Biała Twierdza

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

Biała Twierdza

04 lut 2011, 00:00

//Opis lokacji zrewidowany, poprawiony i uzupełniony przez Infiego.
Na przełomie pierwszego i drugiego wieku Ery Feniksa, kiedy to Autonomia Wolenvain gwałtownie rozszerzała swe granice, zaistniała ogromna potrzeba wybudowania nowych fortyfikacji. Biała Twierdza była jedną z pierwszych tego typu struktur. Przyszła twierdza miała stać się głównym punktem oporu w razie ataku od wschodu oraz linią zaopatrzeniową, jeżeli stolica zostałaby zaatakowana od zachodu. Plany zaczęto kreślić za panowania króla Sertosa II Burzliwego. W myśl budowniczych mino zastosować najnowsze zastosowania inżynieryjne, wznieść potężne baszty, podwójną linię murów, szeroką fosę oraz wiele innych udogodnień. Niestety liczne prowadzone wówczas wojny oraz słaba sytuacja finansowa państwa odwlekły realizację planów, powodując także ich znaczne okrojenie. Dopiero pod koniec życia monarchy zaczęto stawiać pierwsze fundamenty. Nigdy jednak król Sertos nie ujrzał skończonej budowli. Dopiero jego prawnuk, król Almad Mądry ukończył dzieło przodków według własnego pomysłu. Znacząco ograniczył rozmiar na rzecz zwiększenia efektywności obrony. W ostatecznej formie wielkość fortyfikacji była nie większa niż średnia, lecz potencjał defensywny znaczący i to ucieszyło króla. Niestety, twierdza udowodniła swoją przydatność jedynie kilka razy, podczas małych, lokalnych wojenek. Wraz z biegiem czasu i ustabilizowaniem sytuacji na granicach przydatność budowli zmalała jeszcze bardziej. Jej utrzymanie stało się zbyt drogie. Okoliczne ziemie oraz samą włość nadano rodowi Stilona. Ten jednak szybko zrzekł się własności na rzecz innego szlacheckiego rodu. Chodziła legenda, że który ród przyjmie na swe barki obowiązek utrzymania twierdzy, ten ostatecznie upadnie. I tak – twierdza przechodziła z rąk do rąk niczym niechciane dziecko. W końcu została porzucona, oficjalnie znajdując się w rękach dynastii królewskiej, która kompletnie straciła nią zainteresowanie.

W późniejszych latach Biała Twierdza stała się domem dla niedużej grupki ekstremistów mających na celu obalenie wybranej w 410EF królowej Nikol, znaną w spisanej historii Autonomii Wolenvain jako Nikol Złamana. Ich sukcesy były jednak nikłe, a ich szybkie wykrycie zakończyło się krótką bitwą. Po stronie korony stanęli tacy bohaterowie, jak Gałgar z Czarnośpiewu, Sergiusz Amrotu i Elatorn, ówczesny dyplomata Wolenvain. Od tamtego momentu budowla stała pusta.



Biała Twierdza zawdzięcza swą nazwę białemu kamieniowi, z którego wykonano jej siedmiometrowe mury. Oczywiście obecnie żadnego śladu po owej bieli nie było widać. Kamień był zmurszały, wykruszony, zarośnięty bluszczem oraz trawą. Już przechodząc przez jedyną bramę można było zauważyć, że to miejsce swe lata świetności ma dawno za sobą. Wygięta i osmalona stalowa krata była tego najlepszym przykładem. Dziedziniec nie był imponujących rozmiarów, zaś wysokie mury rzucały nań długi cień. Na prawo od wejścia widać było zadaszenie i drzwi prowadzące do niewielkiej, zniszczonej stajni, w której można kiedyś mieściło się z pewnością jakieś piętnaście rosłych rumaków. Naprzeciwko stajni znajdowała się przybudówka z wystającym zeń szyldem. Zmurszałe, trudne do odczytania litery układały się w nazwę "Pod Ślepym Ścierwem". Z pewnością wewnątrz niegdyś znajdowała się stanowiąca centrum rozrywki stacjonujących tu żołnierzy karczma. W jej środku nie było nic ponad połamane ławy, strzaskane krzesła, popękane kufle i górę innego śmiecia. Tuż obok karczmy, w zagłębieniu pomiędzy dwoma basztami ujrzeć można było dwupiętrową zbrojownię o sypiącym się, czerwonym dachu. Wewnątrz nie znajdowały się tylko puste stojaki i zepsute kukły ćwiczebne. Wzdłuż wschodniego muru ciągnął się budynek mieszkalny wysoki niemal jak same mury. Jego dach położony był pod dużym kątem, przez co znacząca część jego dachówek po wielu latach, jakie upłynęły od ostatniej konserwacji najzwyczajniej w świecie spadła na dziedziniec. Nieco dalej widać było pięć drewnianych tarcz strzeleckich. W jedną z nich ktoś dawno temu wbił teraz już zardzewiały topór, przecinając ją niemal na pół. Wewnątrz twierdzy – w głównym, murowanym budynku stanowiącym ostatnią linię obrony – znajdowało się wiele pustych pomieszczeń oraz przepastna piwnica. Długie korytarze milczały upiornie, a jedynym ich mieszkańcem był świszczący tutaj od czasu do czasu wiatr.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Grynfa
Posty: 102
Rejestracja: 21 wrz 2014, 14:03
Lokalizacja postaci: Pożarka
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50750#50750

25 cze 2015, 23:59

MG: Niewielu dana była możliwość odkrywania tajemnic innych spektr. Anemetius należał do tych wybrańców, którzy dostąpili tego zaszczytu jednocześnie nie rozpadając się na kawałki czy też tracąc jaźń przy kontakcie z nową rzeczywistością. Ale to mu nie wystarczało - zamiast siedzieć spokojnie we w miarę spokojnym otoczeniu, zdecydował się na ryzykowną eksplorację okolicy. Okolicy pełnej wrogiej energii magicznej, jak i również wpływu aur potężnych istot, których nie był w stanie dostrzec.

