Wieś Hałaśliwa Wólka

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Sigrida
Posty: 161
Rejestracja: 04 paź 2012, 15:58
GG: 1453715
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2235

Wieś Hałaśliwa Wólka

27 lis 2012, 23:06

Jedna z tych wsi, o których w ogóle się nie słyszy. Tylko uparci kartografowie zaznaczają je na mapie. Hałaśliwa Wólka, często mylona z Głośną Wólką (wiem, o tej też nikt nie słyszał) jest położona na trakcie między Aldhal i Nalin. No, na trakcie to za dużo powiedziane. Mieścinę widać z drogi, ale i tak nikt jej nie odwiedza. Tylko zdesperowani podróżnicy.

Osada prezentuje się bardzo szaro. Kilka budynków, świątynia nieznanego bożka i w centrum (nie mogło jej zabraknąć!) karczma. Gospoda, przybytek miejscowej kultury. Wieśniacy nie wyobrażaliby sobie bez niej życia – była ona miejscem spotkań, wymiany plotek i różnorakich gier hazardowych.

Obrazek
-------------------------------
MG
Blady świt. Wszyscy na nogach, we wsi jest naprawdę hałaśliwie. Wiadomo już skąd taka nazwa.
Kobiety płaczą, starsi panowie chodzą niespokojnie w tą i z powrotem, młodzi klną pod nosem. Panuje okropny rumor i zamieszanie, rozegrało się już kilka bójek. Każdy oskarża każdego, bo… ktoś spalił
karczmę. Jakoś udało się opanować języki ognia, ale siwy dym wciąż wzlatywał wysoko w niebo.

-Co teraz będzie… co to ma do cholery być!?
Krzyczał zdezorientowany wójt. Do jego izby wszedł kapitan straży, kurduplasty młodzik w kolczudze. Ukłonił się wójtowi i zaczął:
-Panie, piwa nie ma gdzie pić, więc w gardle zaschło. Daj pan trochę trunku!
Przedstawiciel wioski tylko spojrzał na niego gniewnie. O nic więcej nie prosił.
- Ekhm… tak, pożar karczmy to zapewne podpalenie. Zalecałbym…
Wójt odchrząknął.
- Łajno mnie to obchodzi! Kolejna próba podpalenia, tym razem udana! Trzeba znaleźć podpalacza. Wzmocnij straże, angażuj ludzi! Zrób coś do cholery, bo niedługo zastaniesz wioskę pustą!
Zbrojny ukłonił się i zabrał do roboty.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Nienazwana
Posty: 36
Rejestracja: 16 lis 2012, 20:22
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37347#37347

01 gru 2012, 15:37

Drobinki wody, które po kontakcie z odzieżą Bezimiennej momentalnie zamarzały, obciążały jej futrzany płaszcz do niemalże nieznośnego ciężaru. Nie wiedziała, ile już leci, ani jak daleko od kamiennego gmachu się znajduje, ale stwierdziła, że musi choć trochę obniżyć wysokość lotu, przynajmniej na tyle, żeby patrząc za skrzydłem gryfa móc dostrzec morze. Dała wyraźny, telepatyczny znak gryfowi, iż chce lecieć niżej. NI-ŻEJ. Skrzydlaty wierzchowiec chętnie posłuchał, i już po chwili chmury nie ograniczały widoczności zaskoczonej Nienazwanej, bowiem zamiast morza, jej oczom ukazała się potężna, wyglądająca na bezkresną, połać lądu. Obejrzała się za siebie, i faktycznie, kilkadziesiąt staj za nią widać było rozległe morze. Ziemia była pokryta grubą warstwą śniegu, jednak Bezimiennej to nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie – tereny te choć odrobinę przypominały jej rodzimą wysepkę. Nie było co prawda tak zimno, lecz zawsze to jakaś namiastka. Przeczesując oczami połacie terenu, jej wzrok przykuły kłęby czarnego dymu, mocno kontrastującego z nieskalaną bielą śniegu. Zdecydowała, że podróż już ją trochę nuży, a i nie zaszkodziłoby wrzucić coś na ząb, poza tym dym zwykle znaczył, że coś się paliło, lub ktoś palił kogoś, a na to zawsze warto było rzucić okiem. Mając świadomość, że pewnie i tak nie znajdzie tam nic do jedzenia, a ludzie, jeżeli byli tam ludzie, jej nie zaufają, wysłała gryfowi obraz kamienia lecącego pod kątem ostrym w kierunku ziemi.

