Las Wisielców

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3784
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Las Wisielców

04 lip 2014, 19:36

W okolicy stołecznego miasta Autonomii niewiele było takich miejsc, jak to. Oczywiście – istnienie Jaśminowego Parku, stanowiącego bez mała jedną czwartą terenów miejskich Wolenvain, jednoznacznie świadczyło o szacunku założycieli tego państwa do natury i jej przymiotów, jednak zdecydowanie nie zatrzymało od wykarczowania większości lasów przy rzece Iqui. Tworząca się cywilizacja człowiecza wymagała ofiar, a tych nie brakowało, także po stronie środowiska. Ten jednak fragment starożytnej puszczy niegdyś porastającej te tereny pozostał nietknięty, a były ku temu dobre powody.

[ifwdesc=right,Położenie Lasu Wisielców na mapie świata.]https://i.imgur.com/reKpkzy.png[/ifwdesc]

Z całą pewnością można było bowiem powiedzieć, że las ten zasłużył sobie na swoją nazwę. Od zarania dziejów wieszano tutaj przedstawicieli każdej nieprzychylnej rządzącym grupy. Pierwsze zawisły elfy, które podczas datowanego na 24EF Zmierzchu Ylminy wypędzono z Wolenvain, następnie jeńcy i zdrajcy obu stron podczas Wojny o Autonomię, a do niedawna jedynie przeciwnicy polityczni oraz przywódcy tłamszonych szybko, lokalnych rebelii.


Do pewnego czasu opłacalnym było utrzymywanie w Lesie Wisielców mocnego garnizonu zamkowego, jednak na chwilę obecną stojąca w nim Biała Twierdza stała opuszczona, stanowiąc od czasu do czasu siedziby bandytów na tyle butnych, aby się w niej osiedlić. Szczęściem zazwyczaj zagrożenia udawało się pozbyć dość szybko, dzięki czemu knieja stanowiła stosunkowo bezpieczne miejsce polowania. Co ciekawe jednak, niewielu ważyło się w nią zapuszczać. Słuchy o krążących w niej, wisielczych duchach i od lat niezdjętych z gałęzi skazańcach potrafiły odstraszyć każdego.


Las, jak przystało na jeden z niewielu niemal nietkniętych ingerencją człowieka, zalesiony był niezwykle chaotycznie. Zdarzały się w nim dzikie polanki, ale również miejsca tak zarośnięte, że przedarcie się przez nie zdawało się wręcz niemożliwe. Do Białej Twierdzy prowadziły z Traktu Iquańskiego i Traktu Rybackiego kręte, niezadbane i dawno zapomniane ścieżki. Innych dróg prowadzących przez knieję brakowało.


MG

Dotarcie do Lasu Wisielców zajęło prowadzonej przez zwanego Lustrem mrocznego elfa drużynie kilka dobrych godzin. Słońce przetoczyło się po niebie, chyląc się ku zachodowi, co mimo jesiennej pory sprowadzało na wędrowców ostre, palące promienie. Myśliwi, obaj o imieniu Larhal, wysforowali się na czoło pochodu. Jeden z nich jechał konno, drugi przez jakiś czas biegł u jego boku, z łukiem o założonej cięciwie w dłoni. Wkrótce jednak obaj zniknęli za jakimś pagórkiem, a ich dostrzeżenie szybko utrudniły rosnące coraz gęściej drzewa.

Lustro mówił niewiele, odpowiadając rzeczowo na zadawane mu pytania i cały czas roztaczając wokół siebie aurę cwanego gracza, któremu nie sposób było zaufać. W jego aparycji było coś, co przyciągało i przekonywało innych do przyjęcia jego zdania, jednak jednocześnie każdy z obecnych wiedział, że nie powierzyłby mu swojego życia. Niestety, był on kapitanem tego malutkiego oddziału Patriotów i nie można było tak po prostu nie uznać jego słów. Wykazał zresztą, że zna się na wielu rzeczach, choć niechętnie wydzielał swoją wiedzę, ograniczając się jedynie do niezbędnych informacji.

Nie szli ścieżką, a przez wertepy, co spowalniało ich, ale też dawało odpowiednie ukrycie. Długouchy nakazywał absolutną czujność, samemu lustrując okolicę spod przymrużonych powiek. Jedyną jego oczywistą słabością wydawała się właśnie ta awersja do słońca, a jego zachowanie sprawiło, że zapamiętywało się ją mimowolnie. Drużynnicy irracjonalnie spodziewali się, że Lustro lada chwila ich zdradzi, co jednak mimo wszystko nie następowało. Dodatkowej nerwowości dostarczał fakt docierania do centrum otaczających Las Wisielców wydarzeń – siedziby, jak mówiono, demona rodem z Czeluści, prawdziwego skurczybyka tamtych czasów. Chociaż dobroczynne działanie posiadanego przez mrocznego elfa reliktu dawało zebranym wokół niego osobom odrobinę wytchnienia, ciężki, leśny zapach i absolutna cisza w wyrastającej przed nimi kniei nie nastawiała dobrze do wyzwania, jakie ich czekało.

