyd zwyciężał. Postanowiła poczekać aż baba, jak każda inna w tej wsi, zacznie gadać.

Prawdę mówiąc, nagromadzenie zwłok w tej wsi robiło się powoli nie do zniesienia.
Awatar użytkownika
Leonard
Posty: 189
Rejestracja: 24 wrz 2012, 16:18
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2214

07 lip 2013, 13:05

Nie tego spodziewał się po graniu w karty. Liczył na jakiegoś grubego waszmościa, którego orżnie z ubrań pieniędzy i noclegu. Zamiast tego grę zaproponował mu Marvin. Sprawiał wrażenie jak gdyby opiekował się niedołężnym ojcem. Bolało to Leonarda. Nienawidził był ciężarem. Leniwie żuł zielsko patrząc na rozdanie.
-Szach, możesz mi już oddać kosę. – Rzucił swoje karty na stół. Mały poker. Co z tego, że rozdanie było ustawione, a między kolanami grajek ściskał parę asów?
– Myślisz, że jakakolwiek plotkująca baba miałaby ochotę gadać z bosym , bladym i mokrym dziwakiem? Gówno się dowiedziałem, mogłeś się tego spodziewać.
Spojrzał na swoje ubranie nadal był boso, lecz przynajmniej zdążył wyschnąć.
– Idę po buty. Gdybym nie wrócił, masz opiekować się moją lutnią. Skoro jeździsz po świecie przynajmniej naucz się grać. – Położył ją na stole rozsypując karty. Wstał, a twarz miał nietęgą. Wyraźnie coś go gryzło.
Ruszył do pomieszczenia z balią. Nie obchodziło go, że zza drzwi dobiegały pluski. Wpadł do środka, a mocząca się w wodzie niewiasta zaczęła piszczeć.
-Zamknij japę, ja tylko po sandały. – Leżały kopnięte w kąt. Złapał je, lecz nie chciał zakładać ich tutaj. I tak za chwilę zleci się tu jakiś motłoch bohaterów i przepędzi starego zbereźnika.
– I tak jesteś gruba. – Rzucił na pocieszenie i wyszedł przez okno.
Włóczył się chwilę po wiosce w poszukiwaniu swojego konia. Zastanawiał się czy warto wrócić do Marvina. Był zażenowany klątwą, wsią i sobą. Niekoniecznie w tej kolejności. Znalazł pana konia w niedalekiej odległości od karczmy i już wspinał się na jego grzbiet. W niedalekiej odległości jakaś stara baba podniosła jazgot. Chuj jej w dupę. I odjechał.
z/t
Awatar użytkownika
Breiva
Posty: 264
Rejestracja: 03 gru 2012, 14:18
GG: 37377517
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37917#37917

10 lip 2013, 21:58

MG


Mówią, że medycy mają osobliwy "instynkt". Takie przeczucie, zwłaszcza jeśli chodzi o wyślizgiwanie się dusz z objęć ich chciwych palców. A tu proszę. Nie zauważył. Nie spostrzegł się nawet, kiedy Leonard wyfrunął, pozostawiwszy mu tę przeklętą lutnię. Marvin siedział w karczmie długo, zdążył wypić piwo i dopiero gdy widział dno dzbanka, coś zaczęło mu nie pasować. Wybiegł na dwór, ale nie znalazł konia Leonarda.
– Kurwa mać! – warknął, kopiąc jakiegoś bogom ducha winnego kurczaka. Zwierzak obejrzał się na niego z urazą. – Wybacz, bracie mniejszy. Ale KURWA MAĆ!
Energicznym krokiem ruszył tam, gdzie poleciała jazgocząca baba. Z, a jakże, lutnią. Skoro Leonard zwiał, to przynajmniej należy się zaopiekować jego instrumentem. Był tak wściekły i rozczarowany, że niemal nie zauważył Adreny.
– A ty co? – wywarczał. – Szukasz przygody?
Cóż, było to cokolwiek wieloznaczne.
Obrzucił ją szybkim spojrzeniem – niebrzydka. Ale nie gustował. A Leonarda dalej nie było, więc był wciąż niewyobrażalnie wściekły. Czuł się… porzucony? Zdradzony?
– Chcesz kupić lutnię? – wypalił. – Oględziny trupa dorzucę w prezencie.
Awatar użytkownika
Adrena
Posty: 42
Rejestracja: 11 cze 2012, 00:52
GG: 6642235
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1968

