Biała Twierdza

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

Biała Twierdza

04 lut 2011, 00:00

//Opis lokacji zrewidowany, poprawiony i uzupełniony przez Infiego.
Na przełomie pierwszego i drugiego wieku Ery Feniksa, kiedy to Autonomia Wolenvain gwałtownie rozszerzała swe granice, zaistniała ogromna potrzeba wybudowania nowych fortyfikacji. Biała Twierdza była jedną z pierwszych tego typu struktur. Przyszła twierdza miała stać się głównym punktem oporu w razie ataku od wschodu oraz linią zaopatrzeniową, jeżeli stolica zostałaby zaatakowana od zachodu. Plany zaczęto kreślić za panowania króla Sertosa II Burzliwego. W myśl budowniczych mino zastosować najnowsze zastosowania inżynieryjne, wznieść potężne baszty, podwójną linię murów, szeroką fosę oraz wiele innych udogodnień. Niestety liczne prowadzone wówczas wojny oraz słaba sytuacja finansowa państwa odwlekły realizację planów, powodując także ich znaczne okrojenie. Dopiero pod koniec życia monarchy zaczęto stawiać pierwsze fundamenty. Nigdy jednak król Sertos nie ujrzał skończonej budowli. Dopiero jego prawnuk, król Almad Mądry ukończył dzieło przodków według własnego pomysłu. Znacząco ograniczył rozmiar na rzecz zwiększenia efektywności obrony. W ostatecznej formie wielkość fortyfikacji była nie większa niż średnia, lecz potencjał defensywny znaczący i to ucieszyło króla. Niestety, twierdza udowodniła swoją przydatność jedynie kilka razy, podczas małych, lokalnych wojenek. Wraz z biegiem czasu i ustabilizowaniem sytuacji na granicach przydatność budowli zmalała jeszcze bardziej. Jej utrzymanie stało się zbyt drogie. Okoliczne ziemie oraz samą włość nadano rodowi Stilona. Ten jednak szybko zrzekł się własności na rzecz innego szlacheckiego rodu. Chodziła legenda, że który ród przyjmie na swe barki obowiązek utrzymania twierdzy, ten ostatecznie upadnie. I tak – twierdza przechodziła z rąk do rąk niczym niechciane dziecko. W końcu została porzucona, oficjalnie znajdując się w rękach dynastii królewskiej, która kompletnie straciła nią zainteresowanie.

W późniejszych latach Biała Twierdza stała się domem dla niedużej grupki ekstremistów mających na celu obalenie wybranej w 410EF królowej Nikol, znaną w spisanej historii Autonomii Wolenvain jako Nikol Złamana. Ich sukcesy były jednak nikłe, a ich szybkie wykrycie zakończyło się krótką bitwą. Po stronie korony stanęli tacy bohaterowie, jak Gałgar z Czarnośpiewu, Sergiusz Amrotu i Elatorn, ówczesny dyplomata Wolenvain. Od tamtego momentu budowla stała pusta.



Biała Twierdza zawdzięcza swą nazwę białemu kamieniowi, z którego wykonano jej siedmiometrowe mury. Oczywiście obecnie żadnego śladu po owej bieli nie było widać. Kamień był zmurszały, wykruszony, zarośnięty bluszczem oraz trawą. Już przechodząc przez jedyną bramę można było zauważyć, że to miejsce swe lata świetności ma dawno za sobą. Wygięta i osmalona stalowa krata była tego najlepszym przykładem. Dziedziniec nie był imponujących rozmiarów, zaś wysokie mury rzucały nań długi cień. Na prawo od wejścia widać było zadaszenie i drzwi prowadzące do niewielkiej, zniszczonej stajni, w której można kiedyś mieściło się z pewnością jakieś piętnaście rosłych rumaków. Naprzeciwko stajni znajdowała się przybudówka z wystającym zeń szyldem. Zmurszałe, trudne do odczytania litery układały się w nazwę "Pod Ślepym Ścierwem". Z pewnością wewnątrz niegdyś znajdowała się stanowiąca centrum rozrywki stacjonujących tu żołnierzy karczma. W jej środku nie było nic ponad połamane ławy, strzaskane krzesła, popękane kufle i górę innego śmiecia. Tuż obok karczmy, w zagłębieniu pomiędzy dwoma basztami ujrzeć można było dwupiętrową zbrojownię o sypiącym się, czerwonym dachu. Wewnątrz nie znajdowały się tylko puste stojaki i zepsute kukły ćwiczebne. Wzdłuż wschodniego muru ciągnął się budynek mieszkalny wysoki niemal jak same mury. Jego dach położony był pod dużym kątem, przez co znacząca część jego dachówek po wielu latach, jakie upłynęły od ostatniej konserwacji najzwyczajniej w świecie spadła na dziedziniec. Nieco dalej widać było pięć drewnianych tarcz strzeleckich. W jedną z nich ktoś dawno temu wbił teraz już zardzewiały topór, przecinając ją niemal na pół. Wewnątrz twierdzy – w głównym, murowanym budynku stanowiącym ostatnią linię obrony – znajdowało się wiele pustych pomieszczeń oraz przepastna piwnica. Długie korytarze milczały upiornie, a jedynym ich mieszkańcem był świszczący tutaj od czasu do czasu wiatr.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3807
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

14 sie 2014, 00:47

MG

Butelka z winem została odstawiona na ziemię, a choć Anemetius nie mógł usłyszeć, jaki dźwięk wydaje, wiedział, że upuszczono ją nieostrożnie, ze zbyt dużej wysokości. Protektor poprawił się na siedzisku, wychylił do przodu i położył swą księgę na kolanach. Splótł wolne już dłonie i oparł łokcie na Invustri.

