Pożarka

Najważniejszy obszar, na którym toczy się gra. Autonomia to zamieszkane głównie przez ludzi państwo podzielone na pięć prowincji ze stolicami w Wolenvain, Derinie, Morinhtarze, Minaloit i Aparilume. Czytaj więcej…
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Pożarka

15 paź 2016, 18:36

Jak wiele wiosek położonych w pobliżu zwanego Wichrowymi Szczytami pasma górskiego, Pożarka nie była szczególnie mocno rozwinięta. Ot, kilka sporych, chłopskich chat przy jednej, dużej drodze, każda z przyległym doń, sporym polem powstałym na wyżarzonym wieki temu lesie. Do tego kapliczka, spory dom sołtysa z chlewem, świeżo stawiany młyn wiatrowy i ze dwie stodoły. Wysunięta na milę w stronę gór wieża rycerska była o wiele bardziej istotna, stanowiąc strażnicę mającą na celu ostrzeganie przed niebezpieczeństwem. Kamienna, przysadzista budowla z dobudówką wydawała się niezwykle wiekowa, ale mimo tego potężna, ze swoimi otworami strzelniczymi pozwalającymi na rażenie łukiem, z mocnymi odrzwiami i dachem z ostrosłupa o czterech ścianach. Przybudówka raziła czerwienią nieukruszonej, nie pokrytej jeszcze zaprawą cegły.

Chociaż faktycznego zagrożenia nie widziano tutaj od lat, ludzie nadal bali się tego, co mogło zejść do nich z Wichrowych Szczytów. Plotkowano głównie o orkach, ale również innych niebezpiecznych stworach, takich jak gryfy, giganty i nawet smoki. Wobec tak wielkiego zagrożenia nawet najpotężniejsza wieża z najlepszymi wojownikami nie wydawała się odpowiednim zabezpieczeniem. Mimo tego zamieszkujący w niej rycerz, pan Beltramund Gonalor herbu Czarna Ręka, pewien był swego, mając na podorędziu pięciu dobrych ludzi. Ostatnimi czasy ich rola ograniczała się głównie do pomagania lokalnemu poborcy podatków i bałamucenia licznych córek sołtysa Pożarki, ale wszyscy znajdowali się tutaj w gotowości bojowej. Wiedząc, że w przypadku niebezpieczeństwa szybka reakcja będzie kluczowa, mieli na podorędziu trzy konie, których doglądał najmłodszy z nich, czternastoletni, niemogący liczyć na pasowanie czy zostanie giermkiem Travion, zwany pieszczotliwie Strzemionkiem.

Korzenie samej Pożarki, choć sięgające do czasów sprzed Ery Feniksa, nie były znane jej mieszkańcom. Owszem – tereny, na których leżała, znajdowały w świadomości tutejszego chłopstwa jako należące ongiś do barbarzyńców zjednoczonych na początku Autonomii przez Wolena Gryfiego Jeźdźca. Historii tej nie odnoszono jednak do teraźniejszości, częściej traktując jako legendę niż opis przeszłych wydarzeń. Nie było czemu się dziwić – ilość podań o różnym stopniu wiarygodności, którymi obrosły te wydarzenia, nie pozwalała na rozróżnienie prostemu ludowi, jaka jest prawda. Nie pomagał w tym lokalny kapłan, Angarfen, często opowiadający o przeszłości tak, by nadać jej wymiar sakralny, krzewiąc tym samym wiarę w Lorven Protektorkę Dusz. Sam miał we wiosce ogromny posłuch, idealnie trafiając w gusta, strachy i nadzieje wioskowych. To on nakłonił pana Beltramunda by od czasu do czasu wpadał do wsi, ucząc jej mężczyzn walki oraz strzelania z łuku.

Władcy tych ziem, panu Falagartowi z rodu Kawengara bardzo było to na rękę, a wynikiem wzajemnego ocieplenia relacji między mieszkańcami wsi a seniorem była zgoda na budowę młyna wiatrowego. Ta imponująca, nowoczesna budowla powstawała pod okiem dwóch mistrzów cechowych – cieśli i młynarza, oraz ich dwóch czeladników. Czeladnik młynarski miał zostać w Pożarce wraz z całą swoją rodziną, do której obowiązków należeć miało doglądanie wiatraka po wsze czasy. Wykonywana tutaj praca przygotowywała go do majstersztyku, co do którego zdania miał całkowitą pewność. Obserwując jego biegłość i starania nietrudno było w to uwierzyć. Często lubił opowiadać o czasach, gdy odbywał podróż w celu poznania różnych metod wykonywania jego fachu. Zwiedził ponoć całą Autonomię Wolenvain (w skład której wchodziło jeszcze Niezależne Księstwo Lokent), dowiadując się wiele o mechanizmach wodnych i wiatrowych. Chwalił się, że część z pomysłów wcielił w życie na skutek rozmów z Latarnikami i innymi postępowcami z południa. Nie było powodów, by oskarżać go o mówienie nieprawdy, więc Akanor, bo tak było na imię krzepkiemu czeladnikowi, szybko zyskał sobie w Pożarce wielu dobrych znajomych.

