Zagadki fortów

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.
Awatar użytkownika
Urlos
Posty: 289
Rejestracja: 21 sie 2012, 20:51
Lokalizacja postaci:
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2165

Zagadki fortów

24 paź 2012, 19:12

ObrazekObrazekiasto śmierdziało miastem – nic nowego, jedni to kochali gdy inni nienawidzili. Nawet śnieg, który przykrył wszystko swoją białą peleryną nie był w stanie zahamować zapachów. Pod nogami przechodniów na ulicy, uciskana biel wydawała swoje skrzekliwe krzyki sprzeciwu wobec swojej sytuacji. Co jakiś czas ktoś się poślizgiwał na zmarzniętym kamieniu, kończąc z tyłkiem w białym puchu, zazwyczaj temu wydarzeniu towarzyszyły śmiechy dzieci gdzieś poukrywanych. Siedlisko miało swój urok, chociaż było stolicą krainy, miastem portowym i przepełnionym to niejednemu trubadurowi wyciskała łzy z oczu poruszając ich poetycką naturę.

Dokładnie za szesnaście dni miał się zacząć miesiąc mandragory. Miesiąc, który jako jedyny w roku sam tworzy własny okres – chaosu, na wsiach znany pod nazwą okresu strachu. Straż miejska zmieszana z najemnikami, z dodatkiem chłopów z okolic i innymi mężami zdolnymi unieść broń – służyła miastu. Warty na murach zmieniały się, a w koszarach odbywał się intensywny trening.
Oto był czas herosów, bohaterów, dowódców, władców, ale również tchórzy, złodziei, bandytów i dezerterów. Czas, w którym wszyscy stali razem nie mając innego wyjścia, niż ufać sobie nawzajem gdy nadejdzie pora.
Za szesnaście dni…

Obrazek
Obrazek sali panowała cisza. Odziany w czarny płaszcz mężczyzna stał pod ścianą spoglądając gdzieś za okno, spiczasty kapelusz na głowie niczym kartka na czole mówił – lubię magię. Na krześle niedaleko siedział człowiek z gładką i pięknie ogoloną twarzą, odziany skórzany strój o barwach ciemnozielonych i ciemnobrązowych. Niby się opierał i grzecznie czekał, chociaż jego wzrok co chwile wędrował na elfkę naprzeciwko. Ona, z długim brązowym lokiem opadającym na dekolt trzymała w ręku ziarenka, które chętnie zjadał ptak siedząc na jej barku – chyba jastrząb. Uśmiechała się do swego zwierzęcia, jednak milczała myślami zamknięta w swoim świecie.

Drzwi wyjściowe otworzyły się, wpuszczając do pomieszczenia kilkanaście płatków śniegu. Wszedł człowiek odziany w podszywany kożuch, dokoła siebie miał kilka tobołków. Twarz jego chociaż względnie atrakcyjna była roześmiana nadająca mu specyficznego uroku. Otrzepał się i chciał coś powiedzieć jednak drzwi naprzeciw niego otworzyły się, zza nich wyszedł mężczyzna w eleganckim stroju średniej wzrostu o wieku starczym.

– Władca Siedliska zaprasza do siebie. – powiedział kłaniając się i schodząc na bok w uprzejmym geście.

Wszyscy nagle wstali zarzucając na plecy cokolwiek ze sobą mieli, nowoprzybyły dołączył do grupy.
W nowym pokoju o kamiennych ścianach, z mnóstwem gobelinów i regałów z książkami najbardziej rzucało się w oczy duże biurko umieszczone na środku. Za nim był duży na całą ścianę, ewidentnie okratowany z zewnątrz witraż, który rozjaśniał całą salę przez swoje kolorowe szkła. Pomiędzy nim a biurkiem stał tęgi człowiek wysokiego wzrostu, na plecach zwisała peleryna zrobiona z jakiegoś bardzo futrzanego zwierza, a gdy się odwrócił okazało się, że ubrany był w wysłużoną zbroję, a w ręku trzymał duży miecz schowany w pochwie. Widać, że gdzieś się wybierał.

Witajcie moi najemnicy. – po sali rozległ się grzmiący głos, który jeśli byłby głośniejszy, z pewnością poruszyłby mury. – Jestem Drogdat, władca Siedliska. Nie mam za dużo czasu, więc nie dam wam ciepłego powitania i od razu przejdę do rzeczy. Fort Zachodni, macie się tam udać by dowiedzieć się dla mnie co się u licha na miejscu dzieje. Tydzień temu miał miejsce pożar – niby nic dziwnego w czasie takich chłodów. Ktoś po prostu mógł nieostrożnie rozpalić ognisko. Jednak budynek, który spłonął to koszary, zginęło przy tym kilku strażników, u których rozpoznano cięcia zanim ich zwłoki wrzucono do ognia. Miała miejsce również próba zabicia kowala najętego przez straż do produkcji zbroi i oręża, na szczęście nieudana. To ewidentnie nie jest przypadek, a ja chce się dowiedzieć kto za tym stoi. Musicie też ruszyć do fortu południowego i macie się upewnić, czy tam wszystko jest w porządku. Kiedy się dowiecie kto stoi za tymi zbrodniami macie się upewnić, że winowajca trafi przed obliczę straży, a jeśli będzie stawiać opór – musi zostać zgładzony. Oto list, który upoważnia czwórkę do śledztwa. Konie czekają na was w stajni przed bramą miasta. Jeśli macie coś do roboty, to pośpieszcie się i nie traćcie czasu. Droga jest łatwa, musicie tylko podążać traktem do fortu północnego, z niego na zachód i będziecie na miejscu. Żadnego wsparcia finansowego ode mnie nie otrzymacie, ale nagroda za wypełnienie zadania już na was czeka. Aha, na tym liście maja się pojawić podpisy i pieczęcie dowódców straży miejskich obu fortów, na dowód, że odwiedziliście te miejsca. To wszystko. Żegnam. – zarzucił miecz na bark po czym szybkim krokiem minął drużynę. Zanim opuścił budynek można było usłyszeć "Odprowadź gości do wyjścia." rzucone najpewniej do służby.

