Varti

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3796
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Varti

31 sty 2013, 21:03

Widok spalonej wioski nie wydawał się w Autonomii Wolenvain niczym szczególnym. Po wojnie z Imperium Agstusu, która zakończyła się tak szybko, jak się rozpoczęła, wiele siedzib ludzkich nadal pozostało niezamieszkanych, ponieważ nie znalazły się osoby, które chciałyby je odbudować. Im dalej na zachód, tym tego typu obrazków było więcej. Chłopi, co prawda, przywiązani byli do swej ziemi i w ostatecznym rozrachunku zawsze prędzej czy później wracali na stare miejsca, jednak proces ten ciągle był w toku, a chłop nie mógł pracować, jeśli nie miał pana. Każda wojna zbierała swój plon. Spalić wioskę było łatwo, natomiast spalić całe miasto… To już niemała sztuka.

Historia położonego na skraju Pustyni Śmierci Varti zakończyła się niespodziewanie latem roku 410 Ery Feniksa, kiedy to wojska Zachodu wybiły większość jego mieszkańców, przedstawicieli rodu rządzącego oraz wielu okolicznych wieśniaków, cały ten czyn kwitując podłożeniem ognia, który z racji na stosunkowo rzadkie opady w tym miejscu oraz letnią porę w mig się rozprzestrzenił. Pożar objął całe miasto, a oprawcy nie pozwolili, aby próbowano go ugasić. Zresztą, wszelkie próby tak czy inaczej spaliłyby na panewce. Powiadają bowiem, że ogień ten nie był naturalny, a wywołany potężną magiczną sztuką, o której w tym rejonie Lewiatana nie zwykło się mówić głośno. Wszystkie karczmy, stajnie, sklepy i zakłady Varti w przeciągu kilku godzin zamieniły się w popiół razem ze swymi mieszkańcami. Potępieńcze krzyki niosły się w powietrze wraz z prześmiewczymi okrzykami kołujących nad miastem tresowanych sokołów Agstusu.


Przez wiele miesięcy nikt nie odważył się wrócić do tego miejsca czy podjąć się próby jego odbudowy. Autonomia miała zbyt wiele problemów wewnętrznych, aby zająć się tak oddalonym, jak Varti, przyczułkiem. Wkrótce jednak ktoś zainteresował się tym pełniącym niegdyś rolę najważniejszej stacji przeładunkowej przybytkiem. Karawany panów z Wolenvain i okolic musiały krążyć, musiały generować zysk… Był on tym mniejszy, im dalej karawana musiała się udać bez odpoczynku. Decyzja o odbudowaniu Varti zapadła jeszcze w roku 411 Ery Feniksa, kiedy ukształtowało się Konsorcjum – związek zajmujących się szeroko pojętym handlem zagranicznym szlachciców i bogatych mieszczan. Cech wpompował część posiadanych przez siebie pieniędzy, aby miasteczko stanęło na nogi. Zgliszcza ożyły, a spomiędzy nich zaczęły wyrastać nowe chaty, przybytki i targowiska. Póki co było ich jednak niezbyt wiele – ot, jedna główna karczma ze sporym miejscem na postój karawan, sporą stajnią i dwoma zapełnionymi pokojami mieszkalnymi piętrami, kilka drewnianych chat, jedna piekarnia i mały targ, na którym nowi mieszkańcy zaopatrywali się w najpotrzebniejsze, sprowadzane z okolicy dobra.


Do tego dochodziła masa namiotów na obrzeżach miasta, w których to namiotach rezydowali przedstawiciele rozlicznych fachów – od krawców, przez budowniczych, aż po kupców. Najbardziej okazałe, odsunięte nieco od reszty namioty z wystawionymi przed nimi proporcami herbowymi kryły przedstawicieli wysokiej szlachty doglądających całego procesu. Varti stawało powoli na nogi, a prace na rzecz przywrócenia mu dawnej świetności trwały dniem i nocą. Gdzieniegdzie pojawiły się już szkielety nowych, bardziej okazałych domów, przeznaczonych zapewne dla bogatszych, przyszłych rezydentów.