- Chaos, jaki wywołało twoje pojawienie się, jest mi na rękę - rzekł po pewnej chwili w odpowiedzi na propozycję ascendenta, a jego przekaz wydawał się być nieco czystszy, jakby mag mocniej skupił się na jego wysyłaniu. Wibracje powietrza tworzące dźwięk mowy wypływały prosto z jego obrazu. Nie uciekał się w tej rozmowie do telepatii czy innych pozazmysłowych form komunikacji. Wydawało się, że zdecyduje się przystać na to, o czym mówił Anemetius. - Są jednak pewne… naciski, przez które zmuszony jestem cię usunąć, żywiołaku - dodał, burząc wszelkie nadzieje. - Sprawiasz zbyt wiele problemów, a ode mnie oczekuje się ich permanentnego rozwiązywania. Wypuściłem cię, ale nie byłeś dość dyskretny. Jest już za późno - rzekł, jakby faktycznie było mu z tego powodu nieco przykro. - Dobrze, że łatwo cię zastąpić - zakończył butnie i wyniośle, rozpierając się ponownie na swym fotelu.

- Dałem ci wolną rękę, a ty podpisałeś na siebie wyrok. Wiedz jednak, że to nic osobistego - powiedział, po czym stuknął się kilka razy palcem wskazującym w skroń, zaraz po tym wyciągając rękę w znanym już Anemetiusowi geście pozdrowienia. Po chwili jego obraz rozwiał się.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

14 sie 2014, 01:53

Obraz Protektora zamigotał i rozpłynął się w powietrzu niczym dym znad zgaszonej świecy. Interesujące, pomyślał Anemetius. Zakładając że to co mówił człowiek jest prawdą, ktoś na niego naciska i wywiera presję, by pozbył się jego, ascendenta. Pytanie, kim mógł być ów tajemniczy ktoś? Jaki miał cel? Skoro był w stanie zmusić do czegoś Protektora, a co za tym idzie całą akademię, musiał być niewyobrażalnie potężny. Moc zgromadzona w murach magicznej szkoły zapewniłaby Anemetiusowi dominację nad całą Autonomią, a tu dowiadywał się, że coś pociągało tym wszystkim za sznurki. I miał w tym wroga. Oczywiście przy założeniu, iż Protektor mówił prawdę, co takim całkowicie pewnym nie było.

Analizował nowe dane oraz informacje. Nie potrafił dopasować żadnej znanej mu istoty do szczątkowego obrazu, który wyłonił się podczas rozmowy z magiem. Czy to kłamstwo? A może prawda? Trudno zdecydować. Jednak w takich przypadkach zawsze najlepiej wybrać czarny scenariusz i przygotować alternatywę. Czy znał tę potężną, tajemniczą istotę pragnącą jego śmierci? Nie, ale czy ona znała jego? Spotkali się kiedyś? To niemożliwe. Z jakich powodów naciska na Protektora? Troska o Autonomię? Nielogiczne. Gdyby tak było z taką mocą ta istota działałaby już znacznie wcześniej. Świat niósłby ślady jej działalności, nie, tu nie chodzi o moralność lub altruizm. Cokolwiek by to nie było nie mógł to być zwykły śmiertelnik. Nie ma śmiertelnych magów tak potężnych jak on, Anemetius. To on stanowił uosobienie magii, jej mistycyzm, potęgę, gwałtowność, innowacyjność i niebezpieczeństwo. Uważał że nawet Protektor w pojedynkę nie byłby dla niego wielkim zagrożeniem, wyzwaniem, być może, ale nie śmiertelnym. Problem w tym, że ten śmiertelnik miał do dyspozycji wiele innych narzędzi, jak chociażby ową księgę i tysiące magów, a także zapewne artefakty silniejsze lub słabsze. Gdyby to on kierował akademią … Autonomia należałaby do niego, nie tylko ona, ale i inne światy. Potrzebował mocy. To jedyne co go ograniczało. Niestety, w żaden sposób nie mógł znaleźć odpowiedzi na dręczące pytanie. Cóż, trzeba pozostawić sytuację aż sama się rozwinie. Nadal uważał, że Protektor zmyślił to wszystko, aby podkreślić swój status i wyeksponować siłę. Kolejny, nieco bardziej logicznym rozwiązaniem, ale i tak niedorzecznym, byłby strach owej istoty przed nim, Anemetiusem. Jego nieograniczony potencjał i możliwości musiały wywołać w tej istocie strach. To brzmiało bardziej sensownie według ascendenta. Nie wiedział kto jest jego przeciwnikiem, czy Protektor kłamał czy nie, ale od teraz nie mógł ryzykować. Każdy mag akademii od tej chwili jest zagrożeniem, potencjalnym wrogiem, którego należy wyeliminować.

Poczuł także gniew. Zewsząd wszyscy oskarżali go o podłe działania. Być może była w tym prawda, jednak to wszystko miało na celu większe dobro, wspanialszy obraz powoli wyłaniający się ze złocistego blasku. Szkic dopiero się rysował, jednakże jego zarys już mógł dawać wyobrażenie nadchodzącej wspaniałości. Kurtyna zaś nadal była zasłonięta. Wierzył w swoją misję. Tylko on mógł pojąć tę wielką ideę, której był autorem. Bóg kształtujący swój nowy, lepszy świat. Poszukiwał wiedzy i mocy! Cóż jest złego w pokonywaniu ograniczeń i wzbijaniu się na wyżyny egzystencji? To esencja życia, stagnacja to słabość, to motto zawsze mu przyświecało. Ci, którzy boją się iść naprzód giną zapomniani przez historię. Garstka wieśniaków i wezwanie jakiegoś demona to takie wielkie zło? W imię nauki oraz poznania magii? Dopuści się znacznie gorszych rzeczy, lecz nie powstrzyma go coś trywialnego jak moralność. Rzeczy znacznie gorsze działy się i dzieją na świecie. Nie godził się na taką niesprawiedliwość! Nigdy!

