Brama Południowa

Największe, podupadłe na skutek wojen miasto Autonomii i jej stolica. Wiele z budynków, w tym zachodnia brama miejska, stoi w ruinie, a liczba bezdomnych jest tutaj przerażająco wysoka. Miasto dzieli się na cztery dzielnice, a jego rynek jest największy w Znanym Świecie.
Awatar użytkownika
Elavir
Posty: 69
Rejestracja: 18 cze 2012, 07:47
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?p=30525#30525

Brama Południowa

26 gru 2012, 20:40

Druga pod względem wielkości brama Wolenvain, znajdująca się, jak sama nazwa wskazuje, w południowej części murów miasta. Pomimo upływu czasu i oblężenia z 410 roku EF jest ona w lepszym stanie, niż Zachodnia.
___

Elavir już dawno nie była tak nabuzowana, jak teraz. Żaden elf jej do tej pory tak nie upokorzył przed innymi. Cóż, można było powiedzieć, że sama się o to prosiła, no ale przecież się do tego nie przyzna. Jeszcze nieostrożnie pożyczyła Lenie pieniądze, a reszta, która jej została mogła wystarczyć jedynie na kilkudniowy pobyt w nowym mieście. Zapasów pożywienia i strzałek powinno jej wystarczyć na podróż. W każdym razie zamierzała teraz odejść z Wolenvain na jakiś czas, aby od niego odpocząć, ale także poszukać jakiegoś zlecenia. Uznała, że Minaloit będzie dobrym celem, głównie ze względu na to, że wybrano tam nowego burmistrza. Ten jeszcze jej nie zna, więc być może byłoby z tego względu łatwiej go orżnąć na więcej pieniędzy. Postanowiła, że kiedy już się odkuje, dołoży wszelkich starań, aby PANIĄ kapitan straży w Pałacu Sprawiedliwości spotkała… no właśnie, sprawiedliwość. Bo jaka inna sprawiedliwość należy się plugawym elfom, jak nie śmierć?

Z pełną świadomością tego, że prawdopodobnie zostanie zaczepiona w bramie przez strażników (o ile do tych dotarła już wieść o kłótni przed siedzibą majordoma), postanowiła iść normalnie, nie wzbudzając żadnych podejrzeń. Ostatecznie przecież niczego złego nie zrobiła. "Oj tam, głupia elfka usłyszała parę mocnych słów, straszne. Bo się zaraz popłaczę." Spodziewała się jednak, że będzie przepytywana i straci przez to cenny czas, dlatego miała przygotowane już kilka odpowiedzi na denerwujące pytania. Szczęściem od bogów okazało się jednak, że nawet nie zwrócili na nią uwagi, dlatego spokojnie ruszyła na trakt Iquański.

Prosiłabym o decyzję MG o tym, czy zt i czy mogę się udać na trakt Iquański.

//Wychodź z miasta, nie widzę przeciwwskazań – Ari.

<z/t>
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

17 mar 2014, 20:46

MG


Nie słysząc głosów sprzeciwu, Batsza zarządziła wymarsz. Dwie pozostałe kobiety podążyły za nią, mniej lub bardziej chętnie stawiając krok za krokiem, bądź poganiając konia. Podróż nie należała do specjalnie ciekawych, do momentu, w którym prowadząca wyprawę nagle się zatrzymała i odwróciła do dwójki towarzyszek.
- Niestety, nie powiedziałam wam wszystkiego. – Zaczęła, a zarówno Luvien jak i Sonneillon poczuły nagłe ukłucia w szyje, ta widząca mogła dostrzec, że ukłucie wywołała mała strzałka, prawdopodobnie zatruta.
- Widzicie, nie bez powodu się spotkaliśmy. Studnia życzeń przyciąga wielu, mimo iż jest to ryzykowna wyprawa to czyż nie warto spróbować? – Kontynuowała, podczas gdy obie kobiety powoli osuwały się na kolana, ostatnim co dotarło do Sonn były dwie postacie wychodzące z pomiędzy drzew.

