Wieś Hałaśliwa Wólka

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Sigrida
Posty: 161
Rejestracja: 04 paź 2012, 15:58
GG: 1453715
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2235

Wieś Hałaśliwa Wólka

27 lis 2012, 23:06

Jedna z tych wsi, o których w ogóle się nie słyszy. Tylko uparci kartografowie zaznaczają je na mapie. Hałaśliwa Wólka, często mylona z Głośną Wólką (wiem, o tej też nikt nie słyszał) jest położona na trakcie między Aldhal i Nalin. No, na trakcie to za dużo powiedziane. Mieścinę widać z drogi, ale i tak nikt jej nie odwiedza. Tylko zdesperowani podróżnicy.

Osada prezentuje się bardzo szaro. Kilka budynków, świątynia nieznanego bożka i w centrum (nie mogło jej zabraknąć!) karczma. Gospoda, przybytek miejscowej kultury. Wieśniacy nie wyobrażaliby sobie bez niej życia – była ona miejscem spotkań, wymiany plotek i różnorakich gier hazardowych.

Obrazek
-------------------------------
MG
Blady świt. Wszyscy na nogach, we wsi jest naprawdę hałaśliwie. Wiadomo już skąd taka nazwa.
Kobiety płaczą, starsi panowie chodzą niespokojnie w tą i z powrotem, młodzi klną pod nosem. Panuje okropny rumor i zamieszanie, rozegrało się już kilka bójek. Każdy oskarża każdego, bo… ktoś spalił
karczmę. Jakoś udało się opanować języki ognia, ale siwy dym wciąż wzlatywał wysoko w niebo.

-Co teraz będzie… co to ma do cholery być!?
Krzyczał zdezorientowany wójt. Do jego izby wszedł kapitan straży, kurduplasty młodzik w kolczudze. Ukłonił się wójtowi i zaczął:
-Panie, piwa nie ma gdzie pić, więc w gardle zaschło. Daj pan trochę trunku!
Przedstawiciel wioski tylko spojrzał na niego gniewnie. O nic więcej nie prosił.
- Ekhm… tak, pożar karczmy to zapewne podpalenie. Zalecałbym…
Wójt odchrząknął.
- Łajno mnie to obchodzi! Kolejna próba podpalenia, tym razem udana! Trzeba znaleźć podpalacza. Wzmocnij straże, angażuj ludzi! Zrób coś do cholery, bo niedługo zastaniesz wioskę pustą!
Zbrojny ukłonił się i zabrał do roboty.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

27 gru 2012, 16:38

//Bogowie, ale bałagan. Wyjaśnijmy tę sytuację, aby nie było niedomówień. Azur utrzymywał, że czeka na posta od strony Sigridy, ale, jak widzę po jego poście, bardziej przydałby mu się post Neveka, bo sesja w naturalny sposób przeszła chwilowo w tryb gry swobodnej, przynajmniej wedle moich ustaleń. W każdym razie, zniechęcił się tym oczekiwaniem i postanowił edytować swojego posta, dodając do niego z/t. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie był akurat w interakcji z Nevekiem, do którego przemówił (w zupełnie nieklimatyczny sposób, bo trolle nie mówią tak pięknie, jak on to przedstawił, ale ja nie o tym). Nie dał mu szansy na odpowiedź, nie wytłumaczył też powodów tej nagłej ucieczki. Cała jego dopisana akcja została opisana w bardzo naciągany sposób.
Nie chcę nikomu cofać postów, więc po rozmowie z Azurem postanowiłem, że musi on jeszcze raz edytować swego posta powyżej, aby akcja jego wyszła bardziej naturalnie, dając Nevekowi jakąś okazję do pociągnięcia tego wątku. Do edytowanego posta Dar'rana nic nie mam, ponieważ nie ja MG-uję tę sesję. Gdyby tak było, połowa jego akcji nie powiodłaby się, jednak teraz jest na to już za późno, bo nasz Dar skacze z lokacji na lokację, z sesji na sesję i z wątku na wątek jak pie*dolony króliczek, co dawno już powinno zostać utemperowane przez MG.
Jeżeli Nienazwana poczuje potrzebę dodania czegoś do swojego posta, może to zrobić, jednak może też napisać posta po Neveku (o ile Sigrida zezwoli na chwilowe przejście do gry swobodnej), który z kolei powinien odnieść się do akcji Azura. Nie widzę, aby jej post jakoś bardzo nie pasował do sytuacji nawet po tej niefortunnej edycji posta przez Azura, więc nie ma konieczności jego edycji. Jej postać czeka na rozwój sytuacji pomiędzy Azurem a Nevekiem, a z racji rejterady tego pierwszego ten drugi zakończy ową sytuację swoim postem, co może zostać odpowiednio skomentowane przez Nienazwaną w jej poście, dzięki czemu cały wątek odzyska namiastkę stabilizacji.
Nieważne, co postanowicie, mam nadzieję, że ta przygoda zostanie wkrótce ogarnięta. Jeżeli nie przez Sigridę, to przez Was samych. W moim odczuciu sesja, w której właśnie „siedzicie” nie należy do szczególnie udanych, więc podziwiam Wasze samozaparcie i umiejętność samodzielnego stawiania przed postaciami wymyślonych przez siebie celów przy praktycznie zerowej pomocy MG. Azur i Dar'ran nie wytrzymali, ale mam nadzieję, że Wy (Nienazwana i Nevek) jakoś dacie radę, pomagając Sigridzie w prowadzeniu tej sesji.
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

