Podwichra

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 925
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

Podwichra

23 lut 2015, 19:51

Jakieś dziesięć mil od Nalinu, niemal u stóp Wichrowych szczytów, gdzie kamieniste, górskie tereny ustępowały już żyznym ziemiom, które niegdyś wydarto lasom, leżała niewielka wioska. Przez jej mieszkańców ochrzczona została Podwichrą, a jej, nieco może niefortunna, lokalizacja sprawiła, że nigdy nie rozrosła się do tak ogromnych rozmiarów jak niektóre siostry. Ale tak jak i one miała swoją funkcję. Żadna z obecnych w Autonomii wsi nie powstawała bez powodu, a każda miała w skomplikowanym feudalnym układzie swoje miejsce i określoną rolę. Większość żyjącej w Podwichrze ludności od dawna wydzierała dzielnie okolicy glinę, która następnie trafiała do kolejnych przetwórców, czy też samego Nalin. Glina ta była przeciętnej jakości, nie była też wydobywana na ogromną skalę, jednak jej sprzedaż przynosiła zyski, a to wystarczało.

Budynki w Podwichrze ułożone były szeregiem, wzdłuż pojedynczej, głównej drogi, która przechodziła przez wieś i kończyła się kilkadziesiąt stóp dalej, przy odkrywkowej kopalni gliny. Układ ten sprawiał, że we wsi nie było właściwie centralnego punktu, ale też nie był on nigdy bardzo potrzebny. W razie jakiejkolwiek konieczności mieszkańcy zbierali się przed domem sołtysa.


Chat było dwanaście, każda wyposażona w swoje pole uprawne. Drewniane i kryte strzechą budynki, nie wyróżniające się w żaden sposób od tysięcy innych, które podróżny mógł ujrzeć w Autonomii. Świadczyły o zwyczajnym, ni bogatym, ni też biednym życiu zamieszkujących je osób (jak na chłopskie standardy, oczywiście). Idąc do wsi od strony Nalin przybywający mógł dostrzec, że siedem z chat było po jego prawej stronie, pozostałe pięć zaś po lewej. Przy kilku domach można było dostrzec wozy. W centrum wsi, naprzeciwko siebie, znajdowały się dwa większe od pozostałych budynki. Jednym z nich był sporawy, wyposażony w niewielką stajnię dom sołtysa. Naprzeciw zaś znajdowała się jednopiętrowa, acz wyższa od innych budowli karczma, połączona z mieszkaniem gospodarza. Nie była duża, przeznaczona jedynie dla mieszkańców, którzy udawali się do niej wieczorami po skończonej pracy. Podwichra była oddalona od traktów, więc też nie widywała zbyt wielu podróżników.


Wspomniana kopalnia gliny była kołem (choć zdecydowanie krzywym) o średnicy około dwudziestu metrów. Mieszkańcy wioski spędzali w niej większość dnia wydobywając surowiec, którego lwia część następnie trafiała do okolicznego władyki, a niewielką ilość każdy pracujący mógł zabrać i sprzedać, czy też spożytkować na własną rękę. Choć oczywistą rzeczą było, że gdy nikt nie patrzył "robotnicy" napychali kieszenie ile wlezie i w każdym tutejszym domu nie brakowało glinianych naczyń.


W osadzie znajdowała się wieża rycerska, w której mieszkał pan Felnerik z rodziną. Miał on żonę, trzech synów i dwie córki. Żadne z jego dzieci nie odeszło jeszcze z domu, choć najstarszy syn miał już dwadzieścia lat, a pozostała dwójka siedemnaście i szesnaście. Wieża była o kamiennej podstawie i pierwszym piętrze, w dalszej części zbudowana z drewna. Taka konstrukcja miała chronić ją przed próbami podpalenia ze strony wszelkich napastników. Była wysokości czterech pięter. Dość duża aby pomieścić całą rodzinę i jej niewielką służbę, choć sama żona pana Felnerika narzekała, że jest w niej zbyt ciasno. Z zewnątrz nie było żadnych dostrzegalnych ozdób, dach był kryty strzechą.

[/i]
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 925
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

03 cze 2015, 13:06

MG

Przebudzona w środku nocy Podwichra zawrzała niczym ul. Jednakże daleko jej było do zorganizowania i opanowania jakie wykazywały pracowite owady. We wsi zapanował chaos, ludzie nie wiedzieli czy chwytać za broń, czy ryglować drzwi. Biec w stronę zagrożenia, czy od niego uciekać. Jednych ogarnął strach, innych fanatyczna wręcz chęć walki o "swoje".

Krzyki nie ustawały, poczęły pojawiać się wokół kolejne światła. Ludzie rozpalali świece w chatach, wychodzili na zewnątrz z pochodniami, lampami, kagankami. Wbrew pozorom we wsi mieszkało trochę osób. Co waleczniejsi chłopi zaczęli zbiegać się do krzyczącego strażnika chwytając po drodze co tylko nadawało się na broń. Głównie trzymali w dłoniach nasiekańce, niektórzy zwyczajne kije, znalazła się nawet jakaś włócznia, łuk, czy - o dziwo - podrdzewiały miecz. Zapewne zwędzony lata temu z jakiegoś trupa.

