Pustynny Koszmar

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.

Moderator: MG

Awatar użytkownika
Azur
Posty: 317
Rejestracja: 13 gru. 2012, 21:38
GG: 21882886
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2374

Pustynny Koszmar

04 sty. 2013, 23:46

-Dobra leniwe psy. Do kurwy nędzy, ruszcie te swoje dupska i idźcie sprawdzić co tam się dzieje. Jesteście tu aby ochraniać tą karawanę a nie srać po portach i opierdalać się za pieniądze naszego pana. Już kurwa, w podskokach bo obetnę wam żołd!

Mówiąc to młody kapłan kopnął najbliżej leżącą osobę. Ciemny, zatęchły już od dawna namiot chwiał się z lekka i pokrywał ziemię wokoło zbawiennym cieniem. Leżeli tam, ochroniarze, wezwani naprędce do obrony karawany a rekrutowani jakiś czas wcześniej w Khan'Sal. Od wielu dni się nie myli, śmierdziało tutaj niemiłosiernie. Ziemia pokryta była brudem jaki spływał z nich w potwornych upałach panujących na Pustyni Śmierci. Po usłyszeniu rozkazów podnieśli się powoli, kilku zaklęło siarczyście nie mogąc zrozumieć po co wzywają ich o takiej porze. Wyszli na plac wokół którego znajdowały się namioty. Niesamowity skwar bijący z nieba uderzył w nich niemal natychmiast. Poczuli głód jaki panował tutaj od niedawna. Wielu z nich chętnie by już wróciło bądź uciekło jednak ten pojebany klecha wyznaczył nagrodę za każdego uciekiniera.

-Już kurwa, na trasę i patrolować. Kilku naszych zniknęło, podejrzewam, że rozerwało ich któreś z żyjących tu zwierząt. Ale i tak macie to sprawdzić. Każdy kto coś upoluje dostanie adekwatną nagrodę. Już kurwa, ruchy!

Wyciągnął batog i zaczął smagać ochroniarzy po plecach. Nie mogli się sprzeciwiać, miał tu pełną władzę i to on płacił…
Awatar użytkownika
Złotooka
Posty: 461
Rejestracja: 31 lip. 2012, 22:44
Lokalizacja postaci: Pałac Sztychu
GG: 11589805
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2073

07 sty. 2013, 20:27

Wstrętny potwór – wypluła te słowa na zewnątrz, jak jakieś przekleństwo lub klątwę. Teraz musiał zginąć. Da’ran jako jedyny z ochroniarzy, jak na razie, wykazał chęć znajomości z nią, a to wiele dla niej znaczyło. Niestety, co jej po tej znajomości, gdy chłopak zaraz skończy w kwasowej zupie? Musiała bardziej się skupić na strzelaniu. Złota, to przecie twój żywioł… Traf! Motywowała się w myślach.
Wysoki mężczyzna wykorzystał swoją szansę, którą dała mu Złota w myślach, i zaczął odcinać nogę stworowi. Tak trzymaj! Ucieszyła się. Co, jak co, ale im było ich więcej, tym bardziej rozpraszali skorpiosmoka. Im bardziej go rozpraszali, tym bardziej nieuważny się stawał, bardziej bezbronny. Miała więc większą szansę na celny strzał. Nadal cięła w odbyt. W końcu musiał paść… Nie mógł, od tak, zabić na jej oczach jej towarzysza broni. Złota na to nie pozwoli… Nigdy!
Wysłała serię strzał ku odbytowi. Jej zwinność mogłaby przerazić kogoś, kto naraziłby się jej. Z boku zapewne wyglądała, jakby oszalała, jednak wewnątrz panowało pełne skupienie i wcale nie celowała na chybił trafił. Miała obrany cel i powinna w niego trafić, tylko, że bestia się poruszała… Może to było powodem jej wcześniejszych porażek? Nie, nie powinno. Przecież polowała na bardziej ruchliwe istoty, więc czy problemem było to cholerne słońce? Nie mogła być pewna.
Jeśli nie trafiłaby w jego dupsko, zamierzała zmienić taktykę i spróbować sił między łuskami. W tym celu zamierzała wskoczyć na stwora po nodze. Miała nadzieję, że akrobatyka, którą ćwiczyła jeszcze nie tak dawno, jej się przyda. Z pewnością uda jej się zwinnie wskoczyć na tego pięknisia. Zbyt słabiutka nie była, więc powinna dać radę utrzymać się na jego ruchliwym cielsku, a wtedy dotarcie do gadziej szyi nie powinno zrobić jej większego problemu. Miała sztylet i zestaw noży. Miała czym dźgnąć go w, odkrywaną co chwilę, przerwę między łuskami.
Strasznie za długo to trwało. Złota zaczynała mieć złe przeczucia, ale nie mogła w tej chwili się im poddawać. Miała cel i zamierzała go wykonać do samego końca.
Awatar użytkownika
Azur
Posty: 317
Rejestracja: 13 gru. 2012, 21:38
GG: 21882886
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2374

