Złodziejewo

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3796
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Złodziejewo

14 gru 2015, 01:50

Niezasiedlona przez żadną wybitną jednostkę – a przynajmniej nie przez taką tego rodzaju, która chciałby się szerokiemu światu ujawnić – wioska Złodziejewo była istotna tylko z jednego punktu widzenia: leżała u zbiegu traktów.

Idąca od Nalinu odnoga Traktu Iquańskiego rozdzielała się tu na dwie drogi. Jedna z nich prowadziła w kierunku rzeki Iqui, idąc prosto w kierunku Wolenvain, drugą można było dojść do Lwiego Brodu. Pośrodku leżała wioseczka, której największym szczęściem była duża gospoda. Nieraz bywało tak, że podróżujący w stronę Wolenvain aldhalscy rybacy zamiarujący sobie sprzedaż urobku z całego tygodnia spędzali w niej całe dni. Z dala od rodzimej wioski pozwalali sobie na więcej, niż normalnie, wydając dużo pieniędzy na przyjemności, na które w teorii nie było ich stać. A tych karczma oferowała niemało, ciesząc z pewnością nie tylko jej właściciela, tutejszego sołtysa zwanego Arkandem, ale również władcę wsi, pana Iverdona Balgeranda herbu Ognisty Feniks, który ściągał z niej podatki. Ten ostatni pojawiał się na swoich włościach dość rzadko, za siedzibę obierając Twierdzę w Wolenvain. Mimo całych dwudziestu czterech lat na karku, rządca nie miał jeszcze żony i jego poddani coraz częściej plotkowali o jego niezdatności, pederastii, nieśmiałości i słabości – co akurat im przyszło na myśl. Nie bez znaczenia był fakt, że w Twierdzy mieszkał z matką, co rodziło kolejne okrutne domniemywania, głównie dotyczące tego, że rodem rządzi tak naprawdę kobieta.


Jakkolwiek by jednak mówić, tak sołtys, jego czterech rosłych synów i dwie córki byli panu Balgerandowi wierni, nie stroniąc od płacenia stosownych podatków. Ich ściąganiem zajmowali się głównie bezpośredni podwładni możnego, rycerze z wieży znajdującej się na zachód od wioski, przy trakcie. To oni również nadzorowali ten jego odcinek, który leżał w bezpośredniej bliskości Złodziejewa. Wypuszczali się też czasem głębiej na ziemie swego pana, to jest na południe, do samego jeziora Iqua. W grupie na stałe było trzech wojów, kolejnych pięciu zaciągnęło się na służbę u pana Balgeranda nie z zamiarem zagrzania tu miejsca, a jedynie dorobienia sobie i zyskania kontaktów z potężniejszymi personami. Bandyci byli jednak w tym rejonie rzadko spotykani, więc poza wydawaniem pieniędzy zarobionych za służbę podwładni Iverdona nie mieli zbyt wiele do zrobienia.


Zyskiwał na tym, oczywiście, sołtys Złodziejewa, Arkand. Miał też najwięcej ziemi, własnych pachołków, parobków i udziały w podatkach. Mówił często o swoim szlacheckim pochodzeniu, jednak każdy, kto spojrzał na jego nalaną twarz, wiedział, że jego szlachecka krew, o ile w ogóle istnieje, jest mocno rozrzedzona. Jego obliczu nic nie dodawało wyrazu. Blondwłosy mężczyzna po czterdziestce z wyjątkowo jasnymi brwiami i rzęsami zdawał się jakąś woskową figurą. Nie był przy tym jakoś szczególnie otyły, ale lata dobrobytu odcisnęły się na jego tuszy.


