Biała Twierdza

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

Biała Twierdza

04 lut 2011, 00:00

//Opis lokacji zrewidowany, poprawiony i uzupełniony przez Infiego.
Na przełomie pierwszego i drugiego wieku Ery Feniksa, kiedy to Autonomia Wolenvain gwałtownie rozszerzała swe granice, zaistniała ogromna potrzeba wybudowania nowych fortyfikacji. Biała Twierdza była jedną z pierwszych tego typu struktur. Przyszła twierdza miała stać się głównym punktem oporu w razie ataku od wschodu oraz linią zaopatrzeniową, jeżeli stolica zostałaby zaatakowana od zachodu. Plany zaczęto kreślić za panowania króla Sertosa II Burzliwego. W myśl budowniczych mino zastosować najnowsze zastosowania inżynieryjne, wznieść potężne baszty, podwójną linię murów, szeroką fosę oraz wiele innych udogodnień. Niestety liczne prowadzone wówczas wojny oraz słaba sytuacja finansowa państwa odwlekły realizację planów, powodując także ich znaczne okrojenie. Dopiero pod koniec życia monarchy zaczęto stawiać pierwsze fundamenty. Nigdy jednak król Sertos nie ujrzał skończonej budowli. Dopiero jego prawnuk, król Almad Mądry ukończył dzieło przodków według własnego pomysłu. Znacząco ograniczył rozmiar na rzecz zwiększenia efektywności obrony. W ostatecznej formie wielkość fortyfikacji była nie większa niż średnia, lecz potencjał defensywny znaczący i to ucieszyło króla. Niestety, twierdza udowodniła swoją przydatność jedynie kilka razy, podczas małych, lokalnych wojenek. Wraz z biegiem czasu i ustabilizowaniem sytuacji na granicach przydatność budowli zmalała jeszcze bardziej. Jej utrzymanie stało się zbyt drogie. Okoliczne ziemie oraz samą włość nadano rodowi Stilona. Ten jednak szybko zrzekł się własności na rzecz innego szlacheckiego rodu. Chodziła legenda, że który ród przyjmie na swe barki obowiązek utrzymania twierdzy, ten ostatecznie upadnie. I tak – twierdza przechodziła z rąk do rąk niczym niechciane dziecko. W końcu została porzucona, oficjalnie znajdując się w rękach dynastii królewskiej, która kompletnie straciła nią zainteresowanie.

W późniejszych latach Biała Twierdza stała się domem dla niedużej grupki ekstremistów mających na celu obalenie wybranej w 410EF królowej Nikol, znaną w spisanej historii Autonomii Wolenvain jako Nikol Złamana. Ich sukcesy były jednak nikłe, a ich szybkie wykrycie zakończyło się krótką bitwą. Po stronie korony stanęli tacy bohaterowie, jak Gałgar z Czarnośpiewu, Sergiusz Amrotu i Elatorn, ówczesny dyplomata Wolenvain. Od tamtego momentu budowla stała pusta.



Biała Twierdza zawdzięcza swą nazwę białemu kamieniowi, z którego wykonano jej siedmiometrowe mury. Oczywiście obecnie żadnego śladu po owej bieli nie było widać. Kamień był zmurszały, wykruszony, zarośnięty bluszczem oraz trawą. Już przechodząc przez jedyną bramę można było zauważyć, że to miejsce swe lata świetności ma dawno za sobą. Wygięta i osmalona stalowa krata była tego najlepszym przykładem. Dziedziniec nie był imponujących rozmiarów, zaś wysokie mury rzucały nań długi cień. Na prawo od wejścia widać było zadaszenie i drzwi prowadzące do niewielkiej, zniszczonej stajni, w której można kiedyś mieściło się z pewnością jakieś piętnaście rosłych rumaków. Naprzeciwko stajni znajdowała się przybudówka z wystającym zeń szyldem. Zmurszałe, trudne do odczytania litery układały się w nazwę "Pod Ślepym Ścierwem". Z pewnością wewnątrz niegdyś znajdowała się stanowiąca centrum rozrywki stacjonujących tu żołnierzy karczma. W jej środku nie było nic ponad połamane ławy, strzaskane krzesła, popękane kufle i górę innego śmiecia. Tuż obok karczmy, w zagłębieniu pomiędzy dwoma basztami ujrzeć można było dwupiętrową zbrojownię o sypiącym się, czerwonym dachu. Wewnątrz nie znajdowały się tylko puste stojaki i zepsute kukły ćwiczebne. Wzdłuż wschodniego muru ciągnął się budynek mieszkalny wysoki niemal jak same mury. Jego dach położony był pod dużym kątem, przez co znacząca część jego dachówek po wielu latach, jakie upłynęły od ostatniej konserwacji najzwyczajniej w świecie spadła na dziedziniec. Nieco dalej widać było pięć drewnianych tarcz strzeleckich. W jedną z nich ktoś dawno temu wbił teraz już zardzewiały topór, przecinając ją niemal na pół. Wewnątrz twierdzy – w głównym, murowanym budynku stanowiącym ostatnią linię obrony – znajdowało się wiele pustych pomieszczeń oraz przepastna piwnica. Długie korytarze milczały upiornie, a jedynym ich mieszkańcem był świszczący tutaj od czasu do czasu wiatr.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

