Wieś Mirran Toilt

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Breiva
Posty: 264
Rejestracja: 03 gru 2012, 14:18
GG: 37377517
Karta Postaci: viewtopic.php?p=37917#37917

Wieś Mirran Toilt

02 lut 2013, 17:19

Gdzie leży? A, cholera, tam! Idź pan z Derinu traktem Iquańskim, po lewej ręce mając jezioro, a na pewno pan w przeciągu dnia marszu trafisz! Właśnie tam znajduje się Mirran Toilt. Pytasz, co to znaczy? Dzisiaj już chyba tylko najstarsze baby wioskowe pamiętają, a wiedzą ową dzielą się nader niechętnie. Ostatnimi czasy zaś coraz częściej słyszy się wyszeptane ukradkiem, całkiem nowe nazwy.
Skupmy się na samej wiosce. Gdy od utwardzonego, solidnego traktu odbije w prawo kamienista, węższa droga, wiesz już, że zawiedzie cię ona do celu. Nie zdążysz modlitw kilku zmówić na grzbiecie konia, a już ujrzysz pierwsze zabudowania. Droga, która cię tu przywiodła, staje się zarazem główną ulicą wsi, z rozrzuconymi na obie strony chałupami. Skromnie, ale czysto. Dachy kryte strzechą rzadko kiedy przeciekają, większość domów to solidne, podmurowane chaty. Wieś dorobiła się nawet własnej karczmy, stojącej dumnie w samym centrum. To właśnie w niej gromadzi się kulturalne życie wioski, nieopodal swoją siedzibę ma sołtys, niedaleko także znajduje się kapliczka poświęcona Lorven. Mieszkańcy żyją głównie z roli i hodowli bydła, toteż nie powinny zdziwić cię wszelkiego rodzaju pienia, pomruki, porykiwania i muczenie.
Zaskoczy cię natomiast jedno – niemal zupełny brak psów. W miejscu, gdzie winny szczekać od białego rana do najczarniejszej nocy, ciężko uświadczyć choć jednego przyjaciela człowieka.
Dotychczas była to spokojna wieś pełna uczciwych ludzi, utrzymujących się z pracy własnych rąk. No, może niekoniecznie rąk, bowiem w cieniu karczmy przemyka kilka względnie czystych i równie względnie zadbanych ladacznic. Na szczęście karczmarz uważa, że matką zysku jest szeroki wachlarz usług, toteż za niewielką opłatą nawet użycza dziewczętom wysprzątanych pokoi na pięterku.
Wczesną jesienią odbywają się dożynki dziękczynne, podczas których wieśniacy dziękują dobrym bogom za obfite plony oraz szczęśliwe i spokojne życie. O, człowieku, piękne to święto, gdy dziewczynki w białych giezłach tańczą, przystrojone w kwiaty, a z karczmy wynosi się ławy pełne jadła i napitku!
Szczęśliwie i spokojnie. A przynajmniej tak właśnie było, nim wioskę nawiedził po raz pierwszy Potwór. Od tej pory ludzie żyją w lęku, rzadko kiedy wychodzą z domu, gdy już wypełnią swoje codzienne obowiązki. Nocą wieś staje się pusta, ciemna i głucha. Strach nawet łuczywo zapalać, bo nie wiadomo, kiedy nadejdzie Potwór ze swoim stadem. Od tej pory coraz mniej jest śmiechu, a coraz więcej pogrzebów na małym cmentarzyku przy zachodnim skraju wioski.
W południowej części znajduje się ocembrowana studnia, nad którą pieczę sprawuje sam sołtys. Jest to jedyne źródło wody pitnej w wiosce, toteż surowe kary czekają każdego, kto ośmieli się zanieczyścić ujęcie.
Droga prowadząca od traktu jest zarazem i jedynym sposobem dostania się do wioski (chyba że cię napadnie fantazja, by konno lub pieszo brnąć przez wertepy). Ciężko będzie także wyjechać inną drogą, niż się przybyło – od strony północnej gęsta zabudowa wręcz uniemożliwia ten manewr. Wieś otaczają pola uprawne i pastwiska, a ludzie zwykli ze swoimi towarami wyjeżdżać na targ do Derinu. Wioska dodatkowo leży w pobliżu jednego z dużych traktów, toteż da się czasem natknąć na podróżnych wszelkiej maści. Zwykle zatrzymują się w karczmie, zażywając odpoczynku, a potem jadą w cholerę dalej, nie zakłócając spokoju Mirran Toilt.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Nerfox
Posty: 33
Rejestracja: 02 mar 2014, 21:00
GG: 34583758
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2896

