Dwór rodu Samerila

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

Dwór rodu Samerila

19 maja 2014, 22:44

Anemetius prowadził swego ucznia ku posiadłości, którą widział parę razy, gdy przemierzał okolice stolicy. Szli w milczeniu pod osłoną nocy, choć jego obecność sprawiała, że można było ich dostrzec z bardzo daleka jako jaśniejący punkcik świateł. Nikt ich jednak nie śledził, przynajmniej on nikogo nie wyczuwał. Wieśniacy z wioski zapewne woleli pozostać w swych chatach niż biec po pomoc … właśnie, czyją? W Wolenvain nie było nikogo, kto mógłby mu się przeciwstawić i doskonale o tym wiedział. Poza tym wedle słów elfa po demona wyruszyli sami paladyni. A znając mentalność śmiertelników towarzyszy im wielka karawana prostaczków i dorobkiewiczów. Interesujące. Wielce ciekaw był wyniku tego starcia. Demona spisał na straty z oczywistych powodów. Może gdyby nie miał ciała udałoby mu się zwyciężyć, lecz ograniczony w taki sposób prędzej czy później padnie. Od miecza lub strzały. Kwestią dyskusyjną było czy Arhelianos wewnątrz swej powłoki posiadał jakieś witalne organy. Ah, jaką przyjemnością byłoby dogłębne zbadanie tej obcej temu światowi struktury.

Tak - powiedział w końcu całkiem niespodziewanie, tym samym przerywając ciszę. – To ja wezwałem tego demona. Skradł mi cząstkę mocy. To był element pewnego eksperymentu. – Nie chciał zdradzić, że zakończonego porażką. Wolał pozostawić to w sferze domysłów ucznia. – Ale to już i tak bez znaczenia. Demon wykonuje powierzoną mu rolę.


Po godzinie lub dwóch dotarli w wyznaczone miejsce.


Trzymaj się nieco z tyłu – upomniał go władczo. – Oczyszczę drogę.


I to mówiąc pomknął w kierunku bramy, gdzie stał strażnik leniwie opierający się o długą włócznię. Trudno opisać mieszankę strachu, przerażenia, zdziwienia i szoku, jaka pojawiła się na twarzy mężczyzny, kiedy dostrzegł pędzącą prosto na niego jaśniejącą kulę. Efekt potęgował fakt, że był sam środek nocy, a więc kontrast z tego wynikający oczywisty i przytłaczający. Anemetius posłał jedną myśl ku człowiekowi z zamiarem uchwycenia go mocnym telekinetycznym uściskiem w okolicy karku i zwyczajnie przekręceniu go. Nie mógł marnować energii ani czasu na jakieś przesadne zabawy cieszące wzrok magicznymi efektami. Miało być prosto i zabójczo. Następnie wyważyłby bramę i zaczął posyłać sondy z zamiarem przeszukania budynku w celu odnalezienia jakichkolwiek oznak życia. Wyśledzić i zabić.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

Dwór rodu Samerila

04 lut 2011, 00:00

//Opis lokacji zrewidowany, poprawiony i uzupełniony przez Infiego.
Zbudowany w 331EF dworek szlachecki będący od niedawna własnością pana Krerala z rodu Samerila. Choć to nie przedstawiciele jego rodu zbudowali i piastowali to miejsce przez większość poprzedniego stulecia, to właśnie on był obecnie niepodzielnym władcą zarówno jego jak i przyległej wsi, Zakola. Prawo to zyskał w roku 405EF, zaraz po barbarzyńskiej napaści ludów Północy na Wolenvain, kiedy to oryginalni właściciele dworu, lokalni przedstawiciele rodu Reifana, zostali zamordowani, rozpierzchli się bądź zaginęli. Pozostali członkowie tejże rodziny zdecydowali się przy porozumieniu z suzerenem wygasłej linii na oddanie mu swej ziemi za odszkodowaniem. Król Dariusz I, o którym mowa, nadał następnie ziemie odpłatnie właśnie panu Kreralowi.

Szybko okazało się, że mimo reprezentowania sobą raczej niezbyt poważanej, szlacheckiej klasy średniej, człek ten szczęśliwie, choć czasem nieco rozrzutnie, zarządzał swoim majątkiem. Nie musiał martwić się o to, że zabraknie mu funduszy, a jego pozycji nie zachwiało nawet oblężenie Wolenvain przez wojska Wielkiego Imperium Agstusu w roku 410EF. Mówi się, że ceną za pozostawienie jego majątku w spokoju była ugoda z dowództwem najeźdźczej armii, wedle której to ugody pan Kreral dobrowolnie oddał większość posiadanych przez siebie zasobów pożywienia na rzecz przetaczających się przez jego ziemie oddziałów. Ile było w tym prawdy – nie wiadomo, jednak faktem było, że jego dworek nadal stał i miał się całkiem dobrze.


