Smolary

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 273
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

Smolary

01 maja 2016, 00:28

Przy samym lesie, pokrywającym dolne partie Wichrowych Szczytów, piętnaście mil na północny wschód od Nalinu, znajdowała się mała, obskurna wioska - Smolary, osada, jak sama nazwa wskazuje smolarzy i drwali, utrzymujących się z handlu wycinanym tu drzewem i pozyskiwaną smołą, a także, w bardzo małych ilościach i ukradkiem, pokątnym handlu niskiej jakości miodem. Właściciel - Ragord Gonalor herbu Czarna Ręka, jeden z pomniejszych rycerzy, służących panu Virnhildowi Hilduunowi, bardzo rzadko tu się pokazywał - nieco częściej przysyłał poborcę, aby pobrać należne sobie dary natury. Nic dziwnego, jako że wioska była zapadłą, brzydką dziurą, jakich mało.

Jedyna droga, do niej prowadząca, wiodła na południe, w bardziej cywilizowane rejony, a i ona była koszmarnej jakości - nierówna, przez większość roku pokryta grubą warstwą błota i okazjonalnie nieprzejezdna. Wozy kupieckie, które z rzadka zapuszczały się aż tu, bardzo często miały problem z dotarciem. Wzdłuż tej wyjątkowo niskiej jakości nici, coraz bardziej niknącej ku końcowi daleko i szeroko rozrzuconych zabudowań, łączącej Smolary z bardziej cywilizowaną częścią świata, skupiły się brudne, małe, krzywe, w całości z bardzo topornie obrobionego drewna domki, tkwiąc jak krzywe zęby po obu jej stronach. Co poniektóre wyglądały odrobinę lepiej od pozostałych - prawdopodobnie były to sadyby tych, których domeną były smętne próby uprawiania wykarczowanej przez drwali ziemi.


Łącznie domków było jedenaście, a liczbę ludności możnaby szacować, łącznie z kobietami, dziećmi i nielicznymi starymi, na siedemdziesiąt osób - wioska była więc zaskakująco duża, jak na tak smętną, zabitą dechami dziurę bez perspektyw. Nie było tu karczmy ani niczego, co spełniałoby podobną rolę - mieszkańcy to lud mrukliwy, ponury i nieskory do rozmowy. Sołtysował wsi najbardziej doświadczony i utytułowany z drwali - czarnobrody Pograzd.

Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Kewc.
Ostatnio zmieniony 10 lut 2018, 14:19 przez Infi, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: Poprawa znaczników BB w związku z przejściem na nowy silnik forumowy.
Awatar użytkownika
Kewc
Posty: 103
Rejestracja: 27 paź 2014, 15:42
Lokalizacja postaci: Smolary
GG: 48465527
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50548#50548

