Pustynny Koszmar

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.

Moderator: MG

Awatar użytkownika
Azur
Posty: 317
Rejestracja: 13 gru. 2012, 21:38
GG: 21882886
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2374

Pustynny Koszmar

04 sty. 2013, 23:46

-Dobra leniwe psy. Do kurwy nędzy, ruszcie te swoje dupska i idźcie sprawdzić co tam się dzieje. Jesteście tu aby ochraniać tą karawanę a nie srać po portach i opierdalać się za pieniądze naszego pana. Już kurwa, w podskokach bo obetnę wam żołd!

Mówiąc to młody kapłan kopnął najbliżej leżącą osobę. Ciemny, zatęchły już od dawna namiot chwiał się z lekka i pokrywał ziemię wokoło zbawiennym cieniem. Leżeli tam, ochroniarze, wezwani naprędce do obrony karawany a rekrutowani jakiś czas wcześniej w Khan'Sal. Od wielu dni się nie myli, śmierdziało tutaj niemiłosiernie. Ziemia pokryta była brudem jaki spływał z nich w potwornych upałach panujących na Pustyni Śmierci. Po usłyszeniu rozkazów podnieśli się powoli, kilku zaklęło siarczyście nie mogąc zrozumieć po co wzywają ich o takiej porze. Wyszli na plac wokół którego znajdowały się namioty. Niesamowity skwar bijący z nieba uderzył w nich niemal natychmiast. Poczuli głód jaki panował tutaj od niedawna. Wielu z nich chętnie by już wróciło bądź uciekło jednak ten pojebany klecha wyznaczył nagrodę za każdego uciekiniera.

-Już kurwa, na trasę i patrolować. Kilku naszych zniknęło, podejrzewam, że rozerwało ich któreś z żyjących tu zwierząt. Ale i tak macie to sprawdzić. Każdy kto coś upoluje dostanie adekwatną nagrodę. Już kurwa, ruchy!

Wyciągnął batog i zaczął smagać ochroniarzy po plecach. Nie mogli się sprzeciwiać, miał tu pełną władzę i to on płacił…
Ssen
Posty: 50
Rejestracja: 24 gru. 2012, 11:11
Karta Postaci: viewtopic.php?p=39203#39203

12 sty. 2013, 15:01

Upadł, cholerstwo się ruszyło i zniweczyło cały plan. Pustynny piasek zamortyzował to małe uderzenie. Prawdopodobnie Ssen mógłby od razu wstać, lecz jednak tego nie zrobił. Z jego ust wydobył się za to głośny śmiech. Inni mogliby się zastanawiać z czego, lub z kogo śmieje się czarnowłosy. Podobno ludzie podświadomie myślą, gdy usłyszą śmiech, że to ktoś z nich się śmieje. Jednak tym razem było inaczej, Ssen w myślach nabijał się z własnej głupoty. Przecież mistrz mówił –Pamiętaj, każdy plan rozsypuje się, gdy napotyka praktykę
Dopiero po chwili gdy się opanował i zwrócił uwagę na to co się wokół niego dzieje. Dostrzegł mroczną elfkę, która dzielnie wspinała się na łeb poczwary. Wydawało się, że to już końcówka walki i wielki zmutowany skorpion zaraz skona, jednak prawdopodobnie ostatkiem siły zaatakował nie używanym dotąd ogonem, raniąc elfkę. Ssen zmiął w ustach przekleństwo i widząc drgawki przedśmiertne monstrum postanowił działać. Jednak wszystkie niezbędne rzeczy leżały w pewnym oddaleniu. Ssen biegiem szybko dotarł do swoich bagaży. Szukając składników, porozrzucał niepotrzebne rzeczy dookoła siebie. Wreszcie znalazł, to co było mu potrzebne i chwytając w biegu pusty słoik, oraz swoje rękawice ze smoczej skóry ruszył z powrotem w kierunku potwora. Pomagając sobie laską, wspiął się na ogon skorpiona i tworząc wieczko z skrawka materiały, pobrał trochę jadu. Odlewając jego cześć do pustej manierki zaczął to co uwielbiał.
Alchemia jest specyficzną nauką. Potrzebna jest do niej wiedza, oraz chęć eksperymentów, gdyż mistrzowie tego fachu nie dzielą się swoimi przepisami zbyt często. Jednak Ssen miał szczęście, trafił na świetną nauczycielkę, a jednocześnie prężną alchemiczkę. Dzięki niej poznał wiele przepisów, między innymi na sposób na tworzenie surowicy na prawie każdy jad.
Język żmii, gdyż odpowiednio dodany, odwraca on właściwości mikstury, gdyż z język żmii przekręca prawdę.- mruczał do siebie, dodając składniki do jadu, jednocześnie nie przestając mieszać ciągnął dalej –serce węża, powinno odpowiednio podtrzymać efekt, zaś dodane na końcu sproszkowane pióro kruka wzmacnia efekt. Ssen zakończył robienie eliksiru, w który wpatrywał się oczekująco, by skoro tylko pojawi się szarawa mgiełka potwierdzająca efekt, użyć go do przemycia rany złotookiej, oraz zaaplikowania go wprost do żył, za pomocą pierścienia.
Awatar użytkownika
Azur
Posty: 317
Rejestracja: 13 gru. 2012, 21:38
GG: 21882886
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2374