31 mar 2014, 20:32

Opuściwszy gaj udał się na północ. Mijał lasy i łąki ignorując wszystkie żywe stworzenia. Czuł pewien zawód, gdyż plan pozyskania sprzymierzeńców okazał się być porażką, niewypałem. Zastanawiał się kto zawinił. On, czy oni? Zapewne błędy leżały po obu stronach. Nie wstydził się tego, że mógł się pomylić. Próbował to pojąć, jednak … Może nie potrafił już zrozumieć istot cielesnych? Być może nie powinien mieszać się w sprawy tego świata? Odizoluje się od utrapień tego wymiaru egzystencji. Znajdzie miejsce, które nazwie swoim i tam pogrąży się w tym, co ukochał najbardziej – magii. Zniknie na długie miesiące, być może lata. W końcu istnieje wiele innych światów, wiele innych form życia. Dlaczego ma się ograniczać tylko tym, co znajduje się tutaj?

Pogrążony w zamyśleniu nad wieloma kwestiami jednocześnie, których dogłębne wyjaśnienie zajęłoby całe lata, snuł się po lasach unikając gościńców. Aż w pewnym momencie natknął się na ruiny pewnej twierdzy. Ich nazwa, o ile taką posiadały, nie miała znaczenia, albowiem ascendent sam już ją stworzył. Fort Czarów. Ochrzcił zniszczone mury tym mianem wchodząc do środka. Wpłynął mozolnie na dziedziniec niby gęsty dym snujący się po ziemi. Nie wyczuł żadnej żywej, rozumnej istoty zamieszkującej to miejsce. Tylko szczury i czarne wrony krążące nad basztą. Dobrze.

Rozesłał swoje sondy po całym zabudowaniu. Od teraz to miejsce należy do niego. Zamieszka tu i odbuduje z czasem przy pomocy sług, które zamierza ujarzmić w przyszłości.

Zapuścił się jeszcze głębiej wchodząc do środka głównego kompleksu. Ciemne, puste korytarze rozjaśnił jego blask, ujawniając sufit pokryty pajęczynami i podłogę pełną liści, a także zwierzęcych odchodów. Zlokalizował największą komnatę i dotarł do niej, zatrzymując się pośrodku. Błędne ogniki światła wirowały po całej przestrzeni.

Sięgał po magię chwytając ją w żelazny uścisk swej woli. Zamierzał rozpocząć eksperyment związany z magią przywołania. Chciał wezwać istotę. Nie określił dokładnie jaką, ale ani potężną, ani zbytnio słabą. By przywołać tych pierwszych nie miał umiejętności, a ci drudzy wydawali mu się zbyt trywialni. Wzywaniem chochlików czy jakiś śmiesznych pomagierów mogli zajmować się poczatkujący adepci. Od siebie oczekiwał więcej stawiając wyższą poprzeczkę.

Podejrzewał, iż musiał w jakiś sposób zagiąć czas oraz przestrzeń, by utworzyć stabilne przejście, przez które mogłaby przedostać się do tego świata, w to miejsce, inna istota. Prawdę mówiąc fakt skąd przybyłaby zupełnie go nie interesowało. Ważne, aby się zjawiła. Do tego z pewnością potrzeba było dużego natężenia energii magicznej, ale z tą nie miał żadnych problemów. Miał jej aż nadto. Uncja czystej energii magicznej dawała wielokrotność zwykłej magii. Rozpoczął przelewać moc w jedno miejsce żądając od magii, by ta wypełniła jego polecenie. Niech rozerwie się niewidzialny płaszcz oddzielająca światy. Przybywajcie, wzywam was! Zamierzał kreować z elementów energii portal, korytarz. Trudno było cokolwiek określić. Musiał się zdać na mistycyzm magii, jej naturę wykraczającą poza wszelkie reguły.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

04 kwie 2014, 12:44

MG

Usłyszal jego cichy zew, czując znajdującą się za nim potęgę. Wielka moc sterowana przez nieznający ograniczeń umysł trafiła także do niego. Wiedział, że wyczują ją także inni, że w końcu jeden z nich zdecyduje się na jej wykorzystanie. Nie mógł do tego dopuścić. Marne wezwanie wystarczyło, aby dać mu możliwość udania się w międzyspektralną podróż. Zwyczajowo odrzuciłby je, powracając do swoich ciemnych spraw, jednak tym razem postanowił inaczej. Ten, kto tym razem próbował przedrzeć się przez barierę nie był zwykłym, opętanym żądzą potęgi śmiertelnikiem. Intrygował.