07 sty. 2013, 23:11

Click

Ssen wskoczył na Rion niczym zwinny, młody i bardzo rozbrykany konik. Usiadł na niej, przycisnął nóż do gardła i zaczął wypytywać o różne aspekty jej istnienia na tym małym świecie. Dziewczyna leżała przez chwilę bojąc się jakkolwiek ruszyć. W tym właśnie momencie Ssen przegiął z lekka i przeciął jej niemal śnieżnobiałą na tle piasku pustyni skórę. Dziewczyna panikowała. Jej piękne oczy otworzyły się szeroko, jej pierś poruszała się szybko w górę i w dół. Strach potęgowała dziwna łuska na twarzy jegomościa. Kobieta zebrała się wreszcie na odpowiedź. Wyjaśniła, że przyszła tak jak on na zwiad a także, żeby ją zabił skoro musi. Bierny obserwator właśnie padałby ze śmiechu widząc, że młoda panienka, piękna, z dużymi piersiami, ładnym licem i całkiem niezgorszym ciałem każe się zabić najwyraźniej dawno nie użytkowanemu jegomościowi. Cóż, zdarza się. Kobieta zachowywała się jednak tym bardziej nienormalnie, iż zaczęła gadać do siebie. W tym samym czasie mężczyzna zaczął lizać swój sztylet na którym pozostała krew czerwona niczym oczy dziewczyny. Zaraz potem zadał kompletnie bezsensowne pytanie które nic nie wniosło więc go tutaj nawet nie przytoczę. Ona coś na to odburknęła i ruszyła dalej.

Wchodziła powoli na wydmę, nogi grzęzły jej jak nigdy. Mimo, iż stres był krótkotrwały nogi nadal zachowywały się niczym rozmiękła galareta. U szczytu piaskowej zaspy upadła. Przez chwilę nie była w stanie się podnieść, skwar który otaczał ją zewsząd zdawał się przejść z poziomu "śmiertelnego" na poziom "podręczę was jeszcze po śmierci". Piasek parzył boleśnie ręce. Leżała przez chwilę łapiąc jakikolwiek powiew zimnego powietrza. Wreszcie wstała i dotarła do szczytu wydmy. Czuła straszliwy skwar palący stopy. Mimo olejku zauważała już powolne zmiany na swej delikatnej skórze. Lekkie odbarwienia skóry które mogły znaczyć tylko jedno… zaczęła nabywać opaleniznę. Lecz ta myśl została zmieciona przez inną… dużo boleśniejszą myśl. Zobaczyła bowiem scenę walki… Straszliwej walki. Troje wojowników zmagających się z niebotycznych rozmiarów bestią. Była od nich około 20-30 metrów. Aż dziwne, że nie usłyszała wcześniej odgłosów zmagań i ryku bestii który teraz dotarł do jej uszu. Wynikło to prawdopodobnie z jej przerażenia sytuacją rozgrywającą się chwilę wcześniej. Ale przejdźmy do walki.

Rion widzi aktualnie to co opiszę w następnych akapitach.

Da’ran znajdował się w opłakanej sytuacji. Cały zlepiony krwią zwieszony poniżej szyi potwora postanowił dalej walczyć miast uciec jak nakazywał głos zdrowego rozsądku gdzieś daleko w jego głowie. Nie! On był wojownikiem! On był zbawcą! Postanowił podciągnąć się z powrotem na głowę smoka. Wbił nóż w bok smoczej głowy, posoka trysnęła i zalała jego rękę nową dawkę czerwonej mazi. Chciał się wspiąć… nie udało się bowiem potwór poniósł już swój wielki łeb do góry a z jego paszczy zaczęła wylewać się maź. Spływała po jego podbródku, dalej po żuchwie a następnie po nogach Da’rana oraz pasach torby. Wszystko wokół zaczęło syczeć. Spodnie przepaliły się w mgnieniu oka zaś kwas dostał się w okolice ud i genitaliów jegomościa. Pasy puściły kilka sekund później. Wojownik spadł na ziemię lecz nie martwił się tym zbytnio. Najważniejszym zmartwieniem były wypalane części ciała. Począł turlać się z bólu po piaskach, kopać nogami i próbować ściągnąć z siebie zieloną maź… nadaremno…

Zeler rzucił się naprzód. Jego włosy falowały gdy stąpał lekko wśród złotych ziaren. Jego naga stopa wyrzucała w tył więcej tych malutkich grudek lecz pozwalała mu poruszać się pewniej i szybciej. Wydał z siebie okrzyk bojowy, zdawał się on nieziemsko mocny i dodający otuchy. Ciął z lewej, prosto w nogę monstra. Milisekundy upływały a jego ręka złączona teraz z mieczem w odwiecznym pakcie między stalą a duszą wojownika, leciała pośród rozsypanego, gorącego piasku. Siła z jaką uderzył w kończynę zadziwiła nawet jego samego. Udało mu się trafić na przerwę między kawałkami pancerza. Ciął z zawrotną prędkością, mrugnięcie, nie, pół mrugnięcia. Pancerz wokół rozpadł się niczym zardzewiała zbroja po uderzeniu młotem. Zeler odskoczył, pot lał się po jego twarzy. Upadł twardo na jedno kolano, zakładanie buta tylko na jedną nogę jednak się nie opłaciło. Magia zebrana w jego dłoni sprawiała, iż jego twarz przybrała trupi wyraz. Odbijające się od niej fioletowe światło sprawiało, iż zielone oczy były jedynym jasnym punktem. Wysunął nadgarstek do przodu i rzucił… Magiczny promień przebił się przez nogę potwora i nadpalił dolną część skorupy na torsie. Kończyna zawisła bezwładnie i chwilę później odpadła, zaś z rany która pozostała na jej miejscu poczęła wylewać się zawartość. Odór strzelił w nich z niespotykana siłą…

