Ruiny bramy zachodniej

Największe, podupadłe na skutek wojen miasto Autonomii i jej stolica. Wiele z budynków, w tym zachodnia brama miejska, stoi w ruinie, a liczba bezdomnych jest tutaj przerażająco wysoka. Miasto dzieli się na cztery dzielnice, a jego rynek jest największy w Znanym Świecie.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3754
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Ruiny bramy zachodniej

07 paź 2011, 20:36

Brama zachodnia była niegdyś głównym wejściem do Wolenvain, przez które zdolne były przejść karawany kupieckie i defilady wojskowe. Czasy świetności bramy minęły w 410 roku EF, kiedy to została ona zniszczona przez samych obrońców, aby uniemożliwić wojskom Imperium Zachodniego wdarcie się do miasta. Od tamtej pory niegdysiejszy powód przechwałek mieszkańców Wolenvain spoczywa w gruzach. Zalegające na ziemi pozostałości z czasem zostały uprzątnięte i jest ona przejezdna, choć nadal niewątpliwie zniszczona. Trzymetrowy wjazd do miasta osłaniają jedynie po bokach dwie popękane kolumny, które mają podobną do murów wysokość. Nie wyglądają imponująco, a cokolwiek dawniej się na nich wspierało było całkowicie i definitywnie nieobecne. Miejscami na najbliższych fragmentach muru, a także kamieniach traktu można było dostrzec ślady po odłamkach, które zostały wyrzucone z ogromną siłą z eksplodującej bramy.

Brama jest jednym z wielu powodów konfliktów, które narastają w Wolenvain. Ta część muru należy do cechu garbarskiego, który zresztą swojego czasu uprzątnął gruz. Jednak ze względu na fakt, że została ona zniszczona przez obrońców cech odmawia naprawy, twierdząc, że to miasto powinno zapłacić za szkody wyrządzone przez powołanych przez siebie żołnierzy. Miasto jednak nie jest skore do żadnych ustępstw. Idealnym rozwiązaniem byłoby znaleźć kozła ofiarnego, jednak zarówno sprawcy zdarzenia, jak i ówcześni rządzący ulotnili się już dawno temu. Tak długo jak cech garbarski, oraz miastowi urzędnicy nie dojdą do jakiegoś kompromisu brama ta pozostanie zniszczona.

MG
Obecnie przy bramie zbierała się czwarta kompania piechoty, dowodzona przez kapitana Ajena Firaara. W oczekiwaniu na rekrutów, kapitan przechadzał się w tę i wewte, co i rusz sprawdzając barykadę utworzoną przy zamkniętej na cztery spusty bramie. Niepokój malował się na jego twarzy – to tutaj prawdopodobnie uderzy pierwsza fala szturmowa wojsk Zachodu, chociaż kapitan modlił się, aby Imperium nawet nie pomyślało o szturmie. Śmierć w boju była bardziej chwalebna, niż śmierć z głodu podczas przeciągającego się oblężenia, ale walka czwartej kompanii jako pierwszej na linii defensywnej przy bramie zachodniej była z góry przegrana.

Każdy z rekrutów przydzielonych do czwartej kompani winien zgłosić się do kapitania i dostosować się do jego rozkazów.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Lleyrnimehth
Posty: 28
Rejestracja: 28 wrz 2011, 17:15
Karta Postaci: viewtopic.php?t=772

09 lip 2012, 15:10

Podniecony tłumik powoli rosnął, a im był większy tym ludzie coraz mniej bali się podejść bliżej do smoczycy. Firletka nie chciała za bardzo zniszczyć gościńca przed bramą, toteż zamiast wycofywania się odsunęła na razie tylko swój łeb i przycisnęła go bardziej do ciała. Nagle gdzieś za tłumem usłyszała krzyk podobny do innych, lecz donioślejszy, a w jego barwie można było dosłyszeć nutkę prawdziwego zachwytu. Złotołuska uniosła powoli łeb by wypatrzyć krzykacza, a okazał się nim być rosły minotaur. Niestety dostrzegła również, iż ten szukał dłonią broni, co zasiało strach w jej sercu, aż wielkie zwierze podskoczyło w miejscu, a ziemia pod jego stopami zadrżała. Zebrani przed nią ludzie zgodnie wciągnęli głośno powietrze i cofnęli się o krok do tyłu, mimo to byk nie wystraszył się; przeciwnie, używając szerokich barków przeciskał się przez tłum w jej stronę, a wzroku swojego nie spuszczał ze smoczego łba.