Meladris machnęła w powietrzu ręką próbując sięgnąć ust nieszczęsnego wartownika. Jej dłoń jednak ominęła twarz mężczyzny, który odsunął się gwałtownie gdy tylko dostrzegł ruch. Trzymana przez niego w powietrzu pochodnia dała się elfce we znaki, posyłając w jej stronę snopy tak znienawidzonego światła. Krótka dezorientacja kobiety nie przeszkodziła jednak działać magii. Mrok popłynął gwałtownie w stronę mężczyzny, zdawał się parować w kontakcie z padającym nań światłem, jednak każdy znikający element momentalnie zastępowany był przez kolejne. Czarna maź oblepiła mężczyznę sprawiając, że ten zachłysnął się powietrzem. Pochodnia wypadła mu z ręki lądując na ziemi i paląc się tam nadal. Meladris nie miała możliwości złapania jej. Zresztą, biorąc pod uwagę głośne krzyki w okolicy i tak nie miało to już znaczenia. Wartownik otworzył szeroko oczy i usta w niemym krzyku, by po krótkiej chwili paść na ziemię i w kilku spazmach oddać swoje życie nocy. Jednocześnie zgasła w końcu i pochodnia, zduszona magicznym mrokiem. Mroczna elfka mogła w końcu odetchnąć po tym niespodziewanym wysiłku i wrócić do swojego zajęcia.

Wszystko to obserwowała Niserilla, która właściwie ograniczyła się jedynie do wspomnianej obserwacji. Z chaty przy której stała wypadł jakiś chłop z cepem w dłoniach i popędził w stronę krzyczącego strażnika nawet jej nie zauważając. Zaraz za nim wybiegł kolejny, dostrzegł Meladris i pobiegł w jej stronę unosząc już do ciosu prostą broń skonstruowaną z kija i szczęki jakiegoś zwierzęcia. Jednocześnie rozwarły się drzwi kolejnej chaty, po drugiej stronie drogi. Stanął w nich jakiś młody chłopak z kijem. Skonsternowany spoglądał to na jedną, to na drugą kobietę.

Poszukujący mieszkańców wieży Moluvadaresz nie zawiódł się. Rozkopując dach już po chwili mógł dostrzec bijące z wnętrza światło. W gruncie rzeczy nie musiał się przejmować tym, że robi hałas. Na zewnątrz, w wiosce i tak zaczęły rozlegać się krzyki i podniesiono alarm. Elf usłyszał jak drzwi do wieży otwierają się z hukiem i ktoś staje przed nimi, zapewne chcąc dojrzeć powód rabanu. Syn Mroku był już jednak niemal w środku, rozgrzebując resztki kryjącej wieżę wyschłej roślinności. Mroczny elf wskoczył do środka i nim zdążył się dobrze rozejrzeć usłyszał świst. Jedynie elfi refleks w połączeniu z jakimś niewątpliwym cudem zdecydowały o tym, że mężczyzna w ostatniej chwili dostrzegł stojącego pod ścianą mężczyznę. Nie miał czasu myśleć o wykorzystywaniu magii, odruchowo uchylił się.

Trzymany przez agresora toporek musnął głowę elfa skracając o dobrą połowę jego prawe ucho i przy okazji boleśnie wyrywając nieco włosów. Zaskoczony szybkością reakcji nieproszonego gościa młody człowiek nie zdążył podjąć jakiegokolwiek działania nim elf sięgnął go swoimi szponami pozostawiając cztery dość głębokie rany w klatce piersiowej. Raniony zatoczył się do tyłu opierając plecami o ścianę i stęknął, nie wypuścił jednak z ręki broni. Machnął nią znów, próbując odegnać od siebie przeciwnika. Na schodach rozległo się skrzypienie, ktoś wbiegał na górę.

Zaatakowany w chacie Tusadaresz nie miał czasu na manewrowanie mieczem. Siedzący tam mężczyzna był już gotowy i czaił się, by zadać cios gdy tylko ktoś pojawi się w drzwiach. Chcąc nie chcąc elf musiał upuścić broń i podjąć się nierównej walki. Pozostawało pytanie kto miał w tej walce przewagę. Mroczny elf zdążył zasłonić twarz przed lecącym w jej stronę kijem. Broń trafiła w bok jego dłoni, co boleśnie odczuł w nadgarstku. Rozeźlony napaścią na jego dom wieśniak nie zamierzał czekać mimo przerażenia, zaraz przeszedł do zadawania kolejnych uderzeń. W dodatku pojawił się drugi, dużo młodszy mężczyzna, który w rękach miał widły i niebezpiecznie szybko zbliżał. Czyżby buta elfa sprawiła, że przeliczył się ze swoimi możliwościami?

Awatar użytkownika
Moluvadaresz Syn Mroku
Posty: 15
Rejestracja: 23 sty 2015, 23:39
Lokalizacja postaci: Podwichra
Karta Postaci: viewtopic.php?p=51808

03 cze 2015, 22:43

Gniew i żądza krwi przepełniły istotę Moluvadaresza, kiedy, po instynktownym uniku, zdał sobie sprawę, że broń tego robaka jednak nie chybiła, że został... ranny. Właściwie nawet nie czuł bólu, rejestrował tylko krew, spływającą mu po boku szyi; adrenalina, którą gniew i nagły szał wywołany tym oburzającym faktem wpompowywały w niego, tłumiły go niemal zupełnie. Rozległość swojej rany oceni po tym, kiedy zwłoki tych bezczelnych insektów będą leżeć bez życia i bez duszy na ziemi.