Złotooka nadal cięła w odbyt potwora. Łuk wypluwał strzały jedną po drugiej, raz za razem. W jej oczach widać było szaleństwo, w grymasie twarzy skupienie. Trzęsła się, pot spływał po niej litrami. Była cała mokra. Wydawać się mogło, że zaraz padnie z wycieńczenia lecz elfka nadal dzielnie utrzymywała tępo. Trafiała raz za razem jednak potwór bardziej skupiony był na Da’ranie. Rany jakie wyrządzała wydawały się bardzo liche i nic nie znaczące. Poczęła więc pruć między łuski. Wtem Zeler odciął nogę bestii. To była idealna okazja by wypełnił się dalszy punkt jej planu. Założyła łuk na ramię i zaczęła biec. Jej biust falował, jej włosy wznosiły się i opadały, jej ręce przygotowywały się na wysiłek. Skoczyła… i natychmiast złapała się nogi potwora. Poczęła się na nią wspinać. Jednym zgrabnym ruchem przeskoczyła wyżej i złapała się wyrwy między łuskami. Po chwili stała już na wierzchniej płycie pancerza. Przerwy były tu większe i bardziej odsłonięte. Wyjęła nóż i poczęła ciąć między łuskami. Chlastała skórę na prawo i lewo, krew sikała na nią a ona nie ustawała. Potwór ryczał i próbował jakoś ją strącić. Naraz zmienił taktykę i począł obracać się w kierunku Zelera. W jego paszczy znów zbierała się maź…
Awatar użytkownika
Rion
Posty: 22
Rejestracja: 19 gru. 2012, 22:07
Karta Postaci: viewtopic.php?p=38680#38680

08 sty. 2013, 14:46

Wspinając się pod górę przez sypki piach, co jakiś czas oglądała się przez ramię. Wprawdzie nieznajomy zdawał się już dać jej spokój, jednak z wariatami nigdy wszak nie wiadomo do końca, jej natomiast własna skóra była droga. Może w tej chwili poparzona przez słońce i wyschnięta od nieprzyjaznego człowiekowi powietrza, ale nadal droga.
Droga w dół była o wiele prostsza, a ostatnia nie wymagała nawet podejmowania żadnych decyzji. Teraz pięła się pod górę opornie, choć im wyżej, tym mniejszą ostrożnością się wykazywała. Już czuła jak zostawia pochyłość za sobą, gdy udało jej się jednak zachwiać i runąć w piasek. Był gorący, zdecydowanie za gorący. Jak wszystko tutaj, psiamać.
Chociaż, z drugiej strony, jedyne co było na tej pustyni to piach, piach, jeszcze raz piach.
Podniosła się chwiejnie i przyszło jej zmienić zdanie. Przecudaczna istota znajdywała się zdecydowanie zbyt blisko, i zdecydowanie nie przypominała piasku.
Dwójka ludzi walcząca z potworem… Nie, zaraz. Był ktoś jeszcze, ale chyba robił już za posiłek poczwary. Zobaczyła tylko, jak z gardzieli wysącza się na niego zielona maź, a potem pada gdzieś w piach, rzucając się i wijąc wściekle.
Aha. Czyli kwas. Albo jakaś forma rozgrzanego oleju, po takiej bestii wszystkiego można się spodziewać.
Hej, ty tam! – zakrzyknęła do mężczyzny, którego przed momentem z taką ulgą zostawiła za sobą – Jesteś potrzebny, chodź! Takiej poczwary to ja jeszcze na oczy nie widziałam…
Sama nie czekając, ruszyła w tamtą stronę, zsuwając się ostrożnie przez wydmy kiedy była taka możliwość. Sama ruszyła do tego człowieka, który wił się na ziemi, próbując z siebie ściągnąć zieloną maź. Jak głupio, pewnie tylko bardziej ją rozprowadzi – no ale daleko jej było do wyrzucania mu tego głośno. Jakby ona została czymś takim ochlapana, na pewno też nie byłaby zdolna do myślenia o konsekwencjach.
Dopadła leżącego i złapała go za ręce, zdecydowanie odciągając od ciała. Przy okazji zerkała co chwila, czy bestia się nimi nie interesuje. Chyba nie, właśnie jakaś kobieta po niej spacerowała. Dopiero z tej odległości dziewczyna dostrzegła jej odmienny kolor skóry, uznała to jednak za mało istotne.
Nie ciesz się za bardzo skarbie, wolę mężczyzn z jajami.
Sprawnie ściągnęła z niego ubranie, nie krępując się przy tym zupełnie. Raz, w trakcie swoich studiów zupełnie przywykła do widoku nagiego człowieka, a dwa… ten konkretny naprawdę nie miał się czym chwalić tam, gdzie cnotliwa dama starałaby się nie patrzeć. A w każdym razie było w takim stanie, że nawet u kapłanki nie wywołałoby rumieńca. Wydobyła z obszernej kieszeni sporą manierkę i podparłszy rannego na kolanie, w przyklęku obficie oblała go wodą, tak by strumień przepłukał całą ścieżkę poparzenia. Do bukłaka wrzuciła jeszcze trochę ziół przeciwbólowych, po czym kazała kolesiowi wypić. Napoiła go siłą, jeśli z jakiegoś powodu próbował się opierać.
Jestem medykiem, nic ci nie będzie, tylko ze mną współpracuj – oznajmiła mu tonem zdecydowanie pewniejszym od tego, jak się w rzeczywistości czuła.
Należało przede wszystkim zorientować się, jak głęboko został poparzony. Przy okazji starała się odsunąć go kawałek dalej, na wypadek gdyby bestyjka postanowiła się nim ponownie zainteresować. Nim albo – co gorsza – nią.
Awatar użytkownika
Złotooka
Posty: 461
Rejestracja: 31 lip. 2012, 22:44
Lokalizacja postaci: Pałac Sztychu
GG: 11589805
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2073