12 lip 2013, 21:30

Adrena była cokolwiek spłoszona, kiedy wyraźnie zdenerwowany mężczyzna zaczepił ją w dość wulgarny sposób. Ale zdenerwowani ludzie mają to do siebie, że często wystarczy im prowadzenie monologów, więc znacznie ułatwiali jej sprawę.
Przyzna, spłoniła się ale jego uwaga o trupie sprowadziła ją na ziemię.
- Najpierw trupy, a potem interesy, dobrze?
Wskazała palcem na oddalającą się kobietę. Cały czas wytężała też słuch żeby usłyszeć co też baba plecie, bez problemu doganiając otyłe babsko w jej krucjacie przeciwko niewiedzy bliźniego. Adrena miała po cichu nadzieję, że za tym nagłym zgonem nie stało wspaniałe wilczysko, które spotkała wcześniej.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3796
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

08 gru 2013, 23:58

MG

Krótki epizod z pojawieniem się w Zielonej Wodzie wionącego niesamowitym, niemal winnym bukietem Leonarda dobiegł końca, a po samym od siedmiu boleści bardzie nie pozostało nic, prócz ciągle unoszącego się w powietrzu ciężkiego zaduchu osoby, która przeszła zbyt wiele w zbyt krótkim czasie i przy zbyt małym udziale mydła oraz ciągle ściskanej przez imć Marvina lutni. Oferowany Adrenie instrument nie spotkał się jednak z zainteresowaniem łuczniczki, która miała wszak swoją misję. Niełatwo było odwieźć ją od celu, do którego osiągnięcia zaczęła dążyć już w kilka chwil po pojawieniu się w wiosce. Niestety, na razie nie była bliżej rozwikłania tej zagadki niż przed przyprowadzeniem do Zielonej Wody zaginionego Olena. Chłopiec nie powiedział jej niczego na temat dość nieprzyjemnego zdarzenia, którego był świadkiem, choć cały czas wyglądał, jakby coś go trapiło – i wcale nie był to widok krwi, zemdlała kobieta w ciemnej sukni czy szok wywołany wszechobecną w tym miejscu śmiercią. Nie pozostawało nic innego, jak zostawić go samopas, szczególnie, że zgromadzona na cmentarzu gawiedź zaczęła dziwnie na Adrenę spoglądać.

Po tym, jak kapłani zabrali do świątyni lecącą przez ręce pannę, tłumek wieśniaków stopniowo tracił zainteresowanie całą sprawą, za kolejną atrakcję obierając sobie właśnie nowoprzybyłą. Widać było, że Olen się do niej garnie, a wieść o zasługach łuczniczki w sprowadzaniu go na miejsce obiegła już wszystkie chaty, jednak przybysze z zewnątrz zawsze byli właśnie nimi – przybyszami z zewnątrz. Niczym więcej, niczym mniej, przynajmniej dopóki nie zamieszkiwali na stałe przy danym osiedlu ludzkim. Zresztą, Adrena mogła intrygować nie tylko łaknącą sensacji ludność wiejską, o tym jednak próżno było mówić więcej – jaka dziewoja była, każdy widział.

Usuwająca się w cień wydarzeń panna zdecydowała się udać do świątyni, jednak napotkana, żywo konwersująca grupa bab nijak nie zamierzała jej pomóc. Były wyraźnie czymś zaaferowane, a wkrótce i wybawicielce Olena przyszło dowiedzieć się, co wywołało wśród nich takie poruszenie. Wioska stanęła na głowie, a nagromadzenie różnego typu niecodziennych wydarzeń osiągnęło punkt krytyczny. Odnalezienie się Olena, trup na cmentarzu, zemdlała przy nim kobieta oraz pojawienie się Leonarda z Marvinem – wszystko to musiało zostać przedyskutowane, a tym właśnie zajmowało się napotkane przez łuczniczkę koło gospodyń. Paplały tak żywo, że nie miały nawet możliwości odpowiedzenia dziewczynie na jej proste przecież i grzecznie zadane pytanie.

