Lwi Bród

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3796
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Lwi Bród

17 kwie 2014, 20:22

Położony na południe od Wolenvain, przecinający Iquę Lwi Bród był już ponoć świadkiem wielu bitew. To tutaj wedle rozlicznych podań w 34EF po raz pierwszy rzekę przekroczył zwany Lwem ze Stepów Vain, na którego cześć nazwano później miejsce przeprawy. Ludzki władca zagłębił się w dzikie, zamieszkane przez plemienną ludność ostępy w poszukiwaniu konkurującego z nim Wolena, swego młodszego brata. Opór, jaki napotkał, kosztował go utratę wielu zacnych wojowników. Dowodzeni przez Wolena Gryfiego Jeźdźca, zunifikowani przez niego barbarzyńcy z Wichrowych Szczytów wyparli Vaina za rzekę i dalej, zmuszając go do wycofania się w okolice dzisiejszego Derinu i rozpoczynając tym samym długoletni, bratobójczy konflikt zwany później „Wojną o Autonomię” i zakończony ostatecznie ślubem córki Vaina oraz syna Wolena w 75EF.

Sam bród został w późniejszych latach wyposażony w porządny, kamienny most. Jego łuk był dość łagodny, a wymiary iście potężne. Most był szeroki na tyle, że swobodnie i bezproblemowo mogły się na nim minąć nawet dwa wozy – w najszerszym punkcie mierzył sobie około trzech i pół sążnia. Było to o tyle istotne, że jakkolwiek do samego Wolenvain można było dojechać inną drogą, transportując później towary za pomocą promu do dzielnicy portowej stolicy, tak Lwi Bród stanowił jedyne racjonalne połączenie między Kupieckimi Kochankami a Derinem. Długi na ponad dwie staje, wyposażony w dziewiętnaście stojących na siedemnastu filarach łęków był dumą każdego mieszkańca Autonomii Wolenvian.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Ropień
Posty: 193
Rejestracja: 20 paź 2013, 15:26
Lokalizacja postaci: Lwi Bród
GG: 6550057
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2770

16 lis 2014, 09:53

Tak! Palcie się, gnidy! Obserwował chaos, który powstał na dole. Przed jego atakiem wyglądało, jakby wojownicy z tej samej frakcji zaczęli walczyć między sobą. Wyglądało to conajmniej dziwnie. Czemu mieliby to robić? Kiedy jednak A'eklamarijon zionął ogniem, ludzie wydali się zapomnieć o walce między sobą. Wielu z nich płonęło, a ich krzyki były muzyką dla uszu smoka. Kilka z tych świetlistych rycerzy zaatakowało go magią, ale ledwo co poczuł te ataki. Zaryczał ponownie. Zauważył, że żadni łucznicy nie zaczęli go atakować. Ha! Poszczęściło mu się!

Zanurkował znów, paląc wszystkich świetlistych rycerzy, jakich miał po drodze. Skupił się na nich. Reakcja była znikoma, ale jednak wszystkie ataki skierowane w niego pochodziły od nich. To sprawiło, że zaczął ignorować tę drugą frakcję.

Chciał spalić ich wszystkich. Patrzył pod siebie, oglądając sznur niebieskiego ognia, który się za nim ciągnął. Nasycał się tym widokiem. Uwielbiał go. Już od dawna nie czuł się tak dobrze. Ostatnie tygodnie jego życia były jakąś wielką porażką. Ale teraz czuł, że żyje. Czuł, że ma władzę nad żywotami tych stworzeń. I zakończy jak najwięcej z nich.

Zdecydował, że pora zareagować na telepatię, którą używano przeciwko niemu. Zupełnie bezskutecznie, ale zawsze. Kiedy znów podniósł się do wyższego lotu po tym, jak przeprowadził drugi atak, zaczął krążyć nad pobojowiskiem. Spróbował odbić od siebie wszystkie ataki telepatyczne i wysłać swoją wiadomość do wszystkich w dole.

-Jam jest A'eklamarijon! Trwóżcie się, albowiem przybyłem, aby zakończyć wasze żałosne żywoty! – Przy tych słowach ponownie zanurkował, aby zionąć ogniem. Chciał zdziesiątkować wroga. Teraz już dzięki niemu bitwa wyglądała na skończoną, ale go to nie interesowało. Pragnął, aby wszyscy ci nic niewarci ludzie wszyscy spłonęli. Chwilę przed kolejnym zionięciem dokończył wiadomość, którą chwilę wcześniej wysłał do każdego w dole – Palcie się, nędznicy!

I tak oto po raz kolejny z jego paszczy wydostał się niebieski ogień, ponownie zmierzając ku świetlystym rycerzom, na których A'eklamarijon się skupił. Wiedział, że nie mogą mu zaszkodzić. Mógł z nimi robić co chciał. Byli bezradni w obliczu potęgi, jaką był smok. Szczególnie, że nie mieli praktycznie żadnej broni zasięgowej prócz tych nędznych czarów, które działały w sposób odwrotny niż zamierzony. Zamiast zatrzymać ogromnego gada, tylko popychały go do działania.