Oferowałeś im inną ścieżkę, czyż nie? Spytał swoją drugą stronę, tę która potępiała eskalowanie bólu i cierpienia śmiertelników. Tłumaczenie złożoności psychologicznej bytu takiego jak on byłoby zbyt czasochłonne. Istniał jako jedność, ale żyły w nim także osobowości reprezentujące poszczególne ścieżki, emocje, uczucia, wszystko trzymane pod kontrolą, ale będące uosobieniem swych atutów. Ale czy nie starałeś się za słabo? Odpowiedziała mu. Od razu pożądałeś bezwzględnego posłuszeństwa. Można było do tego podejść bardziej wyrozumiale, wiedziałeś jakie jest życie śmiertelników, nasza istota ich przeraża, nie pojmują nas. Odrzuciłeś swoich wiernych po zachłyśnięciu się wiedzą bytu z biblioteki, to twoja arogancja i duma. Nadal tkwi w nas cząstka śmiertelności. Nie jesteśmy doskonali. Ale w tym jest nasza siła. Jako bóg nowego świata któż lepiej zrozumie śmiertelników jak ten, który sam nim był?

Wyciszył umysł. Nie ma czasu na rozterki.

Potrzebował mocy, by się bronić i ukończyć swój projekt. Gdzie ją zdobyć? Gdzie znaleźć kolejne źródło potęgi? Nie mógł wędrować po omacku. Niczym delikatna fala wypłynął z podziemi twierdzy i wspiął się mury. Skupił się i postanowił wejść w stan medytacji, po raz pierwszy od momentu odrzucenia swej śmiertelnej powłoki. Wczuć się w przepływ magii otaczającej go rzeczywistości, spróbować wychwycić zaburzenia i jej źródła, które rozbłyskałyby niczym gwiazdy pośród okalającej ciemności. Potrzebował zlokalizować silne źródło mocy, na którym mógłby się pożywić. Nie chciał jednak, by to był demon, jego aurę zamierzał omijać. Konfrontacja z nim jest mu nie na rękę, im dłużej zajmuje ludzi tym lepiej. Musiał odszukać jakieś naturalne skupisko mocy lub potężną osobę obdarzoną wielkim talentem, medium lub maga. Powoli, z wielką ostrożnością, rozsyłałby swe sondy wypełnione swą wolą, by szukały niczym psy łowieckie. Niech magia będzie jego przewodnikiem i wskaże mu ścieżkę. Dalej, ponad lasy i rzeki, czerpiąc z naturalnych drobinek mocy, łącząc się z nimi i porwać nurtowi mocy.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3807
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

24 sie 2014, 02:20

MG

Świadomy własnych, a rosnących z dnia na dzień ograniczeń Anemetius zdecydował się na poszerzenie swojego pola odczuwania. Wszedł w stan głębokiej medytacji, starając się o objęcie swoją świadomością jak największego terenu wokół Białej Twierdzy, w której się znajdował. Wykrycie pokładów magii, na których mu zależało, a które były na tym terenie relatywnie rzadkie, wymagało ogromnego skupienia. Miejsce takie jak AknoKarg mogło być jedynym takim miejscem. Ascendenta nie interesowały drobne skupiska czystej mocy, które występowały czasem w miejscach utarczek magów. Szukał prawdziwego źródła, godnego jego istoty. Po przywołaniu demona Arhelianosa musiał się zregenerować, a nie odkrył jeszcze sposobu, w jaki mógłby robić to samodzielnie. Musiał karmić się tym, co znalazł, a przez większość czasu poszukiwań nie znalazł kompletnie niczego.

Od południa dużą przeszkodą okazała się dla niego aura demona. Choć nie była skupiona, powodowała szum komunikacyjny i generowała nieprawdziwe informacje, których analiza i interpretacja zajmowała Anemetiusowi więcej czasu, niż robienie tego samego z wynikami skanowania innych terenów. Morze Smocze okazało się kolejnym wyzwaniem. Sondy myślowe ascendenta z łatwością przenikały powietrze, trudniej szło im z wielkimi masami wody i ciałami stałymi. Szybko zwiększająca się głębokość tego ogromnego zbiornika nie ułatwiała sprawy. Wolenvain leżące od zachodu emanowało rozlicznymi anomalie, których zrozumienie nawet komuś takiemu jak Anemetius przychodziło z trudem. Potężnym źródłem mocy była Wieczna Biblioteka, ale nie była to energia, którą Anemetius mógł wykorzystać. Poszczególne, błąkające się po stolicy Autonomii jednostki niosły ze sobą pewnego rodzaju potencjał, ale nadal niewystarczający. Zebranie ich wszystkich w jednym miejscu może i dałoby magicznemu bytowi szansę na naładowanie się, jednak wywołałoby kolejne sensacje i, być może, reperkusje od strony lokalnych magów. Obecność tak wielu bytów na tak małej powierzchni wstrzymywała nieco ekspansję pola myślowego Anema w tym kierunku.

Najszybciej, bo już po kilkunastu godzinach, przyszło mu więc poznać magiczną strukturę Wichrowych Szczytów i licznych w nich jaskiń. Szczególnie zainteresowała go jedna – pełna silnie rezonującego magicznie metalu, który zdawał się posiadać w sobie sporą dozę czystej mocy, której pozbywał się w bardzo wolnym tempie. Zaabsorbowanie jej mogłoby dać Anemowi mniej-więcej połowę tego, co zabrał mu Arhelianos. Po chwili jednak odebrał inny, nieco bardziej kuszący, ale i mniej szczegółowy sygnał. Oto bowiem okazało się, że na dnie Morza Smoczego, daleko od brzegu i w miejscu niedostępnym dla większości śmiertelników, znajduje się spore źródło mocy. Jak wielkie – tego nie potrafił stwierdzić, ale sądząc z tego, jak łatwo i z jakiej odległości je wykrył, musiało być pokaźne. Anemetius nie wiedział jednak, w czym ta moc mogłaby się znajdować i co mogłoby jej chronić. Dodatkową trudnością było przenikanie jego struktury przez ciecze. Zejście na samo dno wymagało zużycia pewnych zapasów mocy i ograniczyłoby jego możliwości. Musiałby znacznie rozproszyć energię, która go budowała, ale nie było to dlań niemożliwe. Ryzyko utraty kontroli nad dalej wysuniętymi częściami było jednak całkiem spore.