Na rozwoju wsi zyskiwał oczywiście jej sołtys, Tesor. Chociaż nie miał szlacheckich korzeni, posiadał pewne kojarzone zwykle z wyższym stanem społecznym ciągoty do wielkości. Często rozmawiał z najbardziej uczonym człowiekiem Pożarki, kapłanem Angarfenem, o różnych nieinteresujących większości chłopów sprawach. Swego najstarszego syna – a miał ich czterech – wysłał na posługę do władcy ziem, pana Falagarta, licząc zapewne na to, że podłapie nieco szlacheckiego życia, być może wykaże się w jakiś sposób i zostanie nawet pasowany. Choć jako sołtys zarabiał najwięcej ze wszystkich mieszkańców wioski, mając udziały w podatkach, jatce i – w przyszłości – młynie wiatrowym, nie był znany z rozrzutności. Nie łożył na byle co, głównie wspomagając swego syna w staraniach, zapewniając mu godny przyodziewek, pieniądze na zachcianki oraz uważnie szukając mu dobrej żony. Lubił rozpowiadać o swych licznych kontaktach z radnymi leżących nieopodal miast, tutejszymi szlachcicami oraz przedstawicielami Świątyni Światła. Niedaleko leżał zresztą klasztor mnisi, z którego sołtys załatwiał całe beczki piwa. Chociaż Pożarce brakowało karczmy, w dużym domostwie sołtysa każdy mógł czuć się dobrze, zjeść coś i się napić, zwykle odpłatnie. Co istotne, Tesor bardzo dobrze traktował kobiety. Wiele chłopskich córek pracowało u niego jako pomoc domowa, opiekunki do dzieci czy w polu i żadna nie narzekała na niegodziwe zachowanie, nieodpowiednie zarobki czy zimną strawę.

Społeczność Pożarki trzymała się razem, spajana przez mocną wiarę, ciężką pracę, klasztorne piwo i ukryty strach.

Obecnie w tej lokacji znajdują się:
Aiar przebrany za pomocnika świątynnego;
Artlan przebrany za giermka;
czeladnik młynarski Akanor;
młody, nerwowy szlachcic;
paladyn z mocno poparzoną twarzą;
sołtys wsi Tesor.
Awatar użytkownika
Wierzba
Posty: 63
Rejestracja: 06 lut 2015, 23:14
Lokalizacja postaci: Pożarka
GG: 4918905
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3528#53858

07 kwie 2017, 23:09

Wierzba słuchała opowieści chłopaka z coraz to mniejszym zainteresowaniem. Wynalazła nawet kawałek patyka i leniwie zaczęła nim grzebać w ogniu, słuchając reszty monologu zagłębiona we własnych myślach. Przekoloryzowane historie o leśnych potworach jednak nie były dla niej. Szczególnie, kiedy opowiadane są tak nieporadnie. Wysłuchała ich już tyle i prawie każda kończyła się przerośniętą żabą, czy innym dzikiem. Kobieta z pewnością wolałaby poznawać te ciekawostki z ust mężczyzny, na którego twarzy w blasku ognia świeciła się choć jedna blizna pozostawiona po walce z owym potworem. Być może była to wina stereotypowego myślenia, być może jakiegoś zdrowego rozsądku, który w kobiecie pozostał po najwspanialszej wyprawie jaką w życiu przeżyła.

Kiedy skończył, uśmiechnęła się pod nosem unosząc patyk w towarzystwie czerwonych iskier do góry. Strzemionko zdecydowanie był ciekawszy kiedy buzi nie otwierał. Chociaż jego zakłopotanie obecnością rycerza całkiem ją rozbawiło.

- Tuczy się pewnie na tych, co to bez powodu szukają guza w lesie. Jakby upolowanie jaszczurki im nie wystarczyło. - Stwierdziła zwracając się do krasnoluda. Po chwili spojrzała się na niego, sama zdziwiona swoimi słowami. Najwyraźniej zmęczenie odebrało jej rozum już do reszty, bo w końcu co może być lepszego na zakończenie tego dnia, jak piana z gęby karakana na twarzy.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

North Road

10 kwie 2017, 20:45

MG

Historia Strzemionka została zanegowana przez największy autorytet w okolicy. Władca tutejszej strażnicy, pan Beltramund Gonalor, miał własną wersję wydarzeń. Brzmiała ona o wiele prawdopodobniej. Mimo tego krasnolud Jagekhr poważnie potraktował całą sprawę. W przeciwieństwie do Wierzby. Być może powątpiewał w zdolności tutejszych grabarzy. Miało to jakiś sens. Jeśli ktoś padł w lesie, to nie domniemano natychmiast ataku jakiegoś nadnaturalnego stwora. Dość było w kniei zwyczajnych zagrożeń. Od dzików począwszy, a na trujących grzybach skończywszy.

Zastanawiając się, co jeszcze może zadawać rany podobne do tych, które zabiły Kuternogę, Jag skorzystał ze swego niemałego doświadczenia. Trochę po Autonomii już pochodził, wiele dziwactw widział i wiele ubił. Założył, że obrażenia zmarłego zostały zbadane i przypominały te zadawane przez dzika. W końcu nikt przy zdrowych zmysłach nie uznałby go winnym tak po prostu, bez choćby powierzchownej sekcji. Dziki atakowały swymi kłami nisko, wbijając się kłami w nogi, często naruszając przy tym istotne naczynia krwionośne. Jeśli Kuternoga nie miał szczęścia i dostał w okolice ud (albo, co gorsza, upadł), mógł po prostu wykrwawić się, zanim wrócił do Pożarki.

