Brama Południowa

Największe, podupadłe na skutek wojen miasto Autonomii i jej stolica. Wiele z budynków, w tym zachodnia brama miejska, stoi w ruinie, a liczba bezdomnych jest tutaj przerażająco wysoka. Miasto dzieli się na cztery dzielnice, a jego rynek jest największy w Znanym Świecie.
Awatar użytkownika
Elavir
Posty: 69
Rejestracja: 18 cze 2012, 07:47
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?p=30525#30525

Brama Południowa

26 gru 2012, 20:40

Druga pod względem wielkości brama Wolenvain, znajdująca się, jak sama nazwa wskazuje, w południowej części murów miasta. Pomimo upływu czasu i oblężenia z 410 roku EF jest ona w lepszym stanie, niż Zachodnia.
___

Elavir już dawno nie była tak nabuzowana, jak teraz. Żaden elf jej do tej pory tak nie upokorzył przed innymi. Cóż, można było powiedzieć, że sama się o to prosiła, no ale przecież się do tego nie przyzna. Jeszcze nieostrożnie pożyczyła Lenie pieniądze, a reszta, która jej została mogła wystarczyć jedynie na kilkudniowy pobyt w nowym mieście. Zapasów pożywienia i strzałek powinno jej wystarczyć na podróż. W każdym razie zamierzała teraz odejść z Wolenvain na jakiś czas, aby od niego odpocząć, ale także poszukać jakiegoś zlecenia. Uznała, że Minaloit będzie dobrym celem, głównie ze względu na to, że wybrano tam nowego burmistrza. Ten jeszcze jej nie zna, więc być może byłoby z tego względu łatwiej go orżnąć na więcej pieniędzy. Postanowiła, że kiedy już się odkuje, dołoży wszelkich starań, aby PANIĄ kapitan straży w Pałacu Sprawiedliwości spotkała… no właśnie, sprawiedliwość. Bo jaka inna sprawiedliwość należy się plugawym elfom, jak nie śmierć?

Z pełną świadomością tego, że prawdopodobnie zostanie zaczepiona w bramie przez strażników (o ile do tych dotarła już wieść o kłótni przed siedzibą majordoma), postanowiła iść normalnie, nie wzbudzając żadnych podejrzeń. Ostatecznie przecież niczego złego nie zrobiła. "Oj tam, głupia elfka usłyszała parę mocnych słów, straszne. Bo się zaraz popłaczę." Spodziewała się jednak, że będzie przepytywana i straci przez to cenny czas, dlatego miała przygotowane już kilka odpowiedzi na denerwujące pytania. Szczęściem od bogów okazało się jednak, że nawet nie zwrócili na nią uwagi, dlatego spokojnie ruszyła na trakt Iquański.

Prosiłabym o decyzję MG o tym, czy zt i czy mogę się udać na trakt Iquański.

//Wychodź z miasta, nie widzę przeciwwskazań – Ari.

<z/t>
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Wierzba
Posty: 65
Rejestracja: 06 lut 2015, 23:14
Lokalizacja postaci: Pożarka
GG: 4918905
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3528#53858

27 sie 2015, 17:51

Słysząc gramolenie krasnoluda dochodzące z wnętrza wozu dziewczyna stanęła w miejscu, postanawiając zaczekać na mężczyznę w towarzystwie błazna. W sumie ten pół człowieczek przypadł jej do gustu najbardziej z całej kompani. Był konkretny, twardy i całkiem wygadany – na tyle, na ile prawdziwy mężczyzna być powinien.

- My ludzie? – Zdziwiła się z początku unosząc brwi ku górze. Po krótkiej chwili jednak prychnęła pod nosem, jakby pochodnie w jej głowie w końcu zapłonęły. – Ano tak. Wstajemy wcześnie i budzimy wszystkich patykami. Byle głośno i z przytupem. –mówiąc to wyrzuciła na bok gałązkę, po czym spojrzała się na Trefnisia mrużąc przy tym oczy. Darzyła tego typa mieszanymi uczuciami. Z jednej strony strasznie ją tacy denerwowali. Podchodzili za blisko, szczerzyli się bez powodu, plątali pod nogami i w ogóle, nie wiadomo było czy taki jest niespełna rozumu, czy tylko udaje kryjąc za maską jakieś niecne zamiary. Z drugiej jednak strony, zawsze lubiła sobie z kimś pożartować i pośmiać cię, a w tej drużynie ponuraków może z dwie osoby, oprócz Trefnisia, by się do tego nadawały.