Dalszy skan mógłby przynieść bardziej wymierne efekty, ale zająłby jeszcze więcej czasu mozolnego analizowania tego skrawka Lewiatana. Im dalej sondy myślowe się wypuszczały, tym większą energię musiały ze sobą nieść – a to powoli wyczerpywało i tak nadszarpnięte już od czasu zdobycia AknoKarg zasoby Anemetiusa.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

24 sie 2014, 07:05

Szukał. Jego istota skurczyła się o ćwiartkę przekształcając się w jarzącą kulę światła na tle mrocznego nieba. Czuł ją, czuł moc, energię, która przeplatała świat niczym nici olbrzymiej pajęczyny. Skomplikowanej i wspaniałej, majestatycznej. Sięgał swym umysłem ponad lądy i góry, mknął w przestworzach jak ptak. Jego sondy, tysiące punkcików szybowało z zawrotną prędkością pokonując wielkie odległości i docierając tam, gdzie słyszał cudny zew mistycznej energii. I od razu czuł chęć jej wchłonięcia. Całej. Nie mógł zaprzątać sobie myśli czymś innym, jednak kiedy wyczuł źródło bijące z dna Morza Smoczego, coś się w nim odezwało.

Przeszłość.

To tam. To gdzieś tam, pośród tych wód, niegdyś znajdowała się wyspa jego dawnego mistrza, Isemalina. Strzaskana i zatopiona po bitwie, którą w swej arogancji uczynili. Czyżby to było owe źródło? Możliwe, w końcu czego to tam nie czynili. Tam był pokaz prawdziwej magii. Otwierali portale, wzywali istoty z innych światów (choć nie on sam, wówczas mało interesował się tą kwestią) tworzyli magiczne przedmioty, kreślili wielkie plany i schematy. Opracowywali potężne zaklęcia i tajemne moce. Jednak to przeszłość. A konfrontacji z nią obawiał się. Takie skupisko mocy mogło sprawić, że dusze zabitych zostały tam uwiezione. Czy chciał stawić czoła swej przeszłości? Prawdę mówiąc nigdy nad nią nie rozmyślał, uważał ją za zamknięty rozdział, aczkolwiek … nawet i najdoskonalsze istoty czasami mają wątpliwości. Poza tym, pozostawała sama kwestia dostania się tam. Miał do dyspozycji resztki swej potęgi. By przeniknąć na dno straciłby jej pewną ilość, a kto wie co tam może się czaić? Jeżeli będzie musiał walczyć, to czy da radę? Oczywiście mogło to być także zupełnie nieznane mu miejsce i nie wiedział czy to lepiej, czy gorzej. Starożytna świątynia? Zapomniane miasto? Grobowiec potężnej istoty? Każda opcja niosła niebezpieczeństwo. Nierozsądnie byłoby brnąć na oślep. Nie, skorzysta z pierwszego miejsca, gdzie rezonował nieznany mu minerał, być może są to kryształy? Jeżeli tak to zdobędzie brakujący surowiec to budowy Kości Świata. Dopiero potem uda się na morskie dno. Być może pałał żądzą mocy, jednak ostrożność i przezorność w obecnej sytuacji była mocno wskazana.

Postanowił. Najpierw uda się do jaskini w Wichrowych Szczytach, następnie zaś do podwodnego źródła. Nim przybędzie karawana od tego szlachcica minie zapewne parę dni. Ludzie mieli tendencję do przekładania swych obowiązków, a samo zgromadzenie żądanych przez niego dóbr zajmie jakiś czas. Po kilkunastu godzinach spędzonych na badaniu okolicy wyszedł z medytacyjnego transu. Poczuł się słabszy, ale to nic. Kiedy posiądzie moc z dna morza będzie w stanie wybadać całą Autonomię w poszukiwaniu kolejnych źródeł mocy. Zdobędzie je wszystkie, stanie się największą potęgą i ukończy Kość Świata! A wówczas … świat legnie przed nim na kolana!

Odtwarzając ścieżkę swych sond udał się w kierunku nieznanej jaskini w Wichrowych Szczytach.

z/t

* To teraz czekam na lokalizację.
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

23 gru 2014, 22:38

Przerwawszy pościg za pokonaną zdobyczą niczym najedzony, ospały lew wycofał się znużony byłym adwersarzem. Przybył energię i ją zdobył, tylko to się liczyło. Niestety to wciąż było za mało. Niewystarczająco. Zmierzając z powrotem do twierdzy jego myśli skierowały się ku szlachcicowi, na którego nałożył kontrolne zaklęcie. Nieważne. Skreślił go w planach, ponieważ miał on pomóc w urządzeniu twierdzy dla zaspokojenia potrzeb jego niedoszłego pomocnika, elfa o imieniu Gawron. Ten jednak okazał się być, cóż, niewystarczająco pojęty i ich współpraca została przerwana. Nie było więc dalszej potrzeby ku temu.

To miejsce także okazało się być słabą kryjówką. Biała Twierdza nie spełniała jego wymogów. Wieśniacy, którzy jeszcze gdzieś żyli zamknięciu w mrocznych celach fortu kompletnie go nie interesowali, stali się tyle warci co kurz zalegający w korytarzach tej budowli. Bez istot magicznych i tak nie stworzy Kości Świata, nie miał materiału na budowę serca, a wszelkie próby łączenia tkanek pochłaniały za wiele energii i okazywały się nieskuteczne.

Może powinien opuścić serce Autonomii i udać się na jej obrzeża? Wiele słyszał legend o Pustyni Śmierci i jej sekretach. Także Las Cieni był źródłem wielu opowieści, choć dla śmiertelników byle ogień wypuszczony z rąk jakieś istoty to powód do tworzenia wymyślonych, pełnych patosu opowieści.