Wieź wiążąca światy była słaba, ale wystarczyła. Wspomagana energią z obu stron pociągnęła go przez Nicość. Jej wołanie było jeszcze bardziej przytłaczające, niż ostatnim razem. Ileż bytów zdążyła pożreć od jego ostatniej wizyty na Lewiatanie? Teraz jednak było inaczej. Demon Arhelianos nie zamierzał wracać. Wiedział, co należy uczynić, aby jego materialna egzystencja została zabezpieczona. Pojawił się więc w jednym ze swych najpotężniejszych, acz dostosowanym do nowego świata wcieleń. Czerpiąc moc prosto z Anemetiusa ustabilizował połączenie, zaabsorbował ją i uruchomił własne, silne mechanizmy obronne. Od tej chwili był wolny, niezdany na łaskę żadnego z mieszkańców tego Spektrum.

Zupełnie jak kilka milleniów temu.

Sam ascendent poczuł to ukłucie, jednak nie mógł nic z tym zrobić. Jego własna, wiedziona pierwotnym rozkazem moc wymknęła się spod jego kontroli, udając się tam, gdzie nie sięgał jego magiczny wzrok. Gdy formująca się przed nim istota ukradła część jego jestestwa, Anemetius zyskał wiele powodów do obaw. Wiedział, że ten kontakt będzie w stanie zerwać, jednak pobór energii nie przekroczył punktu krytycznego. Czekał więc, gotów do zabezpieczenia swojego istnienia. Szczęściem jednak ten, który tak uczepił się jego mocy nie zamierzał wykorzystywać jej więcej, niż było to potrzebne. Żaden mag nie dałby mu tyle siły, ale mimo to nie był chciwy.

Z początku w piwnicy Białej Twierdzy pojawiła się błyskająca czerwienią mgła. Jej kształt rozmazał się i wydłużył, formując niewyraźny zarys niemal czterometrowej sylwetki. Energia zaostrzyła się, dając Anemetiusowi pełen obraz przywoływanej, potężnej istoty. Wybuch mocy zakończył to przedstawienie, stapiając większą część korytarza. Ani jednak Anemetiusowi ani przywołanemu bytowi nijak to jednak nie zaszkodziło. Wokół miejsca uwolnienia zaklęcia było dość miejsca, aby pomieścić ich obu. Stali więc w uformowanej ze złączonego ze sobą materiału skalnego, niemal idealnej w swym kształcie kuli.

Przed energetyczną istotą stał potężny demon. Pozornie przypominał ogromnego i niezwykle umięśnionego ludzkiego mężczyznę, jednak czerwonawy odcień jego skóry, wyrastające z wielkiej czaszki, poskręcane rogi, podobne koźlim nogi i długi, pokryty czymś na wzór łusek ogon burzyły ten obraz. Jego twarz, czy też może pysk, był spłaszczony, jego nos prawie nie odstawał od reszty. Cała jego postać gorąca była od spalanej w jego wnętrzu, uchodzącej przez oczy i nozdrza mocy. Anemetius pojął, że tylko ona trzyma go w tym świecie, że produkuje jej dostatecznie wiele, aby Czeluść nie wezwała go z powrotem. Jak na komendę demon rozświetlił się jeszcze bardziej od wewnątrz, a jego skóra zdawała się płonąć. Czysty, magiczny ogień wychodził z porów jego ciała, rozpraszając się w znikającą powoli, żółtawą, przypominającą dym mgiełkę.

Arhelianos przeciągnął się, podziwiając własne ciało. Zdecydowanie – przeniesienie tej powłoki przebiegło prawidłowo. Jego szponiaste dłonie zacisnęły się w pięści i rozprostowały, gdy demon ryknął w kierunku tego, który go przywołał. Jego atak mentalny był niezwykle brutalny, chociaż on sam nie zamierzał wstrzymywać przed Anemetiusem swoich doczesnych myśli. Po chwili dopiero okazało się, że istota próbowała nie tyle walczyć, ile się komunikować. Ascendent wiedział, że jej słowa mogłyby zabić nieprzygotowany do ich przyjęcia umysł. On jednak tego problemu nie miał – zawsze był przygotowany. Demon emanował zaskoczeniem, ciekawością i czystym złem. Zdumiwał go brak jakiejkolwiek ochrony w tym miejscu. Wiedział, że może się stąd w każdej chwili oddalić, ale nie zrobił tego. Postanowił dowiedzieć się więcej o tym, kto go przywołał.