//Opis karczmy napisany przez Arael:
Karczma, będąca jednym z niewielu dostępnych publicznie budynków była, przede wszystkim, nowa. Świeże, wciąż pachnące lasem bale, nieprzeżarte przez stada korników trzymały potężną konstrukcję w jednym miejscu, nadając jej wyglądu solidnego, ciepłego i przytulnego miejsca. Wnętrze prezentowało się niezgorzej – za ladą, gęsto zastawioną czekającymi na spragnionych klientów kuflami, stał łysiejący karczmarz o promiennym uśmiechu i pokaźnym brzuchu, niechybnie hodowanym przez wiele obfitujących w piwo lat. Powietrze wewnątrz, niezależnie od pory roku, było ciepłe, wilgotne i niosło kuszący zapach pieczonego mięsa czy gulaszu. Kilka stołów zbitych z sosnowego drewna zapraszająco wołało gości do siebie, a do pełni karczmianego szczęścia brakowało jedynie…gości. Tutejszych odstraszały ceny, jako, że zdruzgotane wojną Varti musiało liczyć każdy or, a co za tym idzie – wywindować ceny do sprzyjającemu gospodarce poziomu. Popołudniami jednak zbierała się tutaj lokalna szlachta, by przy kuflu przedniego piwa czy kielichu wina porozmawiać o przyszłości odradzającego się miasta.

Zapadał już zmierzch, kiedy pozostałości Entropii dotarły wreszcie do Varti. Przewodnik drużyny narzucił ostre tempo, jednak nie zamierzał odstąpić od swego zamiaru. Karczma, do której zdążała ocalała u jego boku trójka śmiałków miała być ostatnim porządnym przystankiem przed wyruszeniem na owianą złą sławą Pustynię Śmierci. Ostatnim głębokim oddechem przed zanurzeniem się w prawdziwe odmęty. Miecznik mocno wciągnął pachnące ciosanym drewnem, popiołem i chlebem powietrze w swe pojemne płuca. Jego twarz rozjaśnił szczery uśmiech. Wreszcie dane będzie mu odpocząć w prawdziwym łóżku. Spojrzał po swych towarzyszach. Arael, Asterias (który dogonił drużynę po jakimś czasie), Kenhkar. Niewielu ich zostało, ale dobre i to. Jeśli zaszli tak daleko, musieli być zdeterminowani. Pełni mocy sprawczej i chętni przeżycia przygody swego życia bez względu na konsekwencje. Niechaj tak będzie. Czwórka drużynników, przed którymi zadrżeć miały senne koszmary.

Przed samym wejściem do karczmy Infi zatrzymał się jak wryty. Właśnie przypomniał sobie o jednej szczególnie ważnej kwestii. Prócz dobrej dziczyzny, ostatków chleba, kilku kawałków suszonego mięsa, miecza i paru innych drobiazgów nie miał przy sobie niczego. Jego kiszki zagrały marsza, więc przegryzł suche mięso, zapychając się nim i ciamkając przez dłuższą chwilę, podnosząc jeden palec, aby pokazać swym towarzyszom, że pragnie przemówić.

- Ma ktoś… - przełknął. – Pieniądze…? – zapytał wprost, choć głupio mu się zrobiło, że wcześniej o tym nie pomyślał. Wszak miejsce do spania i owies dla konia swoje kosztowały. Zapewne ceny w Varti będą dość wygórowane, a Entropia nie wyglądała na szczególnie majętną. W ostateczności pójdą do karczmy zjeść coś ciepłego z wyżebranych u bywalców srebrników i udadzą się na spoczynek gdzieś w okolicy namiotów, których wiele minęli po drodze, a z których dochodziła czasem spokojna muzyka oraz inne biesiadne dźwięki. Lepiej jednak było najpierw zapytać. A nuż któryś z drużynników jeszcze go zaskoczy…?

