Las Wisielców

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3796
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Las Wisielców

04 lip 2014, 19:36

W okolicy stołecznego miasta Autonomii niewiele było takich miejsc, jak to. Oczywiście – istnienie Jaśminowego Parku, stanowiącego bez mała jedną czwartą terenów miejskich Wolenvain, jednoznacznie świadczyło o szacunku założycieli tego państwa do natury i jej przymiotów, jednak zdecydowanie nie zatrzymało od wykarczowania większości lasów przy rzece Iqui. Tworząca się cywilizacja człowiecza wymagała ofiar, a tych nie brakowało, także po stronie środowiska. Ten jednak fragment starożytnej puszczy niegdyś porastającej te tereny pozostał nietknięty, a były ku temu dobre powody.

[ifwdesc=right,Położenie Lasu Wisielców na mapie świata.]https://i.imgur.com/reKpkzy.png[/ifwdesc]

Z całą pewnością można było bowiem powiedzieć, że las ten zasłużył sobie na swoją nazwę. Od zarania dziejów wieszano tutaj przedstawicieli każdej nieprzychylnej rządzącym grupy. Pierwsze zawisły elfy, które podczas datowanego na 24EF Zmierzchu Ylminy wypędzono z Wolenvain, następnie jeńcy i zdrajcy obu stron podczas Wojny o Autonomię, a do niedawna jedynie przeciwnicy polityczni oraz przywódcy tłamszonych szybko, lokalnych rebelii.


Do pewnego czasu opłacalnym było utrzymywanie w Lesie Wisielców mocnego garnizonu zamkowego, jednak na chwilę obecną stojąca w nim Biała Twierdza stała opuszczona, stanowiąc od czasu do czasu siedziby bandytów na tyle butnych, aby się w niej osiedlić. Szczęściem zazwyczaj zagrożenia udawało się pozbyć dość szybko, dzięki czemu knieja stanowiła stosunkowo bezpieczne miejsce polowania. Co ciekawe jednak, niewielu ważyło się w nią zapuszczać. Słuchy o krążących w niej, wisielczych duchach i od lat niezdjętych z gałęzi skazańcach potrafiły odstraszyć każdego.


Las, jak przystało na jeden z niewielu niemal nietkniętych ingerencją człowieka, zalesiony był niezwykle chaotycznie. Zdarzały się w nim dzikie polanki, ale również miejsca tak zarośnięte, że przedarcie się przez nie zdawało się wręcz niemożliwe. Do Białej Twierdzy prowadziły z Traktu Iquańskiego i Traktu Rybackiego kręte, niezadbane i dawno zapomniane ścieżki. Innych dróg prowadzących przez knieję brakowało.


MG

Dotarcie do Lasu Wisielców zajęło prowadzonej przez zwanego Lustrem mrocznego elfa drużynie kilka dobrych godzin. Słońce przetoczyło się po niebie, chyląc się ku zachodowi, co mimo jesiennej pory sprowadzało na wędrowców ostre, palące promienie. Myśliwi, obaj o imieniu Larhal, wysforowali się na czoło pochodu. Jeden z nich jechał konno, drugi przez jakiś czas biegł u jego boku, z łukiem o założonej cięciwie w dłoni. Wkrótce jednak obaj zniknęli za jakimś pagórkiem, a ich dostrzeżenie szybko utrudniły rosnące coraz gęściej drzewa.

Lustro mówił niewiele, odpowiadając rzeczowo na zadawane mu pytania i cały czas roztaczając wokół siebie aurę cwanego gracza, któremu nie sposób było zaufać. W jego aparycji było coś, co przyciągało i przekonywało innych do przyjęcia jego zdania, jednak jednocześnie każdy z obecnych wiedział, że nie powierzyłby mu swojego życia. Niestety, był on kapitanem tego malutkiego oddziału Patriotów i nie można było tak po prostu nie uznać jego słów. Wykazał zresztą, że zna się na wielu rzeczach, choć niechętnie wydzielał swoją wiedzę, ograniczając się jedynie do niezbędnych informacji.

Nie szli ścieżką, a przez wertepy, co spowalniało ich, ale też dawało odpowiednie ukrycie. Długouchy nakazywał absolutną czujność, samemu lustrując okolicę spod przymrużonych powiek. Jedyną jego oczywistą słabością wydawała się właśnie ta awersja do słońca, a jego zachowanie sprawiło, że zapamiętywało się ją mimowolnie. Drużynnicy irracjonalnie spodziewali się, że Lustro lada chwila ich zdradzi, co jednak mimo wszystko nie następowało. Dodatkowej nerwowości dostarczał fakt docierania do centrum otaczających Las Wisielców wydarzeń – siedziby, jak mówiono, demona rodem z Czeluści, prawdziwego skurczybyka tamtych czasów. Chociaż dobroczynne działanie posiadanego przez mrocznego elfa reliktu dawało zebranym wokół niego osobom odrobinę wytchnienia, ciężki, leśny zapach i absolutna cisza w wyrastającej przed nimi kniei nie nastawiała dobrze do wyzwania, jakie ich czekało.

Wreszcie trafili na miejsce, zapadając w gęstwiny. Słowa z trudem przecinały gęste jakby powietrze, a wszyscy poczuli się tak, jakby wkroczyli do leża jakiegoś dzikiego zwierza. Gdzieś po drodze dołączyli do nich Larhale. Siwek jednego z nich stulił uszy, machał ogonem i gryzł wędzidło.

- Rozdzielimy się tak, jak będzie to możliwe - rzekł Lustro, szepcząc, choć poza drużynnikami nigdzie nie było widać żywej duszy. Wyraźnie i jemu udzieliła się atmosfera konspiracji. - Nie odchodźcie za daleko - dodał, wyciągając swoją broszę i przypinając ją na swej klatce piersiowej, do fałdu skórzni. Widok świetlistego przedmiotu dodał zebranym nieco otuchy. - Rozglądamy się i zapamiętujemy drogę, przeczesujemy las, a potem wracamy do obozu – powtórzył znaną wszystkim drużynnikom mantrę, spoglądając po kolei na każdego z nich. - Znajdziemy to bydlę.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Roia
Posty: 105
Rejestracja: 28 mar 2013, 14:31
GG: 18983323
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42275#42275

04 lip 2014, 21:55

Coś niepokoiło jaszczurkę. Może tłum, albo zamknięcie, chociaż najpewniej po prostu oba. Mimo wszystko to była Dzielna jaszczurka! Dlatego właśnie starała się zachować spokój. Trochę. Ogon jej podrygiwał, mimo, że nie widziała to rozglądała się na boki torby, zwłaszcza jednak uważnie nasłuchiwała. W końcu była zwierzęciem o dobrych zmysłach. Mimo wszystko dookoła był hałas, słyszała tylko najbliższe głosy i tak zrozumiała niewiele. W końcu jednak grupka zaczęła iść, słyszała głosy i kroki, cięższe kroki większego zwierzęcia, najpewniej konia. Teraz się im jednak nie przysłuchiwała, po prostu siedziała w torbie. Jednak minęło dużo, dużo czasu, a Drasim nie odezwał się do niej.