Od położonej jakieś dwie minuty drogi stąd wsi domostwo szlacheckie oraz przyległe doń budynki odgradzał wysoki na siedem stóp częstokół chroniący go przed napaścią. Oczywiście w przypadku walnej bitwy palisada nijak by się nie sprawdziła, niemniej w obecnym kształcie chroniła prywatność pana domu oraz jego rodziny nad wyraz dobrze, nie pozwalając niezadowolonym czasem chłopom na choćby pomyślenie o zdradzie. Drugą jej funkcją było odstraszanie podobnie jak i pan Kreral średniozamożnych sąsiadów, którzy, nie daj Lorven, mogliby jeszcze okazać się chciwi, zazdrośni lub zwyczajnie poirytowani nieprzerwanie dobrą pozycją rodu Samerila.


Za palisadą widać przede wszystkim główny budynek – piętrowe, wysokie na około dziewiętnaście stóp, zbudowane na planie prostokąta o wymiarach dwadzieścia na dwadzieścia pięć stóp, drewniane domostwo. Co ciekawe, pokryto je od zewnątrz dodatkowo poszarzałym już tynkiem, jakby kiedyś władcy tego miejsca umyśliło się podnieść własny status przez zastosowanie niestandardowych rozwiązań architektonicznych. Szczęściem z tego karkołomnego pomysłu zrezygnowano dość szybko, dzięki czemu pozostałe, wyraźnie mniejsze budynki w liczbie dwóch uchowały swoje naturalne, surowe piękno.


Do domostwa wiodła równa, wysypana drobnymi kamieniami ścieżka, a on sam wydawał się być niemal idealnie symetryczny. Wrażenie to burzył znajdujący się nieco po prawej stronie komin, a potęgowało rozstawienie wyposażonych w parapety okien – równe, po dwa na każdą ze ścian (z wyłączeniem tylnej). Wyglądało na to, że budowniczy tego miejsca nie chcieli uchodzić za gorszych od swych pobratymców, wstawiwszy w nie prawdziwe, szklane okiennice, rzecz dla prostaczków zwyczajowo niedostępną. Wszystko to mogło imponować, szczególnie osobom o podobnej, jak pan Kreral, zamożności.


Przed samym wejściem do domostwa należało najpierw przekroczyć altanę, kolejny ślad szczęśliwszych czasów. W jej przyjemnym cieniu ustawiono sporą, kamienną ławę, na której wielu marzyło przysiąść z dzbanem dobrego wina. Ogólnie wiadomym było, że pan domu upodobał sobie altanę na miejsce wieczornego wypoczynku. Porastające tę wspartą na dwóch belkach winorośle przybudówkę nie owocowały obficie, ale odpowiednio przycięte i wyeksponowane zdecydowanie cieszyły oko. Odsłaniały jedynie zawieszoną nad wejściem do altany, dumną, bardzo starą tarczę herbową przedstawiającą czarnego, stającego dęba rumaka na ciemnoczerwonym polu. Legenda głosiła, że założyciel rodziny, sam Simaril, posługiwał się nią podczas Wojny o Autonomię, w pierwszym wieku Ery Feniksa.


Po przejściu przez altankę oraz dębowe, dwuskrzydłowe drzwi oczom odwiedzającego ukazywało się dłuższe niż szersze pomieszczenie stanowiące salę biesiadną dworku. U jej końca można było dostrzec wiele drzwi prowadzących do kolejnych pomieszczeń oraz na górę, do prywatnych komnat domowników. W centrum sali znajdowały się trzy mocne, dębowe stoły ułożone w kształt podkowy. Ławy ustawione po ich zewnętrznej stronie mogły pomieścić ponad dwadzieścia osób, a ława centralna, z wydzielonymi dla możnych siedziskami zajmowana była zwyczajowo przez Krerala i jego rodzinę. Centralne posiadało nawet podłokietniki, co dodatkowo, wraz z jego wysokością, podkreślało pozycję gospodarza.


Podłoga była w tym miejscu starannie wyłożona deskami. Na ścianie pomieszczenia, za krzesłem pana domu dostrzec można było wielką, bo mającą półtora metra wysokości, haftowaną na gobelinie tarczę z pełnym herbem rodu Simarila. W jego ciemnoczerwonym polu znajdował się stojący, czarny rumak, nad nim zamknięty hełm garnkowy skierowany wizjerem do obserwatora. W klejnocie herbu widniała czarna, upstrzona na końcu czerwienią lanca, a wokół niego wyhaftowano jeszcze czarno-czerwone labry. Całość podtrzymywana była, zgodnie z oczekiwaniami, przez złotego lwa i takiegoż gryfa, bestie patronujące Autonomii Wolenvain. Gobelin wykonany został z pietyzmem i uwagą, niewątpliwie stanowiąc chlubę rodu.