Strumienie energii nie wykazywały jednak ani śladu obcej świadomości, która je wytwarzała. Mało tego, podążając za nimi, Anemetius mógł dostrzec, iż zatacza koło. Sondy, które wysyłał wracały, jednak nie przynosiły ze sobą żadnych informacji. Musiał eksplorować dalej, głębiej, by odkryć niezbadane prawidła otaczającego go świata.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Love Invasion

09 sie 2015, 12:20

MG

Choć Eoetrimonius nie czuł się pewnie w temacie, w jakim poruszał się obecnie Anemetius – w końcu całą swoją wiedzę na temat funkcjonowania swego nowego domu zaczerpnął niedawno od swego mistrza – nie zamierzał go zawieść. Nie ukrywał jednak, że niektóre poruszane przez ascendenta tematy są dlań kompletnie abstrakcyjne. Odpowiedź zawarł w prostym przekazie, który oparł na własnych doświadczeniach. Poznawszy ledwie kilka chwil temu – w jego skali czasu – kompletnie inny sposób wyciągania, formułowania i interpretowania wniosków, był ostrożny; stał się relatywistą. Co, jeśli barbarzyństwo jest dla demonów oświeceniem, wojna postępem, a oportunizm wielkością? Może to dla nich pysznym są mieszkańcy tego świata? Eoetrimonius nie znał ani mieszkańców Czeluści ani Lewiatana w dostatecznym stopniu, aby móc poprowadzić dyskurs w innym kierunku. Posiadł nieco wiedzy, jednak wszystko to było dla niego jeszcze zbyt nieostre; zbyt mało doznał sam, aby móc zająć konkretne stanowisko.

Nie dostrzegał potrzeby wypełniania misji zmieniania świata, o której prawił Anemetius. Swoje działania wolał skupiać wewnątrz siebie, a o wartości poznawania rzeczywistości dowiedział się dopiero od swojego mentora. Owszem, ogromnie go ciekawiła, ale nie odczuwał, że należy ją poprawiać – chciał ją bowiem przede wszystkim dobrze poznać, nie oceniając. Miało to swoje źródło w tym, że Lewiatana poznał dopiero niedawno, ale czuć było, że owo badawcze zacięcie bierze się przede wszystkim z jego natury, którą pogłębił jeszcze wpływ ascendenta, z którym się zetknął. Koncept boskości był dlań jasny, choć nieco abstrakcyjny. Jasnym było, że istnieją istoty potężniejsze i słabsze, mądrzejsze i głupsze, stawiające jedne wartości nad innymi. Jeżeli jednak osiągnęło się nieograniczoną potęgę i nie ma niczego do zdobycia, po cóż działać?

Młody przywołaniec cieszył się za to z formy komunikacji, jaką wybrał dla nich Anemetius, przekazując swoje myśli w sposób pełniejszy niż jakikolwiek dostępny śmiertelnikom. Bariery obecne przy werbalnym porozumiewaniu się nie występowały przy używaniu telepatii. Gesty, słowa czy mimika nie zaburzały przepływu w kanale informacji, który był dokładnie taki, jakim zechcieli go stojące po obu jego stronach istoty. Według duszka była to jedna z najdoskonalszych form komunikacji – tak samo jak forma fizyczna, w której się znajdował. Mimo że świat, w którym teraz się znajdował, skrywał przed nim wiele tajemnic, w naturalny sposób odczuwał ograniczenia materii, jaka go otaczała. Gdyby wrodził się w skałę, jaka go teraz w podziemiach zamku otaczała, ziemię poza nią lub nawet w górę mięsa, jaką był demon Arhelilanos, boleśnie odczułby swe ograniczenia. Teraz mu one nie przeszkadzały.

Znajdująca się w Czeluści cząstka Anemetiusa próbowała oddalić się od magicznych pływów, jakie ją otaczały; szło jej niesporo. Okazało się, że uwolnienie się od ich oddziaływania, o ile w ogóle możliwe, wymagałoby oddalenia się na znaczną odległość, a tym samym przeznaczenia ogromnych nakładów. Przełamanie nurtu nie było łatwe, nie sposób było ocenić, czy w ogóle dla mniejszej części ascendenta możliwe. Były jednak miejsca, gdzie nie były one aż tak agresywne, nie atakowały struktury energetycznej istoty tak zawzięcie.

W jednym z takich miejsc możliwe stało się odizolowanie i zbadanie części negatywnej mocy. Choć nie było to proste, Anem dał radę zablokować część płynącej energii, burząc jej przepływ i otaczając spowolnioną w ten sposób część kokonem własnej mocy. Wspominana część przestała poruszać się w poprzednim kierunku, jednak nadal wykazywała antagonizm. Jej zadaniem było zebrać energię, z jaką się zetknie, i wysłać ją ku ujściu, łącząc się z nią w nierozerwalny sposób. Gdyby rozluźnić trzymające ją okowy, posiliłaby się nimi i dołączyła do nurtu.

Z tego, co wiedział ascendent, żadna energia nie zachowywała się tak z własnej natury. Wywnioskował więc, że ta, która go otacza, działa w ten sposób, ponieważ panuje nad nią jakaś obca wola. Tej jednak nie zdołał precyzyjnie wyczuć; były to tylko jego domysły. Z racji jednak na swój ogromny potencjał umysłowy i nieograniczoną organicznym ciałem zdolność logicznego rozumowania był tych domysłów niemalże pewien.

Wydawało się, że pośrodku obszaru, jaki przyszło zwiedzać ascendentowi, znajduje się swoista, magiczna paszcza, ściągająca magię z całej okolicy. Aby jednak utworzyć tak silne prądy, owej magii musiało być tutaj naprawdę wiele – niczym po jakimś magicznym kataklizmie czy unicestwieniu niezwykle potężnej istoty magicznej. Być może sama Czeluść emanowała taką ilością mocy, a coś po prostu wykorzystywało te emanacje na własną korzyść. Pokłady, jakie można było tutaj znaleźć, były niepokojąco wielkie. Gdyby Anemetiusowi udało się je przejąć, miałby więcej energii, niż kiedykolwiek.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

12 sie 2015, 19:37

Pod wpływem rozmowy coś zrodziło się w nieskończonych myślach ascendenta. Bliskość umysłów i ich swobodny przepływ powoli krystalizował pewną ideę, która powstawała z błyskawicznie pojawiających się strzępków informacji, gromadząc i łącząc w jedność, nadając jakiś rozmyty, jeszcze niewyraźny kształt. Rozważał nad koncepcją. Odpowiedź Eoetrimoniusa wymusiła na Anemetiusie refleksję.

