Las Wisielców

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Las Wisielców

04 lip 2014, 19:36

W okolicy stołecznego miasta Autonomii niewiele było takich miejsc, jak to. Oczywiście – istnienie Jaśminowego Parku, stanowiącego bez mała jedną czwartą terenów miejskich Wolenvain, jednoznacznie świadczyło o szacunku założycieli tego państwa do natury i jej przymiotów, jednak zdecydowanie nie zatrzymało od wykarczowania większości lasów przy rzece Iqui. Tworząca się cywilizacja człowiecza wymagała ofiar, a tych nie brakowało, także po stronie środowiska. Ten jednak fragment starożytnej puszczy niegdyś porastającej te tereny pozostał nietknięty, a były ku temu dobre powody.

[ifwdesc=right,Położenie Lasu Wisielców na mapie świata.]https://i.imgur.com/reKpkzy.png[/ifwdesc]

Z całą pewnością można było bowiem powiedzieć, że las ten zasłużył sobie na swoją nazwę. Od zarania dziejów wieszano tutaj przedstawicieli każdej nieprzychylnej rządzącym grupy. Pierwsze zawisły elfy, które podczas datowanego na 24EF Zmierzchu Ylminy wypędzono z Wolenvain, następnie jeńcy i zdrajcy obu stron podczas Wojny o Autonomię, a do niedawna jedynie przeciwnicy polityczni oraz przywódcy tłamszonych szybko, lokalnych rebelii.


Do pewnego czasu opłacalnym było utrzymywanie w Lesie Wisielców mocnego garnizonu zamkowego, jednak na chwilę obecną stojąca w nim Biała Twierdza stała opuszczona, stanowiąc od czasu do czasu siedziby bandytów na tyle butnych, aby się w niej osiedlić. Szczęściem zazwyczaj zagrożenia udawało się pozbyć dość szybko, dzięki czemu knieja stanowiła stosunkowo bezpieczne miejsce polowania. Co ciekawe jednak, niewielu ważyło się w nią zapuszczać. Słuchy o krążących w niej, wisielczych duchach i od lat niezdjętych z gałęzi skazańcach potrafiły odstraszyć każdego.


Las, jak przystało na jeden z niewielu niemal nietkniętych ingerencją człowieka, zalesiony był niezwykle chaotycznie. Zdarzały się w nim dzikie polanki, ale również miejsca tak zarośnięte, że przedarcie się przez nie zdawało się wręcz niemożliwe. Do Białej Twierdzy prowadziły z Traktu Iquańskiego i Traktu Rybackiego kręte, niezadbane i dawno zapomniane ścieżki. Innych dróg prowadzących przez knieję brakowało.


MG

Dotarcie do Lasu Wisielców zajęło prowadzonej przez zwanego Lustrem mrocznego elfa drużynie kilka dobrych godzin. Słońce przetoczyło się po niebie, chyląc się ku zachodowi, co mimo jesiennej pory sprowadzało na wędrowców ostre, palące promienie. Myśliwi, obaj o imieniu Larhal, wysforowali się na czoło pochodu. Jeden z nich jechał konno, drugi przez jakiś czas biegł u jego boku, z łukiem o założonej cięciwie w dłoni. Wkrótce jednak obaj zniknęli za jakimś pagórkiem, a ich dostrzeżenie szybko utrudniły rosnące coraz gęściej drzewa.

Lustro mówił niewiele, odpowiadając rzeczowo na zadawane mu pytania i cały czas roztaczając wokół siebie aurę cwanego gracza, któremu nie sposób było zaufać. W jego aparycji było coś, co przyciągało i przekonywało innych do przyjęcia jego zdania, jednak jednocześnie każdy z obecnych wiedział, że nie powierzyłby mu swojego życia. Niestety, był on kapitanem tego malutkiego oddziału Patriotów i nie można było tak po prostu nie uznać jego słów. Wykazał zresztą, że zna się na wielu rzeczach, choć niechętnie wydzielał swoją wiedzę, ograniczając się jedynie do niezbędnych informacji.

Nie szli ścieżką, a przez wertepy, co spowalniało ich, ale też dawało odpowiednie ukrycie. Długouchy nakazywał absolutną czujność, samemu lustrując okolicę spod przymrużonych powiek. Jedyną jego oczywistą słabością wydawała się właśnie ta awersja do słońca, a jego zachowanie sprawiło, że zapamiętywało się ją mimowolnie. Drużynnicy irracjonalnie spodziewali się, że Lustro lada chwila ich zdradzi, co jednak mimo wszystko nie następowało. Dodatkowej nerwowości dostarczał fakt docierania do centrum otaczających Las Wisielców wydarzeń – siedziby, jak mówiono, demona rodem z Czeluści, prawdziwego skurczybyka tamtych czasów. Chociaż dobroczynne działanie posiadanego przez mrocznego elfa reliktu dawało zebranym wokół niego osobom odrobinę wytchnienia, ciężki, leśny zapach i absolutna cisza w wyrastającej przed nimi kniei nie nastawiała dobrze do wyzwania, jakie ich czekało.

Wreszcie trafili na miejsce, zapadając w gęstwiny. Słowa z trudem przecinały gęste jakby powietrze, a wszyscy poczuli się tak, jakby wkroczyli do leża jakiegoś dzikiego zwierza. Gdzieś po drodze dołączyli do nich Larhale. Siwek jednego z nich stulił uszy, machał ogonem i gryzł wędzidło.