Awatar użytkownika
Slavius
Posty: 64
Rejestracja: 16 mar 2013, 14:45
Karta Postaci: viewtopic.php?p=41866#41866

16 lis 2014, 16:04

Jak można było się zresztą spodziewać, desperacki atak Slaviusa nie na wiele zdał się w starciu z przeciwnikiem w pełnej zbroi. Chwilę później poczuł cios w palce. Eksplozja bólu kompletnie go obezwładniła. Cudem nie wypuścił miecza, który trzymał w teraz już bezużytecznej ręce. całą dłoń pokrywała mu krew. W następnych kilka chwil zaliczył następne trafienia. Upadł na kolana. Już nic nie mógł zrobić.

Ale następne ciosy nie padły. Czyżby uznali go za martwego? Rozejrzał się dookoła. Paladyni zaatakowali paladynów. Czy wreszcie sięgnęli po rozum do głowy i bronili niewinnych, zamiast ich zabijać? Ale czy nie było za późno? Ogromna część patriotów leżała martwa na ziemi. Ciała, krew i krzyki. To wszystko, co dostrzegał w tym momencie Slavius.

Jeżeli wszystko mogło stać się jeszcze bardziej niezrozumiałe dla półelfa – takie się właśnie stało. Obrazu dopełnił smok, który właśnie zmierzał ku walczącym paladynom. Z gęby gada wystrzelił niebieski ogień. Było to na tyle blisko Slaviusa, że poczuł gorąco płomieni. Stwierdził, że już tu nic nie zrobi. Nie ma co zwlekać. Musiał uciekać w bezpieczne miejsce.

Podniósł się z niejakim bólem i począł biec w stronę obozowiska. Za plecami miał smoka, paladynów i patriotów. Myśłał tylko o tym, żeby znaleźć się jak najdalej od tego wszystkiego. Miecz ciągle wyślizgiwał mu się z zakrwawionej ręki, więc przerzucił go do lewej ręki i począł niezdarnie próbować schować go do pochwy, która zwisała mu u pasa.

Jeżeli dotarłby to obozowiska i ktoś z żywych Patriotów by tam był, podbiegłby do tej osoby, prosząc o jak najszybsze opatrzenie rany. Może uda się uratować z dłoni jak najwięcej. Po tym całym taplaniu się w błocie zakażenie miał prawie murowane. Marzył o tym, żeby usiąść w jakimś ciepłym miejscu i odpocząć po walce, która niemało go kosztowała.

Awatar użytkownika
Somirion
Posty: 722
Rejestracja: 03 paź 2011, 22:26
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
Karta Postaci: viewtopic.php?t=822

18 lis 2014, 22:53

W świetle ostatnich wydarzeń, ostatnie czego chciał, to być właśnie w tym miejscu, w którym był. Wokół panował harmider, w powietrzu wisiał odór śmierci, strachu i odchodów. Zapachy te dusiły oddech, potęgowały niepokój. Somirion był na skraju paniki, dzięki któremu może właśnie nie uciekł z pozycji, tylko czekał.
Kiedy jazda się zbliżyła, zaczął strzelać, co nie szło mu najlepiej, jako że jego życie nie trwało zbyt długo i miał mało możliwości nauki korzystania z łuku. Może jednak pozwoliło to spowolnić trochę morderczą szarżę zakutych w pancerze wojowników?
Po dosłownie chwili jeźdźcy uderzyli w piechotę stojącą z włóczniami. Rozległ się huk uderzeń metalu o metal i krzyki ludzi, którzy byli mordowani bez litości. Bezładna rzeź nie była na pewno czynnikiem, który miał dobrze wpłynąć na formującą się psychikę półdemona. Na dosłownie chwilę go sparaliżowało, jednak to wystarczyło, aby i on dostał. Cios buzdyganem w klatkę piersiową zaparł mu dech w piersiach, a cięcie przez lewe ramię bezgłośny krzyk i ciemność przed oczami, która na szczęście po chwili ustała. Jakby tego było mało, zraniono mu też nogi, jakby chcieli się nim pobawić. Pewnie za chwilę odszedłby na dobre z tego świata, gdyby nie szkielet, z którym tu przybył. Paladyni zebrali się wokół niego, więc Somirion miał chwilę na wycofanie się. Ktoś wziął go pod ramię, mimo że sam był ranny i we dwóch powoli zaczęli uciekać z tego miejsca.
Najgorsze w tym momencie były rany na nogach, które znacznie go spowalniały. Cios w klatkę piersiową dalej był odczuwalny, jako że potomkowi demona, ciężko było wziąć pełen oddech. Na szczęście dostał wcześniej kolczugę, bo kto wie, czy nie leżałby teraz z żebrami wgniecionymi w płuca.
Stało się jednak coś, czego chyba nikt się nie spodziewał. Mimo braku rozeznania w dźwiękach, które Somirion traktował już tylko jako dzwonienie w uszach i harmider, dało się słyszeć potężny ryk, który spowodował chyba, że wszyscy spojrzeli w górę, aby ujrzeć potężnego gada, którego wskrzeszeniec widział już wcześniej. Nie było jednak teraz czasu na zachwyty, czy przerażenie. Teraz liczyło się jedno – przeżyć. Widział jak z gardzieli smoka wydobywa się niebieski płomień. Nie wróżyło to dobrze, dlatego w miarę możliwości, chciał jak najszybciej oddalić się na jak największą odległość. Zastanawiał się, gdzie jest Risil, co się dzieje z tą kobietą, którą zabrał z tłumu, kiedy zbliżała się szarża. Jednak wszystko to były poboczne myśli, do zapomnienie o bólu, które towarzyszyły tylko jednej – przeżyj.
Awatar użytkownika
Franeska
Posty: 56
Rejestracja: 09 gru 2011, 20:25
Karta Postaci: viewtopic.php?p=18984

