Namiot Znachora

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

Namiot Znachora

31 mar 2013, 22:58

Namiot Znachora był najbardziej wysuniętym namiotem ku Pustyni Śmierci. Brązowe płaty skóry, wzajemne ze sobą zszyte, tworzyły solidną konstrukcję – jak na namioty – w której rezydował znany ork.

Obecna kryjówka kształtem przypominała dość sporej wielkości sferę, którą jakby przekrojono na pół i ową połówkę postawiono na ziemi. Z góry wystawał szaroczerwony komin. Wykorzystany materiał był pochodzenia wielbłądziego, niektóre fragmenty skóry ozdobiono misterną symboliką, która w większości przedstawiała skorpiony.


Baldachim, który osłaniał wejście przed słońcem, utrzymywał się na dwóch długich drewnianych palach. Na ich szczycie przebite były na wylot pokaźne ogony skorpionów, wielkością dorównujące czterech stóp. Trza przyznać, niecodzienna ozdoba.


W środku dominowały dywany rozłożone na ciepłym, wpół piaskowym podłożu. Piękne czerwone i ciemno zielone. Większość wolnej przestrzeni zajmował piecyk z długim kominem. W jego wnętrzu palono drewno, rozgrzewano węgiel i wypalano skorpionowe żądła…


Na drogich dywanach walało się mnóstwo narzędzi, skorpionowych szczypców, i podejrzanych segmentów twardego, nieprzerobionego materiału, niewiadomego pochodzenia…

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

01 kwie 2013, 22:30

Asim prowadził Kenhkara na zachód. Szli oni wydeptaną ścieżką przez setki nóg, bowiem wokół nich było mnóstwo pracujących osób. Jedni biegali z jednego punktu do drugiego, dostarczając materiały budowlane potrzebującym. Drudzy wystukiwali młotami melodię pracy, kakofonię kreacji dokonywanej przez ręce, pod przewodnictwem umysłu. Dźwięk postępu, który przewróci Varti świetność.

Czym dalej przewodnik prowadził brodacza tym głosy ludności słabły. Ziemia pod stopami idących mężczyzn powoli nabierała piasku, ścieżka kończyła się, wtapiając swój koniec w półpiaszczystą glebę.

Sokół wraz z magiem zbliżali się do odosobnionego namiotu, schronienia znanego w okolicy orka. Niedaleko zza schronieniem zielonoskórego rozpościerała się Pustynia Śmierci, a widok jej mógł zatrzymać dech w piersi. Bowiem owy piasek wtapiał się, jakoby z linią horyzontu, przez co sama pustynia wydawała się ciągnąć bez końca. Pod wpływem niezachmurzonego słońca piasek raził nieprzyjemnie w oczy. Zaiste… osobliwe to miejsce i niezwykle niebiezpieczne.

W końcu mężczyźni dotarli do celu. Asim gestem ręki nakazał Kenhkarowi zatrzymać się, a on sam wszedł do środka. Po chwili brodacz usłyszał początek rozmowy południowca z orkiem. Ich słowa były niewyraźnie i ciche…

Kenhkar stał dobry kwadrans i nadal nie zaproszono go do wnętrza. Pogawędka nie ustawała.

Awatar użytkownika
Kenhkar
Posty: 278
Rejestracja: 12 maja 2012, 21:39
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?p=29652#29652

02 kwie 2013, 04:51

Zaprawdę, Varti było pogodną mieściną. I Kenhkar nie miał na myśli drobniutkiego piasku, czy też palącego słońca. Chodziło raczej o atmosferę, jaką roztaczało wokół siebie. Mag zaczynał się zastanawiać, czy po powrocie z Pustyni zwyczajnie tutaj nie zamieszkać. Wszak wśród pradawnych ruin z pewnością znajdzie się jakiś kosztowny naszyjnik lub bogato zdobione karwasze. I to w sporych ilościach. Śmierć pewnie też da się tam znaleźć, ale akurat jej Kenh w żadnym razie nie szukał.

