Wieś Hałaśliwa Wólka

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Sigrida
Posty: 161
Rejestracja: 04 paź 2012, 15:58
GG: 1453715
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2235

Wieś Hałaśliwa Wólka

27 lis 2012, 23:06

Jedna z tych wsi, o których w ogóle się nie słyszy. Tylko uparci kartografowie zaznaczają je na mapie. Hałaśliwa Wólka, często mylona z Głośną Wólką (wiem, o tej też nikt nie słyszał) jest położona na trakcie między Aldhal i Nalin. No, na trakcie to za dużo powiedziane. Mieścinę widać z drogi, ale i tak nikt jej nie odwiedza. Tylko zdesperowani podróżnicy.

Osada prezentuje się bardzo szaro. Kilka budynków, świątynia nieznanego bożka i w centrum (nie mogło jej zabraknąć!) karczma. Gospoda, przybytek miejscowej kultury. Wieśniacy nie wyobrażaliby sobie bez niej życia – była ona miejscem spotkań, wymiany plotek i różnorakich gier hazardowych.

Obrazek
-------------------------------
MG
Blady świt. Wszyscy na nogach, we wsi jest naprawdę hałaśliwie. Wiadomo już skąd taka nazwa.
Kobiety płaczą, starsi panowie chodzą niespokojnie w tą i z powrotem, młodzi klną pod nosem. Panuje okropny rumor i zamieszanie, rozegrało się już kilka bójek. Każdy oskarża każdego, bo… ktoś spalił
karczmę. Jakoś udało się opanować języki ognia, ale siwy dym wciąż wzlatywał wysoko w niebo.

-Co teraz będzie… co to ma do cholery być!?
Krzyczał zdezorientowany wójt. Do jego izby wszedł kapitan straży, kurduplasty młodzik w kolczudze. Ukłonił się wójtowi i zaczął:
-Panie, piwa nie ma gdzie pić, więc w gardle zaschło. Daj pan trochę trunku!
Przedstawiciel wioski tylko spojrzał na niego gniewnie. O nic więcej nie prosił.
- Ekhm… tak, pożar karczmy to zapewne podpalenie. Zalecałbym…
Wójt odchrząknął.
- Łajno mnie to obchodzi! Kolejna próba podpalenia, tym razem udana! Trzeba znaleźć podpalacza. Wzmocnij straże, angażuj ludzi! Zrób coś do cholery, bo niedługo zastaniesz wioskę pustą!
Zbrojny ukłonił się i zabrał do roboty.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Sigrida
Posty: 161
Rejestracja: 04 paź 2012, 15:58
GG: 1453715
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2235

09 gru 2012, 20:40

MG
[/oldsize]

Wódź pstryknął palcami. Wpatrywał się w Nienazwaną jak w obrazek, zresztą wyjątkowo bezczelny. Gdy skończyła swój wywód, nieznacznie wzruszył ramionami.
-Jesteśmy wolnymi ludźmi. Przenosimy swój obóz kiedy chcemy. Nie obchodzą nas problemy istot w około. Mamy swoje własne kłopoty.
Mogło się wydawać, że jego głos stał się jeszcze donośniejszy.
-Godzisz w honor mój i wszystkich moich towarzyszy. Nazywasz nas bandytami. Jak mam zareagować ja, twój gospodarz? Gdybym nie miękkiego serca, już byś nie żyła. Na twoje szczęście, jestem miłościwy. Nawet odpowiem na twoje drugie pytanie.
Podrapał się po głowie.
-Gówno mnie obchodzi jakaś karczma.

Przywódca wioski zawołał swojego syna. Nadzorcę, którego kobieta już znała.
-A teraz jeśli pozwolisz, mój pierworodny odprowadzi cię do wyjścia. Na bogów, nie rób kłopotów. Jak już mówiłem, nie szukamy zwady. Chcemy po prostu żyć, tak z dnia na dzień.
Nowo przybyły mężczyzna ukłonił się nisko. Spojrzał na Nienazwaną i delikatnie się uśmiechnął.
-Tylko nie zapomni swojej broni. Chciałem ci ją podać, ale twoje ptaszysko chroni tego żelastwa jak własnych jaj.
Wódź odchrząknął.
-Możecie iść.
Awatar użytkownika
Nevek
Posty: 49
Rejestracja: 23 paź 2012, 09:32
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2353