Firletka sama nie wiedziała co zrobić. Wstała powoli na równe nogi, jakby chcąc mieć możliwość ucieczki w każdym momencie, jednak coś sprawiło, że mimo zbliżającego się Tarnala ona pozostawała w miejscu. Zakryła drugą parę powiek, chociaż byk nie miał w ręku nic czym mógłby ją skrzywdzić, i patrzyła na niego z mieszaniną strachu i zainteresowania, bowiem nigdy przedtem nie widziała takiego stworzenia. W końcu Jednorogi stanął przed nią, zadzierając głowę do góry, i przemówił… Przemówił tonem godnym i pełnym szacunku. Uspokojona smoczyca natychmiast zniżyła łeb, by przyjrzeć mu się dokładniej z bliska; strach zdawał się całkowicie zniknąć czy raczej przyćmiła go od razu fascynacja nowo poznaną istotą. Obserwowała owłosione stworzenie w zbroi, poświęcając szczególną uwagę jego oczom, które miały przyjemną, niebieską barwę i świeciły wyjątkowo przyjaźnie. Uśmiechnęła się po smoczemu, czego Jednorogi raczej nie mógł rozpoznać, po czym zamrugała dwa razy wsłuchując się w jego uprzejme pytanie. Wydawało jej się one może trochę dziwne, bo ona sama nie pytała każdego napotkanego co tutaj robi, ale nie dawała poznać po sobie zdziwienia.

Czekam na Zieloną i Niego – odpowiedziała w jego umyśle siląc się na jeden z najbardziej uprzejmych tonów na jaki było ją stać. Jak zawsze zależało jej na przyjaciołach. – Odwiozłam ich tutaj i weszłam nawet do miasta umysłem razem z Zieloną, jednak nasz kontakt się urwał, więc musiałam przybyć tu osobiście by ich znaleźć. – Jej tłumaczenia były prawdopodobnie całkowicie niezrozumiałe, jednak wyjaśniłaby mu to z chęcią gdyby spytał. Teraz czas na jej pytanie, w końcu tak prowadzi się konwersację, czego nauczyła się już jako małe smoczątko: – A ty? Co tutaj robisz, Jednorogi?

Nie zdawała sobie nawet sprawy, że to jak go nazywa może go urazić. Smoki jej rasy miały tendencję to wymyślania dwunogim imion, które o wiele łatwiej były im zapamiętać i które też do nich pasowały. Nie chciała przy tym nikomu zrobić przykrości, było to dla niej tak naturalne, że nawet się nad tym nie zastanawiała.

Zanim rosły wojownik zdążył jej odpowiedzieć, Lleyrnimehth dostrzegła ponowne zamieszanie w tłumie. Uniosła lekko łeb i z uczuciem ulgi dostrzegła przedzierającego się między mieszkańcami Infiego. Gdy już podszedł, bliżej niż ktokolwiek się na to odważył, zniżyła łeb na jego wysokość, aż ten poczuł na sobie powiew powietrza z jej nozdrzy, który o dziwo nie miał przykrego zapachu. Nie spodziewała się, że On wyciągnie rękę w jej stronę, jednak ufała mu na tyle by po prostu zastygnąć w bezruchu. Poczuła ciepłą dłoń na nozdrzu i musiała przyznać sama sobie, iż był to bardzo przyjemny gest, chociaż jeszcze przyjemniej byłoby gdyby ją podrapał. Nie wspomnęła jednak o tym, zamiast tego posyłając mu w jego stronę uczucie wdzięczności.

Gdy On odwrócił się i przedstawił ją całemu temu tłumowi, smoczyca instynktownie przybliżyła jeszcze bardziej łeb w jego stronę, jakby chcąc się za wojownikiem ukryć. Chociaż jej policzki nie mogły spłynąć rumieńcem, to jej powieki zadrgały jednak, co spostrzegawczym mogło zdradzić jej zakłopotanie. Z jednej strony czuła się dumnie, z drugiej zaś spojrzenia tylu dziesiątek oczu trochę ją krępowały. Zupełnie nie zdawała sobie sprawy, iż Infi sprytnie wykorzystał jej obecność do rozgłoszenia wieści o swojej drużynie. Dzięki uwadze którą na siebie zwracała ściągnął też uwagę na siebie i swoich towarzyszy. Długo będzie się mówić o smoku pod rządami tajemniczego wojownika. Nieświadoma tego smoczyca nie czuła jednak niczego oprócz radości. Chuchnęła jeszcze raz na Infiego po czym odparła w jego umyśle aksamitnym głosem:

- Chętnie potowarzyszę ci tak długo jak mogę, niosąc pomoc tak długo jak będziesz jej potrzebował. Czy przedstawisz mi nowych przyjaciół? – smoczyca uniosła łeb po tych słowach i czując się teraz całkowicie członkiem drużyny odnalazła wzrokiem driadę, by zaraz potem nawiązać z nią kontakt.

Czy nic ci nie jest? Wybacz, że cię tak nagle opuściłam… To moja głupota była tego winą, nie zwracałam uwagi na swój własny głód. – Jej głos zdradzał faktyczne wyrzuty sumienia i ukryte w nich przeprosiny. Schyliła również trochę głowę, jakby składając jej krótki pokłon. Po chwili ponownie spojrzała na Infiego.