08 paź 2014, 22:08

Mimo nagłego przejścia z pozycji wertykalnej do horyzontalnej oraz ubłocenia zawsze ubłoconego ubrania, plan Nerfoxa nie uległ zmianie. Pozbierał się szybko i doskoczył z szablą do bladolicego jegomościa, którego miał nadzieję zastać niekoniecznie w dobrej kondycji, po czym przyłożył mu bez skrupułów płazem szabli w głowę. Rzucił okiem na biegnącego w jego kierunku Trovsvarga, a wspomniawszy jego perypetie ze szlachtą oraz fakt, że rzeczona kręciła się pewnie w okolicy, przeczyścił szybko kuszę i zaczął spokojnie doprowadzać ją do stanu "siania natychmiastowej śmierci."
Trovsvarg
Posty: 130
Rejestracja: 14 sty 2013, 17:56
Lokalizacja postaci: Gród rodu Rastara
GG: 8010618
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2465

09 paź 2014, 18:23

Poszło mu całkiem przystępnie. Pierwszy sztylet nie wbił się w plecy pana potwora, ale zadał mu dosyć spore i z pewnością bolesne obrażenia. Drugi, natomiast sprawił się o wiele lepiej. Wbił się w czworonożne zwierzę, raniąc je na tyle mocno, że to rzuciło się pędem przed siebie. Potwór nie spodziewał się takiego obrotu spraw, więc przy wierzgnięciu, prawie teatralnie, upadł na ziemię, wypuszczając wcześniej z dłoni swój miecz. I w tym momencie roskvar dostrzegł swoją szansę.

Szybkie spojrzenie na jego towarzysza z drużyny spowodowało między nimi tak potrzebną nić porozumienia. W ciągu tej krótkiej chwili, jaką Trov potrzebował, by dotrzeć do potwora, Nerfox dopadł szabli i mocnym ciosem, który jednak był zbyt słaby na zabicie, pozbawił potwora przytomności. Sekundę później pojawił się przy nich roskvar, który po drodze zdążył jeszcze odkopać broń potwora na dalszą odległość. Wypluł ślinę w błoto i spojrzał z bliska na jego główny cel w tym miesiącu. To właśnie przez tę mordę miał tyle problemów. Obrócił się, chcąc ponownie wypluć ślinę, i zauważył, że tuż koło nich wyrósł, jakby z podziemia, szlachcic na koniu, ów tajemniczy herszt lokalnych możnych. Trov właściwie nie wiedział co ma powiedzieć, wiec zdołał tylko wydukać z siebie parę słów.

- I co teraz, panie szlachcic?

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 917
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

14 paź 2014, 12:11

MG

Trovsvarg został obdarzony jedynie krótkim spojrzeniem, które następnie przeniosło się znów na leżącego na ziemi mężczyznę. Szlachcic zdawał się zupełnie nie interesować stojącym zaraz obok Nerfoxem, który począł ładować kuszę. Najwyraźniej miał zamiar jeszcze do kogoś strzelać.

- Synu – wymamrotał z konia, po czym westchnął ciężko.

Niewiadomo kiedy obok niego znalazł się kolejny z możnych, ten, który wcześniej uderzył Trova, w dłoni znów miał buławę, która najwidoczniej zdążył podnieść. Ubłocona nie wyglądała już tak imponująca, jednak sam właściciel zdawał się tego nie zauważać. Podszedł do ogłuszonego przez Nerfoxa jegomościa, który niemrawo ruszał się w zalegającym wszędzie błocie. Chwycił go za kark i uniósł do góry w niedźwiedzim wręcz uścisku.