Zaraz po tym wszedł ten sam osobnik, który grupę zaprosił, lecz tym razem odprowadził ich na zewnątrz. Wszystkich czworo przywitało mocne, niczym z bicza uderzenie mroźnego wiatru po twarzach.

Awatar użytkownika
Aust
Posty: 144
Rejestracja: 10 paź 2012, 14:54
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35963#35963

24 paź 2012, 20:25

Zima, przeklął siarczyście na sam wydźwięk tego słowa. Zimno, ciemno i nie ma na co polować… no i było zimno, to było najgorsze. Przechadzając się udeptanymi ścieżkami stolicy, pocierał żwawo dłonie o siebie by odzyskać czucie w palcach. Z jego ust wydobywała się strużka pary, leniwie opadająca w rytm unoszącej się klatki piersiowej. Przyśpieszył, od dawna nie miał zlecenia, a to mogła być ostatnia szansa na zarobek przed… tu splunął siarczyście, miesiącem mandragory. Znowu bestie wyjdą z lasu, a wolałby uniknąć babrania się w tym bagnie po raz drugi. Modlił się by zlecenie poszło szybko i sprawnie, im więcej o tym jednak myślał tym większe wątpliwości męczyły jego umysł.
Kamień spadł mu z serca, gdy zobaczył zarys budynku. Z torby wyjął zniekształcony przez wilgoć w powietrzu kawałek papieru, który znalazł na tablicy ogłoszeń. Wielki władca Siedliska już na niego czekał, chciał zobaczyć skubańca, pan majestat który dzierżył moc nad wszystkimi fortami. Miał chłop jaja, Tire Nel już długo utrzymała swoją suwerenność, Iwan na chłopski rozum, który się w tajniki polityki nie mieszał uważał że i tak Myrwen sięgnie po nich swoje wielkie łapska. Z rozmyślań wyrwało go ciepło bijące od drzwi.
Odetchnął z wyraźną ulgą, zdjął szybkim ruchem kaptur z głowy. Prawą ręką "przeczesał" włosy, trzeba było zrobić dobre wrażenie. Uradowany i roześmiany sięgnął po klamkę. Obejrzał badawczo towarzystwo, powoli liczył na ile głów będzie trzeba nagrodę dzielić. Zawsze jednak mógł się zdarzyć wypadek, ktoś by mógł zachorować, zamarznąć lub po prostu niefortunnie spaść z urwiska. Nie mógł jednak planować morderstw, mając delikatne wyrzuty sumienia chciał się wreszcie przedstawić lecz powstrzymał go ruch tuż za nim.
Grzecznie podążył za resztą, jako osoba sprytna umieścił się tuż za elfką, której drzwi podtrzymał, a przed wypucowanymi jegomościem. Tego z zapaleniem spojówek wolał unikać, jeszcze się czymś zarazi. Podróż była przyjemna, podziwiał krągłości kobietki, płeć piękna zawsze się przydaje na takich przygodach.
Gdy wreszcie dotarli na miejsce z trudem powstrzymał się od komentarza, ich pan i władca, jakiś wybitnie piękny nie był. Wsłuchał się, im więcej informacji, tym bardziej jego samopoczucie rosło. Czyżby wilkołaki bawiły się w dywersje? Bawiła go ta myśl, jego twarz jednak ukazywała tylko delikatny uśmieszek. Coś mu dzisiaj za bardzo humor dopisywał.
Szybkim gestem zgarnął list, hah teraz to muszą na niego poczekać bo bez listu nic nie zrobią, dobry argument. Zadowolony z siebie, pożegnał się kulturalnie kiwając głową, rzecz jasna było to naszpikowane ironią ale cóż, nie mógł się powstrzymać. Obrócił się na pięcie i migiem zniknął ruszając po swojego konia. Zmrużył oczy gdy powietrze zaatakowało jego twarz, czekała ich długa podróż.
Zaczął zapinać torby do siodła. Ogier nie był zadowolony, widać to było w jego wzroku, jakby chciał jeźdźca zamordować. Zgodnie z etykietą, której zasad mógł się tylko domyśleć, zaczekał na braci i… siostrę podróży. Gadka jako tako nie szła, więc wyjął skórzaną manierkę i kierując ją w stronę mężczyzn. Głupio uśmiechając się podał ją chętnemu
Ktoś gorzałki by chciał? Prowiant świeży, załatwiałem w stolicy jeszcze, ileż to rzeczy można dostać jak się dobrze rozejrzeć, tylko cholernie mocna.
Grymas wzmógł jego twarzą gdy płyn dotknął warg, miło zapiekło go gardło, idealne by rozgrzać struny głosowe, jak wiadomo alkohol najprawdziwsze przyjaźnie tworzy!
- Iwan jestem…
Dodał już bardziej pod nosem, szczerząc się upierdliwie. Czekała ich długa podróż, to nie wypada by tak bezosobowa się zwracać. Miał nadzieje, że towarzystwo nie będzie sztywne, nie ma nic gorszego jak podróż z chędożonymi szlachciczkami.
Awatar użytkownika
Infia
Posty: 122
Rejestracja: 18 sie 2012, 03:30
GG: 2608032
Karta Postaci: viewtopic.php?p=33157#33157