Nawykły jednak do ciężkiej pracy, jazdy konno i kontaktów z możnymi zachowywał się niczym istne panisko, podkreślając swoje zalety kiedy tylko mógł. Mimo tego chłopi szanowali go i cenili, każdy w końcu zachodził do jego karczmy i miał okazję porozmawiać z nim w cztery oczy, a przy bliższym kontakcie Arkand mocno zyskiwał. Sołtysa rzadko było widać na polu, wolał siedzieć w swoim przybytku i tylko od czasu do czasu nadzorować pracę. Swoje w życiu zrobił, teraz mógł z tego korzystać – walczył przeciwko roskvarom w 405EF i nikt nie mógł zarzucić mu, że wrócił z podkulonym ogonem. Nie wiadomo było, ile prawdy niosły jego przechwałki, ale ponoć sprawił się całkiem dobrze, a fakt, iż utrzymywał się z panem Balgerandem i jego ludźmi przyjazne stosunki nie rzucał cienia wątpliwości na to, że się sprawdził.


Jego wieś, jak właściwie wszystkie, składała się z chat ułożonych wzdłuż traktu, z jednym centralnym obiektem – karczmą. Duże pola ciągnące się za chatami jasno dawały do zrozumienia, że wieś leży w prowincji stołecznej, w której łany królewskie rzeczywiście były godne swego miana. Oznaczało to też, że jest jedną z najstarszych w Autonomii Wolenvain. Bliskość stolicy nie służyła jednak Złodziejewu, a wręcz przeciwnie – wielu młodych chłopów próbowało swego szczęścia w metropolii, opuszczając rodzinne strony. Tłumaczyło to, dlaczego wioska nie rozrosła się jak choćby Nalin czy Aldhal. Mówiło się nawet, że ten ostatni dążyć będzie do porzucenia drewnianych chat na rzecz murowanych kamienic, rozszerzenia swoich granic i uzyskania statusu miasta, tymczasem Złodziejewo… Nie zmieniało się od lat.

Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Hrux
Posty: 86
Rejestracja: 26 maja 2014, 20:57
GG: 760737
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2986

16 gru 2015, 15:49

Hrux i jego nowy znajomy szli powoli w stronę ostatnio mijanej przez nieumarłego wioski. To było ich jedyne wyjście, jeśli chłopak miał przeżyć - a na takim obrocie spraw zależało im obojgu. Pogoda im dopisywała i mimo tego, że nadal było mroźnie i wcześnie się ściemniało, to nie mieli powodów do narzekań. Nekromanta nie chciał dodatkowo męczyć młodzieńca pytaniami, nie był zresztą w ogóle zbyt rozmowny. Przedstawił się jedynie, gdyż zauważył, że nie zrobił tego wcześniej. Uważał, że to kolejny mały krok, który może okazać się dla nich obu bardzo ważny. Był bardzo ostrożny, nie mógł sobie pozwolić na błąd w tych relacjach, musiał ukrywać swoją tożsamość. A przynajmniej na razie.

Z upływem czasu znajdowali się coraz bliżej docelowej wioski, nim jednak do niej dojdą należało minąć wieżę, w której Hrux wyczuł kilka istot żywych. Naciągnął kaptur by jeszcze bardziej przykrył jego twarz i podpierając się kijem, po prostu, najzwyczajniej w świecie szedł przed siebie. Miał nadzieję, że nie dojdzie do żadnej interakcji z ludźmi z wieży - to byłoby zupełnie niepotrzebne. Zbliżyli się wreszcie do wioski i cała energia, którą Hrux już od pewnego czasu badał rozdzielała się na mniejsze grupki. W umyśle nieumarłego powstawał model idealnie odwzorowujący każdy szczegół otoczenia, z uwzględnieniem istot żywych. W miarę zagłębiania się w wioskę wiedział już które domostwa są puste, a gdzie są ludzie. Dodatkowo uważnie obserwował okolicę i przysłuchiwał się fragmentom rozmów mijanych ludzi. Nigdy nie wiesz, kiedy jaka informacja może okazać się tą kluczową.