12 lis 2016, 00:52

Ilekroć Kewc przysłuchiwał się wieczorami historią o Młodym Lwie, nie mógł powstrzymać dla niego podziwu. Wszystko co o nim słyszał było imponujące. Żywa legenda, która dobrze dbała o swoich ludzi. Do tej pory o takich osobach słyszał jedynie w legendach o dawnych czasach opowiadanych w jego rodzinnej wiosce w zimie gdy wszyscy siedzieli stłoczeni na klepisku przy ogniu. Teraz taka legenda miała kroczyć pośród nich.
Łowca chciał zobaczyć go na własne oczy, już myślał jak będzie opowiadać wnukom o tym jak przebywał w obecności legendarnego bohatera i być może nawet razem z nim walczył. Słuchając opowieści podjął decyzję że musi walczyć, był ku temu też jeszcze jeden powód.
Zainteresowana nim młódka wykazała się inicjatywą co skończyło się wspólną wizytą w krzakach. Cóż by dużo mówić, Kewc był pijany a ona po prostu pociągnęła go w gęstwinę. Chłopak był zalany i nie miał większego doświadczenia, dzięki wpływowi alkoholu bawił się świetnie. Choć i ten przysporzył mu małych problemów to w tym stanie nie przeszkadzało mu to ani odrobinę. Zawsze uważał się za mistrza w podbijaniu kobiecych serc. Wszak jego charakter i wrodzona uroda gwarantowały mu sukces. Złapał się tylko na jednym ale nie miał pojęcia kim była ów młódka. Nie znał ani jej imienia ani nawet tego czyją była córką lub kto wie może nawet małżonką. Cóż alkohol sprawił że nie zwrócił na to większej uwagi. Po dośc intensywnej i interesujacej nocy wrócił do siebie podśpiewując chyba stanowczo zbyt głośno jak na tę porę i potykając się a każde potknięcie okrapiając należytą wiązanką przekleństw miał ochotę z miejsca wyznać jej wieczną miłość a w jego planach natychmiast zaczęła się pojawiać wizja rodziny. Zamierzał pojąc ją za żonę i mieć z nią gromadkę dzieci.
Gdy rano doszedł do siebie pierwszym co chciał zrobić nie był ożenek ale gigantyczne pragnienie. Mógłby przysiąc że zabił by też wszystkie koguty w okolicy, po czym do listy dołożył okoliczne dzieci krzyczące podczas zabawy. Tak czy siak w tym stanie nie dałby rady niczego przysiąc.
Jak się okazało jego wybranka miała na imię Tidana, wyłapanie jak się nazywa zajęło mu chwilkę jako że wcześniej nie poznał jej imienia a głupio było mu zapytać samą zainteresowaną. Dziewczyna była bardzo dobra i przynosiła mu strawę za co był jej niezmiernie wdzięczy, gdy tylko natrafiła się okazja okazja okazywali sobie czułość. Z tego wszystkiego łowca był nieco rozkojarzony. Jego myśli krążyły cały czas wokół jego wybranki i wokół wspólnie spędzanych wieczorów. Bywało też tak że spędzali razem całą noc aż do rana. Jeszcze nigdy w życiu Kewc nie był tak szczęśliwy. Wyszło też tak że musiał wykazać się w obronie czci swojej ukochanej. Jakiś pijany chłop powiedział coś niepochlebnego na jej temat co zakończyło się natychmiastowym usunięciem części dziurawych zębów. Ten nie był dłużny wskutek czego twarz łowcy ucierpiała dość znacznie, w każdym razie to co zrobił mu łowca potem sprawiło że tamten mógł zazdrościć Kanetirowi odniesionych obrażeń. Cześć jego dziewki została ocalona.
Spędzenie czasu z Tidaną uśmierzyło wszelki ból, szczególnie gdy byli w barłogu. Wtedy jedyne co czuł to przyjemność płynącą z obcowania ich ciał.
Czas leciał a zbierała się wyprawa na orków. Przybycie rycerstwa było zapowiedziane lecz wzbudziło w wiosce furorę. Nawet Kaneten który widział w Volenvain rycerzy i szlachciców był oszołomiony kolorami jak i uzbrojeniem.
Wyprawę prowadził Pan Ra­go­rd, suweren Smolar. Był potężnej budowy a wcześniej słyszał wiele na temat jego dobroci. Przyglądał mu się uważnie by jak najlepiej zapamiętać postać. Zauważył jego broń, miecz u boku i czerwoną tarczę przytroczoną do konia. Na czerwonej tarczy znajdowała się rozpostarta czarna dłoń. Na innych tarczach widział wiele innych symboli. Jak się dowiedział wszyscy oni ruszali na turniej w Volenvain lecz postanowili udać się rozprawić z zagrożeniem. Cześć chłopów również zbierała się do bitki. Wszyscy pragnęli sławy pogromców orków a cześć chłopów ze Smolar zalewne i osobistej zemsty. Dla Łowcy była to zupełnie inna kwestia. Chciał sprawdzić się w boju a także wykazać się męstwem przed Tidaną. Jako prawdziwy mężczyzna czuł się w obowiązku obronić ją. Co jeśli orkowie zaatakowali by ponownie. Tym razem w pełnej sile a nie banda niedobitków. Kłamstwem było by też stwierdzenie ze Kewc nie chciał łupów. Zależało mu koniecznie na orkowych łukach ale innymi zdobyczami by nie pogardził. Gdyby udało mu się trochę zarobić mógłby osiedlić się w Smolarach na stałe i pojąć Tidanę za żonę. Już miał w głowie wybudowanie domku na skraju wioski.
Tymczasem dopadł do Kromodwoj i zaproponował dołączanie, mający takie zamiary Karneten natychmiast przystał na propozycję.
Ruszył po swój ekwipunek i powiedział o swoich zamiarach Tidanie, zawsze była szansa że nie wróci i chciał spędzić ostatnie chwile przed wyruszeniem z nią. Porwał ją do barłogu i obiecał że wróci cały i zdrowy i ją poślubi.
Ostatnio zmieniony 24 wrz 2017, 01:54 przez Kewc, łącznie zmieniany 2 razy.
Awatar użytkownika
Sadrigal
Posty: 273
Rejestracja: 21 wrz 2014, 20:22
Lokalizacja postaci: Insmet
GG: 23150683
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3060

Can You Scent My Breath?

09 gru 2016, 13:54

MG:

We wsi panował bezładny organizacyjny bałagan, co nie wydawało się w żaden sposób przeszkadzać żłopiącym piwo i miód pitny co bogatszym herbowym panom. Zostawili oni ogarnięcie całego bajzlu swoim mniej uprzywilejowanym, uboższym i bezziemnym odpowiednikom. Należał do owych odpowiedników między innymi znany Kewcowi Kromodwoj. W ramach organizacji Kewc został przezeń zaprowadzony do jednej z szop, w której czekała na niego już dwójka chłopów, która najwidoczniej zgłosiła chęć wyruszenia na wyprawę. Humor łowcy został zdruzgotany tym, że jeden z nich okazał się być człowiekiem, z którym zdarzyło mu się pobić kilka dni temu w obronie czci Tidany.

Humor został nieco naprawiony tym, że owa dwójka, jak rzekł Kromodwoj, miała być pod jego dowództwem, co dla Kewca, który nigdy w życiu nikim nie dowodził, było absolutnym szokiem. Najwyraźniej podczas ich wspólnej wyprawy łowca spisał się całkiem dobrze. Jak przez mgłę Kewc słyszał Kromodwoja mówiącego mu i jego dwu podwładnym, że będą odpowiedzialni za zwiad, za to, żeby śledzić ruchy orków i dostarczać informacje głównemu sztabowi, w którym i on sam się znajdzie, że Kewc będzie odpowiadał bezpośrednio przed nim, że wyruszają dziś.