29 gru 2012, 00:16

MG

Wieś Hałaśliwa Wólka. I dobrze została dobrana ta nazwa. W istocie, dzisiaj było hałaśliwe jak nigdy dotąd i pewnie żaden z wieśniaków nie zapomni tego dnia do końca swego marnego żywota spędzonego na wiązaniu ledwo końca z końcem. Pierw pojawiła się tajemnicza kobieta, która nie dość, że zagroziła wodzowi, to jeszcze poruszała się na dziwnej, skrzydlatej bestii. Któż widział takie dziwy? Ni to ptak, ni to smok. Opierzone i z wielkimi, ostrymi pazurami oraz dziobem, który mógłby rozerwać ludzkie ciało na drobne strzępy. Jakiś demon. Potwór z Czeluści najczarniejszych zesłany przez mrocznych czarnoksiężników. Niewiasta też wydawała się być podejrzana. Cuchnęła magią. Walczyła jak rosły mąż. Kto to widział, aby piękna kobieta potrafiła posługiwać się bronią? Piękna i zabójcza. Pewnie wampir jakiś. Lub inny pomiot.

Później przybył zamaskowany mężczyzna. Maska to oznaka, że człowiek ma coś do ukrycia. Twarz złoczyńcy. Twarz kryjącą się w mroku i niechętną światłu. A mrok to zło. O północy demony i wampiry wychodziły na żer porywając zwierzęta i małe dzieci. Nie można zaufać zamaskowanym nieznajomym. Przynoszą tylko głód i śmierć. Są zwiastunami złego losu. I tak też się stało.

Troll natomiast to było już za wiele. W dodatku potrafiący mówić. Co i tak nie zmieniło faktu, że potwór przybył, zabił i uciekł, pozostawiając za sobą tylko martwe, rozgniecione ciała. Ciała, które były synami, mężami i ojcami . Gdy tylko troll biegiem opuścił wioskę, wypowiadając parę słów…przeprosin. Tak, przeprosin po uprzednim brutalnym zamordowaniu czterech mężczyzn. Wszyscy zaczęli uciekać. Nienazwana oraz Nevek mogli dostrzec, jak kobiety biegną do swych domów, zabierają dzieci na ręce i uciekają w tylko sobie znanym kierunku z zapłakanymi twarzami. Starzy mężczyźni ratowali dobytek. Młodzi chcieli rwać się do bójki, lecz surowe głosy ojców ostudzały ich temperament. W bardzo krótkim czasie wiosko opustoszała. Nie całkowicie naturalnie. Pozostali najstarsi lub też najmężniejsi – w ich własnym przekonaniu. Wierząc, że z drewnianą pałką pokonają tajemniczych przybyszów. Nie rozumieli czemu im to zrobili. Żyli sobie spokojnie w swojej małej wsi. A tu znikąd takie nieszczęście. Bogowie musieli być naprawdę rozzłoszczeni.

