Mury północne

Największe, podupadłe na skutek wojen miasto Autonomii i jej stolica. Wiele z budynków, w tym zachodnia brama miejska, stoi w ruinie, a liczba bezdomnych jest tutaj przerażająco wysoka. Miasto dzieli się na cztery dzielnice, a jego rynek jest największy w Znanym Świecie.
Awatar użytkownika
Infi
Kontakt:
Posty: 3807
Rejestracja: 01 wrz 2011, 19:59
Lokalizacja postaci: Trakt Południowy
Discord: Infi
GG: 12763543
Karta Postaci: viewtopic.php?t=638

Mury północne

07 paź 2011, 20:50

Mury otaczające Wolenvain rozciągają się od jego północno-wschodniej części, przylegającej do jeziora, przez północ i zachód, aż do części południowej, gdzie miasto znowu styka się z rzeką.
Mury są grubości 2.5 metra, wysokie natomiast na 12 metrów. Przez całą ich długość w regularnych odstępach pobudowane zostały mniejsze wieżyczki obserwacyjne, razem było ich 18. Na mury można wejść schodami od wewnętrznej jego strony, wbudowanymi przy każdej wieżyczce. Na czas ataku przeciwnika zbudowano jednak parę silnych, drewnianych konstrukcji, po których można było spokojnie dostać się na mury.


MG
Ogólna nazwa dla murów okalających bramę zachodnią to „mury północne”, chociaż, gwoli ścisłości, winny nazywać się one murami „północno-zachodnimi”, czy też „zachodnimi”. Nazwa tradycyjnie pochodziła sprzed czasu przebudowy murów po poprzednim ataku Imperium Zachodu pięć lat temu, kiedy to mury znajdujące się tutaj miały inny układ.
Niestety, zbyt wiele po nich nie zostało, a odbudowa pochłonęła większość środków i tak już nadwątlonego skarbca Wolenvain.
Wokół murów istniała połać niezagospodarowanego terenu, gdzie właśnie, podobnie jak na murach odbywała się musztra oddziałów łuczniczych.
Dowódca dziewiątej kompanii łuczniczej, Diego Deloyal dostał w przydziale zgraję rekrutów, którzy zadeklarowali, że dobrze radzą sobie w walce na odległość. Drapiąc się po głowie, z powątpiewaniem obserwując mieszczanina próbującego napiąć kuszę, czekał z listą w drugiej ręce na wszystkich ze swego miernego oddziału.
Obecnie ta lokacja jest pusta.
Awatar użytkownika
Niniel
Posty: 1038
Rejestracja: 27 lut 2011, 18:10
GG: 7112066
Karta Postaci: viewtopic.php?t=170

17 paź 2011, 20:38

[Tertio, znowu, nie mów że część sługusów maga do niego podpełza, nie masz tu władzy :> Na murze nie ma żadnego wroga oprócz maga obecnie.
Herubin, "atakom", nie "ataką". dużo błędów zniosę, ale nie te^^]

GM:
Diego, zupełnie jak Cyrus, nie posiadając żadnych magicznych zdolności, starał się obronić przed pająkami samym orężem – i w końcu znalazł na nie odpowiednią taktykę, starając się je rozpłaszczyć płazem miecza. Po paru sekundach walki spojrzał lekko w bok, żeby zobaczyć lekarza, który znalazł właśnie jakiś łuk i chybił strzałą.
Po chwili usłyszał ostrzeżenie Tertia. Przypominając sobie znaczek "specjalne umiejętności!" w papierach przy imieniu tego rekruta, kapitan postanowił nie ignorować jego rozkazów. Odrzucając oręż postąpił parę kroków do tyłu i rozłożył szeroko ręce, w obu dłoniach trzymając płachty swojego płaszcza. Wyglądał jak nietoperz, którymi swoimi skrzydłami chce uratować królową. Wiedział, że ta właśnie się pożywia jakimś ciałem i wpędzało go to w mdłości, ale wolał o tym nie myśleć, jego obowiązkiem było chronienie jej życia.
Mimo, iż zamknął oczy, sam został oślepiony. Promień światła był mocny. Powietrze przeszył okropny krzyk bólu upiora – jeszcze bardziej upiorny niż jego śmiech.