- Rozdzielimy się tak, jak będzie to możliwe - rzekł Lustro, szepcząc, choć poza drużynnikami nigdzie nie było widać żywej duszy. Wyraźnie i jemu udzieliła się atmosfera konspiracji. - Nie odchodźcie za daleko - dodał, wyciągając swoją broszę i przypinając ją na swej klatce piersiowej, do fałdu skórzni. Widok świetlistego przedmiotu dodał zebranym nieco otuchy. - Rozglądamy się i zapamiętujemy drogę, przeczesujemy las, a potem wracamy do obozu – powtórzył znaną wszystkim drużynnikom mantrę, spoglądając po kolei na każdego z nich. - Znajdziemy to bydlę.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Anante
Posty: 187
Rejestracja: 30 gru 2013, 10:08
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=46352#46352

21 paź 2014, 13:32

Półdemonica przystanęła na chwilę, spoglądając bacznie na mrocznego elfa. Żyła już na tym świecie prawie tyle, co poniektóre elfy, a przynajmniej tak się jej zdawało. Jednak, pomimo tych wszystkich lat nie potrafiła rozgryźć ani ich umysłów, ani działań. Zdawali się zupełnie oderwani od rzeczywistości, a może po prostu postrzegali zupełnie inny świat, który tylko miejscami stykał się z jej i innych, śmiertelnych. Choć sama nie wiedziała już kim, czy raczej czym jest. Nie specjalnie się nad tym zresztą zastanawiała, zawsze liczyło się coś innego. Bo i po co roztrząsać sprawy, na które nie miało wpływu? W każdym jednak razie przed sobą miała elfa, który najpewniej miał coś nie tak z klepkami pod swoją czupryną. W dodatku był to elf mroczny, co tylko sprawę pogarszało. Nie widziała ich za wielu, nawet po tyle latach bycia najemnikiem, jednak pamiętała jedno: to były zimne skurwysyny. A ten radosny uśmieszek na wieść o zdecydowanie zabójczym stworzeniu, w wyjątkowo paskudnym miejscu tylko potwierdzał jej opinię. Najgorsze jednak w jej odczuciu było to, że ani trochę nie kreślił obrazu swych myśli. Jako dowódca wręcz nie powinien spowiadać się przed podwładnymi jednak, gdy Ci wyraźnie byli skołowani należałoby ich choć troszkę uspokoić. Cóż, jak widać każdy miał swoje metody, a to ona była podwładną i tej roli na razie zamierzała się trzymać. W takim momencie jakikolwiek bunt byłby wyrokiem śmierci dla wszystkich. Zresztą, pewnie skurwysyn był fenomenalnym szermierzem i nim ktokolwiek zrobiłby cokolwiek skończyłby bez głowy, albo ręki. Nie, zdecydowanie wolała być w jednym kawałku.

Jego kolejne słowa nie uspokoiły jej za bardzo, jednak sporo rozjaśniły. Musieli coś ze sobą przynieść, w końcu absolutne fiasko było nieakceptowalne pod żadnym względem. Zresztą z dwojga złego, chyba lepiej było trafić na wściekłą wiwernę, niż sprawcę tego całego zamieszania. Odetchnąwszy ciężko, skinęła tylko głową, nie potrzebując się odzywać. Miała niejasne wrażenie, że elf w jakiś sposób jednak starał się wziąć na siebie odpowiedzialność za drużynę, jednak leżał w tym jeden szkopuł. Larhale nie wydawali się ani trochę zasługiwać na swój los, a jednak Lustro pominął ich w swej trosce bez mrugnięcia okiem. Pytanie kiedy i oni staną się równie zbędni? Idąc spokojnie i w miarę cicho u boku Drasima, słuchała wyjaśnień dowódcy, udzielanych Omivalowi. Cóż, może nie dowiedziała się wiele nowego, jednak i te szczegóły były przydatne. Z kimś, czy raczej czymś co oszalało lepiej było uważać, a skoro było do tego jadowite, to dodatkowo powinna wzmóc ostrożność. No chyba że chciała skończyć jako konający ochłap mięsa, a raczej nie było to w jej planach na następne stulecie, czy dwa. Wtem, elf zaczął czołgać się po poszyciu.

Poprawiwszy torbę, by nie przeszkadzała jej w poruszaniu się i nie chrzęściła za bardzo, zaczęła posuwać się w ślad za nim, naśladując na ile to możliwe jego ruchy. Powoli wspinając się na wzgórze, baczyła by nie chrzęścić za bardzo. W końcu chciała jeszcze pożyć, tak jak i źle nie życzyła nikomu z towarzyszy. Bestja wyglądała naprawdę okazale, choć z tego co czuła musiało być jej daleko do majestatu i pierwotnej siły, jaką reprezentowały sobą smoki. Mimo to, wraz Roią dawał jej obraz jak mogą wyglądać te jaszczury. No i oczywiście stanowił godnego wroga. W sumie, gdyby mogła w tej chwili ominęłaby ją szerokim łukiem, byle nie dać się wyczuć. Z dwojga złego lepiej było walczyć z człekiem, niż takim bydlęciem. W agonii różne rzeczy mogły się trafić, nie mówiąc o wcześniejszej fazie. Mimo to cholera nie była za duża, rzekłaby że nawet wychudzona w porównaniu do rycin jakie widziała i opisów. Zresztą geniuszem nie trzeba było być, widząc jej sylwetkę. bardziej jednak jej wzrok przyciągały ciała na ziemi. Nie miała jednak zamiaru jeszcze się podnosić. Zrobiłaby tym sobie i wszystkim większą krzywdę niż pożytek. Czekając na opinię pozostałych, leżała spokojnie, zastanawiając się jak wyeliminować gadzinę. Kula ognia, raczej niewiele by dała. Jeśli cholerstwo oszalało, to pewnie i instynkty przestały mu poprawnie działać, reagując agresją, a nie strachem. W zanadrzu półdemonica miała jednak więcej sztuczek.