Jedno ze stworzeń, zranione już przez niego, kuliło się pod ścianą, trzymając kurczowo jakąś prymitywną broń; wszystko w Moluvadareszu zawrzało, kiedy zobaczył, że była ona pokryta jego szlachetną krwią. Inne wbiegało w tej chwili na wyższe piętro po schodach. Nie mógł przenieść się za to pierwsze, skoro stało tuż pod ścianą, ale nie było to w tej chwili istotne w żaden sposób - już nie było w stanie mu zagrozić, skoro nie miało przewagi zaskoczenia. Miał zamiar je ukarać, dotkliwie, za świętokradztwo, którego się dopuściło. Bezmyślne stworzenie - a udało mu się go zranić! Jego! Czy było możliwe, że popełnił błąd? Po chwili odrzucił tę niemożliwą myśl, zrzucając to, co się stało, na bardzo nieprawdopodobny przypadek. Narzędzie tego przypadku stało, trzęsąc się ze strachu, bezpośrednio przed nim.

Moluvadaresz dał zwierzęciu tylko krótką chwilę na wytchnienie. Przed rzuceniem się na nie ze szponami, wyciągniętymi drapieżnie do przodu, poświęcił moment, żeby wykonać szybki gest i pokryć jedyne wejście do obskurnego pomieszczenia cieniem, warstwą nieprzeniknionej dla zwierzęcego oka ciemności. Infrawizja, z której korzystał, pozwalała mu przeniknąć jego percepcją ten niematerialny cień, pokazując, czy i co nadchodziło - jeśli poświęciłby moment, żeby w tamtą stronę spojrzeć.

Póki co jednak, po utworzeniu cienia, który miał dać mu kilka cennych sekund, wykorzystał je na runięcie na swoją pierwszą ofiarę, której plugawa posoka już zanieczyszczała jego ostrza. Z niesamowitą zapewne dla zwierzęcego oka i percepcji szybkością znalazł się przy nim ułamek sekundy po nagłej eksplozji ruchu, którą był akt jego podjęcia tego działania. Zatrzymał, niemalże lekceważąco, machnięcie toporkiem, zatrzymując cios jedną ręką, zanim jeszcze właściwie zdążył zostać dobrze wyprowadzony, w międzyczasie wbijając zwierzęciu szpony drugiej ręki w ramię, w którym nie trzymało ręki, patrząc mu przelotnie w oczy, rozkoszując się strachem i cierpieniem w nich, ale uważając jeszcze na desperackie próby oporu typu atak głową. Włożył szpony w ramię, rozrywając mięśnie i ścięgna praktycznie bez wysiłku, i niemalże od razu je wyjął, obracając się na lekko ugiętych nogach i wbijając je w drugie, unieruchomione ramię, to, trzymające kurczowo toporek. Odskoczył szybko, spodziewając się tego, że zwierzę, pozbawione możliwości władania obu rąk, podda się, i w czarnej rozpaczy upadnie na podłogę, by powoli się wykrwawić. Wszystko to nie zajęło więcej niż trzy sekundy; szybkość Moluvadaresza była oszołamiająca, a jego zręczność, długo ćwiczona i nadzwyczajna nawet jak na mrocznego elfa, pozwalała mu na robienie właściwie czego tylko chciał z przeciwnikiem rodzaju tego zwierzęcia, bez żadnego szkolenia bojowego.

Jego uwaga skupiła się teraz na wejściu do pomieszczenia, tego, co zbliżało się w jego stronę. Nie rozpraszał jeszcze ciemności, czekając, czy też nadciągający insekt spróbuje przez nią przejść. Jeśli uczyniłby to... Moluvadaresz czuł już zgrzyt swoich ostrzy na kręgosłupie tego nadciągającego zwierzęcia, które nie miałoby żadnych możliwości na obronę. Tej nocy, dopóki czuł własną krew, spływającą mu po szyi, wstrzyma ostrze tylko raz. I ten moment jeszcze nie nastąpił.

Awatar użytkownika
Meladris Szara
Posty: 12
Rejestracja: 18 lis 2014, 15:17
Lokalizacja postaci: Podwichra
Karta Postaci: viewtopic.php?p=51874#51874

05 cze 2015, 09:43

Zimny jak lód gniew wypełniał ją w całości. Czarna moc wręcz gotowała się w koniuszkach jej palców, parując i sycząc. Czuła tam niewyraźne, nieprzyjemne zimno, nie zwracała jednak na to uwagi. Była całkowicie poświęcona teraźniejszości, skupiona na nadciągających przeciwnikach, których szczęśliwie szybko zauważyła, rozglądając się za kolejnymi ofiarami. W jej ruchach była niezwykła surowość, szybkość i gwałtowność.

To ona była tu drapieżnikiem, to ona miała władzę nad nocą, dlaczego więc te zwierzęta rzucały się na nią jak gdyby w jakimś amoku, szalonej brawurze? Powinny się kulić w kątach swoich chat, uciekać i potykać się o własne nogi. Czy to rozpacz po utraconym towarzyszu tak ich rozpala?
Nie widziała jeszcze czegoś takiego, nawet wśród stadnych gatunków.
Prosili się o śmierć. Wszyscy, co do jednego, skosztują tej nocy jej czarów i jej gniewu.