Żywioł opadł niczym kurz. Zawiał mroźny wiatr sypiąc płatkami śniegu w twarz Nienazwanej oraz maskę Neveka. Wraz z zimnym wiatrem niósł się niknący krzyk zrozpaczonych wieśniaków uciekających jak przerażone bydło. Oczywistym było, że prędzej czy później natrafią na jakiś niewielki patrol żołnierzy. Być może już byli w drodze? Grupkę patrolującą odcinek drogi między Nalin, a Aldhal. Następnie wraz z nimi wrócą do wioski. I właśnie. Co dalej? Spotkają nieznajomego w masce oraz kobietę z gryfem? Wywiąże się kolejna walka? A może ich już nie będzie i wieśniacy powrócą do swych domów, rozpowiadając o dziwach tego straszliwego dnia.

Nienazwana oraz Nevek musieli podjąć decyzję. Kobieta musiała sobie zdawać sprawę, że nikt już nie przyjmie jej pomocy. Nie po tym, czego była sprawczynią. Chciała im pomóc, lecz los zwrócił przeciw niej własne dobre intencje. A co do zamaskowanego…któż wie, co czai się pod tą maską?

z/t
Awatar użytkownika
Nienazwana
Posty: 36
Rejestracja: 16 lis 2012, 20:22
GG: 36159745
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37347#37347

29 gru 2012, 09:44

Czekając na rozwój rozmowy na płaszczyźnie troll-zamaskowany, uwadze Nienazwanej umknął jeden detal – tłum zaczął się rozpływać, przerzedzać. Zauważyła to dopiero gdy zbiorowisko zniknęło całkowicie, jakby nigdy go tam nie było – jeżeli nie liczyć kilku sztuk ludzkich zwłok w różnym stanie i mnóstwa śladów stóp na kruchym, sypkim od mrozu śniegu. Kolejną rzeczą, jaka miała zdziwić bezimienną córę Północy było zachowanie trolla, bowiem Nienazwanej nie miało być dane czekać na jego reakcję – po wygłoszeniu przydługiej przemowy o poszukiwaniu celu, nie czekając na odzew obrócił się na pięcie i odszedł w, z racji godziny, bynajmniej nie siną dal. Nieco zaskoczona zachowaniem bestii Bezimienna patrzyła jeszcze przez moment w miejsce, w którym stał potwór, po czym wzruszyła ramionami i oddała się chwilowej kontemplacji na temat tego, co powinna robić dalej. Nowe zagrożenie w wiosce zostało zażegnane, tuż po tym, jak stanęła w jego obronie, zabijając dwóch wieśniaków.
Raczej nie przysporzyło mi to ich sympatii.
Rozejrzała się po wsi. Dopiero zmierzchało, a temperatura nie była tak niska – przyjemny chłodek. Przynajmniej tak odbierała ją Nienazwana, a warto wspomnieć o miejscu, z którego przybyła, gdzie porę roku odznaczającą się porównywalnymi temperaturami określano późną wiosną. Nie, to nie przed mrozem chowali się miejscowi. To ona, ona i ów zamaskowany mężczyzna stanowili dla nich prawdziwe zagrożenie. Karczma przestała istnieć w ich umysłach. Uj, zbudują sobie nową. Niech tylko te skrzydlato-zamaskowano-piękne potwory odejdą. Jak najdalej. Niech bilans trupów na dzisiaj zakończy się tak, jak wygląda w tej chwili.

Nienazwana nabrała rozkosznie lodowatego powietrza w płuca, rozkoszując się tym, jak jej krew krąży szybciej, serce bije mocniej a mięśnie zdają się wytrzymać dalece więcej. Wiedziała już, że im nie pomoże, że czego by nie zrobiła, będą widzieli jedynie krew dwóch z nich, spływającą po klindze jej miecza, że choćby przyciągnęła im za kołnierz złoczyńcę odpowiedzialnego za pożar, dla nich to ona będzie tą prawdziwą winną, tą złą.
Zatrzaśnięte okiennice i prawdopodobnie zaryglowane drzwi mówiły same za siebie. Nie chcemy cię tutaj, północna przybłędo. Wracaj skąd przyleciałaś na swoim demonie-mordercy. Nie chcemy cię tutaj. Nie chcemy.

