Las Wisielców

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3796
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Las Wisielców

04 lip 2014, 19:36

W okolicy stołecznego miasta Autonomii niewiele było takich miejsc, jak to. Oczywiście – istnienie Jaśminowego Parku, stanowiącego bez mała jedną czwartą terenów miejskich Wolenvain, jednoznacznie świadczyło o szacunku założycieli tego państwa do natury i jej przymiotów, jednak zdecydowanie nie zatrzymało od wykarczowania większości lasów przy rzece Iqui. Tworząca się cywilizacja człowiecza wymagała ofiar, a tych nie brakowało, także po stronie środowiska. Ten jednak fragment starożytnej puszczy niegdyś porastającej te tereny pozostał nietknięty, a były ku temu dobre powody.

[ifwdesc=right,Położenie Lasu Wisielców na mapie świata.]https://i.imgur.com/reKpkzy.png[/ifwdesc]

Z całą pewnością można było bowiem powiedzieć, że las ten zasłużył sobie na swoją nazwę. Od zarania dziejów wieszano tutaj przedstawicieli każdej nieprzychylnej rządzącym grupy. Pierwsze zawisły elfy, które podczas datowanego na 24EF Zmierzchu Ylminy wypędzono z Wolenvain, następnie jeńcy i zdrajcy obu stron podczas Wojny o Autonomię, a do niedawna jedynie przeciwnicy polityczni oraz przywódcy tłamszonych szybko, lokalnych rebelii.


Do pewnego czasu opłacalnym było utrzymywanie w Lesie Wisielców mocnego garnizonu zamkowego, jednak na chwilę obecną stojąca w nim Biała Twierdza stała opuszczona, stanowiąc od czasu do czasu siedziby bandytów na tyle butnych, aby się w niej osiedlić. Szczęściem zazwyczaj zagrożenia udawało się pozbyć dość szybko, dzięki czemu knieja stanowiła stosunkowo bezpieczne miejsce polowania. Co ciekawe jednak, niewielu ważyło się w nią zapuszczać. Słuchy o krążących w niej, wisielczych duchach i od lat niezdjętych z gałęzi skazańcach potrafiły odstraszyć każdego.


Las, jak przystało na jeden z niewielu niemal nietkniętych ingerencją człowieka, zalesiony był niezwykle chaotycznie. Zdarzały się w nim dzikie polanki, ale również miejsca tak zarośnięte, że przedarcie się przez nie zdawało się wręcz niemożliwe. Do Białej Twierdzy prowadziły z Traktu Iquańskiego i Traktu Rybackiego kręte, niezadbane i dawno zapomniane ścieżki. Innych dróg prowadzących przez knieję brakowało.


MG

Dotarcie do Lasu Wisielców zajęło prowadzonej przez zwanego Lustrem mrocznego elfa drużynie kilka dobrych godzin. Słońce przetoczyło się po niebie, chyląc się ku zachodowi, co mimo jesiennej pory sprowadzało na wędrowców ostre, palące promienie. Myśliwi, obaj o imieniu Larhal, wysforowali się na czoło pochodu. Jeden z nich jechał konno, drugi przez jakiś czas biegł u jego boku, z łukiem o założonej cięciwie w dłoni. Wkrótce jednak obaj zniknęli za jakimś pagórkiem, a ich dostrzeżenie szybko utrudniły rosnące coraz gęściej drzewa.

Lustro mówił niewiele, odpowiadając rzeczowo na zadawane mu pytania i cały czas roztaczając wokół siebie aurę cwanego gracza, któremu nie sposób było zaufać. W jego aparycji było coś, co przyciągało i przekonywało innych do przyjęcia jego zdania, jednak jednocześnie każdy z obecnych wiedział, że nie powierzyłby mu swojego życia. Niestety, był on kapitanem tego malutkiego oddziału Patriotów i nie można było tak po prostu nie uznać jego słów. Wykazał zresztą, że zna się na wielu rzeczach, choć niechętnie wydzielał swoją wiedzę, ograniczając się jedynie do niezbędnych informacji.

Nie szli ścieżką, a przez wertepy, co spowalniało ich, ale też dawało odpowiednie ukrycie. Długouchy nakazywał absolutną czujność, samemu lustrując okolicę spod przymrużonych powiek. Jedyną jego oczywistą słabością wydawała się właśnie ta awersja do słońca, a jego zachowanie sprawiło, że zapamiętywało się ją mimowolnie. Drużynnicy irracjonalnie spodziewali się, że Lustro lada chwila ich zdradzi, co jednak mimo wszystko nie następowało. Dodatkowej nerwowości dostarczał fakt docierania do centrum otaczających Las Wisielców wydarzeń – siedziby, jak mówiono, demona rodem z Czeluści, prawdziwego skurczybyka tamtych czasów. Chociaż dobroczynne działanie posiadanego przez mrocznego elfa reliktu dawało zebranym wokół niego osobom odrobinę wytchnienia, ciężki, leśny zapach i absolutna cisza w wyrastającej przed nimi kniei nie nastawiała dobrze do wyzwania, jakie ich czekało.

Wreszcie trafili na miejsce, zapadając w gęstwiny. Słowa z trudem przecinały gęste jakby powietrze, a wszyscy poczuli się tak, jakby wkroczyli do leża jakiegoś dzikiego zwierza. Gdzieś po drodze dołączyli do nich Larhale. Siwek jednego z nich stulił uszy, machał ogonem i gryzł wędzidło.

- Rozdzielimy się tak, jak będzie to możliwe - rzekł Lustro, szepcząc, choć poza drużynnikami nigdzie nie było widać żywej duszy. Wyraźnie i jemu udzieliła się atmosfera konspiracji. - Nie odchodźcie za daleko - dodał, wyciągając swoją broszę i przypinając ją na swej klatce piersiowej, do fałdu skórzni. Widok świetlistego przedmiotu dodał zebranym nieco otuchy. - Rozglądamy się i zapamiętujemy drogę, przeczesujemy las, a potem wracamy do obozu – powtórzył znaną wszystkim drużynnikom mantrę, spoglądając po kolei na każdego z nich. - Znajdziemy to bydlę.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3796
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

04 gru 2014, 02:33

MG

Bezproblemowa zgoda na plan Omivala ze strony Lustra nie uszła uwadze zwiadowców, szczególnie po tym, jak bez skrupułów zbojkotował pomysł Anante. Jednym z najoczywistszych powodów takigo zachowania było to, że drużyna nie miała innego wyjścia. Rzucanie kulami ognistymi w lesie – choćby podczas ulewy – nie wydawało się zbyt mądre. Ogień było widać z daleka, a grupa musiała unikać rozpoznania. Lustro był jednak elfem, a na dodatek elfem mrocznym. W sprawie musiało być jeszcze drugie dno. Omival nie poinformował, co konkretnie chce zrobić. Równie dobrze mógłby być kolejnym magiem ognia, który zrobi dokładnie to, co zamierzała Anante. Być może to troska o rudowłosą zaważyła na decyzji dowódcy? Wszak jeszcze chwilę temu nie czuła się zbyt dobrze. Rzucanie zaklęć w tym stanie mogło skończyć się tragicznie (a przynajmniej tak z całą pewnością mógłby pomyśleć Lustro).