Sonn i Luvien z/t

// Post żałosny, wiem. W takie sprzątanie po kimś innym ciężko się wczuć, rozkula się to wszystko z czasem. Jeśli Luvien się pojawi zanim wątek Sonn się skończy, będzie mogła dołączyć, tyle, że inną drogą.
Awatar użytkownika
Nemdir
Posty: 11
Rejestracja: 29 sty 2015, 20:12
Lokalizacja postaci: Parter: Sala Główna
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3425

04 lut 2015, 20:54

Wreszcie, po kilku długich dniach podróży dotarł do południowej bramy Wolenvain. Zastanawiając się nad miejscem na nocleg, nie zwracał uwagi na ludzi przechodzących obok i komentujących szpiczaste uszy wystające spomiędzy długich włosów. Jednak nie tylko o miejsce do spania się martwił "Może znajdzie się tutaj również jakaś praca" – pomyślał – "przydałoby się coś zarobić. Najpierw jednak muszę coś zjeść i odpocząć. Nie mógł w końcu w zimę spać na ulicy, więc w tym przypadku cena się nie liczy. Czując przenikliwy chłód, mocniej owinął się płaszczem i na głowę założył kaptur. Kiedy spojrzał na bramę, co chwila zamykając oczy przez zmuszające go do tego płatki śniegu uderzające go w twarz, zauważył dwóch strażników przyglądających się każdemu przechodniowi, który przekraczał wejście. Do stolicy Nemdir nigdy nie zaglądał, więc nie wiedział, czy trzeba pokazać przepustkę, czy może zapłacić. Nie zwlekając przyspieszył kroku coraz bardziej zbliżając się do strażników.
Awatar użytkownika
Drasim
Posty: 521
Rejestracja: 08 gru 2013, 12:55
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2815

05 lut 2015, 16:42

MG

Nawet tak krótka podróż dała się we znaki Nemdirowi, który zmęczony wreszcie dotarł do Wolenvain. Zima na dobre rozgościła się w Autonomii i utrudniła znacząco wszelkie wędrówki. Ludzie przechodzący przez bramę lub znajdujący się gdzieś w pobliżu nie zwracali jakiejś specjalnej uwagi na elfa. Fakt, wyróżniał się z tłumu, ale miasto przyzwyczaiło się do widoku innych ras i mieszkańcy zwracali swe oczy tylko na przedstawicieli jakichś szczególnie egzotycznych nieludzi. Młody mężczyzna mógł tego nie wiedzieć, ale Wolenvain było bardzo tolerancyjnym miastem.

Strażnicy nawet nie popatrzyli w stronę Nemdira, błądzili rozleniwionym wzrokiem wokoło, próbując jednocześnie jakoś się ogrzać. Co chwilę dało się słyszeć jakieś wymruczane pod nosem przekleństwo, komentujące na ogół parszywą pogodę. Elf bez przeszkód przeszedł przez bramę i ruszył na poszukiwanie jakiegoś miejsca, żeby wypocząć. Oczywistym wyborem wydała się jakaś karczma, ale długouchy pragnął chyba zostać na dłużej w Wolenvain. Przypadkiem usłyszał o "Pechowym Linoskoczku" oraz o oberży "Pod Czarnym Kotem", ale na tym jego możliwości się nie kończyły, w końcu mógł poszukać czegoś innego.

Awatar użytkownika
Nemdir
Posty: 11
Rejestracja: 29 sty 2015, 20:12
Lokalizacja postaci: Parter: Sala Główna
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3425

05 lut 2015, 20:20

Wiatr tak huczał mu w uszach, że nawet jego bystry słuch nie pomagał w zrozumieniu słów ludzi. Po chwili, kiedy wiatr na moment zamilkł, Nemdir mógł dobrze usłyszeć nawet szepty. Osoby go mijające, wcale nie zwracały na niego uwagi. Okazało się, że głównie przeklinali pogodę.

Przechodząc już przez bramę, minąwszy strażników, którzy nie zareagowali na nowego przybysza, elf usłyszał ludzi wspominających wydarzenia w niejakiej karczmie "Pod Pechowym Linoskoczkiem" oraz ostatnią bójkę w oberży "Pod Czarnym Kotem". Stwierdził, że chyba lepszym miejscem będzie "Linoskoczek". Po takiej podróży chciał po prostu odpocząć. "Mam nadzieję, że tam będzie ciepło, długo nie wytrzymam na takim mrozie."

Pytając napotkanych ludzi o drogę do "Pechowego Linoskoczka" wreszcie trafił na właściwą ulicę, prowadzącą prosto do karczmy.


z/t
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

17 lut 2015, 00:34

MG

Kiedy Lota dotarła wreszcie do południowej bramy Wolenvain, było już całkiem ciemno. Wycieczka zajęła jej, jak zawsze, właściwie cały dzień. Ostatnią część pokonała właściwie nocą, ale szła szybko i nie zamierzała się zatrzymywać z tak błahych powodów, jak brak słońca na niebie. Oczywiście mogła rozbić wędrówkę na dwa etapy, jak z pewnością nieraz robiła wcześniej, ale teraz z sobie tylko znanych powodów postanowiła pokonać dzielącą ją od Wolenvain odległość za jednym zamachem. Gdy tego dokonała, była już porządnie zmęczona – nie tylko z powodu marszu, który w takich warunkach osłabił jej organizm o wiele bardziej, niż przykładową wiosną czy latem. Lota kombinowała.