Oprócz Diega oślepieni zostali jeszcze Herubin i Mordimer, którzy zignorowali ostrzeżenie kompana i nie zareagowali w żaden sposób na wybuch świetlistej energii. By odzyskać wzrok musieli poczekać dobre kilkanaście sekund, a i wtedy mieli przed nimi mroczki.
Cyrus i Leila byli bardziej ostrożni i uniknęli tego losu. Na całe szczęście, gdyż mag Zachodu nie został całkowicie pokonany i byłby zaatakował oślepionych, gdyby czerwonowłosa nie wysłała w jego kierunku świetlistego ptaka, który uderzył upiora w klatkę piersiową. Wróg wrzasnął po raz ostatni i rozsypał się w popiół.

Nie tylko on, ale i wszystkie pająki zostały zgładzone przez Tertia. Niby zwycięstwo, z drugiej strony przegrana – kolejna wieża oblężnicza, w dalszym ciągu ostrzeliwana przez łuczników, była już tylko na odległość kilkunastu metrów od metrów i sama zaczęła pojedynczy ostrzał z kusz.

Trzeba mu pomóc – krzyknęła czerwonowłosa w stronę lekarza – zorientowała się po jego masce.
Mężczyzna był nieprzytomny i osłabiony. To od medyka zależało, że będzie w stanie wrócić do siebie. A może z góry otrzyma rozkaz opuszczenia murów? Poświęcenie się jest wszakże szlachetne, ale i kosztowne.

Mimo, że Herubin stał właśnie ostrożnie, mrugając ślepiami i starając się nie przewrócić, by nikogo nie zgnieść, jego magia nadal działała – wieża oblężnicza stanęła na chwilę w miejscu.

Przegrupować się, do szeregu! – krzyknął Diego, zerkając na nieprzytomnego Tertio. Ten pewnie już na wiele się im nie przyda. – Już, już! – poganiał, po czym obrócił się, by spojrzeć na królową – nadal nie skończyła. Zacisnął zęby i złapał za swój łuk, by zabić kusznika na wieży oblężniczej.


Alisha natomiast stała twarzą w twarz z żołnierzem pilnującym wejścia na mury. Mężczyzna rozpatrywał jej słowa, już będąc gotów się zgodzić, kiedy do jego boku podskoczył jak się wydaje jego przyjaciel, który zdawał się mieć silniejszą psychikę.
Oszalałeś? Toż to wiedźma! – krzyknął do niego, potrząsając jego ramieniem. I on poczuł aurę niewinności otaczającą czarnowłosą, ale jemu wydawała się ona podejrzana.
Jego kolega chyba odzyskał zmysły, lecz mimo to pokręcił głową i zniżył kuszę.
Wszystko jedno, ważne, że nie może być z Zachodu. A czary na murach zawsze się przydadzą.
Drugi prychnął coś tylko, co miało chyba oznaczać "rób co chcesz, ty poniesiesz ewentualne konsekwencje", po czym odszedł. Pierwszy ustąpił drogi Alishy, która mogła wejść akurat na ten kawałek murów, który był pod dowództwem Diega Deloyala.
Kto tu rządzi zorientowała się natychmiast, po jego odznace na piersi. On również ją zauważył i uniósł lekko brwi.
Kolejna spóźnialska do pomocy? – spytał, już wyjmując opaskę z herbem Wolenvain zza pasa. Nie dał jej jednak jeszcze, czekając na jej twierdzącą odpowiedź. – Przedstaw siebie i powiedz, co umiesz robić. Ty tam! – krzyknął do Mordimera, który powoli odzyskiwał już wzrok. – Ty też mógłbyś to zrobić.

[następny post będzie nawet szybko, nie będę chyba na wszystkich czekała]
Awatar użytkownika
Alisha
Posty: 7
Rejestracja: 16 paź 2011, 17:11

