Varti

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3796
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Varti

31 sty 2013, 21:03

Widok spalonej wioski nie wydawał się w Autonomii Wolenvain niczym szczególnym. Po wojnie z Imperium Agstusu, która zakończyła się tak szybko, jak się rozpoczęła, wiele siedzib ludzkich nadal pozostało niezamieszkanych, ponieważ nie znalazły się osoby, które chciałyby je odbudować. Im dalej na zachód, tym tego typu obrazków było więcej. Chłopi, co prawda, przywiązani byli do swej ziemi i w ostatecznym rozrachunku zawsze prędzej czy później wracali na stare miejsca, jednak proces ten ciągle był w toku, a chłop nie mógł pracować, jeśli nie miał pana. Każda wojna zbierała swój plon. Spalić wioskę było łatwo, natomiast spalić całe miasto… To już niemała sztuka.

Historia położonego na skraju Pustyni Śmierci Varti zakończyła się niespodziewanie latem roku 410 Ery Feniksa, kiedy to wojska Zachodu wybiły większość jego mieszkańców, przedstawicieli rodu rządzącego oraz wielu okolicznych wieśniaków, cały ten czyn kwitując podłożeniem ognia, który z racji na stosunkowo rzadkie opady w tym miejscu oraz letnią porę w mig się rozprzestrzenił. Pożar objął całe miasto, a oprawcy nie pozwolili, aby próbowano go ugasić. Zresztą, wszelkie próby tak czy inaczej spaliłyby na panewce. Powiadają bowiem, że ogień ten nie był naturalny, a wywołany potężną magiczną sztuką, o której w tym rejonie Lewiatana nie zwykło się mówić głośno. Wszystkie karczmy, stajnie, sklepy i zakłady Varti w przeciągu kilku godzin zamieniły się w popiół razem ze swymi mieszkańcami. Potępieńcze krzyki niosły się w powietrze wraz z prześmiewczymi okrzykami kołujących nad miastem tresowanych sokołów Agstusu.


Przez wiele miesięcy nikt nie odważył się wrócić do tego miejsca czy podjąć się próby jego odbudowy. Autonomia miała zbyt wiele problemów wewnętrznych, aby zająć się tak oddalonym, jak Varti, przyczułkiem. Wkrótce jednak ktoś zainteresował się tym pełniącym niegdyś rolę najważniejszej stacji przeładunkowej przybytkiem. Karawany panów z Wolenvain i okolic musiały krążyć, musiały generować zysk… Był on tym mniejszy, im dalej karawana musiała się udać bez odpoczynku. Decyzja o odbudowaniu Varti zapadła jeszcze w roku 411 Ery Feniksa, kiedy ukształtowało się Konsorcjum – związek zajmujących się szeroko pojętym handlem zagranicznym szlachciców i bogatych mieszczan. Cech wpompował część posiadanych przez siebie pieniędzy, aby miasteczko stanęło na nogi. Zgliszcza ożyły, a spomiędzy nich zaczęły wyrastać nowe chaty, przybytki i targowiska. Póki co było ich jednak niezbyt wiele – ot, jedna główna karczma ze sporym miejscem na postój karawan, sporą stajnią i dwoma zapełnionymi pokojami mieszkalnymi piętrami, kilka drewnianych chat, jedna piekarnia i mały targ, na którym nowi mieszkańcy zaopatrywali się w najpotrzebniejsze, sprowadzane z okolicy dobra.


Do tego dochodziła masa namiotów na obrzeżach miasta, w których to namiotach rezydowali przedstawiciele rozlicznych fachów – od krawców, przez budowniczych, aż po kupców. Najbardziej okazałe, odsunięte nieco od reszty namioty z wystawionymi przed nimi proporcami herbowymi kryły przedstawicieli wysokiej szlachty doglądających całego procesu. Varti stawało powoli na nogi, a prace na rzecz przywrócenia mu dawnej świetności trwały dniem i nocą. Gdzieniegdzie pojawiły się już szkielety nowych, bardziej okazałych domów, przeznaczonych zapewne dla bogatszych, przyszłych rezydentów.