Zabawa ze sprężaniem i rozprężaniem powietrza pozwoliła jej dojść do ciekawych wniosków. Tak, jak podejrzewała, sam ruch zmieniał jego temperaturę, jednak działało to w obie strony. Kilka kolejnych testów pozwoliło potwierdzić, że ściskanie daje efekt o wiele bliższy pożądanemu. Niestety, skompresowane powietrze z czasem ochładzało się i proces trzeba było co jakiś czas powtarzać. To, w połączeniu ze skupieniem, jakie trzeba było utrzymać do ciągłego utrzymywania zaklęcia w stałym – względem ciała wiedźmy – położeniu, wypełniło nudne godziny podróży ciekawą rozrywką.

Co istotne, rozrywka ta była dostępna tylko dla Loty. Mijające ją osoby widziały tylko jej zmarszczone brwi, słysząc czasem kilka cichych słów, które co jakiś czas mruczała do siebie w celu znalezienia najlepszego rozwiązania. Tedrig nigdy nie powiedział jej, czy używanie gestów i formułek jest konieczne, niemniej była na tyle śmiała, że spróbowała kilku. Czasem wydawało jej się, że pomagają; innym razem, że dzieje się całkiem odwrotnie. Ostatecznie dała sobie z tym spokój, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jakie okropności mogą spowodować zbitki nieodpowiednio połączonych sylab. Ostatnim, czego chciała, było przywołanie jakiegoś durnego chochlika czy podpalenie swoich szat.

Wynik rozważań był prosty. Sprężanie ogrzewało, rozprężanie ochładzało, przy czym tego ostatniego nie trzeba było jakoś szczególnie prowokować. Wypuszczone spod działania zaklęcia kompresującego powietrze samo wracało do poprzedniego stanu. Gdy ruda przesadzała w swoich próbach, zamiast powietrza otrzymywała gęstą parę albo nawet kilka kropelek wody, które jednak bardzo szybko się rozpraszały.

Przed południową bramą Wolenvain stanęła z mimo wszystko zgrabiałymi od zimna dłońmi, ale raczej zadowolona ze swych eksperymentów. Stojący przy wrotach strażnicy dawno już zamknęli główne wejście, ale otwartymi pozostawili małe drzwiczki dla ewentualnych wędrowców, którzy chcieliby wieczorową porą wejść do stolicy Autonomii. Była ich trójka. Najwyższy z nich na widok Loty poprawił futrzaną czapę na swym czerepie i zaszeleścił kolczugą, powstając z zydla. Pozostali nawet się nie podnieśli, ale widać było, że wiedźma interesuje ich dużo bardziej, niż gra w kości, którą prowadzili na odwróconej do góry nogami skrzyni. Wysoki zaśmiał się sucho, a przynajmniej próbował. Zimne powietrze nie służyło strunom głosowym.

- Sama? - zapytał niewyraźnie, rozglądając się czujnie i wypatrując kogoś za plecami Loty. Odchrząknął, co poprawiło walory poznawcze jego mowy, ale niestety nie nadało jej żadnych dodatkowych walorów estetycznych. - Zgubiła się, a? - rzucił bezczelnie. - Wejść by chciała? Jak się zwie? - dodał po chwili, wyraźnie czerpiąc radość z nagabywania jej w ten sposób. Prawo mówiło, że powinien ją wpuścić po krótkim sprawdzeniu, a już na pierwszy rzut oka widać było, że ruda nie jest jakąś żebraczką czy przybłędą byle skąd. Nieczęsto jednak zdarzało się, aby ktoś zapewniał strażnikom rozrywkę o tej porze, a ten szczególny osobnik zamierzał to najwyraźniej wykorzystać.