25 paź 2012, 16:15

Kobieta średnio lubiła przebywać w mieście – przede wszystkim dlatego, że to właśnie nie tam się wychowała. Zarówno ciepłe lata jak i mroźne zimy przeżyła w lesie, na łonie natury wraz z grupką swoich powiedzmy… pobratymców. Mimo, że nie zawsze było to łatwe – przynosiło jej wewnętrzną swobodę i wolność. Była szczęśliwa na tyle, że wcale nie rozstałaby się z takim trybem życiem na rzecz życia miastowego. Mieszkanie na wsi byłoby jeszcze całkiem miłą odmianą, ale w mieście? Ciągle przytłoczonym, hałaśliwym, niewdzięcznym mieście? O nie! Trzeba było jednak przyznać, że życie w mieście miało jednak swoją dobrą stronę – było znacznie łatwiejsze. No a przynajmniej – cieplejsze, w te często długotrwałe, zimowe mrozy…
Bądź co bądź, przez ostatnie lata zdarzało jej się wiele razy odwiedzić Siedlisko – z przyczyn ważniejszych, jak i tych mniej. Mimo, że nie była jakąś zwolenniczką pieniądza, zapewniał on jej – i w sumie nie tylko jej, szanse na lepsze życie. Sama sprzedaż zwierzęcych skór nie zawsze jej wystarczała – zwłaszcza w tak trudnym okresie, jakim była zima. Jednak czy to był główny powód, dla którego się tu znalazła? Przede wszystkim miała pojęcie, że wkrótce rozpocznie się niechętnie oczekiwany przez większość czas – miesiąc mandragory. A w tym okresie jak wiadomo… było jeszcze ciężej o zwierzynę. Tak więc w sumie każdy pieniądz by się przydał. No i oczywiście satysfakcja, ze spełnienia dobrego uczynku.
Enlaye bez wyrażania żadnych głębszych emocji przyglądała się najemnikom na zmianę z karmieniem swojego jastrzębia, który chętnie pałaszował drobne ziarenka. Pierwszy z nich wyglądem przypominał jakiegoś maga czy czarownika – podejrzeń takich nabrała po charakterystycznym płaszczu z wysokim kołnierzem, a szczególnie – po szpiczastym kapeluszu. Szczerze jednak wątpiła, że akurat znałby się na tym, na czym jej bardzo zależało. Ten drugi, na przeciwko niej wyglądał już bardziej normalnie, chociaż jej elfie oczy potrafiły dostrzec, gdzie sięga jego wzrok. Po chwili wszedł kolejny – ostatni już najemnik. Swoim wyglądem w sumie niczym nie różnił się od jakiegoś chłopa, jednak był czymś wyraźnie rozbawiony – a jak nie rozbawiony, to przynajmniej wyglądało na to, że był w dobrym humorze. A to był już plus.
Nagle została pośrednio zaproszona do innego miejsca, w którym podobno czekał zleceniodawca. Zarzuciła swój łuk na ramię i wraz z grupką osób wkroczyła do pokoju, który był o wiele przytulniejszy niż poprzedni. Jej jastrząb był zadowolony po przekąsce jaką mu wcześniej zaoferowała – ciągle siedział na jej ramieniu, lekko wymachując skrzydłami. Kobietę nieco zdziwiło zachowanie ptaszyka, które przeważnie zachowywało się jak niecierpliwy, niesforny potwór. Była pewna jednak, że prędzej czy później walka z jego bezczelnym zachowaniem nadejdzie.
Po wysłuchaniu tego, co ma do powiedzenia Drogdat, zmrużyła oczy i podążyła powoli w stronę wyjścia, tuż za Iwanem. Nie była zadowolona z takiego przebiegu sytuacji – zresztą, dlaczego miałaby być, skoro zginęły niewinne istoty, w dodatku jak można było się spodziewać – to nie koniec. Jeżeli niczego nie zrobią, prawdopodobnie może być gorzej. Tylko gorzej.
Kiedy mieli iść do stajni, kobieta musiała zrobić pewną rzecz. Wzięła swojego towarzysza na rękę i wypuściła, by ten w żadnym wypadku nie zbliżał się do spokojnych, a przynajmniej do takich miała nadzieję – koni. Wiedziała jak to wyglądać może w przeciwnym razie.
Jakie piękne zwierzęta. – pomyślała, spoglądając urokliwie na konie. Każdy z nich był zadbany, wyglądał majestatycznie i zdrowo. Były co prawda trochę wysokie, ale to raczej nie był zbyt duży problem. Podeszła do jednego z nich i finezyjnie poklepała go po szyi, a następnie wtuliła się w nią delikatnie policzkiem. Czuła jego oddech i puls. Wyczuwała spokój. Zupełne przeciwieństwo jej jastrzębia. Bądź co bądź, nie miała zamiaru wsiadać pierwsza – mimo długiego życia wśród natury, na koniu jechała w sumie… w sumie to nie jechała nigdy. Wolała zobaczyć jak dosiada go jakiś facet – choćby ten od gorzałki. Bo o pomoc to właściwie wstydziła się zapytać. Zresztą, była ona dość mało rozmowna. Przynajmniej, na razie.
Awatar użytkownika
Hevan
Posty: 244
Rejestracja: 16 paź 2011, 19:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=899&highlight=hevan