Prawdopodobnie ofiara nie została pogryziona ani choćby częściowo pożarta. Gdyby została, nie można byłoby mówić o ataku dzika. Drapieżnik mógł wprawdzie odpuścić w połowie, odstraszony bliskością osiedli ludzkich, jednak wydawało się to mało prawdopodobne. Wprawdzie różne podłe stwory zabijały czasem dla zabawy, ale żaden z tych, które znał Jagekhr, nie robił tego jak dzik. Wszystkie, które przebiegały mu przez głowę, zostawiały inne rany – pazurami i szczękami, a nie kłami.

Równie dobrze można by było założyć, że wioskowi się mylili. Otwierało to wiele możliwości. Dużo dało się jednak odrzucić na wstępie. Spotykane w tym rejonie wiwerny, gryfy i inne wielkie latadła na pewno nie zostałyby niezauważone. Atak nastąpił w dzień, w trakcie poboru podatków, co wykluczało szereg potworów działających w nocy. Zostawały jakieś leśnie widziadła – trupojady, widma, bagienne i wodne mary… Zawsze też mógł się trafić demon. Ostatnio dużo się o nich mówiło w Autonomii. Albo po prostu człowiek, któremu Kuternoga był nie w smak. Jagekhr miał po prostu zbyt mało informacji, by wyrokować.

– No to ten… – rzekł niepewnie Strzemionko. – Był Kuternoga, nie? I jeszcze paru… – Widać było, że nie ma żadnych konkretów. Wreszcie skapitulował. – Ja tam chłopów tak dobrze nie znam, panie krasnoludzie. Po nich powtarzam. Trzeba by było we wsi spytać – rozłożył ręce chłopak. – Na pewno coś tam jest, ale ja się nie miałem czasu wokół tego kręcić. Obowiązki… – wymówił się słabo, po czym z zakłopotaniem chwycił leżącą nieopodal ścinkę drewna, dorzucając ją do ogniska.

Swoim zachowaniem z pewnością utwierdził Wierzbę w przekonaniu, że duża część jego historii jest wyssana z palca. Strzemionko chciał najwyraźniej tylko zabawić grupkę, a nie informować o rzeczywistym zagrożeniu. Jego opowieść trafiła po prostu na zły, pragmatyczny grunt. Najprawdopodobniej Pożarka była w rzeczywistości spokojną wsią nienagabywaną przez żadne złowrogie siły. Tak przynajmniej sugerował ten, który jej doglądał, pan Gonalor.

W międzyczasie Ylzziril i Natik dogadali się co do ceny bukłaka piwa. Rycerz zainteresowany był jednym, ale, jak mówił, tylko w celu spróbowania. Zaznaczył, że gdy będzie mu smakowało, wróci po więcej. Yl był twardym negocjatorem i mocno zawyżył cenę trunku. Jego krasnoludzka jakość nie mogła tego usprawiedliwić, więc Natik począł się hardo targować. Zyskał tym sobie pewną sympatię krasnoluda. Ostatecznie stanęło na osiemdziesięciu dwóch orach i dobrym widoku na dalszy handel. Natik, wręczając Ylowi zapłatę, zażartował sobie, że to na poczet przyszłych transakcji. Pożegnał się po tym z uśmiechem i wrócił do wieży, życząc wszystkim dobrej nocy. Yl mógł wreszcie pójść spać, zadowolony, że uczestnictwo w minaloickich pertraktacjach wreszcie się opłaciło. Znał wartość tutejszego pieniądza i wiedział, że dobrze zarobił. Oczywiście nieco posmutniał. Oddał człowiekowi tak zacne piwo. Wiedział, że zapewne nigdzie nie kupi porównywalnej jakości trunku. Drobne monety wesoło brzęczały w mieszku i ostatecznie umiliły Ylzzirilowi pójście spać.

Poranek nie należał do najprzyjemniejszych. Szczególnie dla Wierzby, która pospała się na ziemi w okolicy ognia. Podobnie zresztą jak Jagekhr, ale on nieco tylko skostniał. W jego brodzie na dobre zadomowiła się poranna rosa. Mokre poszycie, w którym spał, przemoczyło jego ciuchy, ale nie był zdolny do zamartwiania się. Nie w takich warunkach sypiał. Podobnie jak Wierzba, ale to nie warunki najbardziej je doskwierały. Nudności wywołane zapewne zjedzeniem wątpliwego mięsa jakiegoś stwora z jaskini szybko zerwały ją na równe nogi. Gnając do lasu nie była pewna, którą stroną załatwi przykrą dolegliwość. Ostatecznie stanęło na obu. Przeklinając swój los odkryła, że drapie ją w gardle, a z nosa sączy się przezroczysty płyn. Tylko tego brakowało. Trzeba jej było szybko trafić do ciepłego miejsca.

Rakczadra wyspał się lepiej, choć miał podobne dolegliwości. Generalnie był przyzwyczajony do tutejszego klimatu, ale ostatnia noc była wyjątkowo podła. Jego żołądek wytrzymał mięso domniemanego bazyliszka nieco lepiej niż ten Wierzby. Obyło się bez ekscesów, choć poranna toaleta również nie należała do najprzyjemniejszych. Gorzej było z Grynfą, którą jednak odpowiednio zaopiekował się Strzemionko. Wyspała się chyba najlepiej ze wszystkich, w cieple, a rano mogła skorzystać z miednicy i nocnika. Iście luksusowe warunki. Yl, który noc spędził na swym wozie, też nie miał na co narzekać.