Sokół prowadził go na zachód. Słońce świeciło nieco z tyłu, miło grzejąc plecy. Dopiero teraz brodacz zauważył, jak bardzo podniszczona była jego kamizelka. Cały przód porwany, bo przecież zajmował się ranami dziewoi Infiego. Wrócił pamięcią do tego pełnego wydarzeń dnia, kiedy to stoczyli ciężki bój z magiczną jaskinią. Kenhkar nadal nie wiedział, co się tam właściwie stało. Walczysz sobie z jaskinią, a potem z oszalałym przywódcą, by stracić nagle przytomność i obudzić się już po wszystkim. Trzeba będzie wypytać miecznika o szczegóły – mogła z tego wyniknąć jakaś ciekawa historia. Ajumi też może coś pamiętała, pomimo szoku, jakiego doznała po utracie palców. Bo właściwie… jakim cudem je odzyskała? Jakieś leśne czary? Cholera wie.

Rozglądając się na boki, mag wiatru dostrzegał wielu pracowników, kręcących się tu i ówdzie, niczym mrówki. Varti żyło, a tymi, którzy je wskrzeszali, byli ludzie i ich wytrwałe ręce. Niemniej jednak, Kenh nie nacieszył się zbyt długo tym widokiem, ponieważ Asim poprowadził go jeszcze dalej, aż w końcu głosy tłumu słabły, pozostając za plecami. Wędrowiec z każdym krokiem znajdował się dalej na zachód niż kiedykolwiek wcześniej. I – na bogów – podobało mu się tu niezmiernie! Gdyby tylko jeszcze Pustynia okazała się tak przyjaznym miejscem, pełnym egzotycznych kupców i zapachowych olejków, o których tyle się słyszy. Pewnie dałoby też radę znaleźć ziele dorównujące sokołowemu. Niesiony optymistycznym tchnieniem Kenhkar szedł energicznie, mocno i pewnie.

I dobrze, że nabrał tej energii, gdyż chwilę później wkroczyli na tereny nieco mniej sprzyjające wędrówkom. Każdy krok na piasku sprawiał pewną trudność, ale i satysfakcję. Przewodnik i mag zbliżali się do jakiegoś namiotu. Ten drugi dokładnie przyglądał się czyjemuś domostwu, wypatrując wnet coś w rodzaju komina na szczycie i dość charakterystyczną ozdobę, jaką z pewnością stanowiły wielgachne ogony jakichś bestii nabite na pale podtrzymujące swego rodzaju zadaszenie przed wejściem. Kenhkar mimowolnie zastanawiał się, czy ich właściciel sam upolował owe stwory, czy najzwyczajniej w świecie zakupił trofea, a następnie ozdobił wejście swej posesji, sławiąc całemu światu, jaki to jest mocarny. Chociaż… namiot stał w pewnym sensie na odludziu, więc ciężko tu o chwalenie się. Może ozdoba miała odstraszać nieproszonych gości? Któż to wie.

Mag rzucił okiem na przestrzeń rozlegającą się za tym schronieniem. Bezkresne pole piachu. Pustkowie. Aż przystanął z wrażenia, niestety niezbyt radosnego. Mieli wędrować po czymś takim? Atakowani przez bezlitosny żar zarówno z dołu jak i z góry? Brodacz nie dostrzegał żadnej rzeki. Prędko doszedł więc do wniosku, że potrzeba im tyle wody, ile tylko zdołają udźwignąć. A Sokół zdawał się być osobą rozgarniętą w tutejszym terenie – słuchanie go mogło oszczędzić całej masy problemów.

Dotarli wreszcie do wejścia, gdzie Kenh został niejako porzucony przez towarzysza. Z natury niecierpliwy brodacz stąpał z nogi na nogę, szukając zajęcia dla rąk. Niezbyt widziało mu się grzebanie w piachu, toteż kombinował z wiatrem, miotając ziarenkami piasku tak, aby układały się w fantazyjne wzory. Dawało to trochę zabawy. Lewym uchem wychwycił strzępki rozmowy Asima, aczkolwiek nie poświęcał temu zbyt wielkiej uwagi, skoncentrowany na manipulacji swym ukochanym żywiołem. Musiał się wysypiać, bo na pustyni jego zdolności mogą się przydać. I to bardzo. Przynajmniej tak mu się zdawało – czy słusznie, to już się okaże.

Mijało jednak już sporo czasu, a przewodnik nadal gawędził sobie w środku. Kenh nie znał wszakże tutejszej kultury, więc wejście do środka bez bycia wyraźnie zaproszonym mogło kogoś urazić. A tego nie chciał. Nie zmienia to faktu, że przysunął się bliżej wejścia, ciekaw, o czym gawędzą osoby przebywające w środku.

Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

02 kwie 2013, 20:10

MG

Kenhkarowi powracał dobry humor. Zainspirowany pracowitą atmosferą Varti, nabrał nieco optymizmu. Głowa nadal pamiętała wczorajszą noc, lecz mag zbytnio nie przejmował się karą po nieumiarkowanym chlaniu piwska, wolał za to zająć się czymś zajmującym. Proste manipulowanie wiatrem nie sprawiło mu najmniejszego problemu, poza tym czuł jak rozgrzewał się mu mózg. Umysł wracał do względnej normy.

Zbliżywszy się bliżej namiotu, brodacz usłyszał strzępki prowadzonej konwersacji.

- Załatwione, zająć się tym! – Burknął srogim głosem Znachor, który z aprobatą przyjął do wiadomości nieznane Kanhkarowi słowa Asima.

- Zatem dobrze, mamy wiele do zrobienia – rzekł Asim, niezwykle spokojnym tonem.

Sokół wyszedł ze osłaniającego przed słońcem schronienia. Skupił swe patrzałki na znudzonym magu. Przemówił:

- Wielce przepraszam za to, że musiałeś tyle czekać, ale miałem o czym rozmawiać, oj miałem. Wejdźmy do środka. – Przewodnik ruchem prawej ręki zachęcił brodacza, coby ruszył za nim.

Mężczyźni weszli do namiotu. Wnętrze wyłożone zostało bogatymi dywanami, które kryły pod sobą piasek. Wszędzie walały się dziwne narzędzia, mag zdołał ustalić, że służą one do przetwórstwa. Ale, czego? Prócz orkowych instrumentów pracy, na dywanach spoczywały wielkie segmenty tajemniczego materiału. Wyglądem przypominały skorupę, zapewne bardzo twardą. Gdzieniegdzie były widoczne skorpionowe szczypce. W niewielkim kominku dopiero co podłożono do ognia, a w nim… rozgrzewały się żądła skorpionów.

Barczysty Znachor majstrował przy palenisku. Usłyszawszy gości, odwrócił się i skinął głową. Nawet u siebie ukrywał swe lico w czarnym jak noc kapturze.

Sokół Asim usiadł przy piecu, krzyżując nogi na wygodnym i miękkim podłożu. Zielonoskóry balwierz wskazał lewą ręką na dół.

- Ty spocząć, my gadać – zwrócił się gospodarz do członka Entropii.

Awatar użytkownika
Kenhkar
Posty: 278
Rejestracja: 12 maja 2012, 21:39
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?p=29652#29652

03 kwie 2013, 01:42

Głos rozmówcy Asima zdawał się być znajomym… po chwili Kenhkar skonstatował, iż to chyba ten ork z karczmy, co to chyba miał jakąś sprzeczkę z Infim. Tak, wtedy, kiedy Kenh próbował doprowadzić się do porządku. Lub parę chwil wcześniej. Ale to nieistotne. Usłyszał jakieś kroki, choć niewyraźnie. Szybko odsunął się od wejścia, odwracając głowę w drugą stronę. Sokół zachował się dość kulturalnie, więc mag postanowił odpłacić się tym samym. Nie miał nic przeciwko przewodnikowi. No, oprócz tego, iż dość solidnie liczył swoje usługi.

— Nic się nie stało — odparł brodacz, wchodząc do środka, nieco pochylając głowę. Podłoże stanowiły dywany, wyglądające na dość kosztowne. Kenhkar nie był jednak w tej dziedzinie specjalistą. Mógł jedynie zgadywać, ile są warte i czy w ogóle są coś warte. Rozglądając się dyskretnie, stwierdził, iż Znachor musi być rzemieślnikiem. Masa tajemniczych narzędzi, intrygujące materiały — słowem: cuda. Kudłaty skinął głową, powtarzając gest gospodarza. Usiadł tam, gdzie niejako nakazał ork. Wymogi kulturowe. Nieco komiczna sytuacja — zaprosili go do środka, lecz nadal zamierzali dyskutować ze sobą. Ale będzie mógł coś usłyszeć. Może i doda coś od siebie? Kto wie. Mag podciągnął do siebie fragmenty Glamaithila. Gdyby wrócił do dawnej świetności, Kenh czułby się o niebo pewniej, wyruszając na pustkowia, gdzie czyhała śmierć i cholera wie, co jeszcze.