Będąc w twierdzy odczuł napływy magicznej aury, drobinki, ledwo wyczuwalne, po dłuższej chwili sondowania doszedł do wniosku, iż musiała ona należeć do demona. Była jednak jakoś zniekształcona. Przywołaniec przebywał gdzieś w okolicy, gdyby kierować się śladami aury zapewne by do niego dotarł. Ascendent skłamałby gdyby stwierdził, że kompletnie go nie interesowały poczynania demona. Był ciekaw co czyni wiedziony czystą chęcią poznania. Potężna istota z innego świata zwycięży czy też zostanie pokonana? Jaki będzie koniec tego epizodu historii? Jako nieśmiertelny miał wieczność do spożytkowania i chciał wszystko obserwować.

Protektor z pewnością jakoś wykorzysta całe to zamieszanie i zrobi z niego wroga. Będą na niego polować niczym podjudzona tłuszcza na czarownice. Wściekła, zaślepiona masa. Nie żeby to mu jakoś zagrażało. Był potęgą wcieloną, bliski bogom, ba, z odpowiednim podejściem stałby się takim w oczach tych prostaków, lecz tego nie chciał. Jednak irytowała go ta myśl, że ten gruby, mały, prymitywny człowieczek stałby się w oczach pospólstwa i szlachty kimś w rodzaju obrońcy. Oto wielki Protektor chroni tę krainę przed mrocznymi, nieczystymi siłami. Nie mógł do tego dopuścić. Co więcej, musiał dołożyć wszelkich wysiłków, by to Protektor stał się wrogiem nie tylko hołoty, bo takim był każdy użytkownik magii, ale przede wszystkim szlachty i osób wpływowych. Musi pokonać Protektora bez wkładu własnego. To on musi wyjść z inicjatywą.

Świat jest teatrem, wielką zabawą, a on w niej uczestniczy jak chce. Raz jest pionkiem, raz królem, raz go strącą, raz powstanie. Niech leje się krew i szerszy chaos. Będzie to obserwować i umilać swą wieczność w samotności. Bo czyż nie tak zachowują się bogowie? Grając życiem śmiertelników.

Z kolejnym planem opuścił Białą Twierdzę udając się ku stolicy.

z/t
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

07 sty 2015, 11:01

Miał pięć dni przed kolejnym objawieniem. Ciekaw był czy ten człowiek sobie poradzi z powierzonym mu zadaniem. Wykaże się odpowiednią siłą woli oraz wiarą? Przezwycięży własne lęki? Jeżeli plan miał zostać zrealizowany to Anemetius nie mógł go samemu wykonać. Owszem, mógłby się ukazać przed wieloma kapłanami, ale to nadszarpnęłoby wiarygodność i autentyczność mistycznego wydarzenia. Tonuryn musiał w te pięć dni zebrać pewną grupkę wiernych. Zdać test wyznaczony mu przez wysłannika Lorven. Tylko w ten sposób będzie można wkroczyć w dalszą fazę.

Wszystko stanowiło zarówno zabawę jak i eksperyment. Chciał obserwować wydarzenia. Bardzo nie lubił, gdy świat stał w miejscu. Był wtedy jak wiatrak, który się nie obraca. Nudny, pusty, martwy. On musiał stać się wiatrem wprawiającym wydarzenia w ruch. Napędzać historię, żeby potoczyła się w takim kierunku, jakiego był ciekaw.

Postanowił więc po raz kolejny zanurzyć się w mocy i rozpocząć jej badanie. Uporządkował zebraną wiedzę z zakresu wezwań, jak nazwał magię przywołania. Dotychczasowe dwie próby okazały się być nieudane, ale z każdą zdobywał coraz więcej doświadczenia i umiejętności. Najważniejszym punktem była "najwyższa pieśń", jak określił demon teoretyczny według Anemetiusa kontakt pomiędzy istotą wezwaną i wzywającym. Ta więź prawdopodobnie odpowiadała za posłuszeństwo istoty wezwanej. Dlatego najpierw należało ją utkać.

Kształtując energię – z zachowaniem odpowiednich proporcji, niezwykłą uwagą i skrupulatnością – zaklinałby moc według swej woli chcąc uformować mistyczne kajdany, które pierw zaczepiałyby się na wezwanej istocie zanim ta pochwyci dawkę energii, która miała służyć za most prowadzący z jednego świata do drugiego. Miał pięć dni. Mógł więc spokojnie spędzać godziny na manipulowanie każdym fragmentem struktury. Nigdzie się nie śpieszył. Wszystko musiało być uporządkowane i mieć zachowaną kolejność.

Wzniósł bariery ochronne żeby istoty zza niewidzialnej zasłony nie mogły sięgnąć ku niemu i oderwać jego mocy jak to uczynił Arhelianos. Także wzmocnił ochronę swej świadomości przed możliwym atakiem lub ingerencją. Nie materializowałby konkretnego stworzenia. Chciał zdać się na przypadek. Wzywanie pożądanego bytu kosztowałoby dodatkową ilość energii, ponieważ marnowałoby ją na wyszukiwanie bestii za zasłoną. Cały czas dbałby o odpowiedni przepływ energii i jej kontrolę. Nie chciał jej niepotrzebnie tracić.

Przybywaj! – grzmiałby swą wolą. – Wzywam cię!

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3807
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

17 lut 2015, 18:35

MG

Choć interpretacji przekazu demona dotyczącego „najwyżej pieśni” mogło być kilkadziesiąt, Anemetius z sobie tylko znanych powodów zdecydował się oprzeć na jednym, niezbyt przy tym wiarygodnym. Oczywiście, jako właściwie wszechmocna istota, nie musiał postępować w sposób racjonalny dla śmiertelnych. Miał swoje drogi i swoje sposoby radzenia sobie ze sprawami. Jego nieskończona jaźń nie mogła zostać zrozumiana przez nikogo, kto nie stał na jego poziomie. Myśli Anemetiusa były więc kompletnie odrealnione i nieprzystające do wyobrażenia tego typu istoty w umysłach plebejuszy, którzy z pewnością myśleli logicznie tylko wedle własnego mniemania.