Wejście do lasu coś zmieniło w Roi. Poczuła zapach drzew i to ją bardzo zdenerwowało. Trąciła swoim umysłem umysł Drasima wyrażając poprzez taki mentalny kontakt zdenerwowanie. – Co się dzieje? – Zapytała niewyraźnie. Szli już długo i po prostu nie mogła wytrzymać. Wytknęła nos przez szczelinę między torbą a jej zamknięciem, by dokładniej wywęszyć okolicę. Pisnęła z drżeniem. Wróciła do swojego świata! Czuła zapach drzew, które już odwiedzała, zapach lasu, który był jej domem! Wyjrzała jeszcze tylko przez tą szczelinę podnosząc oboma skrzydłami zamknięcie, tak, by mogła wyjrzeć, chociaż środek musiał bardziej się unieść. Pisnęła głośno. Nieco przeciągle, ale torba stłumiła pisk, poniósł się krótko stłumiony, ale mogło go usłyszeć parę osób w okolicy, możliwe, że wszyscy, jeżeli szli dość zwarcie.

Czuła dom! Jak tu wróciła nie wiedziała, ale jakoś to się udało. Nie, nie będzie siedzieć spokojnie, skoro może zobaczyć drzewa, liście i mech! I te przeklęte muchy! Mocniej, bez wyczucia trąciła umysł Drasima, jednak niezbyt mocno. Przekazała swoje podekscytowanie i pełno myśli w jednej chwili, myśli i odczuć o tym, co związane z "domem", może zrozumie, może nie. Wcale nie musiał, zachowanie jaszczurki też było bardzo chaotyczne i przez chwilę obracała się w torbie wcale nie dopuszczając nikogo do swojej głowy. Była na to zbyt zdenerwowana znajomym zapachem i długim zamknięciem. Już dość!

Gwałtownym ruchem odepchnęła się od liny w górę, w stronę zamknięcia, by podważyć je skrzydłami i wychylić łeb za krawędź torby od jej przodu. Wtedy? Jak po maśle – odepchnęła się wszystkimi łapami tak, żeby "spłynąć" z krawędzi torby i spod jej zamknięcia na ziemię, jednak na ziemię by nie spadła. Pisnęłaby znowu, krótko, ale też ciszej. Nim dotknęłaby ziemi rozłożyła mocarne skrzydła i uderzyła nimi z łatwością wzbijając się w powietrze. Wylądowała na drzewie wbijając w nie pazury, w końcu były wszędzie, musiała na jedno trafić, może po małej korekcie toru lotu. Składając skrzydła wspięłaby się ze swoją jaszczurczą gracją wyżej. Na dwa metry od ziemi i znów wyskoczyła w powietrze robiąc zgrabnego fikołka i popiskując niespokojnie. Rozłożyła skrzydła, gdy odwróciła się brzuchem do ziemi.

Zabiła skrzydłami chcąc przyjrzeć się ludziom, którzy byli z Drasimem. Jedna osoba przykuła jej uwagę. Spróbowała połączyć z nią kontakt myślowy, wydało się Roi, że dokładnie to czuła wcześniej więc pisnęła (bo jakby inaczej nazwać owy skrzek) w jej stronę. W stronę Darriana. Uderzyła skrzydłami, a potem poszybowała w jego stronę, a chcąc usiąść mu na ramieniu zaczęła kołować nad nim w ciasnych zakrętach, żeby w końcu od tyłu podlecieć i oprzeć zadnimi, a potem przednimi łapami na jego ramieniu, skrzydła złożyłaby tylko połowicznie. No, chyba, że by sobie tego nie życzył, odezwał się do niej lub odpędził rękoma, ewentualnie uchylił, wtedy bijąc skrzydłami nadal by latała nad nimi od czasu do czasu popiskując.

Awatar użytkownika
Anante
Posty: 187
Rejestracja: 30 gru 2013, 10:08
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=46352#46352

05 lip 2014, 15:01

Anante miała całkiem sporo czasu, na zastanowienie. Żaden z jej towarzyszy nie zdawał się zbytnio rozmowny, a wino, które przyjemnie chlupotało w bukłakach, jakie zawierał jej plecak nie stanowiło jeszcze pokusy. Słońce, które dla jej towarzyszy mogło być męczarnią, dla niej stanowiło przyjemną odmianę. Choć nawet na chwilę nie ściągnęła z głowy kaptura, to dzięki przyjemnemu ciepełku, które rozchodziło się po jej ciele, czuła się znacznie żywsza niż zwykle. Oczywiście nie poprawiało to znacznie jej nastroju.

Nie miała nic przeciwko magom, sama była jednym z nich, ale od kiedy pamiętała odrzucała ją sama myśl o mieszaniu innym w umysłach. Nie chodziło o sam moralny aspekt tego, ale możliwość obrony. Większość istot była bezradna na takie manipulacje, a nieliczne które potrafiły stawić opór same manipulowały innymi. Mimo że wiedziała, że to jedynie dziecinny odruch, wolała się trzymać na dystans od mężczyzny zwanego Darianem. Nie darzyła go antypatią, wątpiła też by się go bała, ale po prostu wolała dmuchać na zimne. Zresztą ani nie wyglądał, ani nie zachowywał się sympatycznie, a ona nie czuła się w obowiązku, by to zmieniać.

Larhale zniknęli gdzieś w gęstwinie, a jak na razie półdemonica wolała nie przemęczać innych swoim towarzystwem. Będąc uczciwym, jedyną osobą, do której nie czuła jak do tej tej specyficznej nutki niechęci był idący obok niej uzdrowiciel, o gadzich oczach. Cichy, tajemniczy i spokojny, ze swoją ruszającą się torbą wzbudzał w niej przyjemne zainteresowanie. Nie okazywał otwarcie ani swej siły, ani słabości. Był po prostu uprzejmy. Nie często dane jej było spotkać podobnego osobnika, ale co poradzić. Taki wybrała sobie zawód, choć mogła też marudzić, że to on wybrał ją. Zerknąwszy jeszcze na Lustro, westchnęła cicho. Pewnie urodził się z tym tajemniczym uśmieszkiem przyklejonym do tyłka. skonkludowała patrząc na mężczyznę. Jego zachowanie nie mogło nie irytować. Pracowała już chyba z każdym typem przywódcy, ale mężczyzna przed nią był ewenementem. Nie potrafił wzbudzić nawet krztyny zaufania do swojej osoby. O ile nie przeszkadzała jej jego awersja do słońca, o tyle zgrywanie cwaniaczka działało na nerwy. Chyba w obopólnej korzyści byłoby gdyby wiedzieli jak najwięcej, a nie musieli wyduszać z niego każdy skrawek informacji, prawda? Choć był przystojny i to nawet bardzo, to nie była głupia. Za długo żyła, by lecieć na ładną buźkę, w szczególności w takich momentach. Prędzej prześpię się z Larhalem, niż dam mu chronić moje plecy. Nawet bym nie zauważyła, jakby zniknął. Nie kwestionowała jednak jego rozkazów. W końcu nikt jej za to nie płacił, a celu też nie było w tym żadnego. Umilanie sobie życia, dla samego umilania nigdy nie było w jej opinii zanadto sensowne.

