Gdzie sięga horyzont

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.

Moderator: MG

Awatar użytkownika
Mork
Posty: 90
Rejestracja: 31 sty. 2013, 17:57
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2493

Gdzie sięga horyzont

26 lis. 2016, 15:55

Zaczynamy, kurtyna powoli się rozstępuje, muzyka zaczyna grać, aktorzy wchodzą na scenę, publika wstrzymuje oddech.


Obrazek

P

omost nad nieskończonością czystej przestrzeni. Czyste, błękitne niebo i moje emocje, kumulujące się wokół niczym stado ptaków, rozbrzmiewając w mej głowie tysiącami głosów. Personifikowane przez psa, wiecznie towarzyszące mi zwierzę, moje umysłowe odbicie, biegające teraz wokół i szczekające na rój nieustających myśli. Chwile kontemplacji nad nieskończonością i miałkością jakichkolwiek idei, spływających na nas poprzez kontemplację pytania, nad którym wiele siwych głów mogłoby głowić się eonami i dojść do naprawdę zaskakujących wyników, acz nigdy nie odpowiadając w pełni i rzetelnie. Pytania, dlaczego istniejemy. Podważenia podstawowej prawdy, jaką jest bytowanie i próba nadania mu celu. Gdybym tylko był kimkolwiek wyjątkowym, prawdopodobnie miałbym gdzieś na końcu języka pełno wyjaśnień, teorii, możliwości do rozważenia. Ale nie jestem, spisuję jedynie świat jaki widzę i czuję, oczekując nieuniknionego. Być może będzie to historia o tworzeniu się podwalin ideału, być może stanie się ona zaczątkiem iskry, która mogłaby coś zmienić. Nie uważam tak. Uważam, że jest to kolejna z moich opowieści, która Tobie, mój drogi czytelniku, przyniesie jedynie emocje i chwilę rozterki nad losami bohaterów. Sprawi, że zapłaczesz nad ich męstwem i zasmucisz się nad porażkami. Jednakże, co ja tam wiem, jestem tylko pisarzem, a tacy odgrywają zwykle najmniejszą rolę.

S

toję na deskach. Są zniszczone, a jednak właściwie nieużywane, ponieważ nikt nigdy nie czuje potrzeby podróżowania. Zresztą, dokąd? Wszystkie światy Oka zostały już odkryte, jedynie sam jego środek nadal pozostaje zagadką. Opieram się o jeden ze słupków, które mają oznaczać, że pomost się kończy. Czekam. Pies skacze wokół mieniąc się tysiącami barw, w szczególności zimnymi, oznaczającymi różne rodzaje strachu. Obserwuję go, ponieważ sam nigdy nie byłem zdolny czuć, zresztą jak każdy tutaj. Szybko nauczyliśmy się obserwować zachowania naszych wnętrz, wydzielane na zewnątrz, aby móc odgadywać co właściwie chce nam przekazać nasz umysł.

P

rzy przystani stoi statek. Wspaniały, nazywany przeze mnie Puchaczem, ponieważ nie dość, że wygląda jak sowa, to jego oczy widziały już niezliczone światy. Jego wspaniały kapitan, na którego czekam, nazywa się Nikt. Umówiliśmy się tutaj gdy przyjdzie czas. Myślę, że właśnie nadszedł, zobaczyłem to w psie. Spakowałem jedynie przybory do pisania, założyłem luźną, białą togę i ruszyłem, pozostawiając za sobą ogrom spraw miałkich, będących jedynie złudzeniem upływającego czasu. Nikt nie zauważy zniknięcia, wszyscy powrócą do stanu rzeczy, jaki oglądali każdego dnia, jedynie mnie w nim nie będzie. To ciężkie do wytłumaczenia, ale gdyby nie słowa spisane w książkach, nigdy nie wiedziałbym, że był ktoś wcześniej. Nigdy nie zauważyłbym, iż cokolwiek jest nie tak, czy, że ktoś znika. Cudowna sprawa, ta nasza pamięć. Jednego dnia sądzimy, że widzieliśmy już wszystko i rozumiemy wszystko, co dano nam do zrozumienia, następnego odkrywamy zapiski sprzed kilku lat, własne, skończone, o człowieku który wyruszył w podróż by już nigdy nie wrócić. Od tego czasu zawsze noszę ze sobą książkę, która przypomina mi o tym, co już było.