Nie dawał za wygraną, powracając do prób wzywania istot spoza tego świata. Tym razem zdecydował, że spróbuje nałożyć na przywołańca energetyczne kajdany jeszcze zanim pojawi się on w tym Spektrum. Skupił się też na zabezpieczeniu własnej struktury, mając w pamięci to, z jaką łatwością Arhelianos uszczknął sobie sporą jej część. Anemetius nigdy nie zastanawiał się, po co była mu ona potrzebna oraz w jaki sposób wykształcił swoje ciało. Wedle wszelkich przesłanek demon początkowo stanowił w tym świecie tylko nic nieznaczącą mgiełkę, ostatecznie zyskując jednak potężną, fizyczną formę. Rozważania nad tymi problemami nie przystawały jednak do światłego umysłu ascendenta skupionego na działaniu, a nie na rozmyślaniach.

Rozpoczął wcielanie w życie swojego planu, który polegał głównie na tym, że prawie go nie było. Zdał się na chaos, na losowy przepływ magii, Posłał swoje pieczołowicie przygotowane kajdany donikąd, przez Nicość. Samo ich tworzenie zajęło mu lekko ponad dwanaście godzin. Następnie rozpoczął przywoływanie. Nie wiedział, czy cokolwiek złapało się na zarzuconą przez niego przynętę. Wkładał w swoje zadanie dużo siły i woli, chcąc wykonać je jak najlepiej. Tym razem obyło się bez żadnych zjawisk fizycznych. Jego magiczne oczy nie zobaczyły niczego, a magiczne uszy niczego nie posłyszały. Jedyny kontakt odbył się na bardzo pierwotnym, telepatycznym poziomie.

Obcy byt próbował się z nim porozumieć, ale w związku ze wzniesionymi przez Anemetiusa barierami odrzucającymi wszelkie tego typu doznania, próby te skazane były na porażkę. Ascendent poczuł, jakby inna jaźń niejako przyssała się do jego, chcąc przeniknąć przez jego zabezpieczenia i dokonać tego, co sobie umyśliła. Szukała luk, ale niezbyt natrętnie, nie bijąc w bariery, ale raczej lekko je naciskając oraz miejscami postukując o nie swoimi mentalnymi palcami. Wyglądało na to, że przywołany tym razem byt nie był materialny.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

21 lut 2015, 04:41

Ciemne chmury gromadziły się nad Białą Twierdzą. Zerwał się wiatr wzburzając okolicznymi drzewami. Wdarł się do środka ruiny ze świstem, zawodząc żałośnie w pustych korytarzach, w których zalegał wyłącznie kurz i liście. Wraz z nim echem odbijał się potępiony jęk wieśniaków przesiadujących w celach i umierających z głodu. Niezdolni do sprzeciwienia się woli istoty stali lub leżeli bezwolnie wbijając puste spojrzenie w zimne ściany. To był ich grobowiec. Ponury, mroczny, samotny.

Tymczasem Anemetius tkał zaklęcie dotykając delikatnych dźwięków mocy. Upajał się nimi pogrążony w transie znanej tylko sobie muzyki. Czysta magia wypełniała jego i ona go. Byli jednością, złączeni na wieczność w doskonałości. Niewiele zastanawiał się nad wynikami swojej pracy. Bawił się, odkrywał, zapuszczał tam, gdzie inni nigdy nie byli. Miał wieczność. To czy mu się powiedzie teraz czy za tysiąc lat nie znaczyło nic. Kiedy skończył nie wydarzyło się nie spektakularnego. Wyczuł jednak obcą myśl będącą blisko niego, ale odbijającą się o jego bariery.

Wcześniejsze próby nauczyły go wielu. Wiedział albo podejrzewał, iż istota przybywająca do tego świata nie jest w stanie całkowicie przenieść się wraz ze swoim ciałem. Coś, jakaś siła musiała to uniemożliwiać lub znacząco utrudniać. Mogło to zależeć od niego lub mocy drugiej istoty, było wiele zmiennych i niewiadomych. Po namysłach i rozważaniach uświadomił sobie, iż demon Arhelianos skradł jego energię, żeby przekształcić ją w ciało, takie wysuwał wnioski. Nie miał zamiaru popełnić dwa razy tego samego błędu. O ile przywoła jakąś istotę nie odda jej mocy do wykształcenia powłoki, przynajmniej nie za nic. Pierw będzie musiał mieć pewność jej posłuszeństwa. Kajdany okazały się skuteczne. Wyciągnął z odmętów zaświatów byt. Teraz musiał dokończyć dzieła.

Telepatycznie dotknął umysłu istoty odsłaniając się tylko na tyle, ażeby móc nawiązać swobodny kontakt. Wykorzystując swą zdolność do operowania na wielu płaszczyznach jednocześnie cały czas uważnie sondował istotę i gdyby w jakiś sposób próbowała go zaatakować, natychmiast wzniósłby bariery z powrotem do poprzedniego stanu uniemożliwiając to.

Będziesz mi służyć – rzekł pewnie. – Dobrowolnie lub nie.

Miał całą wieczność. Czas się nie liczył. Dla niego. Co do przywołanej istoty nie miał pewności. Mógł tylko się domyślać, lecz snuł przypuszczenie, że takie przejście przez zasłonę pomiędzy światami i przestrzeń znacząco osłabiało duszę oraz sposób funkcjonowania. Logicznym wydawałoby się, iż inaczej zachowuje się istota w swoim naturalnym środowisku, inaczej w obcym. Podobnie jak Arhelianos, tak i ten byt będzie potrzebował kogoś, kto obdarzy go energią. Na chwilę obecną tylko on był zdolny to uczynić, jednak zabezpieczył się, toteż tym razem, o ile tak uczyni, zajdzie to na jego warunkach.