- Oj, będziesz miał kłopotów – warknął, po czym popchnął go w stronę pozostałych. Niemal natychmiast złapał go ktoś inny. Szlachta schodziła się z okolicy po potyczce z psami część prowadziła konie pozostałych, inni spoglądali jedynie po obecnych wilkiem. Zdecydowanie byli nie w humorze. W to wszystko wmieszał się też Ulroned wraz ze swoimi najemnikami.

- Zdaje się, że psy są zażegnane. Kilka uciekło, znajdziemy je niedługo.

- Niech będzie – buława została wetknięta za pas, po czym w stronę najemnika poleciał mieszek. Nie wyglądał na imponująco pękaty, ale odprawiony machnięciem ręki Ulroned nie kłócił się, najwidoczniej była to wystarczająca suma.

Szlachcic podparł boki i spojrzał po pozostałej dwójce "drużyny", która miała uratować Mirran Toilt.

- A wy co? Ktoś was najął? – zapytał, jednak nie oczekiwał najwidoczniej odpowiedzi, gdyż zaraz po tym kontynuował swoją przemowę. - Już was raczej nikt z nim nie pomyli. Możecie to uznać za plus całego zdarzenia. A teraz wróćcie do swoich spraw.

Mężczyzna rozejrzał się i wypatrzył jakiegoś zbłąkanego wieśniaka, który podszedł zbyt blisko. Skinął w jego stronę.

- Sołtys przyśle kogoś, żeby was opatrzył. – Wieśniak żwawo popędził w sobie znanym kierunku, aby zanieść wspomnianemu sołtysowi tę informację. Tymczasem zebrani wokół rycerze zdążyli związać Potwora, wrzucić go na jednego z koni i sami zaczęli ich dosiadać.

- I ani pary z gęby – jeden z nich rzucił jeszcze jedynie na odjezdne, po czym zaczęli się kolejno zabierać do drogi. Najwyraźniej nie mieli zamiaru rozmawiać z Trovsvargiem, ani też Nerfoxem ani chwili dłużej niż było to konieczne. W końcu mieli to, po co przyjechali.

Wieś zdawała się niemal opustoszeć. Chłopi pozamykali się w chałupach, psy uciekły, gdzieś kilkadziesiąt metrów dalej na trawie leżał zraniony przez Trovsvarga koń i co jakiś czas rżał cicho. Znów zaczynał padać deszcz.

Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 375
Rejestracja: 13 gru 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Karczma Pod Bezgłową Damą
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

23 paź 2014, 09:55

Cel, który został obrany przez Vereomila podczas ataku na wioskę (uciec, schować się czy nie dać się pogryźć to jedynie kilka punktów z nadzwyczajnie skomplikowanego planu na tę sposobność), został osiągnięty z pełnym sukcesem. Wszak żył i miał się dobrze, i choć wzbudził strach w wieśniaczce i jej dziatwie, nie przejmował się tym za bardzo. Jedynie czuł się w obowiązku zapłacić – wszak wszystko ma swoją cenę – za schronienie w momencie, gdy śmierć mogła zajrzeć w jego oczy. Otworzył torbę i wyjął sakiewkę, z której wyciągnął jedną srebrną monetę. Rzucając ją lekko w stronę kobiety, powiedział:

- W podzięce za schronienie. Tylko nie wydaj na głupoty. – Zażartował mało wyszukanie. Jego ton też nie był wcale taki zabawowy – choć strach często gościł w repertuarze jego emocji, brzydził się innymi, którzy go zanadto odczuwali. Ot, modelowy hipokryta.

