Dwór rodu Samerila

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

Dwór rodu Samerila

19 maja 2014, 22:44

Anemetius prowadził swego ucznia ku posiadłości, którą widział parę razy, gdy przemierzał okolice stolicy. Szli w milczeniu pod osłoną nocy, choć jego obecność sprawiała, że można było ich dostrzec z bardzo daleka jako jaśniejący punkcik świateł. Nikt ich jednak nie śledził, przynajmniej on nikogo nie wyczuwał. Wieśniacy z wioski zapewne woleli pozostać w swych chatach niż biec po pomoc … właśnie, czyją? W Wolenvain nie było nikogo, kto mógłby mu się przeciwstawić i doskonale o tym wiedział. Poza tym wedle słów elfa po demona wyruszyli sami paladyni. A znając mentalność śmiertelników towarzyszy im wielka karawana prostaczków i dorobkiewiczów. Interesujące. Wielce ciekaw był wyniku tego starcia. Demona spisał na straty z oczywistych powodów. Może gdyby nie miał ciała udałoby mu się zwyciężyć, lecz ograniczony w taki sposób prędzej czy później padnie. Od miecza lub strzały. Kwestią dyskusyjną było czy Arhelianos wewnątrz swej powłoki posiadał jakieś witalne organy. Ah, jaką przyjemnością byłoby dogłębne zbadanie tej obcej temu światowi struktury.

Tak - powiedział w końcu całkiem niespodziewanie, tym samym przerywając ciszę. – To ja wezwałem tego demona. Skradł mi cząstkę mocy. To był element pewnego eksperymentu. – Nie chciał zdradzić, że zakończonego porażką. Wolał pozostawić to w sferze domysłów ucznia. – Ale to już i tak bez znaczenia. Demon wykonuje powierzoną mu rolę.


Po godzinie lub dwóch dotarli w wyznaczone miejsce.


Trzymaj się nieco z tyłu – upomniał go władczo. – Oczyszczę drogę.


I to mówiąc pomknął w kierunku bramy, gdzie stał strażnik leniwie opierający się o długą włócznię. Trudno opisać mieszankę strachu, przerażenia, zdziwienia i szoku, jaka pojawiła się na twarzy mężczyzny, kiedy dostrzegł pędzącą prosto na niego jaśniejącą kulę. Efekt potęgował fakt, że był sam środek nocy, a więc kontrast z tego wynikający oczywisty i przytłaczający. Anemetius posłał jedną myśl ku człowiekowi z zamiarem uchwycenia go mocnym telekinetycznym uściskiem w okolicy karku i zwyczajnie przekręceniu go. Nie mógł marnować energii ani czasu na jakieś przesadne zabawy cieszące wzrok magicznymi efektami. Miało być prosto i zabójczo. Następnie wyważyłby bramę i zaczął posyłać sondy z zamiarem przeszukania budynku w celu odnalezienia jakichkolwiek oznak życia. Wyśledzić i zabić.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

02 lip 2014, 00:08

Zdawało się, iż człowiek rzeczywiście rozważał jego propozycję. To dobrze. Obawiał się odpowiedzi, którą jedyną motywacją byłby strach i agresja. Wiele różnic można zatrzeć i pogodzić, lecz zamknięty i pozbawiony wyobraźni umysł jest barierą nie do przebycia. Na ile te słowa były prawdziwe? Trudno określić nie wnikając w umysł maga, a tego nie mógł uczynić nie doprowadzając do konfliktu. Musiał założyć, że śmiertelnik naprawdę mówił co myśli. Zresztą, po co mężczyzna miałby kłamać? Nie zyska na tym czasu ani nie stworzy żadnego zaklęcia bez wiedzy Anemetiusa. On bowiem wyczuje każdą, nawet najdrobniejszą manipulację energii magicznej.