Chociaż działania ciemnoskórego długo na to nie wskazywały, nie wydawało się, że jego celem było wystawianie swoich podkomendnych na niebezpieczeństwo. Owszem, pozwolił Larhalom się oddalić, nie zatrzymując ich ani słowem, przez co obaj byli teraz niezdatni do użytku, co rodziło pewne podejrzenia co do jego motywów. Z drugiej strony dało to też pewną wiedzę na temat demonicznej aury i pozwoliło innym ustrzec się od podzielenia losu myśliwych. W innych jednak sytuacjach elf zachowywał się w bardziej odpowiedzialny sposób. Sprawa łuczników nadal wydawała się cholernie dziwna, ale drużyna miała inne problemy – jak te w rodzaju wiwerny rozszarpującej ciała tych, których mieli szukać.

Ten, który zadeklarował podjęcie się próby unieszkodliwienia bestii, oddalił się nieco na bok, nie czyniąc przy tym nadmiernego hałasu. Deszcz działał na jego korzyść, dodatkowo tłumiąc wszelkie odgłosy poruszania się. Ukryty za bezpieczną zasłoną drzew, Omival począł tkać swe zaklęcie. Jego ruchy były płynne, zupełnie tak, jakby robił to już setki razy. Wykonał jakiś rodzaj specyficznego tańca, gestami rozkazując otaczającej go wodzie poddanie się jego woli. Powietrze było bardzo wilgotne, pozwalając mu na stworzenie małego obłoczka gorącej pary właściwie bez żadnych problemów. Obłoczek ten otoczony został przez zebraną przez maga wodę, która uniosła się spod jego stóp i uformowała w idealną kulę. Cześć z używanej przez czarownika wody została oddzielona, ukształtowana w swoiste paliczki, po czym umieszczona w formującej się przez Omivala strukturze. Tam zamarzła, kończąc etap kreacji pocisku. Kolczasta lodowymi igłami i wypełniona w środku parą wodna kula wyrzucona została w kierunku wiwerny, która w ogóle się jej nie spodziewała. Potwór był ospały, niezbyt czujny i jakby nieobecny, przez co oberwał czysto – w lewy, zakryty skrzydłem bok.

Jaszczur zaskrzeczał przeraźliwie, podskakując w miejscu i próbując rozłożyć skrzydła, z których jedno zostało dotkliwie poranione. Wielkie krople krwi spadające na ściółkę były widoczne nawet z pozycji zwiadowców, gdy wiwerna zakręciła się w miejscu, sycząc i kąsając niewidocznego wroga. Chwyciła leżącego przed nią człowieka w swe silne szczęki, po czym wyrzuciła go w powietrze. Trup upadł z głuchym plaśnięciem. Widać było, że część z lodowych kolców Omivala wbiła się w jej skrzydło, przyszpilając je do boku, jednak nagłe ruchy bestii wyrwały je i sprawiły jej jeszcze większe cierpienie. Trudno było ocenić, czy doznane rany wkrótce ją zabiją. Niezdolna do zrozumienia, co tak naprawdę się wydarzyło wiwerna próbowała wzlecieć, co z oczywistych względów się jej nie udawało. Z pewnością poczuła się zagrożona, więc zamierzała opuścić polankę; niestety, droga powietrzna była dla niej zamknięta. Zamiast tego, ciągle skrzecząc, pomknęła między drzewa, wkrótce oddalając się tak, że wydawane przez nią odgłosy przestały docierać do uszu drużynników. Wyglądało na to, że Lustro tylko na to czekał.

- Już-już, zanim wróci! Idziemy na miejsce, liczymy trupy, szukamy śladów - zakomenderował, samemu ruszając prosto w stronę dawnego żerowiska potwora. - Cholerny deszcz już pewnie wszystko rozmył… – mruknął, nie zdejmując swych smukłych dłoni z rękojeści broni. Gdy tak mroczny elf wydawał rozkazy, Omival po raz kolejny poczuł, że drużyna nie jest w lesie sama. Jego wyczulone dzięki warunkom atmosferycznym zdolności podpowiedziały mu z całą mocą, że gdzieś w pobliżu znajdowała się co najmniej jedna nieznana mu osoba z pewnym potencjałem magicznym. Nie mógł jeszcze określić jej pozycji; zresztą sam Las Wisielców rozmywał wszelkie doznania i wypaczał je, więc ufanie im nie wydawało się szczególnie dobrym rozwiązaniem. Mag nie wiedział, czy wykrył obserwującego ich demona, żywego jeszcze kapłana czy doznaje anomalii. Magiczne zmysły Darriana również szalały, choć on mógł uznać to za całkowicie normalne – wszak było tak od kiedy tylko wkroczyli do kniei. Teraz jednak uczucie to pogłębiło się, jakby wokół nich gęstniał demoniczny wpływ. Jakkolwiek by nie było, wydawało się, że moment kulminacyjny ich misji jest tuż przed nimi.

Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

05 gru 2014, 13:35

Darrian już się odzwyczaił od tego, że wszystko szło zgodnie z planem, przez co sukces maga wody był miłym zaskoczeniem. Wodny, bądź raczej lodowy atak zakończył się co prawda nieco dramatycznie, ale przynajmniej na razie mieli wiwernę z głowy i nawet jeśli zachce jej się wrócić, to będzie dość poważnie osłabiona, za co mogła winić tylko samą siebie. Mag nie szczególnie znał się na tego typu kreaturach, acz dzika reakcja bestii pozwoliła mu utwierdzić się w przekonaniu, że nie mieli do czynienia z czymś specjalnie inteligentnym, więc raczej można było oczekiwać, że zastosuje się do prostej zasady "jak biją to uciekaj".
Oczywiście, byłoby zbyt pięknie gdyby wszystko zaczęło iść dobrze po poprzedniej części ich wyprawy i magiczne zmysły wyłapały niezbyt z początku wyraźne, ale nadal obecne zmiany w otaczającej ich aurze. Gdyby porównać ciążący na nich demoniczny wpływ do mgły, byłoby przez nią widać coraz mniej i prawdopodobne było, że tylko on to wyczuwał, bo magowie żywiołów nie bywali "dostrojeni" do wykrywania takich zjawisk tak dobrze jak on.