02 gru 2014, 10:42

- Kto mnie maca, do kroćset?! - krzyknęła Franeska, widząc, że osobą, która ją za sobą ciągnie nie jest piękny chłopiec. Odwróciła głowę i zobaczyła, że to jakieś babsko. No na bogów, przecież potrafiła o siebie zadbać, nie potrzebowała żadnej kryjówki. Jakby to była pierwsza batalia, w jakiej uczestniczyła. Poza tym, mogła się po prostu stąd ulotnić, chociaż żal byłoby jej zostawić nowego kamrata. Chyba pozostało jej iść za tym babskiem, a potem, przy najbliższej okazji, spierdolić.


Świetnie, a teraz zajmij się sobą i daj mi spokój – powiedziała i wyszła z namiotu tylko po to, żeby zobaczyć napierającą konnicę i walczących ze sobą paladynów. Jak się okazało, to nie miało być najbardziej zaskakującym widokiem w tej sytuacji.


Ożesz ty, kurwa twoja mać! – krzyknęła Franka w kierunku latającej bestii. Niekoniecznie zależało jej na tym, by to usłyszał, zrobiła to po prostu w nerwach. Z jednej strony obudziła się w niej panika, bo to jednak było w tej chwili największe niebezpieczeństwo, acz z drugiej… Cóż, po prostu zmysł estetyki uznał, że smoczysko jest cudne. Ale co z tego, że było cudne, skoro nastawało na jej życie? Pomyślała więc, że to czas, by spierdalać i to w podskokach.


Musiała się wydostać z okolic miejsca, w którym jaszczur spopielał wszystko i wszystkich. Pobiegła więc za innymi bezbronnymi. Chciała przede wszystkim przeżyć, a potem znaleźć tego ślicznego bruneta. No bo jednak po coś tu się przyplątała. Niestety – nigdzie ani widu ani słychu. Posmutniała, ale jednak wola przeżycia była ważniejsza. Wyjęła więc z pochwy swój biedny, tępy rapier i zaczęła więc biec przed siebie, unikając ognia jak tylko mogła i szukając względnie bezpiecznego miejsca.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3796
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

03 gru 2014, 06:16

MG

W miarę, jak opętani Lorveniusze wyrzynali coraz większe ilości obozowiczów, wzrastał wpływ demonicznej aury. Początkowo nie było to wyraźne, jednak po chwili jasnym stało się, że chaos, jaki powstał po uderzeniu paladynów, nie jest zwyczajowym chaosem bitwy. Niektórzy ludzie miotali się bez ładu i składu, inni patrzyli tępo w przestrzeń, jeszcze inni całkowicie ulegali swoim emocjom, okazując niekontrolowany żal, gniew lub radość. Wszystko to pogłębiło się jeszcze bardziej po ataku smoka. Walczący rozdzielili się, a ci, którzy byli zdolni do zaatakowania jaszczura, czynili to. Większość z nich nie miała jednak przy sobie żadnych broni dystansowych, a znój starcia na śmierć i życie wielu z nich wyłączył z aktywnego uczestniczenia w próbach zwalczenia A'eklamarijona. Ci, którzy nadal trzymali się na nogach, rozpierzchli się w obawie o swoje życie; opór stawiali tylko nieliczni. Jak można było się spodziewać, był on nader nikły, pozwalając smokowi na cokolwiek, co sobie postanowił. Przy Lwim Brodzie nie było nikogo, kto mógłby stawić mu czoła.