Będziesz mi musiał opowiedzieć trochę o innych przyjaciołach gdy wrócę z polowania, niestety głód zbyt mocno ogarnął moim umysłem i ciałem. Nie powinno to długo trwać, więc nie schodźcie proszę z zachodniego traktu. Gdy tylko skończę będę was na nim wypatrywać.

Firletka ostatni raz zniżyła łeb, by dotknąć Go delikatnie czubkiem swojego nosa, po czym mrugnęła przyjaźnie do Jednorogiego i poczęła ostrożnie się wycofywać. Gdy była już w dostatecznej odległości od zebranych poczuła dziwną dumę i radość, że tyle osób ją obserwuje. Ogarnięta krótkim narcyzmem wydała z siebie donośny ryk, który poruszył niemal ziemię, po czym zbierając wszystkie swoje siły odbiła się od ziemi w sposób wyjątkowo pokazowy. Przez krótki moment zakryła nawet wielkimi skrzydłami słońce, by po chwili zniknąć już za horyzontem.

[z/t]
Awatar użytkownika
Dziwne Oczy
Posty: 188
Rejestracja: 07 maja 2012, 18:46
GG: 4896516
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1882

09 lip 2012, 21:43

Człapała za grupką zwaną Entropią w towarzystwie Tarnala i Wyjca, który co jakiś czas przypominał o swoim istnieniu dziwnymi odgłosami. Minotaur co jakiś czas zagajał rozmowę, którą gnollica kontynuowała kilkuwyrazowymi odpowiedziami. Była przekonana, że w końcu jej nowy towarzysz zacznie przynudzać i będzie miała ochotę się go pozbyć, a może nawet darować sobie całą wyprawę, ale w sumie cała sytuacja zaczęła ją bawić. To, że przyłączyła się do gromady w większości łysych stworzeń i to, że wielki byk u jej boku niestrudzenie opowiada jej historie, wciąż dumny, choć chyba nieco speszony. Przy kolejnym, nieco strasznym, warknięciu hieny, której wyciągnięta ku dołowi szyja potęgowała jej nieprzyjazny wizerunek, Dziwne Oczy machnęła łapą na widok miny Tarnala i wytłumaczyła obojętnym tonem:

Nie zwracaj na niego uwagi, jest zazdrosny.

Gnollica już niemal wywróciła oczami, gdy minotaur kończył kolejną swoją wielką, heroiczną przygodę, gdy coś zaczęło się dziać. Po pierwsze, grupka się zatrzymała a czerwonooki zaczął z kimś rozmawiać, a po drugie… cóż. W pobliżu był smok. A przynajmniej podejrzewała, że to smok, ale wrzask Tarnala tylko utwierdził ją w tym przeświadczeniu. Ten widok ją przytłoczył, nie mogła uwierzyć w rozmiar tego stworzenia. Do tej pory nie sądziła, że taka istota wywoła u niej tyle szacunku. Słyszała, że smok to taka duża jaszczurka ze skrzydłami, a Dziwne Oczy zdecydowanie wolała zwierzęta z sierścią niż łuskami. To, co zobaczyła właśnie na własne oczy, przerosło jej wszelkie wyobrażenia. Poczuła się taka malutka… a co dopiero mówić o hienie, która skryła się za swoją właścicielką, podkulając ogon.

Gnollica chciała coś powiedzieć, odezwać się, prężąc dumnie, pokazując, że niczego się nie boi, ale w efekcie po prostu stała i przyglądała się jak minotaur podchodzi do olbrzyma i stara się go zagadnąć. Zupełnie zapomniała o reszcie Entropii i gdyby nie Infi, który przedstawił im Firletkę, zapewne byłaby tak stała wryta do zafajdanej śmierci.

Właściwie to nieco umknął jej fakt, że ich drużyna przed chwilą poszerzyła swe szeregi o kolejnych dwóch łysych na ciele (przynajmniej w jej mniemaniu) osobników. W końcu cichy skowyt hieny przywrócił ją do porządku, przynajmniej względnego. Podeszła do minotaura i, niepewnie szczerząc kły i lekko uderzając go łokciem w bok, powiedziała cicho:

Nie padnij z wrażenia.

A Wyjec niemal padł. Wtulał się właśnie w swoją właścicielkę i tylko on sam wiedział, co mu we łbie siedzi.

Ogromny smok odleciał z donośnym rykiem, pełen majestatu, a Dziwne Oczy po chwili zadumy wzruszyła ramionami i ruszyła za Infim, wcześniej tylko krótko czochrając hienę po karku.