Idąc pośród chłopów musieli wzbudzać zainteresowanie, pewnie nieczęsto bywają tutaj goście. A zwłaszcza tacy wyjątkowi. Mimo to Hrux starał się nie zatrzymywać, kierując swoje kroki bezpośrednio do gospody, która już z daleka rzucała się w oczy na tle mniejszych domostw. Nie zamierzał jednak wchodzić do środka, nie miał zresztą po co. To Almor był jedynym powodem dla którego w ogóle tutaj zaszli. Nie licząc oczywiście pierwotnego powodu, z racji którego nieumarły w ogóle ruszył się ze swojej krypty. - Masz jakieś pieniądze? - zapytał nagle chłopaka, uświadamiając sobie, że przecież jadło i nocleg będą go kosztować. - Jeśli nie, to weź te. - kontynuował, oferując chłopakowi kilka szylingów. - Ja nie lubię tłumów, rozejrzę się po wiosce. Może ktoś akurat będzie potrzebował pomocy medyka? - rzucił jeszcze chłopakowi, dając mu wyraźnie do zrozumienia, żeby sam wszedł do karczmy.

Gdy Almor już znalazł się za progiem gospody, zaczął się zastanawiać co dalej. Właściwie, to wiedział już co dalej, ale rozważał wszelkie argumenty za i przeciw. Ostatecznie starając się nie przykuwać jeszcze większej uwagi ruszył w kierunku domostw wysuniętych na wschód. Szukał konkretnie jakiegoś domu, który byłby nieco oddalony od reszty, na uboczu, w którym dodatkowo byliby ludzie. Miał zamiar poczekać na zmierzch nim podejmie dalsze kroki.

Awatar użytkownika
Almor
Posty: 45
Rejestracja: 02 sty 2013, 19:12
Lokalizacja postaci: Złodziejewo
Karta Postaci: viewtopic.php?p=39355#39355

22 gru 2015, 03:43

Almor w ciszy podążał za mężczyzną. Zmęczony i przygnębiony próbował dotrzymać kroku towarzyszowi, który zdawał się w ogóle nie męczyć. Myśli zaprzątały mu wątpliwości oraz strach, ale nie dawał tego po sobie poznać tłumiąc wszystko wewnątrz. Ilekroć jednak spoglądał na Hruxa odczuwał pewien niepokój trudny do opisania. Nie miał ona źródła w nim samym, był raczej niczym dziwny całun okalający sylwetkę medyka, aura barwiąca się upiornymi kolorami. W duszy obawiał się mężczyzny tak samo, jak i w wykręcony sposób szukał w nim oparcia. Ten kontrast przerażał go jak i pociągał, wabił.

Zbliżając się do wioski otworzył torbę szerszej pozwalając Mylo skryć się w niej, by nie przyciągać niepotrzebnej uwagi. Będąc pod gospodą odpowiedział Hruxowi.

- Mam pieniądze, dziękuję – Mówiąc to usiłował przywołać pogodny ton i nikły uśmiech na zmęczonej twarzy, ale chyba nie bardzo mu to wyszło. Nie skomentował dalszego wywodu mężczyzny uznając, że właściwie takiego podejścia można było się spodziewać po osobie o prezencji Hruxa. Z pewnością bardziej przeanalizowałby postawę rozmówcy, lecz był zbyt zmęczony i jedyne o czym myślał to ciepłe łóżko.

W gospodzie załatwiłby formalności i wynająwszy pokój na jedną noc zasnąłby nie myśląc ani o kąpieli, ani o jedzeniu. Tymi sprawami miał nadzieję zając się dopiero po zbawiennym śnie.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3796
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Saint

27 gru 2015, 22:39

MG

Wędrówka Almora po Autonomii Wolenvain nie była do tej pory zbyt owocna. Jeśli nie liczyć dobroci, ale i głupoty ludzkiej, z jaką się zetknął, chłopak nie zbliżył się ani na jotę do celu, jaki postawił przed sobą idąc tutaj z samego Wielkiego Imperium Agstusu. Odwiedził Minaloit, Derin, Wolenvain i Varti, nigdzie nie napotykając nikogo, kto mógłby pomóc mu w osiągnięciu zamierzonego efektu. Nie znalazł nawet stałej pracy czy miejsca do zamieszkania, choć w tym przypadku nie dążył do tego szczególnie żarliwie. Pieniędzy na razie mu nie brakowało, choć ochoczo wydawał je w drogich karczmach, niejednokrotnie zamawiając w nich balie kąpielowe przeznaczone dla najbardziej majętnych podróżnych. Teraz stanął przed kolejnym tego rodzaju przybytkiem, docierając tutaj dzięki pomocy Hruxa.