"Młody" samiec zrozumiał bez problemu. Zatoczył szeroką pętlę, w jej ostatniej części składając skrzydła wzdłuż tułowia, by uzyskać jak najbardziej opływowy kształt, umożliwiający rozwinięcie największej prędkości. Bezimienna płasko przylgnęła do jego grzbietu i karku, obejmując go za dolną partię szyi tak, by nie spaść, ale jednocześnie nie dusić pikującego gryfa. Ich odległość od ziemi niebezpiecznie szybko zmniejszała się, jednak nie stanowiło to zagrożenia dla tak wytrawnego lotnika jak gryf, którego dosiadała Nienazwana. W szaleńczym pędzie jej włosy rozwiały się do tyłu, drobinki śniegu uderzały jej twarz, co wymusiło zamknięcie oczu, jednak skrzydlaty przyjaciel doskonale wiedział, co robi. Kiedy był w końcowej fazie lotu, nagle wysunął tylne partie swojego ciała przed siebie i szeroko rozłożył skrzydła, tak, żeby wytrącić jak największą część pędu. Kiedy poczuł się względnie stabilnie, wylądował, a Bezimienna uniosła powieki. Jej oczom ukazała się wioska, może nawet mieścinka, w której najbardziej widoczny był jeden obiekt – zwęglone bale, które kiedyś pewnie stanowiły jakiś budynek.

Nie myśląc o ewentualnych konsekwencjach płynących z mieszania się w sprawy obcych, rozejrzała się po wioseczce, i weszła do najbardziej okazałego budynku, który uznała za domostwo kogoś, kto rządzi w tej zapadłej dziurze. W drzwiach minęła się z kimś odzianym w zbroję, gryf grzecznie stał przed budynkiem. Weszła do izby, w której stał mężczyzna. Uznała za stosowne doń przemówić.
- Witaj. Wnioskuję, że jesteś w tej wsi kimś charakteru wodza? Widziałam dym, a ów zbrojny mężczyzna miał iście skupioną minę. Stało się coś? Masz jakiś problem?
Miała nadzieję, że będzie w stanie coś zrobić, być przydatną, choć przez chwilę.

Awatar użytkownika
Sigrida
Posty: 161
Rejestracja: 04 paź 2012, 15:58
GG: 1453715
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2235

01 gru 2012, 23:51

MG
[/oldsize]

Gdy przywódca straży, jak na psa przystało, wyszedł z izby z podkulonym ogonem, w pokoju wójta pojawiła się Nienazwana.
"Wódź", słysząc słowa kobiety, pogłaskał się po łysinie i… wybuchnął śmiechem.
-Naprawdę tego nie widzisz? Tak, mam problem!
Gdyby miał włosy, zapewne teraz wyrwałby sobie kępę.
-Ktoś nasrał mi na środku wioski i tego nie posprzątał! Teraz w całej wiosce śmierdzi łajnem. I nic nie mogę zrobić! Ludzie odchodzą, nikt nowy nie przychodzi… Ludzi z zewnątrz widujemy raz na kilka lat. Teraz będą przychodzić jeszcze rzadziej!
Wykrzyczał jej w twarz.

Wójt wpatrywał się w nią jeszcze kilka chwil. Nie wiadomo co wtedy kłębiło się w łysej głowie. Jednak, pewnie nic ważnego.
Usiadł z powrotem za swoim biurkiem i złapał za jakiś dokument.
-A teraz idź, mam sporo pracy.
Co do mojego problemu… Sprawa jest poważna. To nie zabawa dla małych dziewczynek. Nawet takich z mieczami.