Powracając jednak na podwórzec – na prawo od domu, w odległości kilkunastu metrów i niemal już przy samej palisadzie stała stajnia. Nie należała do najmniejszych, mogła bowiem w komfortowych warunkach pomieścić do dziesięciu koni. Zwykle było ich tutaj nie mniej, niż osiem – wszak zarówno pan domu, jego starsi synowie jak i co zamożniejsi pachołkowie musieli posiadać własne wierzchowce, najlepiej po kilka.


Pan Kreral słynął ze swej lubości do drobiu, który lubił co piąty dzień widzieć na swoim porannym talerzu. Z tego też powodu po jego wprowadzeniu się wybudowano przy stajni mały, uzupełniany co jakiś czas kurnik. Płotek go okalający był jednak nieco zbyt niski, aby zatrzymać niektóre co odważniejsze kwoki, którym mimo podciętych skrzydeł udawało się co jakiś czas uciec. Pan domu niezwykle cięty był na plączące mu się pod nogami kurczaki, srogo strofując służbę za zaniedbania na tym polu. Co ciekawe, biedne nieloty zdawały się go bać, jakby instynktownie wyczuwały, kto stanowi w tym miejscu władzę. Nie zniechęcało ich to jednak przed podejmowanymi co jakiś czas próbami wyrwania się z niewoli.


Ostatnią budowlą znajdującą się w dworku był wysoki na dwanaście stóp budynek służący za spichlerz i magazyn. Można tam było znaleźć nieco dzbanów z oliwą, dość sporo paszy dla zwierząt, trochę zapasów żywności oraz kilka oddzielonych cienką ścianką pomieszczeń dla służby zajmującej się zwierzętami i starszego, zaufanego sługi, któremu powierzono pieczę nad wszystkim, co znajdowało się w środku. Spichlerz, jak można było się spodziewać, był pilnowany – podobnie jak brama palisady – przez dwóch zbrojnych.


Cały dwór był dość duży, aby pomieścić kilkadziesiąt osób, jednak na stałe mieszkało w nim kilkanaście. Mieszkał w nim pan Kreral z żoną, dwiema córami na wydaniu i trzema synami, z których najmłodszy nie miał jeszcze sześciu lat, a najstarszy powyżej piętnastu. Mówiąc o nich nie sposób było nie rzec o ich bogobojności i poszanowania dla tradycji, co wyraźnie zjednywało im posłuch wśród poddanych. Cała rodzina udawała się często na ceremonie odprawiane w wolenvaińskiej Świątyni Światła, stroniąc od powstających jak grzyby po deszczu sekt i heretyckich nauk. W życiu publicznym ród Samerila uchodził za zgrany, silny wewnętrznie i stroniący od kłótni. Ile było w tym polityki, a ile faktycznej miłości, trudno było powiedzieć, jednak Kreral oficjalnie kochał swoją żonę i dzieci, dobrze kształcąc swego następcę, siedemnastoletniego Rosingela oraz szukając odpowiedniej partii dla swoich dorastających córek, jedenasto– i dwunastoletniej Meoi oraz Naszji. Kłopotów dostarcza mu jedynie średni syn, Bahdert, niezdrowo, jak się mówiło, zainteresowany alchemią i gusłami. Powszechnie uważało się jednak, że ten etap w jego młodym życiu jest jedynie przejściowy, miał bowiem Bahdert dopiero dwanaście lat. Najmłodszy syn, Agnoak, miał wiosen pięć i niezbyt interesowało go cokolwiek poza machaniem drewnianym mieczykiem.


Domowników otaczało kilku sługów zajmujących się domem, dwóch parobków zajmujących się zwierzętami, paru zbrojnych na usługach pana domu oraz osobisty doradca rodu Samerila, człek dość tajemniczy i rzadko widywany, o którym mówiło się, że potrafi wyczyniać istne cuda w kuchni, o ile ma na to ochotę. Sceptycy powiadali, że czyni także cuda w alkowie małżonki Krerala, Liry, że brata się z typkami spod ciemnej gwiazdy i jest czarownikiem prosto ze stanowiącej temat tabu Rebelii, ale były to zwyczajowe plotki otaczające każdego stroniącego od ludu jegomościa.