08 sty. 2013, 19:49

Udało się! Nie obyło się bez westchnienia ulgi. Jeszcze żyła i oto znajdowała się na tułowiu potwora, który to tak nieznośnie potraktował jej znajomego, jej nowego znajomego. Musiała to skończyć i to szybko. Trzeba było Da'rana dostarczyć do karawany, gdzie, jak miała nadzieję, otrzyma pomoc od tych kapłanów.

Przestała dźgać zwierzę. Nic to nie dawało. Spływał ten ból po nim, jak po niej pot. Jak mogły mu nie przeszkadzać ostre cięcia i utrata litrów krwi? No jak? Pot i krew. Krew i pot. To się nie liczy, gdy się ma dla kogo, o kogo walczyć. To dodawało Złotej większej ilości odwagi, determinacji i skoncentrowania. Nieznośne słońce i ogromny upał… To w tej chwili się nie liczyło. Odetchnie potem. Przylgnęła do skropiocosia i starła z siebie pot oraz krew potwora koszulą. Odetchnęła przy tym kilka razy. Zaraz będzie musiała dobić to coś. Musiała dla tych na dole.
Nie miała jednak czasu. Oto istota, tych bezlitosnych piasków, postanowiła się zabrać za jej drugiego towarzysza, którego to zmobilizowała do roboty. Nie, jeden poszkodowany na dziś wystarczy. Bestyjko, czas skończyć ten romantyczny taniec… – Pomyślała.
Co mogła zrobić? Ona. Sama. Wiedziała już… Do głowy wpadł jej… plan. Miała plan i teraz wystarczyło, aby udało jej się dojść po szyi do głowy stwora. Musiało jej się udać. Miała o kogo walczyć i za co. Przybyła tu na zarobek. Miała chronić karawanę. W dodatku do Da'rana zbliżyła się młoda dziewka. W tej chwili też była w niebezpieczeństwie. Wyglądała na młodą i bezbronną. Takich miała chronić przed takiego typu rzeczami, przed potworami. Nawet jeśli miałaby zginąć. Złota nie miała czasu się jednak zastanawiać, skąd się tu wzięła ta młoda dziewczyna. Musiała zadziałać, inaczej będą ofiary. Nie mogła na to pozwolić, gdy dało jej się już tyle osiągnąć.
Zacisnęła rękojeść sztyletu między swoimi zębami. Nie było teraz odwrotu. Wytarła spocone dłonie o swój płaszcz i złapała za szyję stwora. Zaraz miał w planach się schylić ku zielonookiemu. Musiała to wykorzystać, aby dotrzeć tam i… Ubić drania. Jeśli schyli swą gadzią szyję, będzie miała łatwiej dostać się do jego gadziej twarzyczki.
I jak wcześniej, tak i teraz ponad stuletnia elfka, z precyzją i zwinnością, chwyciła za bestyjkę. Poczęła się wspinać, w każdej chwili gotowa użyć miecza w razie upadku. Jednakże nie przewidywała tego tak, jak sukcesu. Sukces… To musiało się udać. Spokój. Najważniejsze to zapanować nad emocjami i zachować zimną krew. Dasz… radę. Dasz. Przypominało to trochę wspinaczkę na wysokie drzewo, które to miało mało gałęzi u dołu. To samo. Także tym razem musiała się wspiąć na szczyt tak, jak nieraz to robiła w Lesie Cieni. Szpikulce, którymi była najeżona jego smocza szyja, pomagały jej przy tym. Podobne do stabilnych sęczków. Nie przeszkadzały jej ruchy szyi. O nie! To było o wiele ciekawsze od zielonego lasu…
Jeśliby udało jej się tam dotrzeć, na uroczy pyszczek plującego stwora, zamierzała zabezpieczyć się przed upadkiem, chwytając jedną dłonią za szpikulec na czole bądź którąś z łusek i jedną dłonią chwycić za sztylet. To on był jej przyjacielem w tej chwili… Jej sprzymierzeńcem. Nie łuk, choć strzały mogły się przydać, gdyby jakimś cudem ostrze wypadło jej z dłoni. Cięcie przez oko w mózg… To ten świetny plan Złotej. Wiedziała, że zaraz bestia zaliczy swój pierwszy zgon w historii i niestety ostatni. Niczym jakaś pustynna księżniczka, ścisnęła sztylet i, zdecydowanym ruchem, wbiła w oko tak głęboko, póki nie poczuła, że bestia kona. Nie zamierzała odpuścić, póki nie usłyszy jej ostatniego ryku.
Awatar użytkownika
Zeler
Posty: 153
Rejestracja: 29 gru. 2012, 00:05
GG: 45832037
Karta Postaci: viewtopic.php?p=39092#39092