//Przyjąłem, że jeśli Ajumi (bądź ktokolwiek inny) zechce odpisać, to po prostu dogonił(a) Entropię nieco później.
Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Awatar użytkownika
Vyrn
Posty: 58
Rejestracja: 06 sty 2014, 15:04
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: viewtopic.php?p=46445#46445

23 sty 2015, 00:33

Vyrn nadal próbował sprowokować do walki Kenhkara, stojąc raczej luźno. Zaczął przestępować z nogi na nogę, ledwo zauważalnie oddalając się od przeciwnika. Wiedział, że tamten ma przewagę zasięgu – nie miał zamiaru tak łatwo dać się podejść. Czy ten brodacz miał go za kompletnego nowicjusza? No tak, po wieku zapewne oceniał, że to jedna z pierwszych walk Vyrna.

Wiedział, że jeżeli chodzi o cierpliwość, to on nie ma sobie równych. Jeżeli Kenhkar sobie życzy, mogli tak "tańczyć" godzinami. Był pewien jednakże, że to nie on pęknie pierwszy, a jego przeciwnik, dając mu tym samym przewagę. Musiał tylko czekać na odpowiedni moment. Kiedy przeciwnik będzie próbował się przybliżyć, on będzie się oddalał, mając na uwagę, aby nie podejść pod żadną ścianę.

Awatar użytkownika
Kenhkar
Posty: 278
Rejestracja: 12 maja 2012, 21:39
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?p=29652#29652

23 sty 2015, 01:10

Vyrn zaczął się od niego oddalać. Kenhkar pierw zmierzył się z ogromną falą niecierpliwości, każącą mu postawić parę kroków szybciej i zakończyć to w dwóch ciosach. Ponownie odetchnął nieco głębiej, jednak rozłożył to na tak długi okres czasu, aby wróg nie spostrzegł, jak bardzo irytuje go ta przedłużająca się sytuacja. Z Infim było dość podobnie. Wątpliwe, by chłopak popełnił ten sam błąd dwa razy.

Z pewnością wiedział, co robi. Kenh próbował zapędzić Vyrna pod ścianę. Albo przynajmniej na kurs kolizyjny ze ścianą. Powoli wyłapywał częścią świadomości mijające ich podmuchy wiatru. Pozwalał im nieco się przesunąć, by zatrzymać delikatnie kilka metrów po swojej prawej. Gromadził siłę, której zamierzał użyć, gdy starcie się rozpocznie.

Awatar użytkownika
Vyrn
Posty: 58
Rejestracja: 06 sty 2014, 15:04
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: viewtopic.php?p=46445#46445

23 sty 2015, 01:26

Vyrn zaczął skręcać, nie dając przycisnąć się do ściany. Ciągle gotowy do nagłego zrywu, jaki na pewno szykował Kenhkar. Nie dawał mu się zbliżyć, zmuszając go do pokonania pewnego dystansu przy ataku. To mu dawało sporą przewagę. Po zachowaniu w karczmie wiedział, że brodacz jest bardzo niecierpliwy. On sam nie odczuwał jakiegokolwiek zirytowania.

Patrzył mu prostu w oczy, ignorując świecenie – na tyle, na ile się dało. Na zewnątrz aż tak nie przeszkadzało – tak naprawdę to było ledwo widoczne. Można byłoby wziąć tę aurę magiczną, która teraz skupiała się po prawej stronie Kenhkara, za jakąś dziwną poświatę. Tak – widział to, że tamten szykował się do ataku. I już wiedział, skąd ten zostanie wyprowadzony. Kolejna przewaga.