Podrapał się po czole, pokręcił trochę biodrami, zwiększając komfort i… słuchał.

Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

03 kwie 2013, 16:24

MG

Orkowe oczy, zauważywszy ruch rąk gościa, zwiesiły się na niekompletnym orężu. Znachor niezrozumiale burknął coś do siebie. Oznajmił samemu sobie, co byłoby trzeba uczynić… Asim także to wiedział. Postanowienie uwzględnione kwadrans temu.

Barczysty rzemieślnik usiadł, krzyżując swoje nogi. Powędrował swym znużonym wzrokiem w górę, spojrzał na lico maga i rzekł bez ogródek:

- Ja udoskonalić twoja broń. Ja wiedzieć, że to kiedyś być kijem. Ja mieć wzrok twórcy, ja wiedzieć się na rzeczy – tłumaczył Znachor, nieustannie wpatrując się w broń Kenhkara. Ork uznał siebie za doświadczonego twórcę, lecz w jego słowach nie gnieździła się pycha. Czyżby, aż tak znał się na rzeczy? – Użyć materiały pustyni, taak… Wiele musieć zrobić. Ty odpłacić się pomocą nam, nie monetą. Pomóc Sokół i mi w robocie…

Asim uśmiechnął się przebiegle.

- Pomóc nam złożyć wojowników! Zapolują na skorpiony! – Ryknięciem, Znachor wytłumaczył zadanie Kenhkara.

- Znachor potrzebuje zaopatrzyć się w materiał do pracy. W mieście jest kilka osób nadających się do tego zadania. Również możesz dołączyć do grupy, jeśli chcesz. Nie wyglądasz na pospolitego podróżnika – rzekł Asim.

- Gdy złożyć wojowników, ja planować ich jak walczyć przeciw skorpiony. Ja nie chcieć w wojownikach widzieć czerwonooki pysk. Ja ostrzec jeno… – powiedział zielonoskóry.

- Pierw jednak zaniesiemy ekwipunek i stroje do karczmy. Tam podejmiesz również decyzję, Kenhkarze. – Przewodnik powstał, otrzepując dolną część swej szaty z drobinek piasku. - Ale. Zabicie skorpiona to nie lada wyzwanie. Nie podejmuj się tego, jeżeli nie czujesz się na siłach.

Awatar użytkownika
Kenhkar
Posty: 278
Rejestracja: 12 maja 2012, 21:39
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?p=29652#29652

03 kwie 2013, 19:35

Kenhkar, zaciekawiony tajemniczym i ciężkim do zrozumienia bełkotem orka, spojrzał nań. Chwilę później wszystko się wyjaśniło. Znachor twierdził, iż jest w stanie naprawić kostur. Mag, zaskoczony takim obrotem sprawy, puścił mimo uszu niejaką obelgę odnośnie Glamaithila. Kij. Brodacz potrafił jednak pojąć, że to po prostu sposób zielonoskórego na komunikację. Nie miał mu tego za złe.

Odpłacić poprzez pomoc? Czemu nie?

Ale zaraz – złożyć wojowników? Polowanie na skorpiony? To brzmiało już nieco poważniej. Mag podrapał się po policzku, słysząc, iż Znachor nie zamierza powitać Infiego z otwartymi ramionami.

– Czemu nie? – zapytał orka. – To potężny wojak. Mógłby się przydać. I czy nie będzie to kolidować z wymarszem drużyny? – zwrócił się do przewodnika. – Jak myślisz, kiedy będzie najlepiej wyruszyć?


Jeżeli poczekają, to z chęcią udam się, by ubić tę bestię. Nie martwię się. Życie jest za krótkie, aby pozwalać strachowi przejąć nad nim ster. – Uśmiechnął się do Sokoła. – Więc jak – ruszamy zanieść te stroje? Może Asterias i Arael zgodzą się przyłączyć – mruknął do siebie. – Dobrzy z nich wojownicy. Chyba. Infi raczej nie zabierał ze sobą słabych.

Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

05 kwie 2013, 14:13

MG

- Cha, cha! – wybuchnął śmiechem orkowy rzemieślnik, gdy usłyszał śmiałe słowa swego gościa. Zaiste, Kenhkar spostrzegł, że ślepia potężnego gospodarza życzliwej nań spoglądały. Znachor również powstał. Głośno strzelił palcami, trzask kości rozbrzmiał we wnętrzu przestrzennego namiotu, który mógłby pomieścić z dobry tuzin nowych domowników. - Masz jaja, człowieczku – zaczął prowokująco, w głośnie brzmiała wyzywająca kpina – Patrzyć tedy w karczmie na ciebie i teraz nie wierzyć w twe. Wyglądać jakby dni świetności minęły, cha! Lecz czyny, nie słowa budować drogę o każdym. Zobaczyć z jakiej gliny ty zbudowany.

- Infi nie ustalił konkretnego dnia wymarszu. Wyruszymy w drogę, gdy każdy będzie na nią gotowy – tłumaczył Asim swym spokojnym głosem. – Nie wyglądacie na kupców, więc nieważne kiedy wyruszymy, ważne jakimi ścieżkami podążymy. Czerwonooki rzekł, że będziemy szli traktem, a potem…? – Odsłonił kawałek namiotowej skóry przy wyjściu. Promienia słoneczne padły na twarz południowca. On nieznacznie zmrużył oczy i wpatrywał się w jeno sobie znany punkt. Zastanowił się chwilę i odwrócił głowę, aby skupić swe oczy na licu maga. - Nie zmierzacie do Khan'Sal, więc dokąd? – To pytanie nurtowało Sokoła. Chciał znać kierunek podróży, bowiem był przewodnikiem. Jeżeli ktokolwiek odważył się postawić swą stopę na gorącym piasku, Asim wiedział jak winno się poruszać po ziemi jego przodków. Każdy miał jakiś cel, każdy.

- Masz wziąć odpowiedzialność za czerwonooki pysk. Bitwa ze skorpionem nie być sielanką, wymagać myślenia. Plan, jak wy na to mówić. Jeżeli pysk będzie nie słuchać się rozkazów. – Orkowe wejrzenie przybrało wrogiego wyrazu. – Zginie. Ręczyć ty za niego?

- Nasze zadanie, jak wcześniej wspomniałem, będzie składać z dwóch etapów. Najpierw wrócimy z powrotem do karczmy z ekwipunkiem. Jeżeli twoi towarzysze się zgodzą, nie będziemy musieli szukać innych. Czym mniej… tym lepiej.

- Jako grupa naruszyć pustynię i odnaleźć trzy dorosłe skorpiony. Pokonać je. Później ja zająć się nimi i nagrodzić cię. Jeżeli zainteresować was moje wyroby, to kupić inne za mniejszą cenę. Ręka myje rękę, taak. Więc, co mówić? – Znachor wyciągnął ku magowi mocarną dłoń, która oczekiwała na uścisk.

Awatar użytkownika
Kenhkar
Posty: 278
Rejestracja: 12 maja 2012, 21:39
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?p=29652#29652

05 kwie 2013, 17:11

Śmiech orka spowodował tylko zmieszanie maga. Co wyrażał? Kenh miał nadzieję, iż coś w rodzaju aprobaty. Ale któż to wie. Dalsza wypowiedź Znachora zagotowała brodacza. Zacisnął mocno lewą pięść, powstrzymując szczeniacki wybuch gniewu. Wysilił się na w miarę miły, cwany uśmiech.

– Pokażę Ci, co potrafią zdziałać moje ręce! – rzekł. – I nie tylko. – Zielonoskóry miał niejako rację – Kenhkar nie mógł wyglądać walecznie w karczmie, leżąc na blacie stołu. Ale to tylko przejściowy etap. Hulanka. Teraz czas przypomnieć mięśniom ich trening. Umysłowi również.

Odezwał się też Asim. Więc wymarsz to kwestia nieustalona. W sumie dobrze. Przewodnik pytał też o cel podróży. Członek Entropii podrapał się z zakłopotaniem po karku.

– Widzisz… – zaczął, szukając odpowiednich słów. – Prawda jest taka, iż nie wiemy. Czerwonooki zebrał nas, a my ruszyliśmy za nim. To, co widziałeś Asimie, to resztki pierwotnego składu. Wiedliśmy ze sobą minotaura, psa, który potrafił mówić, nawet smoka mieliśmy! Ale wyszło, jak wyszło. A do czego dąży Infi? Nie mam pojęcia. Coś go ciągnie na pustynię. Mówił, że coś w rodzaju przeczucia. – Teraz, gdy to wypowiedział, Kenh dostrzegł lekkomyślność tego przedsięwzięcia. Wyrusz na bezlitosne piaski, by łazikować tam bez konkretnego celu. – Można rzec, iż dążymy do zaginionej wiedzy. Tak, to chyba dobrze brzmi. Albo i do skarbów. W każdym razie do czegoś, co na pewno nie jest Khan'Sal.