A

h tak, Puchacz, wspaniały i majestatyczny, oczekujący by ruszyć swe wielkie skrzydła i odlecieć daleko w przestrzeń, gdzie już nigdy nikt go nie zobaczy. Mam wrażenie, że to nasza ostatnia podróż. Nasza, moja i kapitana, a także mego drugiego kompana, Kreatora. Jeśli miałbym Ci ich opisać, mój drogi, musiałbym zabić wspaniałą zasadę dobrej historii, że to wyobraźnia czytającego powinna podpowiadać jak wygląda dany człowiek, nie zaś autor. Czym byłbym gdybym teraz napisał o sobie coś więcej, jak wyglądam, jaki mam zarost czy mimikę. Kimś innym, obcym. Nie mógłbyś uważać mnie za swe odbicie, ponieważ do Ciebie także zawołał zew Oka i kazał Ci iść, choćby na krańce istnienia. Nie mam żalu, że opuszczam to miejsce. To strach przed nieznanym, ciężkim do okiełznania w umyśle człowieczym, jest tym, co tak naprawdę kreuje aktualnie moją rzeczywistość. Oczekuję więc na mych kompanów ze strapioną miną, opierając się jedną ręką o drewniany słupek na przystani, drugą zaś przysłaniając lekko oczy, by lepiej dojrzeć nadchodzących.
Awatar użytkownika
Aleksis Bentrum
Posty: 1187
Rejestracja: 29 paź. 2011, 16:01
Lokalizacja postaci: Dwór Pomiędzy Spektrami
GG: 50433717
Karta Postaci: viewtopic.php?t=961

21 gru. 2016, 00:55

Obserwował port przez wiele dni.

Jeden ze statków wydawał się Heronowi istotny. Przeznaczeniem tego konkretnego wehikułu było opuszczenie przystani w celu udania się w długą podróż. Każdy kapitan, który zamierzał oddalić się od rubieży, obierając kurs ku centrum, stawał się wartościowy. Heron postanowił to wykorzystać.

Postać ukryta w kombinezonie oczekiwała dogodnej okazji wejścia na pokład maszyny. Gdy ostatni z pasażerów pokonał pomost łączący pojazd z lądem, parowy człowiek ruszył. Śpieszył się, każdy jego krok cechował się niezgrabnością. Spomiędzy szczelin mosiężnego pancerza wydobywał się gęsty dym. Gdzie parowy człowiek szedł, tam i kierowała się para. Mozolnie wirowała wokół niego, poruszana ociężałym chodem. Kładka prawie spadła, kiedy ciężki jak wór kamieni but uderzył o nią. Wytrzymała męki, zupełnie jak Heron - bo on cierpiał zawsze. W mękach wkroczył na pokład Puchacza, zupełnie ignorując pisarza. Nie był on istotny. Nic nie było istotne, oprócz maszyny zdolnej pokonywać bezkres powietrznej przestrzeni.

Heron, znajdując się w środku mechanicznej sowy, natychmiast rozpoczął poszukiwania maszynowni. Nie znał rozmieszczenia pomieszczeń, dlatego szukał na chybił trafił. Jeśli ktoś stanąłby mu na drodze, zostałby odepchnięty ręką.

Mężczyzna odnalazł maszynownię. Od razu zabrał się do pracy przebudzenia machiny - ptak o blaszanych skrzydłach musiał latać lepiej niż zwykle. Nieproszony gość rozpoczął przegląd silników. Jeżeli nie były one uruchomione, rozruszał je. Jeśli już działały, wtedy...