//Opis karczmy napisany przez Arael:
Karczma, będąca jednym z niewielu dostępnych publicznie budynków była, przede wszystkim, nowa. Świeże, wciąż pachnące lasem bale, nieprzeżarte przez stada korników trzymały potężną konstrukcję w jednym miejscu, nadając jej wyglądu solidnego, ciepłego i przytulnego miejsca. Wnętrze prezentowało się niezgorzej – za ladą, gęsto zastawioną czekającymi na spragnionych klientów kuflami, stał łysiejący karczmarz o promiennym uśmiechu i pokaźnym brzuchu, niechybnie hodowanym przez wiele obfitujących w piwo lat. Powietrze wewnątrz, niezależnie od pory roku, było ciepłe, wilgotne i niosło kuszący zapach pieczonego mięsa czy gulaszu. Kilka stołów zbitych z sosnowego drewna zapraszająco wołało gości do siebie, a do pełni karczmianego szczęścia brakowało jedynie…gości. Tutejszych odstraszały ceny, jako, że zdruzgotane wojną Varti musiało liczyć każdy or, a co za tym idzie – wywindować ceny do sprzyjającemu gospodarce poziomu. Popołudniami jednak zbierała się tutaj lokalna szlachta, by przy kuflu przedniego piwa czy kielichu wina porozmawiać o przyszłości odradzającego się miasta.

Zapadał już zmierzch, kiedy pozostałości Entropii dotarły wreszcie do Varti. Przewodnik drużyny narzucił ostre tempo, jednak nie zamierzał odstąpić od swego zamiaru. Karczma, do której zdążała ocalała u jego boku trójka śmiałków miała być ostatnim porządnym przystankiem przed wyruszeniem na owianą złą sławą Pustynię Śmierci. Ostatnim głębokim oddechem przed zanurzeniem się w prawdziwe odmęty. Miecznik mocno wciągnął pachnące ciosanym drewnem, popiołem i chlebem powietrze w swe pojemne płuca. Jego twarz rozjaśnił szczery uśmiech. Wreszcie dane będzie mu odpocząć w prawdziwym łóżku. Spojrzał po swych towarzyszach. Arael, Asterias (który dogonił drużynę po jakimś czasie), Kenhkar. Niewielu ich zostało, ale dobre i to. Jeśli zaszli tak daleko, musieli być zdeterminowani. Pełni mocy sprawczej i chętni przeżycia przygody swego życia bez względu na konsekwencje. Niechaj tak będzie. Czwórka drużynników, przed którymi zadrżeć miały senne koszmary.

Przed samym wejściem do karczmy Infi zatrzymał się jak wryty. Właśnie przypomniał sobie o jednej szczególnie ważnej kwestii. Prócz dobrej dziczyzny, ostatków chleba, kilku kawałków suszonego mięsa, miecza i paru innych drobiazgów nie miał przy sobie niczego. Jego kiszki zagrały marsza, więc przegryzł suche mięso, zapychając się nim i ciamkając przez dłuższą chwilę, podnosząc jeden palec, aby pokazać swym towarzyszom, że pragnie przemówić.

- Ma ktoś… - przełknął. – Pieniądze…? – zapytał wprost, choć głupio mu się zrobiło, że wcześniej o tym nie pomyślał. Wszak miejsce do spania i owies dla konia swoje kosztowały. Zapewne ceny w Varti będą dość wygórowane, a Entropia nie wyglądała na szczególnie majętną. W ostateczności pójdą do karczmy zjeść coś ciepłego z wyżebranych u bywalców srebrników i udadzą się na spoczynek gdzieś w okolicy namiotów, których wiele minęli po drodze, a z których dochodziła czasem spokojna muzyka oraz inne biesiadne dźwięki. Lepiej jednak było najpierw zapytać. A nuż któryś z drużynników jeszcze go zaskoczy…?

//Przyjąłem, że jeśli Ajumi (bądź ktokolwiek inny) zechce odpisać, to po prostu dogonił(a) Entropię nieco później.
Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 925
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

03 lut 2015, 16:56

MG

Sprowadzony do parteru Vyrn był w gorszej sytuacji. Nie mógł na ziemi tak dobrze wykorzystać swojej zwinności, tutaj większą rolę grała siła. W dodatku złodziej nie był przyzwyczajony do takich sytuacji. Raczej unikał zapasów, a teraz fakt ten miał rozegrać w całym starciu ważną rolę.

Szło mu nawet nieźle. Przywalił Kenhkarowi w twarz rozcinając mu dość pokaźnie wargę. Zdążył nawet uderzyć go jeszcze raz, pozostawiając pod okiem bolesny siniec, który powoli uwidaczniał się dla publiki stając się coraz bardziej fioletowym. Część gapiów dopingowała powalonego chłopaka.

Wszystko było na jak najlepszej drodze, żeby zalać maga ciosami, które mają umożliwić mu wydostanie się spod niego. Sytuacja jednak zmieniła się, gdy Ken w końcu uchwycił ręce przeciwnika i zdołał przygnieść je do ziemi. Dostał jeszcze od złodzieja perfidnie po nerkach, ale ciosy niemal unieruchomionych rąk robiły na nim niewielkie wrażenie.