– Idziecie do wsi? To jest mila… – zagadał rano Strzemionko. Jego oczy były opuchnięte, co chwila wycierał nos w rękaw, a słowa wyrzucał z siebie z bólem. Mimo tego został pod wieżą z drużyną. Zapewne mało spał, pilnując koni i nieznajomych – bądź co bądź – tułaczy. Żaden ze szlachciców nie wyszedł do tej pory z wieży i nie zanosiło się na to, by któryś miał to zrobić. Wierzba dostrzegła wprawdzie jakiś ruch w jednym w wykuszów, ale to wszystko. Podróż do Pożarki wydawała się zachęcająca. Z tego, co zapamiętali podróżni, w wiosce można było dobrze i tanio zjeść, posłuchać plotek, posiedzieć i pomyśleć.

Awatar użytkownika
Jagekhr
Posty: 37
Rejestracja: 23 lip 2015, 21:07
Lokalizacja postaci: Pożarka
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3530#53751

12 kwie 2017, 11:14

Jagekhr zdecydowanie wolał Wierzbę, kiedy siedziała cicho, przynajmniej wtedy nie pokazywała, jak mało wie o tym, jak prawdziwi mężczyźni zarabiają na życie. Był w zbyt dobrym nastroju, żeby się przejmować jej słabymi zaczepkami, i zbył je parsknięciem.

Okazało się, że Strzemionko wie właściwie tyle, co nic, czym Jagekhr bynajmniej nie był zaskoczony. Szanse, że znajdzie się w okolicy coś ekscytującego do zarąbania wyglądały blado, jako że zabobonnym chłopom trudno było ufać w tych kwestiach - wymyślanie bzdur było u nich na porządku dziennym, żeby poradzić sobie ze straszliwą nudą i monotonią swoich wypełnionych błotem i krowim gównem żyć w przerwach pomiędzy udawaniem, że pracują, i rżnięciem sąsiadek w lasach. Niekiedy jednak i w gównie dało się znaleźć perłę.

Z jakiejś przewrotnej przyczyny znacząco poprawił mu się humor, kiedy uświadczył tę babę z łukiem, rzygającą jak kot i wyglądającą, jakby zakończenie jej życia byłoby w tym momencie łaską. Słabiutkie ludzkie żołądeczki najwidoczniej nie radziły sobie z prawdziwym, górskim żarciem. Skoro taka była samodzielna, nie miał ochoty jej niańczyć w żaden sposób, i kiedy bawiła się w rzyganie, zaczął zbierać się do ruszenia w stronę wsi ze wszystkimi, którzy chcieli i byli w stanie się tam udać.

Rakczadra
Posty: 17
Rejestracja: 06 lis 2014, 19:10
Lokalizacja postaci: Pożarka
GG: 39820077
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3090

12 kwie 2017, 17:25

Wszystko co działo się wokół niego poprzedniego wieczora z wolna znikło i zostało zastąpione niczym niezmąconym i w przypadku chłopaka, twardym snem, o który ciało aż się dopraszało. Jako wielki śpioch, Rakczadra z własnej woli rzadko wstawał zbyt wcześnie, a przynajmniej zawsze rankami odczuwał niedobór snu. Tego ranka również zapewne nie przebudziłby się sam z siebie, przynajmniej dopóki nie posłyszałby zbierających się podróżników, gdyby nie pewne... niedogodności. Już wczesnym rankiem kiszki młodego górala zaczęły się niepokojąco skręcać, co zmusiło go do pobudki i wylądowania w pobliskich krzakach. Ogólnie nie było jednak przesadnie źle. Pobolał go co prawda trochę brzuch, ale po wypróżnieniu czuł się już znacznie lepiej, czego nie można było powiedzieć, o tych, których jęki dochodziły wciąż z krzaków. Chłopak być może był tak zahartowany jak krasnoludy, niemniej nadal zapytany musiałby przyznać, że nie raz zdarzyło mu się zjeść coś niekoniecznie odpowiednio przygotowanego, co dziś owocowało chociaż trochę wytrzymalszym żołądkiem.
Niemniej, wciąż nie czuł się tak dobrze jak powinien. Zdawał sobie co prawda sprawę, że to zwykłe rozstrojenie na skutek zjedzenia dziwnego mięsa, jednak wciąż zaburzało to jego komfort harmonii ciała i umysłu. Musiał odpocząć i się uspokoić, odzyskać równowagę. Z tego też powodu nie wracał od razu do obozu, chociaż również nie oddalił się od niego przesadnie daleko - nadal widać go było z pewnością w prześwitach zieleni. Z początku, w siadzie skrzyżnym, zwyczajnie siedział bez ruchu i w ciszy, nie zważywszy na to, że lgnąc mogły do niego najrozmaitsze owady czy też płazy. Następnie, płynnymi ruchami, wspierając się przy tym jego wędrownym kijem, wykonał skomplikowaną akrobatycznie gimnastykę, przechodząc wielokroć z pozycji stojącej do leżącej i odwrotnie. Wreszcie jego ćwiczenia nabrały na tempie, a płynne ruchy zmieniły się w rytmicznie wykonywane, imitowane uderzenia wykonywane zarówno kijem jak i różnymi częściami ciała. Zupełnie nie przejmował się tym, że ktoś może go obserwować, ale też nikomu nie bronił ewentualnie się podglądać. Raczej zajęty był w tej chwili własnym światem, a poranek był czasem na uporządkowanie myśli.
- Przyjmijmy nowy dzień z czystymi umysłami. Dzień dobry. - przywitał się po powrocie do obozu, po czym nie odzywał się przesadnie, chociaż obserwował dobrze towarzyszy. Wyglądali lepiej lub gorzej, jednak każdy zdawał się móc o siebie zadbać, nawet jeżeli Wierzba sprawiała wrażenie, że dziś czuje się zdecydowanie słabiej niż jeszcze wczorajszego wieczora. Tak czy inaczej, musiał się upewnić, czy nie jest w stanie czegoś dla niej zrobić:
- Możesz iść? - zapytał ją wprost. - Czy potrzebujesz mojej pomocy? - dodał z uśmiechem, który wyrażał "skoro to tylko mila, to mogę cię nawet zanieść".
Chłopak chętnie pożegnałby się też z mieszkańcami wieży i podziękował im za gościnę, ale ci nie raczyli się zjawić. Odezwał się więc do Strzemionka:
- Jeżeli nie idziesz z nami, przekaż tym dobrym ludziom z wieży, że dziękujemy za bezpieczny nocleg. - jeżeli zaś okazałoby się, że młodzian również wybiera się do wioski, sprawa była nieaktualna. Rakczadra zabrał swój marny dobytek i ruszył wraz ze wszystkimi do Pożarki.
Awatar użytkownika
Grynfa
Posty: 102
Rejestracja: 21 wrz 2014, 14:03
Lokalizacja postaci: Pożarka
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50750#50750