[z/t]
Dariana
Posty: 50
Rejestracja: 05 lut 2012, 21:02
Karta Postaci: viewtopic.php?p=23323#23323

10 lip 2012, 21:38

Audiomachine – Last Plane Out

Dariane była kompletnie nieobecna. Podążała, jako ostatnia. Za Asteriasem, aż do bramy. Wciąż patrzyła w ziemię, biorąc na swe barki ciężar milionów myśli, które przetaczały się przez jej umysł. To ją przytłaczało i męczyło. Każdy krok był ciężki. Każdy był okropny.
Gdy dotarli do bramy, usłyszała, jak potężny minotaur obwieścił, ze jest tam smok. Czarnowłosa natychmiast uniosła głowę, a jej ogony wraz z nią uniosły się wysoko. Przy tym stworzeniu, odziana na czarno zabójczyni i jej towarzysz po prostu umknęli uwadze artystki, pochłoniętej potęgą i majestatem stworzenia. I jeszcze bardziej pochłonięta niesamowitymi zdolnościami lidera, który potrafił się sprzymierzyć nawet ze smokami. Kim on był…?
Nie słyszała żadnej rozmowy. Nie widziała nikogo, poza tym mężczyzną – poza Infim. Niczym pochodnia pośrodku mroku, skupiał na sobie uwagę wszelkiego stworzenia. To było nieludzkie.
Jednak nim zdążyła upoić się artystycznymi myślami, rodzącymi się z obrazu Infiego, ten ruszył, niszcząc całą aurę. Mieli ruszać.

Ostatni raz spojrzała za siebie i powolnym krokiem, równym filozofowi, zatopionemu w wirze pytań bez odpowiedzi ruszyła za resztą…

Co ona tam robiła…?

<z/t>
Awatar użytkownika
Kenhkar
Posty: 278
Rejestracja: 12 maja 2012, 21:39
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Karta Postaci: http://www.leviathanrpg.pl/viewtopic.php?p=29652#29652

14 lip 2012, 18:23

Kenhkar stał w bezruchu, czekając na odpowiedź miecznika. Nie minęło kilka sekund, gdy Infi zgodził się, a do Entropii dołączył przedstawiciel rasy ludzkiej. Kenh wypuścił wreszcie powietrze, jednocześnie rozluźniając się. Udało się, dołączył do tych jakże intrygujących istot i będzie z nimi wędrował miesiącami, pokonując wszelkie przeciwności. Gdy powtórzył sobie swoje myśli, stwierdził, że brzmią nieco patetycznie, lecz prędko doszedł do wniosku, że trochę podniosłości w życiu nie zaszkodzi. Mag zdał sobie nagle sprawę, że stoi w środku grupki Infiego – przez chwilę czuł się speszony, aczkolwiek prędko do głosu doszła jego rozrywkowa natura. Stres minął, jego miejsce zajęła radość, reprezentowana przez szeroki uśmiech na twarzy nieogolonego mężczyzny, noszącego ze sobą kostur zwany Glamaithilem. Kenhkar rozluźnił się, zapragnął przygód.

Nagle dosłyszał prawym uchem potężny krzyk. To minotaur nawoływał, że gdzieś w okolicy pojawił się smok. Najnowszy członek Entropii prędko się rozejrzał i dostrzegł najprawdziwszego jaszczura. Co za gigant! — wołał w myślach Kenh. Nigdy wcześniej nie widział takiego stworzenia. Od Firletki, jak nazwał ją Infi, biła wielka siła, która towarzyszyła przyjazności otoczeniu. Dlatego też Kenhkar postanowił zawierzyć swoim odczuciom, tak jak zawsze to robił. Zaraz, dlaczego jej nie wyczułem? — pytał sam siebie. Nie zdarzyło mu się to nigdy wcześniej. Może smoki to zbyt potężne istoty, aby je wyczuć? Albo może to przez napięcie, wywołane niezgrabnym zagadnięciem czerwonookiego? To nie było teraz istotne, teraz ruszał na Pustynię Śmierci. Głęboki wdech i pewny krok, Kenhkarze.

Infi wygłaszał teraz swe krótkie przemówienie; mag zauważył, że mimo prostych i bezpośrednich słów, ludziom zapadła w pamięć ta nazwa. Entropia. Kenh nadal nie miał pojęcia, co to znaczy. Ale liczył, że w najbliższej przyszłości wszystko się wyjaśni. Dostrzegłszy jakiś większy głaz, usiadł na nim, oglądając całą sytuację. Często lubił to robić — spojrzeć na wszystko z boku, z innej perspektywy. Tłum ludzi, przemawiający wojownik, grupka niezwykłych istot, gigantyczny jaszczur, zrujnowana brama i pewien mag, który zamiast podążać za liderem, siedzi na kamieniu. Gdy Kenhkar w pełni zrozumiał sytuację, która ma miejsce, prędko zerwał się ze swego miejsca. Infi szedł pewnie po trakcie w odległości około stu metrów od niego. Inni również ruszyli za nim. Mag podskoczył parę razy, poprawił spodnie i ruszył. Ruszył ku gorącym piaskom, szukając przygód i bogactwa.