Ba, mag odegrał się równie perfidnie. Nos Vyrna już wcześniej nie szczędził mu problemów. Pobolewał, kiedy jego oddech przyśpieszył w miarę rozwoju walki ból nasilił się nieco stając się irytujący. Również zderzenie z Kenhkarem wywołało nieprzyjemne uszczypnięcie w tamtych okolicach. Dopiero co złamany nos wcale nie był w dobrym stanie, był jedynie nastawiony. A za chwilę miał znów się skrzywić.

Uderzenie sprawiło, że przed oczami złodzieja pociemniało. Na krótką chwilę utracił kontakt z otoczeniem i nawet nie usłyszał nieprzyjemnego dźwięku, który wydał jego nos. Tym razem jednak nie stracił przytomności wracając do siebie po kilku sekundach. Obficie broczył krwią brudząc sobie twarz, oraz ubranie. O ile wcześniej jakoś to wyglądało, teraz jego nos zdecydowanie nie był prosty. Spłaszczony i lekko wygięty w lewo sprawiał sobą żałosne wrażenie. Zdaje się, że ich towarzyszka będzie potrzebna ponownie w celu umieszczenia go na miejscu.

Złodziej mógł próbować walczyć dalej, jednak zdecydowanie nie był w perfekcyjnej do tego formie. Twarz promieniowała bólem, a organizm domagał się odpoczynku po szoku, którego właśnie doznał.

Awatar użytkownika
Kenhkar
Posty: 278
Rejestracja: 12 maja 2012, 21:39
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?p=29652#29652

15 lut 2015, 00:30

Czując ciepłą krew w okolicach wargi, Kenhkar warknął tylko, sfrustrowany. Dostał jeszcze parę razy, aż wreszcie udało mu się zakończyć starcie — okrucieństwo popłaciło. Vyrn chyba znów odpłynął.

Mag szybko zerwał się na nogi i nieco odsunął. Poczuł teraz ból pod prawym okiem, gdzie przyjął jeden z ciosów złodzieja. Splunął ze złością na ziemię.

— Też nam się zachciało, kurwa, przepychanki. — Zerknął na przeciwnika. Krew ponownie buchała z jego nosa w sporych ilościach. — Te, żyjesz? — zapytał beznamiętnie. Miał w sobie trochę troski o stan drużynnika, lecz to jednak irytacja grała teraz pierwsze skrzypce. Zarówno na Vyrna jak i na samego siebie.

Poczuł, że kolejny kufel piwa i trochę ziela od Asima to remedium na obecną sytuację.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3796
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

17 lut 2015, 00:45

Obrót spraw w pewnym sensie zaskoczył i jego. Nie spodziewał się tego po sobie, ale nie spodziewał się też tego po niej. Nie spłoniła się rumieńcem, nie uciekła wzrokiem; przynajmniej nie tylko. Zasugerowała, że nadszedł czas rozstania, a zdziwiony Infi zdołał tylko wymruczeć coś w rodzaju „mhm”, zezwalając Liliannie na cokolwiek, co planowała. Gdyby wyszła, nie miałby jej tego za złe. Zresztą, zapowiedziała to. Woj czuł, że byłoby to najodpowiedniejsze, ale nie wiedział, jak powiązać to z tym, co czuł wewnątrz, a co kazało mu sądzić całkowicie inaczej.

Od kiedy dotknął Wygnańca, świat stał się dlań zbyt skomplikowany. W tym przypadku nie zamierzał jednak czynić go mniejszym za pomocą swoich mięśni, więc pozwolił zadecydować kobiecie o tym, co wydarzy się dalej. Mimo wszystko czuł, że jest ona kimś ważnym i nie może z nią postępować tak oschle, jak z innymi. Niemal wszystko, co jej dotyczyło, było dla żółtookiego trudne. Czy powinien pozwolić jej odejść? Może swoimi słowami tak naprawdę zachęcała go do tego, aby właśnie jej na to nie pozwolił? Nie wiedział.

Stał jak kołek, patrząc na nią niezbyt przytomnym wzrokiem. Zaczął się denerwować, jak zawsze w takich sytuacjach. Gdyby Lilianna zwlekała z działaniem, sam by je podjął, ale jego wyniku żadne z nich nie mogło na ten moment znać.