Wreszcie trafili na miejsce, zapadając w gęstwiny. Słowa z trudem przecinały gęste jakby powietrze, a wszyscy poczuli się tak, jakby wkroczyli do leża jakiegoś dzikiego zwierza. Gdzieś po drodze dołączyli do nich Larhale. Siwek jednego z nich stulił uszy, machał ogonem i gryzł wędzidło.

- Rozdzielimy się tak, jak będzie to możliwe - rzekł Lustro, szepcząc, choć poza drużynnikami nigdzie nie było widać żywej duszy. Wyraźnie i jemu udzieliła się atmosfera konspiracji. - Nie odchodźcie za daleko - dodał, wyciągając swoją broszę i przypinając ją na swej klatce piersiowej, do fałdu skórzni. Widok świetlistego przedmiotu dodał zebranym nieco otuchy. - Rozglądamy się i zapamiętujemy drogę, przeczesujemy las, a potem wracamy do obozu – powtórzył znaną wszystkim drużynnikom mantrę, spoglądając po kolei na każdego z nich. - Znajdziemy to bydlę.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Omival
Posty: 73
Rejestracja: 27 gru 2013, 22:00
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 43348566
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2832

24 maja 2015, 22:33

TŁO MUZYCZNE

Jeden dzień… Jeden byt… I pewien las… Tak niewiele potrzeba, aby utracić marzenia, aby pogrzebać wspomnienia, aby zostać bez krzty nadziei na lepsze jutro. Granica między życiem, a śmiercią jest niewielka (niczym biust Anante), o czym przekonali się Patrioci – śmiałkowie, którzy tylko z nazwy byli gotowi oddać siebie za wyzwolenie ojczyzny z demonicznych mocy. Po chaosie, który zapanował w sercu Lasu Wisielców z całą pewnością można stwierdzić, że nie byli oni gotowi na tak brawurową misję, jaką okazał zwiad. Knieja udowodniła, że nie bez powodu dzierży swoją nazwę, tak bardzo zlekceważoną przez najemników, którzy od dłuższego czasu wisieli na niciach losu, targających ich mimowolnie w kierunku niemal namacalnej czeluści.

Można powiedzieć, że życie Omivala usłane było różami… Lecz zamiast wonnych kwiatów, najczęściej napotykał na kolce, które dotkliwie go raniły. Matka się go wyrzekła, ojciec wykorzystywał, stracił jedyną bliską mu osobę, został pożarty i wypluty przez rybią bestię, ludzie w jego otoczeniu niekoniecznie za nim przepadali, nie miał przyjaciół, aż wreszcie trafił do parszywych gęstwin, gdzie los dawał mu do zrozumienia: „Omivalu, życie jest brutalne, świat cię nie potrzebuje, więc zostań chociaż pożywką dla oślizgłych wiwern…”. Jednak nie można pozwolić, żeby seria niepowodzeń decydowała o życiu tudzież śmierci. Wszystko można zmienić i mag wody w to wierzył, marzył o lepszych czasach, pragnął szczęścia… Niestety sytuacja, w jakiej przyszło mu się znaleźć była naprawdę krytyczna.

Opanowany gniewem mag wody nie potrafił myśleć racjonalnie, a krople krwi spływające po jego korpusie jeszcze bardziej go rozjuszały. Kiedy pięściami dosięgnął celu, w jego oczach rozpaliły się ogniki psychopatycznej ekscytacji. Zamierzał zaspokoić swój głód krwi, pragnął w okrutny sposób uśmiercić Darriana, gestem kierując jego krew ku otworom w głowie, którędy to miała opuścić ciało. Przeciwnik padł i nie wyglądało na to, aby stracił chociaż trochę posoki, w przeciwieństwie do Omivala stojącego w nabierającej czerwonej barwy kałuży. W jednej chwili ciało brodatego najemnika przeszła lekka fala gorąca, poczuł on też ugryzienie, lecz nic nie mogło go oderwać od dokończenia egzekucji, a przynajmniej tak się mogło wydawać, bowiem Omivala nieoczekiwanie poczęła ogarniać swoista niemoc, zarówno fizyczna jak i psychiczna, a dodatkowo coraz bardziej swoją obecność zaznaczała Roia, stająca się coraz większym utrapieniem. W międzyczasie okolicę zaczęła pokrywać gęstniejąca mgła, która mieszając się z dymem mocno utrudniała widoczność. Omival szarpiąc się z gadem męczył się, czuł, że dzieje się z nim coś złego. Na chwiejnych nogach oddalił się nieco od Darriana i padł z impetem w wypełnione po brzegi spływającą wodą spore zagłębienie, tym samym przygniatając, być może miażdżąc smoczycę. Jego ciało coraz mocniej drętwiało, siły witalne wyraźnie go opuszczały, instynkt przetrwania zaczynał przyćmiewać jego gniew. Jego psychika była nadszarpnięta, a z każdą chwilą mogło być gorzej. Magowi wody potrzebna była pomoc, a w owych okolicznościach mógł liczyć tylko na łaskę bogini wody. Ostatkiem sił zacisnął chustę na szyi, następnie chwytając swój kryształowy amulet – łzę Ourelii, przyłożył go do rany.

