Gród rodu Rastara

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 925
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

Gród rodu Rastara

04 gru 2014, 18:06

Niewielki gród, czy raczej zaczątki grodu, należące do pana Advarhilda z rodu Rastara. Choć nie sposób było nazwać tej rodziny najbogatszą spośród zamieszkujących Autonomię, to jednak niczego im nie brakowało. Wybudowana jeszcze przez dziadka pana Advarhilda, a więc dobre pół wieku przed jego narodzinami, wieża rycerska rozrosła się z czasem, a wokół niej powstały kolejne budynki. W końcu około 405 roku Ery Feniksa całość została otoczona drewnianym murem. Głównie właśnie dzięki niemu gród był widoczny już z daleka. Jeśli tylko ktoś wiedział czego szuka, to raczej nie miał większych problemów z trafieniem do niego. Sytuację poprawiał fakt, że znajdował się on na wzniesieniu, a drzewa w obrębie stu metrów zostały wycięte pozostawiając w ten sposób zupełnie otwartą przestrzeń. Zalesienie w najbliższej okolicy nie było zresztą na tyle gęste, aby wyglądający z murów człowiek nie mógł dostrzec zbliżających się gości.

Zbliżając się do dworu właśnie wspomniany mur był pierwszym widokiem, jakiego można było uświadczyć. Był on wyraźnie nowszy od pozostałych budynków, drewno zdawało się świeższe, choć widać było, że i ono już spędziło na tym miejscu co najmniej kilka lat. Mur był wysoki na jakieś sześć metrów, oraz upstrzony blankami. W całości wykonany z drewna posiadał tylko jedną bramę, nad którą znajdowała się wyposażona w słomiany, pochyły dach nadbudówka. Dostać się na niego można było od wewnątrz z czterech stron, obecnymi przy bramie schodami, niemal identycznymi znajdującymi się po przeciwnej stronie, lub jedną z dwóch drabin po bokach. Przechodząc przez bramę mijało się dwie pary masywnych, ciężkich drzwi, wewnętrzne i zewnętrzne, zarówno jedne, jak i drugie otwierane w stronę prowadzącej do grodu wydeptanej drogi.

W odległości kilkunastu metrów od muru, również poza jego obrębem znajdowało się kilka chłopskich chat, oraz spore pole. Chaty wyglądały dość bogato jak na należące do plebsu, były porządnie zbudowane, po dwie po obu stronach drogi. Pierwsza z prawej strony posiadała dobudowany kurnik, oraz niskie ogrodzenie mające zapobiec ucieczce kwok. Ta zaraz za nią wyposażona była w kamienny komin, co nakazywało sądzić, iż należy do kowala. Po lewej stronie o pierwszą chatę częstokroć dało się zauważyć oparte różnego rodzaju narzędzia rolnicze, co jednoznacznie rozwiązywało kwestię tego, kto zajmuje się polem uprawnym. Była też większa od pozostałych, najwyraźniej musiała pomieścić wewnątrz nieco więcej mieszkańców. Ostatnia chata już nie była tak skora do ukazania swojego przeznaczenia. Z zewnątrz wyglądała porządnie, ale normalnie. Nie było nic, co sugerowałoby czym zajmuje się właściciel.

Po przejściu przez bramę, na której dumnie prezentował się herb rodu Rastara – jelenia głowa pozbawiona jednego z pni poroża – wchodziło się na wysypaną drobnymi kamykami dróżkę. Prowadziła ona na wprost rozwidlając się po drodze w kilku kierunkach. Naprzeciw bramy, niemal pod samym murem znajdowała się czteropiętrowa wieża rycerska, lekko omszała, w całości zbudowana z kamienia – nie licząc drewnianych schodów, które prowadziły na jej pierwsze piętro. Miała ona kształt kwadratu o boku długości około dziesięciu metrów. Na każdym piętrze na ścianach można było dostrzec po dwa wąskie, prostokątne okienka.

Oprócz samej wieży wewnątrz murów znajdowała się też stajnia, zdolna pomieścić kilkanaście koni. Zaraz obok stajni, z lewej strony od wejścia stał dwupiętrowy, drewniany budynek pozbawiony jakichkolwiek okien, który służył za spiżarnię oraz przytulony do niego drugi, dużo mniejszy, jednak również pozbawiony okien i również będący magazynem.

Po przeciwnej stronie murów niż stajnia znajdowała się studnia z żurawiem, oraz duży, drewniany budynek przeznaczony dla psów myśliwskich i służby. Choć tak naprawdę były do dwa budynki o wspólnej ścianie, oraz oddzielnych wejściach. Służba nie miała kontaktu ze zwierzętami. Zresztą, po wydarzeniach związanych z "klątwą" w Mirran Toilt nie wyglądało na to, aby nowe psy miały się pojawić w najbliższym czasie.