25 paź 2012, 17:50

Mroźna zima dawał się we znaki mieszkańcom miasta. Można było to poznać po ich niezadowolonych, zawstydzonych minach, gdy lądowali na bruku ślizgając się na zamarzniętej zawartości rynsztoków. Dzieci zaś miały mnóstwo zabawy, lepiąc dziwne śniegowe stworzenia i obrzucając przechodniów śnieżkami. Fanatycy mocnych i mocniejszych trunków gnieździli się w gospodach, wśród krzyków wychylając kolejne kufle, i tocząc dysputy nad tym, co miało przyjść już za kilkanaście dni. Miesiąc Mandragory. Rozmowy na ten temat można było usłyszeć wszędzie, lecz przyciszonym głosem, jakby ludzie bali się wymówić to na głos. I mimo pięknej, zimowej scenerii, w powietrzu wisiała niema groźba.
Gabriel jakoś nie szczególnie się tym przejmował. Tu, za murami miasta było względnie bezpiecznie, więc nie będzie musiał się martwić o swoją rodzinę. W końcu są w stolicy, w Siedlisku! W tym kraju nie było bezpieczniejszego miejsca. Łowca poprawił płaszcz, ułożył wygodniej łuk i ruszył w dalszą drogę. Jego celem był pałac, komnaty władcy Siedliska. Ponoć ten człowiek miał jakąś dobrze płatną misję dla śmiałków, a Gabrielowi nie brakowało odwagi. Ale jego nie obchodziły pieniądze, ciężko pracował przez cały rok, na dodatek jego rodzinie również dobrze się powodziło– jemu chodziło o polowanie. Wreszcie miał powód żeby wyruszyć w podróż, zobaczyć kawałek kraju, zapolować na bestie o których nawet nie słyszał, miał też cichą nadzieję przywieźć do domu jakieś niezwykłe trofeum– to jest właśnie kwintesencja życia łowcy!
Kilka chwil później siedział już przy stole, obserwując grupę przybyszów którzy chyba mieli być jego towarzyszami. Barczysty drab, o wzroku kamiennego posągu, z twarzą pooraną jak pole na wiosnę. Weselszy z wyglądu jegomość, przypominający trochę bajkowego maga, w śmiesznym kapeluszu. A przed Gabrielem siedziała filigranowa elfka, o delikatnej twarzy i z wielkim ptakiem na ramieniu. Nie wypadało się na nikogo gapić, ale Gabriel nie mógł się nadziwić temu widokowi– jastrząb, lub coś co wyglądało jak jastrząb, jedzący ziarna! Czegoś takiego jeszcze nie spotkał. Zawsze sądził że jastrzębie żywią się mięsem, małymi gryzoniami a czasem nawet ssakami. Z takim ewenementem spotkał się po raz pierwszy.
…dca Siedliska zaprasza was do Siebie- wyrwało z bardzo zajmującej kontemplacji dziewczęcego ptaka. Zanim się obejrzał wszyscy już ruszyli do wejścia, zostawiając go w tyle. Złapał swój Łuk i skoczył za nimi.
Za wielkim biurkiem stał nie mniejszy mężczyzna, o dostojnym i władczym wyglądzie. A więc to jest Drogad, Pan i władca Siedliska, wielki wojownik i takie tam. Fakt, ten koleś robił wrażenie, i to nie byle jakie. Zaczął im mówić o ich misji… pożar, zabójstwa. Wyglądało na robotę człowieka, albo jakiegoś humanoidalnego stworzenia. Nie wszystko może od tak wejść do koszar, zrobić rozróbę i podpalić budynek. Czyli nie smok, ani wiwerna, żywiołaki też odpadają, wszytko co większe i świecące szybko zwróciło by na siebie uwagę. Lykantrop? Może. Bezsensu byłoby pytać Drogada, sam nic na ten temat nie wiedział. Był to jednak temat do rozmyślania na podróż.
Pan i Władca minął ich szybkim krokiem, zabawny mag zwinął list, wszyscy ruszyli do wyjścia. Na zewnątrz przywitał ich podmuch zimnego powietrza, tym bardziej nie przyjemny że właśnie wyszli z cieplutkiej komnaty. Cała czwórka w ciszy skierowała się w stronę stajni, skąd mieli wyruszyć na ich misję, jako że nikt nie zgłosił chęci oddalenia się w celu załatwienia spraw osobistych. To dobrze– przynajmniej nie tracili więcej czasu.
Gabriel znał się słabo na koniach, liczył bardziej na intuicje. Wybrał ciemnobrązowe zwierze o silnych nogach, z wesołym pyskiem, jeżeli to w ogóle u koni możliwe. Bestia wydała mu się sympatyczna, trochę podobna do tamtego jednorożca…
Gdy już zaczynał pakować się na swój środek transportu, usłyszał za plecami jak jeden z towarzyszy zaczyna rozmowę. Doskonale! Mu cisza nieszczególnie przeszkadzała, ale dla innych była krępująca. Gabriel zaś wolał, żeby podróż przebiegała w dobrym nastroju.
Podszedł do towarzysza o imieniu Iwan, wziął od niego pojemnik z alkoholem i pociągnął konkretny łyk. I mimo że bardzo chciał, starał się jak nigdy, nie udało mu się powstrzymać przemożnej chęci wykręcenia twarzy przez palący jak żywy ogień płyn. Przynajmniej nie odkaszlnął.
Oddał pojemnik z powrotem właścicielowi, odzywając się pierwszy raz.
Jestem Gabriel. Chędogi ten trunek, bimbrownicy w stolicy zawsze znali się na rzeczy. Lecz teraz proponuję ładować się na konie i wyruszać. W zimę dni są krótkie, a wolałbym robić jak najmniej nocnych postoi kilkanaście dni przed miesiącem Mandragory.
Awatar użytkownika
Urlos
Posty: 289
Rejestracja: 21 sie 2012, 20:51
Lokalizacja postaci:
GG: 8392405
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2165