– O moja Pani… – rzekł, lecz nie dokończył. Jego sparaliżowane usta nie były w stanie wymówić kolejnych słów. O moja Pani, błagam o Twą pomoc, niechaj twa łza ukoi me rany! Jakoby wypełniona Twą mocą, a wyrwana z mej piersi, na powrót połączy się ze mną, zwracając mi siły, którymi mnie obdarzyłaś. To Ty Ourelio dałaś mi nowe życie i masz prawo je zabrać, aliści pozwól mi bytować pośród żywych, jako Twój oddany sługa… Morska matko, ratuj swe dziecię!, mówił w swych myślach, po czym resztkami swej mocy, pokrył rany cienką warstwą lodu, starając się zapobiec dalszej utracie krwi, a następnie opadłszy wraz z Roią na dno bajorka spróbowałby zamrozić jego zwierciadło, tworząc niejako podwodną mogiłę, ostatecznie tracąc przytomność.

Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

25 maja 2015, 13:53

Darrian dobrze wiedział na czym stał, kiedy zaczął walkę z Omivalem, i nie miał wielkich nadziei na pokonanie go w pojedynkę, gdzie miał w jego planie pojawić się Drasim, mający dokończyć dzieła. Oczywiście, cały plan poszedł wpizdu, kiedy medyk zdecydował się zostawić go na pastwę maga wody. W sumie, nie winił go za to, sam zrobiłby pewnie to samo, używając tego otwarcia by ratować samego siebie i nie przejmowałby się żywotem tego, kto mu to umożliwił. Pomiędzy odgłosami wydawanymi przez Rinej a skupieniem na swoim przeciwniku, mag umysłu nie miał kiedy zauważyć, że Drasim tak naprawdę udał się toczyć własną walkę, być może trudniejszą od tej, którą przyszło mu prowadzić, ale w sumie nie miało to też dla niego zbyt wielkiego znaczenia.

Znaczenie miał Omival, o czym ciężko było zapomnieć, dostając dwa szybkie ciosy w twarz, których w swoim stanie półelf nie był w stanie uniknąć, zablokować a tym bardziej oddać. Jego plan B, polegający na zakończeniu walki jednym, celnym ciosem okazał się dość mało warty, gdyż pod naporem ataków wciąż sprawniejszego przeciwnika nie miał do tego okazji. Nie miał nawet czasu dojść do siebie po chwili zamroczenia ciosami w twarz, gdy jego nogi nagle zaczęły drętwieć a cała reszta ciała zaczęła okazywać mało komfortowe, nienaturalne odczucia. Normalnie szybko połączyłby fakty ze sobą i wydedukował, że krew też jest cieczą a miał do czynienia z magiem wody, acz w tej chwili Darrian potrafił tylko się zorientować, że padł na kolana i był na łasce najemnika. Na szczęście, nie trzeba było odwoływać się do pokładów litości wybrańca Oureli (co spokojnie dałoby się zrobić, gdyby półelf mógł użyć swoich mocy).

Ratunek nadszedł z nieoczekiwanej strony, gdyż okazało się, że Roia, która na kilka poprzednich chwil gdzieś znikła, postanowiła ugryźć maga wody. Z początku, magowi umysłu wydawało się, że tylko to odwlecze nieuniknione, gdyż nie miał sił uciekać, nawet korzystając z kupionego przez smoczątko czasu. O dziwo jednak, dziwny wpływ jaki półelf odczuwał zaczął słabnąć, a ciało jego przeciwnika padło na ziemię bez czucia, prawdopodobnie z racji jadu, który Roia okazała się posiadać w swoim arsenale.

Niestety, nawet mimo tego heroicznego aktu małego gada, Darrian dołączył do swojego przeciwnika na ziemi, całkowicie wyczerpany najpierw raną zadaną przez Larhala, następnie wędrówką, walką i teraz Omivalowym psuciem w jego układzie krwionośnym. Jego umysł jeszcze pracował, mając teraz jeszcze dość sił na jedną decyzję. Nie podobało mu się to, ale w obecnej sytuacji zabrakło mu opcji. Gdyby nie decyzja, by zaatakować maga wody, może dałby radę jakoś wymknąć się z pola bitwy, w które przemieniło się miejsce, w którym byli, ale na takie myśli było za późno.