11 gru 2012, 18:40

Zima. To właśnie ta cholerna pora roku, kiedy zwierzyny jakby mniej, a mróz doskwiera na tyle, że nawet "spokojna konwersacja" z pojedynczymi pielgrzymami na traktach staje się trudniejsza, niż to zwykle bywa. Chcąc, nie chcąc – by nie zemrzeć z głodu, Nevek od czasu do czasu musiał zatrzymać się w przydrożnej tawernie, tudzież zapomnianemu przez bóstwa zadupiu. Tym razem jego zapasy były na tyle bliskie wyczerpaniu, że dalsze liczenie na uśmiech szczęścia nie miało sensu: nie miał innego wyboru, jak chwilowo przerwać podróż. Z braku innych możliwości – padło na Hałaśliwą Wólkę, którą zaszczycił swoją obecnością podczas bliżej nieznanego mu zamieszania. Tym lepiej dla niego: w tłoku, paradoksalnie, łatwiej o ofiarę.

Brązowy ryjek maski przyjemnie filtrował powietrze, dając złudzenie upragnionego ciepła. Nierównomierne kroki mężczyzny stawały się coraz pewniejsze im bardziej zaśnieżony trakt ustępował wydeptanej, znośnej drodze wioski. Chociaż dawne życie przyzwyczaiło go do chłodnych krypt, od zawsze nienawidził zimy. Zimy, zimna i pieprzonego śniegu, którego zawsze, ZAWSZE musiało napadać najwięcej tam, gdzie akurat przebywał. "Jeżeli nie mają ciepłej gospody, pozabijam" – mimowolnie przemknęło mu przez myśli. Trudno powiedzieć, czy faktycznie żartował.

Wieśniacy nigdy nie byli łaskawi, jeżeli chodzi o jego wygląd: albo przypominał im wędrownego błazna i diabeł wstępował w okoliczne dzieciaki, co dawało Nevekowi okazję poznania definicji prawdziwego strachu, albo prędzej mógł liczyć na zupełnie nieprzypadkowy cios widłami, niż kufel piwa podany z uśmiechem. Sam nie był pewien, której reakcji nienawidził bardziej – nic dziwnego, że gdy tylko ujrzał pierwszą żywą duszę, natychmiast otulił się szatą, zwijając prowizoryczny kaptur. Plan był prosty: nagrzać się, najeść, uzupełnić zapasy, w drogę. Nie ma sensu tracić więcej czasu w tej dziurze.

Sęk w tym, że plany Neveka rzadko dochodziły do skutku.

Mężczyzna odruchowo poprawił temblak z młotem – w oczekiwaniu, aż jego maska nie przypadnie komuś do gust. Nieco nerwowym wzrokiem rozglądał się dookoła, bacznie wypatrując miejscowych strażników. Był gotów.
Awatar użytkownika
Azur
Posty: 317
Rejestracja: 13 gru 2012, 21:38
GG: 21882886
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2374

16 gru 2012, 15:47

Mróz nie był taki zły. A przynajmniej lekki mróz który ledwo odczuwał. Popatrzył na swoje wielkie ręce i westchnął znużony. Kolejna wieś w której będzie musiał znosić zaczepki mieszkańców. Pewnie nie dostanie także miejsca w karczmie. Znów będzie musiał spać w jakiejś stodole czy też na powietrzu. Przez chwilę zastanawiał się czy aby na pewno mu to przeszkadza. Jego zaprawienie w takim życiu doszło już chyba do momentu w którym nie odczuwał tego jako dyskomfortu. Chciałby jednak chodź raz poczuć się jak u siebie. Krótko sapnął i zaczął bacznie obserwować wioskę. Wydała mu się dziwnie znajoma, widział już takich bardzo wiele.

Dotknął swego łuku jakby sprawdzając czy nadal tam jest. Mimo tego, iż cały czas czuł jego obecność na skórze nigdy nie dawała mu spokoju myśl, że zgubi go gdzieś w lesie. Zagwizdał poddenerwowany skoczną melodię którą zasłyszał niegdyś odpoczywając od polowań razem z kłusownikami których postrzegł w danym momencie na braci. Przypomniał sobie tekst… mówił on o miejscu gdzie zwierzyny jest dużo a wsie pełne są pięknych kobiet. Rozumiał potrzebę polowań ale po co komu piękne kobiety? Czasem wydawało mu się, że ludzie widzą w nich coś więcej niż przedmiot kopulacji… A czasem widział jak traktują je jak przedmioty. Raz nawet zastanawiał się czy gdyby miał taką kobietę to inni traktowali by go z większym szacunkiem. Usiadł na śniegu przytłoczony ilością kłębiących się w głowie myśli .Nigdy nie sprawiało mu problemu przebywanie w wioskach, znał zachowania wieśniaków ale zawsze był w większej grupie. Teraz jednak podróżował sam w poszukiwaniu swego celu. Wioska wydała się więc wielce interesująca. A przy okazji ten dziwny dym który zauważył na niebie… wydał się zapowiedzią czegoś większego.