25 paź 2012, 19:21

Czarodziej, którego lekko przymrużone czerwone oczy uważnie śledziły każdy krok na zewnątrz, splótł dłonie za plecami. Wpatrywał się w życie miasta, jakby próbował odgadnąć jego sekrety. Tuż przed zaproszeniem odwrócił się, również zwrócił uwagę na jastrzębia który jadł ziarna – faktycznie niecodzienny widok. Jednak logiczne, że drapieżniki karmione głównie karmą są miej skłonne do atakowania swych właścicieli, nawet gdy poczują się przez nich zagrożone, no chyba że coś ewidentnie im nie pasuje. Tak naprawdę, dopóki Drogdat tego nie powiedział, nikt nie mógł być pewien, że ludzie siedzący obok stworzą za chwilę drużynę.
Gdy służący otworzył drzwi, wszyscy wstali, a mag spokojnym krokiem ruszył za zaproszeniem do środka – milczał. Gdy władca Siedliska przedstawiał szczegóły misji charakternik tylko wydał cichy pomruk sugerujący zastanowienie. Najwyraźniej każdy miał swoje wyjaśnienie tych dziwnych zdarzeń, aczkolwiek nikt nic nie powiedział. Szczerzymorda zabrał list, w sumie nikomu to nie przeszkadzało – dobrze, że znalazł się jeden ochoczy, który dba o formalności. Kiedy ruszyli na zewnątrz, uderzenie wiatru podwiało rondo jego kapelusza odsłaniając jego twarz, ale chyba nikt na to nie zwrócił uwagi. Ruszył w stronę bram.
Siedlisko nie było dużym miastem, Tire Nel, Myrwen i inne krainy południowego brzegu kontynentu nie budowały dużych miast z oczywistego powodu – im większe miast, tym trudniej je obronić. A tutaj rok w rok miesiąc mandragory, niczym najgorszy koszmar nikomu nie schodził z myśli, prześladował wszystkich w dzień i nocy. Jeśli po drodze coś pójdzie nie tak, a oni za szesnaście dni utkną w polu, czy na wsi – zginą marnie, każdy to wiedział, dlatego na misję zgłosiło się tylko cztery osoby. Miesiąc żniw…
Zbliżył się do konia, dłonią pogłaskał go po sierści gdy stajenni siodłali zwierzę. Wsiadł na nie i ruszył za drużyną. Iwan, jak się okazało, zaczął rozmowę, Gabriel rozwinął. Czarownik wziął gorzałkę i wziął pełnego łyka prosto do gardła, lekko przekrzywił głowę w odpowiedzi na ognistość alkoholu, twardy musiał być, albo doświadczony. Ale i tak jeszcze nie znalazł się taki, co by ćwiartkę Mocnej Siedliskówki haustem wziął do mordy i stał na nogach.
Altaris… – rzekł przedstawiając się. Ewidentnie coś mu zaprzątało głowę i nie był skory do rozmów. Aczkolwiek to, że cokolwiek powiedział można było odebrać jako znak, iż jest za tym, aby podróż nie mijała w ciszy.
Ledwo ruszyli za bramy, a trzęsący się z zimna strażnik, okryty grubym płaszczem rzekł:
A, w-w-wyście zap-p-pewne drużyna władcy. C-cóż, ruszajcie t-t-tym t-t-traktem na północ i p-p-pośpieszcie k-konie, WA MAĆ! – wrzasnął wzbudzając u wszystkich konsternacje. Chłop najwyraźniej miał szczerze dosyć tego zimna, które nie pozwalało mu nawet normalnie mówić.
Pośpieszcie konie. – kontynuował. – Dzień krótki, a za pięćdziesiąt wielokroków znajdziecie wioskę, tam jest karczma. Radzę się zatrzymać i przenocować do rana. Jeśli będziecie się ociągać, to przez noc będziecie musieli jechać. Żniwa tuż tuż, a psiesyny późną porą już swoich zwiadowców posyłają, więc strzeżcie się. Szkoda by było, gdybyście pierwszej nocy już pozdychali, nie? – skończył niezbyt optymistycznym akcentem i zarzucił kaptur na głowę. Odwrócił się, klnąc pod nosem oddalił się, a głośniej stukał zębami niż chodził.
Drużyna za radą przyśpieszyła koni. To była okazja by nieco lepiej się zapoznać, bogowie jedyni wiedzą co będzie jutro, a lepiej wiedzieć kto jest od czego i komu można ufać, a komu nie. Oczywiście Altarisa nie trzeba było pytać o profesję, ale on sam milczał, no i czy można było mu ufać?

Piędździesiąt wielokroków to mniej więcej 40 kilometrów.
Awatar użytkownika
Altaris
Posty: 138
Rejestracja: 07 paź 2012, 13:30
GG: 2047632
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35667#35667

25 paź 2012, 21:13

Wiele myśli zaprzątało jego głowę, gdy wsłuchiwał się w ten sam, monotonny rytm stukotu kopyt o zmarzłą, twardą ziemię. Jedynym urozmaiceniem była zmiana tego odgłosu, gdy wjeżdżali w głębszy śnieg, który przykrywał ziemię i błoto, przeraźliwie trzeszcząc co chwila. Altaris z jednej strony cieszył się, że opuścili Siedlisko – to miejsce było dla niego zbyt brutalne, obskurne i nietaktowne. Miasto pełne brudu, smrodu i prawdopodobnie śmierci i nędzy, poukrywanej sprzed oczu ważniejszych gości tego miasta. Z drugiej zaś strony nie znał innego życia, niż sypianie w ciepłym, karczemnym łożu z pełnym brzuchem, głową lekko oszołomioną trunkami i ciepłą niewiastą tuż obok. Na wspomnienie o jego ostatnich kontaktach z kobietami uśmiechnął się lekko pod kapeluszem, przelotnie przeczesując horyzont, zatrzymując się dłuższą chwilę na elfce, nie zważając na to, czy ta zwraca na niego uwagę, czy nie – po prostu się uśmiechnął. Jako dumny przedstawiciel i spadkobierca wygaszającego rodu arystokracji musiał być dumny, szlachetny, odważny i onieśmielający, chociaż w tych warunkach było to strasznie trudne. Nie przywykł do zimy, do brutalnych walk z dzikimi bestiami i łatwych, mało inteligentnych i ładnych dziewek z Siedliska. Wolał by stoczyć jakiś pojedynek magiczny lub rozwiązać łamigłówkę, niż gdzieś po lasach ganiać za wilkołakami i podejrzanymi zabójcami żołnierzy.

Sam fakt tej zagadki pogrążył go w głębokiej konsternacji, co dało się zauważyć po prawie, że nieruchomej postawie i po oczach wpatrzonych gdzieś w bielutką dal, która rozpostarła się przed nimi parę chwil wcześniej, po minięciu bramy, gdy młody Abalon rzucił strażnikowi jakieś pocieszające podziękowanie. Przez chwilę rozważał wykorzystanie magii do pomocy mężczyźnie z temperaturą, ale rozmyślił się, nie chcąc tracić energii na i tak nieznanego mu człowieka. Zawadiacko podniósł lekko kapelusz, rozświetlając swoje oblicze dziennym światłem, przy okazji niezbyt wesoło, aczkolwiek pokrzepiająco gwiżdżąc. Kolejny łyk gorzałki, przytroczonej na wierzchu do bagaży rozpalił go od środka, dodając znacznej otuchy. Cieszył się, że ma jakichkolwiek towarzyszy w tym smutnym i opuszczonym kraju, którego nazwy nawet nie znał. Będę miał kogoś, kto wykona fizyczną i brudną robotę… Ah! Jak wspaniale być magiem! Szczerze, to nie mogę doczekać się tego śledztwa, chociaż to pewnie nic nadzwyczajnego. I ten cały "miesiąc mandragory". Nigdy wcześniej o nim nie słyszałem, a jak na razie nie mogę sobie przypomnieć, czy w którejś z ksiąg było coś o takim zachowaniu wilkołaków… Owszem, zdarzało się spotkać bestię mniej lub bardziej rozumną lub agresywną, lecz masowe migracje i ataki? Za tym musi stać ktoś bardziej inteligentny i wyżej postawiony w hierarchii… Właśnie, hierarchii czego? Hierarchii kogo? Wilkołaków? Na pewno to ktoś magicznie uzdolniony. Mam nadzieję, że moja Czarna Magia wystarczy, by poradzić sobie z tym wyzwaniem.
Karczma… Pięćdziesiąt wielokroków. To nie może być tak daleko… – rzucił jakby do siebie, ale na tyle głośno, by inni go usłyszeli. W zasadzie to musiała być po drodze inna karczma. Co to za kraj, gdzie trzeba cały dzień wędrować, by znaleźć karczmę. Krainy południa są dziwne. Zupełnie inne niż daleka, łagodna północ, na której się wychowałem. Ale tutaj przynajmniej nie znajdzie mnie wuj.
Awatar użytkownika
Aust
Posty: 144
Rejestracja: 10 paź 2012, 14:54
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35963#35963