13 kwie 2017, 20:46

Postawa Strzemionka sprawiła, że zyskał on niemałą sympatię w niewidzących oczach Grynfy. W końcu niewielu przygarnęłoby kompletnie obcą osobę pod swój dach, szczególnie, gdy ta nie ma się za bardzo czym odwdzięczyć a już na pewno nie zaoferowałoby jej swojego posłania, notabene bardzo wygodnego. Gdy chłopak opuścił pomieszczenie, dziewczyna niezdarnie zdjęła wierzchnie odzienie i otulona płaszczem zasnęła na wełnianym materacu, pierwszy raz od opuszczenia Derinu.

Rano obudziły ją nudności i ból brzucha. Widocznie długie dni o skąpym wyżywieniu sprawiły, że żołądek oduczył się trawienia większych ilości pożywienia. Chłopka szybko założyła wierzchnie okrycie i spróbowała znaleźć wyjście z komnaty. Nie godziło przecież zanieczyścić pomieszczenia, które gościnnie jej udostępniono. Po drodze natrafiła jednak na Strzemionko, który ułatwił sprawę, podsuwając misę.

Po porannej defekacji powrót do snu nie miał większego sensu. Grynfa planowała wraz ze współtowarzyszami odwiedzić wioskę i poszukać wiedźmy - jej ostatniej nadziei na odzyskanie wzroku. Pozbierała więc nieporadnie swoje rzeczy, podziękowała chłopakowi za gościnę i skierowała się w stronę, z której słychać było resztę grupy. Gdy dołączyła do współtowarzyszy, zwróciła się do nich o pomoc w odnalezieniu chatki znachorki.

- Czy ktoś dopomoże mi w odwiedzeniu wiedźmy? Sama nie trafię - rzekła, rozkładając bezradnie ręce.

Awatar użytkownika
Ylzziril
Posty: 57
Rejestracja: 25 sty 2015, 15:00
Lokalizacja postaci: Pożarka
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=52092#52092

14 kwie 2017, 13:31

Kiedy rozstali się z Natikiem krasnolud ostrożnie zebrał pozostawioną swego czasu tabliczkę z dziwną runą i wyrzucił w dość dalekiej odległości od wieży. Nie była mu już do niczego potrzebna.

Yl noc spędził w komfortowych warunkach, jak i wszystkie poprzednie. Wóz stanowił ogromnie przydatną sprawę również w tej kwestii, że nie musiał spać na ziemi, a mógł się wygodnie rozłożyć. Rankiem przebudził się, przeciągnął, spożył posiłek i ogarnął jako tako, przede wszystkim poprzez załatwienie wszelkich potrzeb jakie mogły doskwierać mu po nocy.

Z niezadowoleniem spojrzał na topniejące zapasy. Przy odrobinie szczęścia mogły wystarczyć mu jeszcze na ten dzień, ale raczej nie na dłużej. Chyba że miał zamiar żyć o samym krasnoludzkim chlebie, którego nieco jeszcze zostało.

Udany handel i dobrze spędzona noc poprawiły mu znacznie humor. Można wręcz rzec, że był dość dobry. Wychylił się z wozu tylko po to, aby dostrzec że pozostali raczej nie spędzili tego czasu równie miło. Wyglądali wręcz tragicznie. A najgorzej prezentowała się wracająca z lasu Wierzba. Dziewczyna wyglądała na kompletnie zmarniałą nocą, którą musiała spędzić na ziemi. Zdaje się, że wcale nie była z niej aż taka twarda sztuka.