Awatar użytkownika
Lilianna
Posty: 70
Rejestracja: 22 lut 2014, 19:53
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2890

21 lut 2015, 19:42

Po chwili namysłu doszła do wniosku, że lepiej nie wystawiać przywódcy Entropii na próbę cierpliwości. Wiec westchnęła cicho, uniosła na niego swoje łagodne oczy.
– Zobaczę co u reszty drużyny, może Vyrn już się obudził – powiedziała nieświadoma, że chuderlawy złodziej znów się wpakował w bitkę.
Odwracając się wyciągnęła rękę i lekko musnęła czubkami palców jego policzka. Gest był szybki, niewinny i nieuchwytny jak ruch skrzydeł motyla. Zanim Infi to przetrawił ona już zamykała drzwi i spłynęła na dół do sali gospody. Rozejrzała się, zobaczywszy że na sali nie ma nikogo z współdrużynników, zamówiła lekkie wino, a karczmarz wiedząc już że nie jest tylko pustą dziewką spełnił jej życzenie. Usiadła w kącie sali, plecami do ściany by móc swobodnie obserwować salę.
Awatar użytkownika
Vyrn
Posty: 58
Rejestracja: 06 sty 2014, 15:04
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: viewtopic.php?p=46445#46445

25 lut 2015, 20:47

Vyrn poczuł potężny cios w nos. Znów. Na krótką chwilę stracił przytomność – ostatnim, co czuł, była krew na prawie całej twarzy. Znów. Dopiero co nastawiony nos znów eksplodował tępym bólem. Vyrn otworzył oczy i spojrzał na stojącego nad nim Kenhkara. Mówił do niego. Złodziej zerwał się w jednej chwili. Stanął, po czym zakręciło mu się w głowie i prawie upadł.

Popatrzył na przeciwnika, niezbyt zorientowany. Chciał walczyć, czy co? Zabójca mógł. Był w stanie. Dopiero po chwili dotarł do niego sens słów tamtego. Chwilę się zastanawiał, czy teraz go nie zaatakować. Ale nie. To by źle wróżyło całemu jego pobytowi w tej drużynie. Jakiś honor trzeba mieć.

- Żyję, żyję - skrzywił się lekko i przyłożył rękę do nosa. Poczuł mocny ból gdzieś w brzuchu. Westchnął, nadal krzywiąc się niemiłosiernie, po czym dodał – od razu w nos? Znów? Dokładasz naszej towarzyszce zajęć. Wchodzimy do karczmy?


Nie czekając na odpowiedź, udał się chwiejnym krokiem do budynku. Wszystko w krwi. Ubranie, twarz. Wszystko. Będzie musiał się porządnie umyć. Kiedy wejdzie do karczmy, zapewne oklapnie na ławie, aby chwilę odpocząć. Później będzie musiał udać się do Lilianny. Może Kenhkar mu pomoże?

Awatar użytkownika
Kenhkar
Posty: 278
Rejestracja: 12 maja 2012, 21:39
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?p=29652#29652

01 mar 2015, 19:23

Mag nie zaszczycił Vyrna ani słowem. Gdy pokonany złodziej chwiejnie ruszył z powrotem do przybytku, w którym zamieszkiwali członkowie Entropii, Kenhkar niechętnie za nim podążył, nie widząc nic ciekawego do roboty. Niepotrzebnie dał się wplątać w rzecz tak bezsensowną. Aż wypadało zatopić rozpacz w kuflu zimnego piwa.

Już w środku Kenh zamówił u karczmarza trunek, a sam zasiadł gdzieś z boku, sam. Nie chciało mu się teraz gadać z kimkolwiek. Topił dość dokuczliwy ból w kolejnych łykach.

Awatar użytkownika
Arga'Nazul
Posty: 42
Rejestracja: 19 wrz 2012, 20:49
Lokalizacja postaci: Varti
GG: 4052074
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2207

14 mar 2015, 18:43

Arga jęknął swoim gardłowym głosem. Bolała go cała twarz, jakby został uderzony przez kogoś naprawdę silnego. Ostatnim razem, kiedy się podobnie czuł leżał przez pół dnia nieprzytomny. Ojciec zawsze miał twardą rękę. Chciał w końcu wychować silnych, mężnych synów, następców tronu, namiestników pustyni.

I wtedy otworzył szeroko oczy. Gdzieniegdzie jeszcze latały niewielkie mroczki przysłaniając mu wizję, ale nie było to ważne. Przyłożył swoją wielką dłoń do twarzy. Czuł zaschniętą krew zarówno na nosie jak i w kącikach ust. Wszystko wyglądało niczym wytarte malowidła w jednym ze starych skrzydeł jego pałacu. Przybycie do tego parszywego miasta, dziwny człowiek o żółtych oczach, który musiał go z kimś pomylić, uderzenie.