Podczas podróży narastał w nim cynizm – traktował swego wybawiciela jako kogoś, kto był jedynie narzędziem do spełnienia marzeń, chociaż był pierwszą osobą, która mogłaby powiedzieć mu cokolwiek na temat magii, o której chciał wiedzieć wiele. Coraz mniej rozmyślał o swej filozofii, ostatnimi czasy przejmując się głównie tym, aby przeżyć na drogach i bezdrożach Autonomii Wolenvain. Nie sposób było się dziwić takiemu postępowaniu. Kraj ten, a raczej ludzie w nim żyjący, był zaprzeczeniem tego, w co wierzył. Większość zważała tylko na siebie, była powodowana chęcią zysku. Nauki mnichów nie trafiały do nich, a próba nauczania ich, jak pokazała to sytuacja z Varti, spełzała na niczym.

Wymęczony trudami drogi Almor trafił do jedynej w Złodziejewie karczmy. Główna sala drewnianego budynku nie różniła się wiele od tych, które napotykał wcześniej. Ot, spory szynk, chaotycznie rozstawione stoły i krzesła, kilku stałych bywalców, zapach ludzkiego ciała, rozżarzonego węgla, jedzenia i alkoholu. Wszędzie też podobnie zachowywali się ci, którzy już w karczmie przebywali. Ktoś taki jak Almor był dla nich ciekawostką. Młody, samotnie podróżujący dziwak z niebieskim ptakiem na ramieniu. Przyciągał spojrzenia. Jak zawsze.

Przy ladzie okazało się, że Almorowi nie został już żaden szyling i wyłożyć musiał suwerena. Poprosił o nocleg, nie targował się, choć karczmarz wyraźnie na to liczył. Zażyczył sobie aż pięć szylingów, ale chłopak nie zareagował sprzeciwem. Zapłacił, dostał resztę. Wszyscy widzieli, czym płaci. Żona sołtysa odprowadziła go do pokoju, zabrzęczała kluczami. Almor nareszcie został sam. Zmęczenie brało go w swe posiadanie, ale nie mógł zasnąć. Głód zaprzątał mu myśli, wykręcał ciało.

Gdy wreszcie udało mu się zasnąć, rozwrzeszczał się Mylo. Do pokoju ktoś się dobijał, a sądząc z głosów dobiegających zza drzwi, było tych ktosiów co najmniej trzech. Mogli wejść do środka, zasuwy nie blokowały ich drogi. Mimo tego zdecydowali się zapukać. Silnie. Nic nie powiedzieli. Coś było nie w porządku, Almor czuł to doskonale.

Tymczasem Hrux zasadził się na obrzeżach wioski i czekał na zmierzch. Ten nadszedł po niemałej chwili. Paru ludzi załatwiających swoje sprawy we wsi zauważyło go. Niektórzy przyspieszyli krok na widok nieznajomego okutanego w głęboki płaszcz i takiż kaptur. Z pewnością mogliby poinformować przebywających niedaleko rycerzy o swoich niepokojach, jednak wyglądało na to, że tego nie uczynili, bowiem do Hruxa nie podchodził zupełnie nikt. Wkrótce cały ruch na jedynej ulicy Złodziejewa zamarł. Słońce zaszło.

