Wieś Mirran Toilt

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Breiva
Posty: 264
Rejestracja: 03 gru 2012, 14:18
GG: 37377517
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37917#37917

Wieś Mirran Toilt

02 lut 2013, 17:19

Gdzie leży? A, cholera, tam! Idź pan z Derinu traktem Iquańskim, po lewej ręce mając jezioro, a na pewno pan w przeciągu dnia marszu trafisz! Właśnie tam znajduje się Mirran Toilt. Pytasz, co to znaczy? Dzisiaj już chyba tylko najstarsze baby wioskowe pamiętają, a wiedzą ową dzielą się nader niechętnie. Ostatnimi czasy zaś coraz częściej słyszy się wyszeptane ukradkiem, całkiem nowe nazwy.
Skupmy się na samej wiosce. Gdy od utwardzonego, solidnego traktu odbije w prawo kamienista, węższa droga, wiesz już, że zawiedzie cię ona do celu. Nie zdążysz modlitw kilku zmówić na grzbiecie konia, a już ujrzysz pierwsze zabudowania. Droga, która cię tu przywiodła, staje się zarazem główną ulicą wsi, z rozrzuconymi na obie strony chałupami. Skromnie, ale czysto. Dachy kryte strzechą rzadko kiedy przeciekają, większość domów to solidne, podmurowane chaty. Wieś dorobiła się nawet własnej karczmy, stojącej dumnie w samym centrum. To właśnie w niej gromadzi się kulturalne życie wioski, nieopodal swoją siedzibę ma sołtys, niedaleko także znajduje się kapliczka poświęcona Lorven. Mieszkańcy żyją głównie z roli i hodowli bydła, toteż nie powinny zdziwić cię wszelkiego rodzaju pienia, pomruki, porykiwania i muczenie.
Zaskoczy cię natomiast jedno – niemal zupełny brak psów. W miejscu, gdzie winny szczekać od białego rana do najczarniejszej nocy, ciężko uświadczyć choć jednego przyjaciela człowieka.
Dotychczas była to spokojna wieś pełna uczciwych ludzi, utrzymujących się z pracy własnych rąk. No, może niekoniecznie rąk, bowiem w cieniu karczmy przemyka kilka względnie czystych i równie względnie zadbanych ladacznic. Na szczęście karczmarz uważa, że matką zysku jest szeroki wachlarz usług, toteż za niewielką opłatą nawet użycza dziewczętom wysprzątanych pokoi na pięterku.
Wczesną jesienią odbywają się dożynki dziękczynne, podczas których wieśniacy dziękują dobrym bogom za obfite plony oraz szczęśliwe i spokojne życie. O, człowieku, piękne to święto, gdy dziewczynki w białych giezłach tańczą, przystrojone w kwiaty, a z karczmy wynosi się ławy pełne jadła i napitku!
Szczęśliwie i spokojnie. A przynajmniej tak właśnie było, nim wioskę nawiedził po raz pierwszy Potwór. Od tej pory ludzie żyją w lęku, rzadko kiedy wychodzą z domu, gdy już wypełnią swoje codzienne obowiązki. Nocą wieś staje się pusta, ciemna i głucha. Strach nawet łuczywo zapalać, bo nie wiadomo, kiedy nadejdzie Potwór ze swoim stadem. Od tej pory coraz mniej jest śmiechu, a coraz więcej pogrzebów na małym cmentarzyku przy zachodnim skraju wioski.
W południowej części znajduje się ocembrowana studnia, nad którą pieczę sprawuje sam sołtys. Jest to jedyne źródło wody pitnej w wiosce, toteż surowe kary czekają każdego, kto ośmieli się zanieczyścić ujęcie.
Droga prowadząca od traktu jest zarazem i jedynym sposobem dostania się do wioski (chyba że cię napadnie fantazja, by konno lub pieszo brnąć przez wertepy). Ciężko będzie także wyjechać inną drogą, niż się przybyło – od strony północnej gęsta zabudowa wręcz uniemożliwia ten manewr. Wieś otaczają pola uprawne i pastwiska, a ludzie zwykli ze swoimi towarami wyjeżdżać na targ do Derinu. Wioska dodatkowo leży w pobliżu jednego z dużych traktów, toteż da się czasem natknąć na podróżnych wszelkiej maści. Zwykle zatrzymują się w karczmie, zażywając odpoczynku, a potem jadą w cholerę dalej, nie zakłócając spokoju Mirran Toilt.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 375
Rejestracja: 13 gru 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Karczma Pod Bezgłową Damą
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