Awatar użytkownika
Gawron
Posty: 58
Rejestracja: 08 kwie 2014, 23:47
GG: 11693040
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2938

Anemka posty niefabularne

20 maja 2014, 08:57

Nie odzywali się do siebie przez większość drogi. Ark nawet nie ponawiał pytania. Wiedział, że półbóg go usłyszał, więc zapewne nie chciał się dzielić tą wiedzą, albo zwlekał tak długo z odpowiedzią. Na tle nocy musieli się dość bardzo rzucać w oczy. W końcu Anemetius działał jak chodząca, żarząca się kometa. Tylko taka ludzkich rozmiarów. Jeśli komukolwiek to przeszkadzało, to najwidoczniej bał się z tym coś zrobić, bowiem podczas podróży nikt ich nie niepokoił.

Elf niespodziewanie usłyszał odpowiedź. Myśli półboga przerwały ciszę, która towarzyszyła im od momentu opuszczenia domu Elmeny. Ten demon musi być faktycznie potężny, skoro skradł mu część mocy. Wolał nie wnikać w szczegóły, wierząc, że w swoim czasie i tak zostanie w nie wprowadzony. Z natury był długowieczny, zdążył się już nauczyć cierpliwości.

Po kilku godzinach dotarli do celu. Oczom Arkuchalaka ukazał się imponujący dwór. Nie był może specjalnie majestatyczny, ale i tak onieśmielał. Niestety, nie dane mu było go teraz zwiedzić, ponieważ Anemetius chciał szybko i sprawie oczyścić drogę. Nie zamierzał protestować, praktyczne rozwiązania były najlepsze.

Jego mistrz popędził od razu do strażnika. Młodego elfa ciekawiło, co taka osoba, widząca czystą energię, która zamierza go zabić, może sobie pomyśleć. Czy zdążył w ogóle odczuć strach? Cieszył się, że nie będzie musiał tego sprawdzać na własnej skórze. Miał okazję zobaczyć teraz Anemetiusa w akcji, i zamierzał się tym delektować. Podążał za nim, utrzymując odpowiedni dystans. Wiedział, że półbóg zajmie się wszystkimi, jednak wolał nie tracić czujności i wciąż bacznie się rozglądał dookoła.

Arkuchalak zaczął zastanawiać się, co mogą robić jego towarzysze w Varti. Może już wyruszyli na pustynię? Nie spędził z nim jakiejś zatrważającej ilości czasu, ale zdążył ich polubić. A Elmena była nawet niczego sobie. Może, przy odrobinie szczęścia, uda mu się jeszcze ich spotkać. Powrót do Varti był wykluczony, przez wzgląd na miecznika, która chętnie widziałby go martwego. Już sobie narobiłem wrogów. Mógł więc jedynie wierzyć, że przeznaczenie ich z powrotem skieruje na siebie, a jeśli nie, to chociaż może czysty przypadek. Teraz jednak, miał co innego na głowie.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

30 cze 2014, 20:32

MG

Świetlista kula mknęła w stronę domu, nieliczni ludzie, którzy mieli okazję dostrzec Anemetiusa zaczęli w różnym tempie (większość zdecydowanie szybkim) wracać do swoich domostw, przy okazji budząc innych mieszkańców. Nie było wątpliwości, że obecność ascendenta nie pozostała niezauważona. Nie było to dziwne biorąc pod uwagę fakt, że wyróżniał się dość znacznie w tłumie, a w ciemnościach nawet jeszcze bardziej. Zresztą, Anemetius nie byłby kimś, kto miał zamiar się skradać.

Strażnik, który czuwał przy bramie miał dość szczęścia, aby zginąć bezboleśnie. Wszystko nastąpiło zbyt szybko i skutecznie, aby był w stanie odczuć jakikolwiek ból. Podobny los spotkał jego kompana, który nie będąc w stanie wydusić z siebie głosu skierował w stronę świetlistej kuli włócznię w beznadziejnej próbie obrony. Ciała padły bezwładnie na ziemię, targane ostatnią, pośmiertną drgawką, która nastąpiła zaraz po skręceniu karków. Zanim ciała mężczyzn spoczęły na dobre na ziemi z potężnym hukiem rozwarła się brama, której skrzydła ledwie utrzymały się w zawiasach po telekinetycznym ciosie. Przejście stało otworem, a dla niezapowiedzianego odwiedzającego jego otwarcie było ledwie igraszką. Anemetius zaczął z pomocą magii przeszukiwać dworek, mając zamiar namierzyć jakiekolwiek oznaki życia.