Wtedy ryknął. Jego krzyk brzmiał jak burza, jęki piorunów poniosły się po statku. Nagle emocje wypełniły wnętrze kombinezonu. Heron nie rozumiał żadnej z nich, lecz pozwolił im działać. Uczucia wypełniły go mocą tak gwałtowną, że para nabrała zielonej barwy. Nabrała życia.

Języki oparów, ożywione determinacją, powędrowały ku urządzeniom. Para poczęła wzmacniać ich działanie, ulepszać w celu zwiększania osiągów. Maszynownię ogarnęła mgła, otulając każde koło zębate, trybik, pompę. We mgle maszyny działały lepiej, jakby karmiły się energią zawartą w parze. Parowy człowiek docierał swą magią głęboko, penetrując otwór każdej rury, aby nakarmić Puchacza.

Awatar użytkownika
Mork
Posty: 90
Rejestracja: 31 sty. 2013, 17:57
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2493

21 gru. 2016, 03:11

Muzyka
Obrazek
O wspaniałości tworu zwanego mową przekonałem się dopiero w tym specyficznym momencie, gdy zabrakło mi jej dla opisania zjawiska, jakie postanowiło, nieoczekiwanie, nastąpić. Postaram się więc przybliżyć je, ku jak najlepszemu opisowi sytuacji, boję się jednakże, iż słowa w tym przypadku to stanowczo za mało. Mam więc jedynie nadzieję, że choć w najmniejszym stopniu oddam sytuację, w jakiej znaleźliśmy się chwilę po wyruszeniu z portu.

Otóż, do sterówki wdarł się nieoczekiwany gość. Wyglądał dość przeciętnie, acz było w nim coś niezwykłego, jak gdyby energia Oka postanowiła wyładowywać się wokół niego, tworząc wspaniałe konstrukty meteorologiczne, obecne realnie, a więc odczuwalne dla wszystkich zebranych. Nim zdążyłem zareagować, czy chociażby powiedzieć jedno słowo, Nikt i Kreator zdążyli już wykonać swoje ruchy. Patrzyłem się więc bezwiednie, jak jeden z Tytanów wybiega z pomieszczenia, zaś troje pozostałych przylega do mego przyjaciela, jak gdyby w pozycjach obronnych. Patrzyłem także na Ille, wspaniałą strzelbę, ładowną powoli przez mego drugiego kompana, grożącego tym samym nowo przybyłemu mężczyźnie. Począłem zastanawiać się, co mógłbym w tej kwestii odpowiedzieć, jak mógłbym zareagować, w końcu przede mną zaczynał toczyć się spór, być może wynikający z mizantropicznych przekonań naszego kapitana, być może ze zwykłego sporu charakterów wyrwanych z kontekstu, szukających ujścia, niczym skały dryfujące poprzez nicość, które uwielbiają się ze sobą zderzać, chociażby po to, by sprawdzić co będzie dalej. Pies przybrał teraz barwy czerwieni, zazwyczaj przeznaczone jedynie dla gniewu, tym razem jednak było to coś innego. Nie byłem w stanie pojąć tego zachowania, tak samo jak nie byłem w stanie wyklarować myśli. Pies zaś zaczął się przeobrażać, przybierając teraz formę lisa, węsząc i owijając mą nogę, jak gdybym chciał się schować, a jednak pozostawać na tyle na widoku, by obserwować rozwój sytuacji. Dziwnym trafem nie przeszkadzało mi to, zaś myśli piętrzyły się w głowie niczym śnieg, powoli zamrażając przepływ informacji i pozostawiając jedynie białą plamę. Udało mi się jedynie wydukać:
- Ale, ale...
Chwilę później odebrało mi mowę.