17 paź 2011, 21:51

Kapitan wydawał się dziwnie uradowany całym tym zamieszaniem. Oczywiście Alisha zdawała sobie sprawę, że na barkach tego mężczyzny spoczywa olbrzymia odpowiedzialności – ale on przyjmował wszystko z jak największym optymizmem.
– Alisha – Dało się słyszeć krótkie i konkretne stwierdzenie. Wiedźma miała już kontynuować omawianie swojej skromnej osoby, ale donośny krzyk kapitana na chwilę ją zagłuszył.
– Co ja potrafię? – Podjęła po chwili, dodatkowo myśląc jak to wszystko sprecyzować – Jestem magiczką.
Kobieta popatrzyła niepewnie na minę kapitana – minę zdecydowanie niezadowoloną i zniecierpliwioną zachowaniem kruczowłosej. Tam wojna, a on się z jakąś babą musi użerać.
– Czyli jestem zdolna do manipulowania esencją magii i prądami energii, które mogą być nawet natury iście chaotycznej a moja niepozorna osoba może je uporządkować i wykorzystać do własnych celów – Powiedziała nagle.
Teraz wydawało się, że przez zgrabne ciało kobiety, przemawia ktoś inny, pewniejszy siebie i bardziej konkretny.
Na Patronów, patrzy na mnie jakby z konia spadł. Tak, mogę rzucać kulami ognia, przywołać burzę i ewentualnie jakiegoś rogatego, skrzydlatego stwora. Ale dla mnie wymaga to więcej czasu, odpowiednich narzędzi i zaklinania. Trwa dłużej, ale jest o wiele bardziej skuteczne.
Kapitan wydał z siebie cichy jęk zawodu, a może i straconej nadziei. Ale właśnie w tej chwili zwątpienia, Alisha z magicznym refleksem dobyła wiszący u boku sztylet najbliżej stojącego niej rekruta – wiedziała, że będzie próbował ją obalić swoim ciężarem, miał taki zamiar od samego początku… najwyraźniej nie ufał wiedźmom. Odsunęła się zręcznie od ciała mężczyzny, który jak długi runął na ziemię. Miała swoją ostrą zdobycz.
Zanim ktoś przebił ją na wylot mieczem natchnęła iskierką mocny sztylet, który po krótkiej chwili trafił idealnie w środek drewnianej beczki. Zwarty szereg gotowych do działania "rycerzy", został zatrzymany gestem zaciekawionego kapitana, który jako jedyny zauważył, że zdobiony sztylet nadal tkwi w drobnej dłoni kobiety.
– Iluzja? – Zapytał krótko i pewnie, patrząc na niewzruszoną twarz wiedźmy.
– I tak… i nie. Nie potrafię stworzyć tak złożonej iluzji, mogę jednak skutecznie oszukać umysł do czego przygotowywałam się dłuższą chwilę. Złączyłam moją siłę magiczną i mentalną z właścicielem sztyletu. Oczywiście nie udałoby się to, gdyby nie jego bardzo osobiste przywiązanie do owego przedmiotu. To narzędzie religijne, cenna pamiątka rodzinna. Mam rację?
Zdezorientowany mężczyzna pokiwał tylko twierdząco głową. Był na siebie wściekły – dał się oszukać, choć się tego od początku spodziewał. To właśnie on chwilę wcześniej przekonywał do swoich racji omamionego jaśminem kolegę. Nieszczęścia chodzą po żołnierzach.
– Wszyscy zgromadzeni tutaj rekruci wiedzieli, że sztylet to dla niego wielce wartościowa rzecz. Nieświadomie pozostawili zachwyt, zazdrość i chciwość w swoich umysłach. Jak widać chwalenie się świecidełkami nie popłaca – Kobieta uśmiechnęła się, ukazując rząd równych, śnieżnobiałych zębów – Dlatego mogłam wpłynąć również na ich przekaz myślowy i postrzeganą rzeczywistość. Prawie iluzja, choć wielce nieperfekcyjna, gdyż…
– Ja nie wiedziałem, że sztylet ma taką, a nie inną wartość – Dokończył za nią kapitan.
Alisha pokiwała tylko głową i postanowiła, że bardzo spokojnie odd sztylet prawowitemu właścicielowi.
– Czy pan kapitan jest zadowolony z prezentacji? – Pytanie nie było aroganckie, znowu można było odnieść wrażenie, że wypowiada je inna niż przed momentem osoba.
Awatar użytkownika
Sandro Landa
Posty: 19
Rejestracja: 15 paź 2011, 02:00