Skala pogromu była ogromna, ludzie po obu stronach padali jak muchy, ginąc w ogniu zsyłanej przez gniewnego jaszczura pożogi. Rzęsisty deszcz, który lał się z nieba, parował w kontakcie z płomieniami, parowała także przemoczona ziemia. Wkrótce cały obszar zasnuty został przez mgłę, co jeszcze bardziej utrudniło tym na dole rozeznanie się w sytuacji. Gdy ostatni z kapłanów Lorven odpuścił sobie ochronę tego obszaru, na żywych spadł umysłowy młot rodem z Czeluści. Iqua przełamała wały, występując z brzegów, a dla wielu kolor jej wód zmienił się na krwistą czerwień. Majaki zesłane przez demona dotknęły także A'eklamarijona, który mimo całej swojej wrodzonej odporności nie zdołał się przed nimi ustrzec. Wydawało się nadto, że jest on jednym z głównych celów ataku przywołańca. Umysł smoka został rozdarty na setki części, gdy zalała go feeria nieznanych mu, obcych i wyniszczających go odczuć. Krew buchnęła z otworów jego ciała, przesłoniła wzrok i stłumiła inne zmysły. Niezdolny do dalszego utrzymania równowagi w powietrzu jaszczur runął w błoto pod nim, ryjąc glebę pyskiem. Nikt nie wiwatował.

Kiedy smok otworzył swe oczy, jasnym dlań stało się, że nie znajduje się już dłużej w swojej oryginalnej postaci. Był młodym, czarnowłosym mężczyzną, leżącym nago pośród zalewających go wód pobliskiej rzeki. Demon zmusił go do zmiany swojej formy?! To nie mogło być możliwe. Pomiot Czeluści tylko zmusił jego umysł do myślenia w ten sposób. Na pewno mógł jeszcze zionąć… Cóż, nie mógł. Nie było jednak ani chwili na zastanawianie się nad dziwami, oto bowiem pojawił się on.

Trzeba było przyznać, że demon Arhelianos wyglądał tak, jak mógł go sobie wyobrazić pierwszy lepszy mieszkaniec Autonomii. Obraz swojej formy niechybnie zaczerpnął od tego, który go przywoływał, przekuwając jego – oraz własną – moc na materialne ciało. Miał niemal cztery metry wysokości, długi na dwa metry ogon, poskręcane rogi i spłaszczoną twarz. Jego czerwonawa, pokryta zrogowaciałym naskórkiem powłoka przebłyskiwała płomienną mocą napędzającą nienaturalny twór jego ciała, podtrzymującą jego istnienie i wydobywającą się przez jego oczodoły, nozdrza oraz paszczę. Szponiaste dłonie nie dzierżyły niczego, stwór był także nagi; nie posiadał jednak żadnych narządów rozrodczych, które nie były mu do niczego potrzebne. Pojawił się jakby znikąd, w oparach wytworzonej przez A'eklamarijona mgły, ciągle sprowadzając na tego ostatniego umysłowe cierpienie. Niezdolny do sformułowania swoich myśli w żaden znany śmiertelnikom język nie krył się ze swoimi odczuciami, emanując telepatycznym wpływem. Każdy, kto znalazł się w obozie, mógł poczuć jego obecność, jego wściekłość i zło, jakie z niego emanowało.

Jakimś sposobem w pobliżu Arhelianosa, prócz przemienionego w człowieka smoka, znaleźli się także krążące po terenie dawnego obozu niedobitki. Wśród nich znajdowała się Franseka, Somirion i Slavius. Delirium, w jakim się znaleźli, kazało im sądzić, że oto stanęli w samym środku Czeluści. Deszcz, jaki obmywał ich twarze, stał się gęsty i lepki, tak samo jak woda, która wylewała się z Iqui i sięgała im teraz do samych łydek. Ciecz poczerwieniała, znacząc ich ciała ohydnym brudem metalicznie śmierdzącej juchy. Nieboskłon zawtórował jej, choć do zachodu wiele jeszcze brakowało. Wtem rozdał się, wypluwając z siebie ogromne kule czystego ognia. Meteoroidy sunęły nad ich głowami, pozostawiając za sobą swe świetliste warkocze. Niezdolni do odróżnienia prawdy od ułudy śmiałkowie stanęli przed obliczem samego mistrza ceremonii, chcąc tylko poddać się jego woli i przyjąć śmierć z jego rąk. Trzech mężczyzn i jedna kobieta, będąca jako jedyna w pełni sił fizycznych; bo o umysłowych trudno było w tym momencie mówić. Mimo wszystko rozeznanie się w sytuacji było przy pewnym skupieniu możliwe, podjęcie jakichś akcji również. Tylko od nich zależało, czy podejmą nierówny bój z demonem, który stał w utworzonym przez nich półokręgu.