Moja organizacja spełni marzenie każdego – odpowiedział górnolotnie okalając swe myśli w delikatne, łagodne emocje. Pusty ton telepatycznego porozumienia stał się żywy i ciepły, niby wychodzący od drugiej, cielesnej osoby. Przyjazny, acz zarazem majestatyczny i dostojny przynoszący na myśl kochającego ojca. Wszystko dla podkreślenia swych intencji. Była to sztuczka, iluzja, ale śmiertelny żywot stanowił właśnie taką iluzję. Grę pozorów. Wielki teatr. – Pragnę zgromadzić takich jak ty, uzdolnionych magicznie i stworzyć dla nich miejsce pozbawione wszelkich ograniczeń. Wolne od utrapień tego nędznego świata. Razem, w duchu kultu wiedzy i magii zdobędziemy odpowiedzi na wszelkie pytania. Odkryjemy ostateczną prawdę o istocie wszechrzeczy. Pokonamy śmierć i wszelkie słabości. Razem ze mną badałbyś magię i rozważał esencję wszystkiego. Wierzę, że może się nam udać. Wszystkim.

Przerwał dając czas magowi do namysłu, jakże potrzebnego w takiej sytuacji. Po chwili wznowił.

Hańbi mnie okradanie tego miejsca. Smutek sprawia mi zabieranie cudzego życia. Jednak reguły tego świata, jego zasady i prawa nakazują mi zdobycie tego, co inni posiadają, bym mógł to wykorzystać z pożytkiem dla wszystkich. Powiedz mi, czymże jest kilka żyć wobec szansy ocalenia tysięcy? Czy prywata i zachłanność stoi wyżej od moralności i odpowiedzialności? Któż ze śmiertelników może udzielić na to odpowiedzi i mnie osądzić? Na jakiej podstawie? Czasami, by zwalczyć chorobę należy znieść odrobinę bólu.

Zauważył, że starania jego ucznia na razie nie przynosiły efektów. Nie było sensu rozlewać więcej krwi, nie teraz, gdy była okazja na pokojowe rozwiązanie sytuacji. Ten mag był ważniejszy niż majątek tego dworu. Posłał elfowi krótki przekaz.

Przestań i przyjdź do mnie. Bądź czujny oraz zachowuj spokój.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

03 lip 2014, 23:36

MG

Mag skrzyżował ręce na piersiach, patrząc w ziemię tuż przed Anemetiusem. Ascendent powodował o tyle dyskomfort, że bijące od niego światło raziło w oczy. Po jego postawie dało się dostrzec, że górnolotne argumenty o ratowaniu świata, wielkiej przyszłości i wszelkie im podobne idee do niego nie trafiły, a przynajmniej dałoby się, gdyby ktokolwiek poza nim samym i nadawcą wiedział co też Anemetius do niego powiedział. Mężczyzna zapewne uznał je zwyczajnie za nierealne mrzonki.

- A więc, chcesz ich wszystkich pozabijać? – czarodziej obejrzał się na drzwi, po czym zwrócił znów w stronę rozmówcy. - Przyznam, iż ich los jest mi raczej obojętny. Zgoda, przystanę na twoją propozycję. Co dokładnie planujesz zrobić? Ach, zdaje się, że się nie przedstawiłem. Mehlalt, do usług.

Mag nonszalancko oparł się o bok altany, aby być w stanie widzieć zarówno ascendenta, jak i drzwi wejściowa głównego budynku. Przy okazji również, nieco podejrzliwie, zerkał na Arkuchalaka, który pojawił się ni stąd ni zowąd przed spichlerzem. Miał ochotę o niego zapytać, jednak dał sobie spokój, widząc że nie wzbudził żadnego zainteresowania Anemetiusa, a więc zapewne przyszedł z nim. Może dowie się w swoim czasie.

Większość mieszkańców głównego budynku zebrała się przy oknach i trwożnie obserwowała świetlistą kulę, która zawisła w dworze, ci którzy zamknęli się w spichlerzu nie wychodzili z niego nadal, a biorąc pod uwagę rannego strażnika, który nadal jeszcze krztusił się krwią z przebitego płuca przy drzwiach, nie mieli raczej takiego zamiaru.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

04 lip 2014, 01:06

Nie wzbudził w śmiertelniku ognia. Widział to po jego postawie. Jego wyrazie twarzy i oczach, w których brak było tego charakterystycznego błysku typowego dla śmiertelników. Nie miał pewności, były to jego przypuszczenia, ale wierzył w swój osąd, nie potrzebował ku temu magii. Zresztą, to bez znaczenia.