12 sty. 2013, 16:50

Click…

Rion nadal zajmowała się Da'ranem. Nie była w stanie zrobić niczego z jego przeżartymi na wskroś nogami. Wiązała strzępy ciuchów, rozrywała co większe bąble które już zaczynały tworzyć się w miejscach zapalnych. Coraz szybciej, coraz prędzej, z coraz większym przeświadczeniem o porażce. Mimo tego, że Da'ran zemdlał przeszedł teraz w sen. Krzyczał, wierzgał się, jego ciało nie było w stanie wyrwać się spod opiekuńczej ręki Rion lecz walczyło, walczyło bardzo zażarcie. Krople potu spływały po jego klatce piersiowej, teraz odsłoniętej. Rion rozerwała jego wierzchnie odzienie by wiązać je jak szmaty. Obrażenia na nogach przybrały siną barwę. Tak jakby kolejne partie mięśni obumierały, kolejne wiązania zostawały odcinane, wszystko po to by ratować górną część ciała. Krew przelewała się między jej rękami, cała morka od potu robiła właśnie najszybszą operację kiedykolwiek. Ratowała mu życie. Wtem coś się zmieniło. Mięśnie które jeszcze pozostały w nogach przestały się ruszać, krwawienie powoli zaczęło ustawać. Da'ran otworzył oczy. Jego ciało nadal unosiło się w drgawkach. Cały mokry i zmęczony do skraju ludzkiej wytrzymałości otrzymał od losu dar… Dar podziwiania bestii którą przed chwilą zabił. Dar widoku zapierającego dech w piersiach. Oto była bestia dziesięć razy większa od niego, bestia straszniejsza niż cokolwiek co kiedykolwiek widziały jego oczy. Było to monstrum które jednym ruchem potrafiło zniszczyć garnizon, monstrum które pluło kwasem, dźgało ogonem i miało gigantyczne szczypce oraz smoczą paszczę. Niewielu wojowników mogłoby się mierzyć z czymś takim. Ale on dał radę. To jemu się udało. Napawało go to otuchą. Poczuł w środku ciepło, nie było to jednak ciepło piachu czy ulatującej powoli krwi. Było to ciepło spełnienia, ocalił tych ludzi, pokazał, iż jego droga wojownika to droga czysta i usłana kamieniami. Kamieniami które niszczyły ciało oraz duszę. Tak… czuł, że koniec jest już blisko. Widział przed sobą białe pióra które wydawały się spadać i opiewać jego obolałe ciało. Widział także dziewczynę która uwijała się przy jego nogach. Jej czerwone oczy zlewały się z teraz czerwoną twarzą. Jej ruchy były tak łagodne, zwolnione jakby przez czas który mu pozostał. Jego oczy wydawały się lekko przymknięte, ciekły z nich ciepłe łzy. Jej krzyki rozmywały się jakby odbijając się od niewidocznych ścian jego cierpiącego umysłu. Mięśnie napięły się w nagłych spazmach bólu. Życie powoli z niego ulatywało. Miał ostatnie sekundy by powiedzieć dziewczynie to co chciał. Po tym czasie odejdzie na wieki… Do świata innego. Nie wiedział czy lepszego czy też gorszego. Miał tylko przeświadczenie, że to co pozostawił na tym pozostanie tutaj na wieki. Chwalone przez pokolenia, opowiadane jako historie, mity, bajki… O dzielnym Da'ranie który nie bał się wskoczyć nawet na głowę smoka…