Wnętrze wieży rycerskiej było urządzone schludnie. Na parterze oczywiście znajdowała się swego rodzaju "piwnica", w której przechowywano najpotrzebniejsze rzeczy, zwykłe, odrapane ściany stały przysłonięte przez cebulę, półki z kilkoma chlebami, nieco rzepy i rak dalej. Po wejściu po drewnianych schodach i przejściu przez niskie drzwi można było dojrzeć wystrój może nie wyjątkowo bogaty, jednak godny szlachcica. Na środku pojedynczej, dużej sali znajdował się mocny, drewniany stół oraz dziesięć krzeseł. Umieszczone naprzeciw wejścia palenisko stanowiło zarówno miejsce przygotowania potraw, jak też ogrzania izby. W razie takiej potrzeby na ścianach mocowane były pochodnie, lub też świeczniki.

Obok paleniska znajdowały się regały przeznaczone na sprzęty do gotowania. Niemal każdy mężczyzna w rodzinie Rastarów uwielbiał jeść, polować, a co najważniejsze – jeść to, co upolował. Zamiłowanie tego rodu do polowań było wśród zaprzyjaźnionych z nimi rycerzy dobrze znane, a sama opowieść o początkach rodu obejmowała pana Rastara rozpruwającego jelenią głowę na polowaniu z taką łatwością, iż wzbudziło to podziw ówczesnego władcy.

W rogu pomieszczenia znajdowały się schody na wyższe piętro. Wychodziło się nimi na ciasny korytarz, na którego końcu można było dostrzec kolejne schody, prowadzące na piętro niemal identyczne do tego, również zakończone schodami, które ostatecznie prowadziły na dach. Na piętrze znajdowały się cztery pokoje, po dwa po obu stronach korytarza. Były to miejsca w których sypiała szlachta, urządzone skromnie, ale tak, by niczego w nich nie zabrakło. Łóżko, kosz na węgle, stół, krzesło, ozdoby. Wszystko czego mógł oczekiwać nieprzesadnie bogaty rycerz, czy też jego dama.

Podobnie sytuacja miała się na wyższym piętrze, jednak tam jedynie dwa pomieszczenia były sypialne. Pozostałe dwa urządzone zostały nieco inaczej. W jednym stało duże, dębowe biurko, półka z kilkoma książkami, wygodne krzesło i sporo świec. Ostatnie pomieszczenie poświęcone było samemu rodowi Rastarów, mieszcząc w sobie portrety jego członków, pamiątki po nich, czy nawet stary (acz bardzo zadbany), stalowy miecz jednoręczny, którym to podobno miał posługiwać się sam założyciel rodu.

W grodzie mieszkało kilkanaście osób, z których to większość miała jasne i proste obowiązki. Dwójka kucharzy, stajenny wraz z dwoma synami, mężczyzna najęty do opieki nad psami, oraz jego brat, który dbał o stan magazynów, skryba, dwóch strażników, czterech rycerzy na służbie pana Advarhilda, dwie służki i służący, a w końcu pan Belgrot, zubożały swego czasu szlachcic który zajmował się w imię pana Advarhilda jego majątkiem. No i oczywiście sam pan Advarhild, który jest osobą zniedołężniałą po trawiącej go swego czasu ciężkiej chorobie, jego dwudziestoletni syn, oraz kobiety większości z wymienionych.

MG

Podróż niewątpliwie dłużyła się roskvarowi, który zostawał nieco z tyłu. Kulejący koń miał trudności, aby nadążyć za pozostałymi. W drodze zasłyszał kilka rozmów, jednak była to przysłowiowa gadka "o pogodzie", żadne informacje które chciałby usłyszeć. Złapany "Potwór" nie odzywał się zupełnie, wisząc niemal bez ducha na koniu, na którego go wrzucono.

Wkrótce Trov ujrzał miejsce, do którego zmierzali. Drewniany mur rósł stopniowo w oczach, a w końcu przejechał wraz z pozostałymi mężczyznami przez bramę. Ze stajni szybko wyłoniło się trzech mężczyzn, którzy poczęli odprowadzać konie szlachty. Dwóch rycerzy oddaliło się dość szybko w stronę wieży stojącej naprzeciw bramy. Wąsaty szlachcic jedynie powiedział jednemu z nich coś na temat sługi. Zapewne kazał go przysłać, gdyż po chwili jakiś mężczyzna w średnim wieku wyszedł stamtąd i pośpiesznym krokiem począł zmierzać w kierunku mężczyzn.