Awatar użytkownika
Franeska
Posty: 56
Rejestracja: 09 gru 2011, 20:25
Karta Postaci: viewtopic.php?p=18984

03 gru 2014, 12:41

"To widzę, że jestem w samej paszczy Lwa, hehe" – pomyślała nieco rozpaczliwie Franka, nie tracąc nawet w takiej chwili poczucia humoru. Z otoczeniem działy się dziwne rzeczy: z nieba spływała jucha, z Iquy wypływało jeszcze więcej juchy, a w mózgu brunetki szalało jedno wielkie tornado. Przecież w takiej sytuacji nikt, dosłownie nikt nie byłby w stanie zachować w pełni zdrowego rozsądku. Ale Frania robiła, co mogła.

Spróbowała się zorientować w sytuacji: zauważyła oprócz siebie kilka sylwetek ludzkich, w tym ledwie dostrzegła jedną długowłosą postać i pomyślała, że to ten śliczny, bezbronny chłopiec. No nie, chcą jej zabrać kolejną zabawkę, a dopiero wróciła do Autonomii. No i czemu to coś w ogóle jest tu, a nie tam, gdzie ma być. Zagłada, wszędzie zagłada, ech.

Jedyne, co jej przyszło do głowy, to sprawdzenie, na ile to coś jest realne, a więc czy po prostu jej się to nie śni. Najpierw spróbowała skupić nad ręką niezbyt duże lodowe ostrze. Nie wiedziała, czy jej się to uda, biorąc pod uwagę, że powietrze zdawało się mieć w sobie zamiast pary wodnej "parę krwistą", a nad taką panować nie sposób z jej umiejętnościami, a raczej ich brakiem. Z tego prostego względu mogło jej się nie udać, jednak postanowiła po prostu to zrobić. W razie, gdyby jej się udało, będzie próbowała miotnąć tymże lodowym ostrzem w demona na ślepo.

Awatar użytkownika
Ropień
Posty: 193
Rejestracja: 20 paź 2013, 15:26
Lokalizacja postaci: Lwi Bród
GG: 6550057
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2770

05 gru 2014, 20:07

Latał w tę i z powrotem paląc wszystkich napotkanych ludzi. Nie ograniczając się nawet do tych w świecących zbrojach. Wszystkich ich miał za nic niewartych robaków, którzy zasługiwali tylko na śmierć. Cieszył się, słysząc krzyki i widząc parę, która upiornie unosiła się nad pobojowiskiem. Wiedział, że tych w zbrojach zostało niewielu. Postanowił znów skupić na nich swój atak. Ledwie kilku wciąż miało zamiar z nim walczyć. Szybko zanurkował w ich stronę i tym samym na polu bitwy nie zostało już żadnego z zakonników.

Już miał skierować się w stronę reszty ocalałych, ale coś się zmieniło. Wtem na jego umysł spadł potężny cios. Nie umiał się obronić, spanikował. Stało się to tak nagle, że nie miał szans żadnej obrony. Ryczał, próbując uwolnić się spod wpływu przeciwnika. Nie dał rady. Wrogie uczucia zalały go tak szybko, że wszystko przysłonił ból. Czuł krew, która płynęła ze wszystkich otworów jego ciała. Nie mogąc ani się poruszyć, ani pomyśleć, zaczął spadać.

Uderzył w ziemię. Napór na jego umysł jakby trochę osłabł. Jednak A'eklamarijon chwilowo go zignorował. Zauważył, że jest w formie człowieka. To było dla niego straszne. Czy znów był w tym żałosnym ciele, czy to tylko jego umysł był opanowany przez przeciwnika? Zaczął rzucać się i krzyczeć, w połowie z rozpaczy, w połowie ze złości. To nie było możliwe! Nie mógł zionąć? Jak to? Czyżby wróg zablokował jego moce? Nie, nie, NIE!

Nagle zza mgły wyłonił się demon. A'eklamarijon był tak ogarnięty szałem, że ledwo to do niego dotarło. Skierował wzrok w tamtą stronę. Nie zlękł się. Czuł tylko niepokój. Co mógł zrobić jako człowiek przeciw czterometrowemu demonowi? Do tego nie miał żadnej broni. Musiał spróbować powrócić do poprzedniej formy, jakkolwiek kosztowne miałoby to dla niego być. Spróbował użyć telepatycznych mocy, aby odepchnąć od siebie wszelki wpływ przeciwnika, który najwidoczniej nadal się na nim skupiał. Musiał spróbować wszystkiego. Przyjmując, że to tylko manipulowanie jego myślami, wszelką uwagę skupił na wyzwoleniu się spod wpływu demona. Jeżeli nie udałoby mu się albo udałoby mu się, ale nadal zostałby w formie człowieka, spróbowałby się przemienić. Nie miał zamiaru walczyć z tym czymś jako nagi, bezbronny Mając pazury, zęby, ogon i ogień miał jakąś szansę. W tej postaci – nie. Musiał przezwyciężyć przeciwnika, bo zginie.