Jedną z nich były dosyć specyficzne, ogniste pociski. Sam ogień mógł tylko wypalić, jednak, gdy odpowiednio zwiększyć jego temperaturę mógł wgryźć się w ofiarę naprawdę głęboko i boleśnie. Wtedy starczył jeno zostawić go na miejscu i obserwować skwierczenie. Jak zamierzała tego dokonać? Szepcząc mistyczne słowa, brzmiące niczym szelest płomieni (których za cholerę nie rozumiała..), przeplecione z elementami opisu swego dzieła, palcami prawej dłoni rysowałaby w powietrzu przed sobą dziwaczne symbole, nakładające się na przybliżony rys jej zaklęcia. Jednocześnie w swej pamięci odszukałaby samą kwintesencję czaru. Nie musiała rozumieć ognia, by nim władać. Wystarczyło dać mu płynąć. Problem był tylko w tym, że jak każda bestia lubił kąsać. Właśnie siłą woli nakładała mu kaganiec, który znikał gdy wybrała cel. W każdym jednak razie… pierwej przed nią powstałyby trzy niewidoczne gołym okiem płomyki w bezpiecznej odległości od siebie i towarzyszy (około metra). Zważając na to, by znalazły się możliwie z dala od wody w początkowej fazie kreacji, mogłaby obserwować jak te raptownie zwiększają swą temperaturę. Obserwując wiwernę, wypowiadałaby ostatnie słowa zaklęcia. Nie mogła chybić, w szczególności gdy była w lesie, a pożar był ostatnim na co mogli sobie pozwolić. W końcu, gdy punkty zaczęłaby realnie oddziaływać na otoczenie, co ona odczułaby jako powiew gorąca, a jej towarzysze najpewniej jako nieznośny żar, prawie że wyszeptałaby ostatnią zgłoskę. Punkty zwiększyłaby drastycznie swą objętość do rozmiarów sporych dyń, cały czas utrzymując niezmienną temperaturę. Wszystko to trwałoby może ułamek sekundy, po którym trio wystrzeliłoby w stronę bestii. Dzięki naprawdę krańcowo wysokiemu skupieniu, mogłaby cały czas korygować tor lotu, jeśli tylko stwór postanowiłby gdzieś się odsunąć. Jeden pocisk ugodziłby w jej pysk, a dwa najpewniej w skrzydła, albo brzuch, starając się uszkodzić możliwie jak największy fragment paskudy. Gdy tylko zagłębiłyby się w ciele maszkary, uwolniłaby zaklęcie, pozwalając już naturalnie płonąć bydlęciu.

Szóstka… skoro było ich więcej, a wiwerna to padlinożerca, to gdzieś blisko musi znajdować się to co ich utłukło. Ta konkluzja nie poprawiła jej nastroju, wzmagając tylko narastającą desperację. Miała ochotę zakląć soczyście, jednak wolała w tej chwili ograniczyć się do prawie szeptu, dobrze jednak słyszalnego przez elfiego wojownika i pozostałych

Jeśli mamy tu towarzystwo, to chyba lepiej byłoby nie zostawiać sobie oszalałej bestii za plecami. Mogę spróbować ją nieco… przypalić. Wątpię by dalej bała się ognia, ale jeśli się uda powinna być nieco uszkodzona, a przynajmniej zdezorientowana. -zerknęła na krople, które zaczynały spadać wokół–Wolałabym tylko uniknąć robienia tego w deszczu, więc albo teraz, albo nigdy.

Wtem dostrzegła Roię. Niezbyt interesowało ją co tliło się w dziecięcym umyśle smoczka, jednak zdecydowanie nie było to nic rozsądnego. Nie miała zresztą czasu się roztkliwiać nad jej głupotą, a tym bardziej współczuć tego, co najpewniej zrobi każdy rozsądny członek drużyny. Pojebało ją? To była jedyna myśl, jaka wybiła się z plątaniny w jej głowie. Ani trochę się jej to nie podobało. Jeśli smoczyca wydostanie się poza obręb ochronnej aury, do trzech kul, które najpewniej będzie musiała posłać w wiwernę, dołączy jedna, mniejsza ale równie gorąca. Gdzieś w sercu trochę było jej szkoda kieszonkowego zwierzaczka, jednak ani trochę nie osłabiało to jej woli. Lepiej by była martwa, niż szalona i groźna dla wszystkich. Ograniczała ją jednak nieprzychylna jej mocy aura. Oby się udało mruknęła w myślach i jeśli dano jej wolną rękę zaczęła czarować.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

25 paź 2014, 21:04

MG

Co niewątpliwie było oczywiste dla kogoś takiego jak Lustro, a czego Roia po prostu nie mogła wiedzieć, to to, że posługiwanie się łukiem długim wymaga wieloletniego szkolenia. Łucznicy byli wybierani spośród plebsu i ćwiczeni z polecenia możnych panów. Ich ciała dostosowywały się do posługiwania się tym potężnym orężem w celu jego pełnego wykorzystania. Żadna osoba, która nie ma doświadczenia w strzelaniu z tego typu łuku nie mogłaby nawet marzyć o ustrzeleniu wiwerny z takiej odległości.

Obserwowana przez zwiadowców istota znajdowała się dość daleko, nie zdając sobie sprawy z ich obecności. Był czas na zaplanowanie dalszych ruchów, które można było spokojnie omówić. Drasim poinformował Lustro o wyniku swoich obserwacji. Elf skrzywił się. Wszyscy wiedzieli, że rachunek się nie zgadza i trzeba będzie podejść bliżej, aby zbadać miejsce zdarzenia w poszukiwaniu reszty ciał. Dalsze słowa medyka wyrażały kolejną prawdę ogólną. Jeżeli wiwerna nie opuści żerowiska, a drużyna jej nie zabije, misja zostanie skazana na porażkę. Walka z gadem nie wydawała się najszczęśliwszym wyjściem. Po chwili jednak pojawiły się pewne bardzo informacje od strony Omivala.

- Jeżeli pozostali kapłani żyją, na pewno poszaleli - odpowiedział na to długouchy. - Lepiej, żebyś to nie ich wyczuwał.
Propozycja brodatego, która nadeszła zaraz po tym, niechybnie zainteresowała pozostałych. Lustro wyglądał, jakby chciał o nią dopytać, jednak w tym momencie spod jednego z rosnących przed zwiadowcami krzewów siłą została wyrwana smoczyca Roia, która w międzyczasie zdążyła się już nieco oddalić. Lustro wzdrygnął się, widząc, co się wydarzyło.

- Ktoś ją zatrzymał? - zapytał, łypiąc na stojącego na uboczu Darriana, który nie wyglądał na sprawcę tego zamieszania. - Coś ty chciała zrobić…? - dodał z powątpiewaniem, wpatrując się w jaszczurkę, której wielki plan ostatecznie nie został wcielony w życie. Drasim trzymał jaszczurkę mocno w swym telepatycznym uścisku, choć kosztowało go nieco więcej wysiłku, niż z początku planował. Choć lecząc Darriana nie stracił zbyt wiele mocy, wyraźnie czuł, że jego zasoby nie są nieskończone. Oczywiście Roia mogła próbować się wyrwać, prawdopodobnie nie rozumiejąc, co tak właściwie się wydarzyło. Póki co jednak konsultacje na temat dalszych posunięć mogły trwać nadal.

Anante zasugerowała swoją opcją, co spotkało się z natychmiastowym sprzeciwem Lustra.