Awatar użytkownika
Hrux
Posty: 86
Rejestracja: 26 maja 2014, 20:57
GG: 760737
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2986

28 gru 2015, 18:08

Hrux w miarę możliwości, na podstawie obserwacji otoczenia, wybrał jedno z domostw jako cel swojego ataku. Gdy tylko się ściemniło ruszył do obranej chaty by zrealizować swój niecny plan. Nim cokolwiek zrobił upewnił się, że w środku znajdują się istoty żywe, oraz starał się określić ich ilość i jak najdokładniej położenie. To pierwszy test jego zdolności, miał nadzieję, że jego percepcja również uległa poprawie. Dość dokładnie zbadał budynek nim podjął jakiekolwiek działania, zwracając szczególną uwagę na drzwi i okna. Szukał jakiegoś dodatkowego wejścia przez piwnicę bądź poddasze z dwóch powodów: po pierwsze mógłby tamtędy niepostrzeżenie dostać się do środka, po drugie chciał wiedzieć którędy ewentualnie jego ofiary mogłyby próbować uciec. Jeśliby takowe znalazł ruszyłby tą "luką" do wnętrza domostwa, jeśli zaś nie, skierowałby swoje kroki do głównych drzwi i tam, delikatnie, starając się nie narobić przesadnego hałasu, sforsowałby zamek drzwi przy użyciu magii. Oczywiście po uprzednim upewnieniu się, że te w ogóle są zamknięte.

Będąc już w środku rozpoczął eksterminację istot żywych - systematycznie i ostrożnie. Nie chciał wywoływać we wsi paniki, a przynajmniej jeszcze nie. Dodatkowo nieumarły zwracał uwagę na wszelkie źródła światła, które gasił delikatnym podmuchem poruszonego powietrza. Nekromanta bez problemu poruszał się w zupełnej ciemności i wyczuwał swoje ofiary, co dawało mu znaczną przewagę w skutecznym atakowaniu ludzi. Hrux w swoim arsenale miał kilka wyszukanych broni, lecz teraz przede wszystkim zależało mu na cichym wykonaniu roboty, jako więc środek do celu wybrał atak magiczny, który poprzez nagłe przesłanie natłoku myśli nekromanty do umysłu ofiary doprowadzał do omdlenia. Hrux nie miał zamiaru od razu uśmiercać chłopstwa zamieszkującego chałupę, lecz chciał ich wykorzystać do kolejnych eksperymentów. Postępował ostrożnie i systematycznie, unieszkodliwiając kolejnych domowników. Zaletą tego typu ataku był fakt, że Hrux mógł w jednym momencie uśpić wszystkich w jednym pomieszczeniu. Nie przejmował się nadto odpowiednim dawkowaniem przesyłanej energii, toteż możliwe było, że przypadkiem uśmierciłby kogoś przedwcześnie. Zdecydowanie wolał przesadzić z ładunkiem i zabić kogoś, niż wysłać go w zbyt małej ilości i narazić się na to, że uda mu się uciec.

Gdy upewnił się, że wszyscy domownicy zostali unieszkodliwieni zgromadził ich wszystkich w jednym miejscu przy pomocy magii. To był kolejny test jego zdolności: zastanawiał się jak długo i jak wielu nieprzytomnych ludzi mógłby unosić swobodnie w powietrzu, w porównaniu do jego dotychczasowych możliwości. Wykonał więc dwa proste eksperymenty: pierwszy polegał na jednoczesnym uniesieniu jak największej liczby osób i przedmiotów w powietrze, drugi na utrzymywaniu jednego ciała w powietrzu przez jak najdłuższy okres czasu. Poprzez proste porównanie wiedział jak bardzo jego zdolności uległy poprawie po ostatnim eksperymencie na własnych fragmentach duszy, to z kolei było cenną informacją, pozwalającą między innymi oszacować jak daleko od swojego filakterium Hrux mógł się bezpiecznie poruszać. Przemierzając domostwo w ciemności w poszukiwaniu cennych przedmiotów, broni i monet, oraz czekając na regenerację swoich mocy magicznych, Hrux opracowywał swoje kolejne kroki. Musiał koniecznie zmierzyć potencjał tego chłopaka i miał już na to pewien pomysł. A mieszkańcy wioski będą świetnym celem ku temu, przysługując się nieumarłemu na wiele sposobów, często dosłownie. W zależności od ilości zużytej energii oraz szybkości regeneracji Hrux zamierzał zająć się manipulacją dusz tych ludzi, którzy przeżyli. Pamiętał ostatnie, niezbyt optymistyczne próby sprzed ostatniego przełomu, miał nadzieję, że tym razem pójdzie mu o wiele lepiej. Miał zamiar ostrożnie zanurzać się w duszę nieprzytomnych ludzi, lecz tak długo by po wyjściu nadal mieć energię na bezproblemowe wskrzeszenie i manipulowanie domownikami, gdy już ich zabije.