Jeszcze zanim kreatura, która miała czelność wyrwać się z jej uścisku wreszcie żałośnie skonała, nie mogąc przeciwstawić się zimnej potędze wyzwolonej magii, Czystokrwista Noc przywróciła życie czarom, nie tracąc ani chwili. Skinęła zgrabnie szponiastą, długopalcą dłonią, pozwalając ciemności zagęścić się, skotłować i poszybować w stronę każdego zauważonego zagrożenia, kształtując ją w niewiarygodnie ostre pociski. Pełna gniewu, potęgi zrodzonej z wściekłości magia zatańczyła w powietrzu, rozkwitając wokół czarodziejki niczym śmiercionośny kwiat. Tęczówki elfki najpierw zapłonęły gorącą czerwienią, a następnie momentalnie przygasły i przybrały niemal czarny kolor, odpowiadając na zew magii, która syczała i trzaskała, unosząc się na mroźnych prądach nocy, sunąc w stronę bijących jeszcze serc.

Jednocześnie Meladris posłała w eter inne, nieme wezwanie. Dziesięć uderzeń serca i Smocza Łza miała ponownie znaleźć się w jej dłoni, gotowa wyrządzić krzywdę następnym… ludziom.
A do tego czasu…

Zasłona ciemności opadła bezszelestnie, odpowiadając na życzenie czarodziejki. Okolica pociemniała i stała się niemożliwa, a przynajmniej bardzo trudna, do przeszycia zwykłym wzrokiem, spowita w proste, acz niezawodne zaklęcie. Elfka, oczywiście, patrzyła już na świat przez infrawizję, poruszając się w taki sposób, żeby żaden ślepy człowiek nie mógł jej dosięgnąć.

Do tego czasu nie powinno tych stworów zostać wokół wiele, Niszczycielka Nadziei była jednak świetnie przygotowana i mogła odpowiedzieć na każde żałosne wyzwanie kolejnymi ostrzami mrocznej magii, którą zaczęła już nieco oszczędzać, zdając sobie sprawę, że będzie to niezwykle długa noc. Już teraz czuła się zmęczona całą tą bieganiną i machaniem rękami.

Awatar użytkownika
Tusaradesz Biały Rycerz
Posty: 15
Rejestracja: 23 sty 2015, 13:32
Lokalizacja postaci: Podwichra
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3407

06 cze 2015, 16:39

Sytuacja, w której właśnie się znalazł, była iście niefortunna, ale chłopi cały czas pozostawali chłopami, on zaś był znamienitym przedstawicielem najwspanialszej w świecie rasy, co zobowiązywało go do wyjścia z tej potyczki zwycięsko. Postanowił, że skupi się na swoim pierwszym przeciwniku, który przecież nie mógł nigdzie się cofnąć, a dopiero potem zająć się tym drugim. Korzystając z ochrony i masy zapewnianej mu przez jego pancerz, zaszarżował na chłopa z zamiarem powalenia i rozbrojenia go. W tym celu musiał najpierw obić go paroma porządnymi ciosami i wyrwać mu broń. Drugi wieśniak w tym czasie prawdopodobnie zabrałby się za wyprowadzanie ciosu tymi swoimi widłami, więc Biały Rycerz, szarpiąc się z pierwszym chłopem, musiał zmienić swoją pozycję tak, by jeden człowieczyna blokował atak drugiemu, pełniąc rolę swego rodzaju żywej tarczy.

Gdy już elf zdobędzie broń, będzie mógł zająć się drugim mężczyzną. Wyczeka pchnięcia z jego strony, wykona uskok w tył lub bok, następnie spróbuje złapać za drzewiec broni by mu ją wyrwać, czy ewentualnie przyciągnąć do siebie i, niezależnie od powodzenia tej ostatniej akcji, przejdzie do kontrataku.

Awatar użytkownika
Niserilia Krwawa Łza
Posty: 8
Rejestracja: 27 sty 2015, 14:26
Lokalizacja postaci: Podwichra
Karta Postaci: viewtopic.php?p=51902#51902

02 sie 2015, 15:23

W końcu pojawiło się więcej tych parszywych istot i prawdziwa zabawa się rozpoczęła. Wcześniej z zainteresowaniem obserwowała pokaz Meladris, która okazała się potężną czarownicą. Można było powiedzieć, że Krwawa Łza była nawet pod wrażeniem umiejętności swojej towarzyszki. Szybko jednak pojawiło się więcej przeciwników i trzeba było skupić się na szybkiej ich eliminacji.

Dwóch ludzi wypadło z chaty przy której stała i popędziło prosto na czarownicę. Niserilia nie zastanawiała się ani chwili, poczekała aż minie ją drugi wróg i zrobiła szybki wypad w przód. Wykorzystała element zaskoczenia i wyprowadziła atak swoim mieczem, celując pod kolana najpierw jednego, potem drugiego człowieka. To powinno ostudzić zapał tych kreatur przynajmniej na jakiś czas. Po ciosie starała się zorientować w panującej sytuacji, oceniając czy nie pojawiło się więcej przeciwników. Gdyby zauważyła chłopaka, który wyszedł z chaty po drugiej stronie drogi, zwróciłaby się w jego kierunku. Postanowiła, że nie będzie na nikogo szarżować, cierpliwie stałaby i czekała aż ludzkie istoty same przyjdą w objęcia śmierci, którą Krwawa Łza rozda.