- Wierzba jestem. A ty i twój towarzysz to kto? Wczoraj zbyt szybko się ulotniliście. – Przerwała słysząc za sobą ciche skrzypienie wozu, które skłoniło ją do ponownego rozpoczęcia marszu w stronę najwyraźniej zebranej już drużyny.

Awatar użytkownika
Ylzziril
Posty: 58
Rejestracja: 25 sty 2015, 15:00
Lokalizacja postaci: Pożarka
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=52092#52092

27 sie 2015, 18:08

- Miło mi, Yl jestem - wybełkotał do Wierzby z zaskakująco wręcz, jak na siebie, dobrym akcentem. Nie trwało to jednak długo, bo już po tych słowach Ylzziril wrócił do zwykłego, ostrego, niewyraźnego tonu, w którym to złożone w Wolnej Mowie słowa brzmiały czasami dziwnie, jakby nie na swoim miejscu.

- Wierzba. Wy tak na drzewo nie mówicie? Dziwne z was są gagatki z tymi imionami. Trefniś, Wierzba. A tamten - niedbałym gestem Yl wskazał Zelera - Zeler. To też co znaczy w waszym języku?

Krasnolud sięgnął za siebie nie wypuszczając lejców z dłoni i zdołał dosięgnąć z pewnym trudem obecnego tam zawiniątka, z którego wygrzebał krasnoludzką bułeczkę wielkości jego pięści. Brodacz spojrzał na element swojego prowiantu, po czym z głośnym chrzęstem odgryzł spory kawał. Zdawała się być twarda niczym kamień, ale mężczyźnie zupełnie to nie przeszkadzało. Fakt spożywania posiłku przypomniał za to Ylowi, że Trefniś coś wczoraj przebąkiwał.

- Ty chciałeś zapłacić, żebym się prowiantem podzielił, hę? Podobno wy ludzie sobie na naszym jedzeniu zęby łamiecie, tak słyszałem - poinformował błazna, przy okazji wypluwając kilka niewielkich okruchów. Nie czekając na odpowiedź krasnolud wyciągnął napoczętą wczoraj butelkę krasnoludzkiej gorzałki, pociągnął łyk i przełknął cały ten wywar.

- Chociaż gorzołke żeś jakoś wytrzymał. Ostatni koleś legł po niej pod ścianą jakiego domu jak długi - kontynuował swój wywód, który zakończyło kolejne chrupnięcie przypominające kruszoną skałę.

Awatar użytkownika
Trefniś
Posty: 62
Rejestracja: 23 sty 2015, 14:23
Lokalizacja postaci: Podnóża gór
Discord: Augustus IV "Poeticus"
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3415

27 sie 2015, 18:16

Trefniś słuchał i patrzył na wygrzebującego się z wozu Yla. Widocznie miał jakieś obiekcje co do tego, w jaki sposób Wierzba - bezczelna kobieta! - go tak bezceremonialnie obudziła. No jak można! Znów odwrócił twarz w stronę kobiety, która właśnie się przedstawiała. Trefniś, w swoim stylu, jednym susem przeskoczył tak, aby znaleźć się jakiś metr przed nią, po czym wykonał teatralny, wyrafinowany (tylko w jego mniemaniu) ukłon.

- Witaj, zacna damo, Wierzbą zwana! Trefniś jestem, a krasnolud zacny, któregoś spotkała, Ylem jest nazywany, albowiem krasnoludzkie jego imię niewymawialne jest! Kompanami od dawien dawna jesteśmy, podróżując i walcząc ramię w ramię, niby dwie cząstki tej samej duszy - przerwał entuzjastyczny wywód zastanawiając się, czy coś jeszcze warto dodać. Doszedł do wniosku, że nie. Tym razem jednak do jego uszu dotarło pytanie krasnoluda, który jakimś cudem znalazł się tak szybko za nimi. Nic dziwnego! Trefniś słyszał, że krasnoludzi to urodzeni sprinterzy.