Click…

Ssen dopadł do elfki. Koło niej czekał już Zeler który próbował ocucić ją uderzając lekko w jej śliczną twarz. Niestety, to nic nie dało. Mężczyzna nie zraził się jednak i szybko przystąpił do swojej części planu ratowania Złotookiej. Wstrzyknął w jej żyły naprędce przygotowaną odtrutkę. Płyn szybko wlewał się do środka, jeśli miał zadziałać zrobi to szybko. Wszystko działo się tak jak należy, proporcje były odpowiednie. Czekali. Sekunda, dwie, trzy… minuta, pięć minut… Ocknęła się. Jej oddech stał się szybszy, piersi unosiły się w górę i w dół. Oczy powoli się otworzyły. Słońce oślepiło ją na chwilę. Gdy otworzyła oczy po raz drugi pojawił się przed nią lekko rozmazany obraz dwóch mężczyzn pochylonych nad nią ze zmartwionymi minami. Przynajmniej tak wydawało się w pierwszej chwili… Wróciła do życia.
Awatar użytkownika
Złotooka
Posty: 461
Rejestracja: 31 lip. 2012, 22:44
Lokalizacja postaci: Pałac Sztychu
GG: 11589805
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2073

12 sty. 2013, 20:41

Przebudziła się. Po chwili uzmysłowiła sobie, czemu cała była spocona i gdzież to się znajdowała. Jeszcze żyła. Czuła tę okropną gorączkę pustyni i krople potu spływające po swoim czole. Odetchnęła głęboko, ciesząc się powietrzem, które właśnie wylatywało z jej płuc. Mogła oddychać, jej serce biło… Żyła. Westchnęła nawet. Cieszyła się tym upałem, czuła go i naprawdę tu była. Zadowalało ją nawet te suche powietrze. Nadal krążyło po jej układzie oddechowym. Żyła… Po tej potyczce… Jednakże, co się stało z trucizną… Jadem skorpionocosia? Jej organizm nie mógł się tak szybko go pozbyć… Czyżby ktoś inny maczał w tym palce? Może… mama? Nie, ona mnie zostawiła. Sama wygnała mnie za próg i gdyby mnie spotkała, to prędzej w mojej krwi przepływałaby jedna z tych najgorszych trucizn, co to zadają śmierć powolną i bolesną, niż lekarstwo. Do tego byłaby, po tym wszystkim, do tego zdolna.
Otworzyła oczka, swe złote nienaturalne oczęta, i uderzyły w nią promienie słoneczne. Skrzywiła się, mrużąc oczy. Kilka łez z nich wypłynęło… Kto by pomyślał, że jeszcze miała czym płakać na tym padole skąpym w wodę. Chciała poruszyć rękoma, aby zasłonić te okropne słońce, ale poczuła ból w lewym ramieniu. Jęknęła… No tak… Złamane. Pamiętała jak chrupnęło, gdy zderzyła się z piaskiem. Pewnie będzie musiała mieć rękę na temblaku. Za to jej wzrok już działał, nieznacznie przyzwyczaił się do panującego światła i zauważyła dwóch mężczyzn nad sobą. Jednego kojarzyła… Mrugnęła kilka razy powiekami. W końcu przestała widzieć te zamazane twarze i ujrzała ich w pełnej krasie… Jej wzrok wrócił do normy, choć miała lekkie wątpliwości, co do jego poprawnego działania. Jeden z mężczyzn był tym wysokim, którego nagnała do pomocy, ale ten drugi? Kim był? Nie kojarzyła nikogo, kto miałby połowę twarzy w… łuskach. To właśnie tu sądziła, że wzrok ją zawodzi. Uniosła prawą dłoń i nie myśląc za bardzo, co robi, dotknęła z ciekawością jego twarzy. Wyczuła łuski… Prawdziwe łuski. Miał opaskę na oku… Ukrywał pewnie gadzie oko. Zapewne nie pasowało do niego, jak jej własne oczy. Złotooka… Przezwisko, które zostało jej po rodzinnych stronach właśnie z ich powodu. Tam wspominano je z jadem w głosie, jak najgorsze przekleństwo… A teraz, te przeklęte przez mroczne elfy oczy, patrzyły z ciekawością i ze zrozumieniem na nieznajomego mężczyznę.
W oczy rzuciło jej się coś czerwonego. Krew… Na dłoni miała jeszcze krew po spotkaniu z okiem skorpiocosia i właśnie ubrudziła mu nią policzek. Zaraz cofnęła swą mroczną dłoń i wymamrotała zachrypniętym głosem:
Przepraszam… – W ustach miała sucho i stąd zamiast normalnego tonu, z jej ust wyszedł szept. – Przepraszam… – Kontynuowała. – Ubrudziłam cię tą przeklętą krwią… – Przeszkadzała jej ta suchość. Miała wodę w manierce. Właśnie, gdzie jej torba? Czy nadal była obok niej? Miała w niej wszystko, co posiadała. Co z jej łukiem? W dodatku leżała na pustyni… Musiała się ukryć przed tym słońcem, inaczej to ją wykończy zamiast trucizny. Zganiła się w myślach za opóźnione martwienie się o ruchomości.
Spróbowała wstać, mimo że czuła w plecach, jak i w mięśniach ciała, ból.
Ssen
Posty: 50
Rejestracja: 24 gru. 2012, 11:11
Karta Postaci: viewtopic.php?p=39203#39203