Jeżeli relatywizm w istocie był prawdziwy to poszukiwania ascendenta spełzłyby na niczym. Szukał doskonałości. Idealności. Perfekcji. Wierzył, iż wyłącznie byt absolutny zdolny jest do ujrzenia rzeczy takimi, jakimi są one naprawdę. Poznać ostateczną prawdę i ją zrozumieć. Jeśli prawda nie istniała, jeśli zachodziła między nią i rzeczywistością korelacja, to i istnieć nie mógł absolut, który ze swej natury nie może ulec przemianie. Ta antynomia budziła w ascendencie obawę, gdyż niemożliwe było jej zweryfikowanie, a co za tym idzie rodziła się kolejna dyferencja - co naprawdę stanowił o prawdzie? Jak ocenić rację nie będąc absolutnym. Nim nie będąc nie można mieć pewności swej wiedzy. A może tak już działał świat i niewykonalne podjął zadanie? Może prawda ma wiele oblicz i każde zgadza się ze stanem intelektu i rzeczy, ale ma tylko jedno absolutne znaczenie? Zamknięte koło. A ich celem było jego przełamanie i zawrócenie!

Zamyślił się i długą poświęcił temu chwilę, chwaląc Eoetrimoniusa za jego wnikliwość i głębokie spojrzenie w materie niewidzialne. Dla istot im podobnych wartości te były autoteliczne, wyniosłe, piękne i niezbywalne. Szlachetnym było i godnym nad nimi debatować. Nie wahaj się jednak przed oceną, mój drogi, powiadałby. Ocena nie wyklucza poznania, wręcz przeciwnie. Większy zaszczyt jest w poznaniu pogardzanej prawdy aniżeli pustej i nieokreślonej. Teraz mam większą świadomość pewnej rzeczy, którą i ja będę musiał dogłębniej zrozumieć.

Anemetius rozważał. On i Eoetrimonius nie posiadali ciała. Ich formy były doskonałe, ograniczone wyłącznie własną potęgą. Obleczeni w istotę magii nie znali ani czasu, ani choroby, ani bólu. Forma ich komunikacji, bliskości oraz zrozumienia przekraczała pojęcie zwykłych śmiertelników. A jednak w tym świecie – i zapewne nie tylko tym – materia fizyczna była fundamentem wszystkiego. Magia, moc, one wykraczały poza schematy tej planety, były uniwersalne, sięgające poza granice przestrzeni, poza wielką pustkę dzielącą gwiazdy. Jednakże to ten świat był domem Anemetiusa – i nowym domem dla Eoetrimoniusa. To on był ich żywotnym interesem. Tutaj musieli się rozwijać. By lepiej się adoptować, mieć większe możliwości potrzebowali kogoś z ciała i kości. Kogoś fizycznego. Ograniczonego i zarazem nie.

Tutaj właśnie wyjawiła się myśl Anemetiusa.

Znaleźć człowieka, ci bowiem byli najliczniejsi i największą z ras, a co za tym idzie dawali najwięcej możliwości. Odszukać osobnika o wyjątkowej duszy. Takiej, która wykracza poza epokę, która myślami dąży ku przyszłości, nieznanemu, z wielkim zapałem i otwartością - jednym słowem: geniusza o wielkim potencjale, bardzo możliwym że marnowanym przez okrutny świat. Jego piękno, czysto, niewinność i wyjątkowość wnętrza ukazywałaby się w majestacie jego naczynia. Bowiem wspaniała dusza nie może zamieszkiwać w zrujnowanej świątyni. I zalawszy takiego człowieka stworzyć z niego most łączący świat doskonałości – ich świat wyższej formy – ze światem niższym, fizycznym. Poprowadzić go, wykreować, nadać znaczenie. Tak jak tobie nadałem znaczenie, Eoetrimoniusie, przemówiłby łagodnie do pupila. Tak i jemu razem byśmy mu je nadali. Stałby się trzecim członem, jednym z trzech. Z nim, przez niego i razem z nim ujrzałbyś ten świat tak, jak czynią to śmiertelni. Więcej byś poznał aniżeli przyjmując tylko moje wspomnienia z okresu, kiedy to i ja kroczyłem cieleśnie po tej ziemi. Uważam że jest w tym pewna wielka idea, co sądzisz?

Tymczasem badając obcą energię doszedł do paru wniosków. Jeden nasuwał się wręcz automatycznie. Ktoś musiał tym wszystkim kierować, czuwać albo przynajmniej zapoczątkować cały proces, nie wyczuwał jednak żadnej obecności, co oczywiście o niczym nie świadczyło. Zaburzenia były tak silne, że ukrycie się w nich nie stanowiłoby problemu dla kogoś obeznanego z arkanami magii. Dla zapewnienia sobie bezpieczeństwa umocniłby strukturę swej istoty spajając ją, ażeby w większym stopniu była odporna na działające tu nurty mocy hulające i co rusz ocierające się o niego w nikłym rozbłysku ciemnych iskier. Centrum, do którego spływała zbierana energia wręcz buzowało nagromadzoną potęgą. Musiał się tam udać i ją pochłonąć. Nasuwał się jednak pytanie, czy ktoś tam jest, jeśli tak to czy jest silny, a jeśli nie, to czy w jakiś sposób serce całej tej magicznej sieci jest jakoś chronione. Podejrzewał że tak. Nie miał zamiaru dać się złapać w jakąś pułapkę.

Dlatego wykorzystując miejsca, w których nurty energii byłyby słabsze, prześlizgiwałby się między wiatrami mocy, kierując w stronę centrum. Rozsyłałby sondy starając wychwycić jakąś obecność, co i tak było utrudnione. Czyniłby to ostrożnie, próbując zachować maksimum skupienia i wyostrzenia swych magicznych zmysłów, zważając na wszelkie niebezpieczeństwa. Unosząc się w przestrzeni wciąż badałby formę energii zamkniętą w podążającym za nim ochronnym kokonie, starając się wpłynąć wolą i myślą na uwięzioną moc. Rozciągając ją, kształtując, nadając różnorakie formy, sprawdzając, testując. Wewnątrz niej musiały znajdować się resztki woli, która wymusiła na energii takie, a nie inne zachowanie. Szukałby tego wspomnienia, nawet najmniejszych drobinek i podejmował trud ekstradycji tej nieznanej obecności. Potrzebował jak najwięcej wiedzieć.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Mountain

22 lis 2015, 18:55

MG

Zagłębiony w strumień świadomości wysyłany przez swego mistrza Eoetrimonius chłonął go całym sobą. Ciąg przyczynowo-skutkowy, jaki zaprezentował Anemetius, był wielce interesujący. Świata materialnego nie dało się poznać, samemu będąc niematerialnym – wywodził ascendent, tłumacząc zawiłości swego procesu myślowego.