Opowiedz mi o sobie. – zachęcił delikatnie i oderwał od siebie mały, nędzny kawałek energii niby machając mięsem przed nosem głodnego psa. Był ciekaw czy istota rzeczywiście zachowa się jak podejrzewał, to znaczy rzuci się na nią i pochłonie. Zyskałby pewność przypuszczeń. – Współpraca to twoja jedyna szansa na przeżycie. Razem będziemy w stanie osiągnąć wszystko.

Jednocześnie zanurzył się w mocy rozpoczynając kreowanie. Wiedział jak zbudowana jest dusza, że to ona odpowiada za energię, jak funkcjonuje, gdyby tylko zdołał ją posiąść dla siebie…pierw musiał mieć pewność, że istota będzie mu posłuszna. Zabrałby się za kreowanie zaklęcia z zamiarem ostatecznego spętania bytu. Podporządkowania go sobie. Posyłając sondy ku obcemu umysłowi zbierałby dokładniejsze informacje na temat jego myśli, powierzchowne, ale zawsze jakieś. Dopiero mając te dane byłby miał bazę pod kształtowanie zaklęcia. Świadomie kułby fragmenty zawierając w nich swą wolę. Służ mi, tak brzmiałby rozkaz. Prosty i ostateczny, pozbawiony żadnych dróg interpretacji, bocznych drzwi. Wkładając w to moc odpowiednią do przełamania istoty. Jednak czyniłby to powoli, spokojnie, każdy element odpowiednio przekształcając i nadmiar zużytej energii pobierać z powrotem. Minuta po minucie, godzina po godzinie, ku doskonałości formy. Nie mogło być żadnych luk w zaklęciu, które z pewnością zostałyby wykorzystane przez przywołańca do oparcia się rozkazowi. Wtem rzuciłby zaklęcie chcąc oplątać nim jaźń bytu i zamknąć w swym uścisku.

W tym samym czasie, równocześnie co do poprzednich działań, naciskałby na świadomość istoty spychając ją do defensywny, uderzając raz po raz dokładnie wymierzonymi telepatycznymi przekazami czystego chaosu w takich ilościach, ażeby tylko zaszczuć obcą jaźń, nie pozwolić jej na podjęcie żadnych ofensywnych działań, nie dać chwili na skoncentrowanie. Istota musiała być rozporoszona, zdezorientowana, tym samym bardziej podatna na wszelkie sugestie. Próbowałby przebić się przez mentalne bariery obcej świadomości, strzaskać je zasypując deszczem sprzecznych emocji, które wydobywałby z siebie. Gniew, żal, nienawiść. To czym był i czym jest. Wszystko ukształtowane w jeden niepojęty atak. Śląc mentalne macki szukałby szczeliny, przez którą mógłby się przecisnąć. Przed każdym atakiem odsłaniając swe bariery, a wyczuwając przychodzący kontratak podnosząc je z powrotem. Operowałby na kilku stopniach świadomości rozpraszając swą uwagę w równym stopniu na każdym z działaniu.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3807
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

3-BWG565

07 mar 2015, 20:58

MG

Zgodnie z przypuszczeniami Anemetiusa, przywołana przez niego istota łaknęła mocy. Ascendent wydzielił część siebie, a mizerny duch, którego przywołał, łapczywie rzucił się na czystą moc, absorbując ją i przydając własnemu, słabemu ciału. Gdyby nie to, z pewnością rozproszyłby się i zniknął tak niepostrzeżenie, jak został przywołany. Na szczęście jednak jego egzystencja została przedłużona, przynajmniej tymczasowo. Nie wydawało się, że cząstka, którą Anemetius mu oddał, zdołała podtrzymać jego istnienie przez dłuższy czas. Nie zapewniała mu samodzielności i nie pozwalała na oddzielenie się od źródła, które go przyciągnęło.

Przywoływacz odsłonił się lekko, ale tylko na tyle, aby posłyszeć myśli ducha. Te nie były dla niego zrozumiałe. Mimo że ascdendent miał ogromne możliwości interpretacyjne, tutaj coś mu się wymykało. Istota z zaświatów nie myślała logicznie – a przynajmniej nie wedle logiki tego Spektrum. Pochodzące od niej impulsy jaźni niczego nie znaczyły, układały się w dziwaczne wizje, których nie sposób było ogarnąć. Możliwe, że czegoś chciała albo próbowała coś przekazać, jednak robiła to w nieznany Anemetiusowi sposób. „Język”, jakim się posługiwała, nie przypominał niczego, z czym się do tej pory zetknął. Energetyczny byt przesłał jej kilka własnych myśli. Nie zmieniło to jej zachowania.

Jedną jednak cechę przywołaniec musiał mieć wspólną z tymi, które zamieszkiwały ten świat. Struktura jego duszy musiała być taka sama, jak każdego innego żywego tworu. Anemetius próbował zachęcić ducha do bycia mu posłusznym, jednocześnie manipulując jego strukturą, aby go do tego zmusić. Nie było więc dla niego wyboru. Łagodny przekaz niczego nie znaczył. Zbierane całymi godzinami informacje owocowały w idealnym dopasowaniu umysłowej manipulacji. Anemetius nie tyle zrozumiał, na jakiej zasadzie funkcjonuje duch, ile poznał sposób, w jaki kształtują się jego myśli. Nie potrafił ich zdekodować, ale wiedział, jak przemienić swoje uderzenie tak, aby było im podobne. To zaś zadziałało odpowiednio, podporządkowując przywołaną istotę woli ascendenta. Nic jej nie chroniło. Cienka warstwa czystej mocy, z którą pojawiła się w tym Spektrum, została wprawdzie wzmocniona pokarmem pochodzącym prosto od Anema, ale nadal było jej niewiele.