26 paź 2012, 20:06

Szczęście, miał go wiele przekonał się o tym gdy napitek palił gardła dwóch braci w podróży, jechanie z abstynenckimi świętoszkami, nic gorszego chyba nie ma. Uśmiechał się delikatnie gdy Gabriel rozwinął rozmówki, reszta cichosza siedziała nie szczególnie pchając się w nowe znajomości, Cóż, ich wybór, zmarszczył czoło i spojrzał na elfkę. No cóż, wiadomo że kobiety emocjonalne są, ale by od razu konia obwąchiwać? Nie wiedząc co robić i widząc brak reakcji kobieciny wyszedł przed szereg oferując pomoc.
- Ja…- tutaj był mały problem bo nieznajoma swego miana nie wyjawiła, musiał improwizować, bladego pojęcia nie miał czy to zamężna, szlachcianka czy chłopka zwykła- panno, Cię podsadzę nie wypada byś tak sama na tego wielkiego rumaka się wspinała, panienka pozwoli, naprawdę, wdzięczny będę za taki zaszczyt– wymusił na niej zgodę swoimi jakże gorącymi prośbami. Rzecz jasna by kogoś na siodło wsadzić, to trzeba nieco po dotykać się nawzajem, nie każdy osobnik płci żeńskiej to lubił, choć Iwan oporów by nie miał, a nawet by się chłopina uśmiechnął. Tak więc nie ważne czy dostał w twarz z liścia od ślicznotki, czy też ta przyjęła jego ciepły gest ruszył.
Jego koń znajdował się nieco dalej od pozostałych. Widać, że różnił się od dostojnych koni szlachciury ale mu ufał. Po co mu rumak o lśniącej sierści, jak ma swego ogiera co przeżył z nim nie jedną przygodę?
Nareszcie, gdy już wszystko było gotowe mogli jechać. Wielka czwórka przyszłych bohaterów stolicy, ciekawa mieszanka towarzyszka. Powoli dotarli do bram miasta, ach trzeba było się pożegnać ze słodkim zapachem cywilizacji, zmieszanej z resztkami obiadu miejscowego rybaka i dziwnymi substancjami z miejscowego domu uciech.
Westchnął ironicznie, prawie zagapił się i nie staranował strażnika. Złośliwość chłopa nie pozwoliła się nie cieszyć swoim ciepłym kubrakiem. Jak on mrozów nienawidził, teraz zima i tylko gorzej będzie. Popędził konia, nie czekając na resztę i tworząc przód kolumny. Karczma, ciepłe łoże i półki pełne trunków, od razu z nową motywacją chciał się tam dostać.
Stuk, stuk
Końskie kopyta obijały się od nielicznych kamieni. Był ciekaw jak sobie radzi drużyna, od prawie się w siodle urodził, więc noc mu straszna nie była. Pięćdziesiąt wielkroków, sporawo jak na miejscową karczmę. Ufając jednak w pełni żołnierzykowi przed bramą udał się właśnie w tym kierunku.
Chciał nieco towarzystwo rozgadać, toteż myślał bite pięćdziesiąt kroków by znaleźć temat neutralny.
- Emmm, ten tego ładną pogodę mamy, chociaż śnieg nie pada - tutaj nastąpiła nieco niezręczna mina– Skąd jesteście, hem, ja to obieżyświat?
Dumny ze swojego jakże rozbudowanego zdania, wpadł na genialny pomysł! Co lepiej może scalić grupę niż rywalizacja? Ano więc ruszył galopem krzycząc do pozostałych, choć swój wzrok skupił na Gabrielu, bo ten najlepiej się w siodle trzymał.
- Kto ostatni przy bliźniaczym drzewie– a na końcu horyzontu widać były piękne dwie splecione wierzby– Ten… stawia wszystkim kolejkę w najbliższej karczmie!
Dziecinne? Tak, ale czy na pewno głupie śmiech to zdrowie, czemu by nie połączyć zabawy z pożytkiem? I tak musieli ruszyć pędem do pierwszej oznaki świata rozumnego, czemu mieli być śmiertelnie poważni, w końcu to zwykłe śledztwo, prawda?
Awatar użytkownika
Infia
Posty: 122
Rejestracja: 18 sie 2012, 03:30
GG: 2608032
Karta Postaci: viewtopic.php?p=33157#33157