Czuł, że w jednym z pokoi głównego budynku działa jakieś zaklęcie, badając obszar w tym samym pomieszczeniu zdołał wykryć człowieka o dość sporym potencjale magicznym, który najprawdopodobniej był źródłem całego procederu. W jego umyśle, niczym lampki zapalały się kolejne żywe istoty, które odkrył. Oprócz maga w centralnym budynku było co najmniej pięć osób, a dalsze oględziny niższego piętra uzmysłowiły mu, że nawet więcej, około dziesięciu. W kolejnym z budynków i tuż za nim było różnej maści stworzeń było wyjątkowo dużo, co szybko pozwoliło mu domyślić się, iż jest to stajnia, w środku natomiast znajdują się zwierzęta. Stworzenia te raczej zapewne nie leżały w kręgu jego zainteresowań.

Kolejnym, ostatnim celem jego szybkich oględzin stał się budynek umieszczony z lewej strony, gdzie doliczył się czterech osób i kolejnych dwóch przed nim. Poza wspominanym wcześniej mężczyzną nie wyczuł nikogo, kto dysponowałby znacznym potencjałem magicznym, czy też czymkolwiek, co kazałoby podejrzewać go o użytkowanie magii. Huk rozwieranych drzwi zapewne obudził przynajmniej część mieszkańców, nie zdążyli jednak jeszcze dojść do siebie. Przed spichlerzem ktoś krzyknął. Nie pozostało mu nic innego jak działać.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

30 cze 2014, 22:07

Dwa ciała uderzyły głucho o ziemię zwalając się niby kukiełki, którym odcięto sznurki. Oczy strażników stały się puste i zastygły wpatrzone w czarne niebo. Anemetius jednak zupełnie już się tym nie przejmował przelatując swobodnie nad trupami zupełnie tak jakby ich tam nie było. Minął wyważoną bramę i zaczął badać otoczenie, bardzo szybko lokalizując wszystkie pobliskie formy życia. Szczególnie jedna z nich przykuła jego uwagę emanując magiczną aurą.

Mają pośród siebie użytkownika mocy, interesujące, pomyślał w duchu. Cóż ktoś taki miałby robić w takim miejscu? Szlachetne rody ceniły sobie magów jako doradców, być może to był jeden z nich? Możliwości było wiele, ale to bez większego znaczenia. Żaden śmiertelnik nie może się z nim równać. Ugnie się lub zginie. Być może nawet zaoferuje mu współpracę? Dwa źródła energii są lepsze niż jedno. Razem w posiadłości znajdowało się siedemnaście osób, szesnaście jeżeli nie liczyć potencjalnego maga.

W budynku znajduje się ktoś o pokaźnym potencjale magicznym – ostrzegł swego ucznia. – Wyliczyłem razem siedemnaście istot. Żadna z nich, poza tą jedną, nie posiada w sobie ani krzty mocy.

Ktoś stojący przed spichlerzem krzyknął. Nawet nie kłopocząc się jakiej był ów ktoś płci sięgnął po leżącą na ziemi włócznię i cisnął nią telepatycznie w źródło dźwięku.

Uznajmy to za twój wstępny test, mój uczniu – rzekł dodając przekazowi nutkę przekory i wyzwania. – Pokaż mi swoją siłę i umiejętności. Idź i zabij wszystkich znajdujących się w budynku na lewo. Ja sam zajmę się dworkiem.

Zatrzymał się w niewielkiej odległości od głównego wejścia do posiadłości. Zapewne ktoś już się przebudził. Mag pewnie także go wyczuł, o ile był wyszkolony. Ascendent nie miał zamiaru kryć się i wkradać jak pospolity zbój. Życie tych ludzi nic go nie obchodziło, lecz mógł ich ocalić. Nie był zły ani mściwy, wręcz przeciwnie. Chciał okazać litość i dać szansę tym ludziom. Odszukał maga i posłał ku niemu zupełnie spokojny przekaz telepatyczny nie kryjąc się z tym. Grał w otwarte karty. To było zaproszenie. Czy ktoś mógłby je zlekceważyć? Zwłaszcza mag?

Wyjdź człowieku na zewnątrz i spotkaj się ze mną. Dostrzegłem w tobie coś, co przykuło moją uwagę. Twój talent i szansę na wielkość. Twe marzenie może się spełnić, twa wola ziścić, wyjdź i porozmawiajmy. Nie musisz się mnie obawiać. Jestem twym przyjacielem.

Czekał.

Awatar użytkownika
Gawron
Posty: 58
Rejestracja: 08 kwie 2014, 23:47
GG: 11693040
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2938

30 cze 2014, 22:51

Nieźle, gwizdnął z podziwem elf. Do tego mi jeszcze daleko. Gdy strażnicy upadli, a brama została otwarta w dość brutalny sposób, wszedł na teren dworku razem ze swoim mistrzem. Posłał jedno krótkie spojrzenie martwym mężczyznom, nieznacznie się uśmiechając. Mieliście pecha, chłopaki.