Gdy skończył, Eoetrimonius dopiero po pewnej chwili zdobył się na respons. Był on śmielszy i nieco mniej ogólny od poprzednich. Zachęcony pochwałą swego mistrza zabrnął daleko.

Według niego świata fizycznego nie można było rozgraniczyć od świata mocy i nawet oni, w swej pozbawionej większości fizycznych ograniczeń formie, byli obecnie jego częścią. Koncept działania tylko na jego kanwie wydawał mu się jednak bardzo nienaturalny. Świat – kontrował – składa się z wielu światów podobnych i różnych Lewiatanowi, a skupianie się tylko na nim byłoby wielce niekorzystne. Poznawanie rzeczywistości, na które oba byty miały w teorii nieskończenie wiele czasu, nie powinno zamykać się w obrębie jednej jej instancji. Sam Eoetrimonius nie miał do pewnego momentu pojęcia, jak to zrobić, ale ściągnięcie go tutaj przez Anemetiusa otworzyło jego umysł. Zapragnął chłonąć wiedzę na temat wszystkich światów, nawet, jeśli cel ten miałby okazać się nieosiągalny.

Co zaś tyczyło się odkrywania nowego dlań miejsca, nie widział potrzeby uciekania się do używania pośledniejszych istot w tak szerokim zakresie. Poznanie zasady ich działania powinno być wystarczające do emulowania ich w stopniu wystarczającym do poznania ich percepcji. Duszek posunął się nawet do zasugerowania, że dzięki wiedzy Anemetiusa byliby w stanie stworzyć dokładnie taką istotę, o której mówił. Sztuczne jej preparowanie niosło za sobą o wiele więcej wiedzy, którą można było poznać w trakcie takiego procesu, a rezultat byłby w ostateczności o wiele doskonalszy. Kontakt z nieprzewidywalnymi, organicznymi istotami Eoetrimonius ograniczyłby do absolutnego minimum, najlepiej wyłączając go w ogóle. Wyczuwał obecność w Białej Twierdzy materii organicznej i zastanawiał się, dlaczego się tutaj znajduje. Pytał o eksperymenty, które najwyraźniej prowadził tu Anemetius – czy nie miały one na celu stworzenie istoty biologicznie idealnej?

Prócz dyskursu prowadzonego ze swym uczniem, Anem miał także inne zmartwienia, a najważniejszym z nich były najprawdopodobniej poczynania jego drugiej części, tej, która jakimś trafem trafiła do Czeluści i nadal nie straciła z nim połączenia.

Gdy przemykała ona do centrum swoistego płaskowyżu, na którym się znalazła, wykorzystując po temu słabsze w niektórych miejscach magiczne prądy, wszystko nagle ustało. Przyzwyczajony już do pewnego oporu w poruszaniu się i sondowaniu otoczenia Anemetius doznał chwilowego zamroczenia. Trafiło do niego bardzo wiele bodźców, które jednak dość szybko poukładał. Znajdował się bardzo blisko samego centrum wszystkich tych anomalii, a w nim wyczuwał jakiś byt.

Badanie go było właściwie mimowolne, a on pozwolił mu na to, odsłaniając karty i samemu podsyłając pewne informacje. Posługiwał się jedną z doskonalszych form telepatii, z jaką przyszło się Anemetiusowi zetknąć, a mimo tego było w nim coś ludzkiego, jakby perfekcja ta była osiągalna dla przedstawiciela śmiertelnej rasy, gdyby tylko miał do dyspozycji odpowiednio wiele czasu, prawdopodobnie wiele tysięcy lat. Podawane przez nieznaną siłę informacje mieszały się z tymi, które przyjmował ascendent wraz ze swoimi sondami; były wartością dodaną, która pogłębiała jego doznania w kierunku, w którym chciał tego byt.

To właśnie on wchłonął całą energię, która szalała tutaj jeszcze przed chwilą, jarząc się nią – i własnymi zasobami – niczym księżyc w pełni na bezgwiezdnym niebie. Jego aura była na tyle silna, że zagłuszała sondy posyłane przez Anemetiusa. Nie zwracały one więc wyniku o jego fizycznym kształcie, a tylko o mocy, jaką emanował. Ascendent nie miał oczu, ale tym razem na pewno by się przydały. Bez nich nie mógł na ten moment stwierdzić, czy istota, która przed nim stoi, nie składa się przypadkiem z czystej mocy, jak i on sam.

Nagle uderzyła w niego czysta energia, ale niedziałająca w żaden sposób antagonistycznie. Został niejako zmuszony do jej wchłonięcia, zwiększając swoje zasoby w Czeluści niemal dwukrotnie. Z pewnością było to dlań niemałym zaskoczeniem. Byt, który wyrzucił z siebie część zaabsorbowanej mocy był w jakiś sposób wdzięczny Anemetiusowi za to, co zrobił wcześniej i ten dar był częścią zapłaty za trud. Poza tym, istota była zainteresowana ascendentem i nie chciała, aby iskra jego istnienia zgasła zbyt szybko. Zależało jej na tym, aby z nim obcować, przynajmniej na ten moment. Było w niej coś, co wyczuć można było wcześniej w Arhelianosie, swoista buta, przeświadczenie o własnej wyższości i wyniosłość, ale cechy te nie dominowały, wydając się przy tym całkowicie uzasadnione. Potęga tego, kto znajdował się teraz przed Anemetiusem, była zaiste ogromna.

Wraz z mocą, którą od niego otrzymał, poznał jego imię. Wiedział, że stanął przed kimś, kogo śmiertelnicy znali wyłącznie z legend, kimś, kto wielokrotnie przenikał do świata Lewiatana, aby spotęgować właściwy dla niego chaos.