Awatar użytkownika
Kenhkar
Posty: 278
Rejestracja: 12 maja 2012, 21:39
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?p=29652#29652

25 sty 2015, 14:26

Gdy złodziej starał się zmieniać tor swojego ruchu na niekolizyjny z jakąkolwiek ścianą, Kenhkar momentalnie zaczynał stawiać szersze kroki, chcąc prędko odciąć Vyrna od drogi ucieczki. Oczywiście z czasem mogło to skutkować jeszcze większym zmniejszeniem dystansu między walczącymi, aczkolwiek mag był gotów do ewentualnego wypadu wroga.

Nadal częścią świadomości zgarniał pobliski wiatr, zbierając większą i większą siłę. Wyczekiwał dobrego momentu — czy to na podjęcie działań defensywnych, czy też ofensywnych.

Awatar użytkownika
Vyrn
Posty: 58
Rejestracja: 06 sty 2014, 15:04
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: viewtopic.php?p=46445#46445

25 sty 2015, 14:36

Zauważając, że ma jeszcze pole do manewru, przykładem Kenhkara, począł stawiać szersze kroki, tak, aby nie dać tamtemu przewagi. Oponent nie był dużo większy, więc dotrzymanie mu kroku nie powinno być trudne.

Vyrna nawet bawiło to, co się teraz działo. Infi od razu na niego wyskoczył, bez żadnego ostrzeżenia. Kenhkar był raczej ostrożny, wolał wyczuć teren, acz też nie grzeszył cierpliwością. Vyrn uśmiechnął się lekko zauważalnie. Ha! Ta walka nie zakończy się tak, jak poprzednia. Nie pozwoli na to, aby dać się rozłożyć drugi raz. Nawet, jeżeli przeciwnik miał przewagę w postraci magii.

Awatar użytkownika
Kenhkar
Posty: 278
Rejestracja: 12 maja 2012, 21:39
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?p=29652#29652

25 sty 2015, 14:56

W końcu Kenh dostrzegł okazję. Skoro złodziej tak bardzo chciał pilnować swoich pleców i dystansu, mag nie chciał mu w tym przeszkadzać.

Wyskoczył nagle naprzód, skracając odległość pomiędzy nim a Vyrnem o co najmniej połowę. Wiedział, iż ten nie uderzy pierwszy — najwidoczniej wolał poczekać, aż Kenhkar sam zacznie wymianę ciosów. Jak dotąd nieustannie się odsuwał. A skoro Kenh zbliżył się gwałtownie, Vyrn zamierzał prawdopodobnie równie gwałtownie się oddalić.

I to był ten moment. Gdy złodziej całkowicie skupił się na jego osobie i wybiegu, który zastosował, Kenhkar nakreślił prosty, prędki znak lewą dłonią, polegający na jednej, nieskomplikowanej, mocnej linii. Każdy podmuch, jaki zebrał do tej pory, świadomie nasycił swoją wolą i błyskawicznie uderzył wiatrem w Vyrna, bezlitośnie uderzając w kostki, ale też i całe ciało, jednoznacznie chcąc sprowadzić przeciwnika do parteru.

Gdyby ta sztuka mu się powiodła, nie czekałby, aż Vyrn kulturalnie otrzepie się z kurzu, tylko prędko doskoczyłby do wroga, zdzielił butem po mordzie i ostatecznie na nim siadł, chcąc przygotować się do zakończenia całej tej farsy.

Awatar użytkownika
Vyrn
Posty: 58
Rejestracja: 06 sty 2014, 15:04
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: viewtopic.php?p=46445#46445

25 sty 2015, 15:37

Vyrn cały czas był spięty i uważnie obserwował każdy ruch przeciwnika. Wiedział, że ten niedługo skoczy. Już szykował strategię i dokładnie rozplanowywał ciosy, które zada. Jeżeli teraz będzie ciągle odskakiwał, przegra. To samo robił z Infim, a więc Kenhkar właśnie na to będzie gotowy. Trzeba będzie go zaskoczyć.