Awatar użytkownika
Slavius
Posty: 64
Rejestracja: 16 mar 2013, 14:45
Karta Postaci: viewtopic.php?p=41866#41866

07 gru 2014, 01:03

W obozie nie znalazł nikogo. Wszędzie panował chaos. Powoli zaczął się gubić. Słyszał krzyki, patrzył na rannych i martwych. Latający i palący wszystko pod sobą smok nie absorbował już całej uwagi półelfa. Ogień, który zderzał się z deszczem, wytwarzał mgłę, która przykryła całe pole bitwy. Slavius oklapł na ziemię, wiedząc, że nie może nic poradzić. Dochodziły do niego przeróżne odgłosy. Jeki umierających, krzyki uciekających i smoczy ryk.

Poprawił miecz w pochwie i tak siedział, chcąc zamknąć oczy i stać się głuchym na otoczenie. To wszystko go przerażało. Teraz, kiedy nie mógł nawet walczyć o życie, wszystko przestało mieć dla niego jakikolwiek sens. Poddał się. Z fanatyzmem w oczach przyglądał się pobojowisku i mgle, która się nad nim unosiła. Widział w tym coś intrygującego. Zawsze lubił piękne widoki. Czy to można było za taki uznać?

Nagle spadł na niego umysłowy cios. Poczuł ogromny ból. Napłynęły do niego przeróżne emocje, których nie rozumiał. Jego umysł jakby rozerwał się na wiele kawałków. Był kompletnie zdezorientowany. Upadł na ziemię, nie mogąc utrzymać równowagi nawet na siedząco. Coś było nie tak. Coś się zmieniło. Nie był w stanie myśleć trzeźwo.

Nagle zza mgły wyłoniła się ogromna sylwetka. Demon! Przybył, aby dokończyć dzieła zniszczenia! Czy współpracował ze smokiem? Ale gdzie w takim razie podział się jego towarzysz? Slavius wstał, wszelkimi siłami próbując oczyścić umysł. Wiedział, że musi się zmusić do walki. Nie chciał odejść jak tchórz, poddając się bezsprzecznie potężniejszemu przeciwnikowi. Lewą ręką sięgnął do pochwy, próbując wyjąć miecz. Kiedy zorientował się, jak niekomfortowe dlań jest trzymanie miecza w ręce, którą zwykle się nie posługiwał, zrezygnował z użycia oręża – na tę chwilę, oczywiście.

Zaczął przygotowywać się do magicznego ataku. Chciał posłać błyskawicę w stronę przeciwnika, mając nadzieję, że jakkolwiek go to ugodzi. Musiał działać szybko. Wiedział, że minie trochę czasu, zanim moc będzie gotowa, więc zabrał się do tego od razu. Sięgnął po magiczną energię, skupiając się na jedynym, co widział – demonie.

Awatar użytkownika
Somirion
Posty: 722
Rejestracja: 03 paź 2011, 22:26
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
Karta Postaci: viewtopic.php?t=822

08 gru 2014, 08:57

Uciekał wciąż, wsparty o ramię jakiegoś wojaka. To co się tu działo było ucieleśnieniem chaosu. Żar lał się z paszczy smoka, padał deszcz, który od razu parował. Było coraz mniej widać, aż w końcu uciekał przed siebie, jak najdalej, tylko po to, aby przestać czuć aurę zniszczenia.
W jednej chwili wszystko się skończyło, a on sam padł na ziemię, jakby został uderzony młotem. W jego umyśle pojawiły się obrazy zniszczenia, większe niż to, co on sam dzisiaj widział. Ból mieszał się z wściekłością. Półdemon spiął wszystkie swoje mięśnie, starając się wytrzymać atak nie z tego świata.
Kiedy otworzył oczy i się podniósł z ziemi widział apokalipsę. Z nieba padał deszcz krwi, rzeka wylała i zabarwiła się czerwienią. Jego towarzysz nie ruszał się, nozdrza Somiriona przepełnił metaliczny zapach krwi. Wszystko to już jakby widział. Pełno krwi. Zostawiała takie same ślady jak to, co zmywał z siebie w Posiadłości w górach. Czy świat sprowadzał się do jednego?
Zaczął iść przed siebie, jednak mgła nie pomagała w tym i co chwila się potykał. Szedł niepewnie, nie mogąc się skupić na jednym. Cały czas toczył walkę w swojej głowie, aby nie stracić przytomności i mieć panowanie nad własnym ciałem, co nie było łatwe. Wtedy zobaczył go. Ponad dwukrotnie większy od półdemona, z rogami i ogonem. Czyli znalazł się w samym centrum zniszczenia, mimo że chciał od niego uciec. Nie wiedział, co ma zrobić. Blisko siebie zauważył jeszcze kilka osób, wśród nich kobietę spotkaną w obozie i towarzysza ze szlaku, który zmieniał się w wielką jaszczurkę. Niech zrobi to teraz i zje demona. Czy nie byłoby to proste?
Ponieważ nie miał broni, a czuł, że może mu się przydać, zaczął ostrożnie się rozglądać za jakimś orężem na ziemi. Nawet jeżeli nie potrafił się nim posługiwać, to ważny teraz był też stan psychiczny, a to by mu pomogło. Jednocześnie zerkał na oponenta, nie wiedząc co tamten zamierza i przygotowywał się do uniknięcia ataku. Chciał przeżyć.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3796
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