Nienazwana nie lubiła być niechciana. Mogła walczyć z całą wioską, wyrżnąć wszystkich, spalić chaty i zwłoki, jednak nie była tego typu. Wybitnie nie chcieli jej pomocy, jednak teraz nie był to jeden przygłupi grubas, który nie widzi potrzeby całej wioski i należy go do przyjęcia pomocy delikatnie zmotywować, lecz wszyscy jej mieszkańcy, jak jeden mąż zabarykadowani w swoich domach. Nie szukając wzrokiem zbrojnego, który pomagał jej na początku, o którym bogowie* najwyraźniej zapomnieli w ferworze wydarzeń, położyła jedną stopę na grzbiecie gryfa i odbiła się nią, przesuwając nogę kawałek dalej, tak, by objąć udami kark dumnego władcy niebios. Dziobate stworzenie czując znajomy dotyk ciała i umysłu pani wzniósł się na tylnych łapach, unosząc masywną pierś i wydał z siebie charakterystyczny, orli dźwięk, po czym mocno i pewnie odbił się od zmarzniętej ziemi, wtórując wysiłkowi łap mocarnym machnięciem skrzydłami, które nadało im całkiem zacnej prędkości wyjściowej. Sekunda za sekundą, uderzenie za uderzeniem, gryf łopotał coraz silniej, coraz głębiej, przyspieszając ich lot. Nienazwana znów zmuszona była do wzniesienia niewielkiej tarczy z energii, mającej za zadanie ochronić jej twarz przed pokaleczeniem drobinkami lodu, które przy tak wysokiej prędkości mogły być naprawdę niebezpieczne dla nieosłoniętej, ludzkiej skóry. Nie martwiła się o wierzchowca-przyjaciela – gryfy potrafiły znieść znacznie więcej. Gdy w końcu wzbili się na wysokość wystarczającą do obserwowania wszystkiego z zadowalającej perspektywy, Nienazwana omiotła wzrokiem okolicę. W stronę Wólki zmierzał niewielki oddział, jednakże nie uznała za stosowne zbliżanie się doń. Hałaśliwe miejsce, którego nazwa była w tej chwili co najmniej nieadekwatna należało uznać za zamknięty rozdział i jak najszybciej opuścić.

Najchętniej w stronę tego nieco widmowego światła na południu, które, kto wie, może okaże się nieco mniej zbarbaryzowanym terenem.
Do, wciąż nieznanego jej z nazwy, Wolenvain.
Nakazała gryfowi lecieć płasko i chyżo. Niedługo będzie trzeba zatrzymać się i coś zjeść.
Niedługo. Jeszcze nie. Ku Wolenvain!

z/t
* – Sigrida :c
Anememememe, jeżeli chcesz dalej MGować poczynania Nienazwanej, niedługo zawitam do Minaloit, ominąwszy WV. Tam będziesz mógł przywitać mnie chlebem i solą od strażników lub próbą zbutowania przez lokalny element, wedle uznania.
Awatar użytkownika
Nevek
Posty: 49
Rejestracja: 23 paź 2012, 09:32
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2353

30 gru 2012, 00:58

"MÓJ LATAJĄCY SKURWYSYN!" – wrzasnął rozpaczliwie Nevek, widząc oddalające się kontury nietypowej pary. Nie będzie dziś obiadu. – "Mogliście się chociaż, cholera, pożegnać", powiedział sobie pod nosem, powoli rozglądając się po okolicy. Natura poskąpiła mężczyźnie tak sprawnych nóg do spieprzania, jakie raczył zaprezentować troll, a los nie ofiarował mu latającego chowańca – nie mógł sobie ot-tak umknąć, ignorując głód i mróz. Całe szczęście, że jego sytuacja nie była tragiczna. Wzruszył ramionami, pociągnął podrażnionym nosem. "Nikogo jeszcze nie zabiłem – z perspektywy hołoty jam jest pieprzony bohater, który przegonił psich synów, co to im pobratymców zarżnęli!" – pomyślał Nevek, w zadumie nad obecnym poziomem swojego udupienia. – "Cóż, do pierzastego się może nie dobiorę, ale coś z tej dziury jeszcze wyciągnę".

Prosty lud – proste sposoby, by go do siebie przekonać. Pewnie, mógłby zamordować jakiegoś chłopka za stodołą i uzupełnić swoje zapasy bez najmniejszego problemu, ale znacznie więcej zabawy przynosi zdobycie zaufania wieśniactwa. A zwłaszcza pokojowe przejęcie ich dóbr materialnych na fali sztucznego zasłużenia – i to z podziękowaniem! Właśnie: uczta na jego cześć to to, czego teraz potrzebowało nienasycone ego mężczyzny do odpowiedniego połechtania.