- Nie chcemy tutaj pożaru, a ogień może odkryć naszą pozycję - argumentował krótko, acz dobitnie. - Omivalu, jak chcesz to zrobić? - zapytał dowódca, postanawiając najwyraźniej, że z tej dwójki lepszy pomysł zaprezentował mężczyzna. Mimochodem obserwował działania Roii, nie wiedząc, co tym razem może jej odbić.

Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

26 paź 2014, 14:39

Darrian świetnie zdawał sobie sprawę z tego jak mało przydatny teraz był, ale niektórzy z jego towarzyszy wcale nie wydawali się o wiele lepszymi sojusznikami od niego. W sumie, on już swoje zrobił, prowadząc proste polowe badanie demonicznej aury na podstawie, którego kapłani i magowie zainteresowani tą sprawą może będą w stanie coś zdziałać. Pewnie, że jego użyteczności ofensywnej mogło brakować, zwłaszcza, jeśli wiwerna postanowiłaby dostać wścieklizny ale i tak jeśli zainteresowałby się nimi demon to raczej nie mieli szans, z nim czy bez niego.

Przynajmniej na tle pozostałych, jego stan mógł jedynie nieco spowalniać grupę, ale nie narażał ich na faktyczne zagrożenie, jak to Roia i kobieta postanowiły zrobić. Najpierw smoczątko postanowiło zrobić.. półelf w sumie sam nie wiedział co, ale wyglądało to, jakby wybierała się w stronę obserwowanej przez zwiadowców kreatury, co pomijając nawet wyjście z zasięgu broszy, mogło się tragicznie skończyć. Gdyby nie osłabienie, sam spróbowałby ją telekinetycznie zatrzymać, w czym na szczęście został wyręczony przez kogoś innego, i najbardziej prawdopodobnym podejrzanym był uzdrowiciel. Miało to sens, umiejętność poruszania rzeczami bez dotykania lub trzymania ich w kupie raczej się przydawała podczas leczenia cięższych obrażeń. Oczywiście najpierw podejrzenie padło na niego, na co odpowiedział jedynie wzruszeniem ramion, gdyż może i byłby w stanie zebrać się na proste telekinetyczne przesunięcie tak małego obiektu jak Roia, acz wolał nie marnować resztek energii, które trzymały go w stanie przytomności.

Jakby jaszczurzych wybryków było mało, Darrian nie powstrzymał się od wywrócenia oczami na propozycję użycia magii ognia w lesie. Lustro raczył wymienić powody, dla których był to tragiczny pomysł, i tym razem nie można było się z nim nie zgodzić, zwłaszcza, że mag pomyślał dokładnie to samo. Przynajmniej teraz wiedział, co leży w zdolnościach ognistowłosej kobiety i był to właśnie ogień. Prosta acz efektywna, niemal czysto ofensywna magia, której mógł używać ktoś, komu telepatia wyłączała głowę, jak to wcześniej miał okazję zaobserwować.

W sumie, tylko najemnik raczył powiedzieć coś ciekawego, acz przekonanie, z jakim mówił o swoich "przeczuciach" było zastanawiające. Następnie zaproponował ogłuszenie wiwerny, co brzmiało trochę samobójczo, ale może byłoby to warte ryzyka, zwłaszcza, że to nie życie półelfa byłoby przedmiotem tego ryzyka. Nawet jak ktoś by zaproponował jakieś ryzykowne wyczyny z nim w roli głównej, mógłby jedynie odmówić, gdyż chwilowo nadawał sie wyłączenie do tego co robił – siedzenia na czterech literach oraz pilnowania tyłów i konia, który nadal był nienaturalnie spokojny, biorąc pod uwagę otoczenie. Może był to wpływ broszy?

Awatar użytkownika
Omival
Posty: 73
Rejestracja: 27 gru 2013, 22:00
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 43348566
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2832

27 paź 2014, 17:53

Omival, pochłonięty wcześniej szukaniem potencjału magicznego w wiernie, nawet nie zauważył kiedy jej smocza krewniaczka wymknęła się z towarzystwa zwiadowców, by wcielić w życie niecne plany swojej bystrej, zielonej główki. Dobrze jednak, że ktoś szybko zareagował, bo niekoniecznie mogło skończyć się to dobrze. Roia była bardzo nierozważna i impulsywna, jak to dziecko, a raczej smoczę. Niemniej, jako istota rozumna, każdy ruch powinna uzgodnić z pozostałymi członkami drużyny, gdyż swawola w tak trudnej sytuacji mogła doprowadzić – w najlepszym przypadku – do ujawnienia ukrytych w gąszczu najemników. Sytuacja oprócz dziecinnej bezmyślności pokazała jednocześnie dobre cechy niektórych członków wyprawy, a mianowicie czujność tudzież gotowość do akcji. Omival nie wiedział kto zatrzymał smoczycę, początkowo jego podejrzenia padły na Darriana, lecz ten wyraźnie zaprzeczył… Nie ważne kto, ważne, że skutecznie, pomyślal.

Być może to dzięki okolicznościom, w jakich znaleźli się Patrioci, ale obawy Omivala zostały potraktowane poważnie. A sam Lustro liczył, że się nie sprawdzą. Jeśli jacyś kapłani żyli, zapewne znajdowali się pod wpływem aury z czeluści, a jaki mogła mieć na nich wpływ? Strach było myśleć. Pytająca mina dowódcy wskazywać mogła, iż oczekiwał jakichś dokładniejszych wyjaśnień odnośnie przeczuć, lecz w jednej chwili jego uwaga przeniosła się właśnie na niesforną jaszczurkę. Niemniej, nie można było wciąż bezczynnie przypatrywać pobojowisku, a zacząć obmyślić jakąś kolej działań…

Pomysł Anante, chociaż świetnie obmyślony, w lokacji, w której się znaleźli, z perspektywy Omivala był nierozsądny. Dodatkowo sama idea zabawy ogniem, wywoływała w nim czystą niechęć i delikatny przestrach. Pożar mógłby sprowadzić jeszcze większe niebezpieczeństwo niż to dotychczas. Podobną opinię miał Lustro, który stanowczo sprzeciwił się propozycją ognistowłosej.