Przedzierając się przez chaszcze, dziewczyna rozglądała sie bacznie wypatrując zagrożenia. W lesie nigdy nie można było być pewnym na co się trafi… jak i na całym pierdolonym świecie dodała w myślach. Przez ostatnich parę dekad przesiedziała za dużo czasu w podobnych miejscach, by jeszcze je lubić. Mimowolnie zaczęła się zastanawiać, kiedy ostatnim razem wpakowała się w podobne łajno. Karawana El'Aswada na Pustyni Śmierci? Wtedy było nas niewielu. Skurczysyn skąpił jak mało kto. Ale nie walczyliśmy z demonami, tylko orkami. Las Cieni? Nie… Cholera jasna. Nie chce mi się wierzyć, że naprawdę idę dalej… Choć nawet przed sobą nie była gotowa tego przyznać, świadomie pakowała się w coś, czego nie powstydziłby się niejeden samobójca. Przeskoczywszy nad wąską kałużą, westchnęła cicho. Gdyby niosła więcej, już dawno byłaby wykończona, a i tak czuła pot spływający po plecach. Jak każdy najemnik, była do tego przyzwyczajona. Ubrania i pancerz stawały się jej drugą skórą; cuchnącą i niewygodną, ale równie niezbędną jak naturalna. Bez niej zaczynała się czuć bezbronna, odsłonięta. Nie pamiętała już ostatniego razu, gdy mogła dłużej pochodzić… bez tego wszystkiego. Jakby całe jej życie było nieustającą wędrówką i walką. Na chwilę przystanęła, jakby uderzyła ją jakaś myśl.

Chciała odpocząć. Pierwszy raz od dawna pragnęła odpoczynku. Nie w ucieczce, czy odosobnieniu, ale stabilności. Braku adrenaliny i ryzyka. Nie była zmęczona cieleśnie… to jej duch tego potrzebował. Pokręciła jednak głowa i ruszyła przed siebie. Z każdym krokiem w głąb lasu udzielała się jej nerwowość towarzyszy. Trudno byłoby na nią nie reagować, w szczególności że miała racjonalne podstawy. Spokojnie, An, tylko spokojnie. Stres dodaje sił, ale zaczynasz wtedy robić błędy. Kobieta uśmiechnęła się nerwowo do swoich wspomnień. Mimo to czuła się tu źle. Ciężkie, parne powietrze zmuszało ją do wysiłku, przy każdym wdechu i wydechu. Gorsza była jednak cisza. Gdyby nie szelest, jaki stwarzali jej towarzysze, mogłaby wsłuchać się w bicie własnego serca i szum krwi. Nawet teraz prawie je słyszała. Wzdrygnąwszy się lekko, przystanęła wraz z innymi. Widząc reakcję siwka, z którym wrócili Larhale, tylko bardziej się zaniepokoiła, odruchowo kładąc dłoń na mieczu. Rasy myślące często zatracały w sobie instynkt, ale zwierzęta nadal były wyraźnym znacznikiem, kiedy należy uważać.

Skupiła się jednak an Lustrze, który zaczął coś szeptać. Taa, genialny pomysł. W każdej strasznej opowieści, drużyna się rozdziela… rozumiem że to fikcja, ale naprawdę, to skłania do myślenia.mruknęła ironicznie w myślach. Nie miała zamiaru za bardzo się oddalać, ani tym bardziej gubić w tej ponurej gęstwinie. Westchnąwszy lekko, przysunęła się bliżej Drasima, tak że prawie stykali się ramionami i szeptem zapytała:
- Psst! Uzdrowicielu, miałbyś coś przeciw… gdybym Ci towarzyszła? Chy…

Nie zdążyła jednak dokończyć, gdy coś małego i szamoczącego się wyrwało się z torby mężczyzny. Gdy tylko odszukała to wzrokiem, prawie nie jęknęła ze zdziwienia i niemego zachwytu. Smok… a raczej smoczę. Bogowie, chyba jednak się nawrócę. Smok! I nawet nie jest na tyle duży by mnie zjeść… myśląc w podobnie nie składny sposób, wodziła wzrokiem za stworzonkiem, które piszcząc i machając skrzydełkami krążyło nad nimi, drapiąc po drzewach i nurkując co chwila. Nie zauważyła nawet, gdy żuchwa nieco jej opadła, wywołując tym dosyć zabawny wyraz szoku na jej twarzy. Oczy półdemonicy stały się w tym momencie krystalicznie niebieskie, cały czas wodząc za małą gadzinką. W końcu, wojowniczka otrząsnęła się lekko i pospiesznie zamknęła buzię. Westchnąwszy cicho, szepnęła głośniej do latającego smoka, gdy tylko znalazł się bliżej niej i mógłby ją usłyszeć. Ton miała przyjazny i spokojny, bez nutki fałszu czy wrogości:
-Mały, już spokojnie… nie ma potrzeby robić takiego zamieszania. Nikt chyba nie karze Ci wracać do torby…-zerknęła z rozbawieniem na Drasima–Ale chyba mógłbyś się nieco uspokoić?
Nie wiedziała nawet, czy stworzonko ją zrozumie, ale spróbować zawsze było warto. Ewentualnie mogła je próbować złapać, ale ten przykry obowiązek raczej zostawiłaby wyższym od siebie… czyli chyba każdemu w okolicy.

Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

05 lip 2014, 19:14

Darrian już myślał, że ten moment nigdy nie nastąpi, biorąc pod uwagę nadmierną tendencję reszty grupki leśnych samobójców do paplania na nieistotne tematy z ich od siedmiu boleści przewodnikiem, ale w końcu cała radosna gromadka raczyła ruszyć dupy z obozu i ruszyć do Lasu Wisielców. Nazwa ich celu była nadzwyczaj adekwatna, biorąc pod uwagę, że wszyscy prawdopodobnie szli na pewną śmierć, od której dzieliła ich jedna błyskotka w rękach najmniej godnego zaufania przewodnika w historii przewodzenia. Półelf świetnie rozumiał postawę Lustra, jednak to nie był ani czas ani miejsce na takie zachowanie, biorąc pod uwagę, że przynajmniej złudna nadzieja na zaufanie mogła szybko się stać ich jedyną bronią, gdyby wypełnili swoje zadanie. Ich mroczny towarzysz natomiast, chwilowo był tylko kolejną osobą, przed którą wszyscy będą się oglądać za siebie, nie wróżyło to dobrze. Do tego równania niechęci, należało też dodać niemalże namacalną awersję jedynej fizycznie obecnej przedstawicielki płci pięknej do osoby Maga umysłu, acz na to już nie dało się nic poradzić.

– Ocknęłaś się tam? – Zwrócił się mentalnie do swojej nieodłącznej towarzyszki, chcąc sobie jakoś umilić podróż, która zapowiadała się na bardzo cichą i nudną przez jakiś czas.

– Tak. Nadal uważam ten pomysł z przyjściem tu za niezbyt mądry, acz przynajmniej mamy więcej na swoją obronę niż reszta tych odmieńców. – Odparła Rinej, chowając swoje zamyślenie za niechęcią zarówno do tego gdzie byli jak i tego z kim tu byli. Naturalnie największą pogardą obdarzyła niebrzydką kobietę, która im towarzyszyła, co do Lustra natomiast podzielała opinię swojego nosiciela.

– Ten z kosturem może nas jeszcze zaskoczyć. Najmniej o nim wiemy a wydaje się pewny siebie. – Kontynuował zaczęty przez Wiedźmę temat, nadal nie mając zamiaru drążyć tematu jej wcześniejszego zamilknięcia. Mimo wszystko, nawet jemu zagłębianie się w myśli kobiet nadal często kończyło się kompletnym mętlikiem w głowie, jak chyba z resztą każdemu facetowi.

– Może naprawi ci rękę. – Odparła sarkastycznie, zadowolona, że w końcu miała coś co mogła mu wypominać, a nie odwrotnie. Szkoda, że nie wiedziała, że nie mija się z prawdą za bardzo.

– Może. Zignoruję tą zaczepkę, nie dość, że powinniśmy być czujni to chyba wiesz, że tej wojny byś nie wygrała. – Odpowiedział, chcąc uniknąć rozwoju niesnasek pomiędzy parą dusz zamkniętych w jednym ciele, która mogłaby się źle skończyć.

Początkowa rozmowa dwóch bytów w ciele Darriana szybko się skończyła, przez resztę drogi pozostawiając całą grupkę w mniej lub bardziej pożądanej ciszy. Na szczęście, w końcu udało im się dotrzeć do niesławnego Lasu a posłani przodem łowcy z ojca kretyna raczyli do nich dołączyć, najwyraźniej po tym, jak ich koń zaczął panikować. Co jak co, ale jak zwierzęta zaczynały robić się nie spokojne to z reguły miały ku temu powód. Inni, zwłaszcza ognistowłosa, zdawali sobie z tego zdawać sprawę, co na dzieńdobry posłało morale grupki na wakacje. Piękny start.

Przynajmniej ich od siedmu boleści przewodnik raczył się odezwać i dać im jakieś polecenia, nawet, jeśli rozdzielenie się było dokładnie tym czego im zabronił zanim wyruszyli, coś do roboty było lepsze niż nic, zwłaszcza dla Darriana, który miał najmniejsze obawy związane z mentalnymi atakami Demona. Problem polegał na tym, że pojawiło się coś nieprzewidzianego, nagle, z torby mężczyzny z kosturem (który został przez kobietę nazwany uzdrowicielem, czego półelf nie przegapił) wypełzło na ziemię coś co okazało się.. zielonym smoczątkem. Mały gad zdecydował się zrobić kilka popisów, po czym zatrzymał swoje ślipka na Magu, który mógł poczuć próbę nawiązania telepatycznego kontaktu, odbijającą się od przygotowanych jeszcze w obozie mentalnych barier. To musiała być Roia, z którą wcześniej rozmawiał telepatycznie a która teraz kołowała nad nim, chyba z chęcią wylądowania, oby nie na jego głowie.

- Ty musisz być Roia, zgadłem? – Zapyta normalnie, na głos, unosząc lekko lewy bark, sygnalizując pozwolenie na lądowanie. – Powinieneś lepiej pilnować swojego pupilka, uzdrowicielu. Jeszcze w obozie przypadkiem nawiązała ze mną telepatyczny kontakt, i była dość gadatliwa. – Dodał po chwili, obracając później głowę w stronę mrocznego elfa by wykonać skinienie, na znak tego, że przyjął do wiadomości co ma robić, i zaraz się do tego zabierze, kiedy tylko rozwiąże sprawę ze smoczątkiem, które się do niego przyczepiło.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 522
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

06 lip 2014, 00:17

Do lasu był całkiem spory kawałek i wędrówka zajęła im dobre kilka godzin. Po takim marszu można było nieco odczuć zmęczenie. Dwaj bracia wyprzedzili ich znacznie i zniknęli gdzieś. Nikt nie był szczególnie rozmowny, więc uzdrowiciel pogrążył się w swoich myślach, mając jednak baczenie na zdradliwy teren. Mroczny elf, który ich prowadził zdecydowanie nie budził zaufania, był jednak ich przewodnikiem i znał teren. Miał jednak pewne problemy z powodu słońca, więc Drasim postanowił, że będzie się uważnie rozglądał, żeby przypadkiem nie przeoczyć czegoś ważnego. Fakt, że nie ufał kapitanowi ich małego oddziału tylko bardziej utrudniał utrzymanie nerwów na wodzy. Odrobinę otuchy dodawała mu Anante, która była jedyną osobę, której odważyłby się powierzyć swoje życie. Omival sprawiał wrażenie typowego zabijaki, a z magiem, który bawił się mieszaniem w umyśle, zielonooki nie chciał mieć nic wspólnego. Roia również zaczęła okazywać zdenerwowanie, szturchając umysł czarnowłosego. On wolał jednak nie odpowiadać, gdyż wolał zachować całą swoją energię i koncentrację na później.

- Lepiej nie zostawaj w tyle. – Powiedział do ognistowłosej towarzyszki i posłał jej krótki, pokrzepiający uśmiech, gdy ta przystanęła na chwilę. Twarz jednak jego szybko spoważniała i ponownie skupił się na otoczeniu, przeczesując okolicę swoim wzrokiem. Tymczasem zielonołuska robiła się coraz bardziej niespokojna, jednak uzdrowiciel świadomie ją ignorował, nie wiedząc sam czemu tak postępował. Miał aktualnie nieco ważniejsze sprawy na głowie.