17 paź 2011, 22:29

Gdy odzyskał wzrok po ataku nieprzytomnego już mężczyzny, rozejrzał się po murze. Po zakapturzonym magu nie było już śladu, nie licząc popiołu. Usłyszał i zauważył jak czerwonowłosa kobieta krzyczy coś o pomocy i podbiega do leżącego na ziemi mężczyzny.
A przed chwilą stał na nogach. – Powiedział śmiejąc się sam do siebie. Wtedy też usłyszał pytanie swojego nowego "dowódcy" i pokaz kruczoczarnej kobiety.
Rzygać mi się chce już tą magią. – Warknął pod nosem i odpowiedział krótko i zwięźle:
Potrafię zabijać. – Lecz uznał, że ta odpowiedź jest nieco ogólnikowa i nie wyjaśnia wszystkiego dlatego dodał – Potrafię machać mieczem i czasem udaje mi się trafić kogoś z kuszy w lewe lub prawe oko. – Rzekł dosyć skromnie. Zlustrował spojrzeniem jeszcze raz kruczoczarną kobietę i prychnął jedynie.
A na imię mi… Mordimer. – Mruknął, podchodząc do murów i przyglądając się wieży oblężniczej która była już tuż-tuż ich pozycji.
Awatar użytkownika
Tertio
Posty: 23
Rejestracja: 07 paź 2011, 19:18

18 paź 2011, 09:10

Udało się. – Uśmiechnął się Tertio. Zdołali powstrzymać maga. Jednak to nie był koniec ich zmartwień. "Czerwony Szelest" Upadł na ziemię, wyczarował zbyt dużo światła. Osłabiło go to na tyle, że zaraz straci przytomność. Resztkami sił podniósł rękę w stronę Diega, Cyrusa i Nikol. – Pomóżcie mi, proszę… – Po czym ręka upadła bezwładnie na ziemię. Zamknął oczy i zemdlał. Jeszcze przez chwilę dygotał się na ziemi, a posoka lała mu się małym ciurkiem z kącika ust. Tymczasem tarany zbliżały się niebezpiecznie blisko murów. Żołnierze ponowili ostrzał, mimo to przydałoby się wsparcie na murach. Za chwile zrobi się tu naprawdę gorąco, co nie wróży dobrze osłabionemu Tertio. Czy ktoś uratuje bohatera walki –
Awatar użytkownika
Nikol
Posty: 467
Rejestracja: 23 kwie 2011, 21:21
Lokalizacja postaci: Komnaty rektora
Karta Postaci: viewtopic.php?t=477

18 paź 2011, 13:29

Skończyła krwawą ucztę i otarła usta mankietem koszuli ofiary, które mimo to zachowały karminowy odcień. Szczęściem była cała, nawet po wysłaniu dużej ilości energii światła przez Tertia. Ochraniał ją sam kapitan Diego, podczas gdy ona zaspokajała swój wampirzy głód. Teraz już jej tajemnica nie pozostanie tajemnicą. Królowa jest wampirem.
Stanęła na nogi, kładąc dłoń na ramieniu Diega. Była znów gotowa do walki. Więcej – była teraz silna. Wtedy też podczołgał się do nich Tertio, błagając o pomoc.
Stein! Pomóż mu! – wyrwała lekarzowi łuk. – Mi lepiej to wychodzi – to rzekłszy sięgnęła po jedną ze strzał, jakie uzbierał doktor i wycelowała w strzelców na wieży.
Wypuściła jedną, drugą, trzecią, a wszystkie celne. Nie mogła jednak pozwolić, by wieża dobiła do muru.
Leila! Zajmij się atakiem z powietrza! – spojrzała w górę, na krążące jak sępy przy Gałgarze, ptaki. – A ja podgrzeję nieco atmosferę.
Nikol zignorowała nowych pomocników. Nie było czasu na to, by im się przyjrzeć.
Amulet zamigotał, a wokół niego zebrała się fioletowa mgiełka. Nikol uniosła dłoń – mgiełka zgęstniała i okręciła się wokół ręki królowej. Wampirzyca pstryknęła palcami.
Jedna, dwie, trzy sekundy… I wrzask wroga. I dym, i swąd palonego drewna, materiały, skóry… Zbliżająca się wieża została podpalona fioletowym ogniem.
Nikol musiała odetchnąć, ale posilona i zjednoczona z Energią Nicości miała w sobie dość sił, by walczyć dalej. Uniosła więc łuk, by wypuścić kolejne, śmiertelne pociski.
Awatar użytkownika
Leila
Posty: 28
Rejestracja: 27 wrz 2011, 13:05