13 sty. 2013, 17:35

Ssen miał w życiu szczęście, a przynajmniej patrząc z pewnego punktu widzenia. Gdyż jakby nie spojrzeć w latach dzieciństwa posiadał kochającą rodzinę. Prawda, dla postronnych obserwatorów mogła się wydawać strasznie zimna i twarda, jednak to było wymuszane przez wychowanie, oraz status. Nie licząc częstych i długich nieobecności ojca, to Ssen był otoczony ciepłem domowego ogniska. Mimo prześladowań ze strony rówieśników, był lubiony i akceptowany przez dorosłych u których właśnie szukał akceptacji. Można się więc dziwić, dlaczego więc chłopak uciekł z domu. Może to wręcz zaprogramowana w DNA rodzinna tradycja, bądź pewien rodzaj próby przejścia do dorosłego życia, trudno to określić, lecz seria niefortunnych przygód doprowadziła, że Ssen został sam na tym świecie.
Ssen uśmiechnął się z ulgą gdy dostrzegł otwierające się oczy, które swym kolorem mogły rywalizować z starannie wypucowanymi suwerenami, największego liczykrupy na rynku w Wolenvain.
Witaj z powrotem wśród żywych- powiedział żartobliwym tonem, lecz dopiero po kilku sekundach, aby kobieta zrozumiała jego słowa.
Ssen nigdy nie przykładał się do nauki ras zamieszkujących leviathan, lecz podejrzewał, że ma przed sobą osobnika mrocznych, lub ciemnych elfów, lecz czym oni się charakteryzowali? Temperatura, słońce grzejące czarne włosy, występujące na pustyni niezbyt dobrze wpływają na myślenie, prawie jakby odcinały energię, która w pewien sposób poruszała te zardzewiałe koła zębate odpowiedzialne za myślenie i kojarzenie.
Gdy kobieta musnęła swoją dłonią policzka Ssena, w kąciku jego warg pojawił się nikły uśmiech. Jednak w pewien sposób myliła się ona co do drugiego oka, które gdy było odsłonięte, zakłócało swoimi właściwościami prawidłowe widzenie. Nie każdy w końcu jest taki sam. Ludzie różnią się w końcu od elfów, elfy od orków, a ci od krasnoludów. Każda rasa jest inna. Jednak pechowym jest to być przedstawicielem dwóch ras, których odbieranie świata ze sobą koliguje. Właśnie z tego powodu Ssen musiał oddzielić spostrzeganie.
Jednak elfka popełniła błąd. Może wcześniej wymienione koła zębate, w wyników wstrząsów wywołanych doświadczeniami z alchemią, przeskoczyły i inaczej się ułożyły. Palec kobiety zbliżył się zbyt blisko ust czarnowłosego. Szybkie, lekkie obrócenie głowy i chwycił zębami palec tuż za paznokciem. Uśmiechając się kącikami ust spojrzał przymrużonymi oczami w piękne oczy elfki.
nie ma sprawy, obeschnie i sama odpadnie, nie ma co tracić na to wody.- odparł puszczając palec, tonem jakby nic się nie stało. Dodatkowo widząc starania Złotookiej zaoferował jej swe ramie.
Awatar użytkownika
Zeler
Posty: 153
Rejestracja: 29 gru. 2012, 00:05
GG: 45832037
Karta Postaci: viewtopic.php?p=39092#39092