Odetchnął głęboko i dodał:
-Nie bierz tego do siebie. To zadanie należy powierzyć prawdziwemu mężczyźnie, a nie nieznajomej dziewce.
Niewiasta chciała mu pomóc z podpalaczami! Jeszcze czego…
Wrócił do papierkowej roboty. Nie wiadomo dlaczego, ale pióro w ręku odstresowywało go bardziej niż szklanica dobrego alkoholu.
Awatar użytkownika
Nienazwana
Posty: 36
Rejestracja: 16 lis 2012, 20:22
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37347#37347

02 gru 2012, 00:31

Zaskoczona "niewiasta" zamrugała szybko oczami, niezmiernie zaskoczona odmowną, seksistowską, a przede wszystkim chamską odpowiedzią. Stwierdziła, że nikt, ale to nikt nie ma prawa odpowiadać na uprzejmą propozycję w taki sposób, dobyła miecza i z siłą bardziej kojarzoną z niedźwiedziem, niż z kobietą, wbiła go w deski, z których zbita była podłoga. Na dworze było zimno, toteż ostrze przecięło drewno tak, jakby poradziło sobie z e zwierzęcym tłuszczem. Posłała gryfowi telepatyczny obraz drzwi, przed którymi stał, bronionych przez niego. Wiadomość była prosta. Miał nie wpuszczać nikogo do środka. Szczerze wątpliwym była obecność kogokolwiek, kto mógłby stanowić realne zagrożenie dla gryfa w tak zapadłej wiosce. Nienazwana zdecydowanym, dzikim krokiem podeszłą do biurka, za którym przebywało opasłe cielsko wójta, szarpnęła za blat tak, że mebel poleciał w stronę ściany, zostawiając mężczyznę na krześle bez ochrony. Nie miał czasu zareagować, bowiem już po chwili jedną z wielu warstw tłuszczu stanowiących jego szyję, i z siłą właściwą "małej dziewczynce, nawet takiej z mieczem", uniosła go z krzesła, popychając w kierunku ściany. "Po drodze" poczciwy grubasek potknął się o własną nogę, i upadł tak, że jego pośladki głośno kłapnęły o drewnianą podłogę.

Nienazwana butem odtrąciła stojące krzesło, wyszarpnęła miecz spomiędzy desek, schowała go z powrotem za pas, i podeszła do siedzącego pod ścianą wójta, przykładając mu otwartą dłoń do policzka tak blisko, żeby poczuł bijące od niej nienaturalne zimno.
- Posłuchaj mnie, staruszku. Nie wiem, kim są te wasze wiejskie dziewki, ale ja nie jestem jedną z nich, i nie pozwolę się tak traktować. Jeżeli nie przyjmiesz mojej pomocy, będzie to twój ostatni błąd. Lepiej dwa razy pomyśl nad swoją kolejną odpowiedzią.
Chciała pomóc tym ludziom. Tak bardzo, że była gotowa nawet przejąć wioskę, w imię wyższych ideałów.

Awatar użytkownika
Sigrida
Posty: 161
Rejestracja: 04 paź 2012, 15:58
GG: 1453715
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2235

02 gru 2012, 02:15

MG
[/oldsize]

Wójt uznał, że sprawa jest zakończona. Od razu oddał się przyjemnej w jego mniemaniu pracy, w której rolę główną grały papiery, papiery… i jeszcze raz papiery.
Nie zauważył, że kobieta jeszcze nie odeszła. Wyobraźcie sobie zdziwienie na jego twarzy, kiedy został napadnięty. Nadął się jak balon i już chciał powiedzieć kilka niezbyt ważnych słów, ale… nie chciał powtórki z rozrywki. A dupsko bolało.

-Ma się rozumieć, pa-pa-pa-pani.
Grubasek, dziwnym trafem zaczął się przeraźliwie jąkać. Siedział chwilę w milczeniu, aż wreszcie zeszły z niego wszystkie nerwy. Rozluźnił ramiona i standardowo pomasował swoją łysinę. Właściwie, nie wiadomo po co to robił. Może chciał żeby lśniła jak diament?… Pewnie po prostu bał się, że któregoś dnia wybuchnie mu z nadmiaru stresu.
-Ostatnio doszło do dwóch podpaleń, z czego jedno było udane. Spłonęła karczma… teraz nic nie trzyma ludzi w mieście.
Rozmasował swoje obolałe pośladki.
-Jeśli chce pani pomóc, musi panienka poszukać podpalaczy i zaprowadzić ich pod topór sprawiedliwości.
Zaczął przywracać swój gabinet do ładu.
-To wszystko. Może pani zacząć od zaraz.
Awatar użytkownika
Nienazwana
Posty: 36
Rejestracja: 16 lis 2012, 20:22
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37347#37347