We wsi zaczęło się robić głośno, ich mała akcja rozkręciła się na całego. Kobieta nie sądziła, że tak wielu ludzi mieszka w tej małej wiosce. Musiała przyznać samej sobie, że może być ciężko. Doskonale wiedziała jak wygląda walka na przeważającą liczbę przeciwników. Mroczna elfka nigdy nie lekceważyła niebezpieczeństwa, była jednak gotowa na wszystko. Podświadomie złapała moc, będąc gotową do jej użycia, gdyby coś poszło nie po jej myśli w konwencjonalny sposób.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 925
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

04 sie 2015, 20:56

MG

Przeciwnik Moluvadaresza nie czekał, gdy tylko elf dał mu chwilę czasu oddając się magii i rozmyślaniom stanął pewniej na nogach gotów do dalszej walki. Topór nadal trzymał w dłoni pewnie, a spojrzenie miał nawet jakby lekko butne. Jednak tym razem nie zaatakował, zapewne tracąc pewność siebie po ostatniej reakcji mrocznego. Szybkość z jaką poruszał się nieoczekiwany gość wieży rycerskiej wywoływała słuszne obawy. W końcu nie dać się trafić, to już połowa sukcesu na drodze do wygrania walki. Pozostała jeszcze tylko druga, trafić przeciwnika.

Sam elf tymczasem postanowił zasłonić schody chmurą mroku i odciąć się od wbiegającej na górę osoby. Wbiegająca po schodach osoba wpadła prosto w wytworzoną chmurę. Pozostało liczyć, że pokotłuje się tam chwilę w dezorientacji, co da Moluvadareszowi potrzebny na dalszą walkę czas. Trudno było przewidywać jak ktoś może zachować się kiedy wbiegając po schodach nagle wpadnie w coś takiego.

Zanim elf zebrał się do ataku jego przeciwnik był już gotowy. Ignorancja mrocznego elfa sprawiła, że srogo przeliczył się ze swoimi możliwościami, czy też niemożliwościami przeciwnika. Przyparty do ściany człowiek nie miał zamiaru się łatwo poddawać, ani pozwolić się zranić. Wręcz przeciwnie, chciał zrobić wszystko co tylko będzie w stanie aby ratować swoje życie. Faktycznie można było porównać go w takiej chwili do osaczonego zwierzęcia. Gdy tylko Syn Mroku skoczył w jego stronę ciął mu na spotkanie. Białowłosy zablokował uderzenie lewą ręką, co zresztą nieprzyjemnie odczuł w łokciu. Ostrze broni jego przeciwnika ześliznęło się po jednym ze szponów z brzękiem uderzając w metalowy uchwyt, a po chwili ześlizgnęła się dalej zderzając z rękojeścią trzonkiem i pozostawiając na knyciach Moluvadaresza płytkie nacięcie. Zakleszczone razem bronie znalazły się pomiędzy dwoma walczącymi, zmuszając ich do utrzymania dystansu. Mroczny elf nie sięgnął drugą dłonią ramienia mężczyzny, pozostawiając jedynie na jego jopuli ślady szponów. Młody mieszkaniec wieży zaparł się i kopnął Moluvadaresza w brzuch odpychając go od siebie na tyle, aby uwolnić swoją broń. Nie czekając na nic odbił się od ściany stronę elfa i zaatakował.

Meladris wrzała chęcią mordu. Nie bacząc na nic miotała magią na lewo i prawo, chcąc wyeliminować powierzchniowe stworzenia najszybciej jak tylko będzie to możliwe. Ukształtowana przez nią magia zgodnie z wolą elfki popędziła w stronę pobliskich ludzi. Jakiś przebiegający w pobliżu chłop padł na ziemię rażony dziesiątkami złożonych z mroku pocisków. Ten sam los spotkał mężczyznę, który miał zamiar zaatakować Niserillię. Mogła ona oglądać jak biegnący w jej stronę wieśniak pada na ziemię przeszyty czarnymi smugami mroku i miota się spazmatycznie na ziemi umierając od ran i szoku termicznego. Trwało to krótko. Gdy spojrzała na młodego chłopca, który stał w drzwiach on też już leżał martwy. Właściwie nawet nie wyglądał na zagrożenie, gdy stał tak z przerażeniem w tych drzwiach, kurczowo ściskając w drżących rękach jakiś kij.
Zaraz po tym straciła zwłoki z oczu gdy Meladris, już z włócznią w dłoni, rzuciła kolejnym zaklęciem. Cała wioska skryła się pod kopułą rzadkiego mroku. Trzymane przez ludzi pochodnie i świece z trudem przebijały się przezeń sprawiając że nie do końca wiedzieli gdzie idą. W większości zresztą nigdzie nie szli. Zastygli w przerażeniu obserwując bez słów to przedziwne zjawisko. Niektórzy próbowali zebrać się większą grupę poruszając powoli i szepcząc do siebie cicho. Zapewne w niewielu tliła się już prawdziwa wola walki. Teraz mogła pozostać już tylko desperacja. Równie, a może nawet bardziej niebezpieczna. Meladris mogła podświadomie poczuć, że magia szybko ucieka z jej ciała. Pokrycie takiej połaci terenu nie było prostym zadaniem, a fakt że wieśniacy byli już przebudzeni i rozpalali każdą napotkaną świecę i pochodnię nie pomagał. Nie mogła utrzymywać tego stanu rzeczy, jeśli chciała zachować siły. Już zaraz po pojawieniu się mroku jej puls gwałtownie przyśpieszył.