- Skończ się zabawiać i weź czego chciałaś. - Myśl, którą wysłał do Rinej, była poganiająca i pełna niezadowolenia, jakby wypowiedziana do dziecka, które nie chce odejść od zabawek, do którego straciło się cierpliwość. Nie obchodziło go, co się stanie, kiedy ta zrobi swoje, gdyż była to jedyna szansa, jaką teraz miał. W najlepszym przypadku będzie musiał tak rozgrywać jej posunięciami, by z kolei ona znalazła się w podobnej sytuacji w jakimś momencie w przyszłości a w najgorszym, rozłoży jego umysł na części pierwsze. Zawsze lepsza taka szansa niż zamknięcie oczu i poddanie się, leżąc w błocie.

Awatar użytkownika
Anante
Posty: 187
Rejestracja: 30 gru 2013, 10:08
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=46352#46352

01 cze 2015, 17:07

Oszołomiona półdemonica wpatrywała się w ślad za płomieniami, jak gdyby właśnie utraciła wszelką wolę i świadomość. Przygasłe, karminowe oczy stopniowo zdawały się ciemnieć i mętnieć, gdy ogarnięta szokiem kobieta rozglądała się wokół. Do jej umysłu ledwie dochodziło wspomnienie koszmarnego żaru, mieszające się z bólem oparzonej skóry. Co ja zrobiłam? wymamrotała w myślach, wodząc nieprzytomnym spojrzeniem po płomieniach ogarniających świat wokół niej. Ogłuszona przeraźliwym hukiem płomieni prawie nie słyszała odgłosów walki. Nawet jej oczy zawodziły ją dostrzegając jedynie kontury otoczenia, wciąż oślepione i łzawiące. Ledwie poczuła chwilę gdy upadła na ziemię, klękając pośród otaczających ją popiołów. Prawie nie miała już siły płakać. Wszystko od czego tyle lat uciekała, każda chwila jej nieludzko wydłużonego życia, pełna uczynionego jej dłońmi cierpienia odbijała się w jej ogarniętym chaosem umyśle. Jednak...nie czuła prawie nic, jak gdyby wszelkie myśli i uczucia wypalił płomień który stworzyła. Ostały już tylko popioły, niczym śnieg okrywające szary świat wokół niej. Nie czuła, nie widziała... nie potrafiła nawet cierpieć i jedynie pełne bezsilnego żalu łzy spływały po jej osmolonych policzkach. Dosyć...mam już dosyć... wymamrotała przez spierzchnięte usta, prawie bezgłośnie, ocierając oczy wierzchem dłoni i tylko rozsmarowując na niej bród. Nie myślała już racjonalnie; w ogóle prawie nie myślała. Była koszmarnie zmęczona, a każdy ruch zdawał się tylko spychać ją poza krawędź wyczerpania. A mimo to chciała spróbować uciec od tego wszystkiego. Dźwignąć się jakoś i zbiec, byle dalej od tego szaleństwa. Dalej od samej siebie. Jeśli tylko mogła, ruszyła ścieżką wytyczoną przez płomienie. Równie pusta, jak szlak który sobie stworzyła.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 522
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

01 cze 2015, 20:56

Nie miał pojęcia co skłoniło go do ataku na potwora z Czeluści. Jakiś głos w głowie mówił mu, że to jedyne wyjście. Uciec nie będzie w stanie, a ginąć tutaj nie chciał. Być może dzięki tak bliskiej obecności broszy udało mu się częściowo zachować jasny umysł, a przynajmniej tak mu się wydawało. W końcu za cel obrał sobie demona, sprawcę tego całego zamieszania, istotę, która zrównała z ziemią wioskę. Możliwe, że było to nawet odważne, ale równocześnie bardzo głupie. Miał cichą nadzieję, że jeśli mu się nie uda to chociaż skłoni bestię do odwrotu i nie zginie podczas swoich szaleńczych prób.

Całą swoją koncentrację Drasim skupił na demonie. Jego użycie magii zostało zakończone sukcesem, ale czasu na świętowanie nie było. Wiedział tylko, że wystrzelone przez niego sztylety poleciały w kierunku istoty z Czeluści, ale nie zastanawiał się czy trafił, ani nie czekał na rezultaty tego ataku. Od razu ruszył ze znalezioną wcześniej włócznią by zakończyć żywot stwora. Nie sądził tak naprawdę, że mu się uda wszystko co sobie zaplanował, ale miał przynajmniej szansę na zranienie demona i zyskanie małej przewagi. Dotarcie do demona nie było mu jednak dane, tuż przed uzdrowicielem, z ziemi wystrzeliły oślepiające kolumny ognia lub jakiejś energii, nad tym cyrulik się zbytnio nie zastanawiał. Odruchowo skoczył za najbliższe drzewo, ratując tym samym swoje życie. Bezpośrednie trafienie czymś takim z pewnością skończyłoby się jego śmiercią.