- Kto ośmielił się mnie przywołać? - wysłał, formując pierwsze zrozumiałe dla ascendenta myśli. Nie były one złożone ze słów, raczej z doznań i intencji, ale Anemetius potrafił zrozumieć je tak, jakby prowadził niefrasobliwą pogawędkę na bankiecie.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

04 kwie 2014, 21:50

Kreował magię lepiąc z niej przejście niby rzeźbę z gliny. Nasączając swą wolą samą istotę magii domagając się od niej spełnienia swych żądań. Poznawał, badał i zbierał wszelkie dane o zmianach zachodzących podczas całego procesu. Przyglądał się na jakich zasadach opierał się kontakt z drugim światem, w jaki sposób reagowały elementy magii. Zafascynowany brnął dalej popychając swój przekaz coraz głębiej w najdalsze zakątki. Pełen ciekawości, żądzy poznania i głodu wiedzy chciał wiedzieć. Musiał pojąć.

Wtem coś wyrwało z niego ułamek mocy, wcale nie taki mały. Poczuł straszliwe uczucie straty. Moc, jego potęga umknęła z niego. Ten niespodziewany atak wywołał w nim początkową obawę. Czyżby wezwał wrogą sobie istotę? Błyskawicznie zareagował gotów do ewentualnej konfrontacji. Zmuszony będzie się bronił, choć wolałby znaleźć obustronne, korzystne rozwiązanie, o ile to coś posiadałoby w sobie tyle rozumu, aby móc pertraktować.

Z czerwonej mgły wyłonił się kształt. Anemetius już wiedział z kim, a raczej – z czym – miał do czynienia. Moc tego stworzenia, demona, była znacząca. Zbyt nieumiejętnie musiał zawiązać zaklęcie lub za dużo włożył w nie mocy. Wolał na początku oswajać się z przywołańcami średniego szczebla, próbował nawet to polecenie zamknąć w zaklęciu, zamiast tego otrzymał w prezencie siłę, która zapewne będzie arogancka, zarozumiała i nieskora do współpracy. Przeczuwał to.

Cielesna powłoka wezwanego bytu idealnie wpisywała się do wszystkich ilustracji w wiekowych tomach traktujących o magii przywołań. Rogi, ogon, umięśniona sylwetka, humanoidalne kształty z pewnymi deformacjami twarzy. Ciekawe jaki wpływ na procesy życiowe organizmu miały te magiczne płomienie oraz cała energia wprost ulatniająca się z rozszerzonych porów. Nawet truchło mogłoby okazać się przydatne, jeżeli nie będzie można osiągnąć żadnej owocniejszej formy porozumienia.

Myśli demona docierały do niego. Emanowały złem, plugawym i przegniłym. Najczarniejszym i najczystszy,. Brutalnością, agresją, dzikością. Wszystkim tym, czego ascendent próbował się wyzbyć i odrzucić. Aczkolwiek była i pośród tego wszystkiego pobrzmiewająca nutka ciekawości dająca Anemetiusowi nadzieję na próbę przekonania swego niedoszłego służącego. Miał już bowiem świadomość, że wraz z utworzeniem własnego ciała demon uniezależnił się od jego mocy, stał się wolny. Mógł czynić co tylko chciał. Nie był spętany żadnym posłuszeństwem wobec wzywającego.

Zwę się Anemetius – przekazał subtelnie informację demonowi. – I jestem panem tego skromnego miejsca. I jak widzę, niestety, nie twoim, co wielce mnie zasmuca. Muszę ci przyznać, demonie, wykorzystałeś mą moc i uwolniłeś od zależności, która powinna łączyć wezwańca i jego mistrza. Imponujące. Jednak … wierzę, iż wykażesz się rozumem i pojmiesz, że dalsza próba oszukiwania mej osoby będzie wielce niefortunna. Dla każdego z nas. Oczekuję co najmniej współpracy.

Moc bestii była duża, w ramach tego świata nawet bardzo, jednak to wciąż było stworzenie złożone z kości i mięsa. Słabego naczynia jakim jest ciało. A ono nie ma szans w starciu z jego doskonałą strukturą czystej energii. Osłabł, lecz wciąż posiadał znaczną potęgę. I w tym samym czasie, kiedy przemawiał do przybysza z innego świata, jednocześnie planował – na wszelki wypadek.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