08 sty. 2013, 20:48

Noga stwora opadła bezwładnie na ziemię, promień czystej energii przebił się przez gruby pancerz, a śmierdząca krew trysnęła na wszystkie strony. Wcześniej złoty piasek otaczający wojownika teraz pokryty był brunatną mazią, zmieniając pole walki w prawdziwą krwawą łaźnię. Oczy Zelera błyszczały. Walka. To właśnie ona była jego żywiołem. W jego sercu płonął płomień jeszcze większy niż zwykle. To co dawało mu siły w walce, to właśnie niezachwiana pewność siebie. Był aroganckim, młodym awanturnikiem, który głową przebijał mury, a widok, jak wielka bestia traci nogi pod naciskiem jego miecza jeszcze bardziej podniecała ogień pewności w jego sercu.
Wstał z kolana, na którym klęczał po wykonaniu udanego zaklęcia. Strząsnął z miecza ściekającą krew w tym samym momencie, w którym spostrzegł, że teraz to on jest celem stwora. Pozbawiony jednej nogi stwór poruszał się mozolnie, przez co Zeler nie powinien mieć problemów z uniknięciem bezpośredniej konfrontacji. Postanowił urąbać kolejną nogę monstrum. Jego twarz przyozdobił potworny grymas przypominający uśmiech, po czym ruszył do następnej kończyny. Za cel obrał sobie tylną nogę, zaraz obok kikuta, który przed chwilą był środkowym odnóżem.
Znajdując się już przy nodze potwora, wykonał młynek trzymając miecz mocno w prawej ręce. Nie wkładał w miecz siły mięśni, lecz wykorzystywał tu ciążenie, które potężnie pchało jego ciężki miecz do przodu. Miał zamiar pozbawić stwora kolejnej kończyny, po czym zająć się jego brzuchem. Miał nadzieję rozpruć bestię niczym martwego królika, powieszonego za nogi na kijku. Zrobiłby to podnosząc miecz do góry, po czym szybko przebiegając pod bestią. To nie mogło się nie udać. Już za dużo włożył energii w całą walkę, by pozwolić, aby bestię zabił ktoś inny niż on sam.
Ssen
Posty: 50
Rejestracja: 24 gru. 2012, 11:11
Karta Postaci: viewtopic.php?p=39203#39203

09 sty. 2013, 16:47

Ssen, właśnie mocował swoją laskę na plecach, gdy usłyszał wołanie kobiety. Po zerknięciu w którą stronę jest ona skierowania, doszedł do wniosku, że raczej nie chce zaciągnąć go z powrotem do obozu i udawać, że przyprowadziła uciekiniera. Nie zamierzał się jednak spieszyć. Ruszył nie zbyt spiesznym krokiem w kierunku w którym zniknęła poszła kobieta, po drodze podnosząc swoje obie koszule i dokładnie otrzepując je z piasku. Nie zdążył jednak stworzyć prowizorycznego turbanu, gdy dostrzegł bestię i walczących ochroniarzy. –Na Eeckara, co to za licho?- powiedział sam do siebie, choć czy dostanie odpowiedź?
Szybko jednak się opanował , zrzucił na ziemię torbę w której trzymał cały bagaż i szybko wyciągnął z niej linę. Wspominając słowa swego mistrza, znanego w całej autonomii –Najpierw użyj mózgu, później mięśni– ruszył lekkim łukiem, aby podejść do skorpiono podobnego stwora od tyłu. Gdy dotrze do niego postanowił, że kilkoma wyćwiczonymi rękoma przywiąże koniec liny do nogi potwora, aby następnie dzięki kotwiczce przerzucić ją pod brzuchem monstrum.
Awatar użytkownika
Da'ran
Posty: 138
Rejestracja: 13 gru. 2012, 17:44
GG: 37632965
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2372

09 sty. 2013, 17:09

Da'ran był w szoku gdy nie udało mu się podciągnąć na grzbiet bestji. Jego głowa znajdowała się teraz dalej od głowy potwora niż wcześniej… jednak nic mu to nie dawało, ponieważ wciąż był w zasięgu substancji, która zaraz wyleje się na jego nogi. Chciał się już odciąć, gdy naglę usłyszał syczący odgłos i poczuł ciepło w nogach. Zrozumiał, że jest zapóźno… maź zaczęł spływać coraz bliżej pasa, towarzyszący jej odgłos syczenia był bardzo denerwujący. Bał się, że teraz już będzie… o ile uda mu się przeżyć… kaleką. Do końca życia. Nie mógł pogodzić się z tą myślą. Nagle poczuł jak jego nogi a dokładniej torba, która je dotychczas blokowała przestała uciskać stopy. "Maź przepaliła torbę" pomyślał.

Chwilę później leżał na ziemi… kwas palił… słońce paliło… piasek palił… wszystko wydawało się być gorące. Miotał się aby zrzucić z siebie maź… nie udało się… To będzie jego koniec. Gzie popełnił błąd? Co zrobił źle? Może wyruszanie na tą wyprawę było błędem?