13 sty. 2013, 18:15

Mężczyzna, który przybył na pomoc Złotookiej, mimo swojego dziwacznego wyglądu był niezwykle przyjazny. Zelerowi nie wydawało się to dziwne. Wszakże jego wygląd wskazywał na to, iż jest osobą przyjaźnie nastawioną do wszystkich naokoło co nie mogło być bardziej mylne. Nie miał przyjaciół, a zdobywanie ich nie przychodziło mu łatwo. W końcu trzymał większość znanych sobie ludzi na odległość, nie pozwalając im na zbyt bliskie zbliżenie się do jego własnej osoby. Tak samo było teraz. Widząc zaangażowanie w pomoc mężczyzny o dwóch twarzach postanowił zostawić elfkę właśnie jemu.
Powiesił swój miecz z powrotem na plecach i patrząc w palące słońce westchnął. Miał dziwne przeczucie, że to jeszcze nie koniec zmagań drużyny ochroniarzy na tej przeklętej pustyni. W jego pamięci rozbrzmiały słowa dawno już martwej osoby, która powróciła do obozu z pierwszego zwiadu. "Zbliżają się". Kto się zbliża? Tego nie wiedział, ale nie dawało mu to teraz spokoju. Podczas walki nigdy nie musiał się nad niczym zastanawiać. Jego ciało działało samo, a umysł był skupiony na tym, by ciało mogło przeżyć. Teraz, gdy walka już dobiegła końca, wrócił do świata, w którym istniało coś więcej niż jego ostrze i przeciwnik.
Pogrążony w myślach stał tuż przy dziwnej osobie pomagającej Złotookiej i nucił znajomą sobie melodię, którą często słyszał w swojej wiosce. Nucenie nie było głośne, lecz elfka i obcy mężczyzna nie powinni mieć problemu z jej usłyszeniem. Melodia była wolna i spokojna. Zelerowi przynosiła na myśl ciemny, zamglony las, przez który podróżował gdy opuścił wioskę. Nie wiedział czemu, ale czuł się wtedy wyjątkowo dobrze. Otaczały go wielkie drzewa a jedyną towarzyszką była samotność, z którą nie dało się porozmawiać. Teraz było zupełnie inaczej. Rozgrzana, bezkresna pustynia oraz grupa zupełnie obcych mu ludzi. Minęło już wiele dni, a on ani razu nie odezwał się do żadnego z innych ochroniarzy. Nie wiedział czy to on ich odstrasza, czy może sam się ich obawia. Nie. Nie obawiał się nikogo. Po prostu nie widział potrzeby, aby bratać się tu z kimkolwiek.
Jego umysł z powrotem pogrążył się w myślach…
Awatar użytkownika
Da'ran
Posty: 138
Rejestracja: 13 gru. 2012, 17:44
GG: 37632965
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2372

13 sty. 2013, 19:30

A więc to koniec. Wszystko co trwało miało się skończyć. Leżał na piasku. Nie czuł już bólu. Wszystko zwolniło. Cały ten świat zatrzymał się na chwilę, żeby zobaczyć śmierć wielkiego łowcy. Dźwięk, ryk bestii, wołania ludzi, wszystko zdawało się jakby dobiegać z oddali. Da'ran otworzył oczy. Jakieś wielkie stworzenie padało przed nim na ziemię. Jakaś kobieta o pięknej bladej cerze bandażowała mu nogi. Po co? Nie uratuje go przecież. Widział teraz piękno tego świata. Wiedział, że widzi ten świat poraz ostatni. Chłoną wszystko co widział. Chciał jak najdłużej na nim zostać. Rozkoszował się każdym widokiem. Wiedział że oddał życie za ludzi których nie znał. Poświęcił się za Złotooką. Oddał życie za towarzyszy. Teraz miał umrzeć. Zapomniany przez wszystkich. Jednak nie jak żebrak na ulicy, umrze jak bohater na polu chwały. Widział teraz przed sobą całe swoje życie. Śmierć rodziców, śmierć opiekuna. Nigdy nie doświadczył szczęścia. Widocznie celem jego życia było poświęcenie się. Oddanie swojego życia, by inni mogli żyć. Czuł, że śmierć już blisko. Jeszcze tylko chwila… Ostatkiem sił wymówił do medyczki ostatnie słowa:
– Powiedz elfce, że przepraszam…
Zamkną oczy. Otworzył je jednak jeszcze chwilę później i z wielkim trudem dodał:
– Byłem… Da'ran… nie… zapomnijcie…
I odszedł w spokoju.