18 paź 2011, 16:42

Mag Zachodu poległ. Plan Tertia się udał, ale teraz toczą walkę o jednego obrońce mniej. Miejmy nadzieję, że tylko chwilowo. Zostawiła go bo widziała nadchodzącą kolejną wieżę oblężniczą. Była pewna, że lekarz zajmie się nim odpowiednio. Tymczasem trzeba było zatrzymać machinę. Usłyszała polecenie informujące ją o tym, żeby pozbyła się ptactwa na niebie. Nawet nie zauważyła, że jeden z nich ma kłopoty i walczy w powietrzu. A może o prostu była zbyt przejęta tym, co się dzieje na murach. Teraz miała tylko nadzieję, że nikt nie dobierze jej się do skóry, kiedy będzie eliminować powietrznych przeciwników. Rozłożyła ręce na boki dłońmi do góry ciągle tam spoglądając.
Ad libitum… presto.
Wyszeptała uwalniając duże ilości swojej energii. Z całej długości rąk zaczęły wystrzeliwać potężne ptaki, takiej samej wielkości jak i ilości tych, z którymi walczył Gałgar. Efekt rozbłysków powodował, że wyglądały trochę jak mityczne feniksy. Bardzo szybko leciały w niebo, każdy miał się spotkać ze swoim żywym pierwowzorem smażąc go. Siła była na tyle odpowiednia, że nie było w stanie to poważnie uszkodzić Gałgara, ale mogła zaszkodzić w znacznym stopniu ptakom. Jeżeli jakiś pocisk chybi celu, zawróci i będzie próbował jeszcze raz. Wszystko to było kontrolowane przez Leile, która w momencie eksplozji wywoływała najpiękniejsze i dość obszerne fajerwerki ciepłych kolorów. Po tym wszystkim zaczęła odczuwać już zmęczenie, ale ciągle była zdolna do obrony.
Gałgar
Posty: 1147
Rejestracja: 06 lut 2011, 20:50
GG: 42238913
Karta Postaci: viewtopic.php?t=30

18 paź 2011, 17:00

Widząc otaczające go ptaszyska Gałgar nagle źle się poczuł, wszystko wokół niego zaczęło wirować, kontrasty były jaśniejsze i dopadły go mdłości, tak więc postanowił otworzyć portal, wlecieć w niego i zniknąć w jego otchłani (gdzie przez następne kilka wieków będzie się leczyć z choróbska >.< ).

z/t
Awatar użytkownika
Sandro Landa
Posty: 19
Rejestracja: 15 paź 2011, 02:00

18 paź 2011, 17:31

Rozkazy, rozkazy, rozkazy. Landa już wiedział czemu nie wstąpił do armii. Nienawidzi gdy mu się rozkazuje. Ale skoro sam przyszedł z… pomocą to zdzierży te wszystkie przeklęte rozkazy. Zobaczył kobietę która najprawdopodobniej wydała rozkazy i zaczęła szyć z łuku w stronę wieży oblężniczej zabijając przy tym kilku strzelców. "Nieźle." Pomyślał jedynie po czym sam zdjął z pleców swoją kuszę, włożył bełt na łożysko, naciągnął i przyłożył kuszę do policzka. Wybrał cel, jednego ze strzelców na wieży. Wstrzymał na sekundę oddech i pociągnął za spust. Kusza wypluła z siebie bełt z przerażającą siłą. Mając nadzieję, że trafił zaczął przeładowywać lecz nie dokończył gdyż wyżej wspomniana kobieta rozłożyła ręce i… podpaliła wieżę. Lecz to nie był zwykły ogień. Taki którym można się ogrzać przy ognisku. Taki który wesoło trzaska w kominku. Czerwono-żółto-pomarańczowy lecz fioletowy. Do jego uszu po chwili doleciały krzyki i wycia a po kolejnej chwili poczuł swąd palonej skóry. Dostał gęsiej skórki.
Cóż to za rozkosz. – Powiedział raczej do siebie niż do innych. Dokończył ładowanie kuszy i szukał kolejnego celu.
Awatar użytkownika
Wierzbiec
Posty: 399
Rejestracja: 28 lip 2011, 20:35
GG: 381201
Karta Postaci: viewtopic.php?t=621