Przed samym Dahnikiem.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

24 lis 2015, 20:01

A więc powiadasz Eoetrimoniusie, że nasz byt – pomimo różnić - należy do świata fizycznego. A ja powiadam następująco: byt nasz nie jest częścią bytu tego świata. Zapytasz się – dlaczego? Czyż nie wpływamy na niego w taki sam sposób jak jego mieszkańcy? I rację ci przyznaję. Poznać jesteśmy w stanie jego prawidła, jego zasady i prawa. Ale zważaj na jedno. Byt nasz utworzony jest z innej zasady, innej esencji twórczej, innego fundamentu. Możesz rzec: Zarówno świat fizyczny, jak i świat mocy spięte są ze sobą i nierozerwalne. Prawda to niezaprzeczalna. Jednak. Powiadam wnet: Co pierwsze nastało? Moc czy natura? I ja, i ty odpowiedzi tej nie znanym, lecz według mnie, mego ducha i umysłu, słusznym i mądrym jest mówić, że moc wyłoniła się z początku jako pierwsza. Czy gdyby tak nie było, to czyż natura nie górowałaby nad mocą? A wszakże jest inaczej. To przed nami ugina się wola natury, wola świata i jego istnień, nie na odwrót. Czy zwykły śmiertelnik pozbawiony mocy, a zatem dzieło czystej natury, jest nam równy? Nie. Zapytuję się ciebie: jak natura może przewyższyć moc?

Lecz i my także jesteśmy niedoskonali, jeno istota absolutna jest doskonała. I w tym aspekcie przyznałbym ci rację, że należymy do świata fizycznego, świata natury. Stanowimy most pomiędzy wiecznością i doczesnością. Idealnością i marnością. Natomiast: byt nasz, nasza esencja, złożona jest z mocy. I dlatego nie należymy do świata fizycznego. Źródło naszego bytu może istnieć obok natury, ale do niej nie należy w sensie pierwotnym. Są one częściami z pozoru. Kwestie te mogą być drobiazgowe, ale naszym celem, naszą misją jest ich dostrzeganie i rozważanie. Jeżeli przyjmiemy uproszczone spojrzenie na świat nigdy nie osiągniemy prawdy.

Odnośnie twojego pytania o moje eksperymenty. Prowadziłem je. Celem ich było stworzenie perfekcyjnego naczynia dla wielkiej mocy. W tym momencie Anemetius zaczął przelewać wyniki doświadczeń do jaźni podopiecznego. Dzielił się wiedzą oraz spostrzeżeniami, które poczynił. Po jakimś czasie, pozwalając Eoetrimoniusowi przeanalizować nowe informacje, spytałby go czy ma jakiś pomysł w tej kwestii. Wizja stworzenia idealnej biologicznej formy była niezwykle kusząca i warta wspólnej pracy. Być może udałoby im się stworzyć taką powłokę fizyczną, która by ich nie ograniczała i jednocześnie pozwalała przechowywać ich świadomość.

Zarazem Anemetius stanął w obliczu czegoś niespodziewanego. Nieznana mu istota obdarowała go mocą, co okazało się zaskakujące. Szybko jednak uświadomił sobie, że ten podarunek nie był bezinteresowny. Początkowo nawet rozważał pewną formę konfrontacji, ale bardzo szybko zrezygnował z tego pomysłu. Był w obcym świecie, naprzeciw istoty znacznie potężniejszej, szanse na zwycięstwo były marne, a i nie było ku temu celu. Istota ta zdawało się wręcz oczekiwała pewnego rodzaju współpracy. Imię tego stworzenia, poza przekazanymi mu ogólnymi wiadomościami, było mu znane, chociaż w sposób bardzo słaby. Kojarzył naturę tej istoty, jednak nic więcej. Niemniej samo to mu wystarczyło. Łącząc fakty pojął, że Dahnik musiał być jednym z władców tego świata. Znacznie potężniejszą wersją Arhelianosa.

- Pozdrawiam cię, o potężny – zwrócił się ku olbrzymiej świadomości. Lekka pochwała była wręcz wskazana w obecnej sytuacji. – Zwę się Anemetius – przedstawił się czyniąc zadość temu, iż ktoś od niego silniejszy pierwszy wyjawił swe imię. Z obserwacji oraz legend o szeroko pojętych demonach wiedział, iż cenili oni hierarchię. Hierarchię siły. Ascendent, w przeciwieństwie do demonów, potrafił schować swoje ego kiedy należało.

- Uznaję ten dar, którym mnie obdarzyłeś za pewnego rodzaju zachętę do współpracy. Nie wiem jakie przyświecają ci cele, Dahniku. I niewiele mnie one interesują. – Pozwolił sobie na bardziej zdecydowany i bezpośredni ton dyplomacji. Przesadna maniera jest nie tylko żałosna, lecz może być także oznaką słabości. Różnica w ich egzystencji nie nakazywała Anemetiusowi na chowanie głowy w piasek. To prawda, był słabszy pod względem mocy, ale na poziomie rozwoju byli bliżsi niż dalsi. Zresztą, to Dahnik wyszedł do niego, widać miał w tym interes. Ascendent właściwie był tu przez przypadek. – Jeżeli chcesz ode mnie pomocy w swoich poczynaniach, jakiekolwiek by one nie były, jestem skłonny jej udzielić. Oczywiście za odpowiednią cenę. – Istoty na ich poziomach nie musiały bawić się w podchody i grę oratorską, to jest dobre do mamienia śmiertelników. Czynienie czegoś takiego wobec im podobnych było zbędne, bo doskonale pojmowali swe zamiary nim były one przedstawione. Do powiedzenia było wszystko albo nic. Przynajmniej według Anemetiusa. Złoży propozycję, zostanie odrzucona lub zaakceptowana.

- Uczynię co zechcesz, o ile nie będzie to ze szkodą dla mnie. W zamian oczekuję stałego źródła mocy oraz wiedzy. Uznaj mnie za sojusznika i partnera, a wiernie wspomogę cię w twych staraniach.

Czekał na odpowiedź.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Broke Down

25 lis 2015, 21:12

MG

Chłonący wiedzę przekazywaną przez swego mentora Eoetrimonius zestawiał ją z własnymi doświadczeniami płynącymi z jego krótkiej egzystencji w tym świecie, jednak głębokie, filozoficzne myśli były dla niego nieco zbyt abstrakcyjne. Odniósł się wobec do tego, co rozumiał, pokazując swój pragmatyzm i brak szeroko rozwiniętej zdolności do myślenia ideowego, a tym samym działania pod wpływem idei. Ponownie podkreślało to, jak bardzo liczyła się dla niego wartość poznawcza, dla której zdolny był dokonać właściwie wszystkiego. Jeżeli istniała w danym czynie możliwość lepszego zrozumienia świata, to znaczy, że czyn ten był słuszny i potrzebny.