Tsusadaresz kontynuował swój samotny bój w jednej z chat. Zmniejszył dystans do wieśniaka przyjmując na swoje przedramiona kilka kolejnych ciosów. Szczęśliwie były one osłonięte, więc nie odniósł większych obrażeń. Elf uchwycił broń swojego przeciwnika. Zaczęli się siłować i przepychać, mroczny jednak szybko począł wyłaniać się z tej walki jako zwycięzca. Powalił chłopa, lądując na nim i próbując jak najszybciej wyrwać mu broń i wyeliminować zagrożenie. Jednak wyrwanie ściskanego kurczowo drewna nie było wcale takie łatwe. W dodatku nie miał jak użyć przeciwnika jako żywej tarczy, jeśli tylko chciał utrzymać się na górze. Kiedy zdawało mu się już, że wyrwie w końcu broń z rąk człowieka drugi przydusił do widłami przyciskając je do szyi elfa i starając się go odepchnąć. Narzędzie było drewniane i nie było w stanie wbić się porządnie nawet w nagą skórę, jednak skutecznie uniemożliwiło mu zamiary. Starszy z mężczyzn cały czas wiercił się pod nim próbując zrzucić elfa z siebie, co z pomocą drugiego mogło mu się faktycznie udać.

Tuasadaresz szczęśliwie obudził się w końcu i po prostu przywalił mu porządnie w twarz. Było to po wcześniejszych ciągłych próbach wyrwania sobie wzajem kija o tyle niespodziewane, że wieśniak nie zasłonił się w żaden sposób i przyjął uderzenie w szczękę z bezbrzeżnie zadziwioną miną. Jego głowa odskoczyła do tyłu stukając o ziemię. Zamroczony wymamrotał jedynie coś niewyraźnie i niemrawo uderzył białowłosego elfa nasiekańcem w ramię nie czyniąc mu tym żadnej krzywdy. Jedynie wciąż pchające się w twarz widły, które ciągle uciekały jego ręce były irytujące i nieco niebezpieczne. Wyglądało na to, że dwójka mężczyzn nieszczególnie może zrobić Tusadareszowi większą krzywdę ze względu na wszystkie elementy zbroi, które na sobie miał.

Awatar użytkownika
Moluvadaresz Syn Mroku
Posty: 15
Rejestracja: 23 sty 2015, 23:39
Lokalizacja postaci: Podwichra
Karta Postaci: viewtopic.php?p=51808

16 gru 2015, 21:47

Koniec zabawy, stwierdził Moluvadaresz. Był nadzwyczajnie zaskoczony tym, że jakiś powierzchniowy plebs potrafi tak walczyć - czyżby byli społecznością czysto wojowniczą? Widział przecież pola jakichś roślin, oświetlone księżycem - sugerowały, że to społeczność rolnicza, wieśniacza. Musiał najwidoczniej zrewidować pogląd i ubić to ścierwo szybko. Na całe szczęście jego przeciwnik nierozsądnie dał mu wszystko, czego potrzebował do zakończenia walki w jednym momencie. Ruszył do przodu, odchodząc od ściany, a to spowodowało, że za nim pojawił się cień.

Moluvadaresz od razu wyczuł okazję, skinął ręką i zniknął w czarnej chmurze, przenosząc się za swojego powierzchniowego przeciwnika i, nie dając mu żadnego czasu na reakcję i zorientowanie się w sytuacji, od razu przebił jego plecy jednym ostrzem, dzierżonym przez lewą rękę, spowalniając jego ruch dla większej precyzji drugiego, decydującego ciosu, który skierowany był w szyję, obliczony na przecięcie tętnicy od tyłu i ewentualne przerwanie rdzenia kręgowego. Jeżeli jakimś cudem, prezentując niewyobrażalną dla Moluvadaresza szybkość reakcji i refleks, powierzchniowiec przeczułby w jakiś sposób atak i uniknąłby go, Moluvadaresz zwyczajnie skupiłby się przez moment na zapełnieniu małego pomieszczenia kilkoma chmurami mroku tak, aby nieważne, gdzie przeciwnik by się znalazł - oprócz oparcia się plecami o ścianę - Moluvadaresz mógł zaatakować go od tyłu, po czym, kiedy tylko zobaczyłby najlżejszą dezorientację bądź odwrócenie uwagi, zaszlachtowałby powierzchniowca jak zwierzę, którym był. Słyszał, że nadchodziły też inne powierzchniowe ścierwa; jeżeli któreś odnalazłoby na tyle dużo odwagi, żeby przejść przez jego chmurę mroku na drugą stronę, zwyczajnie pojawiłby się w niej i zamordowałby je od tyłu. Potem zatrzymałby się na moment w pomieszczeniu, żeby złapać dech - nie spodziewał się takiego oporu od samego początku.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 925
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