Yl wziął dosłownie ostatnie resztki mięsa, która jeszcze miał w swoich zapasach i urwał spory kawał chleba. To wszystko owinął w chustę, w której swego czasu wiózł krasnoludzkie bułeczki, z których pozostało mu już jedynie wspomnienie i okruchy. Z takim pakunkiem zeskoczył z wozu i zbliżył się do młodej - tfu, tfu - "poszukiwaczki przygód".

- Zjedzże co normalnego - zagadał ją, wciskając jej w ręce przygotowane wcześniej jedzenie. Słusznie bez wątpienia domyślając się, że wczorajszy posiłek raczej ulotnił się już z jej żołądka. Mniejsza jaką drogą.

- Wyglądasz jakbyś miała paść zaraz.

Po tym - jak na niego i tak wcale niezłym - pokazie współczucia wobec niemal obcej osoby rudobrody krasnolud odwrócił się i nie czekając już nawet na odpowiedź odmaszerował żwawo w stronę wozu, aby przygotować go do drogi i zaprząc zwierzę, które na noc pozostawił jedynie przywiązane. Co prawda gdyby Wierzba postanowiła poprosić, to dałby jej się zabrać na wozie, jednak pozostawił ją już samej sobie, uznając najwidoczniej że pomógł jej dostatecznie. Lub też po prostu będąc przedstawicielem krasnoludzkiego gatunku nie miał talentu w kontaktach z innymi, szczególnie jeśli byli przedstawicielami innej rasy. Teraz musiał zadbać o swojego towarzysza, a ciągłe dźwiganie na plecach ciężaru nawet i jemu mogło się uprzykrzyć.

Gdy tylko wszystko już było przygotowane ruszył do Pożarki nieszczególnie oglądając się na pozostałych.

Awatar użytkownika
Wierzba
Posty: 63
Rejestracja: 06 lut 2015, 23:14
Lokalizacja postaci: Pożarka
GG: 4918905
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3528#53858

Re: Pożarka

12 lip 2017, 02:26

Wierzba siedziała przy tym co pozostało z ogniska i powoli zawijała w jakąś znalezioną, nikomu niepotrzebną szmatę miecz Zelera. Nie było tajemnicą chyba dla nikogo z obecnych, że nie czuła się zbyt dobrze. Poranna wycieczka do lasu skończyła się dla niej dopiero po kilkudziesięciu minutach i choć najgorsze zostawiła wśród krzaków, a żołądek powoli przestawał jej dokuczać, to drapanie gardła lekko ją zmartwiło.

Zresztą bardziej od tych złych decyzji żywieniowych denerwowało ją zachowanie ludzi znajdujących się w obozowisku. Może i czuła się trochę słabo, ale przecież jeszcze nie umierała. Jej spojrzenie natrafiło na pozostawiony obok przez Yla prowiant. Nie mogła na niego narzekać i chociaż nie sądziła, że zdoła cokolwiek teraz przełknąć, to poczuła ukłucie wdzięczności do krasnoluda. Nie chciała jednak być postrzegana jako ta słaba w jego oczach. Gdyby tylko nie tknęła wczoraj tego bazyliszkowego mięsa...

Jej uwagę przyciągnął obrzydliwie czymś rozbawiony Jag, który sam z daleka przypominał tłustego gada z rozbieganymi oczkami. Wierzba miała dziwne wrażenie, że „tym czymś” była właśnie jej osoba.

Prychnęła pod nosem zawijając szmatę bardziej zamaszyście niż pięć minut temu. W tym właśnie momencie postanowił do niej podejść górski chłopak z ofertą swojej pomocy. Zastygła na chwilę w bezruchu, wpatrując się w swoje dłonie, po czym wyprostowała nogi i wstała powoli tak, aby przypadkiem nie zakręciło jej się w głowie. Nie chciała przecież paść nieprzytomna w ramiona tego, czy innego chłopaczyny.

- Jak widać nogi mam jeszcze sprawne.- Rzuciła, kierując wzrok na ślepą Grynfę, która przypomniała jej o wiedźmie. Spojrzała się na Strzemionko i kiwnęła w jego stronę głową. - Wspomniałeś chyba wcześniej o jakiejś wiedźmie? Gdzie ją znajdziemy?

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3773
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

MG‐post: Muezli

27 lip 2017, 22:00

MG

Poranna gimnastyka obdarzyła Rakczadrę dobrym humorem. Wiedział, że niezależnie od tego, co spotka go w najbliższych godzinach, jego ciało i umysł pozostaną w gotowości. Szybko otrząsnął się z niestrawności, witając się miło z pozostałymi, nieco mniej pozytywnie nastawionymi obozowiczami. Nocleg w tym miejscu zdecydowanie nie należał do najprzyjemniejszych, bo chociaż warunki terenowe były znośne, to pogoda nie dała się porządnie wyspać. Jej skutki odczuła głównie Wierzba. Rakczadra był przyzwyczajony do tutejszego klimatu, Ylzziril spał na wozie, Grynfa w wieży, a Jagekhr sam wyglądał jak mokry głaz, więc wilgoć nie mogła mu przeszkadzać.