Wystarczy krzyczeć "SKANDAL! ROZBÓJ W BIAŁY DZIEŃ!" i równie chwytliwe hasła, by okoliczna ludność – miejmy nadzieję – nie uznała cię za zbrodniarza, a raczej ich specjalnego, wsiowego bohatera na obecne pięć minut. Zbliżając się do chłopstwa, Nevek przybrał śmiertelnie poważny nastrój, mruknął przenikliwie i rzekł uroczystym tonem: "Tak być nie będzie! Prowadźcie do starosty". Gdy we wsi burdel, to tylko do starosty, jak to pięknie mawiają.

W głębi ducha Nevek umierał ze śmiechu. "To będzie długi dzień, bardzo długi dzień". Czerwona maska kusiła założeniem. "Kurwa".
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

30 gru 2012, 03:01

MG

Nienazwana zdała sobie sprawę, że nic już więcej tutaj nie osiągnie. Nie ważne jak szlachetne miała początkowe intencje. Jak mawia pewne przysłowie: Siłą nikomu nie pomożesz. Spalenie karczmy było teraz najmniejszym zmartwieniem zarówno dla kobiety, jak i mieszkańców wsi. Ci, którzy nie uciekli obserwowali cały czas kobietę zza dziur w drewnianych ścianach swych chałup. Pozbawiona imienia wzbiła się na swym gryfie w powietrze i ujrzała patrol. A przynajmniej tak jej się zdawało. Tak naprawdę była to grupka uciekających wzdłuż traktu wieśniaków. Żadnego oddziału nie ujrzała, lecz to naturalne, że wzrok może być omylnym na takich wysokościach. Zresztą – niewiasta powinna dziękować wszystkim bogom. Tylko by jej brakowało, aby na dokładkę rozesłano po nią listy gończe. Tym jednak nie zawracała sobie już więcej głowy odlatując w tylko sobie znanym kierunku.

Pośrodku wsi pozostał Nevek wraz z czterema zmasakrowanymi ciałami przynoszącymi na myśl krwistą papkę wymieszaną ze śniegiem. Wraz z odejściem nieznajomej oraz jej straszliwego, skrzydlatego stwora, parę osób wyszło ze swych chat, rozglądając się niepewnie. Bali się wyjść poza progi drzwi, zerkając tylko na siebie w niepewności jakby wyczekując na potwierdzenie, czy już jest bezpiecznie. Zamaskowany zbliżył się do najbliższego wieśniaka i rzekł mu, co miał do powiedzenia. Ten przełknął głośno ślinę i zamarł jakby zastanawiając się czy uciekać, czy odpowiedzieć. Z rozdziawioną gębą patrzył z niekrytym strachem w maskę przybysza. Po chwili chłop przełknął głośno ślinę i uciekł wzrokiem gdzieś w bok.

Do wodza to tam – odpowiedział słabym głosem, wskazując brudnym paluchem największy budynek ze wszystkich (a tych i tak było niewiele) Można powiedzieć zwyczajny dom, bo nie chałupa, o czym świadczył spiczasty, drewniany, lekko brązowy dach. Całość naturalnie została wykonana z drewna, lecz nie takiego, jak okoliczne chaty – popękanego, kruchego, cienkiego i dziurawego. Drewniane ściany były jednolite i moce. Być może nie piękne, lecz spełniały swoją powinność. Do sporych drzwi wejściowych na ganku prowadziły schodki na palach. Całość była otoczona niskim płotkiem pozbawionym bramy, a z tyłu budynku dobiegały odgłosy świń oraz kur.