05 wrz 2016, 15:09

MG

Wiszący nad wioską mrok rozrzedził się szybko, znów pozwalając promieniom odbitym od księżycowej tarczy sięgnąć wioski. Ludzie rozglądali się w obawie, niepewni jak zachować się po tym niezwykłym wydarzeniu. Nie rozumieli co się stało i jakie mogło mieć dla nich skutki. Nie wiedzieli czy powinni uciekać, walczyć, czy może po prostu stać i czekać na dalszy rozwój sytuacji nie mogąc się zdecydować. Meladris, której zaklęcie niedawno jeszcze utrzymywało się nad wioską osunęła się na ziemię ledwo przytomna. Zbyt długo chciała utrzymać taki stan rzeczy i srogo przeliczyła się ze swoimi siłami. Czuła jak krew pulsuje w jej żyłach, jej ręce zaczęły drżeć, a wizja rozmazała się do tego stopnia, że nie była w stanie stwierdzić co dzieje się wokół. Chwytała ciężko powietrze, jednak wciąż było jej go za mało. Nie potrafiła nawet powiedzieć czy leży, siedzi, czy może stoi. Wszystko ograniczało się do uderzeń pulsującej w głowie krwi i rozmazanego nieba. Nawet nie widziała podchodzących do niej ostrożnie wieśniaków. Jeden z nich dzierżył stary, lekko podrdzewiały miecz. Widząc brak reakcji ze strony elfki przyśpieszył kroku, a później nawet zaczął biec. Jego cel był prosty i oczywisty, dopaść do ledwo przytomnej kobiety i siec tak długo, aż zabraknie mu sił. Nie mogła się bronić, nie miała jak się bronić.

Mogła ich dostrzec za to Niserilla. Okoliczni chłopi widząc jak jeden z napastników osuwa się na ziemię najwyraźniej uznali, że bogowie są tego dnia po ich stronie. Dodało im to sporo odwagi, a przynajmniej na tyle aby podjąć jakieś działania. Zaczęli zbierać się w większe grupy, aby tak zmierzyć się z zagrożeniem jakim była Krwawa Łza. Już wkrótce w jej stronę szło dziesięciu chłopów, którzy dzierżyli różnej maści broń. Jeden z nich nawet przejął rolę dowódcy i zadyrygował kilka krótkich rozkazów. Otoczyli ją i poczęli się zbliżać ze wszystkich stron aby ją wyeliminować. Przyłączyły się nawet do nich jakieś kobiety. Otoczona ze wszystkich stron pozostawała bez szans, nieważne jak dobrze posługiwała się mieczem. Próbowała się obracać, odegnać jakoś otaczających ją wrogów, jednak nieważne w czyją stronę się skierowała miała kogoś za plecami. Dziwaczny taniec zakończył się w końcu, gdy poczuła jak w jej udo zagłębia się włócznia. Nawet nie mogła dostrzec kto ją dzierżył. Po pierwszym ciosie szybko padły następne.

Miotający się w chacie Tusadaresz jakby nagle zapomniał gdzie się znajduje. Jego przeciwnik, wcześniej zamroczony zaczął dochodzić do siebie doprowadzając do dalszej szarpaniny, pojawiło się więcej wieśniaków. Elf powinien był działać dużo szybciej, dużo sprawniej. Dał jednak swym przeciwnikom sporo czasu, a ci w końcu obleźli go niczym mrówki. Nie mógł siłować się z kilkoma osobami na raz, obezwładnili go, a prowizoryczna broń wreszcie znalazła drogę pod brzegiem hełmu, aby tam weżreć się w jego skórę. Mężczyzna czuł jak krew obficie płynie po jego szyi, a obraz przed jego oczami traci na wyrazistości.

Z całej grupy najlepiej radził sobie Moluvadaresz. Jego walka wciąż trwała, nie była jednak sprawą przegraną. Wykorzystał na swoją korzyść atut, którym jego przeciwnik nie dysponował - magię. Gdy zniknął człowiekowi z oczu ten stanął zdezorientowany. Zapewne nie do końca rozumiał co się wydarzyło, gdy ostrza elfa znalazły się w jego ciele. Nie był w stanie się obronić, w żaden sposób nie spodziewał się tego ataku. Jeden ze szponów z chrupnięciem trafił w kręgosłup, zatrzymując się w kości. Nim Syn Mroku zdołał wydobyć swoją broń przez mrok na schodach wreszcie przedarła się kolejna dwójka ludzi. Jeden z nich trzymał obnażony miecz, odziany był w narzuconą na prędce kolczugę, głowę jednak miał nieosłoniętą, zapewne nie miał już czasu by szukać i przywdziewać hełm. Tuż za nim z chmury wypadł drugi, młodszy. W dłoniach trzymając przygotowaną do strzału kuszę. Wymierzył ją w elfa, chwilowo jednak Moluvadaresz był zasłonięty przez zwłoki ich towarzysza. Nie mogło to jednak trwać długo, bezwładne ciało ciągnęło jego dłoń w dół, a szpony pozostawały zaklinowane w kości. Mężczyzna z mieczem począł obchodzić go, zapewne chcąc uderzyć od boku, kusznik tymczasem pozostał w miejscu, czekając na jakąkolwiek okazję do strzału.