W końcu trafili na miejsce, po drodze dołączyli dwaj Larhale. Koń jednego z nich zachowywał się bardzo niespokojnie. Atmosfera zrobiła się bardziej nerwowa, gdy w końcu dotarli do lasu, powietrze było aż ciężkie od wpływu demona. Lustro zarządził rozdzielenie się, co nigdy nie kończyło się dobrze. Być może Drasim nie był zbyt dobrym taktykiem, ale gdy miało się do czynienia ze stworzeniem, które mogło zabijać wzrokiem albo robić inne straszne rzeczy, lepiej było trzymać się razem. Uzdrowiciel jednak nie był tchórzem. Mroczny elf mówił o znalezieniu tego paskudnego demona, ale zielonooki nie był do końca pewien czy chcą go w ogóle znaleźć. Anante chciała mu towarzyszyć co mocno ucieszyło Drasima. Była jedyną osobą, której można tuta było zaufać. Już miał odpowiedzieć dziewczynie, gdy nagle stało się to co musiało się kiedyś stać.

Zielona strzała wystrzeliła z jego torby, robiąc trochę hałasu i zaskakując chyba wszystkich. Smoczyca jak zwykle popisała się swoimi akrobacjami i podleciała w kierunku maga umysłu. Dlaczego wybrała jego, wkrótce się wyjaśniło po słowach półelfa. Uzdrowicielowi nie pozostało nic innego jak tylko ganić się duchu za to, że zabrał jaszczurkę na tę wyprawę. Zachowanie jako takiej ciszy zakończyło się totalnym fiaskiem.

- Nie jest moim pupilkiem, przypadkiem wpadliśmy na siebie. – Mruknął z kwaśną miną. Miał tylko nadzieję, że nie będą mieli kłopotów przez tą małą gadzinę. W końcu polowali na demona, który nie wiadomo co potrafił. Wątpił jednak by stwór ten polegał na swoich uszach, gdyż jego aura była wyczuwalna w całym lesie. Brosza chyba pomagała, wbrew temu co sądził o niej Drasim na początku. Nienaturalna, złowroga cisza, która została przerwana przez chwilowe popisy Roi, dodatkowo potęgowała nieprzyjemne odczucia, które płynęły z tego paskudnego miejsca. Zielonooki chciał wykonać swoje zadanie i szybko wrócić do obozu. Czuł się nieco pewniej, gdy miał obok siebie całą armię paladynów. Uzdrowiciel ruszyłby razem z Anante, gdyby całe zamieszanie się skończyło i reszta wróciłaby do wykonywania misji zwiadowczej, która została im powierzona. Drasim uważnie się rozglądał na boki, wytężając swoje, całkiem niezłe oczy. Wątpił by przegapił się pojawienie demona, który według jego wyobrażenia raczej nie był w stanie ukryć się za jakimś krzakiem.

Awatar użytkownika
Roia
Posty: 105
Rejestracja: 28 mar 2013, 14:31
GG: 18983323
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42275#42275

06 lip 2014, 13:00

Czemu Drasim jej nie odpowiadał nie miała pojęcia i poczuła się zostawiona samej sobie, więc inicjatywa jak najbardziej pożądana! Nie chciała zostać w torbie, zapach lasu rwał ją do wolności. Miała instynkt, była żywym, leśnym stworzeniem! Tylko co to za nietypowe uczucie niepokoju?

Przelatując, czy też przeskakując nad niewielką, względem innych, sylwetką usłyszała kilka słów, może nawet przysłuchałaby się, jednak będąc w powietrzu nie miała zamiaru się zatrzymać. Zrazu pomknęła w zamierzoną stronę. Jej chrapy otwierały się szeroko, gdy wdychała zapach, za którym tak tęskniła. Usiadła na Darrianie, na Rinej w sumie. Przecież tak pamiętała tego osobnika. Szeroko otwartymi ślepiami lustrowała las. Czemu był taki cichy? Taki spokojny? Gdzie ptaki, owady, wstrętne muchy? Gdzie to wszystko, co było elementem jej domu? Jak siwkowi udzielił się jej niepokój, który sprawił, że też stała się cicha.

Słysząc słowa Rinej, która przeszła mutacje głosowe, ale na samym początku słyszała też ten głos, a może nie? Kto by to pamiętał? Wydało się jej tylko, że go rozpoznała. No, słysząc słowa Rinej zamruczała mu przy uchu bezdźwięcznie, jak kociak, który nie może dorwać muchy. Naburmuszyła się trochę i napięła grzbiet gdy Darrian nazwał ją pupilkiem Uzdrowiciela. Może gdyby stał obok dostrzegłby, że w ten sposób nieco nastroszyła ostre wypustki na grzbiecie. Potem przekręciła łepek jakby nie rozumiejąc. Wcale nie była aż tak gadatliwa! No, może trochę. Nie?

Spojrzała swoim czujnym wzrokiem na Drasima. Wzrokiem zwierzęcia, drapieżnika. Chyba niezbyt zadowolonego. Ale wszystko tutaj było niespokojne. Złote ślepia zlustrowały go raz jeszcze, zlustrowały też pozostałych, żeby rozwinąć skrzydła nad głową Darriana. Nie wydawał się zbyt szczęśliwy. Ale przynajmniej grupka mogła sądzić, że nie jest sama w tym lesie. Mają smoka! Tak jakby. Może jest mała, ale nie jest bezużyteczna. Może kraść. Zabiła skrzydłami odpychając się z tylnych łap. Jednym skokiem wylądowała na pniu drzewa. Tam już całkowicie złożyła skrzydła i szybko, po znajomej korze drzew wspięła się na górę, na gałęzie monad nimi, nad Anante.

Mimo wszystko nadal czuła sentyment do uzdrowiciela. Przeskoczyła z gałęzi na gałąź, i na kolejną, gdy ruszył gdzieś obok. Anante też poszła z uzdrowicielem. Nie czuła od niej zagrożenia. I dobrze, lepiej nie zadzierać z Roiką! Podążała nad nimi chwilę. potem rozwinęła skrzydła i zręcznie spłynęła między gałęziami na ziemię obok zmiennookiej. Spojrzała jej prosto w ślepia stojąc nieopodal jej butów. Delikatnie zaczepiła swoim umysłem, jakby grzecznie pukała do drzwi. Jednak to w zależności od reakcji drugiej kobiety w tym zespole zależało co Roika zrobi. Wszyscy wydawali się zaniepokojeni, las cichy i nieprzyjemny. Chciała wiedzieć co się dzieje.