02 gru 2012, 03:04

Widząc wyraźną poprawę w zachowaniu łysiejącego jegomościa, Nienazwana wstała, a uzyskawszy informacje, które mogła uznać za wystarczające do rozpoczęcia "naprawy" wioski, wyszła z izby wójta, nie pomagając mu wstać czy ustawić meble w ich standardowym porządku. Już wiedziała, że nawet, jeżeli pomoże mieszkańcom tej mieścinki, kolejny konflikt ze starszym mężczyzną będzie nieunikniony – nie nadawał się do rządzenia, był stary, słaby, nie potrafił bronić swoich ludzi. To nie był materiał na kogoś zajmującego stołek władcy, nawet tak małej i niewiele znaczącej wioseczki jak Hałaśliwa Wólka. Wychodząc z chaty, poklepała po pierzastej szyi gryfa, dając mu do zrozumienia, że dobrze się spisał, i nie musi już dłużej bronić drzwi. Wiedziała, że nie zna prawie żadnej magii, więc będzie miała tylko dwa sposoby dowiedzenia się, kto był "nieostrożny" z ogniem. Wysłała kolejny obraz gryfowi, przedstawiający jego samego, lecącego nad terenami przyległymi do wsi. Nakazała mu szukać obozowisk, ognisk, czegokolwiek, co mogłoby świadczyć, że ktoś żyje lub ukrywa się w okolicach wioski. Sama podtruchtała do zbrojnego, z którym minęła się wcześniej w drzwiach, i przybierając pewną pozycję, z prawą dłonią opartą na głowicy miecza, patrząc strażnikowi prosto w oczy, przemówiła dźwięcznym, dobrze słyszalnym głosem, przepełnionym pewnością siebie, żelazną determinacją i swoistą pogardą dla nieudolności sił, które mogłyby jej zagrozić.
- Słyszałam, że ktoś spalił karczmę. Wiesz może coś więcej? Wyglądasz na jedyną osobę, która może wiedzieć, co tu się dzieje. Może gościli tu ostatnio jacyś dziwni przybysze? Lokalni z problemami? Zechciej mi powiedzieć, bowiem bardzo chciałabym pomóc temu miejscu i jego mieszkańcom. – wiedziała, że nie była zbyt przekonująca, jednak słowa przez nią wypowiedziane w połączeniu z jej postawą, dłonią trzymaną na mieczu i stali w głosie sprawiło, że nabrało to charakter rozkazu wydawanego przez osobę, która nie znosi nawet cienia sprzeciwu.
Tak po prostu, wiedziała, że są to prości ludzie, którzy zdyskryminują kobietę i oznaczą ją jako nieprzydatną w takiej sytuacji tylko ze względu na jej płeć. Prości ludzie, których było trzeba odrobinę przygiąć i pokazać, jak bardzo się mylą.

Awatar użytkownika
Sigrida
Posty: 161
Rejestracja: 04 paź 2012, 15:58
GG: 1453715
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2235

02 gru 2012, 14:32

MG
Wójt głęboko odetchnął. Ucieszył się, że nieznajoma odeszła.
Była pierwszą osobą, która go tak potraktowała. Pierwszą niewiastą, która odezwała się do niego inaczej niż "coś podać, panie?". Gdy doprowadził gabinet do ładu stał jeszcze przez chwilę z otwartą gębą, głęboko się zastanawiając. Może myślał o swoich błędach, o sensie wywyższania swojej płci? Za chwilę mogliśmy się przekonać:
-Głupia suka.
I wszystkie filozoficzne rozmyślania poszły w pizdu.

Gdy Nienazwana wyszła przed gmach budynku strażnik cudem opanował swój gromki śmiech. Wyprostował się dumnie i odrzekł:
-Jasne, że wiem, pani. Od rana zbieram każdą przydatną, przynajmniej w moim mniemaniu, informację.
Jednak, nie mam żadnego pewniaka.