[z/t]
Awatar użytkownika
Tarnal
Posty: 138
Rejestracja: 04 paź 2011, 07:00
GG: 11616203
Karta Postaci: viewtopic.php?t=842

14 lip 2012, 21:28

Smok który już na samym początku, gdy spoczywał przy bramie, mógł onieśmielać swoją ogromną posturą i majestatem z powodu swej szlachetnej rasy, gdy w jednej chwili, lecz nie gwałtownie powstał na równe nogi, w zbliżającym się Tarnalu rozbudzał kolejne pokłady podziwu, sprawiając że ten podchodził jeszcze chętniej, mimo iż większość zgromadzonych w tym momencie poczuła się trochę zagrożona. Choć swoje pytanie dopiero po chwili ocenił samemu i uznał za nieco niewłaściwe, jaszczurzyca potraktowała je z powagą i uprzejmością, udzielając na nie.. właściwie nawet zbyt dokładnej, przez co lekko niezrozumiałej dla minotaura odpowiedzi. Zniżyła swój pysk, by wyraźniej dostrzec stojącego niemal pod nią wojownika, gdy pierwsze jej słowa rozbrzmiały w jego umyśle, właściwie w jednym momencie powodując wewnętrzne osłupienie. Na szczęście bardzo szybko zorientował się, patrząc w ogromne i lśniące oczy smoczycy, że owe melodyjne dźwięki w jego głowie to odpowiedź właśnie od niej, a nie czary jakiegoś telepaty, mające na celu zmącenie umysłu nieświadomego minotaura. Choć wychwycił każde słowo z jej wypowiedzi, chyba nikogo nie zdziwi fakt, że jej pełny sens mógł umknąć tak prostemu wojownikowi, który moc upatrywał trochę inaczej niż magowie, bo w pierwszej kolejności w sile swoich ciosów toporem. Tak, czy inaczej, nie dane mu było zastanawiać się długo, gdyż najwyraźniej zaciekawiona smoczyca odwzajemniła pytanie, nazywając Tarnala na swój własny sposób, właściwie, to w tym momencie nieco zabawnie. Kiedyś rosły minotaur być może zareagowałby nawet gniewem, uważając takie jego nazywanie za obelgę i zniewagę, gdyż od zawsze to właśnie rogi były największą chlubą każdego przedstawiciela byczej rasy, a ich brak – lub w tym przypadku jednego z nich – świadczyć mógł o pewnego rodzaju skazie na honorze, na co żaden osobnik nie chciał sobie pozwolić. Pewnie dlatego Tarnal prawie natychmiastowo nakazał utworzenie dla siebie dokręcanego odpowiednika naturalnej kości, wykonanego w całości z żelaza. Jednak po tylu latach wędrówki, walki oraz samotnego życia zmienił się bardzo i kto wie, czy teraz postąpiłby tak samo, stawiając honor na najwyższym miejscu. W sumie niewielu teraz przejmuje się takimi błahostkami, gdy w jednej chwili niepostrzeżenie można stracić nie tylko róg, lecz i całą głowę, ściętą przez niewydarzonego zbira-wojownika. Minotaur cały czas patrząc smoczycy w oczy uśmiechnął się lekko, nie kryjąc przy tym, że wymyślona przez nią ksywka mu się spodobała, niemniej jednak wolał przedstawić swoją prawdziwą godność, co właściwie powinien uczynić już na samym początku, a na co nie pozwoliło mu początkowe onieśmielenie. – Ja jestem Tarnal i… – Nie dane mu było dojść do sedna wypowiedzi, którym miała być odpowiedź na pytanie ogromnej jaszczurzycy, gdyż niemały zamęt wśród zebranego pospólstwa wywołał Infi, trochę mniej sprawnie od minotaura przeciskając się między ludźmi. Podobnie jak każdy, i przewyższający wszystkich minotaur zatrzymał na nim swój wzrok w lekkim zdziwieniu, lecz miecznik nie zwrócił najmniejszej uwagi na Tarnala, ani nikogo innego poza smoczycą, co właściwie nie mogło dziwić. Przecież jeszcze przed chwilą on sam doznał pewnego zaślepienia, gdy zobaczył ją po raz pierwszy, nie zwracając potem uwagi na resztę świata wokół. Stał teraz bez słowa nieco przed tłumem, przerzucając wzrok to na nowo poznaną Firletkę, to na Infiego, przywódcę Entropii. Ten, w swój niezbyt górnolotny sposób, lecz z pewnością szczery, a nawet mogący wprawić w zadumę, postanowił pożegnać zebrany tłum, lecz – co było trochę dziwne – nie zwrócił się w żaden sposób do