Awatar użytkownika
Slavius
Posty: 64
Rejestracja: 16 mar 2013, 14:45
Karta Postaci: viewtopic.php?p=41866#41866

20 lut 2015, 20:52

Na polu bitwy znalazł ekwipunek dosyć miernej jakości. Miał nadzieję, że w mieście zdoła zdobyć lepszy. Żadnych pieniędzy – jedynie tasak, kolczugę i “podarowany" przez Ajena płaszcz. Na razie musiało mu to wystarczyć – nie miał innego wyboru. Choć nie ukrywał, że liczył przynajmniej na jakiś średniej jakości miecz. No cóż – sytuacja nie była beznadziejna. Broń zdecydowanie była zdatna do użytku, a to Slaviusa zadawalało. Możliwe, że w drodze do miasta będzie musiał nią popracować. Zauważył, że w okolicy zaczęło kręcić się mnóstwo ludzi, którzy na wojowników nie wyglądali. Wręcz przeciwnie – jawili się raczej jako tacy, którzy wolą wbić ofierze sztylet w plecy, zabrać sakiewkę i jak najszybciej uciec.

Kiedy wrócił do namiotu, oznajmił, co wybrał. Posadę, jaką zaproponował mu ranny Berkwist. Półelfa naszła jedna myśl – co, jeżeli Brigord umrze? Wtedy Ajen zapewne anuluje awans Slaviusa, który nie znajdzie miejsca w Wolenvain. Półelf zląkł się lekko. Ranny dowódca nie wyglądał dobrze. Nie, nie mógł umrzeć. Nie teraz. Wszystko by się posypało, a mężczyzna byłby wręcz zmuszony do wybrania zaproponowanego przez Ajena wyjścia. Na razie jednak postanowił nie martwić się na zapas – stan Berkwista nie wydawał się aż tak tragiczny, żeby zanosiło się na zgon.

Nazajutrz wyruszyli. Slavius dostał brązowego konia. Nie wyróżniał się raczej niczym szczególnym. Ot, zwyczajny. Zwyczajnego wzrostu, zwyczajnego umięśnienia. Z tego wszystkiego Slavius nazwał go "Szary". Jako że wydawał się kompletnie szary na tle całego… końskiego społeczeństwa? Slavius spostrzegł absurd swoich myśli i od razu przeskoczył na coś innego. Stan dowódcy nie zdawał się polepszać. Jednak Slavius nie miał czasu, aby się tym zamartwiać. Wsadzono go na konia. A on teraz przypomniał sobie, że nigdy w życiu nie jechał na koniu. Już na początku podróży odczuł skutki. Od ciągłego obijania się o koński zad, jego własna tylna część ciała zaczęła boleć. Ze względu na zdrowie Brigorda postoje były częste na tyle, aby miał szansę odpocząć.

Nauczono go kilku podstawowych umiejętności, o których wcześniej nie miał pojęcia. Teraz mniej więcej wiedział, jak dbać o kolczugę i ostrzyć broń. Od razu zauważył poprawę w użyteczności obydwóch. Wyglądały też nie tak źle, jak na samym początku. Slavius przestał przypominać losowego bandytę biegającego z zardzewiałym, tępym ostrzem. Z kolczugą poszło oporniej niż z orężem. Ta była w wyjątkowo złym stanie. Dziwił się, że nie znalazł na polu bitwy niczego lepszego. Począł codziennie się nią zajmować. Po kilku dniach podróży wreszcie nabrała zdrowszego, bardziej przypominającego metal, koloru. Uznał to za małe, osobiste zwycięstwo.

Po drodze borykał się jednak jeszcze z kilkoma innymi problemami. Pierwszym było towarzystwo, które zwyczajnie go nie akceptowało. Nikt z nich nie widział, co Slavius robił w walce z demonem. Ba! On sam nie do końca wiedział! To coś po prostu w niego… wstąpiło. Znów powrócił myślami do tej mocy. Nie mógł przestać o niej myśleć. Odzyskanie jej stało się pewnego rodzaju marzeniem.

Jeden z Patriotów – człowiek imieniem Aerndal – po kilku dniach podróży zaczął litować się nad półelfem i pomagać mu w czynnościach, z którymi miał – ze względu na ranę – widoczny problem. Widząc umiejętności jeździeckie nowo mianowanego kapitana, postanowił także dać mu kilka lekcji. Od tamtego momentu Slaviusowi żyło się trochę lepiej – do tego wydawało mu się, że Aerndal naprawdę go polubił. Człowiek był stosunkowo wysoki – ledwie 2 lub 3 centymetry niższy od półelfa. Miał brązowe, krótko przystrzyżone włosy i nosił długą, tego samego koloru brodę. Na polu bitwy walczył włócznią.

Mimo tego, że nowy kompan zdawał się go w pełni akceptować, reszta nadal trzymała się od niego z daleka. Widocznie w Wolenvain będzie musiał udowodnić naprawdę wiele rzeczy. Że nadaje się do dowodzenia. Że umie pojednać się z ludźmi. Że umie walczyć i naprawdę miał wpływ na bitwę z demonem.