I zaraz po udzieleniu tej informacji chłop wrócił do swojej chałupy, trzaskając mocno drzwiami. Najwidoczniej Nevek przeliczył się marząc o uczcie na swoją cześć oraz licząc na wdzięczność chłopów. Nikt jakoś specjalnie nie kwapił się do składania podziękowań zamaskowanemu mężczyźnie, który wzbudzał więcej negatywnych odczuć aniżeli pozytywnych, o ile jakiekolwiek.



z/t
Awatar użytkownika
Nevek
Posty: 49
Rejestracja: 23 paź 2012, 09:32
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2353

05 sty 2013, 21:07

"NIEWDZIĘCZNIK!", pomyślał Nevek w odpowiedzi na reakcję wieśniaka. "Podszedłem do zabójców i WSZYSCY uciekli – nie mówcie, że tylko ja tu widzę, kurwa, związek". Przekonany o swoim bohaterstwie, mężczyzna pomaszerował w stronę niezbyt okazałej siedziby wodza, zamaszyście wymachując kułakami. Czuł się niczym zwycięski wojownik na defiladzie, niczym ostatnia ostoja ludzkości, niczym weteran wojenny, który właśnie miał odebrać nagrodę od samego Króla Świata i na zawsze spocząć na laurach.

…A potem przypomniał sobie, że właściwie nic nie zrobił i prawdopodobnie nic za to nie dostanie. No cóż. Warto spróbować.

Nie czekał na zaproszenie, jednak w żadnym wypadku nie uznał, że musi się przesadnie spieszyć. "Nie będę przecież dyplomatyzował na głodnego, coby na starostę przypadkiem się nie rzucić" – Nevek myślami usprawiedliwiał sobie kolejne marnowanie zapasów. Nie mógł przecież wytrzymać kolejnej minuty bez pociągnięcia błogiego, czerwonego płynu z fiolki, nie – nie byłby sobą. Co prawda, nie zawsze się tak zachowywał – teraz jego zmysły i pragnienia łechtały skutki srogiej pory roku oraz sam fakt, sama natarczywa myśl, że przyszedł tu poradzić sobie ze swoimi potrzebami. Na razie kiepsko mu to wychodziło. Liczą się chęci? Mężczyzna z ukojeniem pokręcił głową, poprawiając maskę.

Po szybkim posileniu, jego groteskowy marsz przerodził się w trucht, podczas którego zamaskowany pokracznie przeskoczył niewielki płot. Jeżeli ten "mur" miał za zadanie chronić wodza przed agresorami, średnio mu to wychodziło. Nie zastanawiając się dłużej nad strategicznym znaczeniem drewnianego ogrodzenia, mężczyzna pospiesznie doskoczył do drzwi domostwa. Po krótkim wahaniu, załomotał energicznie. Nie czekając na jakąkolwiek potencjalną reakcję jego mieszkańców, wywrzeszczał jednym tchem: "TROLL, DZIWKAISMOKZABILIWAMOSIEMNASTULUDZI, AJAICHPRZEGONIŁEM". Po momentalnym zastanowieniu, dodał nieco ciszej: "No, może czterech".

Nevek od zawsze był mistrzem sprawiania dobrego pierwszego wrażenia.
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

05 sty 2013, 22:57

MG

Wójt, zwany wodzem, przyglądał się całej sytuacji zaistniałej pośrodku wsi przez niewielkie okno w swoim pokoju na górnym piętrze. Wolał przebywać tu niż tam. Było źle. Karczma spalona, paru ludzi zabitych, spora część mieszkańców uciekła, a teraz jeszcze pozostał jakiś dziwak w masce. Cholera, zaklął – idzie tutaj – pomyślał, puszczając firankę. Szybkim krokiem zszedł na parter zatrzymując się przed drzwiami, w które właśnie Nevek – delikatnie ujmując – zapukał, krzycząc przy tym doniośle.

Wójt spiął brwi gładząc się po krótkiej bródce. O ile ten ktoś nie posiada nienaturalnej siły lub nie miota z dłoni kulami ognia, drzwi nie ustąpią przed nim. Może czuć się w miarę bezpiecznie. Kto wie, kogo tym razem przygnało? Najpierw ta wariatka z tym opierzonym stworem, później troll, teraz to. Lepiej się nie wychylać. I tak narobił sobie kłopotów. Gdy wróci Pan dostanie dotkliwą karę za samą utratę karczmy, nie mówiąc o reszcie. Potrzebował winowajcy, na którego byłby w stanie zrzucić całą winę. W końcu…czyż nie o to chodziło od samego początku? O uchwycenie podpalacza?

Uśmiechnął się samemu do siebie kiwając głową. Tak, tak. Musi tylko znaleźć jakiś sposób. Po chwili wpadł mu do głowy pewien plan.