towarzyszy, których uprzednio z chęcią gromadził, by udali się za nim. Jakby prowadzony siłami wyższymi, lub przeznaczeniem, dobrze wiedział, że każdy wiernie pójdzie za nim, tak jak uprzednio zadeklarował. Wcześniej osłupiały z powodu wydarzeń, jakich był świadkiem, teraz nadal stał niewzruszenie, lecz na jego twarzy pojawił się głupkowaty uśmieszek, który swoim przyjacielskim mrugnięciem wywołała Firletka. Choć jej majestat wręcz nieporównywalnie przewyższał każdego z zebranych, Tarnal poczuł się trochę inaczej, jakby oczko puściła mu nie ogromna smoczyca, a piękna i nieco figlarna dziewka. Mimo wszystko było to chwilowe odczucie, którego Tarnal wolałby uniknąć, lecz w tym przypadku nie miał na nic najmniejszego wpływu, nadal z roześmianymi oczyma i miną godną idioty obserwował odlatującą w dal Firletkę, chwilę potem – gdy miała już znikać z horyzontem – unosząc dłoń dość wysoko w geście spóźnionego pożegnania. Doprawdy była to jedna z niewielu chwil, w których prawie wyłączył się, a kontakt z otoczeniem ograniczył do bezmyślnego obserwowania tego, co akurat znajduje się przed nim. Z pewnością chciałby porozmawiać jeszcze i poznać ją bliżej, lecz gdy już się otrząśnie, stwierdzi zapewne, iż mimo tak krótkiej rozmowy pierwszy jego kontakt ze szlachetną rasą smoków można zaliczyć do udanych, bo tak w istocie było, a fakt, że smoczyca również będzie uczestniczyć w wyprawie, dawał minotaurowi całkiem realną nadzieję na kolejne rozmowy, o ile pozwoli na nie wędrówka po bezkresnych piaskach. Już prawie cała drużyna ostatni raz pożegnała się z miastem Wolenvain, by ostatecznie i nieodwracalnie dołączyć do prowadzącego Entropię Infiego, gdy dopiero w tym momencie Tarnal odzyskał jakąś część swojej świadomości dzięki pomocy gnollicy, której z oczywistego względu wcześniej nie zauważył, a która teraz stała obok niego, szczerząc się niemal irytująco. Ukłucie nie było bolesne, lecz skutecznie sprowadziło wojownika na ziemię, który odzyskując już całkiem zmysły, odruchowo opuścił dłoń i odwzajemnił dość cierpki uśmiech, mający skwitować jej kolejną próbę zaczepki, których minotaur rzecz jasna nie brał poważnie, uznając za koleżeńskie żarty, Dziwne Oczy naprawdę była w nich dobra. Wreszcie i ona przyspieszyła nieco kroku, by dogonić już maszerującą drużynę, zostawiając Tarnala w tyle. Kolejny raz tego dnia znajdował się na samym końcu, mogąc ogarnąć wzrokiem każdego z członków Entropii, tym samym rozważając chyba po raz ostatni szansę powodzenia misji, której celów nikt nie znał, a wykonujące ją osoby nadal w większości pozostawały sobie obce. Prócz zielonowłosej kobiety, elfa przywdzianego w czerwone szaty, tajemniczej dziewczyny obdarzonej puszystymi ogonami oraz niezwykle intrygującej gnollicy, które poznał przed karczmą, szczególną uwagę zwrócił na osoby całkiem nowe w tej niecodziennej drużynie, od razu jako pierwszy i najważniejszy punkt stawiając sobie poznanie choćby ich imion. Pod tym względem niestety umiejętności przywódcze Infiego kulały, bowiem powinien wiedzieć, że poznanie siebie nawzajem, co zazwyczaj owocuje zaufaniem w późniejszym czasie, jest najważniejsze dla drużyny. Przerzucając wzrok z brodatego mężczyzny dzierżącego pokaźnych rozmiarów kostur, przyglądał się jeszcze ostatnią chwilę kontrastującej ze sobą parze kobiety w ciemnej zbroi oraz albinosa, w dodatku odbijającego słoneczne promienie dzięki lśniącej zbroi, by wreszcie ruszyć, nabierając uprzednio w płuca potężny haust rześkiego powietrza, z którym niedługo przyjdzie mu się pożegnać. – Hej! Zaczekaj! – Rzucił w stronę coraz bardziej oddalającej się gnollicy, by po chwili truchtu dogonić ją i ruszyć w drogę u jej boku, jak zawsze w towarzystwie "uroczego" zwierzaka, którego mimo wszystko Tarnal zaczynał już lubić.