Sam nie był źródłem wszystkich swoich problemów – pozostały także incydenty, które zdarzały się, kiedy ocaleli Patrioci chcieli pomóc mieszkańcom pobliskich wsi. Dezerterzy naprawdę potrafili dać się we znaki. Uciekając z bitwy zatracili wszelaki honor. Teraz już nie mieli nic do stracenia. Nie bali się gwałcić i zabijać. W niektórych momentach sami Patrioci musieli dać spokój, bo było ich zwyczajnie mniej. Do tego – tamci wyglądali na mniej zmęczonych i rannych.

Zdarzyło się kilka razy, że Slavius musiał popracować nową bronią. Wyszło mu to na dobre – zdołał lekko przyzwyczaić się do zdobytego oręża i walka nim nie szła mu tak źle. Kolczuga za to zdążyła ochronić go już od jednego czy dwóch ciosów. Wracał do formy, chociaż ciężko zranione palce ciągle dawały mu się we znaki.

Wreszcie – po dosyć długiej podróży dotarli do południowej bramy Wolenvain. Siedmiu konnych – Slavius, Aerndal i pięciu innych Patriotów, którzy mieli się w miarę dobrze. W tym sam Ajen Firaar. Za nimi jechał ciągnięty przez muły wóz z rannymi. Na nim między innymi pan Berkwist. Było ciemno.

Slavius dosłyszał jakieś głosy spod bramy, kiedy się zbliżali. Strażnik mówił coś do rudej kobiety, która chyba chciała przez ową bramę przejść. Cóż – to nie jego sprawa. Nie zamierzał się w to mieszać. Przecież oni, jako Patrioci, byli w pełni uprawnieni, aby wejść do miasta.

- No proszę. Ktoś tu chyba nie przewidział, że koło bram będą czekać strażnicy – Slavius usłyszał głos dobiegający z jego prawej strony. To Aerndal. Półelf parsknął cicho. Lubił uwagi kompana. Tylko z nim mógł rozmawiać – nic innego mu nie zostało. Podejrzewał jednak, że jakby inni w pełni go zaakceptowali, i tak przypadliby sobie do gustu z tym człowiekiem.

Kiedy zbliżali się do bramy, Slavius postanowił, że czas się przyzwyczajać do nowej pozycji. Stał się poniekąd dowódcą. Kiedy przejeżdżał obok, spojrzał z góry – bo nie miał innej opcji, siedział na koniu – na rudą kobietę. Nie wyglądała na specjalnie ciekawą. Ignorując ją, zwrócił się do strażnika.

- Otwórz bramę, dobry człowieku. Patrioci wrócili – nie uznał za potrzebne, aby mówić, skąd – chociaż to raczej strażnik i tak wiedział – i czemu jest ich tak mało. Nie miał pojęcia, czy przerasta tamtego rangą. Miał nadzieję, że tak, bo i wrażenie takiego starał się sprawiać. Jeżeli strażnik zacznie go wypytywać, raczej nie będzie wiedział, co odpowiedzieć. Przez krótką chwilę pomyślał, czy tę kwestię nie lepiej było zostawić Ajenowi.

Awatar użytkownika
Lota
Posty: 105
Rejestracja: 02 maja 2013, 22:37
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 12768943
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2644

24 lut 2015, 23:16

Lota nadal dziwiła się, że nie próbowała podobnych sztuczek wcześniej, a nawet jeśli – nie na taką skalę. Co sama wiedziała najlepiej, wiele przez to dzisiaj nie osiągnęła. Nie odpadły jej ręce z zimna, to prawda, znalazła także zajęcie na całą podróż. W ostatecznym rozrachunku okazało się jednak, że… udało jej się poruszyć powietrze, ogrzewając je. Wielka sprawa…

Małe osiągnięcie rozbudziło apetyt na odrobinę więcej, choć teraz rudowłosa była zbyt zmęczona na dalsze eksperymenty. Mogła jedynie myśleć o następnych krokach i wykorzystaniu tego, czego dzisiaj się dowiedziała. Zaskakujące, ile nowości i praktycznych zastosowań miała jej przynieść magia – Tedrig mówił przecież jasno: wielka sprawa, poważne rzeczy. A tu okazuje się, że byle drobną sprawę można było załatwić za pomocą własnych, nadzwyczajnych umiejętności.