Schował sakiewkę i zamknął torbę. Następnie otworzył drzwi i wyszedł z domostwa z zamiarem zagoszczenia w innym. Rozejrzał się, co by nie wpaść na żadnego z wieśniaków czy innych rezydentów sioła. Wiedział, że wielu mieszkańców otaczających elfa zagród, nie ma aktualnie mieszkańców ze względu na to, że zostali zagryzieni przez krwiożercze bestie, które zwykło nazywać się psami. Pojawiło się jednak pytanie: “Które domy są opuszczone, a które nie?" Vereomil nie miał pojęcia jak to rozstrzygnąć. W końcu zaniechał owego przedsięwzięcia na rzecz powrotu do karczmy.

Przed nią zauważył jednak zbiorowisko tych, których został w walce przeciw bestiom. Nie winił siebie za to. Wręcz przeciwnie. Jego jedynym zadaniem była obserwacja z bezpiecznej odległości wydarzeń, coby następnie je spamiętać i rozpowszechnić na całą Autonomię. Wszak był bardem, nie wojownikiem. Rozejrzał się, chcąc odnaleźć w gąszczu głów znajome twarz. Z dziwacznej kompanii ujrzał Trovsvarga, Nerfoxa i Ulroneda. Po krótkim namyśle skierował się w stronę łowczego z zapytaniem:

- Wioska już bezpieczna? Co się stało?

Miał nadzieję, że ten będzie w stanie odpowiedzieć na jego pytania w sposób, który sprawi, że elf nie będzie miał więcej pytań.

Zastanawiała go jednak kwestia kobiety, która towarzyszyła w spoczynku Trovsvargowi – a przynajmniej takie miał podejrzenia. Rzucił pytające spojrzenie w stronę roskvara, lecz nie miał na razie zamiaru się do niego zbliżać.

Trovsvarg
Posty: 130
Rejestracja: 14 sty 2013, 17:56
Lokalizacja postaci: Gród rodu Rastara
GG: 8010618
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2465

24 paź 2014, 17:16

-A to ciekawe! Czyżby ów potworzyna okazał się być synem herszta zgromadzonej tutaj szlachty? – Trov wydawał się być poważnie zaskoczony. Więc o co tyle zamieszania? Czyżby ojczulek nie mógł sobie poradzić z własnym synem? Nie rozumiem tego. – pomyślał bladolicy, patrząc na wyrastającego jak z pod ziemi możnego, w którym rozpoznał tego samego, co go wcześniej uderzył. Obrzucił go tylko chłodnym spojrzeniem, dając do zrozumienia, że wciąż mają rachunki do wyrównania. Całkiem przystępnym sposobem na to wydawałby się kufel zimnego piwa w karczmie, gdyż roskvara suszyło wyjątkowo mocno. Tymczasem ów szlachcic podniósł potwora, taranując prawie Trova i kompletnie nie robiąc sobie nic z tego, że Nerfox trzyma naładowaną kuszę. W międzyczasie Ulroned został sowicie opłacony przez szlachcica na koniu, co raczej zdziwiło Trova, gdyż to przecież nie on unicestwił potwora. Postanowił jednak nic nie mówić i czekać aż przywódca zwróci się do niego.

Nastąpiło to dopiero po dłuższej chwili. Roskvar został zapewniony, że zostanie opatrzony przez jakiegoś wiejskiego cyrulika, a także zagrożono mu, by nie próbował choćby własnemu koniu mówić o zaistniałej sytuacji. Następnie, nie czekając choćby na odpowiedź, herszt grupy udał się do swoich podwładnych, którzy próbowali umieścić jego syna na koniu, znajdującym się koło stajni.

Trov przez chwilę nie mógł zrozumieć sytuacji. Wyglądało na to, że ów grupa chce się wyjątkowo szybko zwinąć ze wsi, a jednocześnie nawet nie dadzą mu złamanego ora za rozwiązanie sprawy, która teraz nabrała bardzo rodzinnego wybrzmienia. Zdecydowanie mu się to nie spodobało. Postanowił jednak zaryzykować i spróbować się zabrać z nimi. Może w jakimś dworze mają lepszego lekarza. Podniósł swój sztylet z ziemi i włożył w pochwę przy pasie. Następnie ruszył w dosyć szybkim tempie ku grupie możnych. Gdyż już znalazł się koło nich, spojrzał w stronę przywódcy grupy, który akurat znajdował się naprzeciw niego.