Już wszystko przeskanował? Półbóg nie przestawał zadziwiać młodego elfa, co raczej nie było czymś zaskakującym, biorąc pod uwagę małą wiedzę o świecie, jaką posiadał ciemnowłosy. Jeden mag, nie tak źle.

- Tak jest, mistrzu! – Ark wyraźnie się ożywił na polecenie swojego mentora. W końcu będzie mógł się wykazać. Fakt, że zabije przy tym kilka osób, nie miał większego znaczenia. O ile sam wcześniej nie zginę.

Elf zostawił swojego mistrza i ruszył w stronę lewej części dworku. O ile włócznia Anemetiusa zabiła jednego z przeciwników, to Arkuchalak skupił swoją uwagę na drugim strażniku. Gotowy w każdej chwili do bezpiecznego skoku, zbliżył się do niego na odległość ok. 20 metrów i przywołał dwie strzały, które w zamyśle miały przeszyć pierś wartownika.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

01 lip 2014, 00:20

MG

Anemetius postanowił nieco zwolnić, po początkowym wpadnięciu do dworku niczym swego czasu smoki do Minaloit zatrzymał się tam. Wyznaczył Arkuchalakowi zadanie, oznajmiając mu przy okazji, iż jest ono jego testem. Sam chwilę wcześniej posłał włócznię w stronę strażników, jednak dystans był na tyle duży, iż, mimo ogromnej siły z jaką została ciśnięta, mieli czas na reakcję i uniknęli jakichkolwiek obrażeń. Tym samym elf musiał pogodzić się z koniecznością pokonania dwóch przeciwników, przecież byli to tylko strażnicy, albo aż strażnicy.

Ascendent natomiast zajął się inną sprawą, zainteresowała go jedna z przebywających w głównym budynku osób, mag. Bo niewątpliwie właśnie z magiem miał do czynienia. Zawisł nad ziemią kilka stóp od altany, która upiększała wejścia i wysłał w stronę czarodzieja telepatyczny przekaz. Anemetius mógł poczuć, że zaraz po dotarciu jego wiadomości do celu, zaklęcie, które było aktywne w pomieszczeniu ustało. Sam mag nie odpowiadał, jednak niepowstrzymane przez ściany, magiczne zmysły obserwującego pozwoliły mu wyczuć, iż zaczął krzątać się po pomieszczeniu.

Nieco mniej pokojowe zadanie otrzymał Arkuchalak, którego celem stało się wyeliminowanie ludzi w jednym z budynków. Gdy zbliżył się do niego wyraźnie dostrzegł dwóch wartowników, którzy mieli na przeszywanice, a w dłoniach dzierżyli włócznie. Dzięki obecności ascendenta, który rozświetlał okolicę nie było to większym problemem. Obaj mężczyźni skierowali broń w stronę zbliżającego się elfa, gotowi do walki. Nie spodziewali się jednak zupełnie, że ten przywoła lecące w ich stronę strzały. W dodatku tak celnie. Strażnik, w którego zostały wymierzone próbował uchylić się przed pociskami, jednak był zbyt wolny. Pierwszy trafił w drzewiec włóczni, odbijając się i przelatując tuż nad jego ramieniem. Druga strzała natomiast trafiła go w pierś, sprawiając iż zachwiał się i przewrócił na plecy z jękiem. Jego towarzysz widząc to otworzył szybko drzwi znajdującego się za nim budynku i zniknął za nimi zatrzaskując je naprędce, chcąc niewątpliwie w ten sposób uchronić się przed pociskami. Krzyknął coś, czego elf nie zdołał zrozumieć.

Po krótkiej chwili oczekiwania Anemetius ujrzał maga wychodzącego z budynku. Mężczyzna stanął w altanie, mrużąc oczy i spoglądając na ascendenta. Na sobie miał niedbale narzuconą, ciemnoniebieską szatę o szerokich rękawach, w których schował dłonie. Miała ona kaptur, jednak postanowił go nie zakładać, w końcu zaproszono go do rozmowy.