Nie dziwota więc, że chętny do pomocy mieszkaniec Wichrowych Szczytów od razu zaproponował swe ramię. Wcześniej o wiele mniej taktownie przystąpił do tego Ylzziril, ale paradoksalnie jego grubo ciosane współczucie nie sprawiło przynajmniej, że Wierzba poczuła się ze sobą gorzej. Drobna niedogodność żołądkowa nie robiła z niej kaleki, a tryb życia, jaki prowadziła, zahartował ją lepiej niż niejednego z mężczyzn. Nie mogła się jednak bardzo oburzać – nie pierwszy i nie ostatni raz spotykała się z takim zachowaniem. Wiedziała, że nie jest typową przedstawicielką swojej płci i ci, którzy jej nie znali, mogli reagować zbyt protekcjonalnie. Nawet mimo stroju i uzbrojenia.

Ylzziril zjadł coś jako jedyny, wzbudzając pewne zainteresowanie. Najwyraźniej w jego stronach był taki zwyczaj. W Autonomii Wolenvain tak wcześnie jadali tylko ci, którzy zaraz po tym mieli ruszyć do pracy. A i to nie zawsze. Kapłani często powiadali, że Lorven miła jest wstrzemięźliwość, także pod tym względem. Krzepki krasnolud nie znał jednak ani Świątyni Światła ani tutejszych tradycji – sam mógł się zdziwić, czemu nikt inny nie siadł do prowiantu, zamiast tego od razu szykując się do dalszej podróży. W całej swej niezręczności podsunął Wierzbie odrobinę krasnoludzkiego jedzenia, którego ta jednak nie tknęła. Nie tylko z powodu zwyczajów. Zamiast tego zagadnęła Strzemionko.

– Taka ścieżynka jest przed wsią, prosto w las… Ty powinieneś wiedzieć – odezwał się chłopak do Rakczadry i miał rację. Podczas swoich wizyt w Pożarce góral poznał ją dość dobrze, dokładnie wiedząc, gdzie znajduje się chatka tutejszej wiedźmy. Nieco na uboczu, aby jej praktyki nie przeszkadzały chłopom, ale na tyle blisko, że mogli się do niej szybko udać w razie potrzeby. Albo wyciągnąć za włosy, gdy pozostali będą podpalać stos.

– No to ten… Pewnie się jeszcze zobaczymy. Przekażę podziękowania – rzucił na koniec Strzemionko, widząc, jak grupa sposobi się do ruszenia w drogę. Jeśli ktokolwiek sądził jeszcze, że chłopak pójdzie razem z nimi, to teraz nie mógł mieć żadnych wątpliwości. Machając ręką wycofał się rakiem do wrót wieży, które potem spróbował otworzyć. Były jednak zamknięte, więc zakłopotany sługa musiał zadudnić pięścią. Minęło trochę czasu, zanim ktoś z wewnątrz odryglował drzwi i wpuścił go do środka.

Do wsi była niecała godzina drogi. Szło się nią lekko – opadała nieco w kierunku chat, przez co każdy krok wydawał się bardzo łatwy do zrobienia. Droga nie należała może do bardzo zadbanych – brakowało tu bruku, a w wielu miejscach wdzierał się na nią las, ale i tak wóz Ylzirrila toczył się w zasadzie sam z siebie. Niewiele miał tutaj do roboty, prócz pykania fajeczki, rozmyślania i przyglądania się krajobrazowi. A ten, widoczny po raz pierwszy od paru dni, napełniał wzniosłością nawet krasnoludzkie serce. Zaiste piękny, ale i dziwny to był kraj. Zamieszkiwało go wielu szalonych osobników. Niektórzy nawet szli obok wozu. Póki co trzymali się razem, ale nie wydawało się, że przygody w górach mocno zżyły ze sobą grupę.

Tuż przed wioską śmiałkowie dojrzeli krętą leśną ścieżkę, o której mówił Strzemionko. Dobrze byłoby, gdyby to Rakczadra poprowadził tam Grynfę – reszta raczej się nie kwapiła. Zamiast tego kusił ich dom sołtysa, w którym za dobrą opowieść mogli liczyć na gościnę i być może poczęstunek – jeśli nie darmowy, to na pewno tańszy. Tęsknota za ciepłem izby, zydlem i parującym jadłem była ogromna. W takiej atmosferze można było łatwo snuć dalsze plany, co było naturalne dla wiecznych tułaczy, z których składała się grupka. Ostatnio nie mieli szczęścia, ale im bliżej byli Pożarki, tym z większą nadzieją patrzyli w przyszłość.

Awatar użytkownika
Jagekhr
Posty: 37
Rejestracja: 23 lip 2015, 21:07
Lokalizacja postaci: Pożarka
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3530#53751

Re: Pożarka

27 lip 2017, 23:22

Jagekhr czuł się świeży, rześki i w miarę wypoczęty. Pogoda była ładna jak na tę porę roku - gdzieniegdzie na przewyższeniach przez drzewa widać było piękny, górski krajobraz. Ten stosunkowo mały wycinek wielkiego pasma górskiego w dalszym ciągu jednak robił na krasnoludzie wrażenie - czuł się tu bardzo dobrze, znacznie lepiej, niż na nizinach. Powietrze było świeższe, czystsze, i z dala od ludzkich miast czy innych większych siedliszcz natura zdecydowanie bardziej do niego przemawiała. Ani momentu doskonałej ciszy, śpiew ptaków, szum gałęzi, poruszanych wiatrem, słońce, oświetlające swoimi promieniami góry i błyszczące w rosie na liściach drzew. W momentach takich, jak ten, Jagekhr trochę rozumiał poetów. Nie miał domu, gdyby jednak miał - podejrzewał, że czułby się właśnie tak, jak teraz, wracając do niego. Szedł więc przy wozie dziarsko, szparko i żwawo, oddając się zamyśleniu podczas stosunkowo krótkiej drogi do wsi.