18 gru 2014, 04:14

MG

Kompletnie niezrażona rozpętującą się wokół niej Czeluścią Franeska podeszła do sprawy nader optymistycznie, nie widząc niczego zdrożnego w ogromnym demonie, na którego widok nawet odważnym mężom zamierała krew w żyłach. Wydawało się, że wpływ Arhelianosa jest na nią mniejszy, choć dziewczyna równie dobrze mogła po prostu oszaleć od bodźców, których fale winny raz za razem masakrować jej wątły, śmiertelny umysł. Coś było na rzeczy, zareagowała inaczej; potencjalnie najbardziej racjonalnie, starając się wykryć, co jest prawdą, a co ułudą. Krew wylewająca się z rzeki omywała jej stopy, bulgocząc pod nogami, gdy Franeska przestąpiła kilka kroków w celu lepszego rozeznania się w terenie. Sięgnęła do swojej magii, starając się przywołać lodowe ostrze, jednak ta nie posłuchała jej – a przynajmniej zrobiła to tylko częściowo. Na głowę Franeski spadła cienka tafla lodu o średnicy około metra, rozbijając się na niej i nie czyniąc jej większej krzywdy. Pojawiła się znikąd, zupełnie tak, jak powinien zrobić pożądany twór zaklęcia. Można było więc wywnioskować, że coś zakłóca przepływ energii, wypaczając efekty form magicznych. Źródło tych anomalii było bardzo łatwe do określenia.

Nieopodal w krwawym błocie miotał się nagi, czarnowłosy mężczyzna, jeszcze chwilę temu najprawdziwszy smok. Pojął, że nawet, jeżeli to tylko iluzja, i tak nie jest w stanie jej przełamać. Doznania były zresztą niezwykle realne, nie było powodów, aby sądzić, że przemiana nie nastąpiła. Czując, że w tej formie nie jest w stanie niczego zdziałać, spróbował się skupić na odzyskaniu swojej oryginalnej powłoki. Nie szło mu to zbyt dobrze. Dystrakcja wywołana ogromnym cierpieniem, jakie sprawił mu – i nadal sprawiał – umysłowy atak oraz niesamowita aura kroczącego pośród trupów demona nie ułatwiały sprawy. Zmieniające się surrealistycznie otoczenie tylko dołożyło swoje cztery ory do tego, co działo się w głowie A'eklamarijona. Czuł się jak malignie lub po ostrym przepiciu, jednak nie widział dla siebie innej szansy. Musiał się przemienić.

Kwestia skupienia była ważna, ale to, co zaczęło dziać się po tym, jak zamknięty w ciele człowieka smok wywołał zaklęcie, przeszło wszelkie jego wyobrażenia. Przemiana nie poszła tak gładko, jak powinna. Jej przebieg został zakłócony. Ciało śmiałka rozdęło się, gdy jego kości zaczęły rosnąć, miejscami z chrupnięciem zmieniając również swoje położenie. Ból, jaki sprawiła A'eklamarijonowi przemiana, był nie do opisania. Cudem zachowując przytomność podtrzymał ją, wiedząc, że jeżeli przerwie w takim momencie, prawdopodobnie zginie na miejscu.

Wreszcie udało mu się dokończyć transformację. Jego ciało było zdeformowane, smocze łuski miejscami werżnęły się w nie tak głęboko, że w powstałe dziury można było włożyć pięść. Skrzydła wyglądały jak parodia samych siebie, były niemal przezroczyste, lepkie i mokre, słabe niczym po wykluciu. Głowie brakowało większej części pyska, przez co oblicze A'eklemarijona wyglądało iście upiornie. Jego ogon również był wynaturzony, nie sięgając nawet połowy swej oryginalnej długości. Nierównomiernie pokrycie ciała jaszczura łuskami odsłaniało wiele słabych, dobrze widocznych punktów, z których w większości lała się krew. Jego oczy pozostały ludzkie, powiększyły się tylko; prawe pękło, lewe krwawiło obficie. Krzywe nogi porośnięte ni to włosami ni to łuską załamały się pod nim, gdy potwór runął na ziemię, zagłębiając się w wypływającej z Iquy krwi. Tego było dla niego po prostu za wiele. Zasyczał przerażająco, po czym stracił przytomność, mimo woli oddając swoje życie w ręce dowolnych bóstw, jakie akurat miały go w swojej opiece.

Główny zły jakby kompletnie nie zwracał na to uwagi, rozglądając się niby to triumfalnie, niby to ze znudzeniem po pobojowisku. Widać było, że jest dumny ze swego dzieła, a wydarty żywcem z wiejskich wyobrażeń obraz końca świata był dokładnie tym, co chciał wywołać przed oczami zgromadzonych.