Nie zamierzam ich zabijać, przynajmniej nie wszystkich. Mam co do niektórych plany – oświadczył zgodnie z prawdą. Po co miałby zabijać szlachcica i jego rodzinę? Czyż nie lepiej będzie nimi kierować? Zamiast zabijać kurę od razu lepiej poczekać aż zniesie jajko. Potrzebował kogoś, kto będzie w stanie zapewnić jego planom materialne zaplecze.

Cieszę się z twojej decyzji, Mehlaltcie. Postąpiłeś słusznie i mądrze wykazując się dalekowzrocznością. Gdyby tylko reszta twych pobratymców miała równie bystry umysł co ty – Odrobinka połechtania dumny nigdy nie za szkodzi. Każdy człowiek lubi komplementy, nawet jeżeli udaje, iż są mu obojętne. – Obiecuję ci wiedzę o tajnikach magii. Nim jednak do tego dojdzie muszę cię o coś poprosić. W zamian za ochronę, którą teraz nad tobą będę roztaczał i moce, które uzyskasz oraz fakt, że ocaliłem ci życie, oczekuję drobnej przysługi.

Zbliżył się delikatnie w stronę maga. Cały czas pamiętał o badaniu jego aury magicznej czy nie próbuje jakiś sztuczek i wzmocnił własną strukturę na wypadek gdyby Mehlalt potrafił w jakiś sposób wpłynąć na czystą energię. Ostrożności nigdy za wiele.

Będę pobierał od ciebie energię magiczną raz w tygodniu. Dla ciebie nie jest to żaden wydatek, ponieważ twoja moc ma zdolność regenerowania. Czy zgodzisz się, bym teraz na znak naszej współpracy pożywił się twoją energią magiczną? Po procesie będziesz osłabionym i wyzbytym z energii, ale nie martw się, ochronię cię, a następnego dnia…będzie czekać nas wielkość. Co ty na to? Przypieczętujesz nasz pakt?

Mag musiał pojąć, że była to niewielka cena za to co mógł osiągnąć działając z nim, nie mówiąc o tym, że zapewne dla kogoś takiego jak Anemetius zdobycie tego nie byłoby wielkim problemem. Sam ascendent zaś chciał zobaczyć, czy mag gotowy był mu zaufać, bo jak można działać razem nie mając wobec siebie zaufania?

Awatar użytkownika
Gawron
Posty: 58
Rejestracja: 08 kwie 2014, 23:47
GG: 11693040
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2938

05 lip 2014, 18:46

Elf nie wiedział, co się dzieje, jednak miał złe przeczucia. Wciąż oszołomiony po upadku, przyglądał się magowi, który najwidoczniej rozmawiał z Anemetiusem. Nie podoba mi się to. Poczuł ukłucie zazdrości, i frustracji z powodu nieudanej teleportacji. Zaczynał powoli tracić nad sobą kontrolę. Chcąc dać upust złości, postanowił zrobić to, co kazał mu wcześniej półbóg – odebrać życie.

Wstając z ziemi, otrzepał nonszalancko spodnie i zaczął patrzeć z pogardą to na maga, to na Anemetiusa. Chyba wiem, co się tam święci. Młodemu elfowi nie spodobał się fakt, że jego świeżo upieczony mentor może sobie szukać następnego pupilka. Co to, to nie.

Bez żadnego słowa ostrzeżenia, zmaterializował tuż wokół głowy tajemniczego maga tuzin strzał, które w zamiarze miały zrobić z jego czaszki sito. Nikt nie będzie mi odbierał nauczyciela. Splunął z pogardą. Albo robił mnie w chuja. Tu popatrzył na półboga.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

06 lip 2014, 02:07

MG

W dworze, biorąc pod uwagę obecność Anemetiusa, siły zgoła niecodziennej, nietypowej i nieoczekiwanej, można było się spodziewać wielu rzeczy. Kierująca ascendentem siła jego własnych przemyśleń zdawała się dość nieprzewidywalna i chaotyczna, on sam w końcu przecież wiele razy zmieniał podjęte przez siebie decyzje, prowadził ciągłe przemyślenia, rozważał.