Wtedy właśnie Arga cały zapłonął gniewem. Wstał z ziemi warcząc przy tym niczym wściekłe zwierzę. Jego oddech był szybko i nierówny. Myśli kotłowały mu się niczym w garnku z jakimś podrzędnym, psim gulaszem. Jak on śmiał mnie zaatakować? Mnie? Prawowitego króla? Zemszczę się, zemszę!

Zielonoskóry zaczął nerwowo rozglądać się po okolicy. Szukał żółtookiego, a jeśli nie jego to przynajmniej jakiegoś orka, który mógłby go zrozumieć. Nawet, jeśli byłby to zielony kuzyn, to różnice w dialektach nie był przecież tak duże.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 925
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

15 mar 2015, 21:33

MG

Na nic zdały się poszukiwania Arga'Nazula. Pora była już późna, a przynajmniej dużo późniejsza niż gdy przybył w to miejsce. W okolicy nie dało się dostrzec ani żadnych orków, ani też mężczyzny, który obił mu twarz. Twarz ta, nawiasem mówiąc bolała niemiłosiernie i zapewne zasługiwała na nieco troski.

Źródło bólu orka, którym był Infi już dawno wywędrowało w sobie znanym kierunku, w towarzystwie tych, którym dane akurat było z nim podróżować. Zapewne błędem byłoby nazywanie ich przyjaciółmi. Po ostatniej podróży na pustynię z tych, którzy wiernie towarzyszyli mężczyźnie przez tę długą i żmudną podróż pozostał jedynie Kenkhar. Zadziwiające jak łatwo ta, wyruszająca niegdyś w niemałym składzie dzielnych wojów i kobiet, stopniała, pokruszyła się, a w końcu pękła ostatecznie zderzając się z palącym słońcem. Jedynie Infi był równie uparty jak dawniej, acz też inny.

Lilianna zrezygnowana nastawiła Vyrnowi nos już po raz drugi tego dnia, gdy ten wrócił z kolejnej bójki. Zapewne ktoś inny widząc coś takiego z chęcią skrzywiłby mu twarz jeszcze bardziej, ona jednak, szczęśliwie dla złodzieja, miała więcej empatii niż przeciętny mieszkaniec vartijskiej karczmy. Wszystkie mordy zostały już obite, uchował się jedynie Ciemny, który podobnież mordy nie posiadał. Ten zresztą siedział niemrawo w kącie i zupełnie nie reagował na to, co dzieje się wokół. Jakakolwiek magia przywiodła go w to miejsce, teraz najwyraźniej pozostawiła go zupełnie zdezorientowanego i rozkojarzonego.

Entropia postanowiła dać sobie czas przed kolejną wyprawą aby odpocząć, więc też odpoczywali. Reszta dnia upłynęła im spokojnie. Także w miarę spokojnie miały upłynąć kolejne. Nie obyło się oczywiście bez drobnych sprzeczek, co w towarzystwie Infiego było wręcz nieuniknione, jednak zdołano do minimum ograniczyć rękoczyny, a miejscowi raczej niechętnie zadzierali z żółtookim mężczyzną. Nadal zresztą wielu klęło się na bogów, że jego oczy były dawniej czerwone, a jakieś złe moce musiały niechybnie mieć w tym swój udział. Oczywiście robili to po cichu, tak żeby nikt z drużyny nie usłyszał.

Kolejne mijające dni były dla nich też czasem na przygotowania do kolejnej wyprawy. Część drużyny wiedziała już co czeka ich na pustyni. Wiedza ta była bezcenna, gdyż pozwalała im się przygotować na kolejną podróż, która zapewne miała być dłuższa od poprzedniej. Jeśli chcieli aby Lilianna nie przypiekła się jak Arael, zaś Vyrn nie upadł bez ducha w piaski niczym Asterias powinni im byli zapewne pomóc w przygotowaniach. Oczywiście, w razie konieczności pozostawał jeszcze Asim, który też mógł udzielić im kilku cennych rad. Bezkresne piaski nie są żartem. Zwłaszcza, gdy człowiek nie do końca wie gdzie się kieruje.

Pozostały czas upłynął im więc na wypoczynku i załatwianiu mniej, czy bardziej drobnych spraw, które musieli dopiąć przed dalszym wyruszeniem w drogę. W końcu nadszedł i poranek tego dnia. Dnia, gdy znów mieli wyruszyć w podróż. Czy tym razem wrócą z niej wszyscy?