Nagle zobaczył jak w jego stronę biegnie jakaś kobieta. "Medyk" pomyślał Da'ran. Gdy była już bardzo blisko zobaczył jej białą cerę. "Ładna" spostrzegł. Nie był jednak zadowolony tym co zrobiła… był oburzony. Najchętniej zabiłby ją teraz za tą obrazę jego majestatu. Nic nie mógł jednak zrobić… był zbyt zmęczony. Poddał się operacjom śnieżnej kobiety… z początku opierał się jej zabiegom… później jednak stwierdził iż nic to nie da. Rozejżał się jeszcze dookoła. Zobaczył swój nóż… wzią go do ręki i rzucił w potwora z wielką siłą przelewając w rzut całą nienawiść którą żywił do tej bestji. Celował w spód szyji Nie spodziewał się jakiegoś dużego ubytku u monstrum. "Wielkie lawiny są powodowane przez małe kamyczki" pomyślał i zmrużył oczy. Czuł, że zaraz straci przytomność… Próbował się bronić, lecz tajemnicza siła była mocniejsza. Przyda mu się przecież drzemka po takim wyczynia. Był z siebię dumny.
Awatar użytkownika
Azur
Posty: 317
Rejestracja: 13 gru. 2012, 21:38
GG: 21882886
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2374

10 sty. 2013, 15:14

Click

Rion dopadła Da'rana. Cały zwinięty w niesamowitym, przeszywającym bólu wił się właśnie na piasku. Szarpnęła jego ramiona, adrenalina skoczyła jej do poziomu jaki można by określić słowem… ekstremalny. Wykręciła je i ułożyła tak aby nie przeszkadzały. Mężczyzna nie miał już nawet sił by się bronić. Kobieta wyjęła z kieszeni bukłak z wodą. Odkorkowała go i poczęła oblewać jegomościa. Zapiekło, skręcił się z bólu. Łzy pociekły z oczu a wypalona skóra dostarczała niemożliwych doświadczeń. Odleciał na chwilę po czym wrócił do świata żywych. Kwas zaczął spływać z jego ciała. Chwilowa ulga została zastąpiona jeszcze ostrzejszym bólem. Na mięsie, gdyż skóry już nie miał, poczęły pojawiać się dziwne zabarwienia, trysnęła także posoka. Nawet najlepszy uzdrowiciel puścił by w tej chwili pawia. Rion także. Nogi Da'rana były w opłakanym stanie. Wypalone mięśnie, nadgryzione przerażającą substancją, wydzielające odór porównywalny z miejskim szaletem nie pozostawiały złudzeń… Mężczyzna już raczej nie pochodzi. Po zakończeniu wypluwania z siebie wszystkiego co jadła w ostatnim czasie, Rion napoiła mężczyznę ziołami przeciwbólowymi. Chwilę się rzucał lecz na koniec wychłeptał wszystko. Podniósł się na chwilę chcąc rzucić nożem w potwora. Zemdlał jednak z wycieńczenia i bólu. Dopiero teraz dziewczyna zwróciła uwagę na pewną część nóg jegomościa. A raczej jej brak. Kwas wypalił wszystko co powinno się znajdywać w okolicach genitaliów. Da'ran został wykastrowany. Krew sikała strumieniami.

Po takiej ocenie możesz próbować ratować go jakimiś tajnymi formułami, bowiem konwencjonalna medycyna tamtych czasów nic raczej nie pomoże, lub go zabić, skończyć cierpienie. Ale w sumie jak chcesz. Jeśli wykminisz coś sprytnego i ładnie to opiszesz to kto wie.

Zeler skoczył do przodu. Jego ruchy były szybkie i pewne. Uśmiech nie schodził mu z twarzy, miał pewność, że trafi. I owszem, trafił, siła nie była jednak tak duża zaś cios wszedł na płytkę pancerza. Miecz odbił się ze zgrzytem i począł drżeć. Moc odrzutu spowodowała, iż miecz wypadł z ręki mężczyzny trafiając ostrzem w piasek. Jegomość rzucił się mając nadzieję złapać go jak najszybciej i przystąpić do dalszej części planu. Jednak gdy tylko się odwrócił cielsko bestii zaczęło chylić się ku upadkowi.

Ssen zbiegł z wydmy. W jednej z jego dłoni jawiła się lina. Przyskoczył do potwora i począł ją wiązać. Nim jednak udało mu się to zrobić potwór począł się wywracać. Jego nogi rozdzieliły się na boki zaś on sam chwilę później ciężko runął na ziemię.