06 kwie 2014, 19:06

MG

Cielesna powłoka demona ustabilizowała się ostatecznie. Osłabły emanacje wyczuwalne przez Anemetiusa, a z otworów ciała potwora uchodziła już wyłącznie magiczna mgiełka. Wyjątkiem były świetliste ślepia stwora, lustrujące teraz dokładnie otoczenie, w jakim się znalazł. Przywołaniec był wyraźnie zaskoczony. Jego działanie było głupie, ale nie miał nic do stracenia. Od razu wyczuł potęgę po drugiej stronie międzyspektralnej więzi. Moc tego typu nie była dostępna dla osobników, którzy nie decydowali się na ten krok w bezpiecznych warunkach. Z drugiej strony wołanie ascendenta było słabe, jakby robił to po raz pierwszy. Układanka nie łączyła się w umyśle demona w spójną całość, co z pewnością zaważyło na jego ostrożnych ruchach. Nie był spętany, ale wyczuwał potęgę znajdującej się przed nim istoty. Nie sądził, aby była ona na tyle głupia, żeby wypuścić go ze swych objęć. Nie po tym, jak spożytkowała tyle mocy na jego przywołanie.

- Nie wyczuwam najwyższej pieśni – stwierdził telepatycznie potwór. Swoje słowa przekazywał w formie dość pierwotnej, nie układały się one w żadne znane śmiertelnym wyrazy. Umysł Anemetiusa interpretował je wyraźniej, niż podczas zwyczajnej, werbalnej rozmowy. To, w jaki sposób demon określił „najwyższą pieśń” niosło za sobą kilka interpretacji. Równie dobrze mogło chodzić o splot czy strumień, coś stałego, nierozerwalnego i nieustannie krążącego. Wyczuć można było również wstręt i coś na wzór strachu, doprawione dodatkowo pierwiastkiem boskim. Stwór w istocie zaczął węszyć, jakby coś tak metaforycznego posiadało wyczuwalny dla niego zapach. - Nie jesteś kapłanem. - Kolejny aksjomat. Po chwili Arhelianos wyszczerzył kły. Wreszcie zrozumiał, lub wydawało mu się, że zrozumiał. - Co dzisiaj zniszczymy? - zapytał, wkładając w ten przekaz tak czyste zło, że dla Anema wydawało się wręcz namacalne i obrzydliwie organiczne. To, co wyczuwał od strony stwora wymykało się jego klasyfikacji. Demon niechybnie był bardzo inteligentny, jednak póki co tego nie okazywał. Ascendent mógł podejrzewać, że to przedarcie się przez bariery oddzielające światy osłabiło umysł przywołańca, jednak nie mógł tego w żaden sposób potwierdzić – jak zresztą niczego, co dotyczyło jego nowego „sojusznika”. Biegle posługiwał się telepatią, zdolny był do samodzielnego podtrzymania swojej egzystencji w tym świecie, a jeszcze chwilę temu sam wydarł część Anemetiusa, pożytkujące jego moc na poczet pełniejszego przywołania. Mimo tego nie był tak gwałtowny, jak można byłoby się po nim spodziewać. Prawda – emanował okrucieństwem, uwielbieniem dla mordu i rozlewu krwi, ale równocześnie nie żywił negatywnych odczuć wobec samego ascendenta. Energetyczny byt nie mógł mu dostarczyć żadnej rozrywki.

Pobieżne zbadanie kuli stopionego materiału skalnego, w której wnętrzu znajdował się teraz Anem pozwoliło mu zrozumieć, że jej grubość pozwala na tłumienie słabszych aur magicznych. Wiedział, że jeżeli ktokolwiek go obserwuje, nie wyczuje w tym miejscu demona. Być może był to jedynie skutek uboczny, może świadome działanie potwora – grunt, że wokół nich nie zaczęli się jeszcze pojawiać zaalarmowani magowie Morinhtaru. Wszak żaden ze znajdujących się teraz w Białej Twierdzy osobników nie przejmował się ukrywaniem swojej mocy, a przejęcie przez nich tego ośrodka nie mogło przejść bez słyszalnego wyłącznie dla magicznych uszu echa.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

06 kwie 2014, 20:18

Cały czas uważnie obserwował demona roztaczając dookoła niego szczelną siatkę sond myślowych. Nie miał pewności czym była według niego owa "Najwyższa Pieśń", ale ascendent podejrzewał, że w ten sposób przywołaniec określał więź łączącą wzywającego i istotę wezwaną. Magiczne łańcuchy powstające za sprawą obdarzenia drugiego bytu własną energią magiczną i ściągnięcia go do innego świata. Zresztą, obecnie to już bez znaczenia. Gdyby chciał spętać demona ten zapewne zareagowałby agresją, co doprowadziłoby do niepotrzebnej walki. Oboje musieli mieć tego świadomość, że walka między nimi nie wyłoni żadnego zwycięzcy, a samych przegranych. On zmarnowałby sporo mocy właściwie na darmo, a demon, cóż, mógłby pożegnać się z dopiero co zdobytym ciałem i możliwościami.