20 wrz 2014, 18:41

Ujrzenie konnego, który podążał za watahą psów, sprawiło, że Vereomil zrozumiał nagonkę na Trovsvarga. Ów mężczyzna był prawie kropla w kroplę podobny do roskvara będącego członkiem dziwacznej kompani. Zaskoczenie tym faktem sprawiło, że elf przez chwilę nie ruszył choćby nogą pomimo nadchodzącego zagrożenia, co, oczywiście, było niechybną głupotą. Otrząsnął się dopiero, kiedy Enel zaskrzeczał donośnie, jakby go popędzając. Wtem bard skonstantował, że stanie w miejscu nie jest zbyt dobrym pomysłem, kiedy żądne krwi bestie pożerają wieśniaków. Ich mięso się kiedyś skończy, a nie wyglądało na to, by obgryzanie kości było zajęciem, na które psy czekały. Wręcz przeciwnie.

Nie myślał, by proszenie o pomoc wieśniaków było czymś mądrym. Zajęło mu by tylko czas, a na nic by się nie zdało. Począł więc wysilać pomyślunek, ruszając w stronę jak-najdalej-od-tej-sytuacji. Chciał kupić jak najwięcej czasu, a stanie w miejscu mu w tym nie pomagało, więc pomimo swych niezbyt szybkich ruchów nie omieszkał kuśtykać. Szukał schronienia. Pomyślunek podpowiadał mu, że owe przedsięwzięcie będzie najmądrzejszym w dzisiejszym dniu, więc nie omieszkał także ruszać głową oraz oczyma, coby wychwycić jakowe odrzwia otwarte czy podobne rzeczy, coby wejść i zamknąć od środka. Enel także nie poprzestał na kołysaniu się w chuście, a także kręcił łebkiem, coby schronienie znaleźć; wszak skoro latać nie może, to co mu pozostało?

A co jeśli schronienia nie ma, a pomyślunek nie dopomaga? Wtem pomaga nóż w dłoni, który nie tylko pozwala na skuteczne obronę czy atak, ale także podnosi morale albinosa, które z pewnością mu się przydadzą, skoro za jego plecami wściekłe psy wieśniaków rozrywają zębiskami i orają po ich ciele ostrymi pazurami. A Vereomil taki kruchym elfem był.

Trovsvarg
Posty: 130
Rejestracja: 14 sty 2013, 17:56
Lokalizacja postaci: Gród rodu Rastara
GG: 8010618
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2465

21 wrz 2014, 10:37

Zdecydowanie przesadził. Szlachcic, w stronę którego wyciągnął swój miecz, najwyraźniej potraktował to jako niebywałą zniewagę i wyzwał Trova na pojedynek. No cóż, nie żeby się od razu bał, ale średnio widziało mu się toczyć walki na miecze w stanie, w którym aktualnie się znajdował. Poza tym wiedział, że – jak już pokona i zabije tego niby-szlachciurę – rzuci się na niego reszta jego towarzyszy, pragnąc pomścić kolegę, a roskvar jakoś niespecjalnie palił się do walki z sześcioma przeciwnikami, w tym konnym. Musiał więc wymyślić sposób na załagodzenie konfliktu, rzecz jasna taki, który nie naruszałby jego honoru wojownika. Okazało się, że wybawienie Trova przyszło szybciej, niż ktokolwiek by się spodziewał. Zdecydowanie nie było to jednak rozwiązanie, na które bladolicy czekał.