Jego nowi podwładni, jak wiedział, zwali się Talosad i Zodant. Zodant był człowiekiem dużym i rozłożystym, odzianym w wyglądającą na trochę za ciasną, burą przeszywanicę noszącą wyraźne ślady starości i zużycia, z szerokimi barami, i mającym szeroką, okrągłą twarz bez cienia myśli na niej. Kewc wiedział, że nie był idiotą wioskowym, tylko bardziej reprezentantem ogółu, ale oryginalności i pomyślunku po nim raczej się nie spodziewał. Drugim z ludzi pod jego pieczą był Talosad, czyli chłopak, z którym pobił się po pijaku parę dni wstecz. Talosad był zwinny, niski i żylasty, z wąskim nosem i czarnymi jak węgiel oczami i włosami. Patrzył w tym momencie na Kewca z silną niechęcią. Gdyby spojrzenia mogły zabijać, łowca prawdopodobnie dostałby teraz biegunki. Znał tę dwójkę na tyle, na ile mógł ich poznać podczas miesiąca, spędzonego w wiosce. Przez ten czas byli jego równymi i w głowie mu nie postało, że mogło być inaczej. Teraz zaś stał przed nimi, czując się niezręcznie i zastanawiając się, co powiedzieć.

Awatar użytkownika
Kewc
Posty: 103
Rejestracja: 27 paź 2014, 15:42
Lokalizacja postaci: Smolary
GG: 48465527
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50548#50548

11 gru 2016, 01:40

Łowca pożegnał się z Tidaną delikatnie całując ją w policzek. - Jak ona słodko śpi - pomyślał patrząc na jej nagie ciało. Tej nocy było intensywnie jak nigdy, kochali się jakby więcej mieli już się nie spotkać. Kewc chłonął jej zapach, pochłaniał niczym głodne zwierze każdy obraz jej płonącego namiętnością ciała. Chciał jej więcej i więcej. Nie był pewien jak długo się kochali. Potem zasnęli, właściwie Tidana zasnęła, on ciągle czuwał nie mogąc uspokoić myśli. Co jeśli nie wróci, co jeśli coś mu się stanie, mimo to nie mógł opanować podniecenia wyprawą. Czuł się zupełnie inaczej niż wtedy gdy walczył w zimie z potworami. Gdy tylko kładł się spać przed oczami stawały mu dwa obrazy, masakry w wiosce i umierających w starciu z wilkołakami bliźniaków. Moment gdy jeden z nich prawie go zabił. Te sekundy dzielące jego życie od śmierci. Bał się jak nigdy ale też nigdy w życiu nie czuł w żyłach takiego ognia jak wtedy. Chciał to poczuć jeszcze raz. Jeszcze raz jak wtedy gdy wypuścił strzałę w pierwszego atakującego. Czuł się jak na polowaniu tylko tym razem bestie były o wiele groźniejsze. Mimo wszystko rodziły się w nim wątpliwości. Chciał odpłacić orkom lecz mimo wszystko widział w nich inteligentne istoty. Zabicie atakującego go potwora to jedno a zabicie kogoś kto stara się żyć z dala od wszystkiego to coś zupełni innego. To nie grupa na którą się szykowali zaatakowała ich. Mimo wszystko byli zagrożeniem i byli winni zburzenia porządku jaki nastał.
Po cichu wymknął się z posłania ubrał i wyszedł alby odnaleźć Kromodwoja.
Po chwili został zaprowadzony do jednej z szop gdzie miała czekać dwójka innych chłopów którzy się zgłosili. Gdy tylko wszedł do środka zaparło mu dech.
Zobaczył tam jedną z niewielu mord których w wiosce nie lubił oglądać, morda ta należała do niejakiego Talosada i podczas ostatniej bójki poprawił mu na niej kilka szczegółów po tym jak ośmielił się urazić Tidanę. Teraz Kewc znowu nabrał ochoty na drobne poprawki jego twarzy. Nie życzył mu jednak bardzo źle, miał tylko nadzieję wyperswadować mu kilka rzeczy. Niemniej jednak wyglądało na to że zmuszeni są współpracować. Drugą osobą w środku był Zodant. O ile pierwszy był szczupły niski i wyglądał zwinnie o tyle drugi był duży, szeroki, z potężnymi barami w starej przeszywanicy.
Nagle ku ogromnemu zdziwieniu łowcy okazało się że ma on nimi dowodzić. Łowca nigdy w życiu nikim nie dowodził i teraz poczuł się rak rażony strzałą. Najwyraźniej ostatnio spisał się dość dobrze. Zszokowany ledwo co usłyszał że mają być zwiadowcami. Kromodwoj miał znaleźć się w głównym sztabie i że Kewc odpowiada prosto przed nim. Musieli wyruszyć wcześniej, wynikało z tego że już dziś.
Tymczasem w wiosce panował istny bajzel. Herbowi panowie pili co nie miara rozstawiając planowanie i strategie swoim mniej bogatym i wpływowym towarzyszą. Doprowadzenie sił do porządku zajmie pewnie trochę czasu. To dawało im czas na przeprowadzenie zwiadu.
Stał oszołomiony swoim wywyższeniem i przełknął ślinę. Musiał coś powiedzieć. Czym prędzej oszacował wzrokiem swoich podwładnych. Przynajmniej Zodant miał przeszywanicę. On sam posiadał nóż i swój łuk. Zodant najpewniej przyjmie podobną rolę do niego. Zadał więc pytanie wprost - Tak więc skoro będę wami dowodził chciałbym poznać waszą broń. Skoro mamy być zwiadowcami nie będziemy wiązać się bitką ale przyda nam się coś coby móc w obronie ukatrupić orka. Najważniejsze panowie to coby tamci nawet nie widzieli że ktoś u nich był. Cosik do jedzenia macie? Może być i tak coby kilka dni w lasie spędzimy w ciągłym marszu. Talosadzie, Zodancie bierzcie swoje rzeczy i ruszamy coby wcześniej udało nam się jak najwięcej dowiedzieć. - Wziął swój ekwipunek. Skóry i gruby pas zostawił w jednym worku obok posłania. Nie były mu teraz potrzebne a każdy kilogram dawał się odczuć. Liczył że Tidana gdy się obudzi zaopiekuje się tą drobną częścią jego dobytku.
Kilka godzin później był już daleko w lesie razem ze swoją grupą. Bądź co bądź doszedł do wniosku że Zodant najlepiej nada się na tylnią straż, jego siła przyda się gdy ktoś ich zaskoczy i trzeba będzie odeprzeć atak. Kewc spodziewał się napotkania zwiadowców orków i liczył się z tym że trzeba będzie ich wyeliminować. Strzały i łuk miał w pogotowiu. Musiał też pochwalić Talosada, zwinny chłopak razem z nim poruszali się z przodu zwinnie i w miarę cicho pokonując teren obserwując wszelkich oznak aktywności. Łowca nie omieszkał okazji do poduczenia podkomendnych nieco o skradaniu. Musieli poruszać się jak najciszej. Kewc ruszył w stronę głównego obozu nieludzi który zbadał razem z Kromodwojem. Poruszał się nieco inną trasą ale zamierzał jeszcze wstąpić do swojej dawnej bazy w górach. Ważne było skupienie się na obserwowaniu otoczenia. Łowca i jego niedawny przeciwnik poruszali się w pewnej odległości od siebie tak by zbadać szerszy teren. Każdy większy trop musieli dokładnie zbadać. Kaneten dokładał wszelkich starań by zbadać jak najdokładniej okolicę pod względem tropów. Nie był pewien czy orkowie nie badali terenu całkiem niedawno. Na razie jednak szanse na napotkanie przeciwnika były niskie, gdy znajdą się bliżej trzeba będzie bardziej uważać. Badając tropy Kewc starał się powiedzieć pozostałej dwójce jak najwięcej o tropach by wyczulić ich na takie znaki aktywności oraz oczywiście na skradaniu. Potem nie będą już mieli czasu na żadną naukę.
Ostatnio zmieniony 24 wrz 2017, 01:55 przez Kewc, łącznie zmieniany 2 razy.
Awatar użytkownika
Kerreos
Posty: 26
Rejestracja: 06 maja 2015, 16:10
GG: 35260981
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3491#53102