Miał rzadkie blond włosy, tak jasne, iż sprawiały wrażenie siwizny, które dodatkowo jeszcze potęgowała naturalna łysina na czubku głowy. Był chudy, o pociągłej twarzy. Ogółem, sprawiał wrażenie osoby raczej mizernej fizycznie, czy nawet kogoś, kogo prości, nieobeznani z magią ludzie nazwaliby nieudacznikiem. Nadal nie odezwał się ani słowem, jedynie spoglądał na Anemetiusa, czekając aż ten kontynuuje swoją wypowiedź. Za jego plecami, przez szparę między drzwiami trwożnie wyglądał jeden z mieszkańców domu, może nawet sam szlachcic, kto wie.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

01 lip 2014, 01:19

Włócznia nie trafiła, no nic. Fakt ten niespecjalnie go poruszył, choć gdzieś tam w głębi poczuł pewien zawód, że nie udało mu się trafić kogoś tak prymitywnego jak tamten śmiertelnik. To bez znaczenia. Arkuchalak się nimi zajmie. On zaś miał znacznie ważniejszą sprawę do rozwiązania.

Oczekiwał na jedyną osobę, która jako tako byłaby w stanie spróbować się z nim zmierzyć. Wszelkie istoty pozamagiczne po prostu nie istniały w świadomości Anemetiusa jako ewentualne zagrożenie z oczywistych względów. Istniał ponad światem materialnym. W, a jednak nad. Tylko magia i nieliczne ekstremalne przypadki byłyby w stanie naruszyć jego doskonałą powłokę. Walka była prymitywnym sposobem rozwiązywania sporów, nie żeby się obawiał. Gdyby chciał po prostu zabiłby tego maga. Może i posiadał pewną aurę i pokłady mocy, ale to nic nie znaczy. Istniały nieliczne formy magii mogące naruszyć jego własną. A takich, którzy mogliby mu dorównać w biegłości umysłu i arkan mistycznych było … niewielu i z pewnością na takich nie mógł sobie pozwolić jakiś średni ród szlachciców w kraju, gdzie magia spotyka się z takim ostracyzmem społecznym. Tak wynika z prostej analizy logicznej.

W końcu mag się zjawił. Ascendent od razu posłał ku niemu sondy badawcze, które miały wychwycić każdą najmniejszą próbę manipulowania energią magiczną. Może i Anemetius był pewien swego, lecz nie był nieostrożny. Lekceważenie przeciwnika całkowicie jest głupotą, nawet dla istot znacznie potężniejszych od przeciwnika. Wielcy potrafią paść od najmniejszego ciosu. Fizycznie mężczyzna nie prezentował się imponująco, wręcz śmiesznie i żałośnie. Obraz zmęczonego, słabego śmiertelnika trapionego przez liczne słabostki i kłopoty materialnego świata. Oczywiście dla kogoś takiego jak Anemetius fizyczny wygląd to tylko złudna iluzja, czasami piękniejsza, czasami brzydsza.

A więc się zjawiłeś, dobrze – rzekł wysyłając swe myśli prosto do umysłu maga. Robił to spokojnie i z dystansem, nie napierał swym umysłem, by nie wprowadzić człowieka w zakłopotanie lub dyskomfort. Można było powiedzieć, że podsuwał swoje chęci, a czy mężczyzna je przyjmie, to już zależało od niego.

Zwę się Anemetius i nie będę ukrywał celu swego przybycia. Potrzebuję majątku tych ludzi. Jeżeli nie zauważyłeś to tylko ty możesz spróbować mnie zatrzymać, chociaż ty i ja wiemy, że jest to niemożliwe. Jesteś sam naprzeciw mnie. To od ciebie zależy jak skończy się nasze spotkanie. Poprosiłem cię jednak o spotkanie nie po to, by ci wygrażać, ale złożyć pewną, mam nadzieję, ciekawą propozycję. Wyczuwam w tobie moc i potencjał. Porzuć swoje zobowiązanie wobec tych ludzi. Stań u mego boku. Zostań mym sprzymierzeńcem, mym wsparciem, mym bratem. Tworzę organizację, która będzie skupiać ludzi takich jak ty, wyjątkowych i uzdolnionych magicznie. Jeżeli tego pragniesz, jeżeli twe serce podąża drogą magii i wiedzy, dołącz do mnie.

Teraz wszystko zależało od odpowiedzi człowieka.

Awatar użytkownika
Gawron
Posty: 58
Rejestracja: 08 kwie 2014, 23:47
GG: 11693040
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2938

01 lip 2014, 22:01

Elf zaklął siarczyście pod nosem, z powodu zaistniałej sytuacji. Mogło być gorzej. Co prawda, pozbył się jednego przeciwnika, co było naprawdę miłym uczuciem, ale teraz reszta była zabarykadowana w środku. Nie za bardzo wiedząc, co robić, zaczął kombinować. Nie mogę zawieść Anemetiusa, to próba.

Najpierw przyszło mu do głowy, żeby przywołać sobie do rąk zawiasy drzwi, bądź chociażby podtrzymujące je bolce. Może nie użyli zasuwy. Jeśli ten plan by się powiódł, a drzwi nie runęłyby na ziemię, to spróbowałby pchnąć je mocnym kopnięciem.