//Zgodnie z prośbą przewijam waszą fabułę, abyście nie musieli żmudnie brnąć przez kolejne kilka dni. Zostawiam wam wolną rękę co do dopisania jeszcze czegoś na temat tych kilku minionych dni w postach. A nawet zachęcam, abyście (jeśli macie pieniądze) kupili w Varti co uznacie za potrzebne, lub też nie, i tak dalej.
Awatar użytkownika
Lilianna
Posty: 70
Rejestracja: 22 lut 2014, 19:53
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2890

16 mar 2015, 00:23

Wszystko się uspokoiło. Po kolejnym incydencie, tym razem między Kenhkarem, a Vyrnem, znów mogła się poczuć jak uzdrowicielka, bowiem drugi już raz tegoż dnia nastawiała złodziejaszkowi nos. Szczerze wątpiła, by był równie prosty, jak był jeszcze dzionek wcześniej. No cóż, była tylko kobietą, podejrzewała, że nigdy nie zrozumie tej potrzeby obijania sobie pysków wśród kamratów.

Dni mijały względnie spokojnie jak na tak charakterne towarzystwo z Infim na czele. Na dobre zaczęły się przygotowania do wędrówki. Świadomość, że może sobie nie poradzić była dla niej jak piach w oku, dokuczał i drażnił. Uczucie to potęgował fakt, iż drużynnicy nie mieli pojęcia, kim jest w rzeczywistości ta krucha i delikatna kobieta, która na własne życzenie chce zginąć na piaskach pustyni. Ale co miała zrobić?! Jej istota jest związana bezpośrednio ze śmiercią, a dla wielu śmierć, równa się porażka. Nikogo tak naprawdę nie obchodzi to kim ona jest tak naprawdę. Co z tego, że posiada umiejętności o jakich nie mają zielonego pojęcia i możliwe że się niezmiernie przydadzą w tej ciężkiej wędrówce.

Dzień po bójce Vyrna i Kenhkara, Lilianna zaczęła gromadzić potrzebny ekwipunek. Zaczęła od kupienia szat dostosowanych do piasków i skwaru pustyni. Następnie zaczęła gromadzić rozmaite zioła, które mogły się przydać w trakcie podróży. Była u kowala, by sprawdził jej broń, czy jest prosta i wystarczająco ostra. Lilianna wiedziała, że od takich na pozór błahych spraw później może zależeć jej życie. Ponadto załatwiała pomniejsze sprawunki, a jej trzos coraz bardziej się pomniejszał, pozostała jej jedyna sprawa, bez której sobie na pewno nie poradzi, mianowicie – wierzchowiec.
Pewnego popołudnia, gdy reszta bandy załatwiała swoje sprawy usiadła przy stole, gdzie siedział Infi. Po chwili milczenia, przełamała się i wyraziła swe obawy w stosunku do wierzchowca, zaproponowała pożyczkę, którą spłaci, gdy powrócą z pustyni . Jednak przywódca Entropii również po chwili milczenia, zaproponował, by dzieliła wielbłąda wraz z nim. Przecież ile taka drobna niewiasta może ważyć? Na pewno nie na tyle, by ciążyć zwierzęciu. Z resztą sam nie wiedział, że ta konkretna kobieta waży tyle co piórko. Po takiej propozycji nie pozostało jej nic, jak zgodzić się na propozycję Żółtookiego. Może taki obrót sprawy miał i swoje plusy? Któż to wie?

Pomijając niezbędne przygotowania, Lilianna starała się odpoczywać, regenerować ciało i umysł, zbierać siły. Ponadto przygotowywała się psychicznie na wyznanie prawdy, jak nie wszystkim drużynnikom, to chociaż przywódcy. Na pustyni będzie musiała oszczędzać siły, a utrzymywanie zaklęcia ukrywającego to kim jest, było stanowczo wyczerpujące.
W czasie tych dni starała się również zrozumieć i dotrzeć do Infiego. Jego postać ją ciekawiła, a że jej ciekawość świata jest niemal niepohamowana to starała się poznać tajemnice jego nagłej przemiany, ale póki co nie umiała wymyślić więcej niż to do czego doszła wcześniej-mianowicie, że to miecz odmienił wojownika. W pewnym momencie zaczęła odczuwać do niego pewnego rodzaju przyciąganie, ale nie wiedziała i nie rozumiała czym to może być. Mimo, iż tyle już chodzi po tym świecie, wciąż w niektórych sprawach jest tak głupiutka, że aż wstyd.