27 paź 2012, 02:44

Kobieta jak na razie była jedyną osobą z grupy, która nie podała swojego imienia. Iwan, Gabriel i Altaris – pomyślała, wyliczając ich imiona. Jak widać faceci szybciej potrafili się zasymilować. Ech… – cóż, elfka rzadko kiedy przebywała w tak rozluźnionym otoczeniu. To, że wychowała się w wyjątkowo poważnym towarzystwie, zostawiło jak widać pewną bliznę psychologiczną.
Nagle, jeden z nich – ten z prawdopodobnie najbardziej rozwiniętym poczuciem humoru, podszedł do niej, tym samym proponując jej pomoc z wejściem na konia.
Znaczy, ja wiem… ale ja sobie pora… – odpowiedziała nieco zdenerwowanym głosem. Jednak nawet nie mogła dokończyć zdania, kiedy Iwan chwycił jedną ręką dolną część jej skórzanego buta, drugą zaś przyłożył do dolnej części uda, a następnie przy jej pomocy, podnosił kobietę delikatnie w górę. Oczywiście, dość niewielka, choć niemiligramowa postawa elfki i wykonywane przez nią ruchy również miały ułatwić cały ten zabieg. Prawa ręka mężczyzny oczywiście ześlizgnęła się nieco z planowanego toru, toteż pofrunęła nieco za bardzo w górę, kończąc przygodę na zgrabnych pośladkach kobiety.
Dziękuje Iwanie… miło z twojej strony. – podziękowała mu znacznie spokojniejszym niż wcześniej głosem, nawet nie myśląc o tym, że mężczyzna mógł sobie chcieć jedynie pomacać jej tyłeczek. Trzeba było przyznać jednak, że rzeczywiście jego reakcja bardzo jej pomogła. Sama może nie tyle co nie byłaby wejść na konia, ale mogłoby to wyglądać dość ślamazarnie.
Możecie mi mówić Enlaye. – dodała, tym razem trochę głośniej, by usłyszała ją reszta drużyny. Można powiedzieć, że czyn Iwana uznała za jako taki czas na asymilację z resztą grupy.
Kiedy kobieta już się przedstawiła, można było powiedzieć, że w tak krótkim okresie czasu, każdy był każdemu tak samo znany. No, jak się okazało – prawie każdy…
Ach, jest jeszcze ktoś. – wygodnie rozsiadłszy się na koniu gwizdnęła, przywoławszy do siebie swojego jastrzębia, który szybko i finezyjnie wleciał do stajni, a następnie usiadł na swoim ukochanym miejscu – ramieniu elfki, które ta wcześniej specjalnie dla niego wyciągnęła. Enlaye obawiała się przez chwilę reakcji koni, ale jak widać – niepotrzebnie. Wszystko poszło zgodnie z planem.
To jest Inez, mój jastrząb. – kobieta wskazała na niego dłonią, uczuciowo głaszcząc po główce. Inez w tym momencie natomiast głupkowato patrzył się na konia swojej pani. Po chwili zaczął lekko trzepotać skrzydłami, jakby uciskała go jakaś para niewidzialnych, ciągle zaciskających się stalowych linek. Jedna, dwie… trzy sekundy później przestał, spokojnie złożył skrzydła i przesunął się nieco bliżej głowy elfki. Samym wyglądem przypominał nieprzeciętnego jastrzębia – miał brązowe oczy, których spojrzenie było zdecydowanym przeciwieństwem spojrzenia mądrych oczów większości sów. Tego samego koloru miał zresztą również upierzenie. Był również nieznacznie mniejszy od swoich pobratymców, jednak bez problemu dorównywał im szybkością.
Jest trochę nierozgarnięty, ale będzie nam towarzyszyć. – uśmiechnęła się uroczo, starając się zapomnieć o raczej aspołecznych nawykach wpajanych jej w przeszłości.
Ruszyła za Iwanem, który widocznie prowadził grupę do bramy. Ten koleś jest rzeczywiście pełen temperamentu. – pomyślała, starając się najlepiej jak mogła prowadzić swojego konia. Przy bramie miasta spotkała strażnika, którego widywała już parę razy, gdy udawała się do miasta w celach zarobkowych. Pierwszy raz jednak widziała, że aż tak na warcie dokuczał mu mróz. Bądź co bądź jednak – tej zimy rzeczywiście dawał o sobie znać. Widać było, że niedźwiedzie potrzebują zachować naprawdę sporo tłuszczyku, by przetrwać te trzy zimne miesiące. No a szczególnie ten, który nadchodził… Trochę nie pasowało jej to, że trzeba by pospieszyć konie, ale strażnik miał rację. Jeżeli mieliby zdążyć dotrzeć przed nocą, musieli to zrobić.
Po wyjściu z miasta, Enlaye momentalnie nałożyła na siebie kaptur. Po zrobieniu parunastu, może parudziesięciu kroków, Iwan chciał jakoś rozkręcić rozmowę.
Ładną pogodę? – popatrzyła w niebo. Było błękitne i bezchmurne. Śniegu również było co nie miara. Znała się na rzeczy, a jej zdaniem nie zanosiło się na żadną zamieć. A przynajmniej na razie.
Tak jest ładna. Chociaż jest trochę chłodno. Z drugiej strony – mamy zimę… – odpowiedziała.
Ech, czeka nas rzeczywiście długa droga. Ile on tam wspominał… pięćdziesiąt wielokroków. Toż to z trzy, cztery godziny swobodnej jazdy. I to bez postojów. – pomyślała starając się jakoś rozłożyć tę całą jazdę w czasie.
Powoli przyzwyczajała się do konia, kiedy nagle Iwan przyspieszył swojego ogiera chcąc bawić się w jakieś wyścigi. Elfce się ten pomysł średnio podobał, jednak kochała rywalizować. I nie chciała odpuścić nawet, jeżeli powiedzmy… nie była specjalistką w jeździe konnej.
Ja na pewno nie będę ostatnia! – powiedziała do siebie ledwo słyszalnym głosem, a następnie ruszyła za mężczyzną, starając się dotrzymać mu kroku. W tym samym momencie jej jastrząb zestresował się i sfrunął z jej ramienia, wzbijając się w powietrze. Kobieta spięła się, złapała mocno lejce. W żadnym wypadku nie zamierzała odpuścić, a już na pewno nie przegrać.
Słyszeliście go? – krzyknęła w czasie jazdy.
Chyba nie chcecie przegrać… z dziewczyną. – dodała z łagodnym uśmieszkiem na twarzy, chcąc nieco zmobilizować resztę – tak na wypadek, gdyby któryś nie chciał brać udziału. W końcu jak ona wzięła, to dlaczego reszta ma nie wziąć. No, jak się już bawić, to na całego. – pomyślała, powoli zanikając w oczach Gabriela i Altarisa.
Awatar użytkownika
Hevan
Posty: 244
Rejestracja: 16 paź 2011, 19:26
Karta Postaci: viewtopic.php?t=899&highlight=hevan