Drasim wychylił się lekko na ułamek sekundy zza drzewa, żeby sprawdzić gdzie znajduje się bestia. Dopiero wtedy zauważył, że prawy rękaw jego szaty zajął się płomieniami. Mężczyzna krzyknął krótko, ale nim zdążył podjąć jakiekolwiek działania, ogień zniknął, głównie za sprawą ulewy. Słup energii ledwie go musnął. - Jak tu walczyć z czymś takim? - Zastanowił się w myślach uzdrowiciel. Długo jednak się nie zastanawiał nad tym, szybko bowiem zmienił drzewo za którym się chował. Starał się wybrać takie, żeby znajdowało się już trochę bliżej demona, ale zwracał uwagę przede wszystkim na to by odległość dzieląca jego aktualną kryjówkę od następnej była jak najmniejsza. Uważał też na podłoże, w końcu w lesie było niesamowicie ślisko.

Czasu na wymyślenie jakiegoś sensownego planu nie miał zbyt wiele. Wątpił czy dałby radę pokonać demona pozwalając mu po prostu na "wystrzelanie sie" z energii. W końcu nie mógł tworzyć tych słupów ognia w nieskończoność. Kiepska to była taktyka. Najlepiej było przejść chyba do bezpośredniej walki. Z tego co Drasim widział, stwór nie miał żadnej broni przy sobie. Cyrulik również nie był jakoś bardzo uzbrojony, pancerza nie posiadał, ale miał za to włócznię. Już miał ruszać do kolejnego ataku, gdy poczuł niesamowite gorąco i kątem oka zauważył burzę ognia. Jak się po chwili okazało, była to sprawka Anante, która teraz wyglądała z daleka jak zagubione dziecko. Uzdrowiciel nie miał teraz czasu myśleć nad tym co się tam stało, miał swoje problemy.

Szybko rozejrzał się za jakąś porzuconą bronią, ściągając swoje rękawice i chowając je do torby w międzyczasie. Jeśli żadnej by nie znalazł, zamierzał użyć noża myśliwskiego, który powinien gdzieś być jeszcze w jego torbie. Trzymając go w jednej ręce, a w drugiej włócznię, zamierzał po raz kolejny zmienić drzewo za którym się chował. Tym razem jednak chciał na moment się zatrzymać w połowie drogi, żeby wycelować ostrze i ponownie wystrzelić je w demona tak samo jak poprzednie sztylety. Nie miał zamiaru patrzeć czy broń sięgnie celu, chciał jak najszybciej znaleźć się za drzewem. Później pozostało mu skakanie z jednej "kryjówki" do drugiej, ciągle zbliżając się do potwora by przejść do walki włócznią. Starał się zmieniać kierunki też, żeby nie być łatwym celem. Mógł mieć tylko nadzieję, że nie zostanie trafiony ognistym promieniem śmierci.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3784
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Megalomania

01 cze 2015, 22:52

MG

Las Wisielców płonął. Ekscesy Anante, tak te przeszłe jak i te obecne, za nic miały sobie słabnącą już nieco ulewę. Chaotyczna aura demona, ciągle obecna w tym miejscu, wzmagała i wypaczała efekty zaklęć, czyniąc wytworzony przez kobietę ogień praktycznie niemożliwym do ugaszenia. Sprawczyni całego tego pięknego bałaganu mogła go teraz wyłącznie podziwiać. Opowieść o jej czynie z pewnością będzie powtarzana przez dziesięciolecia dziesięciolecia – w końcu nieczęsto zdarza się, aby pośrodku kniei pojawiła się szeroka, wypalona do cna ścieżka prowadząca w gęstwiny. Nikt Anante nie niepokoił – związany przez Lustro strażnik został spopielony, podobnie jak (prawdopodobnie) również sam elf. Darrian i Omival leżeli w ściółce, a Drasim i Somirion nadal zajmowali się sobą. Było co oglądać. Nienaturalne płomienie biły wysoko w powietrze, a wiatr daleko niósł ich ciepło. Rozedrgane gorącem powietrze wypełniało polanę, nadając wydarzeniom, jakim świadkowała kobieta, jeszcze bardziej surrealistycznego sznytu.