W międzyczasie starszy szlachcic z pomocą innego z rycerzy szedł ze swego konia i razem powędrowali w stronę wieży. Ostatni, nie licząc wąsacza, pozostały mężczyzna czekał wraz z koniem, na którego wrzucony był "Potwór". Wąsacz skinął na sługę i nakazał mu opatrzyć Trova, po czym chwycił pilnowanego konia za uzdę i również poprowadził w stronę wieży. Niewątpliwie była ona sercem tego miejsca.

Sługa zbliżył się do Trovsvarga, lustrując go po kryjomu. Widać było, iż ciekawi go ten widok niespodziewanego gościa. Zwłaszcza z dość niecodziennym stanem twarzy.

- Chodźcie panie, opatrzę was – po czym ruszył w stronę niewielkiego, połączonego z innym budynku znajdującego się obok stajni, oglądając się czy aby Trov idzie za nim.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Trovsvarg
Posty: 130
Rejestracja: 14 sty 2013, 17:56
Lokalizacja postaci: Gród rodu Rastara
GG: 8010618
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2465

22 maja 2015, 14:53

Nieustanne stukanie końskich kopyt nieco znużyło już roskvara. Ikvma lekko kulała i pewnie nie nadążyłaby za końmi możnych, gdyby nie fakt, że te poruszały się nieco wolniej z powodu dodatkowego wyzwania w postaci nieprzytomnego Potwora na koniu. Trov zerkał na niego co jakiś czas, rozpamiętując to, co zdarzyło się w ciągu ostatnich dni. Nigdy nie spodziewałby się, że to z pozoru zwykłe polowanie na jakiegoś chłopskiego potworzynę będzie kosztować go tyle wysiłku.

Jego głowa wciąż bolała. Właściwie, to bolało go prawie wszystko, a na dodatek zaschło mu w gardle i nie pogardziłby jakimś mocniejszym napitkiem. Szlachcice jednak nie bardzo chcieli się czymkolwiek dzielić, więc w milczeniu jechał za nimi. W połowie drogi zwrócił uwagę na mierny stan jego buta i starał się zapamiętać, by - gdziekolwiek dojadą - jakoś zadbać o tę niedogodność.

Nie jechali długo, przypuszczał, że nie minęły więcej niż dwie godziny, a zaczęli zbliżać się do jakiegoś grodu. Nie był największy, ale całkiem spory, jak na dotychczasowe doświadczenia Trova w przyglądaniu się czyimś włościom, które, szczerze mówiąc, nie było największe. Wjechali do środka i zatrzymali się przy stajni. Szlachcice szybko zeszli z koni i skierowali się do oddalonej wieży, która wydała się roskvarowi po prostu centralnym miejscem do narad, czy czegoś tam.

W międzyczasie zbliżył się do niego zawezwany wcześniej sługa i kazał za sobą podążać, żeby pomóc zranionemu. - Cóż, chociaż to. - pomyślał bladolicy i wyszukał językiem miejsce, gdzie najbardziej go bolało.
- Opatrzcie też mojego konia. Została ugryziona w nogę. - dodał i ruszył za swoim nowym przewodnikiem.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 925
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

13 cze 2015, 17:12

MG

- Stajenny się tym zajmie - odparł prowadzący Trova mężczyzna. Po chwili byli już przy jednym z budynków grodu. Sługa otworzył szeroko drzwi wpuszczając do środka pozbawionej okien budowli światło. Skinął na Trova, aby ten poszedł za nim i wszedł do środka. Wewnątrz zapalił świecę i w jej niewielkim płomieniu zgarnął kilka rzeczy, które znajdowały się nieopodal wejścia.

W środku roskvar mógł dostrzec nieco skrzyń, worki, dzbany i beczki. Niewątpliwie był to swojego rodzaju magazyn, najwidoczniej użytkowany także w innych celach, jak chociażby opatrywanie rannych. Zresztą, wątpliwe aby do grodu często trafiali ranni.

Sługa wskazał mężczyźnie aby ten usiadł i pozwolił mu przemyć ranę jakimś młodym winem i obwiązać lnianym bandażem. Roskvar oczywiście mógł się buntować, ale raczej nie było ku temu żadnych powodów. Chyba że przesłaniający częściowo widok, lniany bandaż na twarzy budził w nim jakieś wątpliwości.

-Skaranie boskie z tym chłopakiem - wymruczał cicho sługa przy pracy.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 20 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 18 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerra z Derinu, Kerreos
Liczba postów: 52217
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1049
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: katrost
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.