27 paź 2012, 13:46

Gabriel zaczął ładować się na konia, jednocześnie myśląc nad tematami do rozmowy podczas podróży. Mimo wszystko było to niezwykle ważne, zgrana i choć troszkę znająca się drużyna miała o wiele większą wartość, niż zbitek solistów. Rozmowa zaś, poza wspólnym opróżnianiem flaszki, była chyba najlepszym sposobem aby dowiedzieć się czegoś o sobie nawzajem, w tych raczkujących, wczesnych stadiach znajomości. Gabriela trapił też inny problem– nie licząc czasów kiedy był szkolony, nigdy nie polował z kimś. Zawsze dawał sobie radę sam, zajmował się tylko sobą, dbał o własny tyłek. Teraz będzie musiał również uważać na swoich towarzyszy, i nie miał pojęcia jak to wpłynie na rozwój wydarzeń. Sam często prowokował duże zwierzęta, czy niebezpieczne bestie do ataku, jeżeli chciał żeby wpadły w zastawione sidła, czy zbliżyły się na odpowiednią odległość do oddania strzału. Wiedział, że zdąży odskoczyć, uniknąć ataku– a jeżeli nie, to krzywda działa się tylko jemu. To był prawdziwy problem z którym musiał się teraz zmierzyć.
Choć przyglądając się swoim towarzyszom miał raczej dobre odczucia. Ten z mieczem przy pasie, jak mu tam było, Iwan? Wyglądał na silnego i twardego, więc pewnie da sobie radę sam, w razie czego. Elfka o typowo elfim imieniu, Elemele, Eneile, no, coś w tym guście– miała ze sobą ptaka, no i łuk– to dość typowe dla Elfów, nosić Łuk(Gabriel spotkał kiedyś Elfa który nosił łuk tylko dla tego, że taka była moda, o zgrozo!) , ale ona wyglądała na kogoś kto umie się nim posługiwać. Więc Elfi wojownik czy, tak jak on, Łowca? Trudno rozstrzygnąć.
No i ten ostatni, Mag, Altrias, o tym nie miał pojęcia, co myśleć. Magów nie było wielu, a każdy umiał co innego. Mógłby gdybać, zastanawiać się, strzelać– i pewnie i tak by nie trafił, co jest dziedziną tego osobnika. Był jakiś posępny i małomówny, chociaż z twarzy dość sympatyczny. Pewnie niedługo okaże się, co umie.
Gabriel uśmiechnął się, gdy zobacz jak Iwan "pomaga" elfce wsiąść na konia. Cwaniak. Że też on sam wcześniej na to nie wpadł.
Wyjeżdżając z miasta, wojownik-zbereźnik, rzucił propozycję, by się ścigać. Szalone! Kto byłby w stanie odmówić. Zanim spiął konia, elfka zdążyła wysunąć się do przodu. O nie, z nią nie przegra, to sprawa honoru!
post trochę krótki i chaotyczny ale spiesze się na pociąg, a nie chce opóźniać fabuły. Szczała
Awatar użytkownika
Altaris
Posty: 138
Rejestracja: 07 paź 2012, 13:30
GG: 2047632
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35667#35667

27 paź 2012, 17:17

Gwiżdżąc pod nosem z lekko posępnym tonem rzucił jakby do siebie jakieś niezrozumiałe dla wszystkich zdanie, brzmiące jak burczenie pod nosem. Rozmyślał nad czymś ogromnie ważnym i zajmującym, co pogrążyło całą jego uwagę. Pociągnął siarczysty łyk trunku, gdy jego gardło raz jeszcze się zapaliło i czknął cicho, od razu zakrywając pięścią usta. Nie powinien od razu pić w towarzystwie damy, no ale cóż, co innego robić podczas mroźnej zawieruchy? Odpowiedź przyszła sama, kiedy wszyscy poderwali konie z wyjątkiem Altarisa, który lekko przelękniony spojrzał jedynie za swoimi towarzyszami i spiąwszy wodze wystartował z towarzystwem ryku swego rumaka, którego nawet zdążył już nazwać. Pędź! Pędź, Szaraku! Uderzało go w myślach, gdy jego całkiem postawny, specjalnie dla maga wybrany koń o srebrnej maści zatańczył kopytami po nawierzchni i zerwał się do przodu, w paru chwilach niemal doganiając wszystkich, idących równo jedno za drugim jeźdźców. Był wybornym jeźdźcem. Gdy był mały, to przecież jako syn bogatego arystokraty dużo jeździł konno i pobierał wiele płatnych lekcji. W ostatnich latach tułaczki poruszał się właśnie konno, zanim jego dumnego rumaka nie pożarł jakiś ciemny potwór, któremu Altaris ledwo co uciekł. Dziwna kraina… Włosy czarodzieja rozłożyły się za nim, niczym czarna, smolista peleryna lub dywan. A koniec szaty uformował kolejną jej warstwę. Skusił się na lekki uśmiech, gdy złapał jedną rękę za wodze, a drugą za kapelusz, by ten mu nie spadł przy szybkim galopie. Co prawda czapa nie powinna mu spaść, nigdy mu się to nie zdarzyło, ale wolał nie ryzykować w pełnej prędkości. Nachylił się, przytulając się do grzywy konia, zbliżając usta do ucha zwierzęcia i mówiąc dziwne, obce słowa, które zabierał wiatr. Nikt nie był w stanie ich zrozumieć. Jedynie jadąca nieopodal elfka uznałaby je za znajome, gdyby się im przysłuchiwała. Szarak natychmiast przyspieszył, podnosząc wokół siebie chmury śniegu. Altaris złączył ręce na wodzach, łącząc je w dziwny znak i wyszeptał coś w swoje dłonie, zamykając przy tym oczy. Czyżby zaklęcie?

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 14 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 13 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Xariel
Liczba postów: 52170
Liczba tematów: 2971
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.