Najwyraźniej mówienie pod nosem, nie było aż tak ciche, jak Omival sądził. Nawet oddalony od niego Darrian, wydawać by się mogło, zdołał zrozumieć jego szepty, które zwróciły uwagę zwiadowców, tym samym wymuszając ich wyjaśnienie. Omival miał kilka pomysłów na uporanie się z wiwerną, a każdy pełen był wad i zalet, strzałów w dziesiątkę i drobnych uchybień. Z racji, iż brodaty najemnik nie znał natury bestii, ciężko było mu określić jak może zachować się ona podczas ataku, a zatem jaki plan działania obrać. Zadecydował więc, w skrócie objaśnić ewentualne strategie walki.

– Mówiłeś, że wiwerna to niezbyt mądre stworzenie – zwrócił się do Lustra. – Dodatkowo jest ona mocno zajęta posiłkiem, więc myślę, że niebawem… – uciął, spoglądając w poszarzałe niebo – Niebawem mogłoby mi się udać jakoś ją obezwładnić, w najlepszym razie zabić – dokończył z odrobiną pewności siebie. – Ale do rzeczy… Mogę wysłać w jej stronę pokaźnej wielkości pocisk, a o ile się nie ruszy, powinienem trafić bez większego problemu. – Omival widział, ze bestia niemal nie zmienia swej postawy ponad zwłokami, jednak wolał mieć pewność oraz dodatkową taktykę. – Aby zmniejszyć ryzyko chybienia, ktoś mógłby unieruchomić bestię na kilka sekund, tak jak przed momentem zatrzymana została Roia. Jeśli to co dotychczas powiedziałem wam nie odpowiada, można postąpić w nieco inny sposób, ale realizacja potrwałaby znacznie dłużej, a nie sądzę, żebyśmy mieli za wiele czasu. Chyba, że ktoś ma inny plan? – zakończył pytaniem, po czym skierował wzrok ku wiwernie. Pozostało poczekać na odzew Lustra.

Deszcz i tyle możliwości!

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3792
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

11 lis 2014, 22:29

MG

Pytanie Lustra pozostało bez odpowiedzi, choć wobec tego, co zaproponował Omival, jej kształt mógł zaważyć na dalszych planach zwiadowców. Darrian oddalił od siebie podejrzenia, co pozostawiało do wyboru jedynie Anante i Drasima. Ta pierwsza nie wydawała się szczególnie biegłą w umysłowej magii, więc drogą dedukcji można było z łatwością wskazać wybawiciela Roii. Oczywiście w tym lesie nic nie wydawało się łatwe i oczywiste. Mroczny elf zmarszczył brwi, ostatecznie nie doczekując się żadnego potwierdzenia od zielonookiego medyka. Pilnie obserwował tak jego jak i małą smoczycę, nie wiedząc najwyraźniej, co ma począć z faktem tak jawnego zastosowania telekinezy. Ostatecznie zdecydował się skupić na słowach Omivala, po których zapadła chwilowa cisza. Lustro przemyślał sprawę szybko, wiedząc, że nie ma czasu do stracenia. Wiwerna nie wyglądała na skorą do odlotu, a każda chwila w kniei przybliżała ich wszystkich do szaleństwa. Ospałość jaszczura była kompletnie nie na miejscu. Skrzydlata istota pożywiała się, ale dość niemrawo, nie poruszając się nadto i zachowując się, jakby była ranna. Naturalnie żaden z obecnych nie mógł wiedzieć, jak normalnie zachowują się wiwerny, niemniej jednak nie wydawało się to naturalne.

- Dobra - przyzwolił Lustro, przystając na plan Omivala całkiem w ciemno. Nie mógł mieć pewności, czy przypadkiem i ten zwiadowca również nie zechce podpalić lasu, ale sprawa nagliła, a dalsze rozmowy nikomu by już nie pomogły. - Niech się dzieje co chce. Wal z unieruchomieniem - spojrzał przeciągle na Drasima - albo bez, nie mamy na to czasu. Przygotujcie się, nie wiemy, co się wydarzy – rzekł, wyciągając swe ostrza. Równie dobrze mógłby ich użyć przeciwko Omivalowi, gdyby tylko coś poszło nie tak, a pretekst z obawą przed nieznanym był dobry jak każdy inny. Wiadomym było, że nastroje w drużynie w każdej chwili mogły całkowicie podupaść, szczególnie w sytuacji stresowej. Lustro nie wydawał się przeciwnikiem siłowych rozwiązań takich spraw, gotów zapewne do wydłubania każdemu krzykaczowi dodatkowego otworu oddechowego. Wszystko spadło zatem na tego, który deklarował ogłuszenie wiwerny. Od tego, co zrobi, zależała dalsza część misji.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 522
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

13 lis 2014, 17:11

Smoczyca była prawdziwym utrapieniem dla drużyny. Tym razem, chciała zapolować na istotę kilka razy większą od niej, wydostając się poza bezpieczną aurę roztaczaną przez broszę. Na szczęście, wszystko skończyło się dobrze i zamiary Roi zostały udaremnione. Drasim mocno trzymał ją za pomocą telekinezy, chociaż kosztowało go to więcej mocy niż zakładał. Ignorując pytanie Lustra, skupiał się na tym co robi, chcąc sprowadzić zielonołuską do siebie i postawić ostrożnie na ziemię.

- Nie ruszaj się stąd, tutaj jesteś bezpieczna. – Powiedział przyciszonym głosem do smoczycy i obserwował ją, na wypadek, gdyby znów chciała zrobić coś głupiego. Uzdrowiciel w międzyczasie przysłuchiwał się rozmowie swoich towarzyszy, którzy omawiali kolejne pomysły na zabicie lub też przepędzenie wiwerny. Skrzywił się, gdy usłyszał propozycje Omivala i Anante, będąc sceptycznie nastawiony do tych planów. Zresztą, mroczny elf od razu odrzucił pomysł płomiennowłosej, okazując większe zainteresowanie propozycją najemnika.

- Nie sądzę by to się udało. – Rzekł krótko zielonooki, kierując swój wzrok na Omivala. - Faktem jest, że gadzina wygląda na ospałą oraz jest zajęta swoim posiłkiem, ale nie mamy pewności czy nie zorientuje się w ogóle, gdy w jej strone coś poleci. – W tym momencie Drasim wziął nieco głębszy oddech, zamierzając wszystko podsumować i wyjaśnić. - Odległość dzieląca nas od wiwerny jest bardzo duża, twój pocisk musiałby być bardzo szybki, żeby jej nie zostawić czasu na reakcję. Wspomniałeś, że można by było unieruchomić nasz cel, tak jak przed momentem zrobiłem to ze smoczycą. Jest to niemożliwe do wykonania, przynajmniej dla mnie. Po pierwsze jest za daleko, po drugie jest za duża, no i jest to żyjąca istota. Mógłbym oczywiście spróbować, ale całkiem możliwe, że wyzionąłbym ducha. – Podsumował wszystko uzdrowiciel.