Otóż z kierunku prowadzącego do wyjścia ze wsi, odwrotnego do tego, z którego przybył roskvar z polany, odezwał się bardzo głośny skowyt. Nie był to jednak typowy dla wiosek skowyt zranionego i głodnego psa. On był inny: zdecydowanie głośniejszy, zdawał się przenikać wprost do głowy i łomotać w środku niczym dzwon. Był także o wiele głębszy i wyraźnie trwożył zebranych tutaj. Trov już wiedział, co jest autorem takiego wycia i zdecydowanie nie pasowała mu pora, z którą owe wycie się pojawiło, gdyż był środek dnia, a do nocy jeszcze daleko. Obrócił powoli głowę i wtedy to zobaczył. Wataha psów, wściekłych niczym wygłodniałe wilki i toczące pianę z pysków, pędziła prosto na nich, prowadzona przez ciekawego jegomościa na koniu, który faktycznie okazał się łudząco podobny do niego. Cóż, już się przyzwyczaił do pecha w swoim życiu, jednak w tej wiosce było go aż zanadto.

Nie było jednak wiele czasu na myślenie. Psy zbliżały się coraz szybciej i Trov dostrzegł, że jest ich nie więcej niż dwanaście. W tym momencie poczuł solidne uderzenie adrenaliny – wygląda na to, że jego organizm zaczął się poważnie bać. Tuż obok szlachcia, z którym przed chwilą miał się pojedynkować przebiegał pies, który – o dziwo – wcale nie wydawał się skory do ataku na możnego. Ten zamachnął się i trafił go w nogę, co sprawiło, że bestia straciła równowagę i zaryła głową o twardą wiejską ziemię tuż przed Trovem, warcząc ze wściekłości, ale nie mogąc się podnieść. Roskvar podniósł miecz i przebił jej trzewia, szybko jednak skupił się na czymś innym. Szanowny pan Potwór zatrzymał swojego konia tuż obok stajni. Głośnym tonem wykrzyczał, że szlachcice musieli ogłupieć, skoro pomylili go z "tym ścierwem". Lekko ogłuszony Trov dopiero po chwili zorientował się, że chodzi o niego. Jego gorąca głowa od razu kazała mu zaatakować Potwora, ale tym razem nie wygrała z chłodnym rozsądkiem. Trov wiedział, że sam nie ma szans. Zauważył, że możni gromadzą się wokół konnego i właśnie tam upatrzył dla siebie szansę. Rozejrzał się, czy aby przypadkiem nie atakuje go żadna wściekła bestia, ale wyglądało na to, że skupiły się na gromadzie bezbronnych chłopów. Wypluł więc solidną porcję krwii z buzi i stanął ramię w ramię z możnymi otaczającymi swojego przywódcę. Powiedział wtedy do szlachcica, który stał obok niego.

- Mówiłem, że to nie ja jestem tym potworem. Przynajmniej teraz pomóżcie mi i nie utrudniajcie mi zadania.

Miał szczerą nadzieję, że nie wyrzucą go z zacieśniającego się szeregu i nie będzie zdany na walkę samemu. Z grupą szlachciców miał większe szanse, chociaż był pewien, że Potwór dysponuje potężną magią, a z tym mógły być problem. Poczekał jednak na rozwój wydarzeń, w razie czego gotów na pojedynek na śmierć i życie z Potworem.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 924
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

24 wrz 2014, 22:00

MG

Trovsvarg postanowił pozostać w wiosce, choć jego stan raczej wskazywał na to, że ucieczka byłaby dobrym pomysłem. Z drugiej strony, trudno było powiedzieć czy miał na nią szansę. Do stajni wleciał jeden z psów, a po chwili rozległ się głośny, koński pisk. Sądząc po tym, że najbliżej wejścia niewątpliwie stał koń rosvkara trudno było uznać, że to inne zwierzę wydało z siebie ten dźwięk.

Bladolicy ruszył w stronę grupy szlachciców, ta jednak oddalała się w szybkim tempie podążając za najemnikami, którzy pobiegli w stronę wozów. Mężczyźni może nie biegli, jednak szli dość żwawo i siekli po drodze każde zwierzę, które tylko się nawinęło. Próbujący ich dogonić roskvar został w pewnym momencie odcięty przez kolejne ze zwierząt. Duży, szary pies o skołtunionym futrze warczał i wbijał w niego spojrzenie przekrwionych oczu. Kapiąca z jego pyska piana miała nieprzyjemny, brązowawy odcień. Trudno było stwierdzić ilu wieśniaków zdążył zabić zanim napatoczył się na Trova.