MG-post: Smolary

05 wrz 2017, 05:11

MG:

Zwiadowcy przebijali się przez leśne ostępy. Kewc nawet z początku sam nie zauważył, że instynktownie załapał zbliżone tempo marszu, które narzucił mu wcześniej Kromowodwoj. O ile sam Kewc był na to przygotowany zarówno fizycznie, jak i psychicznie, pozostali dwaj kompani po pierwszym dniu - gdy dowódca zwiadu zarządził przerwę na jedzenie i sen - wyglądali już tak, jakby za cofnięcie czasu i rozsądniejszą ocenę sytuacji gotowi byli zaprzedać dusze pierwszemu demonowi, który się zgłosi. Dopiero po otrząśnięciu się z szoku zaczęli nadrabiać stracony dystans. Przez wzgląd na swoją zdecydowanie słuszniejszą posturę i cięższy ekwipunek Zodant męczył się wyraźnie mocniej. O wiele szybciej zaczął się pocić i chwilami zmuszony był wręcz ukradkiem się zatrzymać, tak że Kewcowi miało prawo zrobić się go żal. Jednak pomimo tych niewygód, o wiele rzadziej można było wyczytać z jego zazwyczaj kamiennej twarzy skargę. Prawdopodobnie tylko w punktach przełomu, gdy dostawał zadyszki - czyli średnio co dwie, trzy godziny dziennej dawki owych ekstremalnych przebieżek. Już na samym starcie Kewc mógł zaobserwować, że ma do czynienia z człowiekiem stosującym prawdopodobnie prostą, żołnierską zasadę: rozkaz to rozkaz. Żadnych innych założeń, refleksji czy wątpliwości. I to najpewniej było podstawowym paliwem dla Zodanta, jak i powodem, dla którego nie zrezygnował z nienaturalnego dla niego podejścia. Talosad z kolei radził sobie znacznie lepiej i zazwyczaj szedł tuż za Kewcem, jednak na jego obliczu znacznie częściej odmalowywało się znużenie, a nawet jeden, dwa kroki od wyrażenia otwartej wrogości. Był niewątpliwie młodszy od Zodanta i lepiej przysposobiony do takich akcji, acz z drugiej strony brak pewnych, tak typowych dla jego towarzysza zahamowań i gorętsza głowa sprawiały, że ewidentnie nie wykorzystywał w pełni swojego potencjału. Jednak także i on - przynajmniej póki co - miał odpowiednio duże poczucie karności wobec rozkazów ze Smolarów, żeby się nie buntować. Na pewno Kanetir mógł się pocieszać tym, że jego spora, pomimo braku zahartowania, sprawność będzie odpowiednim wsparciem.