- Postawiłbym suwerena, gdybym go miał, że to się nie uda. Wolałbym nie pokładać zbyt dużych nadziei w magii. Jedynym rozwiązaniem, które widzę, byłoby podejście bliżej. – Powiedział na koniec Drasim. Nie sprzeciwi się, gdyby jednak doszło do wykonania planu Omivala, w końcu muszą trzymać się razem i kłótnie nie były im zupełnie potrzebne. Lustro dał sygnał brodaczowi, że może zaczynać. Uzdrowiciel złapał tylko mocniej swój kostur i przyglądał się gadzinie, która według planu miała być wkrótce martwa. Zielonooki zerkał również na Roię i rozejrzał się dookoła, nim jeszcze Omival zaczął realizować swoje założenia. Teraz mógł już tylko czekać i modlić się do bogów.

Awatar użytkownika
Omival
Posty: 73
Rejestracja: 27 gru 2013, 22:00
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 43348566
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2832

14 lis 2014, 17:09

Omówienie strategii Omivala zajęło krótką chwilę, po której nastała niepokojąca cisza, przeszywana szumem coraz intensywniejszego deszczu. Krople przyjemnie muskały twarz mężczyzny, powolnie skapując z coraz dłuższej brody. Było to jedno z ulubionych doznań, gdyż nic tak nie koiło jego nerwów jak orzeźwiający, naturalny prysznic. Zresztą na nic innego nie mógł w tej chwili liczyć. Nie spuszczając oka z wiwerny, wciąż czekał na jakikolwiek komentarz ze strony zwiadowców. Nie chciał postępować pochopnie, jak Roia, dlatego wolał poznać zdanie towarzyszy na temat jego planu.

W końcu głos zabrał Lustro, którego opinia wydawać się mogło była kluczowa. Wyraz twarzy elfa wskazywał, iż nie był on w pełni przekonany do słów Omivala, lecz nie pozostawało mu nic innego, jak przystać na jego pomysł, zważywszy, że nikt inny niczego więcej nie zaproponował. Co prawda pozostawał jeszcze odwrót, ale w mniemaniu dowódcy zapewne nie wchodził w grę. Lustro zgodziwszy się, ponaglał najemnika do wprowadzenia koncepcji pozbycia się wiwerny w życie, jednocześnie mobilizując pozostałych członków do gotowości. Omival czuł, że kontynuacja misji zależy teraz w dużej mierze od niego. Zanim jednak doszło do czegokolwiek, swoimi obawami zdążył podzielić Drasim.

Jego słowa wywarły jeszcze większą presję na pomysłodawcę, jednak była ona motywująca. Mężczyzna wiedział, że koniecznie musi wcelować w gada i go zlikwidować. Brak unieruchomienia zapewne w jakiś sposób zmniejszał prawdopodobieństwo sukcesu, ale nie wolno było się poddawać. Omival uważał również, że smok nie znajduje się w cale tak daleko jak twierdził uzdrowiciel, przecież było już wyraźnie ciemno i deszczowo, a gadzina wciąż była całkiem dobrze widoczna. Ponadto odgłos padających na liście kropel wystarczająco zagłuszał wszelkie inne dźwięki, dlatego świst pocisku, również powinien być niesłyszalny. Dezyderat zbliżenia się do bestii dla Omivala wydawał się jeszcze bardziej ryzykowny niż dystansowy atak z zaskoczenia.

– Nie zgodzę się z tobą Drasimie, ale również nie muszę cię do unieruchomienia wiwerny – skwitował krótko Omival.

Lustro na pewno wiedział, na ile można podejść do wiwerny, aby nie wyczuła obecności zwiadowców, dlatego właśnie pozostawali w gąszczu, nie wychylając się zanadto. Być może deszcz zamaskowałby ich zapach, ale wielkość grupy i gwałtowne ruchy, z niewielkiej odległości, mogłyby zostać dostrzeżone. Najemnik wierzył, że mu się uda. Pozostało mu się teraz skupić i zacząć działać.

Omival począł się czołgać po zielonym runie, przesuwając się bezszelestnie nieco na bok, między drzewa, gdzie ciało jego w jednej chwili spowił cień lasu. Powstał więc z zadowoleniem, bezpiecznie skryty w mroku, na wzniesieniu pośród pni, niedaleko gotowych do akcji towarzyszy, stale w obszarze działania antydemonicznej broszy. Wyśmienita pozycja, pomyślał i zaczął się koncentrować na wykonaniu planu. Omival zadecydował nie wykorzystywać spadających strug deszczu, gdyż nienaturalny ich kierunek, ku brodaczowi, mógłby zwrócić uwagę kreatury. Skupił się zatem na tym, co znajdowało się już na ziemi. Kilkoma powolnymi zamachnięciami rąk sprawił, iż woda zaczęła płynąć w jego stronę krętymi, wąskimi strumykami. Wszelkie bogate pokłady cieczy prędko opuszczały wszechobecne mchy, by te mogły je szybko uzupełnić dostawami z chmur. Również namoknięta gleba zmuszona była oddawać wierzchnie zasoby niezbędnej do życia tudzież obecnie niezbędnej do czarowania materii. Nie spodziewał się, że zdoła zgromadzić tak pokaźne źródło wody. Kiedy wokoło postaci Omivala utworzyła się dużej wielkości kałuża, wiedział, że może przejść do kreacji pocisku.

Wzniósł wyprostowane ramiona na wysokość głowy, otworzył dłonie i płynnymi ruchami nakreślał w powietrzu kształt dużej kuli. W pewnym momencie obszar działania jego rąk wypełnił się bladą mgiełką, po czym szybkim gestem jednej dłoni, wodę spod jego stóp skierował w górę, otaczając mgiełkę płynną, kilkucentymetrową powłoką. Wyglądało to jakby przezroczysty wąż oplatał duże, ptasie jajo. Gdy rdzeń pocisku był gotowy, ponownym, gwałtownym, falistym posunięciem wyrzucił sporą ilość deszczówki w powietrze rozdzierając ją na podłużne paliki, a następnie rozmieścił je dookoła sfery, jak najgęściej zdołał.