Inne z szalejących zwierząt udało się ustrzelić Nerfoxowi. Bełt trafił wprost pod pysk sprawiając, że przewróciło się skowycząc, bulgocąc i wydając inne, wskazujące na uszkodzenie dróg oddechowych dźwięki. Nie było co prawda jeszcze martwe, jednak jak na razie nie wyglądało na przymierzające się do ponownego ataku. Łowca zmienił więc swój cel tym razem chcąc ustrzelić osobę, która zdawała się powodem całego zamieszania. Siedzący na koniu mężczyzna dostrzegł Nerfoxa zbyt późno żeby zareagować, jednak spora odległość, oraz panujący wokół chaos sprawił, iż bełt ominął go i wbił się w drzwi stajni. Niedoszła ofiara warknęła coś i popędziła konia. Najwyraźniej mężczyzna miał zamiar stratować Nerfoxa nim ten zdąży ponownie załadować kuszę.

Największą pomysłowością wykazał się Vereomil. Gdy Palavas czaił się gdzieś w krzakach licząc na to, że żadna ze zwierząt go nie wypatrzy bard postanowił obrać inną taktykę. Chciał być pewien, że żadne ze zwierząt do niego nie dotrze. W imponującym jak na jego kaleki stan tempie pokuśtykał w stronę najbliższego domu, którego drzwi, jak mu się zdawało, były otwarte. Nie pomylił się i już za chwilę wpadł do środka, zatrzasnął je za sobą i zablokował prostą, drewnianą zasuwą. Tutaj raczej żaden pies się nie dostanie. Możliwe też, iż jakiś żyjący jeszcze wieśniak nie zdoła dostać się do swojego domu.

Gdyby bard odwrócił się i spojrzał w głąb domu miałby okazję dostrzec wiejską kobietę, która tuliła do siebie dwójkę dzieci i patrzyła nań przerażona. Cóż za "zbieg okoliczności", że wybrali tę samą kryjówkę, nieprawdaż? Zaryglowany w domu Vereomil odczuł przykry minus swojego pomysłu. Niezbyt mógł obserwować co się dzieje na zewnątrz. Wąskie okno z rybim pęcherzem było jeszcze gorszym punktem do obserwacji niż wąska szczelina pomiędzy deskami, z których zbito drzwi.

Wieśniacy na zewnątrz szaleli nadal. Choć już w zdecydowanie mniejszej ilości i nieco skuteczniej. Zebrali się w końcu w sobie i podjęli skuteczne próby ucieczki przed zwierzętami, lub też chwytali za najbliższą prowizoryczną broń i próbowali je odegnać. Najemnicy dotarli do wozu, gdzie wydobyli spod płacht włócznie i zorganizowali się wraz ze szlachtą. Już po chwili wracali tą samą drogą, aby wyeliminować zagrożenie. Przy wozie pozostały jedynie zdenerwowane konie, starszy rycerz, który wciąż nie zszedł ze swojego wierzchowca i jeden z młodszych, może jego giermek.

Awatar użytkownika
Nerfox
Posty: 33
Rejestracja: 02 mar 2014, 21:00
GG: 34583758
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2896

02 paź 2014, 19:44

Nerfox szybko ocenił sytuację, rozejrzał się po okolicy, ocenił ile czasu zajmie mu dobiegnięcie do najbliższej zasłony. "A co jeśli nie zdążę?" – zapytał się w myślach – "Zdążysz!" – odpowiedział mu głos w głowie. Szybko przypasał kuszę do boku, dobył szabli i zaczął biec do najbliższej struktury, która dawała jaką taką osłonę przed atakiem konnego. W pewnym momencie, pochylił się i nabrał do lewej dłoni garść ziemi. "Tak na wypadek, gdyby mnie dopadł." – powiedział sobie w duchu. Gdyby blady jegomość faktycznie go dopadł, miał jeszcze jeden pomysł. "Jeśli się uchyli, zasłoni oczy, po rzuceniu ziemią, to podetnę jego wierzchowcowi nogi i uskoczę, a jeśli się nie zasłoni to odskoczę w ostatniej chwili i poślę szablę na oślep za siebie." Plan uważał za bardzo dobry, przypomniało mu się zdanie czasów młodości, kiedy to "był edukowany": "Powtarzać, aż do skutku." Uśmiechnął się w duchu. "A co jeśli używa magii?" – przemknęło mu przez głowę. "Jeśli używa magii to już jesteś trupem." – odpowiedział sobie i skupił się na swoim planie.
Trovsvarg
Posty: 130
Rejestracja: 14 sty 2013, 17:56
Lokalizacja postaci: Gród rodu Rastara
GG: 8010618
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2465