Uprzednie starania Kewca, by poznać bliżej swoich, chcąc nie chcąc, towarzyszy, niewiele mu dały. Zodant z racji swojej prostoduszności i mało otwartego podejścia do życia odpowiadał głównie półsłówkami, prawdopodobnie kompletnie nie zdając sobie sprawy ze starań druha. Talosad żywił zaś jawną niechęć do Kewca, i choć słuchał się go z racji przydzielonej funkcji, bynajmniej nie pomagał mu w znalezieniu się w nowej roli. Nim wyruszyli, zdołał się przede wszystkim dowiedzieć, że Zodant posługuje się przede wszystkim nierozłącznym toporem, niewiele lepszym od używanego przez drwa, za to Talosad nosił krótki miecz i prosty łuk (jak jednak potem sam przyznał, używany głównie do polowań na zwierzynę łowną), w zanadrzu ukrywał także parę naostrzonych noży. To tyle, jeżeli chodzi o zorganizowaną współpracę.

Na szczęście nikt nie musiał się martwić o prowiant na początek podróży, gdyż Ragord postarał się o to, by miejscowe kobiety przygotowały im odpowiednią ciepłą strawę. Dopiero w połowie podróży trzeba było coś upolować. Ostatecznie, dzięki krótszym postojom przez większość trasy, udało im się dotrzeć na miejsce w podobnym czasie, co podczas wcześniejszej wyprawy Kewca i Kromodwoja. Pojawili się tuż przed świtem. Nie musieli zbyt mocno się wytężać, by wyśledzić orków, o których można by powiedzieć wiele, lecz na pewno nie to, że się jakkolwiek ukrywali. Okrzyki kolejnych zielonoskórych harmonijnie mieszały się z uderzeniami w bębny. Nim cokolwiek zobaczył, Kewc bez problemu mógł się zorientować, że melodia, którą słyszeli, uderzała w znacznie agresywniejsze tony aniżeli w trakcie poprzedniej wizyty. Nie był do końca pewien, ale miał również wrażenie, że co jakiś czas dało się posłyszeć ocierające się o siebie ostrza. Kewc musiał podjąć decyzję, w jaki sposób zinfiltrować z pewnością o wiele bardziej czujne niż poprzednio gromady orków. Poza zarysem znanego już obozu, ciężko było cokolwiek zobaczyć z racji naturalnego kamuflażu w postaci zarośli oraz tabunów kurzu, które od ich strony niemal zupełnie uniemożliwiały widoczność. Świeżo upieczony dowódca zwiadu musiał podjąć decyzję co do strategii działania. Mieli za zadanie dokonać obserwacji sił orków. Z jednej strony powoli świtało i każde podejście bliżej wiązało się z pewnym ryzykiem. Z drugiej jednak Kromodwoj i reszta czekali na raport, i najlepiej, żeby wszelkie istotne informacje trafiły do nich jak najwcześniej. Zodant i Talosad patrzyli się na niego z wielkimi oczami. Jeżeli po tym marszu pozostały im jakieś oznaki zapały, po dotarciu do celu przynajmniej na pewien czas zaniknęły.

Awatar użytkownika
Kewc
Posty: 103
Rejestracja: 27 paź 2014, 15:42
Lokalizacja postaci: Smolary
GG: 48465527
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50548#50548

Re: Smolary

17 wrz 2017, 20:20

Kewc starał się w drodze nieco odciążyć najsłabszego z nich trójki Zodan ale mimo to musieli się śpieszyć. Ten starał się nie okazywać swojego zmęczenia. Widać było że hardy z niego chłop lecz nie przystosowany do tak trudnych warunków szybkiego marszu. Mimo to Karnethen pokładał w nim większe nadzieje. Traktował rozkazy twardo i widać było że można na nim polegać. Do tego jego umiejętności mogły być przydatne. Drugi zaś z towarzyszy Talosad radził sobie lepiej acz dało się odczuć w jego oczach większą wrogość. I mimo większej wytrzymałości Kewc zdawał sobie sprawę że zwiad nie jest dla niego najlepszym podejściem, mimo to widać oboje wiedzieli o słuszności rozkazów ze Smolar na tyle że na razie nie groził mu bunt. Cóż mimo to drugi łucznik zawsze się im przyda. W końcu w tej sytuacji nie mogli na to narzekać. A obóz orków był coraz bliżej. Cała drużyna nie była najlepiej zgrana, Zodan był zmęczony i mówił półsłówkami, Tolisad zaś nadal był wściekły. Gdy dotrą na miejsce musi dać im odpocząć. O ile ekwipunek Zoldana stanowił topór o tyle uzbrojenie Tolisada było imponujące. Prawdę mówiąc nawet bardziej niż Kewca.