Mag westchnął, słysząc słowa orka odnośnie przywódcy Entropii.

– Ciężko to zagwarantować, naprawdę. Infi potrafi być… nieprzewidywalny. – Czy to dobry pomysł, aby brać ze sobą miecznika? Prawdę mówiąc, całkiem niedawno woj chciał go zgładzić. Po co za nim szedł? Pieniądze były tutaj zbyt abstrakcyjnym i niepewnym powodem, aby ryzykować tak wiele. Trzeba to wyjaśnić. – Zobaczymy, jak pójdzie w karczmie. Chociaż, jeżeli mam za niego ręczyć, to raczej pozostanie w Varti. Czy te skorpiony to naprawdę tak wielkie bestyje? Opiszcie mi je, żebym wiedział, czego się spodziewać. – Kenhkar pochwycił orkową łapę. – Udam się na pustynię. – Klamka zapadła. Trochę to ryzykowne: nie miał przecież pewności, iż drużynnicy mu pomogą. Poza tym… cóż, to może być ciężka walka. Ale żyje się tylko jeden raz.

Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1190
Rejestracja: 29 paź 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

13 kwie 2013, 19:52

MG

Asim, ze skrzyżowanymi ramionami na piersi, z niemałym zainteresowaniem wsłuchiwał się w szczerą treść słów Kenhkara. Okazało się bowiem, że Entropia miała więcej głów we swych szeregach, ale… Coś się stało. Południowiec nie miał bladego pojęcia o niedawnej, niezwykle dziwnej przygodzie drużyny. Nie miał najmniejszego pojęcia o niczym. Entropia była zagadką. Zagadką, która zechciała przeszukiwać piaski pustyni aż ich przywódca, Infi, poczuje się usatysfakcjonowany. Aż odnajdzie swoją przeszłość…

- Nie rozumiem. Było was więcej? Co się stało z resztą drużyny, hm? – Widocznym było, iż południowca nurtują nawet tego typu sprawy. Chciał znać swego pracodawcę. - Cóż, zaiste, jesteście intrygującą grupą o wielu wyróżniających się osobowościach, ale… – zamilkł na chwilę, jakoby uważnie dobierając następne swe słowa[/b] – … smok brzmi wielce nieprawdopodobnie. Znam opowieści o tych potężnych gadach, ale żadnego nie widziałem. Widocznie nawet smoki ciągnął do Entropii, haha![/b]

– zaśmiał się, albowiem nie uwierzył.

Znachor z politowaniem obserwował Kenhkara. Tak, żółtodzioby to żółtodzioby, zapewne – ujrzawszy skorpiona – zasikałby własne majty. Kenhkar miał doświadczenie, ale to nie wystarczyło. W obliczu niebezpieczeństw pustynnych, jego obycie, wiedza, była niczym wielkim.

- Być skorpion wielki na czterech ciebie. Ogon trzy, może czetery ciebie. Stać osiem szponów. Mieć potężne szczypce, uch… – zawahał się, szukał odpowiedniego słowa - … zgniatać kozy i nie-wielbłądy. Silne być. – Skończywszy swój wywód, zbliżył się do wojownika i wystawił swą mocarną rękę, która nie miałaby żadnego problemu za złapaniem całej czaszki maga. Bez żadnych ceregieli, ork chwycił brutalnie ramię swego gościa i badał je. Uścisk był silny, Kenhkar wyczuł, że Znachor mógłby złamać jego ramię jak gałązkę. Mimo to zielonoskóry wiedział, co robi. - Hyh.- Odwrócił się plecami – zwalniając uścisk – do mężczyzn i ruszył w stronę pieca. Zwinnie schylił się, łapiąc za sporą część segmentowego pancerza skorpionów, na którym pracował ten potężny rzemieślnik. Znał technikę obróbki naturalnej zbroi tychże niebezpiecznych bestii. - Zostawić kij, połączyć go. Idźcie już – rzekł głośno i zdecydowanie.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 20 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 18 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerra z Derinu, Kerreos
Liczba postów: 52217
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1049
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: katrost
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.