Puchacz nie był statkiem wyjątkowo szybkim, to wiedziałem na pewno. Prawdopodobnie dobrze manewrował pośród skał, nie był bowiem duży, zaś wydawał się zwrotny. Spodziewałem się po nim niczego więcej jak spokojnego lotu, wypełnionego przemykaniem poprzez kolejne światy, kierując się prosto na Oko, jak gdyby cały świat już nie istniał. W tym specyficznym momencie nie wyglądało to niczym mój opis. Niczym spiętrzone pokłady chmur burzowych, przesiąknięte magią i energią oka, wystrzeliliśmy jakoby piorun, pędząc szybciej, niżeli pozwalałaby na to jakakolwiek moja wiedza. Nim to nastąpiło, w pomieszczeniu począł zbierać się zielony dym, który zignorowałem, mając wrażenie, iż jest to naturalny stan bytowania nowego przybysza. Myliłem się. To coś, co pierwotnie wziąłem za nieszkodliwą eskalację emocji, wypełniło cały statek, wszelakie jego ściany, w jednej, krótkiej niczym mrugnięcie okiem, sekundzie. Anomalie, jakie nastąpiły potem, są już cięższe do opisania. Statek został naładowany energią tak potężną, iż wszelakie przyrządy sterownicze poczęły tworzyć własne wyładowania, niemożliwe w tym momencie do opanowania ani siłą woli, ani nawet dobrymi chęciami. Szyby, przez które wyglądaliśmy na drogę przed nami, poczęły trząść się, chwilę po tym pękły z głośnym trzaskiem. Pamiętam, że właśnie wtedy upadliśmy zgodnie na podłogę, starając się pochwycić czegokolwiek, co dałoby jakiekolwiek nadzieje na nie zostanie wessanym w przestrzeń. Oczywiście, przeżylibyśmy to, jednakże możliwość, iż statek popędziłby dalej, zaś my, niedoszli podróżnicy w stronę Oka, pozostalibyśmy w tyle. Jedynie Kreator, podtrzymywany przez nieme Tytany, pozostał na swoim miejscu.

Statek nie zamierzał się zatrzymać. Gorzej, postanowił, iż podrzucanie naszymi ciałami będzie adekwatne dla naszej sytuacji. Nim stało się to nie do wytrzymania, wszelakie wyładowania ustały. Cisza, jaka nastąpiła, wypełniła pomieszczenie. W drzwiach pojawił się Tytan, pchający przed sobą jegomościa, którego wcześniej widziałem wkraczającego na statek. Nie był nieprzytomny, tego mogłem być pewny. Silne dłonie stalowej machiny unieszkodliwiły jego ramiona, nie pozwalając mu chociażby skinąć. Włóczył przeto nogami, popychany, prawdopodobnie niezadowolony ze swego aktualnego stanu. Wparowali tak we dwoje, pośród resztek przedmiotów, jakie kierowane pędem pospadały ze ścian i półek. Uniosłem głowę, przeczesałem włosy, teraz wypełnione odłamkami szkła oraz drzazgami, następnie wstałem na nogi. Lis postanowił przybrać formę jaskółki, zasiadając na mym ramieniu. Była zielona, niczym mgła, która przed chwilą sprawiła nam tyle problemów. Odniosłem w tym momencie wrażenie, bardzo silne, że moje zmysły powoli odchodzą od realnego postrzegania, zaś wchodzą na tor nieznany mi wcześniej, jak gdyby Oko powoli je pochłaniało i nagabywało do zapadnięcia się weń. Nie byłem na to gotowy, odrzuciłem je, świadomie bądź nie, gdyż ptak przybrał na pozór normalne barwy, zostawiając jedynie oczy zielonymi, jak gdyby w hołdzie dla przeżytych chwilę przedtem sytuacji. Wiedziałem, że będę musiał wrócić potem do tej sytuacji, by nadać jej jakikolwiek sens.

