Wojna Domowa

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.
Awatar użytkownika
Altaris
Posty: 138
Rejestracja: 07 paź 2012, 13:30
GG: 2047632
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35667#35667

Wojna Domowa

25 gru 2012, 12:36

Z ogromnym bólem głowy obudziłeś się po kolejnej, długiej, godzinnej drzemce. Rozglądając się po powozie zobaczyłeś te same, posępne, zapijaczone ryje kilku najemnych zbirów, którzy pewnie już żałowali swojego zaciągnięcia się do wyprawy wojennej przeciwko Dagowi. Sovngard daleko, a zapewne żaden z nich nie przeżyje pierwszego miesiąca. Spoglądali raz za razem na Ciebie, to na siebie i znowu gdzieś za wóz, oglądając pobocza lekko wyboistej drogi, którą jechaliście. Kilkakrotnie podbiło Cię na sporym wyboju gościńca, co zarówno Ty jak i reszta jadących tym powozem przypłaciliście to siarczystymi przekleństwami.

Podnosząc rudą głowę do góry rozejrzałeś się zaspany i zmęczony po okolicy – wszędzie tylko głazy i wysokie, iglaste drzewa. Chyba byliście w jakimś górskim rejonie. Wraz z Waszym wozem jechało ich jeszcze około pięciu, a w każdym koło połowy tuzina różnorakiej maści poszukiwaczy przygód – od skutych łańcuchami bandytów w łachmanach poprzez najemników w pancerzach i kolczugach po kilku Cedyńskich żołnierzy i górali. Wesoła gromadka, jadąca na punkt zborny setnika Rothena z Koddah.
Już wstałeś, co? Wyglądasz na chorego, nie chciałbyś napić się odrobiny wody? – rzucił zwracając Twoją uwagę jakiś dziwnie zapuszczony, brodaty i wychudzony mężczyzna w czarnym, skórzanym kubraku i z beżowym czepkiem ze świńskiej skóry na głowie, który miał chyba robić za hełm. Przy jego prawej ręce zwisał jednoręczny, porządny miecz, a w drugiej dzierżył skórzany bukłak, który ku Tobie kierował.
Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 633
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

11 sty 2013, 19:23

Przepraszam. To się już więcej nie powtórzy.

- Nigdy o Tobie nie słyszałem. -Dahhard wycedził nagle do krasnoluda z uśmieszkiem na ustach. - Dębowa Góra? Gdzie to w ogóle jest? – Kpił sobie dalej, jakoby chciał wskazać miejsce w szeregu tego całego przywódcy małej zgrai krasnali, do której poniekąd został wcielony jadąc z nimi jednym wozem. - Nie obchodzi mnie czegoś dokonał, a co masz zamiar jeszcze dokonać, to iloma krasnoludami dowodzisz. Wiec, jednak, że mną nie dowodzisz, więc nie próbuj mi wydawać żadnych poleceń. – Hardy wojownik chciał, aby jego słowa zabrzmiały groźnie, miał nadzieję, że tak właśnie się stało. - Psia mać. Przez te piwo same problemy… – Teraz żałował, że w ogóle dał się namówić na udział w tej całej maskaradzie. Nie podobało mu się tu.
- Dobra. Agaddo Acjardz… czy jak ci tam. Jestem tu, gdzie jestem. Liczę, że uraczycie choć dobrym żarłem, gdy już dotrzemy do celu. – Uciekać nie było sensu. Sam, bez niczyjej pomocy najpewniej zginałby siekając wcześniej kilku lub kilkunastu strażników.
Na wozie się uspokoiło, a więc można było wrócić na miejsce. Dahhard przesunął swoim toporkiem dwóch krasnali robiąc sobie miejsce pomiędzy nimi i rozsiadł się wygodnie wyczekując na koniec podróży.
Dotarli. Z początku rudy krasnal nie wiedział gdzie się znaleźli. Dopiero z gadaniny innych dowiedział się, że dotarli do Koddah. Pełno namiotów, wszędzie pełno namiotów. Białe, aż oczy bolą.
Krasnolud szybko zeskoczył z wozu i donośnie zawołał. - Dajcie mnie tu jeno jakiego soczystego dzika, najlepiej prosto z ogniska! – Wydarł się tak głośno, że umarłego mógł tym obudzić.
spojrzał na gościa w wielkim kapeluszu, z którym chwile wcześniej rozmawiał, jakby ten wiedział coś o jedzeniu. Tak, krasnolud bardzo na to liczył.
Awatar użytkownika
Altaris
Posty: 138
Rejestracja: 07 paź 2012, 13:30
GG: 2047632
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35667#35667