- Zapłacić? Eee... Znaczy, tak, oczywiście, zapłacić - wymamrotał Trefniś, po czym odpiął sakiewkę z monetami i rzucił Ylowi teatralnym gestem, a dopiero potem pomyślał. - Ale byłbym wdzięczny, gdybyś samą sakiewkę oddał, Ylu. Proszę? Ah, słynna gorzałka krasnoludzka! Tak, tak. Próbowałem wiele razy w karczmie. Naprawdę, kilka pierwszych prób nie skończyło się najlepiej, ale da się przywyknąć. Trochę pali, czasem się wyrzyga, czasem utraci przytomność. Nic wielkiego. A obok słynnej gorzałki - panie i panowie! - słynna strawa krasnoludów! Z tą tyle doświadczenia nie mam, ale spróbuję chętnie! - wykrzyknął, po czym wyciągnął ręce. Obydwie. Jedną - podejrzanie blisko w stronę butelki.

Awatar użytkownika
Ylzziril
Posty: 58
Rejestracja: 25 sty 2015, 15:00
Lokalizacja postaci: Pożarka
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=52092#52092

27 sie 2015, 18:27

Ylowi się w przeciwieństwie do Trefnisia tak nie śpieszyło. Nadal przegryzając bułkę wysypał zawartość sakiewki na skrzynię, po czym spojrzał na jej zawartość. krzesiwo wrzucił z powrotem, nie było mu potrzebne. A co do zawartości, szokująca to ona nie była, ale krasnolud miał okazję przyjrzeć się z bliska Autonomicznym monetom. Wykonane były jego zdaniem jak wszystko ludzkie - gównianie.

- No.. - zaciągnął - A tak to prawdzie, to wlecze się ten błazen za mną jak zaraza od Derinu, czy jak się to miasto zwało, bo do Wolenvain chciał się dostać. Walczyć to mi z nim nigdy nie przyszło. Na szczęście, bo bym z takim towarzyszem nie pożył długo. A Yl - krasnolud uniósł wzrok spoglądając prosto na Trefnisia z niemą groźbą, jeśli ten tylko śmie zaprzeczyć - to jest moje imię.

Ylzziril odrzucił Trefnisiowi pustą sakiewkę. Może w innych warunkach by coś tam jeszcze mu zostawił, ale cała ty wypowiedź błazna zirytowała go. Ze skwaszoną miną i wyraźnie zepsutym humorem krasnolud splunął gdzieś na bok i pociągnął nosem. Gdzieś uleciała pozytywna energia, z którą przed chwilą odpowiadał Wierzbie.

- Już ja widzę naszą gorzałkę po waszych karczmach - zaszydził, po czym wyciągnął kolejną bułkę i podał Trefnisiowi. Co prawda nie były one szczególnie duże, ale chleb brodaczy był zbity, twardy i dobrze zaspokajał głód. Butelki mu nie podał. Przypadkiem, bądź też celowo nie zrozumiał sugestii, jaką było wyciągnięcie drugiej ręki. Sam za to pociągnął łyk z butelki i wsunął do ust ostatni kawałek swojego posiłku.

Awatar użytkownika
Wierzba
Posty: 65
Rejestracja: 06 lut 2015, 23:14
Lokalizacja postaci: Pożarka
GG: 4918905
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3528#53858

27 sie 2015, 18:48

Powitanie błazna wywołało na jej twarzy krzywy uśmiech. Daleko jej było do damy, ale nie to przecież było najzabawniejsze w wypowiedzi Trefnisia, który przedstawiał krasnoluda jakby się w nim wielce zadurzył. Na usta aż jej się cisnął jakiś uszczypliwy komentarzyk do tego zdania, jednak postanowiła ugryźć się w język i wyjść z tej rozmowy cało, bez żadnego krasnoludziego ostrza w głowie. Parsknęła śmiechem na wzmiankę włochacza o drzewach.

- I owszem, mówimy. Moje imię pochodzi od drzewa, pod którym przyszłam na świat. Podobno był to piękny kawał drewna. – na chwilę umilkła przypominając sobie owo miejsce, do którego zawsze chciała wrócić. - A co do reszty imion to tak, przyznaję, że ludzie są dziwni i nie mam pojęcia co znaczy Zeler w naszym języku. Może odziedziczył to imię po ojcu, czy dziadku... Nie wiem, aż tak bystra nie jestem. – Stwierdziła chowając brodę za chustką i machając do Varame.