Ale raczej nikt nie spodziewał się sfrustrowanego elfa. Arkuchalak, najwyraźniej chcąc odegrać się na pierwszej napotkanej osobie za nieudaną próbę teleportacji obrał za cel maga, który rozmawiał z Anemetiusem. Był w dodatku tak zirytowany, że postanowił maga natychmiast zabić i to dość efektownie, bo szpikując go strzałami. Trzeba przyznać, że był to ciekawy sposób na wyładowanie swoich emocji.

Czarodziej właśnie zabierał się do odpowiedzi na żądanie Anemetiusa, którym było otrzymanie energii magicznej. Ascendent bez skrępowania przyznał się, że on sam najwidoczniej nie jest w stanie jej wytwarzać podobnie jak ludzkie ciało. Pechowo nie dane mu było kiedykolwiek usłyszeć odpowiedzi maga, gdyż gdy tylko utworzył usta coś drgnęło, coś co ascendent mógł rozpoznać jako ruch magiczny. Wyczuł to najwidoczniej również jego rozmówcy, gdyż drgnął gwałtownie.

Nie starczyło mu czasu na żadną reakcję, nie spodziewający się ataku i nieprzygotowany nań Mehlalt drgnął po raz kolejny, drugi, trzeci… by w końcu paść na ziemię niczym kłoda. W drzwiach domu rozległ się kobiecy krzyk, do tej pory uchylone skrzydło trzasnęło gwałtownie. Trzeba przyznać, że tym razem zabawa z magią na jaką pokusił się elf była dość udana. Strzały dotarły do celu, który aktualnie był definitywnie i ostatecznie martwy. Arkuchalak zapewne był zadowolony, Anemetius już niewątpliwie mniej. Ascendent właśnie stracił potencjalne źródło energii, a wina za śmierć maga bez wątpienia spadnie właśnie na jego osobę. Można rzec, iż był już na swój sposób znany w okolicy Wolenvain.

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

06 lip 2014, 04:22

Wszystko przebiegało tak jak to sobie zaplanował. Czarodziej już za chwilę ulegnie przed jego siłą perswazji i zdolnościami wpływania na dusze żywych istot, nie potrzebował ku temu magii. Za chwilę mężczyzna odda mu swoją energię przypieczętowując swój koniec. Wówczas on uderzy i przejmie kontrolę nad tym śmiertelnikiem już na zawsze. Zrobi z maga swego niewolnika, kolejne źródło mocy. Któż bowiem mógłby podejrzewać, że taka istota jak on w istocie od samego początku kłamała? Te wielkie słowa i myśli były kłamstwem, które miało zwabić maga i dobrowolnie sprawić, by ten oddał się w ręce ascendenta. Anemetius patrzył na śmiertelników z pogardą. Nic go nie obchodziły ich marzenia lub pragnienia. Traktował ich jako pionki. Ale dla swych celów potrafił uczynić wszystko. Złamać każdą obietnicę, zasadę lub plan.

Wtedy wydarzyło się coś, czego nawet on we własnej jakże doskonałej istocie nie przewidział. Przez myśl mu nie przeszło, że wszystko zniszczy jego własny uczeń, ten którego wybrał – Arkuchalak. Nim zareagował strzały przeszyły maga. Jak to możliwe, że nie zdążył, jak, powtarzał sobie. Ciałem upstrzonym w szkarłat wstrząsnęły pośmiertne drgawki. Brocząca posoka ściekała po szacie tworząc powolutku kałużę czerwieni.

Ty głupcze! – warknął posyłając swój przekaz telepatyczny we wszystkie strony. Wypełniony był gniewem i wściekłością. Sięgnął w stronę zwłok czerpiąc z nich rozpaczliwie ulatujące resztki energii. Była to desperacka próba ocalenia tego, co mu najdroższe. Niby człowiek próbujący złapać wodę w dłonie, ale ta mu zawsze umykała. Tak i on ściągał ulatujące drobiny mocy chcąc zebrać ich jak najwięcej – Dałem ci wyraźny rozkaz i polecenie! Co cię opętało?! Zabiłeś źródło mocy! Mojej mocy! MOCY!

Błyskawicznie otoczył postać elfa zwartym pierścieniem własnej struktury magicznej. Przytłoczył go swą aurą.