18 paź 2011, 19:20

Nagle, cały świat przysłoniło światło, coś wspaniałego aczkolwiek nie pożądanego w czasie bitwy. Dopiero gdy się ocucił zrozumiał powagę sytuacji, zrobił ogromny błąd nie współpracując, z resztą drużyny tym samym niszcząc swój plan. Jedyne co zdołał zrobić to zatrzymać na jakiś czas wieże. Dopiero po chwili zobaczył wycieńczonego zwycięzce, który pokonał bezlitosnego wroga. Nie wyglądał najlepiej, ent wywnioskował, że czarodziej użył za dużej dawki energii. Przypomniał sobie jakiej taktyki użył gdy chciał wspomóc Elathorna w bitwie o Białą Twierdzę, na nic nie zważając przystąpił do rytuału. Każdy chwast na murzę i każda choćby najmniejsza roślina zaczęła wypompowywać energie z Herubina i dostarczać ją do wiotkiego człowieczego ciała. Jako, że sam był stworzony z magii i dzięki niej mógł istnieć, operacja stanowiła dla niego ogromne ryzyko. Stał niczym posąg ale nawet zwykli ludzie mogli poczuć energię rozchodzącą się w pobliżu. Drzewiec nie zwrócił najmniejszej uwagi na akcję królowej. Po wszystkim spojrzał oczami natury w stronę bramy, sytuacja nie wyglądała ciekawie.
Awatar użytkownika
Cyrus Stein
Posty: 41
Rejestracja: 28 wrz 2011, 15:37

18 paź 2011, 20:16

Spudłował. Cóż, można się było tego spodziewać, biorąc pod uwagę, że nigdy nie lubił łuku. Jednak nadal był z siebie niezadowolony. A to, że Nikol tak bezceremonialnie zabrała mu łuk – choć wokół leżało tyle innych! – też było dość irytujące. Ale dość o tym, czas się wziąć do prawdziwej pracy.
Promień światła błysnął po murze. Dobrze, że akurat wtedy patrzył w inną stronę, próbując założyć kolejną strzałę.
Podszedł do Tertia. Obejrzał go pobieżnie, ale nie miał żadnych ran. Niedobrze! Gdyby wiedział konkretnie, co się mu stało, mógłby łatwiej temu zapobiec. Znał się lepiej na zaszywaniu ran niż na budzeniu nieprzytomnych magów, ale przecież i tego się uczył. Potrzebne były bez wątpienia zioła, więc położył torbę na murze i zaczął ostrożnie wyjmować poszczególne leki. Nie miał tego za dużo, ani nie było szczególnie skuteczne, ale podejrzewał, że nie będzie potrzeby na szczególnie silne leki, choć sam sposób podawania mógł wydawać się nieco brutalny. Wyjął swój skalpel, który tyle razy służył w tym celu. Otworzył bez wahania skórę na szyi, z tyłu. Prostaczkom wydawało się, że byłoby to śmiertelne dla człowieka. Nic bardziej mylnego! Owszem, będzie krwawił, ale niezbyt mocno, dając Cyrusowi dość czasu, żeby przeprowadzić operacje. Wyjął słoiczek z płatkami lotosu. Wymagały przebywania cały czas w oczyszczonej wodzie, w końcu nie będzie tam wpychał brudnej zieleniny! Wsadził do rany kilka kawałków kwiatu. Powinien błyskawicznie przekazać krwi swoją moc i zapewnić, przynajmniej na jakiś czas, Tertiowi przytomność. Wyjął nitkę z igłą i szybkimi ruchami zacerował ranę. Przemył ją też oczyszczoną wodą, ostrożności nigdy nie za wiele. Teraz wyjął następny słoik z solami trzeźwiącymi. Otworzył go i pomahał pod nosem Tertia.
– Budzisz się? Dasz radę walczyć?
Nie wątpił, że będzie zmęczony. Jeśli nie będzie w stanie stanąć i bronić miasta, Cyrus będzie musiał go znieść do szpitala… I ktoś będzie musiał mu w tym pomóc.

Wróć do „Wolenvain”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 13 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 12 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Ciemny
Liczba postów: 52251
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.