Lota miała za sobą kawał drogi, który wyjątkowo postanowiła pokonać za jednym razem. Wiedźma powoli opadała z sił. Nic więc dziwnego, że nie miała ani ochoty, ani nerwów na rozmowę ze strażnikiem pod bramą. Było późno, nie spodziewała się jednak najmniejszych nawet kłopotów z przejściem – najwyraźniej nie uwzględniła głupich, znudzonych mężczyzn bez krztyny ambicji czy, co sądzić można po tanich zagrywkach, rozumu. Opluła ich wszystkich słownie w myślach, nie zdradzając się jednak w żaden widoczny sposób.

Wyprostowała się. Marudziła we własnej głowie, mimo że strażnicy wcale nie naprzykrzali się w jakiś okrutny sposób. Zmęczenie, tak. To na pewno przez zmęczenie.

Sama – potwierdziła, nie obciążając rozmówcy skomplikowanymi rachunkami. Najwyraźniej szukał kogoś za jej plecami, zupełnie jakby samotna kobieta nocą była niespotykanym widokiem.

Cóż. Może była.

Zwą mnie Lota i… – urwała kwestię, po czym odwróciła się.

Przerwał jej imponujący orszak, który zbliżał się do Bramy Południowej. Zdarzenie to odwróciło na moment uwagę wiedźmy od potrzeby dostania się do miasta, skupiła się na nadjeżdżających osobach. Czuć było smród. Byli konni, niektórzy szli. Kobieta zauważyła wóz z bliżej nieokreślonym załadunkiem ciał. Było już późno i w rudowłosej głowie natychmiast urodziło się zainteresowanie, skąd ci ludzie mogą wracać. Patrioci…

Nigdy nie słyszała.

Minął ją ktoś, kto równie dobrze mógł towarzystwu dowodzić. Spojrzał z góry na Lotę i choć było to wymuszone usadzeniem na koniu, z jakiegoś powodu bardzo się to wiedźmie nie spodobało. Usłyszała złośliwy komentarz, który dodatkowo ją rozdrażnił.

Pragnęła odpocząć. Przejść i odpocząć.

Nadal nie martwiła się o możliwość przekroczenia bram miasta, po prostu natychmiast uznała, że z tym cudacznym orszakiem wydarzy się to znacznie szybciej. Niewiele obchodziło ją, czy sytuacja była poważna, zbiorowisko jedynie trochę rozbudziło jej ciekawość. Najważniejsze było to, że bramy najpewniej staną otworem i nikt w obecnej sytuacji nie zainteresuje się niewielką, rudowłosą podróżniczką.

Planowała wejść wraz z nimi, a w razie zatrzymania – spokojnie odpowiedzieć na wszystkie pytania, które strażnik planował jej zadać. Rozdrażnienie w niczym przecież nie pomoże.

Lota posłała uśmiech, który zupełnym przypadkiem trafić miał do mijającego ją przywódcy – co stwierdziła po tym, jak ten się odezwał. Odrobina wymuszonej sympatii nigdy nie szkodziła. Kobieta zaczekała na rozwój wydarzeń, mając jednocześnie nadzieję, że nikt więcej nie będzie chciał z nią rozmawiać.

Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3762
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Fahey

07 mar 2015, 20:58

MG

Nadłamane cięciem miecza palce Slaviusa nie goiły się zbyt dobrze, nie pozwalając mu na zbyt wyszukane manewry. Jego broń również nie była do tego przystosowana, więc w walce musiał polegać na tych, którzy byli nieco bardziej sprawni. Sztywna dłoń nie rokowała dobrze na przyszłość. Jeżeli chciał powrócić do dawnej sprawności w posługiwaniu się orężem, musiał wyćwiczyć swoją lewicę. Innej opcji po prostu nie było. Kości zrastały się dobrze, ale ścięgna kciuka i palca wskazującego nie mogły się tak po prostu zregenerować. Samo trzymanie broni było dla Slaviusa trudne, o walce nie wspominając. Oczywiście ogromne znaczenie miało też to, że przez te kilka dni jego rany nie zdążyły się jeszcze prawie w ogóle zagoić, ale wszyscy, którym pokazywał swoje obrażenia, tylko kręcili głowami. Nie było szans, aby te palce jeszcze kiedykolwiek działały tak, jak przed bitwą. Cóż, nie tylko on wyniósł spod Lwiego Brodu jakieś pamiątki ciała.