Nieubłaganie zbliżał się dzień wyprawy, po raz ostatni wykąpała się porządnie i położyła się spać w miarę wygodnym i przytulnym łóżku, w bezpiecznych czterech ścianach, od przyszłego dnia wszystko miało się zmienić. Gdy nadszedł świt przyodziała się w swe nowe pustynne szaty i ruszyła na miejsce zbiórki swych drużynników. W ciszy oczekiwała na sygnał wymarszu. Nareszcie skończyła się monotonia czekania i nic nie robienia - nareszcie wyruszali na szlak.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3796
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

20 kwie 2015, 21:59

Ostatnie kilka dni Infi próbował spędzić na rozmyślaniach. Tym, którzy poznali go po przemianie, jakiej doznał po zetknięciu się w z Wygnańcem, nie trzeba było przypominać, że nie był w tym najlepszy. Wątpliwości opanowały rosłego woja, który, choć ostatnimi czasy wyjątkowo prostacki, sam dostrzegł, że jest z nim coś nie tak. Emocje, szczególnie te negatywne, zbyt często brały nad nim górę. Nie było wątpliwości: zawsze był furiatem, hulaką i moczymordą, ale dopiero teraz sprawy zaczynały wymykać się spod kontroli. Wyglądało na to, że po prostu nie może dłużej przebywać wśród innych ludzi – dla swojego i ich bezpieczeństwa.

Oczywiście składał sobie obietnice. Postanawiał przed sobą, aby nie robić pewnych rzeczy, a później odnajdywał się w sytuacjach, które jasno świadczyły o złamaniu tych postanowień. Tak było w walce z Vyrnem i tak było także później: gdy przebywał w głównej sali gospody, rozmawiał ze swoimi towarzyszami czy zwyczajnymi mieszkańcami Varti. Wielu przychodziło tutaj tylko po to, aby na niego popatrzeć czy spróbować rzucić mu wyzwanie, a gospodarz nie miał ikry, aby wyrzucić Infiego ze swego przybytku. Możliwym było też, że po prostu na całym tym przedstawieniu dobrze zarabiał. Jasnym było, że przywódca Entropii ponownie trafił na języki. Wcześniej, kiedy pojawił się pod Wolenvain w towarzystwie najprawdziwszego smoka – co do teraz nie mieściło się w jego głowie – zjednując sobie potężnych sojuszników (w tym wielkiego minotaura z Nizin Szmaragdu), ludzie już zaczęli o nim gadać. Teraz, kiedy nie było dnia, w którym w ten czy inny sposób nie pokazałby swojej napędzanej gniewem siły, gadali jeszcze więcej.

Szczęściem niewielu ośmielało się zapytać o przeszłe sprawy drużyny czy w ogóle wymienić z wojem kilka słów. On sam, gdy nie musiał, nie odzywał się wcale. Godzinami całymi siedział w swym pokoju karczemnym i podziwiał swój nowy miecz, z którym nie mógł się rozstać. Pochwa uczyniona przez tutejszego speca pasowała nań idealnie, jednak rzadko Wygnaniec był w niej widoczny, częściej onieśmielając swoją idealną, naznaczoną fikuśnymi znakami powierzchnią.

Sam nie brał się do pomocy pozostałym, nie licząc tej zaoferowanej Liliannie, której to mimowolnie okazywał swego rodzaju część i szacunek. Ufał, że Kenhkar, Ciemny i Vyrn umieją o siebie zadbać, a z Entropią zabierają się z pełną świadomością tego, co może nadejść. Nie ukrywał, dokąd i po co zmierzają – czy właściwie dokąd nie zmierzają, bo sam nie znał dokładnego celu swej wędrówki. Wzywało go południe, rozpalając jego zmysły już nie tylko w snach, ale także na jawie. Czekało na niego jego własne przeznaczenie, tego był pewien. Obsesja narastała, wyraźna dla każdego, kto miał uszy i potrafił słuchać. W końcu miarka się przebrała.

- Ruszamy jutro o świcie - poinformował tych drużynników, którzy akurat siedzieli z nim przy jednym stole. Wydawało się, że wszystkim im naprzykrzyło się już oczekiwanie. Przebywanie u boku wybitnie socjopatycznego ostatnimi czasy Infiego w coraz ludniejszym miasteczku, jakim było Varti, z pewnością nie należało do najprzyjemniejszych. Kenhkar, który zwykle ratował sytuację – i integralność tkanek karczemnych bywalców – musiał mieć tego szczególnie dość. Jedyna w drużynie kobieta, Lilianna, również mogła mieć same powody do radości. W końcu na pustyni Infi tak łatwo się przed nią nie ukryje. Dotarcie do niego, gdy siedział w zamkniętym pokoju nie było łatwe. Choć jej motywy były mężczyźnie nieznane, nie ukrywała swojej ciekawości, na różne sposoby starając się nawiązać z nim kontakt. Ten ze swej strony starał się nie myśleć o tym, co powiedziała mu pewnego wieczora – tego, którego wyprosił ją ze swojej izby. Traktował ją nieco mniej chłodno od wszystkich innych, powoli nabierając do niej zaufania.