Napięcie rosło z minuty na minutę. Ostatni przeciwnicy ważyli wzajemnie swoje siły, nie próbując ich jednak w otwartym boju. Nie mogli wiedzieć, że goni ich czas. Rinej potrzebowała go nieco dla siebie, niespiesznie kończąc zabawy ze swoim (wydawałoby się – ulubionym na ten moment) przyjacielem, demonem Arhelianosem. Wyglądało na to, że przypadli sobie do gustu, rozstając się w dobrej komitywie, co jakimś sposobem rozsierdziło Darriana, który musiał przed sobą przyznać, że czuje nieprzejednaną zazdrość. Od dawna we współdzielonej przez Rinej i półelfa jaźni nie pojawił się ktoś trzeci. Wiedźma była spragniona kontaktu z kimś obcym i wykorzystała go tak, aby był dla niej najkorzystniejszy. Bała się, to było jasne, ale była też doświadczona, starając się nie okazywać swej słabości. Zapraszała swego towarzysza do coraz to innych światów, jakie przed nim kreowała. Arhelianos był ciekawy, co wydarzy się później i to właśnie ta ciekawość sprawiła, że Rinej nie została natychmiastowo zmiażdżona, odsłaniając drogę do umysłu swego nosiciela.

Dalsze przyjemności zostały jednak zepchnięte na dalszy plan, gdy międzyspektralna wiedźma wzięła ciało Darriana w całkowite posiadanie. Wobec jego zgody i krańcowego osłabienia udało jej się to nad wyraz łatwo. Doprowadzenie skórzastego wora, jakim był teraz półelf, do użyteczności okazało się nieco trudniejsze. Rinej pomogła sobie przy tym sobie tylko znaną sztuką, umiejętnie dozując ją tak, aby zła aura jej nie wypaczyła. Jej moc z gracją pływała na falach nienawiści Arhelianosa, wykorzystując je wszędzie tam, gdzie mogła. Zupełnie jak wtedy, gdy wykorzystała moc Extrem do własnych celów, formując z niej dokładnie to, czego zapragnęła. Mistrzyni tworzenia nierealnych światów nie miała zbyt wiele własnych zasobów (szczególnie po śmierci jej ciała), ale potrafiła naginać cudze do własnych celów. Darrian nosił ją już bardzo długo, więc zdążyła odnaleźć się w nowej sytuacji, dopasowując także do niej.

Zepchnięta w cień jaźń Darriana trafiła do dobrze znanej jej scenerii. Mag czuł swoje iluzoryczne ciało zupełnie tak, jakby nie znajdował się teraz w dobrze spreparowanej iluzji, a w realnym świecie. Obok szerokiego, zastawionego wiejskim jadłem stołu, przy którym siedział, płonęło potężne, przyjemnie rozgrzewające jego członki ognisko. Wszystko było tak, jak to zapamiętał. Na rozgwieżdżonym niebie pyszniła się ogromna tarcza księżyca. Brakowało tylko iluzji tańczących i śpiewających wieśniaków, cieszących się z wymyślonego przez Rinej święta Pełni Łask. Wiedźma, choć uważana przez maga za roztargnioną, zapatrzoną w siebie i całkowicie podległą emocjom istotę, zdołała kiedyś naprawdę utworzyć ten świat z cudzej mocy, zapełniając go całkiem wiarygodnie spełniającymi swoje role chłopami. Nie była to jedyna sprzeczność, jakiej doświadczył Darrian – Rinej pragnęła go i nie pragnęła, była doświadczona i popełniała głupie błędy, tworzyła światy i nie potrafiła ich zabezpieczyć. Jak na osobę, która uniknęła śmierci przez przeniesienie własnej duszy do ciała swego oprawcy wydawała się osobą szczególnie niefrasobliwą. Choć nie było powodu zadawać kłamu jej słowom, trudno było uwierzyć, że ma na karku kilkaset lat. Darrian miał nawet wrażenie, że ją zdominował, naginając jej wolę do swojej i manipulując nią tak, aby pomagała mu w realizacji jego celów. Zawsze jednak w momentach, w których popadał w skrajną pewność swoich dociekań, Rinej wywracała je do góry nogami, zaskakując pokazami dziwacznych mocy, niezwykłą przenikliwością umysłu czy wiedzą. Wyglądało na to, że nadszedł jeden z tych momentów.

Spółkowanie z demonem opłaciło się wiedźmie, która teraz doskonale korzystała z jego aury, nawet nie próbując naginać jej do swej woli. Zamiast tego dostroiła się do niej najlepiej, jak tylko mogła. Powód jej milczenia podczas niemal całego zwiadu wyjaśnił się bardzo szybko – Rinej zajęta była obmyślaniem sposobu wykorzystania krążącej w Lesie Wisielców mocy. Dopiero jednak zetknięcie z umysłem samego Arhelianosa upewniło ją w przekonaniu, że jej założenia nie są błędne.