Wracając jednakże ku sytuacji, postaram się jak najlepiej oddać jej szczegóły i rozmieszczenie, gdyż zdaje mi się to ważne. Nikt, będąc teraz pod ścianą skierowaną w stronę rufy, razem ze swym karabinem, powoli się podnosił. Nieznany towarzysz, który to wparował do sterówki chwilę przed anomalią, leżał na jej środku. W drzwiach stał drugi nieznajomy, podtrzymywany przez Tytana. Od strony sterburty siedział w swym fotelu Kreator, otoczony przez trzy pozostałe twory swych rąk. Ja zaś, trzymając się ściany bakburty, powoli dochodziłem do siebie. Najważniejszym jednakże faktem, jaki dla zaistniałej sytuacji miał znaczenie, była nasza odległość od oka. Jeszcze chwilę temu ledwo widoczne, dalekie, aktualnie, na me niewprawione w sztuce żeglarskiej oko, znajdywało się dziesięć mil przed nami. Powinienem raczej powiedzieć, że piętrzyło się, ponieważ była to ściana chmur, wyglądających niczym skały. Puchacz zaś, mimo swej chwilowej szybkości, praktycznie się nie poruszał. Czuć było jedynie delikatne powiewy, sugerujące, iż powoli jest ściągany ku Oku. Silniki jednakże, wcześniej słyszalne jedynie na granicy słuchu, aktualnie z pewnością nie pracowały.
Awatar użytkownika
Mork
Posty: 90
Rejestracja: 31 sty. 2013, 17:57
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2493

13 sty. 2017, 21:35

Muzyka
Obrazek
Gdyby dobrze zastanowić się nad zdarzeniami, które zaszły na statku, można by dojść do wniosku, że były jednym wielkim pasmem nieporozumień. Nasze silniki przestały działać, obecni jegomoście poczęli się kłócić, kapitan pobiegł sprawdzić co w maszynowni. Można powiedzieć, że na swój sposób byliśmy w impasie. Kreator uznał nowo przybyłych za niegroźnych, Nikt za poważne naruszenie jego woli, ja zaś siedziałem w tym wszystkim próbując jakkolwiek ustosunkować się do całej sytuacji.

Gdyby dobrze zastanowić się nad naszą pozycją, można by ją nazwać opłakaną. Powoli zbliżając się ku Oku Sztormu, nie mając ani zasilania ani przednich szyb, w statku wyglądającym niczym ruina. Posiadając dwóch niezapowiedzianych pasażerów, którzy mogli okazać się groźni. Nieznajomi, którzy wkroczyli na święty teren Nikta i mogą mieć złe zamiary.

Gdyby tylko było to ważne... a nie było. Nie w momencie, gdy dostrzegając powoli wyłaniające się spomiędzy chmur kształty, zrozumiałem, że moje zwierze nie zmieniło się w kraba pustelnika bez powodu, zaś jego niebieski kolor oznacza strach. Mogłem jedynie wybałuszać oczy i podziwiać majestat istoty, która powoli wynurzała się z otchłani, do której było nam tak spieszno. Gigantyczne macki, kilkudziesięciometrowe, czerwone niczym maki, powoli wijące się pomiędzy pobłyskami piorunów. Następnie cielsko, dużo większe niż nasz statek, zaopatrzone w dwoje paskudnych oczu, żółtych i przypominających bezdenne otchłanie. Nie jestem w stanie określić jak owe monstrum poruszało się pośród chmur, jednakże było jasne, iż zmierza prosto na nas, zaś my w jego objęcia. Bez działających silników, osamotnieni wśród pustki, powoli parliśmy w stronę bestyi, nie wiedząc nawet czym ona jest.