Otrząsnął się jednak z zadumy i zaczął powoli iść w stronę wsi. Targające nim emocje stłumił do stopnia w którym jedyną oznaką zdenerwowania była ręka umieszczona na rękojeści maczugi. Wyobraził sobie, że znów kilku wieśniaków dostanie od niego solidne lanie. To uczucie przepełniło go wewnętrznym ciepłem i chęciom do działania.

Gdy był już zaledwie kilka kroków od wioski ukląkł i zaczął węszyć. Czuć było lekki swąd. Swąd spalenizny. Zmrużył swe i tak małe oczka. Coś tutaj nie pasowało. Zwykle to on powodował pożary wsi czy też rozboje. Ta odmiana była jednocześnie miła i tajemnicza. Zdał sobie sprawę, że ze względu na gabaryty pewnie widziało go już przynajmniej kilku wieśniaków. Wstał więc i raźnym krokiem wszedł do wioski czekając na rozwój wydarzeń.
Awatar użytkownika
Nienazwana
Posty: 36
Rejestracja: 16 lis 2012, 20:22
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37347#37347

17 gru 2012, 00:06

Nienazwana jeszcze raz, po raz ostatni, podejrzliwie spojrzała na mężczyznę, tym razem powstrzymując się przed rzuceniem rozmówcą o ścianę, zwłaszcza, że nie wyglądała ona na zbyt trwałą, przez co efekt nie byłby tak brutalny dla jego pleców. Obróciła się na pięcie i bezceremonialnie wyszła z pomieszczenia, w sposób, który bynajmniej nie wskazywał na to, iż uwierzyła w to, że tak po prostu sobie tu żyją i nic nie wiedzą o wypadku w Hałaśliwej Wólce. Podniosła swoją broń spod potężnej łapy gryfa, zgrabnym ruchem wskoczyła na jego siodło, i nie korzystając z możliwości bycia odprowadzoną "do wyjścia", skorzystała z własnej drogi, wkroczenie na którą niosło w konsekwencji potężne zamachnięcia skrzydłami, które przewróciłyby nieszczęśnika stojącego obok gryfa. O ile jakiś był na tyle głupi, by nie odejść, na co ani gryf, ani Nienazwana nie zwrócili zbytniej uwagi. W mgnieniu oka byli na wysokości mniej-więcej dwudziestu pięciu metrów, skąd mieli bardzo dobry widok na całą okolicę.

Dużo ostrzejszy od ludzkiego wzrok gryfa zauważył nieobecny wcześniej, spory kształt, kręcący się w okolicach wioski. Na pewno nie był orkiem, gdyż był nań zbyt duży. Nie wydawał się też być olbrzymem czy ogrem, bo te zwykle były znacznie większe. Może był młodym przedstawicielem jednej z tych dwóch ras, może jakąś ich fikuśną mieszanką? Ta, której pradawni nie nadali imienia, wiedziała, iż istnieje tylko jeden sposób dowiedzenia się tego, i obejmuje on nakazanie gryfowi pikowanie w tę stronę. Dziobaty radośnie załopotał skrzydłami, wysyłając do umysłu Nienazwanej falę radości, która jednak natychmiast umarła w kontakcie z jej smutkiem. Zniechęcony do dalszych starań pocieszenia swojej pani, skrzydlaty wierzchowiec zaczął nabierać szybkości. Mroźne, zimowe powietrze rozwiało włosy Bezimiennej, czuła, jak jej włosy powoli zamarzają. Odległość powietrznej szarży nie była jednak na tyle duża, by nieść ze sobą jakiekolwiek zagrożenie dla zdrowia Pozbawionej Miana. W końcowej fazie lotu, góra dziesięć metrów od ogroolbrzyma, szponiasty przyjaciel rozłożył szeroko skrzydła, gwałtownie hamując i wytracając siłę. Nienazwana, nie czekając, aż Dziobaty wyląduje, zeskoczyła z jego prawej strony, na wszelki wypadek kucając przy lądowaniu, choć przy skoku z takiej wysokości nie groziło jej absolutnie nic.