Z/T
Erranein
Posty: 383
Rejestracja: 07 lut 2011, 18:59
GG: 41713691
Karta Postaci: viewtopic.php?t=43&highlight=erranein

25 lip 2012, 20:37

Stan zachodniej bramy zmienił się od ostatniego pobytu krasnoluda. Ziemię pokrywały świeżo oderwane kamienie, co sygnalizowało, że zmiana zaszła niedawno, ludzie mieszkający tutaj głośno dyskutowali o zajściu już od Pałacu sprawiedliwości. Erranein próbował dowiedzieć się czegoś o ostatnich wydarzeniach, jednak odpowiedzi, pomimo że jednoznaczne, nie były przekonujące. Przecież smoki nie pojawiają się od tak w mieście, a Infi nie może go zwerbować do swojej ekipy od tak, razem z gnollem, przerośniętą krową którą mógł być Tarnal, magiem oraz kilkoma wojownikami! Smoki nie słuchają się ludzi od tak. Nawet Infiego. Chciał w pewnym momencie biec za nimi, na pustynię, jeśli plotkarze nie mijali się z prawdą. Zrobiłby to, gdyby nie jedna paląca sprawa, przez którą musi pędzić teraz, w nieprzyjemne jesienne popołudnia do Minaloit.
Przez rozmyślania o mało nie potknął się o kamień rdzawego koloru. Wzdrygnął się, przypomniwszy sobie ostatnie wydarzenia, jak krew Almy oblepiała go, mieszając się z jego własną. Odwrócił głowę, spoglądając na sprzedawczynię jabłek. Żołądek przypomniał mu
o jego przymusowej głodówce, a pozostałe organy tylko mu przytakły, tworząc osobliwą orkiestrę.
Oby było to coś ważnego.-Pomyślał, przyśpeszając kroku, kiedy wyszedł na trakt.

Z/T
Awatar użytkownika
Trymorian
Posty: 25
Rejestracja: 09 cze 2012, 20:47
GG: 43454661
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2029

10 sie 2012, 00:13

Zapadł zmrok. Wszędobylską ciemność rozświetlał kulisty księżyc, wiszący nad głowami istot podróżujących wzdłuż traktu Iquańskiego. Deszcz nie ustępował, można nawet rzecz, iż nasilił się w przeciągu ostatnich kilku godzin. Krople, jedna za drugą, spadały rozpryskując się wszędzie, dając znać o sobie również małym zwierzątkom, urządzającym swoje legowiska w drzewach, pod kamieniami, czy chociażby w ziemi. Oczywiście, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Z myślą tą w domach odpoczywali dumnie mężczyźni, szykujący koszyki na poranne grzybobranie. Lecz, jak zawsze, znajdywali się ludzie nie popierający owego optymistycznego podejścia. Mowa tu między innymi o strażnikach bramy pięknego miasta i stolicy Autonomii, Wolenvain. Stróżowanie w tak ponurą i ciemną pogodę było czynem co najmniej lekkomyślnym, ale chcieli czy nie, wartownicy swoje musieli odstać.
Płaszcz Jedrika nasiąknął wodą deszczową już w połowie drogi do miasta. Podróżowanie w przemoczonym stroju nie należało do najprzyjemniejszych doświadczeń. Jaszczur powinien być raczej obojętny wobec jakiegokolwiek zmoczenia, jednak ludzka forma sprawiała, że czuł typowy, nasilający się przy kolejnych podmuchach wiatru, nieprzyjemny chłód. Zabawne, jak z każdą godziną ukrywania się w tym poniżającym ciele, Trymorian stopniowo nabierał cech ludzkich. Zupełnie, jakby ta moc świadomie przestawiała niektóre, choćby fizyczne, odczucia smoków, by w wiarygodniejszy sposób zatajali swoją prawdziwą tożsamość. I udawało im się to, dopóki na swej drodze nie natrafili na demona, czy inną równie potężną istotę magiczną. Jednakże ów gad nie przywiązywał zbytniej uwagi do skrywania, że w rzeczywistości jest gigantyczną, skrzydlatą bestią znaną z legend opowiadanych najczęściej przez opijusów, którym się w życiu nie powiodło. Gdy już ktoś się o tym dowie, to może chociaż zmieni podejście, zdając sobie sprawę z tego, że stoi przed nim bestia, która w każdej chwili może mu odgryźć głowę bez jakichkolwiek wyrzutów.
Strażnicy z ledwością zauważyli zmierzającą w ich kierunku postać, której twarz ukryta była pod kapturem. Człowiek nawet ulewę by wytrzymał, ale ta ciemność sprawiała, że ujrzenie czegokolwiek oddalonego o kilka kroków było niemożliwe. Nawet korzystanie z pochodni mijało się z celem, gdyż zasięg widoczności zwiększał się minimalnie, a dłuższe stanie poza obszarem bezpośrednio pod bramą skutkowało zgaśnięciem płomienia.
Trymorian zatrzymał się przed murami i uniósł lekko głowę, spoglądając na stróżujących ludzi.
– Witaj w Wolenvain – rzucił jeden z nich, przypominając sobie o manierach. Powiedział to wyjątkowo żywo, jak na kogoś, kto od paru godzin stoi w deszczu. Pewnie ucieszył się, że tajemnicza osoba w płaszczu z kapturem to człowiek, a nie jakiś ork, drahelf, czy inny stwór, którego spojrzenie powodowało ciarki na całym ciele.
Witajcie – odpowiedział głośno, ażeby słychać go było pomimo hałasu, wywoływanego przez złośliwą pogodę. Wymieniając krótkie spojrzenie z drugim wartownikiem, Jedrik przekroczył wrota, udając się w głąb miasta.