Wspomniana kulminacja nastąpiła, gdy przez niemal cąłą główną ulicę wsi przebiegła drąca się wniebogłosy kobiecina. Kolejny trup w ciągu zaledwie kilku minut! Sprawa była o tyle dziwna, że, jak mówił sołtys, pech uderzył w Zieloną Wodę już jakieś trzy miesiące temu, a dopiero dzisiejszego dnia nastąpiło aż tak duże jego nasilenie. Gawiedź spod cmentarza ruszyła zbitą masą w stronę, z której przybiegło ciągle krzyczące opętańczo babsko. Adrena nie dowiedziała się z coraz mniej składnych, a wydawanych przez kobiecinę odgłosów niczego nowego. Widząc wypadającą z „Zielonego Koguta” Erię, która z całych swych, a, warto dodać, niemałych, sił przystąpiła do prób uspokojenia zszokowanej wieśniaczki z łatwością doszła do wniosku, że póki co nie ma tutaj niczego do zrobienia.

Gdyby zechciała podążyć za tłumkiem bezbłędnie nawigujących w miejsce zdarzenia tłuszczy, zaszłaby z nimi aż na skraj przywioskowego lasku. Posłyszałaby strzępy rozmów, szuranie chłopskich trzewików, niecierpliwe pochrząkiwania i pomrukiwania. Zobaczyłaby twarze ludzi przerażonych, ale zgiętych strachem nie o swoje życia, lecz grozą, jaką uświadczyć można było przy czytaniu obrazowych kronik bitewnych. Mieszkańcy wsi nie bali się jeszcze tak bardzo, jak powinni. Jeszcze. Po chwili się to zmieniło.

Ktoś cofnął się w tył, wpadł na drugiego; obaj przewrócili się w błoto. Inny zbladł, zawołał coś, kolejny rzucił kilka słów o Lorven, Protektorce Dusz. Tłum zafalował, złamał szyk, odciągnięto kobiety. Zostali tylko najwytrwalsi, a i oni szybko zrezygnowali, niektórzy z wybitnie niemrawymi wyrazami odciśniętymi na swych nieskażonych zwykle głębszymi myślami twarzach. W leśnej ściółce leżało coś, czego nikt nie był w stanie oglądać z bliska. Widok ten tłumaczył poniekąd emocjonalną reakcję kobiety, którą teraz opiekowała się Eira.

Powiadają, że im trup starszy, tym gorzej wygląda. Nie było w tym względzie przesady. Procesy gnilne nigdy nie były zbyt oszczędne dla urody. To, co dojrzeć mogła Adrena w miękkiej ziemi, było jednak jeszcze gorsze.

Zzieleniałe, przegniłe mięso, bezczelne, żerujące nań robactwo i smród nie były nawet takie złe. Odrazę budziła przede wszystkim treść jamy brzusznej leżącego na plecach denata, wydobyta z niego jak miąższ z przepołowionego chleba. Wyglądało to wszystko tak, jakby ktoś pozbawił martwego mężczyznę przedniej ściany brzucha od pachwin do żeber, pozwalając wszystkiemu, co zakrywała, swobodnie wypływać – bo właśnie półpłynna, a nie stała, była ta masa. Trup był stary, mógł mieć nawet kilka tygodni, co tłumaczyło jego żałosny stan, jednak zapach i stopień oraz typ zniszczenia tkanek nie były podobne do niczego, co na co dzień widziano w pełnej śmierci Autonomii Wolenvain. Ciało jawiło się jako obłożone klątwą samego Eeskara, boga plag. Bezwłosa ofiara zginąć musiała w męczarniach, rozkładając się od środka od silnych trucizn bądź nagłej choroby. Płytko zakopane ciało odsłoniły niedawne deszcze, umożliwiając jego odnalezienie.

Powietrze przeszył suchy, wyrazisty w nieruchomym powietrzu charkot wymiotującej pod którymś z drzew osoby, a niosąca się przez wieś atmosfera paniki oblepiła wszystkich jej mieszkańców. Szczęściem Adrena nie była już na nich skazana, bowiem w swej drodze na miejsce pochówku ofiary, o ile zechciałaby je odwiedzić, zobaczyła surowe mury świątyni Mealena, dokąd zabrali zemdlałą kobietę dwaj kapłani. Sprawa zaczynała się komplikować jeszcze bardziej, a zapadający już powoli zmrok kompletnie jej nie ułatwiał. Łuczniczka mimowolnie zadrżała na myśl o tym, że przyjdzie jej w Zielonej Wodzie spędzić noc.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 16 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 15 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerra z Derinu
Liczba postów: 52217
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1049
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: katrost
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.