Westchnął.
-Pierwszym tropem jest niewielkie obozowisko, które pojawiło się niedaleko wioski. Nikt jeszcze nie sprawdzał co się tam znajduje, więc zalecam odwiedzić.
Zmarszczył brwi. Wyglądał jakby intensywnie rozmyślał.
-Ach! Wieśniacy mówią, że niedaleko wioski pojawiło się stadko konio-ludzi. Te dzikusy mogły spalić naszą karczmę!
Uśmiechnął się.
-Mam nadzieję, że pomogłem. Widziałem, jak pani ustawiła wójta, więc chętnie zrobiłbym więcej, ale mam związane ręce.
Poprawił miecz, który nieznacznie wyślizgnął mu się z pochwy.
-To tyle. Jeśli pozwolisz, wracam na służbę!
Awatar użytkownika
Nienazwana
Posty: 36
Rejestracja: 16 lis 2012, 20:22
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37347#37347

02 gru 2012, 17:16

W końcu. Informacja, która rzeczywiście coś zmieniała, nadawała jej zadaniu choć krzynkę sensu, umożliwiała zrobienie czegoś ponad rzucanie staruszkami o ścianę. Gryf wypatrzył obóz, o którym strażnik zechciał wspomnieć, przekazując Nienazwanej informację o jego położeniu. Myślami nakazała mu jednak pozostać w powietrzu, ot, na wszelki wypadek. Szybkim krokiem ruszyła w stronę zagajnika, którego w miarę wyraźny zarys miała w umyśle. Nie miała czasu na zastanawianie się, czy czeka tam na nią pułapka, czy też nie, a podpalenie jest nieporozumieniem. Wiedziała tylko jedno – że musi działać, i być cholernie ostrożna.

Dochodząc do zagajnika, nie miała najmniejszych problemów ze zlokalizowaniem obozu – zdradził go blask wysokiego na kilka stóp ognia, wydobywającego się niechybnie z ogniska, wokół którego rozstawione były szałasy. Widoczne były sylwetki czegoś bez mała humanoidalnego, aczkolwiek Nienazwana nie mogła jednoznacznie określić, czy byli to ludzie, elfy, demony czy inne, nieznane byty. Przygotowując się do rzucenia zaklęcia, jej lewą dłoń oblało ciepło. Skoncentrowała się tak, jak tylko potrafiła, wytężając zmysły. Temperatura była w sam raz, tarcza nabrała siły, choć nie została jeszcze nawet aktywowana. Miecz w takich warunkach stawał się ostry jak brzytwa, a ona sama dużo wytrzymalsza i silniejsza. Nie chciała walczyć, jednak trzymała dłoń na rękojeści miecza, w geście nie tyle grożącym, co ostrożnym. Gdyby tylko cokolwiek leciało w jej stronę, natychmiast aktywowałaby tarczę i przystąpiła do walki. Tymczasem krzyknęła jedynie do kształtów stojących nieopodal.
- Chcę rozmawiać z waszym wodzem!
Gryf obniżył lot. Był gotowy do pikowania i przyszpilenia kilku przeciwników do ziemi, zanim ci zorientowaliby się, że bestia Devoulera spadła im na głowy.
Była gotowa zarówno do rozmowy, jak i do walki. Liczyła się tylko reakcja istot z obozu.

Awatar użytkownika
Sigrida
Posty: 161
Rejestracja: 04 paź 2012, 15:58
GG: 1453715
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2235

05 gru 2012, 17:51

MG
[/b]

Grupka odzianych w futra, masywnych mężczyzn, którzy pracowali na dworze była co najmniej zdziwiona nagłym pojawieniem się Nienazwanej.
Jeden z nich, widocznie nadzorca zmiany krzyknął coś do swoich ziomków, a ci od razu złapali za łuki.
-Nie szukamy zwady.
Odezwał się nadzorca niepłynnym wspólnym. Wskazał na jednego z łuczników mierzących w kobietę.
-Wybacz, względy bezpieczeństwa. Chodź za mną.