- Panie szlachcic, chyba zaszło pewne nieporozumienie. Ja rozumiem, że czas was nagli i musicie zbierać się szybciej. – przerwał na chwilę i rozejrzał się po pobojowisku za nimi. - Nie dziwię wam się, patrząc na to, co znajduje się za mną. Sądzę jednak, że powinniście mnie zabrać do siebie. Bo wiecie, panowie, przypadkowo… - tu zaakcentował wymawiane słowo, patrząc na szlachcica z buławą. – …obiliście mi moją twarz. A chyba nie chcemy, by cała okolica dowiedziała się, kim jest ów potwór. – skinął głową na koleżkę, będącego przytrzymywanym na koniu, by nie spadł. – Więc zabranie mnie może wyjść nam na dobre. Ja zostanę opatrzony przez jakiegoś dworskiego lekarza, który z pewnością się lepiej zna na sztuce medycznej niż jakiś wiejski cyrulik, a wszelkie konotacje potwora z kimkolwiek zostaną zapomniane. Co wy na taką umowę? Mój koń, jak wiecie, czeka w stajni. – powiedział Trov i poczekał na reakcję. Naprawdę liczył na to, że szlachcice, a zwłaszcza ich przywódca, poczują się postawieni pod ścianą i wezmą go ze sobą.

Awatar użytkownika
Nerfox
Posty: 33
Rejestracja: 02 mar 2014, 21:00
GG: 34583758
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2896

26 paź 2014, 09:07

Nerfox w spokoju spoglądał na zaistniałą sytuację, która wydawała mu się niezmiernie dziwna, ale nic nie mówił. Ta grupka wzajemnej adoracji wyraźnie działała mu na nerwy. Nie chodziło nawet o zapłatę, nie znał przecież wartości pieniądza ani nie przemawiały do niego błyszczące krążki. Chodziło mu jedynie o pogardę dla wszystkich innych, która aż od nich biła, a Łowca był przecież na nią uczulony. Na pytanie Barda, który właśnie przyszedł i je zadał, odpowiedział:
-Nic ciekawego, tamten przyjemniaczek był chyba synalkiem jednego z tych przemiłych – tu skrzywił się kwaśno – jegomości. Teraz nie chcą, żeby to wyszło na jaw. A niedoczekanie ich.
Nerfox rozładował powoli kuszę, po czym ruszył przez wioskę kierując się do gospody. Pierwszemu napotkanemu chłopu opowiedział z pikantnymi szczegółami co zaszło, nie pomijając tego, że całe zamieszanie spowodował synalek, a on sam nie dostał za pomoc ani grosza. To samo powtórzył w gospodzie. "No, to chyba wystarczy. Nie lubię tego typu szlachty." – pomyślał i skierował się w stronę lasu. Znowu był wolnym mieszkańcem tej krainy i nic go nigdzie nie trzymało.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 917
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

29 paź 2014, 19:02

MG

Nerfox bez większych przeszkód udał się w swoją stronę. Nikt nie próbował mu w tym przeszkodzić, a Vereomil pozostał sam. Zapewne odpowiedź łowcy nie satysfakcjonowała go do końca, była dość uboga i zbywająca, jednak cóż mógł zrobić.

Nerfox postanowił zaczepić jednego z wieśniaków i opowiedzieć mu o całym zdarzeniu, jednak zarówno on, jak i też karczmarz wyglądali na totalnie skołowanych jego słowami i nie zdawało się, aby opowiedziana przez niego historia miała dla nich jakieś większe znaczenie, czy przekaz. Trudno powiedzieć czy nie wierzyli mężczyźni, bali się, czy może była to kwestia czegoś jeszcze innego.