03 paź 2014, 13:24

Podążył za grupą możnych. Szło im całkiem nieźle, na dodatek sprawnie usuwali jakiekolwiek zwierzęta ich atakujące. To dobry znak, widocznie roskvar będzie miał dobrą świtę do walki. Mężczyźni zaczęli jednak przyśpieszać, co nieco zaniepokoiło Trova. Raczej nie czuł się jeszcze na siłach, by móc biec, chociaż trzeba przyznać, że adrenalina swoje zrobiła, a bladolicy poruszał się o wiele sprawniej niż zwykły człowiek po uderzeniu buławą po twarzy.

Szlachta jednak oddalała się w coraz szybszym tempie i Trov wyraźnie zostawał w tyle. Do wozu było jednak niedaleko, więc nie chciał się za bardzo oddalać od swoich tymczasowych sojuszników, chociaż wiadome było, że potem będą musieli sobie sporo wyjaśniać. Postanowił zawołać, by nieco zwolnili.

- Panowie, poczekaj… – jego wołanie zostało gwałtownie wstrzymane. Otóż musiał zamilknąć, gdyż przed nim pojawił się obiekt, który wyjątkowo domagał się wzmożonej atencji, na pewno większej niż jego oddalenie od szlachciców.

Stał przed nim ogromny pies, który wydawał się wyrosnąć spod ziemi. Faktycznie, był wychudzony, jakby od wielu dni nie jadł, a z pyska toczyła mu się biała piana z jakby czerwonymi elementami, co zapewne musiało być krwią. Rzecz jasna, nie było jej tak wiele, jak to opowiadają dzieciom w opowieściach, by je nastraszyć przed chodzeniem samemu późno wieczorem po pustych ulicach miast, ale wciąż Trov nie nazwałby stojącego przed nim zwierza "milutkim pieskiem do zabawy". Trzeba było uznać, że sytuacja wyjątkowo się skomplikowała. Cóż, teraz zapewne przydałaby mu się Desabia, ale niestety ją zabił. Cóż, zrządzenie losu.

Roskvar przyjrzał się zwierzęciu i popatrzył mu się prosto w oczy. Uczono go, by tak nie robić ze wściekłymi psami, ale postanowił pierwszy sprowokować zwierzę do ataku, gdyż na szarżowanie nie było go stać. Ścisnął mocno swój miecz w prawej dłoni, a lewą sięgnął do pasa, z którego szybko wyciągnął swój krótki sztylet do rzucania. W razie ataku był więc ubezpieczony zarówno na skok zwierzęcia, jak i frontalny atak pyskiem. Ugiął lekko nogi, przybliżając się nieco wcześniej i poczekał na ruch psa.

- No chodź, malutki. Zobaczymy, co potrafisz. – powiedział cicho, bardziej do siebie niż do czegokolwiek, co stało przed nim.

Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 375
Rejestracja: 13 gru 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Karczma Pod Bezgłową Damą
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

03 paź 2014, 16:08

Na jego szczęście znalazła się chatynka, której drzwi stanęły mu otworem, coby mógł w niej schować swój tchórzliwy kuper i odetchnąć z ulgą, uniknąwszy zagrożenia – jak to na tchórza przystało. Choć czy to, co zrobił, było aż tak tchórzliwe? Może trochę, ale z pewnością roztropne! Wszak co mógłby począć kulawy bard, którego sprzymierzeniec pełniący funkcje ofensywne zwisał na chuście tuż przy jego torsie? Mięso armatnie? Deserek dla watahy? A może tylko poprzeszkadzać najemnikom i innym wojakom albo zostać zdeptanym przez uciekających wieśniaków? Z pewnością stanowcze nie. Już miał jedną przygodę z oszalałym z przerażenia tłumem i – jak widać – nie wspominał tego zbyt dobrze. Tak więc najmądrzejszym czynem owego dnia było zasunięcie zasuwki – a co.