Chwileczkę! – krzyknął miłym głosem, kierując się do kuchni – Już, zaraz, miły Panie! – powtarzał głośno przeszukując szuflady. W końcu znalazł woreczek. Doskonale.

Wybiegł z kuchni i wrócił przed drzwi biorąc głęboki wdech. Przystanął, uspokoił się. Poprawił włosy, a raczej to, co mu z nich zostało i wygładził swoją nieco już wystrzępioną, zielonkawą tunikę.

Odryglował drzwi i otworzył je, kłaniając się nieznajomemu. Przełknął ślinę widząc maskę z tak bliskiej odległości, lecz nie dał po sobie poznać żadnych oznak zestresowania, a wręcz przeciwnie. Jego uśmiech promieniował radością zaś oczy bezmierną wdzięcznością. Zrobił zapraszający gest.

Proszę, wielki bohaterze. Niezmiernie rad jestem, żeś przegonił te straszliwe potwory. Pozwól, że cię ugoszczę w swoich skromnych progach i porozmawiamy o twej dzielności.

Mężczyzna wprowadził Nevka do środka. Przywitał go duży przedpokój urządzony w dość skromny, acz typowo wiejski sposób. Drewniane ściany zdobiły zwierzęce trofea oraz pojedyncze obrazki zaś na pierwsze piętro prowadziły szerokie schody. Na lewo i na prawo widać było okrągłe wejścia wiodące do innych pomieszczeń.

Wójt na moment wyszedł na ganek i krzyknął coś do jednego z wieśniaków. Następnie wrócił i zamknął za sobą drzwi, nie zasuwając ciężkiej zasuwy. Cóż teraz miał do powiedzenia Nevek?

z/t
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3805
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

14 kwie 2014, 17:33

MG

Demon Arhelianos postąpił wedle rozkazu istoty, która przywołała go do tego świata. Choć nie był jej podporządkowany, ich pragnienia pokrywały się. Bestia była zbyt głupia bądź zbyt butna, aby obawiać się Anemetiusa nawet mimo jego oczywistej przewagi. Z pewnością w jej rogatym łbie już teraz tworzył się plan uzyskania jeszcze większej niezależności. Teraz jednak potwór zdecydował się na współpracę. Chociaż motywacja jego niedoszłego pana była dla niego niezrozumiała, nie miał powodu, aby się mu sprzeciwiać… jeszcze.

Las Wisielców wypełnił się opętańczym trylem spłoszonych ptaków. Aura demona była tak mocna, że znajdujące się w jego pobliżu zwierzęta wpadały w istny obłęd. Wytrzeszczone ze strachu oczy tysięcy mieszkańców kniei wpatrywały się w niego ze wszystkich stron. Stworzenia latające spadały na ziemię, miotając się w dziwacznych konwulsjach, zające wbiegały prosto pod jego nogi, a oszalałe jelenie odbijały się od drzewa do drzewa. Bestia siała chaos nawet tam, gdzie nigdy nie miał on wstępu, była wynaturzeniem. Na trakt iquański wyszła w miejscu, gdzie ledwie kilka mil dzieliło ją od Hałaśliwej Wólki. Wyczuwający śmiertelnych demon od razu podążył w kierunku tego malutkiego osiedla ludzkiego.

Później mówiono, że to sami bogowie pogniewali się na wioskę, sprowadzając na nią doszczętne zniszczenie. Wypalona ziemia, zmasakrowane ciała i zgliszcza chat to jedyne, co pozostało w tym ongiś pełnym życia miejscu. Przejeżdżający przez to miejsce kupcy nie potrafili uwierzyć w to, o czym zapewniały ich zmysły. Hałaśliwa Wólka przestała istnieć. Wieści o pojawieniu się demona rozniosły się błyskawicznie – lądem, wodą i magią. Mobilizacja sił była szybka, jednak nie tak szybka, jak Arhelianos. Wiedział o tym, że mógłby zniszczyć setki takich wioseczek, jedna po drugiej, a małe ludziki nadal nie zdążyłyby zareagować. Zamiast tego wolał jednak zapaść na powrót w gęstwiny, formując swój własny, zdradziecki plan. Jego duma nie zadowoli się masakrowaniem bezbronnych, niebędących wyzwaniem przeciwników. Dał Autonomii Wolenvain czas, aby rozpoczęła poszukiwania, aby posłała przeciw niemu całą swą siłę, nieświadoma tego, że w tym miejscu to on rozdawał karty. Uwielbiał, gdy go nie doceniano.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