Do wilgoci i chłodu był przyzwyczajony od lat i nie robiły one na nim wrażenia - był na nie obojętny jak mokry głaz. Aczkolwiek siąść sobie wygodnie przy ogniu, w cieple, łyknąć czegoś lepszego i opowiedzieć parę historii - było to dlań perspektywą bardzo przyjemną. Kiedy mijali więc leśną ścieżkę, prowadzącą do chatki wiedźmy, nie wszedł nań, idąc dalej prosto w stronę wsi. Odprowadził tylko schodzących na nią wzrokiem, zwalniając na moment kroku, i uśmiechnął się nawet poczciwie na pożegnanie. Uśmiech ten wracał na jego pobliźnione oblicze jeszcze całkiem często, prawie do samego dotarcia do wioski.

Wkroczywszy do ludzkiego sioła, Jagekhr pilnie rozglądał się w próbie zorientowania się, cóż to takiego za miejsce i czym się wyróżnia. Wiedział, że każda wieś, każde miasto czy każdy zaścianek miało swoją specyfikę, i dobrze byłoby wiedzieć, co jest czym i kto jest kim tu. Co nieco już wiedział, ale sprzyjało interesom i późniejszemu ewentualnemu targowaniu się to, żeby jego wiedza była jak najlepsza i jak najaktualniejsza. Przez cały czas był bardzo pogodny jak na niego - ta godzina beztroskiego spaceru po dobrym poranku i dobrym wieczorze dnia poprzedniego wprowadziły krasnoluda w zaiste wspaniały nastrój. Był nawet teraz, co jak na niego było czymś naprawdę rzadkim, skłonny do bezinteresownej pomocy bliźnim.

Po serdecznej wymianie uprzejmości (przynajmniej ze strony krasnoluda), wejściu do domu sołtysa i zajęciu godnego miejsca siedzącego Jagekhr w dalszym ciągu rozglądał się - nie na tyle intensywnie, żeby mogło to być zauważone, ale chciał wiedzieć, z kim ma do czynienia i czego może oczekiwać.

Awatar użytkownika
Wierzba
Posty: 63
Rejestracja: 06 lut 2015, 23:14
Lokalizacja postaci: Pożarka
GG: 4918905
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3528#53858

Re: Pożarka

30 lip 2017, 00:37

Przed wyruszeniem w drogę kobieta sprawdziła swój ekwipunek, odpowiednio zajmując się noszonymi przy boku skarbami. Niektóre rzeczy chowały krwawe wspomnienia. Inne - smak porażki. Szybko przełożyła owinięty szmatą miecz Zelera z jednej ręki do drugiej. Widać było, że nastrój jej się diametralnie poprawił. Szła teraz za wozem z lekkim uśmiechem na twarzy, pogrążona we własnych myślach, od czasu do czasu zdarzyło się jej zamknąć oczy i po prostu chłonąć przyjemny dotyk rześkiego wiatru na twarzy. Czuła, że długi, wolny marsz dobrze jej zrobi i nie myliła się.

Jednak wszystko co dobre kiedyś się kończy. Tak też było i w tym przypadku. Wraz z chatami rosła opcja opuszczenia ludzi, z którymi spędziła sporo czasu. Być może nie przepadała za niektórymi, ale z pewnością ich nie nienawidziła. Wspólna przygoda choć trochę ich połączyła i trudno jej teraz będzie podjąć decyzję co dalej. Zwalniając kroku na rozdrożu szybko przesunęła wzrokiem po sylwetce każdego łamagi, z którym miała do czynienia na tej głupiej wyprawie. Paru brakowało. Skrzywiła się, wyciągając rękę do Grynfy i z ciężkim sercem, bo naprawdę pragnęła zażyć odrobiny odpoczynku i zjeść gorący, nie trujący posiłek, złapała ją pod ramię i pociągnęła w stronę, którą wskazał im Strzemionko. Odchodząc zdało jej się, że na twarzy Jaga wykwitł uśmiech, który nie krył w sobie szydery. Potrząsnęła głową, zapominając o tym dosłownie chwilę później.

Miała nadzieję, że ta cała wiedźma okaże się warta świeczki i będzie w stanie coś poradzić na ślepotę rzucającej rzepami chłopki. Takie wyklęte z wioski kobiety najczęściej zajmowały się po prostu usuwaniem niechcianych dzieci, a ich wiedza zatrzymywała się na rozróżnianiu kilku przydatnych ziół. Ciężko było spotkać władającą prawdziwą mocą kobietę, która chciałaby mieszkać sobie przy lesie z nożem wieśniaków na gardle. Tak się przynajmniej Wierzbie wydawało.

Kiedy więc wyrósł przed nią dom wyglądający na miejsce pobytu wioskowej uzdrowicielki, odetchnęła z ulgą. Mimo szczerej chęci pomocy Grynfie, pragnęła znaleźć sobie kolejną, tym razem bardziej udaną wyprawę.

Podeszła więc do drzwi lekko zniecierpliwiona i zadudniła w nie pięścią.

Wróć do „Autonomia Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 8 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52146
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1042
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: xXVukoXx
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.