Kiedy zauważył drgniecie aury przeciwnika, stanął w miejscu, zamiast ciągle przemieszczać się w bok. Czarodziej na niego skoczył, a Vyrn nie pozostał dłużny i doskoczył do niego. Obracając się o dziewięćdziesiąt stopni i przystępując do przeciwnika, spróbował uniknąć każdego wymierzonego w niego ataku magicznego.

Zobaczył, że teraz ma szansę, i postarał się wyprowadzić wcześniej zaplanowane ciosy. Najpierw wyprowadzić brodacza w równowagi, uderzając go pięścią w nos, później podciąłby go od tyłu i w tym samym momencie pociągnął ręką tak, aby "ułatwić" mu przewrócenie się. Jeżeli mu się uda, kompan zapewne nie będzie już zdolny do walki, lecz warto o to zadbać, wymierzając leżącemu jeszcze jeden cios w nos.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 925
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

25 sty 2015, 15:56

MG

Kenhkar i Vyrn w końcu rozpoczeli walkę. W okolicy zdążyło już przystanąć kilka osób, które obserwowały ich dziwny taniec. Kolejna walka ku uciesze gapiów. Jak to często bywa w walce układali w głowie wiele planów co do przyszłości. I jak to niemal zawsze bywa w walce, plany te okazały się nie do końca zgrywać z rzeczywistością. Kenhkar skoczył do przodu spodziewając się, że Vyrn będzie uciekał jak do tej pory. Vyrn znów spodziewał się czego Kenhkar się spodziewa, więc również skoczył w jego stronę. Z całej tej plątaniny domysłów wyklarowała się sytuacja inna niż ta, której którykolwiek się spodziewał.

Kluczową rolę odegrało zaklęcie maga. Vyrn dostrzegał świadczącą o aurze poświatę wokół swojego przeciwnika, jednak nijak nie miał pojęcia co ten ma zamiar zrobić. Jego zdolności nie umożliwiały mu rozszyfrowania układanych przeciw niemu planów.

Vyrn wybił się w stronę maga, zaledwie chwilę po tym w złodzieja uderzył nagły, zupełnie niespodziewany podmuch silnego wiatru. Kurz wokół nóg chłopaka poderwał się z ziemi i uderzył w obecną gdzieś za jego plecami ścianę. Sam młodzieniec natomiast stracił na chwilę równowagę. Nieco zdezorientowany tym zdarzeniem nawet nie zauważył kiedy Kenhkar; który wymierzył swój skok tak, aby ścigać Vyrna, a nie stanąć mu naprzeciw; wpadł wprost na niego.

Zderzyli się gwałtownie, z cichym plaskiem. Łokieć Kenhkara wylądował na ramieniu złodzieja, ten znowuż kopnął maga w kostkę. Dalekie to jednak było od obrażeń, które miały w jakiś rzeczywisty sposób wpłynąć na walkę. Vyrn poleciał na ziemię, chwytając odruchowo Kenhkara za ubranie i ciągnąc go za sobą. Obaj mężczyźni znaleźli się tam, gdzie chcieli widzieć przeciwnika – w parterze. Zaraz po lądowaniu w lepszej pozycji okazał się być Kenhkar, to on był na górze. Wszystko jednak mogło się jeszcze zmienić wraz z wymianą ciosów, która miała za moment nastąpić.

Awatar użytkownika
Vyrn
Posty: 58
Rejestracja: 06 sty 2014, 15:04
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: viewtopic.php?p=46445#46445

30 sty 2015, 12:55

Vyrn raczej spodziewał się, że zatrzyma się przed Kenhkarem, a nie w niego uderzy. Wiedział, jak komicznie musiała wyglądać ta sytuacja z punktu obserwatora. Nagle dwóch mężczyzn na siebie skacze, zderzają się z plaskiem i lądują na ziemi.