Mimo że pozostali Patrioci – poza Aerndalem – nie pałali do niego przyjaźnią, podczas walki pomagali mu tak samo jak każdemu innemu. Patrioci stanowili jedno ciało, chroniąc swoich i niosąc pokrzepienie dobrym ludziom. Wszędzie, gdzie się pojawili, spotykali się z dobrym przyjęciem, darmową strawą i noclegiem. Ich sława wzrosła po bitwie, a ich stan był świadectwem, że żaden z nich nie stronił od walki. Slavius już czuł się jednym z kapitanów tej formacji, choć formalnie nie otrzymał jeszcze awansu ponad rekruta. Pierwsza rzecz, jaką usłyszał o swoim dowodzeniu była jednocześnie ostatnią. Brigord w ostatnich dniach czuł się na tyle źle, że nie można było z nim nawet porozmawiać. Temat ten nie był poruszany przez innych, chyba że w formie zgryźliwych komentarzy wymienianych pomiędzy tymi, którzy byli Slaviusowi najbardziej przeciwni (a wbrew pozorom nie było wśród nich Ajena).

Wspomniany pan Firaar koso spojrzał na odzianego w kolczugę niedoszłego kapitana, strofując go za wyniosłość w kontaktach ze strażnikami. Sam zsiadł z konia i podszedł do zbrojnych, wymieniając z nimi kilka słów, pytając o sytuację w mieście i życząc powodzenia. Wyraźnie go znali, w przeciwieństwie do Slaviusa, który zachował się trochę jak możny pan. Po chwili Ajen przystąpił do Loty, widząc, że ta nie za bardzo ma się gdzie podziać. Brama otwierała się na oścież, a to chwilę trwało. Szlachcic poinformował strażników, że kobieta wchodzi do miasta z nimi. Nie oponowali. W obecności tak dużej grupy uznanych dla miasta osób nie mieli już ochoty na dalsze zabawy kosztem wiedźmy.

- Ajen z rodu Firaara – przedstawił się woj, biorąc Lotę pod ramię i przeprowadzając ją przez uchylone wrota do Wolenvain. Drugą ręką ciągnął konia za uzdę. Śmierdział niemożebnie, jak cała zgraja jego towarzyszy, co mocno kontrastowało z jego próbą pozostania czarującym i szarmanckim. Mimo swego żałosnego stanu był niesamowicie pewny siebie, a z jego słów znać można było mądrość, jaką wbiło mu do głowy rycerskie wychowanie i masa doświadczeń życiowych. Gdyby nie to, jego dotyk mógłby być nieprzyjemny, ale w obecnej sytuacji zdał się nawet pomocny. W końcu to poniekąd dzięki niemu Lota trafiła za bramę. - Nie chciałbym się narzucać, ale widać, że panna przyjezdna – powiedział bez ogródek. - Jeżeli nie ma się panna gdzie się tej nocy przespać, to w siedzibie Patriotów zwolniło się kilka łóżek. Poza tym, potrzebujemy wieści z okolic i kilka pokrzepiających opowieści na pewno by nam pomogło, a i sami mamy sporo do opowiedzenia. Bo widzi panna… wracamy z rzezi – prawił, idąc z nią ulicami stolicy.

Nieliczni ludzie, którzy również je przemierzali, przystawali i patrzyli z ciekawością na pochód Patriotów. Nie obyło się bez kilku chwalących ich męstwo okrzyków oraz innych dowodów uznania dla ich poświęcenia. Widać wieść o bitwie pod Lwim Brodem dotarła także tutaj.

Awatar użytkownika
Lota
Posty: 105
Rejestracja: 02 maja 2013, 22:37
Lokalizacja postaci: Kamienica Patriotów
GG: 12768943
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2644

19 mar 2015, 00:58

Kobieta poczuła mdłości. Nie skrzywiła się i nie odsunęła, więcej – pozwoliła ująć pod ramię przez nieznanego mężczyznę bez słowa skargi. Smród przepoconego, męskiego ciała robił jednak swoje. Odór wwiercał się w nozdrza, wykrzywiał i obrzydzał, a przez tę jedną chwilę Lota nie mogła skupić się na niczym innym. W moment przypomniała sobie zapach mężczyzn Aldhalu, tak samo przepoconych, brudnych i zaniedbanych, zaraz potem mężczyzn, którzy tak licznie odwiedzali jej chatę. Wszyscy oni… śmierdzieli.

Tak bardzo tego nienawidziła.