Z powodu przyzwyczajonego przez Kromodwoja tępa marszu Kewc z grupą dotarł do obozu orków bardzo szybko. Kewc zarządził chwilowy odpoczynek w celu uspokojenia druhów. Musiał mieć chwilkę na przygotowanie się do działania. I przemyślenie sprawy. Ukryli się w lesie i cicho obserwowali z dużego dystansu siedząc w krzakach. Wyglądało na to że z tej odległości zwiad za wiele nie powie. Trzeba było podejść bliżej. Wizja szybkiej śmierci nie była zbyt kusząca. W obozie tymczasem zaszły liczne zmiany. Wymuszało to zastosowanie innej taktyki. Na początek trzeba było wyznaczyć kierunek wiatru i nieco odejść od obozu by zbliżyć się powoli od zawietrznej. Utrzymanie wtedy odpowiedniej odległości było konieczne coby ich ni wykryli. Było też zagrożenie w postaci orkowych patroli jak i myśliwych. Jeśli został by wszczęty alarm było by krucho. Chyba że... wglądali by jak orkowie z dużej odległości. Albo zakamuflowali się w jakiś innych sposób. Tylko co jest najbardziej podobne w nich do orka. Cóż z całą pewnością Zoldan ale nie było czasu na odpowiednie zmiany w jego wyglądzie. Rozsądniejsze było za to udanie elementu nieożywionego. No, ma się rozumieć w przypadku patrolu, jeśli natkną się na myśliwych to gorzej. Tedy lepiej było by być podobny do innego orka i liczyć że nie podejdzie bliżej. Ale cóż ta pierwsza opcja była bardziej możliwa. Kociebor postanowił najpierw nieco rozejrzeć się po bokach sam. po ustaleniu wiatru, wysmarował się błotem na twarzy i rękach i ruszył w stronę strony zawietrznej obozu dużym kołem. Jego towarzysze mieli posuwać się za nim jak tylko sprawdzi teren i wróci. I tak w kółko kroczkami do przodu, całkowicie cicho i w miarę nisko przy ziemi. Musieli też wypatrzeć dobry punkt obserwacyjny i jakiś mniej dobry. Powód był prosty. W dobrym punkcie na pewno już będą orkowie. W drugim, mniej dobrym raczej nie. Wejście do obozu graniczyło by z cudem ale starczyło by na razie choć odrobinę słuszne zliczenie obecności i zapamiętanie obrazu obozowiska. Cóż im więcej zapamięta tym lepiej. Nawet z takiego dystansu. Może i szczątkowe informacje ale przydatne. Gdy podejdą na lepszą pozycję będzie myślał co dalej.

Awatar użytkownika
Kerreos
Posty: 26
Rejestracja: 06 maja 2015, 16:10
GG: 35260981
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3491#53102

MG-post Smolary

18 wrz 2017, 22:04

MG:
Gdy Kewc wprowadzał swoje plany, ogarnęły go poważne wątpliwości. Zazwyczaj lubił podchodzić do spraw na żywioł, bez dręczenia się jakimiś specjalnego rodzaju refleksjami. Polegał na instynkcie - a coś wewnątrz niego jakby podpowiadało, że to wcale nie musi być najszczęśliwszy wybór. A może nie? Może po prostu to jedna z tych nieodłącznych wątpliwości, które od czasu do czasu błądzą leniwie w głowach nawet najlepszych tropicieli, którzy stają przed poważnym wyzwaniem?

Tak czy inaczej, dwójka towarzyszy Kewca wyglądała tak, jakby jakimś sposobem połączyła się na tamten moment z jaźnią swojego dowódcy. Patrzyli niepewnie jak zakłada swój przedziwny kamuflaż i w taki oto sposób przysposabia się do wyjścia. Żaden się oczywiście nie odezwał - jeden prawdopodobnie przez wzgląd na swoją naturę, drugi zaś zdawał się wahać pomiędzy szokiem a satysfakcją, a żadne z tych doznań nie miało wyraźnie ochoty ustąpić.

Kewc spojrzał raz jeszcze na to, co mógł dostrzec. Bez wątpienia orków było całkiem wielu, mógł to osądzić już po orientacyjnej liczbie tubalnych głosów i od czasu do czasu pokrzykiwań. Niełatwo było w sposób trzeźwy osądzić, na ile się poważyć, jednak w mimo wszystko nieco już doświadczonym pod względem tropienia umyśle młodego mężczyzny zaświtała być może inna możliwość. Jego wzrok dostrzegł bowiem niewyraźnie wyłaniającą się zza ich ukrycia linię wysokich zarośli, raczej nieniepokojonych przez zielonoskórych, a rozciągających się przez cały obóz. Spojrzał tam, potem na swoje umorusane już częściowo dłonie. Decyzje, decyzje.
Awatar użytkownika
Kewc
Posty: 103
Rejestracja: 27 paź 2014, 15:42
Lokalizacja postaci: Smolary
GG: 48465527
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50548#50548

Re: Smolary

20 wrz 2017, 15:14

Widząc nową możliwość w postaci wysokich zarośli Kewc porzucił swoje wcześniejsze rozmyślania. Z takiej okazji nie mógł nie skorzystać. To dawało mu możliwość szybkiego sprawdzenia wszystkiego. Kusiło go to bardzo. Szybko powiedział towarzyszom by zostali na miejscu. Dokończył szybko swój prowizoryczny błotny kamuflaż i ruszył dalej. W stronę zarośli. W jego żyłach buzowała adrenalina. Wiedział że jeśli go znajdą będzie skończony. O dziwno... zaczynało go to podniecać... Ten strach przed śmiercią działał na niego bardzo pobudzająco.