Kolejnym roztropnym czynem tegoż dnia było rozejrzenie się po okolicy, coby Vereomila nie zaskoczyła żadna szkarada czy inna potwora wyskakująca zza rogu owej chatynki, bo to nie skończyłoby się zbyt radośnie… oczywiście dla szkarady – tak przynajmniej elf sobie wmawiał. Wtem ujrzał ją. Nie, nie szkaradę. Kobietę, matulę obejmującą dwoje swoich dzieci, trzymających ich w ramionach niczym swoje najcenniejsze skarby. Bard, nie myśląc zbyt długo, przyłożył palec wskazujący do ust i powiedział w ich stronę:

- Ci… bo nas usłyszą. – Zupełnie nie wiedział, dlaczego to powiedział, lecz właśnie to powiedział, a co się powie, tego się nie odpowie. Koniec, kropka.[/leftmargin]

Miał nadzieję, że kobieta zareaguje na to spokojnie, a on będzie mógł począć obserwować okolicę swym sokolim okiem przez ten psiego ozora warty punkt obserwacyjny, którym była szczelina między deskami drzwi.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 924
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

03 paź 2014, 16:48

MG

Palavas zamarł w swoim ukryciu, Vereomil natomiast bezpiecznie oczekiwał końca całego zdarzenia w jednej z chłopskich chat. Kobieta, do której zagadał przycisnęła jedynie mocniej do siebie dzieci spoglądając na niego nieufnie. Widać było, że nie życzy sobie tutaj obecności elfa, jednak strach, czy też troska o swoje dzieci nie pozwoliła jej w żaden sposób zareagować.

Vereomil wyglądał przez szparę pomiędzy deskami, jednak widział niewiele. Na zewnątrz był jakiś ruch, psy biegały, ludzie się kręcili. Ktoś wyglądał, jakby próbował walczyć. Nie sposób było się rozeznać jak też mieszkańcom idą ich starania o przetrwanie, nie miał dostatecznego obrazu sytuacji. Gdzieś kątem oka dostrzegł znajomą mu postać Trovsvarga, jednak zniknęła i nie mógł jej odszukać.

Roskvar postanowił nie reagować na rozwścieczone zwierzę czekając, aż podejmie ono jakieś działania. Zrobiło to, co zrobiłby każdy inny rozwścieczony pies. Ruszyło pędem w stronę bladolicego i rzuciło się wprost na niego. Pasywność Trova nie była dla niego szczególnie pomocna. Zwierzę wpadło na niego, sprawiając, że przewrócili się razem na ziemię. Szczęki kłapnęły tuż przed jego twarzą, ochlapując go śliną. Z otwartego pyska uchodził nieprzyjemny odór. Mężczyzna musiał coś w końcu zrobić, jeśli miał zamiar wyjść z tego cało.

Lepiej miał się Nerfox, który popędził w stronę pobliskiego drzewa, aby skryć się za nim przed szarżującym koniem. Wyciągnięta szabla nie pomagała w biegu, gdyż wymuszała na nim sporą ostrożność, jednak ostatecznie dopadł do pnia odcinając się w ten sposób od konnego. Mężczyzna wstrzymał konia niezadowolony, przystając jakieś dwa metry od drzewa. Ruszył wolniej, objeżdżając je od prawej strony i dobywając miecz. Drzewo było dość szerokie, przez co Nerfox praktycznie całkowicie się za nim schował. Aby cokolwiek mu zrobić mężczyzna musiał objechać roślinę, co dawało łowcy możliwość reagowania na wszelkie ruchy przeciwnika.

W między czasie wspólnymi siłami najemnicy i szlachta pozbywali się kolejnych zwierząt. W pewnym momencie zwierzęta zaczęły ewidentnie unikać uzbrojonych mężczyzn, dostrzegając w nich raczej niebezpieczeństwo niźli ofiarę. Nawet rozwścieczone psy nadal zachowały jakieś instynkty samozachowawcze i postanowiły uciekać.