Awatar użytkownika
Almor
Posty: 45
Rejestracja: 02 sty 2013, 19:12
Lokalizacja postaci: Złodziejewo
Karta Postaci: viewtopic.php?p=39355#39355

13 sty 2016, 16:39

Sen nie przyszedł łatwo. Pomimo zmęczenia głód dawał o sobie znać nie dając zasnąć. Noc trwała długo. Kiedy w końcu zasnął obudził go pisk Mylo. Początkowo burknął coś niezadowolony naciągając pierzynę za uszy. Jednak łoskot w drzwi poderwał go na równe nogi. Myśli kłębiły mu się w głowie. Kto to mógł być? Może Hrux? Głód skręcał go, więc i tak musiał prędzej czy później wyjść z pokoju żeby coś zjeść. Mógł to zrobić i teraz.

Wstał, zerknąwszy na Mylo, który jakby czytając mu w myślach schował się pod łóżkiem. Podszedł do drzwi i je otworzył.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3796
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Speaking:

31 lip 2016, 22:32

MG

Pięć osób. Najprawdopodobniej chłop, jego żona i trójka dzieci. Te nie mogły być wyrośnięte, bowiem dawno opuściłyby już swe domowe pielesze. Ciała skupione jedno przy drugim i nieruchome. Hrux wywnioskował, że rodzina śpi na jednym posłaniu, otulona wełną i niezdająca sobie sprawy z tego, co ją czeka. Uważnie zbadał chatę, w której się znajdowała. Szukał czegoś, czego nie miał prawa w niej znaleźć – poddasza i piwnicy. Kryty strzechą, drewniany budynek miał bowiem tylko potężne, zamknięte o tej porze okiennice i drzwi bez zamka.

Mimo błędnych założeń na temat rzeczywistości wiejskiego życia, sama jej ocena przez nieumarłego stała na podobnym do dawnego, bardzo dobrym poziomie. Jego wcześniejsze eksperymenty i próby usprawnienia samego siebie prawdopodobnie nie wpłynęły na ten aspekt, choć trudno było to ocenić – wszak nieumarły nigdy nie próbował testować go na takiej odległości. Wiedział, że przebicie się magicznymi zmysłami przez ściany chaty i ustalenie położenia znajdujących się w niej osób zajęło mu więcej czasu, niż choćby badanie zewnętrza jego krypty w Jaśminowym Parku. Było to jednak całkowicie spodziewane. W końcu oddalił się od niej znacząco, a to przy niej był najsilniejszy. Nie miał bezpośredniego porównania z czasem sprzed ulepszenia wiążącej go z ołtarzem więzi, więc na razie nie potrafił stwierdzić, czy jego działania przyniosły pozytywny efekt. Podświadomie czuł i życzył sobie, żeby tak było, choć wiedział też, że jego ciało reaguje odrobinę bardziej opieszale. Nie było to nic, co utrudniałoby mu egzystencję, ale z pewnością był to fakt warty odnotowania.