Unosząc się do pozycji stojącej dobyła miecza, i chwytając go odwrotnie, tak, że rękojeść ustawiona była w stronę nieba, a ostrze radośnie rozcinało śnieg pozostawiając za sobą ślad, będąc niesamowicie ostrym z uwagi na bardzo niską temperaturę białego puchu. Bezimienna zatrzymała się na mniej-więcej pięć metrów przed młodym ogroolbrzymem, obróciła w ręku miecz i wyciągnęła go w stronę bestii, tak, aby mogła poczuć moc bijącą od ostrza, o ile jej prymitywny, cokolwiek tępy umysł radził sobie z tak trudnym zagadnieniem, jak "moc". Nienazwana nie oczekiwała zbyt wiele po czymś, czego twarz wyglądała jak oblicze jednego z bytów, którymi straszyło się dzieci. Mając szczerą nadzieję, że to *coś* rozpoznaje ludzką mowę, uznała za stosowne przemówić.
- Czym jesteś, potworze, i czego tu szukasz?

Tuż za nią gryf rozglądał się, i doniósł jej o jeszcze jednej, nowej istocie w granicach wioski. Bez słowa ustalili, iż gryf pilnuje bytu, który miał mieć na imię Nevek, czego ani Nienazwana, ani dziobaty wierzchowiec nie wiedzieli, podczas, gdy Bezimienna postara się znaleźć wspólny język – czy to słowa, czy zmrożonej klingi – z ogroolbrzymem.
Nie chciała, by ktokolwiek bądź cokolwiek przeszkodziło jej w chwalebnej misji wyzwalania, w jej mniemaniu jednego z najważniejszych miejsc w Autonomii (o istnieniu której, nawiasem mówiąc, nawet nie wiedziała), Hałaśliwej Wólki.

Awatar użytkownika
Azur
Posty: 317
Rejestracja: 13 gru 2012, 21:38
GG: 21882886
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2374

17 gru 2012, 18:14

Popatrzył na kobietę z góry. Wydała mu się tak krucha jak łania stąpająca delikatnie po polu róż. I niebotycznie śmierdziała. Nie lubił tego zapachu, znał go z obozów. Cóż, skoro jednak coś do niego mówi to musi jej odpowiedzieć, z autopsji wiedział, że kobiety to ta bardziej narwana część ludzkości.
-Na potwora to Ty mi wyglądasz. Jestem trollem!-wypiął się jakby w dumie– Szukam tutaj celu. A Ty mi przeszkadzasz i do tego śmierdzisz. Czego ode mnie chcesz?
Zmarszczył nieznacznie brwi i powlókł wzrokiem po jej ciele. Nie była jakaś specjalna, niemal jak kobiety które sprowadzali łowcy ze wsi. A ten jej mieczyk… ciekawe po co nim celuje skoro widać, że ledwo go unosi.
Awatar użytkownika
Nevek
Posty: 49
Rejestracja: 23 paź 2012, 09:32
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2353

17 gru 2012, 19:10

"Zeżarłby" – niezbyt odkrywczo pomyślał Nevek, widząc kształt pikującego zwierzęcia w niewielkiej odległości. – "Ino trudno gada ukatrupić". Rozmiar przywodził na myśl jedno: pomijając już brak zdolności latania, zwyczajna sarna to to jednak nie była. Rzadkie kreatury miały to do siebie, że ich materiał organiczny nad wyraz często okazywał się o wiele ciekawszy w smaku, niż typowy pokarm mężczyzny. To trochę tak, jakby porównać jabłka z domowego sadu do egzotycznych owoców: nikt nie mówi, że jabłka są złe, ale coś nowego od czasu do czasu nie zaszkodzi. Zima i przykra wizja rychłego wyczerpania zapasów przywodziły więcej myśli o jedzeniu, niż Nevek powinien sobie na to pozwalać. Jakby nie patrzeć, znajdował się na obcym gruncie: wzorem byłoby zachowanie stuprocentowej czujności. Zamiast tego, mężczyzna rubasznie podrapał się po brzuchu.

Po poprawieniu szaty i prędkim przeszyciu okolicy wzrokiem, Nevek chwycił jedną z czerwonych fiolek przypiętych do pasa. Starając się nie zwracać na siebie uwagi, kilkukrotnie pstryknął palcem w szkło i energetycznie pomachał naczyniem, by po chwili zaczerpnąć z niego niewielką ilość płynu. Nie ma przecież nic gorszego od walki na głodzie – o tym zamaskowany zdołał się boleśnie dowiedzieć już kilkakrotnie. Względnie przygotowany, mężczyzna zakręcił się na pięcie, ostukał buty z nadmiaru śniegu i pospiesznym krokiem ruszył w stronę domniemanego lądowania. Co prawda – nie liczył na wiele, jednak sprawdzenie raczej nie zaszkodzi; tym bardziej, że przecież odwiedził tę wieś głównie w celu zaspokojenia swojego głodu, jakby nie patrzeć.