Nie wezwałem cię do tego świata tylko po to, byś niszczył. – Gdyby chciał wyjawić prawdę musiałby przyznać, że tak naprawdę demon jest wypadkiem, efektem eksperymentu. Nie chciał jednak tego robić. Osłabiłoby to jego pozycję jako mistrza, która i tak obecnie była mocno dyskusyjna, skoro bestia stała się wolna i niezależna. Musiał założyć wersję, w myśl której przywołał demona bez zabezpieczeń przed utratą kontroli, bo i tak się go nie obawiał, wiedząc że jest silniejszym. Samemu zresztą był o tym w dużej mierze przekonany. Jakby nie było to on jest mieszkańcem tego świata, jest z nim związanym. Demon zaś wizytował tu w roli gościa. Powinien więc minąć jakiś czas nim przystosuje się do nowej struktury otaczającego go rzeczywistości. Przynajmniej taką teorię wysnuł Anemetius. To w naturalny sposób musiałoby jakoś ograniczyć jego możliwości.

Ale i na to nadejdzie pora. Teraz wyjaw mi swe imię. I odpowiedz. Czy zamierasz mi służyć?

Wielce by się zdziwił, gdyby wolny demon się zgodził, ale tego nigdy nie można było być pewnym. Jedno wiedział o demonach na pewno. Nigdy nie wolno im ufać. Skoro potrafiły odwrócić się od swojego mistrza, który kontrolował je zaklęciem, to co powstrzymywałoby je od zdrady będąc niezwiązanymi żadnymi zaklęciami? On zawsze knuły, spiskowały i próbowały jak najwięcej zdobyć, nie myśląc o dzieleniu się. Obawiały się tylko jednego – mocy. Siła zmuszała je do posłuszeństwa. Anemetius miał świadomość własnej, lecz czy ta będzie wystarczająca?

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

06 kwie 2014, 23:03

MG

Do umysłu Anemetiusa trafiły obrazy pożogi, rzezi, cierpienia i bezgranicznego bólu. Oczywiście nie wywołały w ascendencie żadnej reakcji, choć wiedział on, że niemal każdy śmiertelnik po odebraniu takiej dawki niechybnie oszalałby albo nawet zwyczajnie zszedł z tego świata. Doznania tego typu wykręcały nieprzystosowane do ich odbierania umysły, wywracając je na lewą stronę, ale energetyczny byt potrafił jedynie je analizować. Przyjął do wiadomości przekaz demona, wiedząc, że ten telepatyczny atak towarzyszył przesyłaniu przez demona informacji na temat jego prawdziwego imienia. Arhelianos.

Potwór wiedział, że nawet, jeżeli zostanie odesłany z tego świata, Anem będzie w stanie przywołać go ponownie. Znał jego miano, co znacznie ułatwiało przywołanie… oraz tym samym spętanie stwora, choć tego ostatniego ten mieszkaniec Czeluści zdawał się nie obawiać. Widać było, że pewien jest swojej potęgi i na tyle dumny, aby wyjawianie swojego imienia nie było dla niego niczym zdrożnym.

Na ostatnie pytanie Anemetiusa demon zareagował natychmiastowo. Jego postać rozświetliła się w gniewie, jaki nagle go opanował.

- Moja furia jest poza twoją kontrolą! - powiedział, masakrując umysł ascendenta kolejnymi surrealistycznymi doznaniami. Trzeba było przyznać, że zalały prawie całą dostępną sobie, a niemałą przestrzeń. Anemetius poczuł się zepchnięty, przez chwilę nie będąc w stanie na to odpowiedzieć. Uderzenie było tak nieprzewidywalne, pierwotne i nieprzeniknione, że nawet ktoś taki jak on zachwiał się i byłby upadł, gdyby nie to, że umysłowy nacisk osłabł nagle. Arhelianos zdecydował się zaatakować również w sposób fizyczny, co sprawiło, że jego szponiasta łapa została dotkliwie poparzona. Stwór nie zważał na ból, jaki go ogarnął, ale zrozumiał, że opór jest bezcelowy. Nie był w stanie zranić tego, kto go przywołał. Jeszcze. Tylko dlatego opanował swój gniew.

Prawe ramię demona spiekło się i stopiło, jednak nie wyleciała z niego ani kropla krwi. Zamiast tego ogarnął je potężny, magiczny płomień. Tam, gdzie poparzenia były najdotkliwsze, a więc na palcach, przybrał on niemal biały kolor, dalej był już jedynie żółty z tendencją do pomarańczowego. Demon był wściekły, z jego nozdrzy przy każdym oddechu wydostawały się parzące iskry.