Drzwi domostwa były, oczywiście, zamknięte. Chłopi postawili na stare rozwiązanie. Drewniana zasuwa w formie grubej deski nie rodziła nadziei na szybkie i ciche dostanie się do chaty. Hrux, choć maksymalnie zbliżył się do wrót, nie mógł działać tak precyzyjnie, jak by sobie tego życzył. Zadanie utrudniała mu stłumiona po części samą obecnością drzwi percepcja, uniemożliwiająca dokładną ocenę położenia, kształtu i sposobu mocowania zasuwy, jak również rodzaj telekinezy, jaką się posługiwał. Zwykle służyła mu ona do nieco bardziej nagłych i oczywistych działań, żaden był z niego ostrożny włamywacz. Choć starał się jak mógł, ostatecznie jego działanie było niemal wyłącznie siłowe. Brutalnie wyłamał co mógł, z impetem usuwając przeszkodę ze swej drogi.

Za drzwiami już czekał na niego chłop z jakąś pokrzywioną lagą w garści, chroniąc za sobą całą swoją rodzinę. Rzeczywiście, była tam jego żona, nawet trzymała w rozedrganej dłoni nóż, były też dzieci. Dwóch chłopców, z których najstarszy, rosły i leciutko zarośnięty młodzieniec musiał być dla swego ojca wydatną pomocą w pracach na roli. Był też malutki pies, który, rozbudzony, rozszczekał się na dobre. Nie było miejsca na zadawanie pytań. Nikt, kto przychodził w taki sposób, nie przychodził w pokoju.

Chociaż w izbie było ciemno, wtargnięcie Hruxa wlało do niej odrobinę księżycowego światła. Jego sylwetka wyraźnie odcinała się na tym tle, stanowiąc dobry cel do ataku. Chłop zawył jak opętany, rzucając się na nieumarłego, a za nim przemknął najstarszy syn. Nim jednak spadły pierwsze ciosy, oboje padli na ziemię jak rażeni piorunem – i rzeczywiście rażeni zostali. Myśli Hruxa spowodowały nagłe ich omdlenie, przepełniając ich umysły kakofonią niemożliwą do przetrawienia. To samo stało się po chwili z kobietą i chronionym przez nim dzieckiem. Na końcu obezwładniony został pies, który zdążył już uczepić się nieświeżej nogi włamywacza, co zachwiało nim, ale nie zaburzyło jego koncentracji.

Cała rodzina wkrótce leżała u stóp pozszywanego potwora, który musiał przed sobą przyznać, że cała rzecz nie do końca mu wyszła. Narobił mnóstwo hałasu, a choć chatka, jaką obrał za cel, znajdowała się nieco na uboczu wsi, nie mógł z całą pewnością stwierdzić, że nikogo ów hałas nie zwabi. Łącząc to odnotowaniem jego obecności przez mieszkańców Złodziejewa rzucających mu ukradkowe spojrzenia, gdy ten czekał na zmierzch, Hrux miał pewne powody do obaw. Mimo tego wziął się do testowania swoich ograniczeń. Zależało mu na sprawdzeniu maksimum swych możliwości telekinetycznych. Nie znał go wcześniej i nieco niefortunnym było prowadzenie tego rodzaju eksperymentu w oddalonej od Wolenvain wsi, ale czarnoksiężnik zdawał się tym nie przejmować.

Podniósł wszystkie leżące przed nim ciała na wysokość swych oczu, jednak szybko opadł z sił. Z pewnością spodziewał się czegoś więcej, choć nie miał skali porównawczej. Nie czując upływu czasu, odczekał na zregenerowanie się swej mocy, po czym powtórzył badanie z jednym tylko ciałem. Trzymał je w powietrzu przez kilka chwil, przerywając działanie zaklęcia w ostatnim momencie gwarantującym mu zachowanie energii na poruszanie swym ciałem. Zrozumiał, że jego telekineza nie należy do najbardziej wydajnych, przynajmniej przy takim, dość spektakularnym zastosowaniu. Oczywiście w normalnej sytuacji nie potrzebowałby prób unoszenia i utrzymywania ciał w powietrzu przez długi czas – zwykle wystarczyło lekkie popchnięcie, przeniesienie czegoś czy przyciągnięcie. Teraz jednak Hrux poznał pełnię swoich ograniczeń, a wiedza ta z pewnością mogła mu się przydać. Dziwnym było jednak, że zdecydował się na jej pozyskanie właśnie teraz, daleko od swej krypty i bez możliwości ukrycia się.