Teraz był już niemal gotowy do natarcia. Wyszedł z bajorka, by celnym wzrokiem nakierował elementarną kulę na ciągle zajętą ucztą wiwernę, odsłaniającą właśnie bok cielska i tył głowy. Wzgórze, na którym stał zwiększało widoczność i ułatwiało obranie kąta wyrzutu. Omival zdecydował, że kulę poprowadzi tak, aby uderzyła w górną część karku lub potylicę. To powinno skutecznie usunąć jedno z zagrożeń w tej obmierzłej kniei. Nie tracąc ani chwili dłużej, zamroził wodne paliki, pozostawiając w nich odrobinkę wody, aby móc nadal nad nimi panować, następnie potężnym zamachem wypchnął najeżony pierścieniami sopli pocisk. Im dalej produkt jego magicznej kreacji się znajdował, tym mniejszy wpływ na jego trajektorię miał. Nie było powodów wątpić, że coś pójdzie nie tak. Wierzył, że Ourelia czuwa nad nim i zsyła na niego los szczęścia. Gdy kula opuściła zasięg działania jego mocy, Omival stwierdził, że ostrożności nigdy nie za wiele i jeśli wbrew oczekiwaniom jego oraz pozostałych zwiadowców coś pójdzie niezgodnie z oczekiwaniami, trzeba będzie coś szybko zaradzić. Nie tracąc pocisku z oczu, zaciskając zęby, instynktownym ruchem położył dłoń na rękojeści jednego ze ostrzy. Pozostało czekać na finał. Ostre sople załatwią sprawę, podniósł się jeszcze na duchu.

Ourelio, na dożywotnie oddanie się Twej boskości, spraw, aby nasz misja powiodła się i abyśmy szczęśliwie opuścili ten przeklęty las.

Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

14 lis 2014, 18:10

Dlaczego ten Omival musiał być taki tajemniczy z tym, co chciał zrobić. "Pocisk". Co to znaczy "pocisk"? Po tym w jaki sposób mówił o swoim planie, świadczyło, że chodzi mu o magię, ale jaką, na wszystkich bogów? Gdyby Lustro nie uprzedził półelfa, wyrażając zgodę na ten przesadnie ogólny plan, Darrian doczepiłby się, domagając się szczegółów, co do tego, czym ten "pocisk" miał być, bądź raczej, z czego miał się składać. Teraz, nie miało to sensu, więc jedynym co zrobił, było naciągnięcie kaptura na głowę, w ramach osłonięcia się od deszczu. Przynajmniej, nie był jednym, który miał wątpliwości, gdyż Uzdrowiciel raczył podzielić się własnymi, wręcz wyzywając adresata swoich słów zakładem, wedle, którego miało mu się nie udać, cokolwiek planował, jednocześnie sugerując coś równie głupiego.

- Nie mamy dobrych wyjść z tej sytuacji. Wszystko co można zrobić jest w jakimś stopniu ryzykowne, ale próba ataku dystansowego przebija podchodzenie bliżej w mojej opinii. Zwłaszcza, patrząc na skład naszej grupki. – Skontrował Drasima, przedstawiając swoje poglądy. Na wszystkich bogów, mieli dwóch związanych mężczyzn, konia i rannego, z takim bagażem podchodzenie bliżej nie wchodziło w grę. - Pomógłbym, gdybym mógł. Utrzymanie tej cholery w miejscu byłoby wykonalne w lepszych warunkach. – Dodał, poniekąd przepraszając za własną bezużyteczność, bez okazywania nadmiernej uległości, czy słabości. Czuł się okropnie, ale musiał przynajmniej starać się o sobie przypominać, i trzymać się jakoś, na tyle na ile się dało. Postawiony w sytuacji lidera, zostawiłby kogoś w takim stanie i Lustro nie zdawał się być ponad takimi zagrywkami. Prawdę mówiąc, nie miałby nawet żalu, gdyby takie coś nastąpiło, z racji tego, że miało to sens dla zadania, którego się podjęli, znając zagrożenie.

Iskierka nadziei raczyła wrócić, gdy ich przesadnie tajemniczy towarzysz zabrał się do roboty, w końcu dając im jasno do zrozumienia, co faktycznie chciał zrobić, używając magii wody. Lodowy pocisk miał jakiś sens, acz teoria często nie znajdowała zastosowania w praktyce, jeśli chodziło o magię, używaną pod presją czasu i okoliczności. Darrian natomiast nadal mógł wyłącznie obserwować cudze działania, jednocześnie wciąż czasem rozglądając się, w ramach pilnowania tyłów.

Awatar użytkownika
Anante
Posty: 187
Rejestracja: 30 gru 2013, 10:08
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=46352#46352

14 lis 2014, 20:05

Wersja specjalnie dla ludzi znużonych długością moich pełnych błędów, niemożliwych do czytania grafomańskich wyczynów.

Półdemonica czekała wraz z innymi wpatrując się w zieloną gadzinę, buszującą pośród zwłok. Jej dłoń zaciskała się teraz na rękojeści miecza, czekając tylko by wyszarpnąć go w razie zagrożenia. Nie mówiła nic, ani nie próbowała w żaden sposób nawiązać kontaktu z pozostałymi, sposobiąc się do walki.