13 sty 2013, 14:44

Czaromiot zbył Was najzwyczajniej zadzierając nosa w górę i pospieszając konia jakimiś dziwnymi okrzykami. W kilka chwil ruszył galopem w dół, a za nim czterech lekkich jeźdźców, którzy dzierżąc lance runęli w dół drogi próbując dogonić zbyt dla ich wierzchowców szybkiego rumaka czarodzieja. Biała szata wkrótce zniknęła gdzieś na dole, za jednym z zakrętów drogi.

Nie kpij z mojego domu, bo Ci zajebię! – warknął bezceremonialnie Thorgun, wygrażając się Dahhardowi i zaciskając mocno zęby tak, że prawie się wszystkie pokruszyły. Był trochę zdenerwowany, ale wizyta czaromiota widocznie go otrzeźwiła. Widocznie ten mag, to nie był ktoś, z kim można próbować dyskutować. Prawdopodobnie miał jakieś sztuczki w zanadrzu, którymi mógłby pozbawić krasnoludów życia.

Wszyscy widocznie się poruszyli, myśląc z wielkim smakiem o ogniskach i palącej się tam dziczyźnie. Jednakże wozy jechały i nagle skręciły za oddaloną białą szatą, która wiodła ich przez jakąś okrężną drogę nad urwiskiem. Wszyscy więc zyskali zły humor, że ich obiad tak się odwleka.

Gdy wjechali na drogę, gdzie po jednej stronie była ściana urwiska, na którym dnie oni byli, a po drugiej kolejne urwisko, spadające w dół, jakby droga była tylko półką skalną wozy zatrzymały się. Gdzieś za urwiskiem obok nich, po którym można było przejść po zwalonych drzewach i konarach ktoś nawoływał. Była tam jakaś grupka ludzi, stojąca na prostym masywie skalnym (krajobraz przypomina trochę lodowce, ale z ziemi – po prostu gdzieniegdzie, gdzie zaczynają się góry, wyższe partie zamieniają się w kwadratowe masywy, pomiędzy którymi zazwyczaj są urwiska lub drogi).

Nagle ktoś z przodu krzyknął, a wychylając się zza wozu krasnoludy zauważyły, jak dosłownie z boku, ze ściany skalnej odrywa się spora kula, a dokładniej głaz, zasłaniający całą drogę, który stanął na samym jej środku. Po chwili ludzie zaczęli panikować, a od strony drugiego urwiska dosięgnął ich grad kilkunastu bełtów, które w większości powbijały się w wozy lub zwierzęta.

Gdzieś z tyłu zapanowała wrzawa, gdy straż tylna w postaci dziesiątki jeźdźców, teraz licząca sześć osób, została zaatakowana przez bandy jakichś odzianych na czarno dzikusów, chodzących tak, jakby mieli pełno w gaciach (jak małpy), którzy swoimi toporami próbowali sobie utorować drogę do wozów.

Do boju, bracia Dębowi! – krzyknął Thorgun, a z kilku powozów wypadły krasnoludy w ciemnych zbrojach i o bojowych obliczach. Wszystkie runęły do przodu, gdzie też coś się działo – z dziury w skale wybiegli także owi dzicy, a dodatkowo z góry na wozy padały bełty. Byliście otoczeni, a znikąd pomocy.

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 4 użytkowników online :: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 3 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Bing [Bot]
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1047
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Nightmare
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.