W milczeniu przysłuchiwała się rozmowie dotyczącej prowiantu, pieniędzy i krasnoludzkich trunków. Doprawdy, brakowało tam jeszcze wzmianki o kobietach. Tych dwoje musiało albo bardzo się nienawidzić, albo bardzo się lubić. Istniała też trzecia możliwość. Był to związek z miłością jednostronną, co zresztą potwierdził już poniekąd Trefniś.

- Błazen, czy nie, dobrze mu z oczu patrzy. Może trochę głupkowato, ale dobrze.- Rzekła zerkając na bułkę. Ciekawa była, czy rzeczywiście jest aż tak bardzo niezjadliwa dla jej podobnym. A jeśli tak, to widok Trefnisia próbującego się wgryźć w pieczywo z pewnością będzie niezapomniany. – Pamiętaj, nawilżenie jest najważniejsze – Powiedziała do błazna, uśmiechając się przy tym lekko.

Awatar użytkownika
Zeler
Posty: 153
Rejestracja: 29 gru 2012, 00:05
GG: 45832037
Karta Postaci: viewtopic.php?p=39092#39092

27 sie 2015, 18:52

Pierwszą osobą, która pojawiła się pod bramą okazała się, o dziwo, Wierzba. Jako jedyna z grupki czterech kobiet uczestniczących w wyprawie wyglądała na kogoś, kto miał jakiekolwiek doświadczenia na trakcie. Można było to co prawda również zasugerować Varame, jednak ona sprawiała bardziej wrażenie kogoś, kto sypia tylko w miękkich łóżkach, a na wszystko ma pieniądze, najprawdopodobniej nie zarobione własnoręcznie. Grynfę Zeler określił w myślach jako prostaczkę, która uciekła ze wsi przed monotonią chłopskiego życia, pragnąc przeżyć jakąś przygodę, zaś Nifrea była podobna, lecz pochodziła z bogatego domu. Jak każdy, Zeler oceniał ludzi po wyglądzie, lecz pozostawiał te uwagi na siebie, dając szansę innym na udowodnienie swojej prawdziwej wartości. Sam przecież, poza swoją sylwetką, nie przypominał zakapiora będącego w stanie przebić mur pięścią.

Wstając by się przywitać, otrzepał się z pyłu, który osiadł na nim przez czas, gdy siedział pod bramą miasta. Wierzba zdążyła w tym momencie zaś obudzić osobę śpiącą w wozie stojącym nieopodal, a także osobę śpiącą pod samym wozem. Jak się okazało, wóz należał, jak odgórnie przyjął Zeler, do rudego krasnoluda. Lekko uśmiechnął się sam do siebie, bo jednak miał rację, i to właśnie duet brodacza oraz błazna pierwszy zjawił się na miejscu spotkania drużyny.

Podchodząc do trójki swoich nowych kompanów, mógł usłyszeć, że wywiązała się pomiędzy nimi rozmowa. Czy "Zeler" rzeczywiście coś mogło znaczyć? Nie wiedział tego, ale jeśli tak, to raczej nie było takiego słowa w Wolnej Mowie. Nie znał swojego pochodzenia ani prawdziwych rodziców, nigdy nie szukając swoich korzeni. Nawet nie wiedział, czy imię to zostało mu nadane przez nieznanych rodziców, przybranego ojca, czy kogoś zupełnie innego. Może kiedyś postanowi to wszystko zbadać, ale teraz miał na swojej głowie dużo ważniejsze rzeczy.

Widzę, że wszyscy są w świetnym humorze. — przywitał się ze zgromadzonymi, lekko się przy tym uśmiechając. Dobry humor stosunkowo wczesną porą dobrze świadczył o jego towarzyszach. Nie chciał podróżować z gromadą smutasów, którzy słowem do siebie się nie odzywają. Niby zachował się wczoraj w karczmie podobnie, ale jednak wolał się wyspać przed długą drogą, jaka ich czekała. Kto by chciał wlec się po trakcie półprzytomny, marząc tylko o odrobinie więcej snu? — Myślałem, że większość pojawi się tuż przed południem, ale wygląda na to, że wszyscy już są. Dzień dobry! — rzucił w stronę nadchodzących kobiet oraz Drytraka. Jedno spojrzenie na czyste, wiosenne niebo wystarczyło, by poprawić samopoczucie każdemu podróżnemu. Zapowiadała się piękna pogoda.