Awatar użytkownika
Moluvadaresz Syn Mroku
Posty: 15
Rejestracja: 23 sty 2015, 23:39
Lokalizacja postaci: Podwichra
Karta Postaci: viewtopic.php?p=51808

13 wrz 2016, 21:48

Ponownie Moluvadaresza zalała fala gniewu, kiedy jedno z jego ostrzy, obsydianowych i niesamowicie ostrych, zablokowało się jakimś cudem w kości, którą powinno ciąć z łatwością. Nie było czasu na próby wydobycia ostrza, zresztą nie potrzebował dwóch do rozprawienia się z tą dwójką zwierząt, która stała na drodze jego zwycięskiego pochodu. Zwyczajnie zniknął im z oczu, pojawiając się w chmurze, przez którą przed chwilą wyszli, poderżnął płynnym ruchem gardło zdezorientowanemu kusznikowi, po czym to samo zrobił z miecznikiem, przenosząc się w jego cień, za jego plecy, i podrzynając mu gardło od ucha do ucha, nie dając ani chwili na reakcję. Pojawianie się tuż za plecami jego ofiary nie dawało jej właściwie żadnych szans, szczególnie, kiedy pierwszy raz widzieli podobną akcję i nie wiedzieli, czego się spodziewać. Został zmuszony do wykorzystania tej mocy tak wcześnie; musiał uważać, żeby nie została zauważona przez innych, żywych, gdyż element zaskoczenia był tu bardzo ważny.

Kiedy cały powierzchniowy plebs legł już martwy na ziemi, Moluvadaresz podszedł do pierwszego truchła, wydarł mu swoje brakujące ostrze i otarł obydwa o szmaty, w jakie ścierwa były odziane. W wąskich korytarzach i przejściach tego budynku miał ułatwione zadanie; dzięki infrawizji widział wszystkie te zwierzęta, zanim one mogły go zauważyć, a pochodnie i inne źródła światła, które nosiły, nieodwołalnie tworzyły za nimi cień - przeniesienie się w który i zamordowanie bezradnych ofiar było dla Moluvadaresza pstryknięciem palców. W każdym razie wydawało się, że noc będzie długa, a polowanie wyjątkowo krwawe i nużące.

Awatar użytkownika
Xariel
Posty: 925
Rejestracja: 23 mar 2013, 16:28
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42135&highlight=#42135

Re: Podwichra

20 lis 2018, 16:48

MG

O tym dziwnym wydarzeniu zapewne miały powtarzać całe pokolenia chłopów. Cała wieś była już postawiona na nogi. Wraz z nią obudzeni zostali również mieszkańcy pobliskiej wieży rycerskiej. Do uszu Moluvadaresza dochodził coraz większy ruch piętro niżej, a nawet jakieś krzyki. Najpewniej zachodziła tam jakaś wymiana informacji. Najprawdopodobniej zbierali się tam jacyś ludzie, niechybnie chcąc niedługo wkroczyć na górę i dołączyć do tego, co się tam działo.

To, że tego jeszcze nie zrobili było pewnie kwestią strachu przed dziwacznymi magicznymi zdarzeniami, które miały miejsce, oraz faktu, że nie wiedzieli co tak naprawdę się dzieje. Nie mieli zielonego pojęcia kto jest na górze i z czym przyjdzie im się mierzyć.

Magiczna chmura mroku, którą elf wykorzystał wcześniej na swoją korzyść nadal pozostawała w przejściu. Gwarantując mu pewną przewagę i tworząc w pomieszczeniu dodatkowy półmrok.

Elf nie czekając na dalszy rozwój sytuacji kontynuował swoje popisy. Jego błyskawiczne przemieszczanie się pomiędzy cieniami dawało mu ogromną przewagę. Szybko wykończył kolejnych dwóch przeciwników, przy akompaniamencie właściwie jedynie jęków i delikatnej szamotaniny. Sam wyszedł z tego bez szwanku. Z chrupnięciem wyrwał swoją broń ze zwłok, w których pozostawił ją wcześniej. Mógł przez krótką chwilę odetchnąć, był jednak przekonany że piętro niżej zbierają się już kolejni ludzie. Nie znając ani ich miejsca ani kultury nie potrafił ocenić jak wiele osób może jeszcze znajdować się w tej wieży i ile z nich będzie w stanie stawić mu czoło.

Nie był świadom tego, że jego towarzysze polegli w nierównej walce, często przez własne decyzje. Trójka mrocznych elfów, z którymi opuścił swoje rodzime strony nie przypominała już niemal smukłych, jasnoskórych postaci, które jeszcze pamiętał. Wieśniacy, gdy tylko zdołali ich otoczyć nie żałowali ciosów każdym narzędziem jakie tylko nawinęło im się w ręce, a ciosy te zadawali nawet długo jeszcze po tym zanim ich wrogowie skonali. Niewątpliwie wieść o napaści mrocznych elfów niedługo miała roznieść się po całej Autonomii, przemieniając w drodze w przeróżne plotki.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 18 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 16 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerra z Derinu, Kerreos
Liczba postów: 52217
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1049
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: katrost
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.