Wersja normalna

Półdemonica pokręciła tylko głową na pytanie Omivala i mocniej naciągnęła kaptur na swoją rudą czuprynę, wpatrując się niespokojnie w oszalałe zwierze, rozszarpujące zwłoki leżące przed nimi. Deszcz… czy mogło istnieć coś paskudniejszego i gorszego dla istoty tak ściśle związanej z ogniem jak ona? Woda gasiła, dławiła a w końcu zabijała każdy płomyk. Wsączał się w różne miejsca, zalewała i wychładzała. Trudno było pod nią oddychać, włosy robiły się od niej ciężkie, nie wspominając o tym jak właziła do nosa i ust. Na samą myśl kobieta zadrżała i pobladła. Zdecydowanie nie kochała się z wodą, nawet gdy była mała. Nie znaczyło to bynajmniej, że i z higieną było u niej na bakier, jednako czym innym była zdrowa, gorąca kąpiel, a czy innym wystawanie godzinami w ulewie. Cudownie, po prostu pięknie. marudził w myślach, spoglądając na niebieskookiego szaleńca, który chciał jeszcze kontrolować ten nienawistny żywioł. Czy tylko ona tu miała jeszcze wszystkie klepki na sowim miejscu? Westchnąwszy ciężko, pociągnęła nosem. Lustro miał sporo racji, wzbraniając jej użycia magii ognia, jednak niezbyt poprawiało to jej samopoczucie. Nie dosyć że czuła się bezużyteczna, to nie mogła nijak zmienić tego stanu. Przynajmniej jednak cokolwiek zasugerowała. Zawsze było lepiej, gdy dowódca znał atuty swych podopiecznych, czyż nie? Zresztą, po się oszukiwała? Pewnikiem i tak zaraz zostanie smacznym obiadem dla paskudztwa przed sobą, chwilę po tym jak ktoś skąpie ją w lodowatej cieczy.

Dlaczego cholerni kapłani muszą się zawsze gubić? Mruknęła do siebie, starając się samej policzyć trupy rozrzucone po ziemi. Cholerne sierotki, zapatrzone w święte symbole pewnie co i rusz wpadały na jakieś drzewo, aż i wiwerna się im napatoczyła. Mimo to czuła ukłucie współczucia dla nieszczęśników. Nie byli niczemu winni, by skończyć w ten sposób. Przynajmniej ciarki na jej karku nie były nieuzasadnione, jednak fakt czyjejkolwiek obecności w tym miejscu był mało krzepiący, żeby nie powiedzieć podkopujący morale. Czy był to demon, czy banda wariatów nie czyniło to znaczącej różnicy. Tak czy siak było groźne i nie chciała poznać tego z bliska. Westchnąwszy ciężko łypnęła jeszcze na Roię ściśniętą w niewidzialnym uścisku wężookiego maga. Przynajmniej jeden problem zszedł jej z głowy, jak i wszystkim wokół. Durne i zielone mruknęła w myślach, zdegustowana. Tak to się kończyło, kiedy dzieci szły na wojnę. Szkoda jeno, że w całym tym ambarasie jeno Drasim zdawał się przejawiać jakiekolwiek racjonalne podejście. Jej samej unieruchomienie tak wielkiego stwora wydawało się co najmniej absurdalnym pomysłem, nawet z pomocą magii, ale co ona się tam będzie odzywać? Była tylko zwykłym najmusem, skupionym na napierdalaniu i parciu przed siebie, z durnowatą i prymitywną magią, absolutnie teraz zresztą nieprzydatną. Pokręciwszy okapturzoną głową, uśmiechnęła się ironicznie. Dłonią sięgnęła do rękojeści miecza, podniósłszy się tylko do pozycji, w której kucała, nadal zakryta przez zielony gąszcz. Nie było co strzępić myśli po próżnicy, gdy czekała robota. Pierwszą i jedyną osobą jaką miała zamiar chronić był uzdrowiciel. Reszta niech zajmie się sobą i własnym życiem. Byle się stąd wynieść burknęła,, wpatrując się w ruchy stwora i wodnego maga.

Awatar użytkownika
Roia
Posty: 105
Rejestracja: 28 mar 2013, 14:31
GG: 18983323
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42275#42275

15 lis 2014, 13:25

Poruszała się naprzód, powoli, z wrodzoną zręcznością. Miała wspaniałe plany! I się jej powodziły. Zbliżała się do miejsca, w którym robiła się bardziej spięta i nerwowa, żeby coś nagle ją chwyciło i uniosło. Przez krótką chwilę była sztywna jak trup, ale potem zaczęła się wywijać na wszystkie strony i warkotać cicho, ale wściekle. To był dość wysoki warkot. Wiła się i łypała wzrokiem na wszystko i wszystkich chcąc znaleźć winowajcę. Rozwinęła skrzydła, ale zanim nimi zaczęła bić wylądowała przy Drasimie, którego obdarzyła nienawistnym spojrzeniem i warkotem. Pisnęła na niego w miarę nisko, cicho.

Nie była to raczej złość. Po prostu była przerażona. Została uwięziona a jej próby wyrywania się nie powiodły się. Stwierdziła, że to on, bo do niej przemówił, poza tym miał inny wyraz twarzy. Syknęła na niego jak kot, czy raczej aligator wersja miniaturowa i łypnęła wzrokiem. Zrazu wycofała się dwa kroki za siebie i zaczęła go czujnie obserwować. Oddech zrobił się jej powolniejszy, jakby się czaiła. Zaczęła się przemieszczać. Chciała zajść Drasima od strony pleców, żeby zniknąć z pola jego widzenia. To zielone paskudztwo by zaatakowała! I jego też! Ale coś silnie ją przed tym hamowało. Miała nastroszone wypustki na grzbiecie i trochę drżała, zwłaszcza ogonek. Jakby mówiła "tylko spróbuj!".

Czuła się osaczona po tym, co zrobił. W końcu zerwała się i pobiegła ludzki krok w bok, gdzieś pod drzewo i przy nim się zaczaiła chowając w cieniu przy korzeniach. Warkotała tak cicho, że nikt nie mógł jej raczej dosłyszeć, chyba, że by się zbliżył. Poza tym nadal była spięta, jakby spodziewała się, że zostanie znowu pojmana albo zaatakowana. Coś w niej runęło, kiedy nagle nie mogła zacząć uskakiwać i się bronić niesiona w powietrzu. Czasem syczała nieco głośniej, ostrzegawczo. Grunt pod nią był mokry, deszcz jej jednak nie przeszkadzał. Stojąc tuż przy korzeniu w razie czego miała jak się złapać i zacząć wspinać. Jednak bała się trochę cokolwiek zrobić.

W tym jej małym zamieszaniu ledwo dostrzegła mężczyznę, który zaczął unosić wodę z ziemi. Co tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że jak najbardziej może czuć się zagrożona w tym towarzystwie. Może to wpływ świata zewnętrznego? Tego z dala od broszy. Ale raczej wewnętrznego gdy po prostu nie miała najmniejszej drogi ucieczki z miejsca zagrożenia.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 3 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 3 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1046
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Senti
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.