- Coś dzieje się z tą demoniczną aurą. Jakby się zagęszczała. Demon albo się zbliża, albo wyzwala większe ilości swojej mocy, z bliżej nieznanego powodu. Tak czy inaczej, źle to wygląda. – Ostrzeże pozostałych, samemu mogąc wyłącznie spekulować, co to zagęszczenie znaczyło oraz jaka była jego przyczyna. Tak czy inaczej, jeśli demon kierował się w ich strone, mieli przesrane, a jeśli wyzwalał energię gdzieś indziej, ktoś inny miał zapewne przesrane, co z racji wspólnego wroga, nikomu dobrze nie wróżyło na dłuższą metę.

Tak czy inaczej, nie ma sensu gdybać, idziemy, przy czym odradzałbym oddalanie się jeszcze bardziej niż wcześniej. – Doda, na wypadek, gdyby jego słowa ich zatrzymały. Wszyscy mu towarzyszący powinni raczej być na tyle kompetentni, by nie zacząć srać w gacie z powodu, że samobójcza misja stała się jeszcze bardziej samobójcza, a poinformowanie reszty, że źle się dzieje było raczej lepsze, niż trzymanie ich w niepewności. Ponadto, ostrzeżenie przez niebezpieczeństwem, które tylko on mógł dać, przypominało pozostałym, że mimo swojego kiepskiego stanu nadal był użyteczny, co zmniejszało szanse, że uznają go za zbędny ciężar.

Po przekazaniu ostrzeżenia, nie pozostało Darrianowi nic innego jak zebranie się i podążenie za Lustrem, próbując też spokojnie skłonić konia do pójścia z nimi tak samo jak wcześniej, acz jeśli stwierdzi, że inni oddalają się na niebezpieczną odległość, będzie zmuszony dla własnego dobra zostawić zwierze. Miłoby było też sobie znaleźć jakąś gałąź, o którą mógłby się w razie czego podeprzeć, acz ponownie, nie będzie tego przedkładać nad pozostanie w polu oddziaływania broszy. Kiedy w ten czy inny sposób dotrze do wiwerniego pobojowiska, oprze się o najbliższy pień, by nie zasłabnąć, i spróbuje na tyle pomóc w dostrzeżeniu czegoś na ile mógł, mając nadzieję, że jego wyostrzone dzięki elfickiej krwi zmysły będą czegoś warte.

Awatar użytkownika
Anante
Posty: 187
Rejestracja: 30 gru 2013, 10:08
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 47821741
Karta Postaci: viewtopic.php?p=46352#46352

05 gru 2014, 14:36

Półdemonica możliwie skuliła się pod płaszczem, przyglądając jak Omival oddala się powoli między drzewa. Nienawidzę deszczu. Burknęła cicho i pociągnęła lekko zaróżowionym noskiem, wpatrując się w zielone bydle przed sobą. Gdyby tylko spojrzenie mogło zabijać, cały cyrk z wodą i skradaniem nie byłby już potrzebny. Niestety, ona potrafiła co najwyżej puścić coś z dymem. Nie kwestionowała też decyzji Lustra; w końcu ani jej o to nie proszono, ani nie płacono. Napięte niczym postronki nerwy drażniły jej umysł przy każdym, nawet najcichszym szmerze. Przewrażliwione zmysły starały się odbierać jakikolwiek znak, świadczący o czyhającym na nich zagrożeniu jednak nadal wszystko było równie ciche i nienaturalne. Wydostać się stąd; tylko tyle Ann. Tymczasem niebieskooki wojownik zaczął formować przed sobą zdecydowanie za dużą jak na jej gust kulę wodną, wypełnioną niczym innym jak lodowymi ostrzami. Ledwo powstrzymawszy się, by nie syknąć w akcie bezradnej dezaprobaty i niechęci, odsunęła się na ile mogła w bok, ku Drasimowi. Jak już coś miało pójść źle, była choć minimalna szansa, ze uzdrowiciel postanowi odciągnąć jej ciało gdzieś na bok, zamiast zwiać w najlepsze ostawiając na pewną śmierć.

Ku jej (nie)miłemu zaskoczeniu całe zaklęcie nie tylko się utrzymało, ale i w zdecydowanie dramatyczny sposób przegnało zieloną gadzinę z polanki. Cholera nie wydawała się za sprytna, jednak jak każde rozsądne stworzenie zwiała ze sceny, potraktowana zaklęciem. Przez chwileczkę czerwonooka czuła niechętny podziw dla skrytego za drzewami maga, jednak ten ulotnił się równie szybko, jak pierwsza kropla wody spadająca na jej nos. Skrzywiwszy się nieznacznie, przetarła go wolną dłonią, obserwując lot podrzuconych szczękami zwłok i dochodząc do wniosku, że zdecydowanie nie chciałaby być na ich miejscu. Wtem Lustro postanowił zapędzić ich do roboty.