W razie porażki brał pod uwagę jeszcze inną możliwość, okrążyć budynek w poszukiwaniu okna. Choćby najmniejszego. Jeśliby takowe znalazł, to od razu rozejrzałby się po wnętrzu pomieszczenia.

Gdyby sytuacja okazała się skrajnie beznadziejna, przeszedłby na tyły budynku i przystanął pod tylną ścianą, próbując wyobrazić sobie, jak może to wyglądać od środka. Właściwie, nigdy tam nie byłem, ale trzeba próbować. Z zamiarem użycia bezpiecznego skoku widział w głowie zaułek pokoju, trzy drewniane ściany, być może jakieś meble, bądź pojedyncze posłanie. A mogłem się nauczyć w wiosce głupiego pchnięcia telekinetycznego! skarcił się w myślach. Teraz cierp, elfie.

Arkuchalak wiedział, że musi coś zrobić. Jeśli nie podoła tak prostemu zadaniu, to nie będzie nawet mowy o dalszej współpracy! Przynajmniej tak sobie wmawiał, chcąc się jeszcze bardziej zmotywować. Żałował, że nie był w stanie przywołać do siebie całych drzwi, co rozwiązałoby teraz wszystkiego jego problemy. No, przynajmniej po części. Anemetius pewnie lepiej sobie radzi.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

01 lip 2014, 23:23

MG

Trzeba przyznać, że Arkuchalak ułożył w krótkim czasie imponującą liczbę planów co do jego dalszego działania, jednak już z pierwszego szybko musiał zrezygnować. Drzwi otwierały się do środka, a on nie mógł w żaden sposób dostrzec utrzymujących je zawiasów. Począł więc obchodzić cały budynek, przyglądając się uważnie drewnianej konstrukcji w poszukiwaniu okien.

Tych jednak nie znalazł, co zapewne nie powinno go szczególnie dziwić. Budowla miała zachować pewne walory obronne, a ktoś najwidoczniej postanowił brakiem okien nadrobić ich wielkość i ilość w głównym budynku. Albo też zwyczajnie, nie spędzano w niej wiele czasu w ciągu dnia, więc i istnienie takich udogodnień traciło raczej sens.

W ostatniej, desperackiej próbie postanowił teleportować się do środka, choć wnętrza tego budynku nigdy nie widział i teoretycznie mógł zmaterializować się chociażby w stole, jeśli był tam jakiś stół. Doświadczenie, które nawet nic by go nie nauczyło, bo zakończyłoby się śmiercią. Elf skupił się i rzucił zaklęcie, któremu towarzyszyły dobrze znane mu odczucia. Kiedy pojawił się w kolejnym miejscu zorientował się od razu, że nadal jest na zewnątrz, w dodatku nie ma gruntu pod nogami. Poleciał jakiś metr w dół, ciężko lądując na kolanach i podpierając się rękami. Znajdował się ponownie przed spichlerzem, jakoś w połowie drogi do głównego budynku. Mógł przed nim dostrzec Anemetiusa, oraz jakiegoś człowieka w szatach, który najwyraźniej z nim rozmawiał.

Mag uśmiechnął się blado, gdy ascendent do niego przemówił. Odpowiedział w taki sam sposób, telepatycznie.
- Powiadasz, że organizacja ta pozwoli mi spełnić marzenia? Przyznam, iż słowa te brzmią interesująco… – mag przerwał wypowiedź, spoglądając ze zdziwieniem w stronę spichlerza, czy raczej Arkuchalaka, który właśnie się przed nim zmaterializował w dość niefortunny sposób. Przez chwilę patrzył na niego, po czym wrócił do swojej wypowiedzi, najwyraźniej stwierdzając, iż jakakolwiek reakcja nie ma raczej sensu.- Jednak powiedz mi, Anemetiusie. Czy będzie w niej miejsce na marzenia innych, czy tylko twoje? Czuję, że posiadasz ogromną moc, niezależnie od tego, czy ją uzyskałeś, czy też taki się narodziłeś, muszę stwierdzić, iż mógłbyś zdziałać dużo więcej, niż okradać szlacheckie dwory.
Powiedz mi co chcesz osiągnąć, oraz znajdź w tym miejsce dla mnie… a mogę iść za tobą.
– Przekaz czarodzieja był czysty i wyraźny, czuć w nim było wyraźnie zaciekawienie słowami ascendenta. Gdyby Anemetius posiadał podobne ludzkim zmysły mógłby w oczach maga dostrzec zaciekawienie, które zastąpiło obecny tam jeszcze przed krótką chwilą niepokój.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 15 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 14 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52247
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.