Kiedy po niego przyszli, nie mógł być zaskoczony. Ktoś jednak nie spał, ktoś patrzył, pozostawał czujny i ostrożny. Można byłoby rzec, że jest to kwestia przewrażliwienia, jednak po Lwim Brodzie nic nie było takie samo. Złodziejewo było położone blisko miejsca, w którym rzekomo pojawił się demon z Czeluści, dziesiątkując zastępy Lorveniuszy, a wcześniej sprowadzając na pobliską wieś zagładę. Ludzie nie chcieli opuścić swoich domów, ale siedzieli jak na igłach, przyglądając się wnikliwie każdemu przybyszowi, z których każdy mógł okazać się szarlatanem – wszak winnego całej sprawy jeszcze nie znaleziono.

Pojawienie się Hruxa w wiosce musiało zatem wzbudzić niepokój, nie tylko ze względu na jego niecodzienne zachowanie. Dodatkowo, przyszedł z młodym chłopakiem o imperialnym akcencie, posiadającym przedziwne zwierzę i płacącym złotem. Ta para nie schodziła z języków chłopów i mimo ciężkiej nocy, która zapadła, dotyczące jej sensacje musiały w końcu dotrzeć do rycerzy z wieży, którzy najwyraźniej postanowili zbadać sprawę. Wiedzeni relacjami naocznych świadków i odgłosami wydawanymi przez eksperymentującego, miotającego ciałami Hruxa, dotarli prosto pod zajmowaną przez niego chatę. Wyraźne ślady włamania nie pozostawiały u nich cienia wątpliwości.

Drzwi rozwarły się z impetem, ukazując tłumek z pochodniami. Na przedzie stali odziani w przeszywanice i kolczugi, bojowo nastawieni mężczyźni. Każdy z nich osłonił także głowę. To jeden z nich ośmielił się zajrzeć do środka, szybko się jednak wycofując.

– Wyłaź stamtąd! – krzyknął jeden z rycerzy. Dzierżony przezeń buzdygan uniósł się, podobnie jak broń pozostałych zebranych. Przybyli chłopscy mężczyźni, każdy z nich uzbrojony w to, co akurat miał u siebie. Był też sołtys, odziany w najlepszy pancerz ze wszystkich, bo posiadający napierśnik i płytowe nagolenniki. Nie mogli znaleźć gorszego dla Hruxa momentu nadejścia. Nieumarły nie zdążył się jeszcze zregenerować.

Tymczasem Almor odpowiedział na pukanie do drzwi opłaconego przezeń pokoju po prostu do nich podchodząc i otwierając je na oścież. Do środka wpadł jakiś mężczyzna w przeszywanicy, z mieczem u pasa i z obszernym płaszczem. Szybko zamknął za sobą drzwi. Wyraźnie należał do wyższej klasy społecznej.

– Idą po ciebie, panie – rzekł, choć Almor nie przypominał sobie, aby kiedykolwiek wcześniej go widział. Być może siedział sobie w karczmie, gdy chłopak do niej zawitał, ale ten ostatni nie miał co do tego pewności. Jeżeli tu był i oferował pomoc, robił to wyłącznie z dobrej woli. Lub chęci zysku. Łatwiej byłoby mu jednak po prostu zabić tego, którego chronił, przywłaszczając sobie po tym jego dobra. Nie uczynił jednak tego, zamiast tego informując o niebezpieczeństwie.

– Twój towarzysz namieszał, a tu nie lubią obcych. Pójdź ze mną, a włos ci z głowy nie spadnie. Zostań tu, a spłoniesz na stosie.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 18 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 17 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Kerra z Derinu
Liczba postów: 52217
Liczba tematów: 2975
Liczba użytkowników: 1049
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: katrost
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.