Odczekawszy malutką chwilkę, by ktoś inny pierwszy wszedł w odkryty obszar, sama dosyć pospiesznie zebrała się z ziemi, mimochodem poprawiając przekrzywione elementy swego ekwipunku. Nie było co się guzdrać, skoro nic nie rozszarpało czarnoskórego elfa. Widząc w tym jedyną nadzieję na szybkie wydostanie się z tego miejsca, postawiła pierwszy krok i zamarła, spoglądając na stojącego nieco z tyłu maga. Ci którzy byli bliżej mogli dostrzec, jak jej tęczówka przybiera karminowy, wręcz czarny kolor gdy padały kolejne słowa. Zbliżający się demon; tego jednego było jej trzeba do pełni szczęścia. Resztki z trudem wywalczonego spokoju ulatywały z niej niczym opary alkoholu po dobrej popijawie. Nie znaczyło to bynajmniej, że panikowała. Za długo żyła i obracała się w najróżniejszym łajnie, by sobie na to pozwolić.
W takim razie ruszmy się i zbierajmy stąd jak szybko się da. Wolałabym nie wiedzieć, która z twoich tez jest słuszna.-rzuciła w odpowiedzi i starając się nie odstępować ani Drasima, ani Lustra na zbyt dużą odległość rozpoczęła pospieszne oględziny zwłok. Jeśli upiorna puszcza mogła wydawać się jej jeszcze gorsza, to właśnie tak się stało. Nerwowo wypatrując jakichkolwiek śladów, mówiących o przyczynie zgonu kapłańskiej wyprawy, zerkała co jakiś czas w stronę, w którą odbiegła gadzina. Nie było szans, by nie wróciła, a wolała nie przegapić tego momentu z oczywistych względów. Tak samo jej dłoń nie odstępowała już rękojeści miecza, gotowa wyswobodzić go z pochwy w razie potrzeby. Była to może marna obrona przeciw demonowi, który mógł usmażyć jej mózg samymi wizjami, jednak lepszej nie miała. Gdyby spostrzegła, że Darrian zostaje za bardzo w tyle, najpewniej cofnęłaby się i możliwie najszybciej podparła go o siebie, prowadząc do reszty grupy. Może i była mała, ale bynajmniej nie słaba.

Awatar użytkownika
Omival
Posty: 73
Rejestracja: 27 gru 2013, 22:00
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 43348566
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2832

05 gru 2014, 20:02

Silna wola, opanowanie, koncentracja, wiara w siebie… Wiele czynników złożyło się na pomyślne wykonanie planu Omivala. Sekundy niepokoju i niewyobrażalna wewnętrzna radość, gdy elementarna kula osiągnęła swój cel. Udało się, odetchnął z ulgą, rozluźniając momentalnie zaciśnięte na rękojeściach dłonie. Nie dało się ukryć, że chociaż pocisk nie trafił w dokładnie zamierzony punkt zielonego cielska, to i tak wyrządził poważne obrażenia, z których mag był bardzo dumny. To na pewno dzięki Ourelii, stwierdził w myślach, dziękując bogini za zesłany łut szczęścia. Wiwerna, mimo że zraniona, dosadnie zademonstrowała swoją siłę, miotając leżącym przed nią trupem, co utwierdziło Omivala, iż atak dystansowy był słusznym działaniem. Miotając się i sycząc, zdezorientowany gad wycofał się w las, pozwalając wreszcie na wznowienie zwiadu. Nie zanosiło się na to by prędko wrócił, jeśli w ogóle miałby to zrobić. O ile miał jakieś zalążek inteligencji, nie narażałby się dwa razy na niebezpieczeństwo.

Nadszedł wreszcie upragniony czas na zakończenie misji. Można było uznać, że największe zagrożenie minęło w raz z ucieczką wiwerny, więc również Lustro nie zamierzał zwlekać i wydał rozkaz zbadania pobojowiska. Zanim Omival zdążył podejść do mrocznego elfa, znów dopadło go to dziwne wrażenie obecności czegoś lub kogoś o potencjale magicznym. Nie potrafił jednak stwierdzić dokładnie, w jakim kierunku znajduje się źródło tego przenikliwego odczucia. Właściwie, nie był nawet przekonany, czy jest to prawdziwe doznanie, czy raczej spowodowany wszechobecną demoniczną aurą umysłowy miraż. Choć jego nerwy koił przyjemny, orzeźwiający deszcz, który powinien pozytywnie wpływać na jego percepcyjne zdolności, to w tym lesie nie mógł być niczego pewny. Po chwili jego wątpliwości odnośnie autentyczności otrzymywanych bodźców rozwiał Darrian, który także uznał, że coś wisi w powietrzu. Omival wiedział, że nie może sobie pozwolić na utratę czujności ani na chwilę.

– W obecnej sytuacji nie możemy niczego lekceważyć – oświadczył poważnym, nieco nerwowym tonem. – Lepiej gdybać, aniżeli potem żałować – dodał patrząc na Darriana. – Ja chyba też coś wyczułem… – oznajmił wyciszonym głosem, odwracając twarz. – Jeśli mamy właściwe zbadać teren, to ktoś powinien skupić się na szukaniu śladów, a reszta niech go ubezpiecza – dodał i rozpoczął lustrować okolicę najdokładniej jak potrafił, jednak jego wzrok na wiele się nie zdawał. Było coraz mroczniej i mokrzej, okolicę pokrywać zaczęły spore kałuże, a pozycji możliwego wroga nie dawało się stwierdzić. Jak jedno się uda, drugie musi być zawsze utrudnione, z lekkim zażenowaniem podsumował w myślach mag wody. Ale nie możemy się poddawać, zaszliśmy już tak daleko… Musimy to zakończyć jak należy… Chwyciwszy kryształowy naszyjnik, zacisnął na nim pięść, tym samym przypominając sobie cel życiowy, jaki za wszelką cenę musi osiągnąć.

Odetchnął i przystanął obok dzielnych towarzyszy. Otarłszy placami swe oręże oczekiwał na dalsze posunięcia nadzwyczajnej grupy patriotów, której przywodził mroczny elf, tajemniczy Lustro. Chociaż ciężko było mu zaufać, to mimo wszystko prowadził ich tak, że wciąż żyli.

Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 522
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

06 gru 2014, 17:52

Wątpliwości ogarniały całą grupę, a tu trzeba było działać szybko. Nie mogli pozwolić sobie na siedzenie i prowadzenie rozwlekłej dyskusji na temat unieszkodliwiania przerośniętych gadów. Ktoś musiał zabrać się do roboty i tą osobą był Omival. Wymyślenie lepszego planu było w aktualnych warunkach niemożliwe, dlatego też brodacz musiał pokazać na co go stać. Odszedł on kawałek od reszty grupy i zaczął swoje czarowanie. Wykonywał jakieś dziwne gesty, podporządkowując sobie wodę, która zaczęła wykonywać jego rozkazy. Końcowym efektem zaklęcia była zamrożona kula, najeżona lodowymi szpikulcami. Pocisk sprawiał wrażenie bardzo groźnego i Drasim z pewnością nie chciałby oberwać czymś takim. Był jednak ciekawy czy kula osiągnie prędkość, która zaskoczy stwora i zrani go. Nie musiał długo czekać, Omival wystrzelił swój pocisk i wiwerna oberwała nim czysto w swój bok. Gadzina zaczęła się miotać, nie wiedząc co ją zaatakowało i wkrótce uciekła. Pierwsza część planu została wykonana i Lustro popędził swoją grupę w stronę martwych kapłanów.