- Nie służę nikomu! – przekazał silnie, choć z nieco większą pokorą. Nadal był butny i nie zamierzał się ugiąć, nawet za cenę swojego życia. Poza tym z pewnością miał jeszcze jakieś sztuczki w zanadrzu i jeżeli faktycznie chciałby walczyć z Anemetiusem na śmierć, to dałby z siebie wszystko. Teraz tylko wyrażał swoje niezadowolenie. Szczególnie interesującym wydał się ascendentowi obraz demona korzystającego z pełni swych sił, choć nie przeciwko niemu. Wizja ta chwilowo zawładnęła jego nieskończonymi myślami, jakby ktoś ją tam zaszczepił. Była niezwykle kusząca. Jej pochodzenie było energetycznemu bytowi nieznane, choć nie widział innego powodu jak ten najbardziej oczywisty – sam tego zapragnął. W skalnej kuli nie było nikogo poza nim i demonem, a ten ostatni był zdecydowanie zbyt brutalny na subtelne formy magii umysłowej.

- Daj mi cel – zażądał Arhelianos. Była to najpełniejsza deklaracja chęci współpracy, na jaką się zdobył. Cóż, lepsze to, niż pojedynek ze stworem pochodzącym z samej Czeluści, prawda?

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

07 kwie 2014, 07:51

Dobrze, teraz już znał miano demona, który uniósł się – co przewidział – dumą oraz wykazał butą. Kierowały nim silne emocje, w oczach ascendenta będące słabością. Ale to nic. To tylko kwestia czasu nim znajdzie sposób i zwiążę przybysza nierozerwalnymi kajdanami zaklęć. A on ma czas. Bardzo dużo czasu. Jest cierpliwy. Woda drąży skałę przez lata, lecz jest to nieuniknione. Tak jak po nocy następuje dzień, tak samo Arehlianos ulegnie.

Myśli bestii były przytłaczające w swej pierwotnej, nieokiełznanej naturze. Fizyczny atak tylko potwierdził dzikość demona, ale ten musiał spotkać się z przykrą dla swego ego porażką. Co ważniejsze, Anemetius chciał ujrzeć jego moc. Uświadczyć pokazu siły. W ten sposób mógłby znacznie dokładniej ocenić jego możliwości i dostać pełniejszy obraz tego, na jakich zasadach działa magia istot z innych światów. Tyle że nie miał żadnego celu, który należałoby unicestwić, a przynajmniej nie w pobliżu. Akademia magiczna znajdowała się zbyt daleko i była zbyt potężna. Mógłby wysłać demona, by ten wyrżnął kilka okolicznych wiosek w pień, jednak po co? Dla zaspokojenia ciekawości? A, niech i tak będzie. Ciała przydadzą się do dalszych eksperymentów.

Niedaleko stąd znajduje się kilka nic nieznaczących wiosek, w większości otaczają główne miasto tej krainy, Wolenvain. Zapewne także w pobliżu gościńca na wschodzie kilka się znajdzie. Nie ma ich nawet pozaznaczanych na mapach. To zwykłe osady chłopów należących do pomniejszej szlachty. Idź, wybij wszystkich, ciała przynieś. Wykaż się, a czekają cię znacznie większe możliwości przelewania krwi. Ja muszę przywołać paru pomocników. Będę cię obserwował. Pamiętaj, pomagaj mi, a ja pomogę tobie.

Oderwał od siebie kilka sond magicznych i posłał w stronę demona, by te go śledziły i dostarczały mu informacji o jego położeniu oraz działaniach. Nie chciał go stracić z … oczu.

Musiał wezwać więcej istot, tym razem takich, które poza siłą fizyczną nie będą miały niczego innego do zaoferowania. Nie chciał armii Arehlianosów, potrzebował pionków, mięsa, chociażby po to, by odbudować twierdzę. Demon, choć silny, był zbyt pyszny, butny, no i niezależny. Jeden taki "trudny" kompan całkowicie wystarczy.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

07 kwie 2014, 21:27

MG

Nie do końca udana próba przywołania podporządkowanych pod siebie sług nie zraziła Anemetiusa do kolejnych eksperymentów. Zanim jednak do nich przystąpił, wydał Arhelianosowi krótki rozkaz, na który ten rozszerzył swój szkaradny pysk w parodii uśmiechu. Korzystając wyłącznie ze swojej wzmocnionej magią siły fizycznej demon wydostał się z ochronnego kokona, w którym znajdował się z istotą, która zdecydowała się go wezwać. Materiał skalny rozpadł się od jego ciosów, a on sam zaczął szukać drogi wyjścia z Białej Twierdzy. Nie przejmował się przy tym zbytnio jej stanem, przez co ascendent jeszcze przez długi czas słyszał jego mocarne uderzenia i posapywania. Demon poszerzał sobie korytarze, wydostając się na wolność. Oczywiście jego podporządkowanie Anemetiusowi było niezwykle dyskusyjne – potwór zdecydowanie chciał się wyżyć, ale czy faktycznie zaatakuje nic nieznaczące wioski leżące w pobliżu Lasu Wisielców? Tego nie wiedział nawet energetyczny byt, który go przywołał. Szczęściem sondy myślowe, jakimi obwarował Arhelianosa znacząco pomagały w określaniu jego położenia. Anemetius nie miał kontroli, ale posiadał informacje, które mogły się okazać przydatne. Nie miał powodów do zadowolenia, ponieważ jego plan powiódł się jedynie częściowo, ale nie mógł też narzekać. Nie zrobił sobie w potężnym demonie wroga.