Poruszał się powoli nisko przy ziemi, czołgając się przez zarośla. Cały umorusany błotem do którego zaczęły przyklejać się opadłe liście. Nie baczył na nic tylko by dostać się bliżej orków. Najbardziej bał się ich nosów ale nie miał wyjścia. Sunął powoli starając się nasłuchiwać najlepiej jak potrafił. Nie ważne na co trafi w zaroślach, choćby to były orkowe ekskrementy parł na przód. Ich odchody rozsmarowane na szatach powinny nawet dodatkowo ogłupić ich zapach. Nie myślał co o tym powiedzą jego towarzysze. Teraz liczyło się tylko żeby zdobyć informacje i przeżyć. Po prostu w dupie miał opinie kogokolwiek. Zamierzał wykonać swoje zadanie i ocalić lubą. Dokończyć rachunki i zmyć z siebie winę, jaką obarczał się za brak poprzedniej pomocy. To było jego odkupienie. Chciał w końcu dać spokój swojemu sumieniu. Zając się w spokoju własnym domem i założyć rodzinę. Chciał po prostu spokoju. I ten jeden raz musiał zrobić co trzeba i o niego zawalczyć. Niech bogowie się nad nim zlitują. Musiało mu się udać. Teraz myślał tylko o tym żeby nie dać się złapać. Starał się poruszać najciszej jak się da. Odsuwać sobie z drogi gałązki których trzask mógł dać się we znaki. Lekko przesuwać się po liściach licząc że obozowy gwar go zagłuszy. Nie było innej drogi...

Awatar użytkownika
Kerreos
Posty: 26
Rejestracja: 06 maja 2015, 16:10
GG: 35260981
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3491#53102

MG-post: Smolary

23 wrz 2017, 03:04

MG:
Nierzadko zmiana perspektywy okazuje się decydującym czynnikiem. Tak było w przypadku Kewca, który dostrzegł szansę w zdecydowanie mniej kontrowersyjnym wybiegu. Nie bacząc na towarzyszy, zagłębił się ochoczo w zarośla, aby wypełnić powierzone mu zadanie. Zachował czujność, spodziewając się ciężkiej przeprawy, o dziwo jednak przebijanie się poszło mu jak z płatka. Przez pewien czas jeszcze kurczowo czołgał się przez listowie, by potem nabrać nieco odwagi i minimalnie się wychylić. Po tym już zaczął wszystko rozumieć.

Przedtem odgłosy orków mocno sugerowały, że ich liczba była doprawdy spora. Jak się okazało, większa część ich okrzyków wynikała nie tyle z wojowniczego nastroju, co z bólu wskutek rozlicznych ran bądź też - jak wywnioskował Kewc - z głośnych kłótni o to, co robić dalej. Orków było maksymalnie dwudziestu, w porywach blisko trzydziestki, gdyż brał pod uwagę, że w kilku marnie rozłożonych namiotach mogą kryć się jeszcze jacyś zielonoskórzy. Niemal połowa z widocznych osobników była jednak w stanie dalekim od tryskania zdrowiem. Co bardziej sprawni ziomkowie krzątali się wokół rannych, opatrując ich naprędce przygotowanymi pseudo-bandażami tudzież unieruchamiając zwichnięte lub połamane kończyny kawałkami drewna. Z początku Kewc nie do końca rozumiał, co się właściwie tam dzieje. Dopiero po paru minutach obserwacji zaczęły mu przychodzić do głowy pewne dość logiczne wnioski. Na terenach bliskich Smolarom musiało dojść do jakichś zatargów pomiędzy orkowymi klanami lub po prostu zwykły bunt w szeregach jednej hordy. Przegrana armia została przyparta do muru i musiała wykonać jakikolwiek ruch, ewentualnie chcieli na swój sposób zmazać hańbę po klęsce. Czymkolwiek by to nie było, poskutkowało atakiem na Smolary. To, co Kewc widział, było prawdopodobnie tym drugim oddziałem. Kewc zaczął gorączkowo myśleć. Nie widział w pobliżu innych orków, nic również nie wskazywało na to, by ich siły podzieliły się po tamtej bitwie. Oznaczało to, że najprawdopodobniej oglądał resztki zwycięskiej armii, która za swój triumf musiała opłacić gigantyczną daniną krwi. Jeśli prawda była choćby bliska owym rozważaniom, siły jego dowódców powinny jak najszybciej uderzać w znajdujących się w newralgicznym punkcie kampanii orków.

Wtem rozmyślania Kewca zostały przerwane przez odgłos ciężkich, ślamazarnych kroków. Zwiadowca dostrzegł leniwie zbliżającego się orka. Ze zdecydowaną ulgą stwierdził, że jeszcze w żaden sposób nie mógł go dostrzec, a sądząc po jego osobliwym trzymaniu wielgachnego łapska w okolicach krocza mógł wysnuć wniosek, iż prawdopodobnie brzydal poszedł w ustronne miejsce sobie ulżyć. Kewc miał chwilę czasu na wycofanie się i zebranie swoich ludzi do kupy. Przeczuwał, że raczej już dużo więcej się nie dowie i choć brał pod uwagę możliwość ukrycia się w innym miejscu i poczynienia głębszych obserwacji coś mu mówiło, że lepiej szanować czas i się wynosić. Zwłaszcza, że jego mordercza natura mocno podpowiadała mu rzucenie się na nieświadomego - i ewidentnie tępego - przedstawiciela zielonoskórych i zmasakrowanie go. A to z pewnością pociągnęłoby za sobą tragiczne skutki.
Awatar użytkownika
Kewc
Posty: 103
Rejestracja: 27 paź 2014, 15:42
Lokalizacja postaci: Smolary
GG: 48465527
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50548#50548