Wszyscy szybko się pozbierali, w końcu nikt nie chciał zostać w tyle, ryzykując utratę zmysłów. Uzdrowiciel był świadomy tego, że Darrian może mieć problemy z dotrzymaniem im tempa, więc pożyczył magowi umysłu swój kostur. Zielonooki wytężał swój wzrok, rozglądając się dookoła, zerkając czasami na wszystkich towarzyszy, nie wyłączając małej smoczycy. Chciał mieć pewność, że nikt nie oddali się zbytnio od mrocznego elfa, który posiadał broszę. W razie, gdyby coś takiego się zaczynało dziać, dałby znać ciemnoskóremu, żeby trochę zwolnił. Nie mogli pozwolić sobie na stratę kogokolwiek i tak było ich mało, a w dodatku nie wszyscy byli w pełni sił. Gdy wszystko zaczynało iść po ich myśli, odezwał się Darrian, niewątpliwie psując im humory.

- Kurwa. – Mruknął tylko do siebie Drasim, gdy usłyszał słowa o zmieniającej się aurze demona. Zrobił to na tyle cicho, że usłyszeć go mogła tylko Anante, stojąca blisko niego. Dla uzdrowiciela oczywisty powinien być fakt, że gdy idzie im coś dobrze, nagle musi pojawić się coś, co utrudni im dalsze posunięcia. Nie sądził, że mają jakieś większe szanse na pokonanie bestii, więc miał ogromną nadzieję, że stwór znajdował się gdzieś indziej. Ważne było teraz zachowanie spokoju, gdyby zaczęli panikować, ich los zostałby przypieczętowany. Omival również wyczuł coś, ale nie podał żadnych konkretów, więc zielonooki przypuszczał, że brodacz wykrył to samo co mag umysłu. Tak czy siak, znajdowali się w kiepskim położeniu.

To już był ich ostatni cel, zbadanie ciał, policzenie poległych, poszukanie jakichś śladów. Wystarczyło, że to zrobią i będą mogli wrócić, opuszczając ten przeklęty las. Uzdrowiciel skupiłby się maksymalnie na pracy pod dotarciu na miejsce, w którym znajdowali się martwi kapłani. Chciał najpierw policzyć wszystkich, starając się wypatrzeć każdego. Później zająłby się oględzinami samych ciał. Wolał uniknąć ich dotykania, sam wzrok powinien mu wystarczyć do stwierdzenia przyczyny śmierci większości z tych ludzi. Oczywiście, niemożliwym było określenie od czego umarli ci, którzy zostałi nadgryzieni przez wiwernę. Nie mniej jednak, pozostałym warto było się przyjrzeć.

- Czy któryś z tych ludzi posiadał broszę chroniącą przed demoniczną aurą? – Zapytał przyciszonym głosem Lustra, druga taka ozdoba byłaby bardzo przydatna. Drasim starał się nie stracić czujności podczas oględzin, od czasu do czasu rozglądając się dookoła. Tylko tego teraz brakowało, żeby im demon na plecy wyskoczył.

Awatar użytkownika
Roia
Posty: 105
Rejestracja: 28 mar 2013, 14:31
GG: 18983323
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42275#42275

10 gru 2014, 20:43

Zagniewana jaszczurka, czy raczej jeszcze przestraszona spoglądała to na grupkę, to na Omivala. W końcu przeważyła ciekawość i wlepiła wzrok w twór czarodzieja wody. Było to dla niej straszne, ale nieco ekscytujące. Nie na co dzień mogła oglądać coś takiego. A chociaż było to nienaturalne, to szczerze wątpiła, by to miało jej zagrozić. Przeszła kilka kroków w stronę Omivala, niestety też do innego maga, do którego nie chciała się zbliżać! Ale to nie do końca jej wybór. Nie chciała się oddalać. Aż się pogubiła! W końcu kula wystrzeliła dotkliwie raniąc wielkiego gada. Roia rzecz jasna była bardzo usatysfakcjonowana i zamruczała zgryźliwie. Umilkła widząc poczynania stwora w chwili pełnej skupienia. Stwór zawalczył z truchłem, a potem uciekł. Duma małej smoczycy właśnie wzrosła.

Nie było dużo czasu potem. Długouchy zarządził ruszenie naprzód i grupa ruszyła. Mała nie chciała zostać w tyle i zaczęła szybko biec w stronę Anante, potem zakręciła gdzieś do Darriana, ale w połowie drogi zrezygnowała i powędrowała w stronę Omivala. Łatwiej byłoby się teraz ruszać po drzewach. Mniej też widziała z tej perspektywy. Złożyła dokładniej skrzydła, kiedy zaczęła iść obok stóp Omivala. Słyszała, że zapowiadał niebezpieczeństwo wraz z tym drugim magiem, którego (przynajmniej chwilowo) znielubiła. Ale może powinna być mu wdzięczna?

Poza tym długouchy chciał, by szukać. Jak lepiej to zrobić jak nie z wysokiej perspektywy? Zaskrzeczała unosząc łepek w stronę Omivala. Raz, potem drugi nieco głośniej, jakby nie dosłyszał albo zignorował. Potem i tak bezpardonowo zrobiłaby swoje. Otóż chciała wskoczyć mu na plecy i chwyciwszy się łapami wspiąć do barku maga. Tak, żeby zabłocić mu ramię, tudzież przysiąść obok jego głowy. Wtedy będzie mogła spokojnie zacząć obserwować. Zaczęłaby przyglądać się ciałom i szukać nowych. Po zapachach, jeśli takie wyczuje, ale wykorzystując też wzrok.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3796
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

21 gru 2014, 23:35

MG

Nie było czasu do stracenia. Wiwerna wprawdzie zniknęła z miejsca zdarzenia, ale nikt nie wiedział, na jak długo. Jej zachowanie było trudne do przewidzenia. Demoniczna aura w oczywisty sposób oddziaływała na wszelkie niechronione przed jej wpływem istoty. Jaszczur był ospały, zachowywał się jak w malignie, nie do końca świadom swojego otoczenia. Choć uniknięcie pocisku wyrzuconego przez Omivala nie było łatwe, wiwerna nawet nie zdążyła zareagować. Dla zwiadowców stanowiło to okoliczność sprzyjającą, jednak zasiało też dodatkowy niepokój. Jeżeli bestie zachowywały się w ten sposób, czego można było spodziewać się po tych członkach kapłańskiego orszaku, którzy przetrwali? Pół biedy, jeśli po prostu, niczym idący za koniem Larhal, stracili zdolność do komunikowania się ze światem. Inna sprawa, jeśli pozabijali się nawzajem i szukali teraz kolejnych ofiar. Wszystkim ulżyłoby, gdyby do rachunku siedmiu leżących na polanie ciał doszło jeszcze brakujące sześć.