Nifrea oraz Grynfa przyszły na piechotę. Nic wszakże dziwnego. Z tą pierwszą już podróżował, a ta druga była prostą, młodą dziewczyną. Varame to jednak co innego. Tak jak się spodziewał, była bogatą pannicą. Gniady wierzchowiec tylko to potwierdzał. Nie, żeby mu to przeszkadzało, ale jednak będzie się trochę głupio czuł, podróżując pieszo, gdy ktoś obok jedzie na koniu. No nic, musiał się do tego przyzwyczaić. Może po powrocie z ruin sam sprawi sobie konia.

Drytrak z kolei roztaczał naokoło siebie melancholijną aurę, jak zawsze od momentu poznania się dwóch mężczyzn. Zeler nigdy nie pytał go, czemu zdecydował się z nim wyruszyć, ale nie pytał o to również nikogo innego. Może przyjdzie na to pora, gdy będą razem na trasie. Ciekawił go również jego hełm, ewidentnie mistrzowskiej jakości. Postanowił, że o to również zapyta podczas jednego z postojów.

Do południa wciąż mamy kilka chwil, ale skoro są już wszyscy, to chyba nie ma czasu zwlekać, prawda? Mam nadzieję, że jesteście dobrze przygotowani. — zwrócił się w stronę swojej grupy, po czym powoli zebrał się do pierwszych kroków w kierunku Nalinu. Dzień zapowiadał się męczący, ale również przyjemny.

z/t[
Awatar użytkownika
Trefniś
Posty: 62
Rejestracja: 23 sty 2015, 14:23
Lokalizacja postaci: Podnóża gór
Discord: Augustus IV "Poeticus"
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3415

27 sie 2015, 19:18

Trefniś ochoczo wyrwał krasnoludowi bułkę, kiedy ten widocznie przyjął jego ofertę. Zupełnie zignorował niezbyt przychylne słowa, które tamten wypowiadał, jak to miał w zwyczaju. Mówił, co miał do powiedzenia i niezbyt go obchodziło, co inni mieli do powiedzenia na jego temat. Zatem, nie zwracając uwagi na otoczenie, wziął się za jedzenie bułki. Jako że nie miał w ustach nic prócz gorzałki od jakiegoś czasu, zrobił to szybko. Bardzo szybko.

- Aghf - skomentował. Nic innego nie mógł wykrztusić, jako że całe miejsce w jego ustach zajmowała nienaruszona bułka. Poczuł lekki ból zębów. Zaczął szukać pomocy, strzelając oczami dookoła. Natrafił wzrokiem na uśmiechniętą Wierzbę mówiącą coś o nawilżaniu. Jako że chleb utknął w szczęce błazna, ten zaczął panicznie tworzyć jak najwięcej śliny i dziko lizać dostępną część chleba. Po chwili, czując, że jego przeciwnik mięknie, Trefniś ponownie spróbował się wgryźć. Prawie! Prawie się przebił! Jeszcze chwila i... tak! Wziął gryza namokłej bułki, po czym począł powtarzać cały proces od początku - tym razem nieco ostrożniej.

Trzymając bułkę w szeroko rozdziawionych ustach, zaczął gapić się na Zelera, który najwyraźniej miał zamiar dać rozkaz do wymarszu. Trefniś tanecznym krokiem (ciągle trzymając bułkę w ustach) udał się do wozu Yla, usiadł wygodnie i, cóż, czekał. Miał nadzieję, że Yl się pospieszy i niezwłocznie wyruszą. "Na przygodę", "ruszamy", "stawić czoło złu!" chciał krzyczeć.

- Fmfh! - wydobyło się niewyraźnie z ust błazna. Wyruszali. Nareszcie.


z/t
Awatar użytkownika
Grynfa
Posty: 102
Rejestracja: 21 wrz 2014, 14:03
Lokalizacja postaci: Pożarka
Karta Postaci: viewtopic.php?p=50750#50750

27 sie 2015, 19:31

Nie musiała długo czekać na resztę grupy. Wkrótce wszyscy byli już na miejscu, gotowi do wyruszenia. Większość towarzyszy pogrążona była w rozmowach, nie licząc przywódcy i milczącego mężczyzny w hełmie. Konwersacja przy wozie była tak głośna, że słyszała ją po drugiej stronie drogi, co pozwoliło jej poznać nietypowe, krótkie imię krasnoluda. Nagle ich przewodnik przemówił, co przerwało wszelkie konwersacje.