Swoje pierwsze wspomnienia jako świadomego bytu wiązał z formą, w której obecnie się znajdował, co justyfikowało jego śmiałe myśli sprzed chwili. Budująca go energia była dlań częścią Spektrum, w którym się znalazł, była jego nierozerwalnym fundamentem, stąd jego pogląd na sprawę nierozerwalności mocy i fizyczności. Wedle niego fundamenty tego świata oraz jego istoty były na tym samym poziomie, a różniła je tylko budowa wewnętrzna, sposób, w jaki oddziaływały swoim istnieniem na przestrzeń. Pragnął jednak wyjaśnić, jak do tego doszedł.

Otaczające ich mury, które wcześniej tak zaciekawiły Eoetrimoniusa, nie posiadały świadomości, jednak zakłócały przestrzeń w sposób całkowity i niepodważalny. Były trudne do przeniknięcia, stały na drodze pomiędzy tym, co tutaj, a tym, co za nimi. Choć – jak dowiedział się później duszek – zbudowane zostały ręką istoty biologicznej, odciskały piętno na rzeczywistości. Ich wpływ był jednak inny od tego, jaki odciskały istoty świadome, ponieważ budowało je coś innego.

Znajdująca się w lochach Białej Twierdzy tkanka organiczna była bardziej podobna murom niźli energii budującej strukturę Eoetrimoniusa, ale posiadała pewną właściwość pozwalającą jej na uzyskanie i podtrzymanie świadomości. W przypadku ludzi, jak konkludował duszek, właściwość ta wynikała z ich budowy, ponieważ składali się z różnego rodzaju elementów organicznych, o których działaniu nie wiedział jeszcze zbyt wiele. On jednak, jak i Anemetius, byli jednolici, a przynajmniej wynikało to z jego wiedzy, co prowadziło do dwóch rozwiązań.

Zapytywał więc: czy niedostrzegalna dlań, wewnętrzna struktura ich ciał podobna była ludzkiej, nadając im wspomnianą właściwość, czy może rzeczywiście, wedle słów jego nauczyciela, działali na innej, oderwanej od fizyczności zasadzie? Jeśli tak, to czy jedno może przewyższać drugie?

Nowy świat fascynował Eoetrimoniusa na tyle, że nie potrafił go w ten sposób pojmować, nie umiał wartościować tak, aby rozdzielić oba światy, a co dopiero stawiać jeden na drugim. Analizował najmniejsze, nieistotne w oczach Anemetiusa szczegóły, co upodabniało go do dziecka, które ze swoimi – wielkimi w skali jego istnienia – problemami budziło rozrzewnienie.

Tymczasem Dahnik był wesół, a swą wesołość okazywał tak, że i ta część Anemetiusa, która była w Czeluści, poczuła radość. Uczucie to było w pewnym sensie abstrakcyjne dla ascendenta, bowiem nie doznał go od momentu swej przemiany. Owszem, przeżywał sukcesy i satysfakcjonowały go jego poczynania, ale teraz poczuł szczęście i spełnienie. Prawdziwość tego uczucia musiała go zdumieć, nie pochodziło ono bowiem inicjalnie od jego samego. Tym niemniej, gdyby mógł, śmiałby się teraz szczerze i pozytywnie, z nadzieją patrząc na świat.

Demon, czy może nie demon, przystał na to, o czym mówił Anemetius, a pierwszym jego warunkiem było dobranie się do jego wspomnień. Pragnął wiedzieć wszystko, co wie ascendent, posiąść jego wiedzę i nie pominąć nawet najdrobniejszego szczegółu. Był pod tym względem chciwy, chciał wiedzieć jak najwięcej o tym, z kim się zetknął. Chociaż mógłby zmusić go do poddania umysłu niczym wybornego dania na złotym talerzu, wolał dać mu wybór. Całość bawiła go niezmiernie, będąc dlań szalenie ciekawą, choć niebezpieczną rozrywką.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

26 lis 2015, 00:16

Może prawdą być tak jak powiadasz, Eoetrimoniusie. Zarówno świat mocy, jak i natury daje zbliżone możliwości, a ich sposób interpretacji zależy od punktu widzenia tego, który podejmuje się szlachetnego zadania zrozumienia prawideł świata. Struktura naszych ciał, nasz budulec, nasz przenośnik, będący dla nas krwią i ciałem, jest częścią mocy, aczkolwiek może i natury zarazem? Wiemy że świat składa się z drobniutkich fragmentów, one należą do natury, ale i do mocy zarazem. Poruszają wszystkim i wszystko spajają. Niewidzialne dla żadnego oka natury jesteśmy w stanie dostrzec poprzez moc. Może i tak jest jak mówisz, może fundamenty są identyczne, lecz różni je wewnętrzna budowa, ale czy wówczas poprzez tę zmianę wewnątrz nie zachodzi również i zmiana w samym fundamencie? Jak może być częścią coś, co jest różne na zewnątrz i wewnątrz. Jak może być coś całością, jeśli składa się z przeciwieństw niczym ogień i woda? Za sprawą mocy. A może jest i tak, że to co my rozumiemy poprzez moc jest tylko bardzo drobną, rozbitą naturą, którą ujmujemy duszą i przekształcamy umysłem. Zatem w konkluzji słusznie jest powiedzieć, że wszystko stanowi jedność. I jedno jest wszystkim, i wszystko jest jednym. Pogląd mój o wyższości świata mocy nie wynika z odrzucenia świata fizyczności jako całości, ale jedynie jako wskazanie, że poprzez świat mocy osiągnąć można więcej i że donioślejszą i pełniejszą ma zasadę bytu. Twój praktyczny sposób postrzegania świata jest roztropny i godny. I dlatego dumnym jestem mając cię za swego ucznia. Razem rosnąc będziemy w siłę oraz wiedzę czerpiąc z tego, co jest potężniejsze u drugiego i tym samym chronić to, co u drugiego jest słabsze.