Kostur użyczony Darrianowi przez Drasima pomógł magowi w utrzymaniu tempa drużyny. Lustro zresztą nie szedł zbyt szybko, rozglądając się czujnie w poszukiwaniu wszelkich śladów pozostawionych przez kapłanów i ich świtę. Im bliżej zwiadowcy byli, tym więcej nowych trupów odkrywali. Znaleźli jeszcze jednego kapłana i dwóch strażników – łącznie dziesięć ciał. Brakowało trzech, a żaden z drużynników nie był ich w stanie dostrzec. Obchód po miejscu zdarzenia pozwolił ocenić, że ostatniego kapłana i jego dwóch przybocznych z pewnością już tutaj nie było.

Kolejne istotne odkrycie dotyczyło natury śmierci, która w tym miejscu zebrała iście ogromne żniwo. Okazało się, że członkowie orszaku w przeważającej większości powyrzynali się sami. Trzech dopiero co znalezionych przez Patriotów mężczyzn padło nieco dalej, a ułożenie ich ciał sugerowało, że postanowili uciekać, ale coś ich powstrzymało. Wyglądali niczym ofiary intensywnego pożaru. Ich odzienie zostało strawione przez ogień – szczególnie mocno zajęła się toga kapłana, nie pozostawiając zbyt wiele z jej posiadacza. Lusto przystąpił do spalonego ciała, nogą przewracając je na plecy. Kucnął przy kapłanie, rozchylając poły jego szaty i szukając czegoś przy jego piesi. Nie znalazł.

- Wtedy, gdy wyruszali, natura aury lasu nie była jeszcze zgłębiona - rzekł po dłuższej przerwie, odpowiadając na pytanie Drasima. - Poszli tutaj, aby uspokoić okoliczny lud. Nikt nie spodziewał się takiego czegoś. Musimy wracać - zarządził, z pewnością sprawdzając na swoich podkomendnych niewymowną ulgę.

Wtedy jednak Larhal obudził się i przechylił w siodle. Prowadzący konia Darrian poczuł, jak zwierze szarpie się za uzdą, gdy dosiadający je myśliwy z jękiem próbował się wyprostować. Był jednak związany na tyle mocno, że nie mógł dokonać tej sztuki. Wreszcie Lustro mu pomógł. Chłop wyglądał na skonfundowanego, ale jego wzrok był przytomny.

- Co się stało… - mruknął, gorączkowo rozglądając się swoimi przekrwionymi oczami po zgromadzonych. Trudno było uwierzyć, że odzyskał pełną sprawność, ale wcześniej nie było z nim też tak źle, jak z jego bratem. Ten zaś przystąpił kilka kroków, chcąc najwyraźniej zamienić ze swym imiennikiem kilka słów. Zachowując przytomność umysłu zadał mu półgłosem kilka osobistych pytań, z których – o ile ktokolwiek mógłby je usłyszeć – niewiele wynikało. - Zdrowy! - zawyrokował, po czym wrócił do cichej rozmowy z bratem, wyjaśniając mu najwyraźniej, co się wydarzyło.

- Rozwiążcie ich, dajcie im broń i przygotujcie się! - szczeknął nagle Lustro, zupełnie niespodziewanie wyciągając swój oręż i czujnie lustrując okolicę. Jego decyzja była nieostrożna, ale z pewnością miał swoje powody. Drużyna potrzebowała teraz maksymalnej siły, na jaką było ją stać. - Ktoś idzie! - Faktycznie, ci zwiadowcy, których natura obdarzyła dorównującym elfickiemu słuchem, mogli wyłapać, że w kierunku drużyny przesuwa się kilka osób. Nie było wątpliwości, że zaraz Patrioci staną przed tymi, którzy ocaleli z masakry na polanie – najpewniej w pełnym składzie. Omival poczuł, że w ich kierunku idzie jedna osoba z pewnym potencjałem magicznym. Zmysły Darriana nie były tak precyzyjne, ale również wyczuł, że za chwilę pojawi się przed zwiadowcami ktoś, kto z pewnością zdolny był do rzucania zaklęć. Wzrokowi nie można było zaufać – nie przy takiej ulewie i mroku, który powoli zapadał w Lesie Wisielców.

Awatar użytkownika
Omival
Posty: 73
Rejestracja: 27 gru 2013, 22:00
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 43348566
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2832

22 gru 2014, 02:37

W sercu mrocznej puszczy grupa zwiadowców wciąż kontynuowała swoją misję. Zadanie, które miało na celu znaleźć jakieś poszlaki na temat istoty z Czeluści, lecz mogło mieć ono również drugie dno. Wielu ludzi na pewno liczyło na szybki powrót najemników, oczekując pokrzepiających serce nowinek, najlepiej o odejściu bestii tudzież zażegnaniu wszelakiego niebezpieczeństwa. Jednak, czy do tego dojdzie? Czas pokaże…

Dowódca Lustro kierował się na pobojowisko, Omival zatem ruszył za nim. Unoszącą się w powietrzu woń martwych ciał osłabiał przyjemny aromat padającego deszczu. Coraz mniej mogąc liczyć na zmysł wzorku, brodacz nie skupiał się na sprwadzaniu umarlaków, wiedział, że inni zrobią to lepiej, dlatego zdecydował podjąć kolejną próbę określenia położenia źródła magicznego potencjału. Działania te szybko jednak zostały udaremnione przez psotliwą smoczycę, która jak gdyby nigdy nic postanowiła wdrapać się na plecy wodnego maga. Masz szczęście, że cię nie dźgnąłem, pomyślał, opuszczając ostrze po odruchowej próbie obrony, spostrzegając, iż to tylko niesforna gadzina. Roia wbiła swoje pazurki w jego skórzany strój, nie robiąc mu żadnej krzywdy, po czym przyjęła pozycję obserwatora. Nie użyła ona dotychczas tak znienawidzonego ognia, ani nie stanowiła ona zbytniego ciężaru, więc Omival nie protestował, jedynie strzepując z barków naniesione przez nią błoto. Jest młoda, więc pewnie jeszcze nie umie ziać ogniem, stwierdził. Odnosił wrażenie, że Roia czegoś się boi, ciężko odnaleźć się jej w sytuacji.