Gdy echa wojującego z zaprawą budowlaną stwora ucichły, Anemetius przystąpił do dalszego kombinowania. Obmyślał sposób przywołania kolejnych istot, tym razem jednak nie zamierzał pozwolić im na uzyskanie wolnej woli. Wymagało to chwili przygotowania i obmyślenia odpowiedniego trybu działania. Ascendent miał na to cały czas tego Spektrum.

//Wyjątkowo uznałem Twoją zmieniającą fabułę edycję posta, ale wiedz, że następnym razem tego typu oszukiwanie nie ujdzie Ci płazem.
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

07 kwie 2014, 22:08

Arhelianos wyruszył siać śmierć, tak jak było w planach Anemetiusa od samego początku. Przewidział ciąg zdarzeń od momentu zjawienia się zbuntowanego demona i pokierował nim tak, jak tego sobie życzył. Początkowo był wielką niewiadomą, ale teraz wykorzystał jego gniew, butność i żądzę czynienia zła przeciw niemu. Nie minie dużo czasu nim krwawe czyny demona wzburzą ludźmi. Prędzej czy później zjawią się poszukiwacze przygód pałający chęcią zdobycia chwały. Obserwowanie ich starań dostarczy ascendentowi niewątpliwie wielkiej uciechy, a także i wiedzy. A kiedy już demon opadnie z sił … zdobędzie to, co chciał od samego początku. Wszystkie sekrety Arhelianosa dołączą do myślowej biblioteki ascendenta.

Woda draży skałę przez lata, lecz jest to nieuniknione.

Teraz mając więcej informacji o działaniu magii przywołania mógł dopracować zaklęcie wezwania. Było ważnym punktem w całym planie, tym, jak i wielu kolejnych. Należało je dopieścić do perfekcji. Stało się figurą numer jeden w planach Anemetiusa. Dzięki niemu mógł zyskać bardzo, bardzo wiele. Dostrzegł błędy popełnione podczas pierwszej próby. Niewystarczająco zabezpieczył swoją strukturę przed zakusami istot po drugiej stronie, dlatego też w jego mniemaniu Arhelianos był w stanie oderwać od niego garść mocy, wzmacniając siebie samego. To nie mogło się już powtórzyć. Zamierzał wznieść bariery ochronne, zarówno broniące dostępu do jego mocy, jak i umysłu. Także siła kontroli powinna ulec wzmocnieniu, by wzywany byt nie mógł się uwolnić. Zawęził pole oddziaływania magii nakazując jej wysoce określone działania. Gdyby dodatkowo skupić się na wyobrażeniu przywołańca, wówczas prawdopodobnie zwiększyłaby się pewność wezwania tego właściwego. Jeżeli założyć, że istnieje nieskończona ilość światów, to na którym z nich z pewnością znajdzie się dokładnie taki osobnik, jakiego pożąda.

Zaczął tworzyć w świadomości obraz stworzenia o masywnej sylwetce. Istotę potężną fizycznie, ale słabym umyśle, podatnym na kontrolę, kierującym się pierwotnym instynktem. Cztery ręce niczym dęby zakończone szponami, ciało twarde niby kamień, barwy najgłębszej czerni z licznymi wystającymi kościstymi wyrostkami. Wzdłuż kręgosłupa grzebień ostrych jak ostrza kolców, które ciągną się aż na sam koniec wielkiego ogona zakończonego ogromnym szpikulcem jadowym. Para skrzydeł mogących znieść wielokrotne uderzenia mieczem lub grad strzał. Wystający pysk uzbrojony w dziesiątki kłów zdolnych rozszarpać człowieka na kawałki i rozgryźć metalową zbroję. Toksyczna, żrąca ślina, a także trująca fioletowa krew, które stanowiły ostatnią formę ataku i obrony. I mnóstwo oczu na całym ciele. Setki malutkich szparek rozsianych po ogromnym cielsku mierzącym trzy metry. Takiej bestii potrzebował, taką wzywał. Z najgłębszych czeluści mroku, z nieznanych nikomu światów. Monstrum siejące strach i zgrozę. Tytana zrodzonego z ciemności! Niechaj przybędzie ich dwóch i spełnią jego wolę!

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 4 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 4 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1046
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Senti
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.