I choć Ajen z rodu Firaara nie zasłużył sobie na to, rudowłosa początkowo nie potrafiła go potraktować ze szczerą serdecznością. Zwalczyła wszelkie odruchy, które mogłyby zdradzić jej słabość, i uśmiechnęła się krzywo w odpowiedzi. Nikt specjalnie nie zwracał na nią uwagi w nocnej aferze Bramy Południowej. Równie dobrze mogła uchodzić za zdezorientowaną.

Łóżek – powtórzyła, nie mogąc się powstrzymać. Przy zawartości swojej sakiewki i porze, którą wybrała na podróże do miasta, mogła pomarzyć w normalnych warunkach o noclegu… z łóżkiem. Ale to nie były normalne warunki. – Chciałabym się okazać odpowiednim gościem waszej siedziby, ale… tam, skąd przybywam, niewiele się teraz dzieje. Na pewno nie tyle, by ucieszyć wasze zmęczone uszy ciekawymi historiami, panie.

Przez cały ten czas Lota intensywnie przeczesywała pamięć – kim, na choroby, byli ci Patrioci? Co robili, kim byli, skąd teraz wracali? Nic jej przecież "rzeź" nie mówiła. Wypadało zapytać? Czy mądrym posunięciem było teraz pójść z nimi, nic o nich nie wiedząc?

Rudowłosa wiedziała jednak, że z propozycji skorzysta. Sytuacja była przedziwna, nie spodziewała się czegoś takiego; kierowały nią ciekawość i zmęczenie, trochę głód. Mogła odłączyć się teraz od tego głośnego, śmierdzącego i – co można było sądzić po reakcji zebranych gapiów – zasłużonego towarzystwa, ale po co? Po co, skoro z nieba spadła jej okazja, która mogła się już nie powtórzyć? Po co, skoro znalazła się przypadkiem w nie byle jakim tłumie osób, z którymi być może warto się było pokazać?

Ajen z rodu Firaara potrzebował pokrzepiających wieści…

…a co ona, zmyślać nie potrafiła?

Dziękuję ci, Ajenie – dodała w końcu, komentując udzieloną pomoc przy przejściu przez bramę. Postanowiła więcej nie wracać do tej niezręcznej sytuacji. – Choć, muszę przyznać, nie wiem, skąd wracacie, widzę, że przyda wam się tej nocy radosne towarzystwo. – Uśmiechnęła się na dowód i sama z zaskoczeniem odkryła, że tym razem przyszło jej to znacznie łatwiej. O ile przyjemniej szło się ze świadomością, że zaśniesz w obiecanym znikąd i bez konkretnej przyczyny łóżku… – Zwą mnie Lota. Powiedz mi… co tam zaszło. Skąd wracacie?

Zagarnęła niedbale rudy pukiel włosów. Choć bardzo starała się w żaden sposób tego nie okazać, nic nie mogła poradzić na lekkie zdenerwowanie. Coraz bardziej była świadoma, że trafiła w centrum jakiegoś wielkiego zdarzenia – przypadkiem i niekoniecznie z własnych chęci.

Poszła jednak z Ajenem, zostawiając za sobą Bramę Południową.

z/t
Awatar użytkownika
Slavius
Posty: 64
Rejestracja: 16 mar 2013, 14:45
Karta Postaci: viewtopic.php?p=41866#41866

22 mar 2015, 16:14

Slavius zauważył spojrzenia i Ajena, i strażników. Cóż. Czego miał się spodziewać? Mieli przepuścić jego, nikomu nieznanego mieszańca, bez słowa? Patrzył, jak dowódca zsiada z konia i mówi do strażnika. Slavius w ogóle nie powinien był się odzywać. Nie miał innego wyjścia, jak uczyć się na błędach. Teraz tylko czekał.

Wyglądało na to, że Ajen zainteresował się także rudowłosą kobietą, która stała na ich drodze. Tego akurat Slavius by nie robił, ale tutaj nikt raczej nie miał zamiaru słuchać jego opinii. Zaproponował zaopiekowanie się ją. Półelf mało nie splunął. Patrioci przygarniali wszystkich bezdomnych wędrowców? A może Ajen ma słabość do rudych? Wzruszył ramionami.

Kiedy brama się otworzyła, mężczyzna ruszył razem ze wszystkimi. Sam nie mógł się doczekać, aż wreszcie odpocznie. Wspomnienia po bitwie ciągle były żywe. Ciągle nie wiedział, co się tam stało. I ciągle tego pragnął. Nie wiedział, czemu. Po prostu wtedy czuł się naprawdę żywy. I tęsknił do tego.

z/t

Wróć do „Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 8 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52125
Liczba tematów: 2968
Liczba użytkowników: 1041
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Lel
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.