Kiedy niemal wszyscy Patrioci byli już całkowicie bezużyteczni, do głosu doszła właśnie ona, znaleziona gdzieś pośrodku Nicości kobieta bez ciała. Była wiekowa i cierpliwa, działając dopiero wtedy, gdy nic nie mogło jej przeszkodzić. Zdarzało jej się to wcześniej, głównie wtedy, gdy Darrian, a tym samym istnienie Rinej, był zagrożony. Nigdy jednak nie ujawniała zbyt wiele, reagując tylko tam, gdzie było to konieczne, bez szczególnej efektowności, choć również bez spektakularnych rezultatów. Co jak co, ale poznawanie świata przez cudze zmysły, poświęcając większość własnej mocy na utrzymanie własnego istnienia nie było zbyt łatwe. Tego jednak potrzebowała teraz najbardziej.

Darrian był odprężony. Zauważył, że jego ciało pozbawione jest ran, a uszkodzone, osłabione ramię znów jest sprawne. Rozkoszne zmęczenie wzięło go w posiadanie, gdy skierował tępe spojrzenie na leżącą przed nim, pieczoną kaczkę. Czuł, że może tutaj siedzieć w nieskończoność, odpoczywając jak po bardzo ciężkim dniu. Nie był jednak sam. Rinej pojawiła się przy nim w postaci, w jakiej ją poznał – czarnowłosej i ciemnookiej, bardzo młodej dziewczyny. Błąkający się na jej ustach uśmieszek nadawał jej twarzy zmysłowego wyrazu lekkiej nieśmiałości przemieszanej z ciekawością. Kiedy zaczęła dobierać się do Darriana, ten nie miał nawet siły zaoponować. Dosiadła go lekko i z gracją, pływając wraz z nim w spokojnym rytmie, lekko muskając jego myśli swoimi.

– Byłam tylko ciekawa… – szepnęła, delikatnie muskając wargami płatek lekko spiczastego ucha mężczyzny.

Nikt nigdy nie zapytał, co robiła w utworzonym z mocy i wspomnień Extrem świecie, a szkoda. Niektórzy, jak Darrian, trafiali tam przypadkiem, wchodząc do jednego z dzikich portali rozrzuconych po Omnispektrum. Ona jednak była tam wcześniej, rozkoszując się wizją rozkwitającego na jej oczach uniwersum. Odnalazła je jako jedna z pierwszych i uszczknęła część dla siebie, tworząc namacalną wizję, która dotąd mieściła się tylko w jej głowie. Moc, którą wtedy się posługiwała, była plastyczna, pozwalając jej stworzyć dokładnie to, czego zapragnęła. Aura Arhelianosa była dużo mniej konkretna, subtelniejsza i mniej namacalna. Mimo tego wystarczyła.

Odległy demon, wcześniej ochoczo zaproszony do umysłu Rinej, został teraz odeń odcięty. Kryształowo czysta jaźń wiedźmy realizowała swój dziki plan z doskonałą precyzją, panując nad sobą doskonale. Sterowane przez wiedźmę ciało Darriana poruszało się pokracznie, napędzane po części siłą własnych mięśni, a po części wzmaganą przez wiatry aury Arhelianosa telekinezą. Stwór był zbyt daleko, by móc przebić się przez obronę doskonale znającą jego metody i obeznanej z umysłową magią Rinej. Zerwał kontakt, pozostawiając swego sługę, Somiriona, bez pomocy. Ten zaś nie spodziewał się, że na płonącej polanie może pojawić się jeszcze jeden przeciwnik.

Jej jedyną bronią był jej własny umysł. Nie potrafiła używać potężnych form magicznych w tym ciele i w tym świecie. Nie mogła postąpić inaczej. Somirion został zamknięty w klatce stworzonej z jego własnych koszmarów, a było ich wiele. Podjudzone przez korzystającą z doprawionej sztuczkami Rinej moc Darriana wyłączyły go z akcji, kreując przed nim iluzję doskonalszą od jakiejkolwiek innej. Był wrogiem sam dla siebie, a niezdolny do zrozumienia otaczającej go rzeczywistości popadł w nią jeszcze głębiej. Ostatecznie wystarczyło, aby wiedźma jedynie nadzorowała ten proces. Komicznie poruszające się ciało półelfa cały czas postępowało w jego kierunku, sterując prądami aury demona wedle swego zamysłu. Stojący nieopodal Drasim również przypadkowo stał się celem zaklęcia Rinej, popadając w katatoniczny stan braku kontroli nad własnymi odruchami. Krzyknął, zatrząsł się i zsunął na ziemię po drzewie, za którym jeszcze chwilę temu ukrywał się przed śmiercią. Wcześniej zdołał wyprowadzić swój atak, jednak nie miał szans na podziwianie efektów – jakiekolwiek by one nie były.

Triumf wiedźmy nie trwał jednak długo, bowiem oto przy przejętym przez nią ciele pojawiła się otulona w ciemny płaszcz postać. Jej ruchy były szybkie, a dzierżony przez nią mieszek z nieznaną zawartością rozsupłał się w mgnieniu oka. Długie palce dostały się do jego wnętrza, od razu wydostając się z werwą. Zarodniki grzybów trafiły prosto w twarz Darriana, który wciągnął je przez nos.