Względem dwóch ostatnich drużynników sprawa nie była już taka łatwa. Ciemny to pojawiał się, to znikał, wędrując najwyraźniej w swoich sprawach. Infi tak właściwie nie widział zamaskowanego jegomościa od paru ładnych dni. Przybysz z serca pustyni zrobił jednak swoje, stanowiąc w oczach żółtookiego coś na wzór symbolu nadchodzącej podróży. Wiedział, że idzie miejsce, z którego wyruszył ten tajemniczy mężczyzna jest tym, do którego zdąża Entropia. Jeśli zaś chodzi o Vyrna, którego przywódca przez większość czasu po prostu ignorował, to jedno można było o nim powiedzieć na pewno: przejawiał podziwu godne samozaparcie. Możliwe, że Infi mu po prostu imponował lub postanowił zmienić coś w swoim życiu. Jakiekolwiek nie byłyby powody tego typu zachowania, nie wydawało się, że cokolwiek może go zniechęcić. Dostał parę razy po mordzie i jakkolwiek większość bijatyk sromotnie przegrywał, tak nic sobie z tego nie robił, przyjmując razy z godnością. Wojownikowi zaczynał się podobać coraz bardziej. Był twardszy niż wyglądał i nie bał się porażek. Oczywiście Infi nie okazał mu ani odrobiny przychylności, zostawiając go na pastwę losu z jego nowym wielbłądem.

- Asim - rzekł Kenhkarowi zaraz po obwieszeniu dokładnego terminu wymarszu. Brodacz zmuszony został do domyślenia się, o co przywódcy chodziło, choć nie było to nic skomplikowanego. Zdecydowanie – przewodnik byłby na tego typu wyprawie bardzo przydatny. Prawie połowa drużyny wiedziała, z czym wiąże się przemierzanie Pustyni Śmierci, ale ich doświadczenie było zbyt nikłe, aby mogli wyruszyć w piaski bez odpowiedniego wsparcia. Kenhkar musiał załatwić sprawę z nomadem, w razie potrzeby otrzymując od Infiego pieniądze do jego przekonania. Z tego, co się wojownikowi wydawało, Entropia miała zapłacić przewodnikowi dopiero po powrocie z właściwej wyprawy, jednak nie wiedział, ile Asim każe doliczyć za wyprawę na skorpiony, która w międzyczasie zdarzyła się drużynie. Miał też mglistą świadomość tego, że Sokołowi może się też zwyczajnie odwidzieć i po tym, co zobaczył na polowaniu oraz w Varti zdecydował się na porzucenie Entropii. Wszystkie te sprawy były ponad jego siły i miał nadzieję, że Kenhkar sobie poradzi.

Nieważne jednak, jakie byłyby wyniki jego starań, Infi stawił się zgodnie z umówioną porą przed karczmą. Siedział na swoim wielbłądzie, przy którym nadal znajdowały się niezużyte ostatnimi czasy zapasy – a raczej te, które nie zdążyły się jeszcze zepsuć. Choć sam wojownik nie myślał o dodatkowych racjach żywnościowych, liczył w tym względzie na pozostałych (głównie i ponownie na brodatego maga, który orientował się w sprawie najlepiej i miał pogadać z przewodnikiem, który ostatnim razem dopiął wszystko na ostatni guzik). Woj ponownie miał na sobie swe przepastne szaty pustynne, w których nie czuł się najlepiej, ale co do których miał pewność, że są mu niezbędne. Wiedza, którą posiadł przed dotknięciem Wygnańca nadal mu służyła – wciąż pamiętał, jak powodzić swoim garbatym wierzchowcem. Zachował też odrobinę zdrowego rozsądku i osłonił czerep przed palącym słońcem. Zdążył już sobie przypomnieć, dlaczego tak bardzo nienawidzi podróżowania w tym kierunku. Szaty natychmiast sprawiły, że zrobiło mu się niesamowicie gorąco. Krople potu ciekły spod niedbale zawiązanej husty Infiego, gdy ten rozejrzał się po znanych i mniej znanych twarzach.

- Wreszcie - mruknął, uśmiechając się lekko, wyjątkowo pozytywnie nastawiony do świata. Entropia ponownie uderzyła na szlak.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 19 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 17 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerra z Derinu, Kerreos
Liczba postów: 52217
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1049
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: katrost
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.