z/t
Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

15 sie 2012, 11:01

- Mam dość tego miasta. – Zgodnie z tymi wypowiedzianymi do samego siebie słowami Darrian skierował się w stronę bramy która miała okazję się przekonać o tym co znaczyło imperium, nawet jeśli tak naprawdę nie pokazali wszystkie co mógł rzucić na nich Imperator.
Imperium. heh. Nie sądziłem że kiedyś zatęsknię za jego względną normalnością. Bez tych wszystkich dziwadeł plątających się gdzie im się podoba. – Myślał nie dowierzając samemu sobie, tęsknił za miejscem gdzie był niewolnikiem ale gdzie jego życie było przynajmniej uporządkowane. Tutaj wszelkie próby ucieczki od zgiełku i dziwnych istot kończyły się tylko wpadaniem na kolejne, a jedna z tych istot celowo lub nie zaprowadziła go do miejsca które na wiele sposobów nieomal go zabiło i zostawiło dość upierdliwą pamiątkę którą Pół-elf powoli uczył się ignorować. "Pamiątka" ta o imieniu Rinej protestowała coś właśnie na temat opuszczenia miasta co jednak nie powstrzymało go od uczynienia tego.

z/t
Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

21 sie 2012, 12:45

//Cóż, musiałem napisać pierwszy bo ja prowadzę. Sry za post pod postem.

To co kiedyś było Zachodnią bramą Wolenvain po dłuższym i nadzwyczaj cichym spacerze z plaży w końcu ukazało się oczom Darriana i Xien. Na wpół zrujnowana brama nie była najlepszym pierwszym wrażeniem jakie miasto mogło wywrzeć na kimś kto znalazł się w jego okolicy nie z własnej woli ale tak to niestety wyglądało. Wolenvain miało trudności z podnoszeniem się po ataku Imperium.
– Może to nie jest najbardziej zachęcający widok ale witamy w Wolenvain. – Przekazał telepatycznie w stronę Pani kapitan dając do zrozumienia że nie mijają jakichś ruin a wchodzą do miasta. Miasta które raczej zawodzi kiedy chodzi o walory estetyczne. Ciekawe jak wyglądało to w porównaniu z tym cesarstwem o którym mówiła Xien.. pewnie tragicznie. Mag umysłu osobiście nie szczególnie przejmował się jednak tym jakie wrażenie wywiera Wolenvain, nie czuł się z nim w żaden sposób związany, interesowało go w tej chwili natomiast porównanie z obcym cesarstwem które mógł sobie tylko wyobrażać. Miejsce które jest bezpieczne od Imperium brzmiało dla niego jak marzenie.
– Jeśli prócz tej kuszy ma Pani Kapitan coś wartościowego to radziłbym uważać. Od ataku nie przelewa się tu sporej części mieszkańców, a co za tym idzie złodziejstwo kwitnie i nie jeden talent w tej dziedzinie się może znaleźć. – Dorzucił jeszcze, głównie aby oderwać myśli od marzeń na temat miejsca gdzie mógłby znaleźć spokój o który było mu ostatnimi czasy dość ciężko.
Xien
Posty: 119
Rejestracja: 05 lip 2012, 21:23
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2085

21 sie 2012, 18:15

Zniszczona brama faktycznie nie wyglądała zbyt reprezentatywnie. Patrząc na nią, Zhenmeika spodziewała się, że miasto to okaże się jedną wielką ruderą.
-Kiedy ta brama została zniszczona? Czy całe miasto tak wygląda? – spytała swojego przewodnika. Jeśli zostało to obrócone w gruz dawno temu, źle to świadczy o tym miejscu. Nie było tu żadnych śladów po robotnikach, co znaczyło że nikt nie kiwnął palcem, by tę bramę odbudować. W połączeniu ze złodziejstwem, o którym mówił mag, bezsprzecznie ukazywało to nienajlepszą sytuację gospodarczą tego państwa.
-Potrafi pan odpowiedzieć, dlaczego nikt nie wziął się za odbudowę tego? Wnioskuję, że skoro nie ma wystarczająco środków, by tę bramę doprowadzić do normalnego stanu, w kraju tym niewątpliwie musi panować bieda.
Pani kapitan zastanawiała się jeszcze nad jedną rzeczą, o której Darrian wspominał. Myślała o złodziejach – te ścierwa jej zdaniem nie powinny mieć prawa do życia. Zastanawiała się, czy wiele osób w tej części świata ma podobne zdanie do niej.
-W jaki sposób złodziejstwo jest tutaj karane? – zadała kolejne pytanie.
Szła za Darrianem. Po ostrzeżeniu o możliwości kradzieży, odruchowo chwyciła swą kuszę i ułożyła ją tak, by była jak najbliżej rąk. Tym samym odruchem, położyła prawą dłoń na rękojeści miecza.

z/t bo Darrian też wyszedł z lokacji. Nie mam pomysłu na nowy post, więc piszę z/t w tym poście.

Wróć do „Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Rejestracja · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 6 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Infi, Virhart
Liczba postów: 52106
Liczba tematów: 2967
Liczba użytkowników: 1039
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Filip Chujzer
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.