15 kwie 2014, 16:58

MG

Karawana mozolnie toczyła się do przodu, wędrówka powoli zaczynała się zapewne uprzykrzać zarówno Slaviusowi, Omivalowi, jak i nawet Azurowi, który mimo bycia istotą o zdecydowanie nadludzkiej kondycji dawno nie miał okazji na takie wędrówki. Nie chodziło nawet zresztą o ogólny fakt zmęczenia, ale zwyczajne znudzenie, który wywołane było koniecznością ciągłego chodu, krótkich przerw na odpoczynek i skrzypienia jadącego przed nimi wozu. Zapewne gdyby nie kilkuosobowa piesza grupa karawana posuwałaby się nieco szybciej, jednak ktoś uznał, iż te dziewięć osób będzie potrzebne w Wolenvain, więc nie było dyskusji.

Monotonia ich podróży została przerwana zadziwiającym widokiem. Nieopodal traktu znajdowała się dobrze znana każdemu, kto tędy często podróżował wieś – Hałaśliwa Wólka. Znajdowała się. Gdy karawana dotarła w jej okolice oczom wędrujących ukazały się spalone chaty, ziemia i obraz ogólnej pożogi. Niewiele mogli dostrzec poza zgliszczami i śladami po czymś, co nasuwało na myśl najazd jakiegoś wojska. Jednak jakież wojsko mogłoby najechać wieś w środku Autonomii?

Na miejscu zdołali napotkać kilka osób. Krążący nerwowo wśród zgliszczy rycerze ostatecznie dowiedzieli się, iż na wioskę spadł istny gniew bogów, a ogromny demon ukazał się znikąd i zmiótł ją z powierzchni ziemi. Czym zawinili jej mieszkańcy, że spotkał ich tak okrutny los? Tego już nikt nie miał się dowiedzieć. Wieści o straszliwej bestii, która krążyła po okolicy nie zachęcały do pozostania we wsi zbyt długo. Cała karawana szybko uwinęła się z odjazdem i w nadzwyczajnym tempie, jeśli porównać je do wcześniejszego, ruszyła dalej.

Ludzie byli zmęczeni, ale nikt nie śmiał wspominać się o zatrzymywaniu się jeszcze przez dłuższy czas. Czas, który mijał nieubłaganie i w drodze do prowadzącego do Wolenvain promu podróżujący napotkali kolejny zadziwiający widok – w pobliżu mostu, znanego jako Lwi Bród formowały się wojska. Ani Azur, ani też żaden z pozostałej dwójki mężczyzn, czy tym bardziej idący z nimi wieśniacy nie widzieli wcześniej czegoś takiego.

Rycerze krążyli na swoich koniach pokrzykując, inni ludzie biegali pieszo to w jedną to w drugą stronę, ogólny gwar niósł się po okolicy, a oczom wędrujących ukazały się setki ludzi, którzy zdawali się gotować do bitwy. Aby zrozumieć ruch, jaki panuje w takim obozowisku trzeba go zwyczajnie ujrzeć. Rozstawione namioty w różnych barwach, wrzawa, ćwiczący mężczyźni, modlący się mężczyźni, pijący mężczyźni, śpiący mężczyźni, mężczyźni zapraszający do siebie prostytutki, dla których takich obóz bywał istnym żerem. A pośród tego wszystkiego także paladyni. Coś w tych ludziach sprawiało, że szybko odróżniało się ich do reszty. Może była to postawa, może faktyczne przejawy świętości, a może coś jeszcze innego.

Grunt w tym, że ujrzeli najprawdziwszy obóz, który wskazywał tylko na jedno – zebrała się armia. Jakie były jednak powody tego przedsięwzięcia? Czyżby demon, o którym krążyły wszystkie te plotki zmierzał w tę stronę?

// Azur, Omival, Slavius – to jest koniec, jeśli o moje posty dla was. W tym momencie jesteście już na miejscu i gdy rozpocznie się sesja Infiego możecie bez obaw wkroczyć wprost w jej temat. Nie zgińcie. Przynajmniej nie wszyscy.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 17 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 17 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52248
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.