Istota nie miała się jak bronić, nie produkując najwyraźniej zbyt wiele swojej mocy, a jedynie tracąc jej zasoby. Nie mogła sobie pozwolić na utratę energii. Poza tym mogła również nie wiedzieć, co się z nią dzieje. Prawdopodobieństwo, że czyny ascendenta były dla niej tak samo niezrozumiałe, jak jej myśli dla niego, było bardzo duże. Ostatecznie została złamana, z łatwością, która mogła zdumieć nawet samego Anemetiusa. Jej myśli nadal były niepojęte, ale wydawało się, że jej nastawienie się zmieniło; duch po prostu chciał służyć ascendentowi. Jego wewnętrzna struktura została zmieniona na tyle, aby przyjmować polecenia i je wypełniać.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

08 mar 2015, 17:41

Myśli istoty okazały się trudne do zinterpretowania. Ich struktura nielogiczna, chaotyczna. Świadomość bytu była niczym wielowymiarowa forma przestrzeni. Ilekroć obracało się jej jedną warstwę, druga zmieniała swoje położenie w przeciwną stronę. Jaźń Arhelianosa w porównaniu do tej była niczym umysł dziecka, znacznie łatwiejsza do pojęcia, prosta, oparta na nieskomplikowanych, silnych emocjach. Tutaj sama komunikacja poprzez telepatię była niemożnie utrudniona. Po raz pierwszy w swoim życiu natknął się na taki przypadek.

Zastanawiał się czego to mogła być przyczyna. Telepatia powinna niwelować wszelkie bariery, zezwalać myślom przyjmować kształt zdolny do zrozumienia dla każdej ze stron. Odszukiwać w umyśle naturalne dla bytu narzecze i się w nim ujawnić, jakiekolwiek by ono było, odczucie, myśl, obraz. Tymczasem tutaj …

Wiedział jednak, że istota mu uległa. Poczuł to. Sięgnął ku niezrozumiałej do końca świadomości próbując odwzorować swój przekaz na podobieństwo dziwnych struktur istoty. Przekształcać swoje nawet pomimo wszelkich logicznych przesłanek tego świata, tworzyć coś sprzecznego z tą logiką, wychodzić poza ramy tego wszechistnienia. Było to trudne, wymagało czasu, dlatego oddawał się temu działaniu bez końca skupiając swą jaźń na tym celu. Ostrożnie, z chirurgiczną precyzją. Dopiero kiedy miałby pewność, że uda mu się wyrazić swoje zamiary być może nie perfekcyjnie, ale zrozumiale, uczyniłby dalszy krok.

Będę dobrym mistrzem – Starałby się uświadomić istotę próbując podzielić wiedzą na temat jak intepretować emocje i poprzez nie się wyrażać. – Jesteś wyjątkowym okazem. Chcę cię poznać, chcę cię zrozumieć, a ty poprzez mnie zrozumiesz mój świat, tę rzeczywistość. Będziemy wsparciem dla siebie nawzajem. Otoczę cię opieką, nie pozwolę by stała ci się jakakolwiek krzywda.

W istocie. Chciał stworzyć z tej wątłej duszy swojego pomocnika, swą prawą dłoń, swego awatara, swego wybrańca. Śmiertelnicy tej planety zawiedli go, demon zawiódł go. Ale teraz ukształtuje ten byt, stworzy z niego potęgę i razem będą się wzmacniać, razem będą o siebie dbać. Złączy ich coś więcej niż cel, złączy ich jedność myśli, nieśmiertelny wymiar idei, chęci zrozumienia. Ukształtuje istotę jak garncarz glinę, jak kowal rozgrzany pręt metalu. Wykuje tę niezrozumiałą istotę na nowo. Odda jej siebie w całości, a ona jemu. Będą sprzymierzeńcami, mistrzem i uczniem, kochankami, wszystkim.

Czerp z mej mocy, niech stanie się twoją i cię przeobrazi. – Nakazał, z umiarem, ważąc każdy element, oddając ułamki swej mocy bytowi. – Zakosztuj mocy, przyjmij ją i nadaj swej duszy kształt. – Mówił kontynuując karmienie świadomości, jakby nie patrzeć, samym sobą. Czynił to zachowują pełną kontrolę. Nie pozwalając istocie na łapczywe rzucenie się na moc. Jeżeli by tak czyniła karciłby ją i nakazywał poprawę przerywając proces. Następnie wzmacniałby ucząc tym samym szacunku do niego. Było w tym coś mistycznego, coś wychodzącego poza zrozumienie umysłu, metafizycznego. Jednocześnie przekazywał poprzez myśli formę, w jaką chciał, by istota się przemieniła.

Miał to być człowiek o boskiej, ponad śmiertelnej urodzie. Naczynie duszy winno stanowić symbol jej wyższości. Wysoka męska postać o szlachetnych rysach twarzy jakby kutych w marmurze, lśniących złocistych włosach i oczach barwy srebra. Atletyczna sylwetka, nieskażona, jedwabista skóra, ideał rodem z bajek o pięknych rycerzach i księżniczkach. Jego dziecko, najukochańsze, będące odbiciem tego, czym kiedyś był i chciał być. Lustrem idei.

Zarazem uważnie śledziłby umysł istoty i jej strukturę, jak się zmienia podczas transformacji. Pragnął wiedzieć w jaki sposób przyjmować z niematerialnej formy materialną. Chciał móc to czynić samemu. Ułatwiałoby mu to znacznie funkcjonowanie. Jako że istota była mu posłuszna zażądały by tej wiedzy oferując w zamian dostatnie ilości energii do ukończenia cielesnego kształtu. Otworzyłby swój umysł, jednak z zachowaniem wszelkich środków ostrożności na wszelki wypadek, rozsyłając sondy, by te wniknęły do umysłu bytu, nagromadziły wiedzę i powróciły do niego, oddając mu ją.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 18 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 17 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Ciemny
Liczba postów: 52251
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.