Click

Złotooka skończyła dźgać skorpiona po grzbiecie. Uznała to za nieskuteczne, otarła się z krwi i potu. Po chwili zastanowienia zrozumiała, że nie ma innego wyjścia jak zacząć działać w inny sposób. Szybkim ruchem włożyła sztylet między zęby i rozpoczęła wspinaczkę po szyi potwora. Początkowo szło jej bardzo źle, szyja miała na sobie jedynie łuski i była częściowo oblepiona palącą mazią. Elfka radziła sobie jednak wyśmienicie, zdolności akrobatyczne oraz szkolenie zdały egzamin. Gdy dotarła do kolców zaczęła wchodzić szybciej. Szyja zniżała się coraz bardziej. Szczyt głowy był już w zasięgu dłoni, dopadła go i chwyciła łuskę która zdawała się być umiejscowiona na łuku brwiowym. Głowa poczęła się trząść. Elfka upadła na kolano, utrzymała się jednak na górze. Podrzuciła zębami sztylet który następnie złapała w locie. Zatrzęsła się z podniecenia, jej mięśnie się napięły. Rzuciła się do przodu, sztylet świsnął. Krew bryznęła, pozostałości oczodołu wypłynęły. Jeśli może być coś potworniejszego niż jazda paznokciami po powierzchni pewnych przedmiotów to to był ten odgłos. Potwór piszczał. Jego głos niósł się z ogromną mocą niemal nie powodując, iż elfka puściła jego łuski. Powstrzymała się jednak, ciepła krew obmywała jej delikatną dłoń gdy wpychała sztylet coraz głębiej. Krwawy płacz bestii nie ustawał. Z jej ust poczęła wypływać krew zmieszana z pianą. Potwór konał. Cisnęła coraz mocniej gnana poczuciem wygranej. Chciała by monstrum padło, by nie wyrządziło już więcej krzywd. Niesiona adrenaliną była w tym momencie niezwykle skupiona a także mocna. Niestety…. zbyt skupiona na głowie…

Click Odpal gdy czytasz bowiem naprawdę warto.

Poczuła to dopiero po kilku sekundach, w momencie gdy ciało przestało się ruszać, ręce wykrzywiły i podniosły do góry zaś nogi odmówiły posłuszeństwa. Ból z tylnej części pleców, trochę poniżej szyi. Płyn który wlewał się w nią, oślepiał ją, sprawiał, że nic nie czuła, że nawet głupi nos nie był w stanie wyczuć powietrza. Kilka łez spływających po policzku, czuła je wyraźnie. Ostatnie co czuła nim osunęła się i poczęła spadać. Świadomość pozostała tak samo jak uczucie spadania. Niemal w dniach w których budziła się w namiocie po tym jak spadała przez kilkanaście minut. Tym razem to było krótsze. Mimo, iż trucizna powodowała paraliż całego ciała, nie tępiła receptorów odpowiedzialnych za ból. Poczuła pod sobą twardy piasek. Poczuła złamane ramie. Poczuła ciepło… A mimo to, nie była w stanie stwierdzić skąd pochodzi. Czuła drganie powiek które chciały się otworzyć. Czuła jak nos otwiera się i zamyka. Chyba oddychał. Najwyraźniej to do niego mózg skierował wszystkie swoje siły. Łzy przestały cieknąć. Włosy delikatnie przesłoniły twarz. Piasek zasypał powoli jej łopatki, okrążał plecy i spowijał pośladki. Zapadała się w tej piaskowej trumnie jaka teraz jawiła się wokół niej. Ale to nie miało znaczenia. Trucizna kiedyś przestanie działać, rękę można poskładać… Zaś to właśnie ona zadała potworowi decydujący cios. To ona go pokonała. Mimo tej całej pomocy to jej się udało. Uratowała ich! Na jej ciemnej od potu, brudu oraz krwi twarzy począł jawić się delikatny uśmiech.
Awatar użytkownika
Złotooka
Posty: 461
Rejestracja: 31 lip. 2012, 22:44
Lokalizacja postaci: Pałac Sztychu
GG: 11589805
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2073