Trovsvarg pogonił za szlachtą zaczepiając zbierających się do odjazdu mężczyzn. Mina jednego z nich dobitnie wyrażała "tego się spodziewałem". Szlachcic wetknął swoją buławę za pas, mruknął coś pod nosem i pokiwał głową.

- Niech będzie. Idźcie po swojego konia, poczekamy na was – mruknął w stronę roskvara, gładząc przy okazji swój wąs. Jeśli miał zamiar w jakikolwiek sposób skomentować, lub co gorsza zareagować na, pogróżki Trova, to zostawił to dla siebie. Na szczęście bladolicego. Jego koń czekał w stajni, u kopyt mając zwłoki jednego z psów. Czaszka mniejszego czworonoga została rozwalona końskim kopnięciem, acz sama klacz również nie obeszła się bez szwanku. Ugryziona w prawą przednią nogę kulała lekko.

Mężczyźni wsiedli na swoje konie i ruszyli powoli w stronę brzegu wsi, gdzie mieli zamiar poczekać na Trovsvarga. Jeśli tylko ten nie zmienił zdania i pojechał z nimi, to po jakimś półtorej godziny podróży przed jego oczami wykwitł niewielki, drewniany kompleks budynków. Droga ze wsi była równa i krótka, możni praktycznie nie odzywali się przez całość jej trwania. Roskvar miał okazję jedynie usłyszeć kilka słów wymienionych pomiędzy dwójką z nich. Mowa oczywiście była, o wiezionym "Potworze" i o tym, że nagrabił sobie i dobrze będzie w końcu nakopać mu w rzyć za to wszystko. Drugi z rozmówców wyraził swój żal, iż zmuszeni byli wybić te wszystkie psy. Jak stwierdził wspaniale swojego czasu sprawowały się na polowaniach.

//Jeśli kontynuujesz wątek spodziewaj się, że kolejny mój post pojawi się wraz z nową, docelową lokacją, do której Cię wprowadzę.
Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 375
Rejestracja: 13 gru 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Karczma Pod Bezgłową Damą
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

22 lis 2014, 16:44

Zdawkowa odpowiedź Nerfoxa niezbyt zadowoliła elfa, lecz jednocześnie zainspirowała go do przemyśleń i fantazji. Syn możnego szczujący psami podwładnych ojca brzmi jak tania opowiastka dla motłochu, lecz Vereomil wierzył w swoje możliwości stworzenia z niej nie lada arcydzieła. Niewielka ilość zdobytych informacji nie było czymś, o czym elf marzył od kołyski, lecz musiał się tym zadowolić. Nie martwił się tym jednak zbytnio, bo to, o czym się nie dowiedziano, zawsze można zastąpić domysłami. Bard doskonale o tym wiedział i z owej wiedzy w najbliższym czasie chciał skorzystać.

Ludzie poczęli się rozchodzić, kiedy konni odjechali. Vereomil wtem stwierdził, że nic już tu po nim, skoro nie mógł dowiedzieć się niczego więcej od skołowanych wieśniaków. Zresztą co oni mogliby wiedzieć co dzieje się na pobliskim dworze? Wszak ich świat kończył się na obejściu ich gospodarstw, cyklicznie poszerzając się o powierzchnię lichych poletek. Elf obrócił się na pięcie i ruszył do karczmy. Przechodząc obok szynku zorientował się, że może gospodarz przybytku będzie wiedział coś więcej na temat sytuacji, która zaszła przed chwilą właśnie przed budynkiem. Zwrócił się do mężczyzny bez jakichkolwiek formalności:

- Karczmarzu! Kim w końcu było ów potwór, który naruszał spokój mieszkańców tej wioski?

– Pytanie zostało zadane w sposób swobodny i nienarzucający się, jakby nie było pytaniem o “klątwę" ciążącą nad siołem, a jedynie o pogodę.[/p]

Vereomil, choć był elfem o wielkiej wyobraźni, zawsze starał się, by opowieści, które opowiadał, były jak najbardziej autentyczne. Czasem może przy pomocy odpowiednich narzędzi językowych majstrował przy historii, coby wywrzeć odpowiednie emocje na słuchaczach, lecz opowiadana sytuacja nie była przeinaczana w sensie merytorycznym. Czasem tylko uwydatniała pewne aspekty, wyciszając inne.