– Będę cię niósł, tylko żadnej komunikacji mentalnej – przestrzegł od razu neutralnym tonem, wracając pamięcią do obrazu obezwładnionej Anante.

Zatrzymawszy się przy jednym z nieboszczyków, mroczny elf odpowiedział na pytanie Drasima, po czym uwagę większości zdecydowanie przykuli bracia Larhale. Drugi z nich najwyraźniej w dużej mierze odzyskał świadomość, co po odstraszeniu wiwerny uznać można było za kolejny pozytyw. Radość niestety nie trwała zbyt długo. Widząc szykującego się do walki długoucha, wiadome było, że niebawem coś się wydarzy. Omival był już teraz pewien, że wyczuta wcześniej energia magiczna nie była anomalią, a z pewnością zbliżającym się znienacka wrogiem. Odwrót raczej był niemożliwi, wobec tego należał szybko się uzbroić i obmyślić jakiś plan. Na szczęście maga wody, deszcz nadal padał kojąc nerwy, tłumiąc zdenerwowanie. Omival nie zamierzał się poddawać. Obiecał pomóc Patriotom i z obietnicy raczył się wywiązać. Upór i trzeźwość umysłu prędko zaowocowały, rodząc możliwą strategię obrony.

Spodziewając się trzech przeciwników (wedle doniesień Lustra, tylu trupów brakowało), drużyna zwiadowców miałaby przewagę liczebną. Lecz, czy to wystarczy, aby wyeliminować zagrożenie? Nie wiadomo, dlatego trzeba było szybko się zabezpieczyć. Mag wody mógłby zacząć wprowadzać w życie swój pomysł, ale zanim, doszedł do wniosku, że choć trochę uprzedni towarzyszy. Wymyślił również, do czego może przydać się obecnie, tak bliska mu smoczyca. Nie było czasu do stracenia. Skupiając się, Omival odwrócił się w tę samą stronę co Lustro, chcąc na pewno potwierdzić pozycje wroga. Tak też było. Dużo wyraźniej poczuł potencjał magiczny, jednakże, jeżeli miałby ponownie wycelować elementarnym pociskiem, szanse na trafienie w cel były nikłe. Dodatkowy zmysł nie mógł zagwarantować sukcesu, zważywszy na wszechobecną negatywną aurę oraz niemożność dostatecznego wykorzystania wzorku.

Pozostało więc jedno, defensywa i ewentualny atak na bardzo krótkim dystansie, którego granice wyznaczały Omivalowi ledwo widząc w wszechobecnym cieniu oczy.

– Roia, musisz mi pomóc. Widzisz teraz na pewno lepiej niż ja, dlatego jeśli zdołasz, jak najszybciej przeszukaj kilka pobliskich ciał i przynieś obok mnie wszelakie oręże jakie znajdziesz, najlepiej ostre. Liczę na ciebie, jesteś zwinna i szybka – szepnął do ucha wychylającej łeb gadzinki, podnosząc ją na duchu, próbując jednocześnie obudzić w niej odwagę i wolę walki. Wierzył, że latająca jaszczurka jest do tego zdolna. Jeśli by jej się udało, zebrane oręże można byłoby użyć w ofensywie. Niemniej, nie czekając na posunięcia zielonej współtowarzyszki przemówił do pozostałych.

– Spróbuję stworzyć lodowe bariery, które mają szansę w jakiś sposób nas ochronić. – Ton jego głosu był zdecydowane, ale nie za głośny, tak aby nikt poza zwiadowcami nie był w stanie go usłyszeć.

Urzeczywistnienie pomysłu wodnego maga wymagało dużego skupienia. Jakiś metr przed sobą zebrał najszybciej jak potrafił znaczną ilość wody, tym razem nie ograniczając się tylko tej z podłoża. W jednej chwili krople deszczu zaczęły zakręcać, kierując się w miejsce wskazane przez jego dłoń, by wnet z utworzonej tam kałuży, wyłonić się miały, chociaż cztery grube (maksymalnie sześć), początkowo ciekłe, lecz migiem krzepnące ściany, jedna po drugiej i jedna obok drugiej. Gdyby dostęp do tworzącej Krę Pozorów materii byłby dostateczny, dwie środkowe pogrubiłby o kolejną warstwę. Upewniwszy się, iż wykreowany mur jest stabilny przygotowałby się do dalszej walki. Jeśli nieprzyjaciele byliby wystarczająco daleko, Omival postarałby się zamrozić rozmoczony przed nimi fragment gruntu, ten, będący na granicy jego magicznego zasięgu, licząc na to, że zwyczajnie poślizgną się, robiąc sobie krzywdę (przybliżoną pozycję nadchodzących bytów określiłby na podstawie wyczuwanego potencjału magicznego).

Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

22 gru 2014, 13:37

Nikt chyba nie oczekiwał przyjemnego widoku, gdy zwiadowcy zbliżali się do pobojowiska, na którym żerowała wiwierna i nic zaskakującego ich tam nie zastało. W sumie, oczekiwań w stosunku do pozostałych też nie można było półelfowi zarzucić, więc kiedy Drasim pożyczył mu swoją laskę, by było mu łatwiej iść, z początku odpowiedział nieskrywanym zaskoczeniem, acz w efekcie podziękował i ją wziął. Podpierający się kijkiem uzdrowiciela mag umysłu jakimś cudem nadążał za pozostałymi, w czym zapewne pomagał mu fakt, że wbrew temu co wcześniej mówił ich przywódca, wcale nie wydawało się, by mu się jakoś wybitnie śpieszyło, acz może chodziło tylko o to by on i Larhale byli w stanie nadążyć. Nie pasowało to trochę do obrazu mrocznego elfa, który Darrian trzymał w swojej głowie, ale niech go szlag, jeśli będzie teraz na to narzekać.