Mężczyzna ruszył przed siebie nie odrywając wzroku od ziemi. W końcu zatrzymał się gwałtownie i zaczął wpatrywać się w jeden z szałasów.
Mocno zacisnął pas i poprawił swoje ubranie. Spojrzał wyczekująco na Nienazwaną.
-Zostaw tu swoje żelastwo. Nikt ci go nie ukradnie, a z nim nie wejdziesz do szałasu.
Pierwszy raz od ich spotkania, nieznajomy uśmiechnął się.
-Jak już mówiłem, względy bezpieczeństwa.
Gdy (albo raczej jeśli) oddała broń mogła zobaczyć się z wodzem.
Był to mężczyzna bardzo podobny do nadzorcy, ale posiadał jedną charakterystyczną cechę. Jego twarz pokrywał zarost, którego krasnolud by pozazdrościł.
-W czym rzecz, dziecinko?
Odezwał się basowy głos.
Awatar użytkownika
Nienazwana
Posty: 36
Rejestracja: 16 lis 2012, 20:22
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37347#37347

09 gru 2012, 15:42

Nienazwana nie lubiła niespodzianek. Kiedy tylko mężczyźni stojący naprzeciwko niej dobyli łuków i naciągnęli cięciwy, w jej dłoni znalazła się dobrze znana rękojeść, nogi ułożyły się w nieco zgiętą, bojową pozycję, ręka tylko czekała na świst pierwszej strzały, by powędrować do przodu i zablokować ją, zaskakując przeciwników, zdobywając cenne sekundy. Świstu jednak nie było, zamiast tego podszedł jakiś przypadkowy mężczyzna, który przeprosił ją za pozorną agresję. Bynajmniej nie uspokojona Bezimienna zatoczyła widowiskowy młynek, używając doń zaledwie trzech palców i chowając ostrze do pochwy. Przez głowę przebiegła jej myśl, że będzie musiała jakoś nazwać ten miecz, by bardowie nie nadali mu później samodzielnie jakiegoś głupiego imienia. Weszła wgłąb obozu, i mimo, że nikt nie podniósł na nią ręki, czułą się nieswojo, jak ktoś obcy, niechciany. Gryf posłusznie dreptał za swoją panią, i może to właśnie on był powodem, dla którego nikt nie okazał się na tyle głupi, by przypuścić atak. Kiedy doszli przed jeden z szałasów, mężczyzna nakazał Nienazwanej porzucenie broni. Bardzo niechętnie odpięła miecz i położyła go obok szponu gryfa, przesyłając mu jasną i wyraźną informację, że gdyby ktokolwiek spróbował dotknąć broni, ma go zabić i natychmiast zaalarmować. Sztyletu nie odpięła – wiedziała, że tak długo, jak nosi swój cieplutki, futrzany płaszcz, ukryta broń pozostaje niewidoczna. Weszła do szałasu za "nadzorcą", gdzie przywitał ją brodaty mężczyzna w sile wieku, o głosie głębokim jak…jak coś bardzo głębokiego. Nazwał ją dziecinką, mimo, że młoda bynajmniej nie była. Gdyby tylko Bezimienna była świadoma swojego faktycznego wieku, pewnie właśnie parsknęłaby śmiechem. W obecnej sytuacji jednak postanowiła jedynie przemówić.
- Witaj. Maniery kazałyby mi się przedstawić, jednak nie posiadam miana. Przedstawię sprawę jasno. We wsi nieopodal spłonęła karczma, a wy żyjecie w obozie, w jakim zwykle kryją się drwale lub bandyci. Jako, że nie widzę u was pił i bali, a ponadto jest środek zimy, przybyłam zapytać, czy wiecie coś o tej sprawie, oraz kim, na Devoulera, jesteście.
Nie chciała im grozić. Wszystko, czego potrzebowała, to wiedza. Nawet, gdyby miała wydzierać ją siłą, bo była pewna, iż COŚ na pewno wiedzą.
Przecież nie żyliby poza wioską bez istotnej przyczyny.
Słońce schodziło coraz niżej. Temperatura spadała. Nienazwana czuła, jak jej ciało staje się silniejsze, a możliwości manipulowania mocą znacznie większe.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 20 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 18 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerra z Derinu, Kerreos
Liczba postów: 52217
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1049
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: katrost
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.