Zabójca nie czekał, aż brodacz zareaguje. Szybko się otrząsnął i spróbował przejąć inicjatywę. Pierwszym jego ruchem był cios łokciem wyprowadzony w twarz Kenkara. Gdyby to się udało, dołożyłby mu pięścią w twarz i dzięki zręczności wydostać się spod cięższego i większego przeciwnika. Wiedział, że raczej nie uda mu się przerzucić Kenhkara tak, żeby to Vyrn mógł znaleźć się na górze.

Jeżeli zaś mu się nie uda, nadal będzie polegał na swojej zręczności. Jak najbardziej możliwie będzie parował i kontratakował ciosy przeciwnika. Najgorsze było to, że to Kenhkar miał sporą przewagę. Ale zabójca wierzył, że zręczność, która nie raz go ocaliła, zrobi to jeszcze raz. Ba! Pozwoli wygrać walkę!

Awatar użytkownika
Kenhkar
Posty: 278
Rejestracja: 12 maja 2012, 21:39
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?p=29652#29652

31 sty 2015, 14:53

Vyrn był lepszy w wyczytywaniu intencji przeciwnika, niż się Kenhkarowi z początku zdawało. Świetnie wyczuł moment na zmianę dotychczasowej strategii. Magia nie rozwiązała potyczki na samym starcie — gra toczyła się nadal.

Przez wszystkie zastosowane przez nich zabiegi w walce zapanował chaos, ostatecznie zakończony klarownym przedstawieniem sytuacji: Kenh osiągnął cel — siedział na złodzieju.

Emocje robiły swoje. Ciało maga, zaskoczone nagłym zbliżeniem do zagrożenia, w mig wskoczyło na wyżyny swoich zdolności koncentracji. Kenh oddychał głęboko, marszcząc brwi.

Pierwszy ruch wykonał Vyrn. Gdy tylko drgnęła jego ręka, czarodziej naparł na niego całym ciężarem ciała, pochylając się nad nim i swoimi muskularnymi rękami naciskając na jego górne kończyny. Jakikolwiek cios Vyrna w tej sytuacji do wybitnie silnych należeć nie mógł — chłopak nie miał zwyczajnie jak wziąć jakiegokolwiek zamachu. Dociśnięty mocno do podłoża, mógł jedynie machać łapkami. A ciosy wyprowadzane bez współpracy całego ciała są gówno warte.

Kenhkar więc skupił się na dociśnięciu przeciwnika, po czym odchylił nieco swoją czaszkę, by zdzielić czołem uszkodzony niedawno nos Vyrna. Ktoś rzekłby, że to paskudne, okrutne i generalnie skurwysyńskie — ale mag był zirytowany. Nie przepadał nigdy za walką, zawsze wolał załatwiać sprawy w inny sposób. Nie przeszkadzało to nabyciu w ciągu życia nielichych umiejętności, ale sięgał po nie tylko w ostateczności. Gdzieś głęboko w środku może i wiedział, dlaczego zgodził się na bójkę. Gdyby jednak teraz ktoś kazał mu się zastanowić nad tym, dlaczego się zgodził, najpewniej wzruszyłby tylko ramionami. Chyba nie mieli nic ciekawszego do roboty. Cóż.

Tak czy siak, uderzywszy czołem w twarz złodzieja, Kenhkar nadal dociskałby solidnie jego ręce do podłoża. Gdyby w Vyrnie nadal gotowała chęć walki, czarownik gotów był błyskawicznie odpuścić napór rękami, by przejść do masakrowania jego twarzyczki za pomocą mocarnych, korzystających również z pleców, ciosów łokciami.

Nadal jednak dominującym wyznacznikiem pozostawała pierwsza krew. Pomimo całej tej agresji, która zdążyła go już napełnić, wypatrywał jej. Gdyby Vyrnowi coś się stało, po którymkolwiek ciosie, mag rychło zaprzestałby dzieła zniszczenia. Nie zamierzał eliminować towarzysza z podróży.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 18 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 17 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerra z Derinu
Liczba postów: 52217
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1049
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: katrost
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.