Awatar użytkownika
Anante
Posty: 187
Rejestracja: 30 gru 2013, 10:08
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=46352#46352

06 lip 2014, 14:32

Półdemonica przyglądała się akrobacjom jaszczurki z lekkim uśmiechem, ale po czerwieniejących oczach można było poznać narastający w niej niepokój i irytację. Choć ją te niewinne harce nieco rozluźniły, to dobrze zdawała sobie sprawę z tego jak niebezpieczne mogą okazać się dla całej wyprawy, w szczególności gdy o ich przetrwaniu mogła zadecydować cisza i dyskrecja. Słysząc słowa Darriana, skrzywiła się tylko nieco. Kontakt telepatyczny… czy naprawdę nikt już nie potrafi normalnie się porozumiewać? pokręciła lekko głową.

Mimo to czuła iskierkę ekscytacji i zadowolenia, gdy poznała powód poruszania się torby uzdrowiciela, zresztą całkiem zgrabny i rzadki powód. Smok. Na bogów, gdyby spotkała podobnego parę lat temu, wszystko mogłoby wyglądać inaczej. Nie łudziła się oczywiście, że podobnie wesołe i beztroskie stworzonko było wyjątkowo doświadczone, albo nie dajcie bogowie potężne. Sam jednak fakt jego pochodzenia i naturalne predyspozycje do wywoływania zapłonów… tego przeoczyć nie mogła.

Westchnęła świszcząco i poprawiła pas z mieczem i sztyletem. O ile nie potrafiła zaufać Darrianowi, o tyle wierzyła, że jako mag będzie potrafił zadbać o ochronę swojego umysłu. Sadząc jednak po jego słowach smoczyca, jeśli Roia była imieniem żeńskim wykazywała niepokojąco lekkie podejście do dzielenia się myślami. Wojowniczka czuła się coraz bardziej przytłoczona sytuacją i ciszą, zakradającą się do jej umysłu niczym złodziej.

Wszystko to ją przybijało, jednak chwilowo trzymać się z dala od tych wszystkich fanatyków religijnych. Nigdy nie darzyła ich miłością, a często wręcz antypatią. Takie podejście dyktowało jej zarówno doświadczenie, jak i zdrowy rozsądek. Znając życie, pierwszy paladyn. który dowiedziałby się kim jest najpewniej spróbowałby ją zabić. Choć miała dosyć spore doświadczenie w walce, póki mogła wolała unikać walki z jedną z tych ruchomych puszek. Jakby wszelkie skurwysyny wymrzeć nie mogły… mruknęła bezgłośnie pod nosem. Przynajmniej obecność uzdrowiciela nieco ją uspokajała, jakby fakt, że mogła zaufać nieznajomemu nieco podnosił ją na duchu. Przynajmniej miała cień pewności, że nie zostawiłby jej samej, jeśli mógłby jej pomóc. Sama zresztą nie zamierzała być gorsza.

Dla zasady dbała o towarzyszy broni. W końcu nigdy nie mogła być pewna, kiedy przyda się jej ich pomoc. Mimowolnie przyglądała się jaszczurce i jej gadzim, płynnym ruchom. Przypominała jej trochę kociaka, jakby w jakiś irracjonalny sposób je naśladowała. Pokręciwszy w końcu głową, odwróciła się i zrównawszy krok z Drasimem poszła w swoją stronę. Nim znów zdążyła popaść w zamyślenie, zobaczyła jak jakiś zielony cień spływa jej pod nogi. Czując na sobie czyjeś spojrzenie, spojrzała w dół, prosto w ślepia smoczka. W tym momencie oczy półdemonicy wyglądały dosyć specyficznie, przechodząc od ciemnego fioletu po jaskrawą czerwień, gdy wracał do niej niepokój i napięcie jakie towarzyszyło walce, wypierając zainteresowanie i zainteresowanie. Kucnąwszy uśmiechnęła się lekko do stworzonka, ale gdy nagle poczuła coś na krawędzi swego umysłu, jej twarz przybrała beznamiętny wyraz. Rozejrzawszy się z wyraźnym niepokojem, zerknęła w końcu na smoczka i szepnęła, niepewnie, po dłuższym zastanowieniu:
-Jeśli to ty, Roiu, to mów.
Nie wiedziała na co się przygotować, ani jak jej odpowiadać, wątpiła jednak by podobne stworzonko mogło jej zaszkodzić. Mimo to rzuciła ostrzegawcze spojrzenie Drasimowi, gdyby wrażenie pochodziło od kogo innego. Byłaby w tym momencie wdzięczna, za choćby słowo wyjaśnienia, czy instrukcji, jednak najwyraźniej i tych los postanowił jej zaoszczędzić.

Awatar użytkownika
Roia
Posty: 105
Rejestracja: 28 mar 2013, 14:31
GG: 18983323
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42275#42275

06 lip 2014, 14:54

Odkąd opuściła ramię Darriana zachowywała ciszę. Zamachnięcie skrzydłami nie było jakieś przesadnie silne, gdy jaszczurka nie miała daleko do celu i była lekka, poza tym szybowała nie wywołując hałasu. Przekręcając łepek przypatrywała się Anante. Nie czuć było od niej przesadnego zagrożenia, Drasim ją zignorował a Rinej nie połączyła się z nią. Więc nie miała chyba większego wyboru. Dziewczyna uklęknęła przed gadziną, która lekko się cofnęła. Gdyby tamta czegoś spróbowała przynajmniej będą większe szanse na ucieczkę. Albo ugryzienie.

Ta w końcu jej odpowiedziała i to nie pułapką czy bronią. Przekręciła łepek w prawo przyglądając się oczom Anante, na pewno najbardziej interesującej części jej ciała. Zaskrzeczała cichutko, tak, by tylko ona dosłyszała jej wysoki głos. Było to krótkie. Potem znów mogła poczuć uczucie, które poczuła wcześniej, ale pewniejsze. Spróbowała połączyć fakty, które usłyszała przez torbę i Rinej oraz zachowanie lasu.

Demon, który niszczy dom? Jest tu? Jest w domu? Jest cicho. W domu nigdy nie było tak cicho. – Głos jej był wysoki, jakby należał do małej dziewczynki. A jednak złote ślepia były bystre. Poza tym niektóre słowa były jakby zastępowane odczuciami. Jednak mającymi konkretny przekaz, który można było ułożyć w zrozumiałe słowa. Wcześniej Anante odpowiedziała słownie, więc przerwała połączenie, które najwyraźniej poddenerwowało dziewczynę. Kucała, więc prostą sprawą było, by wybić się mocno od ziemi i wylądować na ramieniu Anante, by przejść na drugie, tak by ogon pisklaka opierał się na plecach dziewczyny, a pyszczek miała blisko jej ucha. Skrzydła w odróżnieniu do wcześniejszego miała przy bokach. Skok był wyważony, z odpowiedniego podłoża. Jaszczurka była lekka, więc niemal nie było słychać czegokolwiek, gdy odbijała się od ziemi.