Skoro nie on to ty! – przemówił lodowato i sięgnął po moc Arkuchalaka. Chciwie, nie licząc się z elfem wysysał z niego energię nawet jeżeli ten by się przeciwstawiał. Przestał tylko wtedy, kiedy ostały się same drobiny. Czynił to brutalnie chcąc sprawić uczniowi fizyczny ból, bo cena magii była i tak w ich umowie. – Teraz za karę będziesz mi oddawać swoją moc dwa razy w tygodniu – rzekłby po skończonym posiłku i otoczyłby go barierą czystej energii magicznej.

A teraz wyjaśnij swoje postępowanie.

Awatar użytkownika
Gawron
Posty: 58
Rejestracja: 08 kwie 2014, 23:47
GG: 11693040
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2938

06 lip 2014, 12:09

O, zabiłem go, uśmiechnął się w duchu Ark. Nie spodziewał się jednak, że wywoła to aż taką złość Anemetiusa. Nawet przez myśl mu to nie przeszło, nie po tych wszystkich wielkich słowach, które od niego usłyszał. A więc tak to naprawdę wygląda.

Nim Anemetius doskoczył do swojego ucznia, ten zdążył pomyśleć, że z jego mistrzem jednak faktycznie jest coś nie tak. Ktoś chyba przesadza z mocą. Później nie był już w stanie myśleć o niczym, bo wszystko wydarzyło się w jednej chwili. Na początku elf poczuł strach, który następnie został zastąpiony przez niewyobrażalny ból, uczucie, jakby ktoś żywcem wyrywał z niego duszę. Szybko zdał sobie sprawę, z kim zgodził się na współpracę. Nawet się nie opierał, wiedząc, że będzie to bezowocny wysiłek. Poczekał cierpliwie, wijąc się w spazmach bólu, aż półbóg skończy swoją ucztę. Mogłem się domyślać, że to wszystko było zbyt kolorowe, by mogło być prawdziwe.


Ledwie dychając, leżąc na ziemi, Arkuchalak wygiął usta w drwiącym uśmieszku, zdziwiony, że jeszcze żyje. Z początku nic nie mówił. Spróbował jedynie resztką sił przenieść się do Linoskoczka, karczmy, w której wszystko się zaczęło. Jeśli mu się nie powiodło, to rozbawiony przez własną głupotę, spojrzał na ascendenta.


- Żałosny jesteś, wiesz? – padłoby z jego ust, nim straciłby przytomność.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

06 lip 2014, 13:51

MG

Łatwo przyszło Arkuchalakowi wzbudzić gniew ascendenta, trzeba zresztą przyznać, że jego decyzja nie była do końca rozważna. Mimo to elf pozostał butny i zadowolony z tego co zrobił, nawet gdy otoczyła go magiczna struktura Anemetiusa, który chciał odegrać się na nim za utratę energii jaką spowodował. Wyglądało na to, że obsesja ascendenta na punkcie mocy właśnie wyszła na jaw i miała dość nieprzyjemnie odbić się na jego "uczniu".

Jednak pod wpływem emocji Anametius nawet nie zastanawiał się co tak właściwie dokładnie ma zamiar zrobić. Skupił się na cząstkach czystej magii, które mógł odnaleźć w elfie i jego aurze, wchłaniając je. Nie była to ogromna ilość energii, ascendent odczuł co prawda jej przypływ, jednak wiedział, że nie wystarczy mu ona na zbyt długo. Skryta w ciele Arkuchalaka pod inną postacią energia magiczna w dużej mierze nadal tam pozostała, a jej wydobycie wymagało nieco więcej przemyśleń i przygotowań. W całym procesie elf nabawił się nieprzyjemnego poparzenia na klatce piersiowej, nie było ono jednak groźne dla zdrowia, co najwyżej irytujące. Cały proces był dużo mniej bolesny niż oboje uczestniczących mogło zakładać.