– Śpij, skurwysynu – rzekł Lustro, uderzając półelfa w twarz. Rinej nie mogła się bronić. Nie umiała sterować tym ciałem tak dobrze, jakby sobie tego życzyła, a nawet to nie gwarantowałoby jej sukcesu. Nie umiała też walczyć, a jej odruchy były spowolnione przez zaskoczenie wywołane pojawieniem się mrocznego elfa oraz zmęczeniem, jakiego doznała po usidleniu Somiriona i – rykoszetem – Drasima. Wycofała się całkowicie w głąb połączonej jaźni swojej i Darriana, widząc jednak, że ten nie jest w stanie utrzymać przytomności także tutaj. Był bardziej zależny od przymiotów swego biologicznego nośnika, zatapiając się w odmęty światów, do których nie miała dostępu. Wiedźma zrobiła swoje, siadając na jednym z wolnych krzeseł. Pełnia Łask świeciła nad nią, gdy zapadła w miękki sen, pozwalając rzeczom dziać się poza jej świadomością. Cokolwiek miało wydarzyć się teraz, nie zależało już od niej.

Nie szczędząc swego dziwacznego proszku Lustro uśpił także tych, którzy jeszcze utrzymywali przytomność. Nie było ich wielu. Stan zwiadowców utrzymymał się przez całą drogę do Aldhalu.

//Wszyscy, oprócz Roii, którą Lustro się nie przejął, mają ode mnie z/t. Kontynuacja tego posta pojawi się soon.
Awatar użytkownika
Roia
Posty: 105
Rejestracja: 28 mar 2013, 14:31
GG: 18983323
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42275#42275

04 cze 2015, 19:28

Szalejący mężczyzna zaczął się robić nieco apatyczny i chwiejny. To było sygnałem, że czas się ulotnić. Znajdująca się na nosie Omivala jaszczurka, wybiła się na małych łapkach i skoczyła w powietrze. Zabiła skrzydłami i pisnęła cicho, nurkując za drzewo, gdzie schowała się na kilka chwil. Wychylając łeb, potrafiła dostrzec tylko płomienie trawiące kolejne drzewa. Wszelkie koszmary, jakie mogły ją dręczyć we śnie, nawiedziły ją na jawie. Spanikowana nie wiedziała co ze sobą zrobić. Wyskoczyła zza drzewa na dźwięk upadającego ciała, czy raczej ciał. Zarówno nieprzytomny znany Roi jako „Rinej”, jak i Omival, runęli na ziemię. Podbiegła długimi susami do tego pierwszego i potrąciła bezwładną głowę nosem. Nic. Zielonołuska zaskrzeczała, ale nie dostrzegła żadnej reakcji.

Potem ciało nagle zaczęło wstawać. Wydawało się to mało naturalne, biorąc pod uwagę poruszenia ciała, dlatego ze stłumionym piskiem, gadzina w trzech susach oddaliła się i ukryła za korzeniem. Akcja potoczyła się jakoś szybko, chociaż przeciągało się w czasie. Pozostałe stojące na dwóch nogach istoty, zaczęły zachowywać się dziwnie na widok Rinej. Znikąd pojawił się Lustro na powrót ją kładąc. Zielona wpatrzyła się w niego, przywierając do ciała duże skrzydła, po czym pobiegła w bok, w las, zupełnie zapominając dlaczego wszyscy tu przyszli i jakby co tu robili. Zatoczyła koło gdzieś za leżącą Anante i unikając ognia skoczyła na niepłonący konar. Trochę jak wiewiórka. Kiedy dostała się do Drasima on też leżał nieprzytomny. Wszędobylski smród palonej roślinności połączony z zapachem mokrej ziemi w pewien sposób otumanił Roikę. Przestraszona ilością płomieni uznała, że musi go ocucić, przez co woda w jego włosach zmieszała się z gadziną śliną.

Cucenie mężczyzny było trudnym zadaniem. Skakała po nim, deptała, gryzła i ciągnęła za włosy, a tu nic! Kątem oka dostrzegła idącego w tą stronę mrocznego elfa. Odruchowo, nie wiedząc gdzie się ukryć, wlazła do torby mężczyzny, kuleczkując się w niej tak, jak podczas podróży w tą stronę. Nie czując tutaj ciężkich kropel deszczu, ani gorąca płomieni uznała, że to niezłe miejsce na kryjówkę. Kiedy już miała wychylić się i sprawdzić co się dzieje, poczuła ruch. Torba zaczęła się przemieszczać zapewne wraz z uzdrowicielem. Z tego powodu przywarła do jej dna czekając na uspokojenie się środka lokomocji.

Z/t

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 17 użytkowników online :: 4 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 13 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Aleksis Bentrum, Google [Bot], Grynfa, Kerreos
Liczba postów: 52179
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.