Awatar użytkownika
Omival
Posty: 73
Rejestracja: 27 gru 2013, 22:00
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 43348566
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2832

06 lip 2014, 22:13

Podróż do potencjalnego legowiska Demona, Lasu Wisielców trwała dłużej niż można było się spodziewać. Omival przekonany był, że dystans między knieją a polem bitwy jest mniejszy, lecz było to najwyraźniej złudzenie, jakiś rodzaj mirażu, wywołanego wyjątkowo gorącem. Niedawne chmury niosące przyjemne mżawki ustąpiły miejsca słońcu, które, chociaż jesienne, wciąż intensywnie dawało się we znaki podróżnikom. Nie była to pogoda, za którą Omival przepadał, jednak nie narzekał, w końcu niedaleko przepływała rzeka, znad której, od czasu do czasu przywędrował chłodny, wilgotny wietrzyk.

Po ścieżkach, które wybierał Lustro wydawać się mogło, że i jemu nadmiar światła i duchota w jakiś sposób przeszkadza, ale taka była jak widać natura mrocznego elfa, wolał cień, miejsca między drzewami, lecz wertepy, po których prowadził zwiadowców mógł sobie odpuścić.

Omival idąc na końcu pochodu starał się zachowywać jak największą czujność, nie wiedział, co tak naprawdę kryje las. Gęstwiny nie musiały być jedynie barłogiem potężnej kreatury, z którą przyjdzie się zmierzyć. Równie prawdopodobne było spotkanie tu innych dziwnych i niekoniecznie przyjaźnie nastawionych istot. W obozie krążyło wszak wiele niepokojących pogłosek o historii lasu, jego mieszkańcach. Warto byłoby je sprawdzić, a któż lepiej w obecnej grupce zna las niż przywódca-indywiduum. Zresztą, sam Lustro proponował, aby zadawać mu pytania. Nie tracąc więc czasu, Omival wyrwał się na przód kolumny Patriotów, szerokim łukiem mijając resztę towarzyszy, aby zadać nurtujące go pytania.

– Czy będąc już wcześniej w Lesie Wisielców spotkałeś duchy zabitych tu istot lub inne potwory, o których krążą plotki? – powiedział neutralnym tonem, żeby nie wdać się w kolejną, cichą, słowną potyczkę z elfem. – Jak powinniśmy bronić się przed tym, co możemy tu spotkać? – dodał. Omival nie musiał czekać długo na odpowiedź. Lustro zapewnił, że las jest mu dobrze znany, ale mimo tego niektóre jego elementy potrafią zadziwić i jego. Na własne oczy widział tylko nocne, dochodzące spomiędzy drzew rozbłyski zielonkawego światła, ale wspomniał też coś o niezrozumiałych szeptach i pomrukach, co jednak szybko zbagatelizował, mówiąc, że odgłosy te mogła mu podsunąć wyobraźnia. Jak prawił, było tutaj poza tym kilka niebezpiecznych przedstawicieli lokalnej fauny, nie było to jednak nic, czego nie można byłoby spotkać w innych lasach. Długouchy stwierdził, że niektórzy z nich są na tyle niecharakterystyczni i przerażający, że ich pojawienie się tłumaczy większość plotek. Poza konkursem napomknął coś o trollach, driadach, zdziczałych wampirach i nieumarłych, jednak przyznał, że ich istnienia, poza trollami, nie potwierdził empirycznie. Owszem, widział kilka wiszących w głębszym lesie, objedzonych z mięsa, starych szkieletów, ale nic poza tym. Elf chcąc kontynuować swoją przemowę uśmiechnął się i co najciekawsze, zażartował, by uważać gdzie się wchodzi i nie lekceważyć pozornie łagodnych zwierząt. Omival nie spodziewał się, że może uzyskać, aż tak zadowalające informacje, pomimo tego, że rozmówca mówił od niechcenia. Jego ton był ciągle szorstki i dumny, ale do zniesienia.

Rozmowa z Lustrem utwierdziła go, że mimo braku zaufania, nie powinno bagatelizować się jego osoby. Być może wie więcej, niż zdradził. Ponadto, to on posiadał prawdopodobnie jedyną ochronę przed zabójczą aurą demona.

Im bliżej centrum Lasu Wisielców, tym droga stawała się coraz bardziej wymagająca. Do niedawna, Omival byłby wstanie samotnie wrócić do obozu Patriotów, teraz nie był do tego przekonany. Co prawda, dzięki temu, że od dłuższego czasu wędrował po wybrzeżu Autonomii, rysując mapę, posiadał świtną orientację w terenie i znakomicie zapamiętywał cechy otoczenia, które mijał, jednak zostawiane za sobą drzewa, krzewy, a nawet porośnięte mchem skały kniei stawały się coraz bardziej do siebie podobne, do tego stopnia, że nie sposób było je rozróżnić. Wszystkie duże, złotawe, czerwone, czy też zielonkawe.

W drodze do serca puszczy okazało się, że zwiadowcą towarzyszy ktoś jeszcze, o ile zielonego jaszczura można nazwać kimś. Z torby uzdrowiciela wzbiło się między konary, sądząc po rozmiarach smoczę. Ekwilibrystycznie manewrowało między członkami, co dalibóg zachwyciło Omivala. Obyś tylko nie ziała ogniem, a może cię zaakceptuję zręczna bestio, pomyślał. Z dialogu, który wywiązał się pomiędzy uczestnikami wyprawy wyszła kolejna intrygująca wieść. Nowy, jawny kompan, Roia, jak zwrócił się do niej Darrian, jest inteligentną smoczycą, potrafiącą porozumiewać się, chociażby mentalnie.

Nie zważając dłużej na to, co się dzieje, Omival zwrócił się ponownie w stronę Lustra, który obwieszczając, że niebawem grupa podzieli się i rozdzieli, w jakiś sposób zaszokował mężczyznę. Liczył, że las będą zwiedzać wspólnie. Jednak można było się spodziewać tego typu decyzji po mrocznym długouchu. Zaniepokoiło go coś jeszcze. Po powrocie, wcześniej odłączonych od grupy zwiadowczej Larhali, ich koń zdawał się być niespokojny. Czyżby aura dawała o sobie znać? Dodatkowo, zważywszy na wcześniejsze obserwacje relacji między pozostałymi zwiadowcami, czuł się jakby osamotniony. Z kim przyjdzie mu wędrować w dalszej części zwiadu? Rozdzielając się ktoś straci kontakt z broszą, co wtedy?, rozmyślał z niepokojem. Nie był już nawet do końca pewny umiejętności przywódczych Lustra, lecz teraz było już za późno na odwrót, co więcej odmowa pomocy nie była w jego stylu. Z lekkim mętlikiem w głowie, niekiedy potykając się o wystające korzenie, Omival musiał kontynuować marsz w nieznane. Chociaż pogoda mogła by się troszkę pogorszyć…