Zwłoki kapłańskiego orszaku w sumie tylko potwierdziły to, co zapewne każdy z nich i tak podejrzewał, ujawniając, że ludzie nie mający nic prócz własnej wiary do ochrony przed demonicznym wpływem, poddali się mu bardzo łatwo, zabijając się nawzajem. Udało im się też znaleźć trzy kolejne trupy, acz półelfa mało to obchodziło, zważywszy na to, że wszyscy zapewne założyli, że nie zda się na wiele, jeśli chodziło o jakiekolwiek działania na zwłokach. Poza tym, nawet gdyby ktoś go o coś chciał zapytać, i tak był zajęty, próbując znaleźć wśród zwłok parę sztyletów bądź krótkich mieczy, które mógłby ze sobą zabrać, biorąc ze sobą też pochwy na ten oręż przeznaczone, gdyby te puste przy jego pasie nie pasowały. Robił to trochę opornie, używając laski do przesuwania ubrań i zwłok, obawiając się, że jeśli przyklęknie bez konieczności to już nie wstanie. Schyli się tylko jeśli coś znajdzie, a jeśli nie bedzie się czuł i na taki wyczyn, poprosi kogoś o pomoc w wydobyciu przedmiotów, które go interesowały. Postara się też zdobyć rękawicę na swoją niesprawną dłoń, by móc ją lepiej ukrywać, co będzie przydatne, jeśli się stąd wydostanie, acz to nie było na szczycie jego listy priorytetów.

Czy uda mu się coś znaleźć czy nie, nie mógł zatrzymać kolejnych wydarzeń, które mimo niemal cudownego początku będącego ozdrowieniem Larhala, wcale nie napawało Darriana nadzieją. Jeśli demoniczny wpływ od tak nagle mu przeszedł, znaczy zapewne, że uwaga ich przeciwnika przeniosła się gdzieś indziej a to mogło niemal tylko źle wróżyć w większej skali. Mogło to niby też znaczyć, że coś ich demona zabiło, ale to raczej zmieniłoby też aurę, czego nie odczuł, więc ta opcja odpadała. Przynajmniej nikt nie wydawał się oczekiwać od niego kolejnych mentalnych eksperymentów na łuczniku, bo raczej nic by z tego nie wyszło, a nadal zależało mu na tworzeniu przynajmniej iluzji bycia użytecznym. Gdyby nie ostrzeżenie Lustra, kłóciłby się z decyzją o daniu łowcom broni, ale po chwili do jego nieco przytłumionych, acz nadal lepszych od ludzkich, zmysłów też dotarło to, co usłyszał ich przewodnik. Ponadto, jego magiczne zmysły także się odezwały, acz dając mu tylko bardzo ogólne ostrzeżenie, za co zapewne można było winić zarówno aurę jak i jego stan.

- Jest z nimi jakiś mag. – Ostrzeże pozostałych, samemu jednocześnie sięgając po swoje noże do rzucania, chcąc być gotowym nawet na wypalenie ostatków trzymających go w stanie przytomności energii, gdyby zaszła taka potrzeba. Jeśli fatycznie mu coś zagrozi i nie będzie opcji ukrycia się za czymś w zasięgu broszy, będzie musiał telekinetycznie pchnąć przynajmniej jeden ze swoich noży w agresorów, w nadziei, że uda mu się wykrzesać dość mocy by stworzyć potencjalnie zabójczy pocisk, po czym zapewne straci przytomność. Ogólnie, będzie starał się trzymać za pozostałymi, a jeśli ktoś oczekiwał od niego przydatności w bitwie ponad i tak niebezpieczne ratowanie własnej skóry, musiał chyba być za długo na granicy demonicznej aury, i utracić trochę zdolności logicznego myślenia.

– Przydałaby się jakaś pomoc. – Pomyśli, nie otrzymując jednak żadnej odpowiedzi.

Awatar użytkownika
Roia
Posty: 105
Rejestracja: 28 mar 2013, 14:31
GG: 18983323
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42275#42275

22 gru 2014, 14:19

Podeszli do ciał w spokoju. Ostrzegała Omivala! Ten jednak wyciągnął broń sprawiając, że Roika na chwilę się nastroszyła i spięła. Rozluźniła się nieco, kiedy ten zaczął tylko wycierać swoje odzienie i zaczęła obserwować. Zanim to nastąpiło zwrócił się do niej mag. Przekręciła łepek, jakby zupełnie nie rozumiała o czym Omival mówi, miała szeroko otwarte ślepka z rozszerzoną źrenicą na dodatek, co potęgowało wrażenie bezmyślności na jej pysku.

Do jej nozdrzy doszedł zapach padliny, kiedy mag pochylił się nad jednym z trucheł. Długouchy coś krzyknął, może by się nie przejmowała, ale wyciągnął swoją broń, do której miała tyle uprzedzeń. Kiedy uprzedził o zbliżającym się czymś sama zaczęła mocniej nasłuchiwać anomalii wśród głośno rozchlapujących błoto kroplach. Zaczęła patrzeć w stronę, w którą spojrzał Lustro, jej źrenica poszerzyła się by złapać więcej światła, wyłapać gesty wśród mroku i strużek deszczu, aż w końcu dostrzec kształty tego co się zbliża. Nie ośmieliła się nawet warknąć, tylko przywarła do ramienia i szyi oraz policzka maga. Mógł stwierdzić, że jest bardzo gładka na pyszczku, gry przypadkiem się o niego otarła gdy przestępował z nogi na nogę. Delikatne błonki też nie były szorstkie, tylko niewielkie łuski na ramieniu skrzydła były lekko uniesione, jakby nastroszone.

Nie miała dużo czasu, gdy Omival zlecił jej zadanie. Wydała z siebie dźwięk nie będący ni to warknięciem ni mruknięciem, gdy skończył mówić. Nie musiał nawet próbował ocucić w niej ducha walki. Duch walki to jej drugie imię. Tylko… czemu oręża? Zeskoczyła z niego gdy mówił do innych. Jeden z trupów leżał gdzieś obok, więc skocznym galopem zbliżyła się do niego szukając w pobliżu trupa albo w pochwach ostrzy. Sztylety czy mniejsze noże z pewnością mogłaby wziąć jakoś w łapki, rzecz jasna łapiąc za rękojeść i topornie przesunąć w stronę Omivala. Ale czy poradziła sobie z większym sprzętem? Jej ogon był ponad połową długości jej ciała. Jakkolwiek mogła zachować przezeń równowagę, to czy dałaby radę ciągnąć takie oręża? Zamierzała spróbować z każdym ciałem, bronią, jakie znajdzie w obrębie działania broszy Lustra. Rzecz jasna nie zamierzała też przeszkadzać magowi wody, na którego raz po raz zerkała. Robił fascynujące rzeczy.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 20 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 18 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerra z Derinu, Kerreos
Liczba postów: 52217
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1049
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: katrost
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.