Anemetius stanął przed wyborem. Podzielić się z Dahnikiem wspomnieniami czy stanąć w obronie swoich tajemnic. Ścierały się w nim dwie strony: z jednej ta, która wyrosła na bazie ascendencji. Czym jest istnienie, jeśli nie tylko sumą doświadczeń? Nie musiał ukrywać swojej przeszłości ani działań, ponieważ dzięki nim ewoluował, rozwijał się i to co wczoraj było nim, jego esencją, dziś jest już tylko pewnym zamkniętym etapem. Nie czuł wstydu, nie czuł dumy, nie czuł poniżenia. Wszystkie schematy kultur i jej oddziaływanie już go nie dosięgało. Przerósł własny byt. Na tym właśnie polegała zasada istnienia. Obserwował siebie jako obserwator, nie utożsamiał się z całym sobą, był częścią we wszystkim. Z drugiej strony. Ulegając i odsłaniając się może ujawnić coś, na czym zależało demonowi. Pytanie tylko: czy byt, który był od niego o tyle potężniejszy rzeczywiście mógłby nie posiadać tego, co on już posiada? Był w takim położeniu, które niezależnie od następnego kroku niosło jakieś ryzyko. Ostatecznie zadecydował, że nic nie straci dzieląc się wspomnieniami i wiedzą. Zaryzykuje w imię owocnej współpracy. Wszakże oczekiwał tego samego. Można powiedzieć, że była to równa wymiana. Obustronna inwestycja.

Podzielił się tym czego oczekiwał Dahnik. Teraz samemu oczekiwał.

- Daj mi źródło stałej mocy – zażądałby. - Te resztki, którymi mnie poczęstowałeś są niczym. Potrzebuję stałego źródła. Teraz, kiedy już wiesz o mojej przeszłości dostrzegasz moją największą słabość. Moją roztrzaskaną esencję, mą niekompletną duszę. Uczyń mnie pełnym, niech powróci moja dawna potęga, moc mej duszy, a nic nie stanie nam na przeszkodzie!

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Brain Cycles

26 lis 2015, 01:37

MG

Pochwała mentora cieszyła ucznia, który mimo swych ułomności dobrze korzystał z danych mu narzędzi. Rozmowa o światach mocy i fizyczności zaabsorbowała go na tyle, że nie odpowiedział w innym temacie, co zdecydował się nadrobić. Zrobił to jednak wyłącznie przez szacunek dla swego stwórcy, bowiem nie miał żadnych sugestii co do eksperymentów na żywej tkance. Znał ją jeszcze zbyt słabo, aby móc cokolwiek na jej temat powiedzieć. Przekazana przez Anemetiusa wiedza była ogromna, ale w opinii Eoetrimoniusa nic nie było w stanie zastąpić badań, których dokonać mógłby samodzielnie. Z tego też względu zapytał o pozwolenie na udanie się do miejsca, z którego wyczuwał obecność biologicznych obiektów. Chciał sprawdzić, z czego się składają, rzucić na nie swoim magicznym okiem, rozłożyć na części pierwsze i wyciągnąć wnioski.

Myśli Anemetiusa zaszły niebezpiecznie daleko od toku rozumowania jego pupila i choć ten ostatni starał się jak mógł, aby pojąć konotacje, jakie zrozumieć mógł wyłącznie ktoś, kto urodził się i wychował w Spektrum Lewiatana, szło mu niesporo. Wystosował niezbyt twardą supozycję, jakoby to moc była tym, co zespala wszelkiego rodzaju fundamenty materii, a oni byli zbudowani właśnie z tej mocy. Co jednak powodowało jej ekstrakcję? Czy ilość mocy spajającej była zbieżna z ilością cząstek budujących materię? Jeśli nie, to czy ich obecność nie zakłócała naturalnego porządku? Jeżeli jedność i nierozerwalność rzeczywiście były odpowiedziami, to oznaczało, że wprowadzenie chaosu generowało dodatkowe, godne badania czynniki. Eoetrimonius zapragnął badać chaos.

Tymczasem w Czeluści wydarzyła się rzecz niepojęta. Oto Dahnik posiadł całą wiedzę Anemetiusa, wszelkie informacje, które posiadał ascendent. Wiedział już, kim jest, skąd się wywodzi i czego dokonał, całe jego życie stanęło przed potężnym bytem, który miał dowolność w dysponowaniu nim. Coś jednak poszło wbrew planom mistycznego władcy krainy, jakby jakiś szczegół zaskoczył go. Czuć było coś na kształt rozproszenia, jednak w tym przypadku miało ono o wiele bardziej dosłowne znaczenie. Dahnik poświęcił część swojej energii na rozesłanie wici, prawdopodobnie do skomunikowania się z innymi istotami lub odrębnymi instancjami własnej osoby. Połączył się z nimi tak, że przekaz ten był właściwie niedostrzegalny, zupełnie tak, jakby sam wcześniej podzielił się na kilka części i korzystał teraz z metody podobnej do tej, jaką stosował znajdujący się w dwóch światach Anemetius. Ten zdołał tego dokonać, jednak zrobił to nieświadomie, podczas gdy byt, z którym obcował, miał takie lub podobne manipulacje opanowane do perfekcji.

Istota pozwoliła mu poznać swe pierwotne zamiary, które polegać miały na wykręceniu początkowych ustaleń i uczynienia ich jak najkorzystniejszymi dla Dahnika. Ten plan uległ jednak silnej zmianie pod wpływem czegoś, co przeczytał byt w umyśle Anemetiusa, który okazał się być prawdziwie interesujący. Wzięty wcześniej za spektralnego podróżnika, który trafił do Czeluści przez przypadek, zyskał na znaczeniu przez to, co posiadał w swym umyśle. Aby jednak Dahnik mógł się do tego odnieść, potrzebował zebrać więcej informacji, co w tym momencie czynił. Część jego istoty stała się jakby nieobecna, nieaktywna w tym momencie czasu i przestrzeni. Władca używał magii tak skomplikowanej, subtelnej i precyzyjnej, że trudno było za nią podążać. Wreszcie odpowiedział.