Trovsvarg
Posty: 130
Rejestracja: 14 sty 2013, 17:56
Lokalizacja postaci: Gród rodu Rastara
GG: 8010618
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2465

07 paź 2014, 17:38

Lekko podniesiony miecz w prawej dłoni, w lewej mocno chwycony sztylet, stopy silnie oparte na ziemi, wzrok na przeciwniku. Wydawałoby się, że idealna pozycja obronna. Cóż, dziwnym trafem okazało się, że jednak nie bardzo. Pies zupełnie zignorował ustawienie Trova i wystarczyło zaledwie parę krótkich sekund, a roskvar już leżał na ziemi, przytłoczony atakiem przeciwnika. Co prawda nie był to wyjątkowo mocny upadek, raczej trochę gwałtowniejsza utrata równowagi i przewrócenie się na pośladki, a następnie plecy, jednak wciąż nie było to tak, jak zaplanował sobie bladolicy.

Obecna sytuacja nie zdawała mu się ciekawa. Nie dość, że parę dłuższych chwil wcześniej dostał buławą po głowie, co było dosyć nieprzyjemnym doświadczeniem, potem został uznany za potwora, który jednak na jego szczęście pojawił się w wiosce chwilę potem, a teraz został zrobiony w konia przez zwykłego psa, którego morda zwisała nad jego twarzą, a on sam gotowy był zatopić swoje kły w chudej szyi roskvara. Musiał więc wyjątkowo szybko zareagować. Na szczęście przewracając się nie wypuścił swojego głównego oręża z dłoni, wypadł mu tylko wyciągnięty sztylet. Postanowił jednak wykorzystać sytuację. Pies właściwie stał tuż nad nim, zachowując względną równowagę po upadku ich obojga. Trov szybkim, ale silnym ruchem skierował klingę w stronę zwierzęcia i gwałtownie pchnął go z boku, celując – chociaż tak właściwie, to nie miał zbyt wielkiego wyboru, bo mógł trafić tylko tam, gdzie sięgnęła jego ręka – bardziej bliżej ogona psa, trochę za linią jego żeber. Silne i gwałtowne pchnięcie było skuteczne. Pies wydał lekko stłumiony skowyt bólu i stracił równowagę, lądując całym cielskiem na bladolicym. Nie było to przyjemne doświadczenie, gdyż jego ośliniony pysk obtarł się o podbródek roskvara. Ten jednak niezrażony tym niemiłym doświadczeniem, zrzucił bydlę z siebie i stanął na równych nogach. Potrzebował około paru sekund, by jego obolała głowa mogła ponownie funkcjonować na pełnych obrotach. Po chwili ponownie uniósł Higva i wbił ostrze prosto w szyję psa.

Rozejrzał się szybko po okolicy. Zdawało się, że psy zrezygnowały i zaczynają uciekać. Dostrzegł jednak ciekawą sytuację. Otóż tajemniczy człowiek lasu, członek ich nieszczęsnej (znowu) kompanii, bawił się w kotka i myszkę przy drzewie z szarżującym konno potworem. Właściwie było to niezwykle sprytne zagranie, gdyż ten, co z ryja wyglądał niczym on sam, nie mógł go zaatakować. Trov postanowił jednak, że to on chce odegrać kluczową rolę w tej walce. Niedbale przetarł ośliniony podbródek dłonią i wypluł z gęby sporą ilość krwi, zmieszanej z jego śliną. Podniósł z ziemi swój sztylet do rzucania, a następnie ruszył wprost na konnego. Szybkim tempem, oczywiście na ile pozwalały mu nieco nadwyrężone siły, podszedł na odległość nie większą niż parę metrów do konnego, który wciąż nie mógł dopaść pana bezimiennego. Schował miecz do pochwy, a w drugą dłoń pochwycił jego drugi sztylet, który planował zatopić w końskim brzuchu. Postarał się maksymalnie skupić, a następnie rzucił: sztyletem z lewej dłoni celował prosto w potwora, a dokładnie w okolice jego pleców. Chwilę potem wyrzucił drugi, tym razem dbając o to, by ten trafił w końską słabiznę. Następnie wyciągnął swój miecz z pochwy i ruszył na potwora, gotowy do pojedynku z, miał nadzieję, praktycznie niezdolnym do walki, a być może nawet przygniecionym przez upadającego konia, przeciwnikiem.