//Mam nadzieję, że Info nie będzie miał mi za złe, skopiowanie fragmentu jego wypowiedzi z tematu o sesji. Jeśli jest inaczej, to przepraszam.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3796
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

26 lip 2014, 17:39

//Dobra, pierwsze koty za płoty. Wy się trochę spóźniliście, ja się „trochę” spóźniłem, teraz będzie już lepiej.
MG

Długie uszy Lustra szybko wychwyciły piski i inne hałasy wydawane przez Roię i zanim ktokolwiek skonstatował jej obecność, mroczny elf już trzymał swą wąską dłoń na rękojeści sztyletu. W jego ruchu nie było jednak nerwowości, jakby sytuacje tego typu były dla długoucha pierwszyzną. Po prostu gładko sięgnął ku broni, której jednym celnym rzutem mógłby przybić smoczycę do jednego z wielu okolicznych drzew. Szczęściem ciemnoskóry nie okazał się pochopny w podejmowaniu tego typu decyzji, a jego umysł, choć najwyraźniej szybki, nie pchnął go tym razem do zadawania bólu. Mroczny sprawiał wrażenie tak zrelaksowanego, jak chwilę temu, ale jego towarzysze pojęli, że był on zawsze gotowy do ataku. Gdyby Roia zamiast ramienia Darriana wybrała sobie ramię Lustra, sytuacja mogłaby wyglądać dla niej znacznie gorzej.

Myśliwi Larhale zareagowali na tyle wolno, że zanim w ogóle postanowili napiąć swe łuki, zrozumieli już, że latające nad grupą smoczątko nie jest groźne. Przywódca drużyny spojrzał na nich strofującym wzrokiem. Zdecydowanie nie zadowalała go powolność jedynych posiadających broń dystansową zwiadowców. Być może coś go zaniepokoiło, choć, naturalnie, niczego nie okazał. Zresztą, w dystrakcji, jaka za sprawą Roi zapanowała w ich szeregach, nie było miejsca na tego typu rozważania. Wszystkich pojawienie się zielonołuskiej w jakiś sposób zaskoczyło.

Uwadze przewodnika grupy nie umknęło zdziwione spojrzenie Omivala i reakcja pozostałych członków oddziału na komendę rozdzielenia się.

- Och, po prostu rozstrzelcie się na tych dziesięciu metrach - żachnął się Lustro, a choć nikogo nie obraził, każdy co wrażliwszy mógłby poczuć się co najmniej słownie spoliczkowany. – Jak coś na nas wpadnie, to przynajmniej się nie powywracamy wszyscy jak suche drzewa. Jeżeli poczujecie w głowach coś dziwnego, to podejdźcie bliżej mnie – wyjaśnił z lekką irytacją, stukając palcem swą złotą broszę. Wzrok jego ciemnych oczu ponownie padł na nadal stojących obok siebie myśliwych. Do pozostałych również dotarło to, jak dziwnie się zachowują. Larrhale milczeli, często zawieszali wzrok, patrząc gdzieś w przestrzeń i reagowali z opóźnieniem. Starszy z nich mimowolnie gładził palcami uzdę nadal bardzo zaniepokojonego konia.

Mroczny elf podszedł do niego i bez ostrzeżenia strzelił mu otwartą dłonią w pysk. Łucznik otrzeźwiał jakby, wzdrygnął się, odskoczył i niemal przewrócił. Długouchy szybkim ruchem chwycił go za kołnierz, umieszczając swoją twarz w odległości kilku kciuków od twarzy tamtego.

- Hej! - fuknął, choć niezbyt głośno. - Tu, budź się! - dodał, uderzając Larhala ponownie. Ten wymruczał coś niewyraźnie, ale po chwili jego wzrok skupił się nieco bardziej. Elf puścił go i powtórzył cały proces z drugim myśliwym. Poszło z nim nieco łatwiej, ale synowie niezbyt kreatywnego w kwestii wyboru imion ojca nadal wyglądali na ospałych.

- Ty – rzekł Lustro do Darriana. - Mówiłeś coś o jakiejś telepatii. Możesz im zajrzeć do głów i sprawdzić, co się tam podziało? Może dowiemy się, co ten demon konkretnie robi - zaproponował, pokazując jednoznacznie, jak wysokiej rangi misję wypełniali. Nikt przy zdrowych zmysłach nie suponowałby czytania w myślach swoich sojuszników. Gdyby Lustro był kimś bardziej zwyczajnym, niechybnie traktowałby maga z góry, oceniając jego sztukę jako coś nieludzkiego. Ponownie okazało się, że wybór tego aroganckiego elfa na przywódcę oddziału nie był przypadkowy, choć jego zalety nijak nie niwelowały jego wad.

Z drugiej strony Darrian nie należał do osób, które ukrywają swoje zdolności, co w innym towarzystwie mogłoby obrócić się przeciwko niemu. Tutaj jednak mało kto zareagował na słowa o telepatii, z pomocą której półelf komunikował się z Roią. Cóż, wyglądało na to, że niezwykłe sprawy wymagają niezwykłych środków do ich rozwiązania. W tym przypadku otępienie Larhali okazało się okolicznością sprzyjającą. Niezbyt lotni chłopkowie, za jakich można było ich uważać, niechybnie nie zrozumieliby motywów działania czarownika umysłu. Już wcześniej było widać, że czuli się w nowym towarzystwie niepewnie – zgraja włóczęgów nie była czymś, co przypadła im do gustu. Oczywiście nie narzekali, wypełniając swoją powinność wobec Patriotów, ale zapewne to ta niepewność była przyczyną, dla której Larhale zdecydowali się na sformowanie straży przedniej.

Co jednak bardziej istotne, Lustro im na to pozwolił – nawet mimo tego, że niechybnie wiedział, co może się im stać. Zresztą, myśliwi, podobnie jak reszta drużyny, zostali poinformowani o tym, aby trzymać się blisko mrocznego elfa, nic sobie ze tego jednak nie robiąc. Być może w swojej wiejskiej mądrości nie wierzyli oni w mistyczną moc broszy, biorąc sprawy we własne ręce. Nie tłumaczyło to jednak, dlaczego długouchy ich nie ostrzegł, przez co musiał się teraz uporać z konsekwencjami tej nieprzemyślanej decyzji łuczników. Czyżby były to dla niego konieczne ofiary, dzięki którym zwiadowcy lepiej wykonają swoją misję?

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 19 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 17 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerra z Derinu, Kerreos
Liczba postów: 52217
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1049
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: katrost
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.