Zbliżając się do celu, wiejski zgiełk powoli zaczął ustępować odgłosom kłótni – co niepokojące, krzyki dobiegały z miejsca, gdzie Nevek właśnie się kierował. Postanowił nieco zwolnić tempo i z bezpiecznej pozycji wybadać sytuację, coby nie przyszło mu uciekać ze wsi, zanim na dobre zdążył w niej zagościć. "Tylko tego brakowało. Mięsa ni ma, a bitka sama mnie znalazła".

Cóż, na razie mięsa miały się bardzo dobrze, ku głębokiemu smutkowi mężczyzny. Gdyby tylko rzuciły się sobie do gardeł…
Awatar użytkownika
Sigrida
Posty: 161
Rejestracja: 04 paź 2012, 15:58
GG: 1453715
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2235

18 gru 2012, 19:49

MG
[/oldsize]

Byli w Hałaśliwej Wólce. Stolicy głupoty, zacofania i stereotypów.
Niedaleko wioski pojawił się troll. Koło tej samej wsi, w której rano spalono karczmę. Co mogły wywnioskować upośledzone głowy wieśniaków? Bestia, bezczelnie stojąca przy wejściu do ich domu, pali im sioło!
Nie mogli pozostać obojętni. Zgarnięto komando najsilniejszych i najbystrzejszych z nich i wysłano je na potwora.
-Spalić wroga! Spalić wielkonogiego!
Krzyczały rozjuszone przygłupy.

Blask pochodni był coraz bliżej. Nowym gościom tego uroczego miejsca mogłoby się wydawać, że już czuli ich ciepło.
Z szeregu wyskoczył najodważniejszy z wieśniaków. Wypiął swój jedyny mięsień – ten piwny i machnął widłami, jakby nadziewając niewidzialnego wroga.
-Ty łuskowaty kurwisynie, zapłacisz nam za karczmę!
Wrzasnął. Po chwili odezwał się drugi:
-Piwsko też popsułeś, bo szczynami śmierdzi, o!
Na potwierdzenie swoich słów wyjął wypełnioną złotym płynem butelkę i oblał potwora.
-Sam sobie to, kurwa twoja orcza mać, pij!
Po chwili dołączyły się inne głosy. Cały, wiejski chór. Poszły w ruch kamienie… jeśli ktoś ich nie uspokoi rozszarpią Azura na strzępy. W najgorszym wypadku, on zrobi to z nimi.
Awatar użytkownika
Nienazwana
Posty: 36
Rejestracja: 16 lis 2012, 20:22
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37347#37347

18 gru 2012, 20:26

Okazało się, że owo wielkie, ogroolbrzymowe *coś* jest niczym więcej, jak trollem. Było to nieznane jak dotąd Bezimiennej potworzyszcze, jako, że nigdy wcześniej nie spotkała przedstawiciela tejże rasy – na jej rodzinnym Farendorze nigdy nie spotkała niczego większego od Wielkiego Kana, najpostawniejszego z mieszkańców osady. Nie biorąc pod uwagę, rzecz jasna, ostatecznej zagłady wioseczki. W umyśle Nienazwanej kłębiły się myśli. Powinna zaatakować trolla? A może zaryzykować i okazać pasywność, jednocześnie oddając mu inicjatywę? Wiedziała, że nie może myśleć zbyt długo, bo niepewność będzie oznaczała automatyczny wybór tej drugiej opcji.