Ofiara ascendenta nadal jeszcze dysponowała ilością energii aż nadto wystarczającą, aby wykonać swój plan ucieczki. Nim Anemetius miał czas na ochłonięcie i dalsze przemyślenia Arkuchalak po prostu zniknął pomimo otaczającej go bariery magicznej. Pozostała po nim jedynie pewna ilość czystej energii magicznej, która unosiła się w powietrzu w miejscu jego niedawnego bytowania, oraz spory kawałek zgniłozielonej tkaniny. Wyglądało na to, że nagły wybuch gniewu doprowadził do utraty przez ascendenta kolejnego źródła energii. Świetlisty byt pozostał sam, unosząc się w szlacheckim dworku, który jeszcze przed chwilą był jego celem. Czy dalej miał zamiar działać, skoro najwyraźniej w posiadłości nie było już nic, co mogłoby go interesować? Mag, doradca Krerala leżał martwy, Arkuchala już z nim nie było, a mieszkańcy drżeli przerażeni w swym domu i nie śmieli wyjść mu na spotkanie.

// Arkuchalak – z/t do Karczemnego Podwórza w Linoskoczku
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

06 lip 2014, 22:13

Elf go zdradził. Logicznie rzecz ujmując dobrze się stało, że uczynił to teraz niż podczas jakiegoś ważnego momentu. Ktoś, kto nie potrafił wykonywać rozkazów i myśleć nie był użyteczny dla Anemetiusa, nie jako sprzymierzeniec. Szybko wypchnął z umysłu myśli o Gawronie, on nie miał już żadnego znaczenia. Był tylko kolejnym nieudanym i ograniczonym śmiertelnikiem. Nieco żałował, że udało mu się uciec, ale cóż. Czasami los potrafi uśmiechnąć się do niektórych nie w porę. Stracił dwa potencjalne źródła energii, to była jedyna i największa porażka tej chwili. Nie było to jednak nic czego nie można było naprawić. Na świecie znajdowało się tysiące podobnych wrażliwych ma moc pełnych żądzy i namiętności. To tylko kwestia ich odszukania. On jest cierpliwy. Ma czas, bardzo dużo czasu. Świat był dla niego polem nieskończonych eksperymentów, piaskownicą, zabawką. Ilekroć upadnie, podniesie się potężniejszy. Uzupełnił nieco swoje nadszarpnięte zapasy mocy, choć i tak było to stanowczo za mało. Pragnął więcej. Był nienasycony.

W dworku pozostali tylko ci, którzy nie mieli w sobie daru. Zapewne straciłby zainteresowanie i opuścił to miejsce gdyby nie pewna myśl. Dlaczego by nie zagrać nimi? Pójść za ciosem i wykorzystać nadarzającą się okazję. Omamić ich w sieć kłamstw i zmanipulować do własnych celów? Śmiertelnicy są tacy łatwi do przejrzenia, szczególni ci, którzy pożądają władzy. Autonomia nie ma króla. To tylko kwestia czasu nim szlachta i wielcy panowie zaczną się między sobą kłócić o wpływy. Czyż to nie jest idealny moment? Sprzymierzy się jednym z nich, sprawi że mu zawierzy i niczym szara eminencja będzie pociągać za sznurki ku własnej uciesze. Mając wpływy pod postacią możnego rodu zdobędzie tyle źródeł energii ile tylko będzie potrzebował. Magowie być może stoją wyżej w hierarchii ewolucji, ale i nimi władają cielesne słabostki, a do ich zaspokojenia potrzeba pieniędzy. Ilu podobnych magów doradców służyło we włościach szlachty? Setki? Tysiące? Gdyby mieć za swego pionka samego króla Autonomii, tak, ta możliwość jest kusząca.

Teraz trzeba byłoby tylko nakłonić głowę rodu do współpracy. Mógłby to uczynić za pomocą magii, jednakże nie chciał marnować swojej mocy i ryzykować jakimiś ewentualnymi powikłaniami w przyszłości. Nie, kluczem do kontroli będzie stworzenie między nimi silnego zaufania, fałszywego poczucia bezpieczeństwa i wyjątkowości. Zaoferuje człowiekowi swoje usługi i sprawi, że jego pozycja wzrośnie. Szybko śmiertelnik zorientuje się, że bez niego niczego nie osiągnie. A wtedy będzie już za późno. To on – Anemetius – usadzi na tronie nowego króla. Króla, którym będzie kierować.