Awatar użytkownika
Nerfox
Posty: 33
Rejestracja: 02 mar 2014, 21:00
GG: 34583758
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2896

07 paź 2014, 19:41

"Mogło być gorzej." Stwierdził w myślach Nerfox, próbując kolejnego wybiegu, mającego na celu pozbawienie życia bladego jegomościa. Tym razem był to podwójny blef, polegający na wychyleniu kuszy w stronę, z której konny zechciał nadjeżdżać, po czym wychylenie się z tej samej strony z szablą. Jegomość jednak w ciemię bity nie był (chociaż objeżdżanie drzewa koniem nie można zaliczyć do najgenialniejszych pomysłów) i tym razem także szybko przyciął z góry. Łowcy udało się jakoś odbić cios, po czym krążenie rozpoczęło się na nowo. Patową sytuację przerwał kwik konia, który był bez szans na uniknięcie sztyletu (jeżeli ten trafił). Nerfox momentalnie wychylił się zza drzewa, przez ułamek sekundy rozeznał w sytuacji, po czym postarał się obezwładnić dziwnego jegomościa używając do tego płazu szabli. "Kto wie, może Trovsvarg będzie miał do niego parę pytań lub chce mu osobiście dać w łeb." Pomyślał i uśmiechnął się w duchu.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 924
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

08 paź 2014, 21:05

MG

Trov, choć z pewnymi trudnościami zdołał zranić próbujące dobrać mu się do gardła zwierzę i zrzucić je z siebie. Ostatecznie udało mu się nawet dobić psa, choć skończył z przeżutym butem. Szczęśliwie dla roskvara jego obuwie wytrzymało, aczkolwiek nie wyglądało szczególnie imponująco po kontakcie z pyskiem zwierzęcia.

Bladolicy tymczasem zainteresował się bliźniaczo podobnym doń mężczyzną, którego starał się uniknąć Nerfox. Łowca chował się za drzewem ani myśląc nadstawiać karku, co było w gruncie rzeczy mądrym wyborem.

Trovsvarg wykorzystał to natomiast, aby podkraść się do konnego i obrzucić go sztyletami. Może nie była to najskuteczniejsza z form ataku jakie miał obrać, jednak dawała mu szansę, aby później pochwalić się tym, że zranił całego Mirran Toilskiego "Potwora". Pierwszy, ciśnięty z lewej dłoni sztylet trafił mężczyznę w łopatkę, jednak zmęczenie i kiepski stan dały sie we znaki rzucającego. Sztylet odbił się od pleców mężczyzny rękojeścią i upadł na ziemię. Trafienie niewątpliwie było bolesne, natomiast poza bólem nie przysporzyło wiele problemów.

Lepiej poszło mu z drugim sztyletem, który miał w prawej ręce. Ten faktycznie trafił w koński brzuch raniąc zwierzę. Zdezorientowane stworzenie wierzgnęło gwałtownie i rzuciło się do przodu. Koń wpadł wprost na wychylającego się zza drzewa Nerfoxa i popędził dalej. Na miejscu pozostał jedynie Potwór, który to stracił równowagę przy wierzgnięciu i wypadł z siodła lądując na ziemi. Mężczyzna upuścił swój miecz, który upadł w błoto jakiś metr od niego i z głośnym plaśnięciem uderzył o ziemię. Trov i Nerfox zostali ochlapani błotem, choć ubiór tego drugiego i tak nie był wcześniej najczystszy, więc pewnie nie robiło mu to większej różnicy.

Zdezorientowany upadkiem jegomość potrzebował chwili, aby rozeznać się w sytuacji, a czas nieszczególnie grał teraz na jego korzyść.

W między czasie szlachta rozgoniła psy, większość z nich wcześniej zabijając. Część z nich rozbiegła się aby złapać wystraszone wcześniej konie. Ruszył się także starszy mężczyzna, który do tej pory czekał obok wozu. Widząc wydarzenia przy drzewie postanowił widocznie sam się do nich w ten czy inny sposób przyłączyć. Kiedy Trovovi udało się zrzucić jeźdźca był już w połowie drogi na miejsce.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 7 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 6 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Viridar
Liczba postów: 52209
Liczba tematów: 2974
Liczba użytkowników: 1048
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: WielkaNiewiadoma
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.