Rozejrzał się po karczmie. Może znalazłby kogoś, kto byłby ciekawym rozmówcą? Mechanicznie pokręcił głową, choć zwrócił uwagę na każdego gościa, nie miał teraz jednak na to ochoty. Zresztą nie miał na to czasu. Musiał w końcu znaleźć kogoś, kto będzie w stanie uleczyć Enela.

Trovsvarg
Posty: 130
Rejestracja: 14 sty 2013, 17:56
Lokalizacja postaci: Gród rodu Rastara
GG: 8010618
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2465

25 lis 2014, 16:26

Wygrał to. Mała batalia na spojrzenia pomiędzy nim, a szlachciurą z wąsem długo nie trwała, ale miała kluczowe znaczenie dla dalszych losów roskvara. Trov przez tę krótką chwilę widział, jak możny lekko mruży oczy, wiedząc, że za bardzo nie ma innych wyjść, oprócz wzięcia bladolicego ze sobą, bądź zabicia go, by nie sprawiał kłopotów. Ostatecznie mruknął, że wyraża zgodę, a Trov skwitował to lekkim uśmiechem.

Skierował się do stodoły, a widok, który tam zastał odrobinę go zaskoczył. Pod nogami jego pięknego konia leżał kundel potwora vel synka przywódcy lokalnych władyków. Poważniejszym zmartwieniem był jednak fakt, że Ikvma został ugryziony w nogę. Trov podszedł bliżej i stwierdził na pierwszy rzut oka, że rana nie jest na tyle poważna, by wymagała natychmiastowej interwencji, ale koniecznie musi powiedzieć stajennemu, by ten zadbał o to i zdezynfekował. Następnie bladolicy poszedł po swoje siodło, zgrabnie założył je na konia, schylił się po kostur Desabii, który wypadł mu z rąk po pamiętnym uderzeniu buławą, i zgrabnie wskoczył na Ikvmę. Ten parsknął radośnie i powoli dołączył do grupy szlachciców, czekających przy stodole. Następnie wszyscy ruszyli w kierunku dworu.


Będąc przy końcu wsi, Trov obrócił się i spojrzał za siebie. Oto opuszcza miejsce, w którym tak dużo się stało. - Ciekawe, co mnie czeka teraz. – mruknął, kontynuując jazdę.

[z/t]
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 917
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

06 gru 2014, 12:23

MG

Karczmarz jakby zastygł w miejscu gdy usłyszał pytanie Vereomila. Spojrzał na elfa wilkiem, opuszczając nieco głowę i jakby kuląc się. W końcu rozejrzał się po karczmie, w której to siedziały może dwie osoby. Ich uwadze nie uszedł fakt, iż Vereomil dopytywał o takie rzeczy, również wbili w niego wzrok czekali na to, co się dalej wydarzy.

Mężczyzna przysunął się nieco bliżej elfa i nachylił.

- To w ogóle temat do rozmów nieciekawy. Nie ma o czym mówić – poinformował barda. Chyba nie trzeba mówić, że nie brzmiał zbyt przekonywująco. Wyglądało jednak na to, iż nie ma ochoty nic mówić, albo też stara się ukryć fakt iż nic nie wie. Czy plotki wędrowały po tej wsi dostatecznie szybko, aby takie informacje znalazły się już w łapach karczmarza?

Wyglądało na to, iż Vereomil będzie miał trudności z uzyskaniem tak wyczekiwanych informacji. Może była to zapłata za tchórzostwo i schowanie się przed niebezpieczeństwem w czyjejś chacie, bez zaproszenia i żadnych wyjaśnień. Jeśli chciał coś wiedzieć, to musiał bardziej się postarać.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Infi i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 19 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 18 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Infi
Liczba postów: 52163
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.