Rozważania przerwała jednak gromada wieśniaków, którzy zaczęli rzucać w ogroolbrzyma kamieniami, wykrzykiwać obelgi i grozić spaleniem. Bynajmniej nieprzekonana do winy bestii, pomimo jego niebudzącej zaufania aparycji, postanowiła wziąć jego stronę. Szybkim ruchem ostrza zatoczyła szerokiego młyńca i dostawiając stopę do stopy, podskoczyła tak, że stała dwa kroki w przód i w lewo przed trollem, tak, że była w stanie zablokować szarżujących wieśniaków, jednocześnie wciąż mogąc uniknąć ataku zza pleców, gdyby potwór wpadł na wyjątkowo głupi pomysł zaatakowania jej. Gryf, czując zmianę pozycji Pani, uznał za stosowne spuszczenie z oczu Nevka i wolne, choć groźnie wyglądające przemieszczenie się do boku Bezimiennej.
- Jeżeli ktoś go tknie bez dowodów, wyrżnę was wszystkich. Jak psy. – chciała mówić jak najprostszym językiem, możliwie treściwym. Takim, który prosty gmin zrozumie. Bo chociaz wcale nie czuła sympatii do bestii, nie zamierzała pozwolić na zabicie czegokolwiek bez uczciwego przedstawienia mu winy – czy to człowieka, czy elfa, czy ogroolbrzyma, zwanego potocznie trollem.

Awatar użytkownika
Azur
Posty: 317
Rejestracja: 13 gru 2012, 21:38
GG: 21882886
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2374

18 gru 2012, 20:47

Popatrzył znudzony na wieśniaków. Nawet nie poczuł zaskoczenia. Zagadkowe wydało mu się jednak zachowanie kobiety. Podrapał się po głowie nie wiedząc co poczynić. Mimowolnie zaczął wygwizdywać melodię nauczoną przez łowców gryfów. Miała ona uspokoić poddenerwowane zwierze… Zwykle jednak nie działała a delikwent był szybko zjadany przez trochę przydużego ptaka. Coś nie dawało mu jednak spokoju. Czy to, że wstawia się za nim kobieta znaczyło, iż ją posiadł? A może po prostu stała się jego stadem? Zmarszczył brwi jeszcze bardziej. Zaczął powoli wyciągać rękę do maczugi tak by móc w razie czego obronić się przez ciosami.

-Kurwisynem nie jestem. Przynajmniej z tego co się rozeznaje. A za te obelgi powinienem wam poobcinać jaja. Ale nie w tym mój cel. -Spojrzał na Nienazwaną.– Jesteś od nich inna… jesteś mi w stanie wskazać cel?
Awatar użytkownika
Nevek
Posty: 49
Rejestracja: 23 paź 2012, 09:32
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2353

18 gru 2012, 21:15

"Oho, to może być ciekawe", mimowolnie pomyślał Nevek, obserwując zaistniałą sytuację. Co prawda – był daleko od zrozumienia, dlaczego groteskowa parka jeszcze przed chwilą miała się tłuc, a teraz niemal rzuca się sobie w objęcia, lecz uznał tę wiedzę za całkowicie zbędną. Za to doskonale zdawał sobie sprawę, jak niepozornie zabójczy może być tłum rozwścieczonych wieśniaków, którzy bronią nie tylko kilku domów, ale – w ich mniemaniu – całego swojego życia. Genialne, trollu, genialne; wmów prostym ludziom, że mamusia z tatusiem taką rasę posiadali przypadkiem, a ich wieś nawiedzasz tylko przejazdem, pokojowo! Gdzieżby, jakże jedyny troll w okolicy mógłby spalić wam nieszczęsną karczmę?

Są sytuacje, że trzeba… cóż, spieprzać. Najszybciej, jak się tylko umie. Złota zasada, którą – jak widać – nie każdy zna.

Chętka na pierzaste rosła. Mężczyzna nie był pewien, czy w pojedynkę uda mu się ubić latającego gada, dumnie kroczącego przy równie wydumanej paniusi. Kto mówi, że musi walczyć sam? Miło się złożyło: miał przed sobą armię rozjuszonego chłopstwa, która tylko czekała, by jakiś skromny bodziec wyrwał ich z chwili moralnej zadumy. A cóż wyrywa lepiej, niż "NA POHYBEL SUKINKOTOM! TROLL KŁAMCA, TROLL PODPALACZ, ORCZA DZIWKA!" wykrzyczane na całe gardło? Oczywiście, by nie narobić sobie potencjalnych wrogów i nie zwrócić na siebie zbytniej uwagi, starał się nadać wrzaskowi w miarę wiejski akcent i profilaktycznie wtopić się w otoczenie. Czy to drzewo, czy kant domostwa, czy niewielki tłumek gapiów: dowolna zasłona wystarczyła, by tłum nie zdał sobie sprawy, że to nie ich swojak przekazuje te jakże oświecone treści, a dziwoląg nie lepszy od linczowanej trójki.

"Zobaczymy, jak z tego wybrniecie, kochasie".

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 18 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 17 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerra z Derinu
Liczba postów: 52217
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1049
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: katrost
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.