Zachowanie współtowarzyszy podróży sprzed chwili przestało mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie. Widziałem, jak monstrum zbliża się szybko i nieubłaganie. Zaledwie sekundy dzieliły nas od zwarcia, gdy gigantyczne macki zgniotą nas niczym kupkę liści i poślą na wiatr, pozostawiając już na zawsze bez ciał. Byty, dryfujące wśród losu, nie mogące nic poradzić ani nic zmienić. Czyta, przerażająca wizja życia w niebycie, oddzielonego od sprawczości i możliwości działania. Ostateczna porażka, której świadkami mieliśmy się stać.

Krzyknąłem jedynie - Nikt!
Awatar użytkownika
Vereomil
Posty: 352
Rejestracja: 13 gru. 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Targ
Discord: Vere#6712
GG: 46500292
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2524

21 sty. 2017, 13:42

Przerażenie doprowadziło do drastycznego spadku temperatury otoczenia, co zdecydowanie nie pomagało w budowaniu ciepłych i zdrowych relacji. Nie miało to też zbytniego znaczenia ze względu na wielkiego głowonoga kierującego się w stronę Puchacza. Prospektor nie miał także głowy do zwyczajowej imitacji zachowań będących reakcją na emocje i odczucia, które, niestety, nadal przejawiały się w formie niepokojących anomalii, których nie był w stanie powstrzymać. Było to niebywale irytujące, ale także niezbyt ważne ze względu na, jak już wcześniej pomyślał mężczyzna, wielkiego głowonoga kierującego się w stronę Puchacza. Niebywale irytujące... i równie fascynujące, choć niepokojące z taką samą siłą.

Pierwszym, co przyszło do głowy kenografowi, była analiza aparycji stwora - pomimo nienaturalnie i naturalistycznie wielkich rozmiarów, wyglądał nadzwyczaj prawdziwie. Za sprawą swych empirycznych badań był w stanie stwierdzić, że anomalie w swej specyfikacji zawierają akcent marzeń czy wyobrażeń, które nie zawsze pokrywają się z rzeczywistością. Tym akcentem właśnie mogłaby być już wcześniej zauważona ogromność, acz dla Prospektora był to argument możliwy, choć jeszcze niepotwierdzony - co za tym idzie, mężczyzna nie mógł z tego tytułu stwierdzić, czy stwór niechybnie zbliżający się do maszyny jest prawdziwy czy jedynie anomalny. Jego pozostałe cechy nie dawały żadnych oznak, jakoby ów głowonóg został stworzony siłą emocji i uczuć, co jedynie doprowadzało do jeszcze większej konsternacji, bo wydawał się aż za realny.

Kilkusekundowe zamyślenie spowodowało zbliżenie się głowonoga do statku podczas bezczynności Prospektora, co na pewno nie było niezbędne, choć nieuniknione. Przygotowania zakończyły się, nastąpił czas działania. Kenograf chciał znaleźć się w miejscu, gdzie jest bezpiecznie i nic się nie dzieje. Gdzie wszystkie niebezpieczeństwa są poza nim i się go nie imają. Chciał pozostać w oku cyklonu, nie zważając na otoczenie…

Nagle powietrze na pokładzie, zazwyczaj leniwie poruszające się to w tę, to w drugą stronę, stanęło w miejscu. Każdy usłyszany dźwięk stracił na swej mocy, stał się głuchy. Jednocześnie poza statkiem wiatr coraz silniej targał warstwami powietrza, poruszając się po okręgu. Stawiał niebywale twardą i ostrą ścianę. Ścianę specjalnie przygotowaną na zderzenie z monstrum.

Tymczasem mężczyzna nadal stał w bezruchu, chowając się za swoją skórą: traktując ją niczym twardą skorupę, która uchroni go przed nieprzyjemnościami… wszystkiego, co zdarzy się w ciągu kilku kolejnych chwil. I usilnie nie wierzył w istnienie monstrum.

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 15 użytkowników online: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 13 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Ropień, Sonneillon
Liczba postów: 51989
Liczba tematów: 2958
Liczba użytkowników: 1034
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: kika2121
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.