Skupił swoją istotę z zamiarem przemienienia swej istoty w humanoidalną sylwetkę. Efekt psychologiczny odgrywał tu bardzo ważną rolę, kluczową. Musiał wyglądać ludzko, ale jednocześnie bosko, by podkreślić swój status i wzmocnić siłę oddziaływania. Ludzie zawsze przywiązywali uwagę do symboli i znaków. Kłęby energii tworzące jego powłokę zaczęły się niespokojnie poruszać i łączyć, tworząc zarys postaci. Nadawał sobie kształt wedle własnej najgłębszej fantazji. Wśród błysków i szumu mocy wyłonił się jego nowy kształt.

Człowieczy, ale nie do końca. Wysoka, wyraźnie męska sylwetka skryta była wśród wirujących obłoków energii iskrzącej się czernią, fioletem i purpurą. Smukłe, niematerialne ciało unosiło się swobodnie prawie zahaczając palcami widmowych stóp o ziemię. Nie posiadał żadnego odzienia, był goły, lecz pobyty jakichkolwiek genitaliów świadczących o płci. Nad głową zaś – jakby jakieś magiczne, eteryczne włosy – błyszczały pasemka energii wijącej się w powietrzu.

Postanowił udać się w kierunku głównego wejścia, zatrzymując przed samymi drzwiami.

Panie tego domu – rzekł telepatycznie kierując swe myśli do wszystkich domowników wewnątrz – Przybywam, by ci służyć. Zwę się Anemetius i z woli wyższych sił zostałem przysłany, aby cię wesprzeć. Przed tobą wielkie zadanie wyznaczone przez samych bogów. Ty zostaniesz królem całej Autonomii.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 927
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

11 lip 2014, 12:23

MG

Posiadłość Samerla zdawała się wręcz opuszczona. Wszelcy obecni w niej ludzie trwożnie zerkali przez okna, lub też kulili gdzieś pod ścianami, licząc na to, że uda im się skryć przed obecną na zewnątrz istotą, która wywołała cały ten chaos. Nawet zwierzęta zazwyczaj ruchliwe, głośne i zadowolone teraz gdzieś poznikały, chowając się w ciemnych kątach i drżąc o swoje życia.

Do Anemetiusa nie dotarła żadna odpowiedź. Trudno w ogóle powiedzieć, czy obecni w domu ludzie, raczej niewiele mający z magią wspólnego, byli w stanie przejrzyście zrozumieć to, co miał zamiar im przekazać. Telepatia była dla nich przecież formą komunikacji brutalną i słabo zrozumiałą, a tylko tym dysponował ascendent. Nikt nie wyszedł na zewnątrz, nikt nie próbował się komunikować. Śmierć maga, która niewątpliwie przez wyglądających poprzez drzwi domowników została przypisana Anemetiusowi (a komuż innemu?) musiała również mieć w tym wszystkim swój udział.

Niewątpliwie przebywający w domu ludzie wierzyli, że ściany domu osłonią ich przed ascendentem, może liczyli, iż ten odejdzie i zostawi ich w spokoju, by mogli jakoś dalej toczyć swoje życia. Plotki o tym "napadzie" niewątpliwie rozeszłyby się błyskawicznie, może nawet już jakiś wieśniak biegł poprzez pola chcąc dotrzeć do najbliższego dworu, czy też innej wioski. Opowieści o świetlistej kuli, która zdemolowała Wolenvain, a także wioskę nieopodal już przecież krążyły na dobre po okolicach, więc też zapewne nikogo nie zdziwi kolejny jej wyczyn.

Nikogo też nie powinien dziwić strach, jaki okazali mieszkańcy tego dworu. Niezależnie od tego czy zrozumieli przekaz telepatyczny Anemetiusa, zapewne uważali, że zwyczajnie przyszedł ich zabić, tak jak uczynił z ludźmi przed biblioteką, czy też w Powiece. Ascendent został utożsamiony z grasującym w pobliży wsi demonem, a stwory te przecież bywały niebywale przebiegłe. Blady Kreral jedynie mamrotał pod nosem o demonicznych siłach, które napadły jego dom, nie zwracając uwagi nawet na krwawienie z nosa, wywołane działem wspomnianych nieczystych mocy i próbując wyrzucić ze swojej głowy dziwny zbiór myśli przez nie przesłany.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 13 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 13 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52251
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.