10 sty. 2013, 20:34

Nie wierzyła własnym oczom. Udało jej się! Dotarła do łuskowatej głowy skorpionocosia i właśnie udało jej się wbić ten sztylet przez oko w jego mózg. Niezwykłe. Naprawdę to zrobiła, przebiła tę istotną część ciała… Nie było już zagrożenia. Teraz mogli spokojnie opatrywać Da’rana. Widziała wcześniej kątem oka, że strasznie go poparzył ten kwas, ale teraz można było się nim w końcu bezpiecznie zająć i to dzięki niej, Złotej. Miała nadzieję, że to nie są jakieś poważne rany, że nic mu nie będzie.
Jakie to niezwykłe uczucie, gdy krew wroga lała się właśnie obficie, dodając jej otuchy, a nie obrzydzenia do siebie. Dziś krew była symbolem jej wygranej. To takie piękne uczucie wiedzieć, że pokonało się coś, co na pierwszy rzut oka wyglądało na bestię nie do pokonania. Teraz mogła odetchnąć. Bestia ryczała wściekle, konała. W końcu skonała, a ona westchnęła z ulgą. Cieszyła się w końcu z powodu zadanej śmierci.
Chciała poruszyć ręką, aby wyjąć swój sztylet z gałki ocznej potwora, ale przeszył ją ból, okropny, mający epicentrum w plecach. Nie mogła ruszyć żadną kończyną, ani ręką, ani nogą. Trucizna. Sparaliżowała ją trucizna. Co nieco pamiętała o nich… Co nieco… Za mało by wiedzieć, czy to ją zabije, czy też nie… Rany! To było takie okropne. Ból przeszywał całe jej ciało, nie potrafiła myśleć. Nie wiedziała skąd się wzięła ta niebezpieczna ciecz w jej ciele. Nie wiedziała za bardzo, co się z nią dzieje… Nie czuła oddechu. Czyżby umierała? Czy to łzy spływały po jej policzku? Płakała. Łzy obficie wypływały z oczu i ciekły niczym wodospad po jej ciemnych policzkach, skapując z brody, wsiąkając w pelerynę i wpływając między piersi. To właśnie tam kończyły swe wędrówkę i ginęły.
Zaczęła spadać i nim uświadomiła sobie, że właśnie zleciała z gadziej twarzyczki, poczuła ból. Okropny. Spowodował go upadek na piaski pustyni, te gorące i bezlitosne, teraz twarde niczym marmur, ale gorący marmur. Nagrzany piach ogrzewał jej całe ciało, jakby nie była już wystarczająco spocona. Piasek… Czuła jego ciepło. Może nie było aż tak tragicznie. Może jej ciało odeprze tę truciznę, której jedynym zadaniem mógł być paraliż ofiary? Musiało to być to… Trawił ją ból ramienia. Chyba złamane… Ulotna myśl przeszła przez jej głowę. Gdyby umarła nie czułaby tego, prawda?
Uświadomiła sobie, że ma zamknięte powieki. Próbowała je otworzyć, ale na nic. W końcu poddała się i przyjęła z radością miłe objęcie pustyni. Obtulała ją od każdej strony i tak miło łagodziła cierpienie, przynosząc zapomnienie. Właśnie… Coś się takiego wydarzyło? Ach… No tak. Przypomniało jej się. Zabiła potwora, ratując tych ludzi… To właśnie ona go pokonała, zadając mu ostateczny cios. Ona, mroczna elfka, uratowała ich i Da’rana… Dotrzymała obietnicy.
Uśmiechnęła się do siebie w duchu. Na jej twarzy także można było go dostrzec. Uśmiech satysfakcji i triumfu… Udało jej się dotrzymać obietnicy. Teraz pewnie umrze w tym miejscu, zapomniana, jednakże to nie liczyło się w tej chwili. Przez krótki czas miała o kogo walczyć… To zapełniało jej puste mroczne serce. Odpłynęła daleko, myśląc o piaskach, które ją otaczały. Takie złociste i bezkresne, ciepłe i przyjazne…
Złotooka straciła przytomność.
Awatar użytkownika
Zeler
Posty: 153
Rejestracja: 29 gru. 2012, 00:05
GG: 45832037
Karta Postaci: viewtopic.php?p=39092#39092

11 sty. 2013, 18:58

Los chciał, że miecz trafił na chitynowy pancerz. Siła ciosu i twardość miejsca w które uderzył spowodowała, iż odbił się z brzękiem i wypadł Zelerowi z ręki. Nie miał czasu na zdziwienie. Instynktownie rzucił się z powrotem po miecz wbity w piasek, jednak gdy już go chwycił zauważył coś, co niezwykle go zdziwiło. Potwór leciał brokiem wprost na niego. Nie mógł wiedzieć co było tego powodem, ale teraz mało go to obchodziło. Najważniejsze, to umknąć z pod giganta, zanim ten zdoła go zupełnie przygnieść. Nie przejmował się nawet chowaniem miecza z powrotem za plecy. Zaczął biec przed siebie nie zważając na wszystko. Można powiedzieć, że biegł tak, jakby zależało od tego jego życie. W sumie to było to prawdą.
W jego głowie kłębił się myśli. Był zły na siebie, że nie zdołał zadać bestii ostatecznego ciosu. Domyślał się, że zrobiła to elfia łuczniczka. Humor poprawiało mu to, że to tak naprawdę dzięki niemu udało się jej pokonać stwora.
Był już zmęczony wyczerpującą walką. Gdy odbiegł wystarczająco daleko, wbił miecz w piasek i usiadł. Teraz wyraźnie widział pole bitwy, które znajdowało się przed nim. Pośród piasku zabarwionego szkarłatną krwią martwej już bestii mógł dostrzec głupca, najprawdopodobniej już martwego lub wciąż umierającego, który wcześniej samotnie zaszarżował na potwora. Obok niego klęczała młoda dziewczyna, której wyglądu sobie nie przypominał. Była to prawdopodobnie również osoba wynajęta do ochrony karawany. Po chwili zauważył elfią łuczniczkę leżącą obok truchła skorpiosmoka. Była martwa lub nieprzytomna, z takiej odległości nie mógł tego stwierdzić. Na pierwszy rzut oka mógł jedynie zauważyć, że nie ma żadnych widocznych poważnych ran na ciele.
Lekko westchnął i podniósł się z trudem. Nie znał jej, nie miał z nią nic wspólnego i nie czuł do niej żadnej sympatii. Mimo to postanowił sprawdzić, czy nic jej nie jest. Szedł ciągnąc miecz po ziemi. Znajomy ciężar w dłoni zawsze dodawał mu sił, a gdyby nie to, to prawdopodobnie teraz leżał by wycieńczony pośród teraz już nieznośnego gorąca.
Gdy do niej doszedł, mógł dostrzec, że żyje. Wbił miecz w piasek obok niej i kucnął. Oddychała, ale była nieprzytomna. Postanowił lekko poklepać ją po twarzy. Jeśli się od razu nie obudzi poczeka jeszcze chwilę, a po odczekaniu dziesięciu minut chwyci ją za nogę i przeciągnie do obozu jak worek ziemniaków.

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 12 użytkowników online: 1 zarejestrowany, 0 ukrytych i 11 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot]
Liczba postów: 52088
Liczba tematów: 2965
Liczba użytkowników: 1036
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: DrzewoBizantyjskie
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.