Re: Smolary

23 wrz 2017, 19:01

Jak się okazało instynkt zaprowadził Kewca w dobrą stronę. Dając się ponieść swojej naturze znalazł się na tyle blisko by mógł oszacować co się dzieje w okolicy. Trochę zajęło mu zanalizowanie tego co się właśnie dzieje. Dopiero po dłuższej chwili zdołał połapać się w tym co mogło się stać. Wiedział wszak jedno orkowie byli ranni i nieliczni. Było ich dość mało że przy odpowiednim podejściu już dużo mniejsza liczba wojowników mogła by się nimi zając. A w Smolarach czekała znaczna liczba ludzi. Cóż za niedługo miała zacząć się prawdziwa jatka. Co prawda morderczy instynkt chłopaka chciał już teraz zając się przygłupim orkiem ale łowca wiedział że nie może tak postąpić. Musiał cofnąć się, na przelewanie krwi przyjdzie jeszcze czas. Wtedy gdy uderzą na to miejsce. Wtedy będzie mógł dać upust swoim emocją.
Na razie musiał dostarczyć to co wiedział. Nie podobała mu się też wizja zostanie oszczanym przez orka.

Wycofywał się powoli w stronę reszty jego zespołu. Gdy podszedł do nich opowiedział co widział na miejscu najciszej jak się dało. Zastanawiało go czy tamci przedstawią też chęć sprawdzenia tego co widział, w szczególności chodziło mu o łucznika. Jeśli tak nic nie szkodziło chyba gdyby poobserwowali nieco jeszcze kilka chwil dla pewności. A potem musieli ruszać w morderczą drogę w dół. Do Smolar. Powinni drogę już znać toteż powinno być szybko. Decydującą kwestią był jednak teraz czas. Musieli dostarczyć informację w miarę szybko. Z uwagi na stan obozu nie zamierzał w wszak utrzymywać większego tępa niż wcześniej. Nie wydawało mu się żeby orkowie mieli uciec od zaraz. Kromodwoj musiał dowiedzieć się jak najszybciej. Noga za nogą, jeden za drugim trójka zwiadowców ruszyła przez góry do Smolar.

Awatar użytkownika
Kerreos
Posty: 26
Rejestracja: 06 maja 2015, 16:10
GG: 35260981
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3491#53102

MG-post: Smolary

29 wrz 2017, 02:17

MG:
Kewc w porę wycofał się ze strefy zagrożonej orkowymi strumieniami moczu i z wyraźnie zarysowaną ulgą na umorusanym błockiem obliczu oddalił się do swych towarzyszy. Tamci, mocno już zaniepokojeni, z ulgą dostrzegli lidera. Uczucie to nabrało sił, gdy tamten zdecydował się na wymarsz. Odmiennie od wszelkich awanturniczych historii, tak chętnie opowiadanych przez różnej maści wędrowców, ta podróż mogła o dziwo zakończyć się bez większych scysji i zwrotów akcji przyprawiających o ból głowy bądź jej utratę. Trójka zwiadowców po cichutku wycofała się z dotychczasowego miejsca i ruszyła po sprawdzonych ścieżkach. Kewc zastanawiał się przez moment, czy nie lepiej zostać trochę dłużej i sprawdzić, czy nikt z jego oddzialiku nie zostawił jakiegoś widocznego śladu. Szczęście uśmiechnęło się jednak do nich ponownie i w ciągu kilkudziesięciu następnych minut rozpętał się deszcz, dając nieprzyjemny, acz bardzo skuteczny kamuflaż.

Ponad połowę wędrówki trójka śmiałków przeszła najzupełniej bezpiecznie i bez dłuższych postojów. Widać było na pierwszy rzut oka, że nawet jeśli ktokolwiek z nich miał coś przeciwko któremuś z pozostałych druhów, zawiesił wszelkie spory na inny czas. Jakkolwiek poprzednim razem oddzieliła ich od siebie różnica charakterów czy wzajemne animozje, teraz koncentracja i wynikający z niej po części stres odgrodziły ich od nawiązania jakiejś nici porozumienia. Dodatkowo Kewc musiał w pewnych momentach zwalczać swą dziką naturę, gdy miała dość skrytości i chciała wyjść na zewnątrz, wyzwolić się z okowów strachu i zwątpienia, staną twarzą w twarz z tak naprawdę czymkolwiek, co by napotkała na swej drodze.

Gdy byli już całkiem blisko miejsca spotkania, jak z podziemi otoczyła ich grupka potężnych mężczyzn w burych płaszczach. Niektórzy celowali w nich z łuków, paru innych trzymało już dłonie na rękojeściach swych mieczy.

- Spokojnie. To nasi - Kewc z ulgą posłyszał głos Kromodwoja. - Zaczęliśmy już powoli iść waszym tropem. Widzę, że wszyscy żyjecie. Jak poszło?

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 7 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 5 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Grynfa, Vereomil
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1039
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Mejb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.