Wtem jednak spostrzegł Somiriona, który w międzyczasie zdążył podnieść z ziemi ogromną pawęż, do której ktoś z niewiadomego powodu dorobił uchwyty. Wzrok mężczyzny prześlizgnął się po ciele trolla, który najwyraźniej padł w boju, a który posługiwał się tarczą, jaka teraz miała uratować życie kogoś innego. Obok leżała jeszcze jakaś dwuręczna, masywna broń obuchowa, ale w błocie trudno było dostrzec, czym jest; i tak zresztą była dla Somiriona zbyt ciężka. Zanim poszukał sobie czegoś odpowiedniejszego, jego myśli zaatakował bezpośredni atak telepatyczny. Nie był szczególnie mocny, raczej – jak na Arhelianosa – delikatny. Demon wyrażał uprzejme zdziwienie, pytając, dlaczego ktoś taki miałby znajdować się w takim ciele. Zastanawiał się też, co w ogóle Somirion tutaj robi. Oczywiście Somirion niemal od tego wszystkiego zemdlał, z nosa i oczu buchnęła mu krew, a od upadku zachowała go wyłącznie tarcza, na której się podparł. Nie miał nawet jak odpowiedzieć, ale jego obecność zadziałała na plus – dała czas innym na zareagowanie.

Pierwszy postanowił zaatakować Slavius, przywołując błyskawicę, którą zamierzał posłać w kierunku demona. Anomalie magiczne dotknęły jednak również jego. Zaklęcie wypruło go niemal z całości posiadanej przezeń energii, zaginając też część demonicznej aury i pożerając ją w trakcie tworzenia. Było to właściwie niezależne od dzielnego męża, który zapoczątkował cały proceder – wszystko poszło już właściwie samo, łańcuchowo.

Powietrze przeszył huk potężnego gromu. Wywołane nie wiadomo jakim sposobem wyładowania łukowe poniosły się od lecącej poziomo, oślepiającej błyskawicy do samej ziemi, łącząc ją ze spływającą pod nią, ścinającą się do leniwej galarety krwią. Sunący pocisk hałasował niemożebnie, ale jego lot był niezwykle krótki. Parująca ścieżka zagotowanej, niezwykle gęstej krwi znaczyła drogę od pomiotu Czeluści do Slaviusa, który z wrażenia upadł na plecy. Arhelianosa aż odrzuciło, gdy potężny ładunek przeszedł przez jego ciało. Skóra demona popękała w wielu miejscach, urwało mu też rogi i wyrwało kilka dziur na torsie. Szczęściem dla niego jego ciało nie działało całkowicie biologicznie, zastępując większość naturalnych dlań procesów magią. Gdyby nie to, potwór z Czeluści leżałby już martwy.

Aura zmieniła się, stając się o wiele bardziej chaotyczna. Franeska zaczęła śmiać się do rozpuku, przeżywając najwyraźniej najlepsze chwile swojego życia. Somirion począł mówić w kilku językach naraz, trzęsąc się przy tym jak apoplektyk, a smok A'eklamarijon został podniesiony wysoko w powietrze – w całej wątpliwej glorii swojego obecnego, przedśmiertnego stanu. Tylko Slavius stał w miejscu, nie wiedząc do końca, co się wydarzyło. Siła jego własnego zaklęcia zwaliła go z nóg. Podniósł się jednak szybko, obserwując otoczenie z taką dokładnością, o jaką nigdy by siebie nie podejrzewał. Widział swego przeciwnika tak, jakby obserwował go od kilku lat. Znał każdy jego ruch, wiedząc, co zamierza uczynić, jakie są naturalne dlań działania i jakie są jego myśli. Demon był zaskoczony, jednak powoli kiełkowała w nim złość. Slavius przeistoczył się w swoisty wykrywacz nastrojów Arhelianosa, doznając dziwacznego uczucia puchnącej, gorącej głowy. Oczywiście wiązało się to też z dużym bólem, ale na ten moment trudno było mu się tym przejmować.

Krew pod jego nogami stała się zimna, a jedno spojrzenie na nią wystarczyło, żeby stwierdzić, że tak naprawdę kroczy po łydki w brudnej wodzie. Jego myśli były w jakiś sposób czyste, zupełnie jakby to, czego doznał przed chwilą, nie przytępiło ich ani na jotę. Jego umysł pracował szybciej i lepiej, niż przed bitwą, co jasno wskazywało na to, że demon przestał panować nad tym, co czyni, zsyłając na wszystkich śmiałków dziwaczne, czasem pozytywne doznania. To jednak nie mogło potrwać długo, więc należało działać i wykorzystać chwilową przewagę – nieważne, jakim sposobem.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 15 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 14 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerra z Derinu
Liczba postów: 52217
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1049
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: katrost
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.