Milcząco zgodziła się z Zelerem. W końcu - im szybciej wyruszą, tym szybciej dotrą na miejsce. Mężczyzna wydał się jej być bardziej rozmowny, niż dzień wcześniej, co rokowało dobrze na przyszłość - może ukaże w końcu swą ukrytą głęboko charyzmę i będzie dobrym przywódcą. Ruszyła z miejsca i poszła za resztą grupy w stronę Nalinu, w stronę nieznanego.

z/t
Awatar użytkownika
Varame
Posty: 44
Rejestracja: 23 lip 2015, 18:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=3526#53631

27 sie 2015, 19:54

Śmiesznym wydał się jej fakt, że ona jako jedyna z całej drużyny posiadała konia. Jeszcze krasnolud miał jeszcze swój środek transportu. Poza tym — nic, tylko stopy i sandały.
Czuła się co najmniej dziwnie. Sytuacja była bez wyjścia — nie mogła z nikim rozmawiać, jednocześnie nie spoglądając na tę osobę z góry. A ludzie tego bardzo, bardzo nie lubili.
Postanowiła machnąć na to ręką. Człowiek był ważniejszy niż stopy. Ludzie mogli sobie myśleć, co chcą.

Jeśli bagaż któregoś z was zacznie wam ciążyć, z chęcią udzielę pomocy — dała wszystkim znać, poklepując swoją klacz po szyi — Jest dzielna, a wygląda na to, że i tak będzie miała lżej, niż zwykle.

Zdawała sobie sprawę, że tak altruistyczna propozycja nie brzmi zbyt poważnie, ale Varame nidgy nie próbowała, bogowie brońcie, zachować jakąś poważną, ponurą aparycję. Nie było tu dużo do stracenia, jedynie czysty zysk, wystarczy sięgnąć ręką.

Chwilę potem już szła, przyglądając się współuczestnikom wyprawy. Na wszelkie rzucane spojrzenia odpowiadała uśmiechem, bardziej lub mniej entuzjastycznym.

/z/t
Awatar użytkownika
Ylzziril
Posty: 58
Rejestracja: 25 sty 2015, 15:00
Lokalizacja postaci: Pożarka
GG: 11721007
Karta Postaci: viewtopic.php?p=52092#52092

27 sie 2015, 19:56

Yl popędził zwierzę. Spojrzał krzywo na Trefnisia gdy ten gramolił się na wóz, ale postanowił tego nie komentować. W sumie już i tak ogołocił błazna z jego pieniędzy, niech więc sobie posiedzi. Brodacz wiedział, że irytacja obecnością Trefnisia z czasem zapewne mu przejdzie, choć może to być czas długi. Krasnoludy słynęły w końcu z uporu i pamiętliwości.

- Głupiec nikogo daleko nie zaprowadzi. Ty na taką głupią nie wyglądasz - skwitował słowa Wierzby, kontynuując ich rozmowę. Z samym Trefnisiem nie chciało mu się teraz gadać, dość że już w ogóle przebywał w pobliżu i słyszał.

- Mówisz że cię Wierzbą nazwali, bo pod drzewem się urodziłaś? Ha, to ja winienem się Kamieniem, albo Jaskinią nazywać. Dziwne zwyczaje macie. Ale w tych waszych miastach to wiele drzew nie widziałem. No, nieco tylko więcej niż w naszych - gadał dalej, zapewne chcąc się czymś zająć w trakcie podróży. Zachowanie kobiety nie było tak irytujące jak to błazna, więc i sam Yl był mniej zdenerwowany, a bardziej gadatliwy.

Krasnolud wyciągnął ze swojej sakwy przy pasie krótką, drewnianą fajkę, nabił ją wydobytym z tego samego miejsca zielem i odpalił. Pykając tak fajkę trzymał niedbale lejce co jakiś czas korygując lekko w którą stronę szedł wół. Mądre zwierzę samo z siebie wiedziało, że najmądrzejszym wyborem (jeśli powożący nie twierdzi inaczej, oczywiście) jest droga, więc raczej nie próbowało z niej zbaczać i grzecznie wędrowało za resztą drużyny. Monotonne, dobrze znane poskrzypywanie wozu i fajkowe ziele pozwoliły mu się nieco odprężyć.

//z/t

Wróć do „Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 19 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 18 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Ciemny
Liczba postów: 52251
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.