To, co dotarło do Anemetiusa, nie było niczym, czego mógł się spodziewać. Dahnik przekazał, że pokłady mocy znajdują się w jego zasięgu, w świecie, z którego pochodzi i że się z nimi zetknął. Oferował mu możliwość wyjawienia ich lokalizacji za cenę wiedzy, jaką zdobędzie w trakcie ich zdobywania. Jego ogromne zasoby pozwoliły mu uzyskać informacje, których Anemetius nie posiadał, ale równocześnie nie było ich tak dużo, aby mógł mieć pewność co do swoich przekonań. Tych ostatnich jednak nie zdradził, zatajając jednak informację o tym, czy źródła mocy, o tym, czy źródła, o których informował, były stałe, cokolwiek miałoby to oznaczać.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

26 lis 2015, 06:08

Anemetius zezwolił Eoetrimoniusowi na prowadzenie badań i dał mu wolną rękę w tym zakresie. Nie miał zamiaru ograniczać poczynań ucznia, wręcz przeciwnie.

Jednocześnie druga część Anemetiusa poczuła się oszukana. Nie tak się umawiali. Miał otrzymać stałe źródło mocy, a nie lokalizację siedlisk jej natężenie i to w dodatku za cenę kolejnej wiedzy. To potrafił uczynić samemu. Odrzucił więc propozycję aroganckiego, podstępnego bytu wyrażając swoje rozczarowanie postawą Dahnika. Wytknął istocie, że prawdopodobnie ją przecenił i ta nie posiada odpowiednich umiejętności do uczynienia tego, o czym mówił. Zapytał się czy Dahnik posiada w takim razie jakąś istotą wiedzę na temat magii, zwłaszcza interesował go rejon tworzenia połączeń pomiędzy innymi światami oraz wzywaniem istot. Wręcz zażądał tej wiedzy. Wyczuwał zmianę w demonie, podejrzewał więc, że dowiedział się dzięki poznaniu jego myśli czegoś wartościowego. Oczekiwał tego samego. W przeciwnym razie, cóż, zakończą niedoszłą współpracę, a on poszuka innego, bardziej roztropnego władcy tego świata. I wyrówna rachunki za podstęp, którego padł ofiarą.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

250 Miles

27 lis 2015, 20:11

MG

Uczeń Anemetiusa zafrasował się lekko jego postawą, ale zrozumiał, że jego mistrz ma prawdopodobnie ważniejsze zajęcia. Rozszczepił się był na dwa światy, a poświęcanie im obu dużej uwagi z pewnością musiało być wymagające. Wywód Eoetrimoniusa pozostał bez odpowiedzi, ale ten dostał pozwolenie na prowadzenie własnych badań na tkance biologicznej, toteż udał się do lochów Białej Twierdzy nie odwracając dłużej uwagi Anemetiusa od Czeluści.

W tej zaś sytuacja zaogniła się. Dahnik nie chciał przyjmować czegokolwiek, co Anemetius miał mu do przekazania. Uważał, że, posiadłszy wiedzę o jego doświadczeniach życiowych i osobowości nie musi słuchać go w ogóle, szczególnie, gdy zachowywał się jak głupiec. Sprawa, o której rozmawiali, była dlań niezwykle istotna i nie chciał się rozpraszać. Zagłuszył więc myśli ascendenta swoimi, wyrażając swe zniecierpliwienie jego postawą. Nie zamierzał tolerować tak ludzkiego, niedojrzałego w jego opinii zachowania i groził, że jeżeli jeszcze raz wystawiony zostanie na tego rodzaju pokaz, unicestwi Anemetiusa. Mimo tego zdecydował się go nieco wtajemniczyć, a robił to w sposób naturalny, rozgłaszając co mocniejsze myśli.

Uzmysłowił swemu kolaborantowi, że nawet dla niego – samego Dahnika – poznanie lokalizacji miejsc mocy będzie bardzo trudne, ponieważ zostały one potężnie zabezpieczone. Poinformował, że właśnie rozpoczął proces zbierania informacji na ten temat, a to, czego już zdążył się dowiedzieć, wskazywało na to, że istnienie tych miejsc ma kluczowe znaczenie dla macierzystego świata Anema. Miał zapewne setki hipotez, jednak żadnej nie zdradził; nie teraz, kiedy jego poszukiwania były niekompletne. Był jednak pewien, że moc w nich zawarta jest ogromna, zbierana od czasów, w których sam kroczył po Lewiatanie.

Władca był podekscytowany, nie przejmując się za bardzo tym, co z jego przekazu wywnioskuje Anemetius. Był przeświadczony o swojej sile i nie sądził, że ktoś taki mógłby mu zagrozić. Był pewien, że mógłby go zniszczyć i – korzystając z wiedzy, jaką posiadł – zastąpić go kimkolwiek innym. Chętnych do współpracy z demonami śmiertelników było wszak więcej, niż można byłoby się spodziewać. Wystarczyła tylko odpowiednia motywacja.

Nie było sensu ukrywać, że w zaprezentowanym pokrótce planie Dahnik ma swój własny, wielki plan – inaczej nie okazywałby takiego zainteresowania. Powodowała nim chęć, której nie uczuł już od bardzo dawna, chęć dowiedzenia się czegoś więcej. Nowe informacje uzupełniły te, które uzbierał dawniej, budząc stare pragnienia i dając mu realną opcję na wcielenie w życie swoich mrocznych planów.

Dlaczego jednak potrzebował wiedzy, która znajdowała się w okolicy źródeł mocy? Do potwierdzenia swoich przypuszczeń? Głupotą byłoby zakładać, że Dahnik czegoś nie wie, jednak zachowywał się zupełnie tak, jakby coś, co wyczytał w umyśle Anemetiusa, było dla niego kompletną nowością. Być może jego zdolność do badania Lewiatana była ograniczona lub dokonywał go pobieżnie. Fakty, które poznał, rozbudziły jego zacięcie, co upodobniło go nieco do ambitnego maga czy naukowca. Co jasne, jego motywy z pewnością były zwichrowane zwichrowane, ale chęć gromadzenia wiedzy była w nim silna.

Był w tym aspekcie podobnym Anemetiusowi, do którego musiał czuć coś na wzór sympatii. W przeciwnym razie dawno przestałby się nim przejmować, używając jego wspomnień do niecnych celów. Tymczasem nadal rozmawiali, nawet mimo wyskoku, na jaki porwał się ascendent chwilę temu. Wyglądało na to, że emocje wzięły nad nim górę, bowiem takie zachowanie było w tej sytuacji kompletnie lekkomyślne. Szczęściem Dahnik mu wybaczył. Tym razem.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 6 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 4 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Bing [Bot], Majestic-12 [Bot]
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1047
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Nightmare
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.