***

Wielki łowca, pogromca bestii, potomek elfów, Da'ran stał dumnie na wydmie. Wielkie pomarańczowe słońce chyliło się już ku zachodowi. Gdzieś na horyzoncie widniała karawana. Dookoła niej biegali ludzie. Coś się stało, coś… co go już nie dotyczyło. Da'ran wpatrywał się jeszcze chwilę w wszechogarniające piaski pustyni. Następnie odwrócił się i odszedł w zaświaty… by już nigdy nie powrócić…
Awatar użytkownika
Złotooka
Posty: 461
Rejestracja: 31 lip. 2012, 22:44
Lokalizacja postaci: Pałac Sztychu
GG: 11589805
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2073

14 sty. 2013, 19:19

Zmrużyła oczy, widząc swój palec między zębami mężczyzny, będącego… hybrydą? Chyba należało to do dziwnego… Poprawka. Zdecydowanie należało to do grupy dziwnych scen i gdyby nie słodka minka mężczyzny, zapewne elfka zaczęłaby się bać o swojego palca, który to był jej potrzebny do strzelania ze swojego niezwykłego łuku. Skoro to było… przyjazne posunięcie, bo na to wskazywał uśmieszek postaci, to Złotej brakowało na to słów. Gorzej. Nazwałaby to raczej intymnym postępkiem, jednakże mężczyzna najwidoczniej miał inne obyczaje. Spróbowała więc to zbyć tak, jak zaraz i on sam to zrobił… Podjął dalszą rozmowę, mimo to Złotooka nie potrafiła się nadal z tego otrząsnąć… Coś tu z pewnością nie należało do normalnych rzeczy.
Ostatecznie, pomagając sobie jego ramieniem, wstała z piasku. Jej plecy przeszył ból… Żądło… Kto by pomyślał o tym, że żądło mogło ją wtedy zaatakować? Na pewno nie ona. Dała się tak łatwo podejść, ale udało jej się. Bestia leżała martwa u ich stóp, a tuż obok niej leżał Da’ran, nad którym pochylała się ta młoda dziewczyna. Pamiętała, jak przez ułamek sekundy widziała ją biegnącą w jego kierunku, gdy była już na szyi skorpiocosia. Da’ran…
Cała obolała schyliła się po swoje ruchomości, zarzucając łuk, delikatnie, na plecy wraz z kołczanem, a na ramię torbę. Mięśnie ją pobolewały zapewne przez wysiłek fizyczny, jak i truciznę, która jeszcze nie tak dawno sparaliżowała jej ciało. Ruszyła w kierunku poszkodowanego, podejmując rozmowę z łuskowatym, żeby nie wisiała nad nimi cisza. Tego by nie zniosła.
Złotooka jestem – przedstawiła się na początek. – Wiesz może, co to takiego, bo ja tego skorpionocosia to nazwać nie potrafię… Zbyt mały zakres słów mam w głowie. – Trochę kiepski temat na rozpoczęcie rozmowy, ale od czegoś trzeba było zacząć. – I dzięki za… pomoc. Nie każdy by mi pomógł w takiej sytuacji… – Wyznała, obdarowując go jednym z najbardziej szczerych uśmiechów, który, należy wspomnieć, stanowił rzadkość.
Dostrzegła stąd, że z Da’ranem jest gorzej niż myślała. Posmutniało nieco na duchu. Nie widziała jeszcze, że umiera… Szła, patrząc łuskowatemu w twarz, choć fakt, że jeszcze nie tak dawno ją "ugryzł", lekko ją krępował. Żeby nie musieć go tak natarczywie obserwować swoimi złotymi oczyma, zajęła się wyjmowaniem z torby manierki, a następnie zaspokajaniem pragnienia. Tego jej było potrzeba… jak kąpieli, lecz na to musiała jeszcze poczekać.
Przypomniała sobie o zamyślonym wcześniej zielonookim, który to coś sobie, jeszcze chwilę temu, nucił. Rozejrzała się, aby ustalić gdzież to się on znajduje.
Ssen
Posty: 50
Rejestracja: 24 gru. 2012, 11:11
Karta Postaci: viewtopic.php?p=39203#39203

19 sty. 2013, 17:57

Pomagając elfce wstać zerkał na kolejną kobietę, starającą się pomóc komuś pomóc. Ssen nie kojarzył chłopaka, zresztą trudno się dziwić, gdyż unikał wszelkiego towarzystwa podczas dotychczasowej podróży. Jednak uważał działania Rion za głupie i jakby nie patrzeć niepotrzebne. Według niego zbyt duże rany poniósł Da’ran, aby był jakikolwiek sens wszelkich prób leczenie pozwoliło mu przeżyć. Powinno się go dobić, aby mniej cierpiał niż tracić cenne materiały lecznicze.
Zwą mnie Ssen-przedstawił się, po czym zerkając na truchło monstra, dodał –Nie wiem, lecz zaraz zobaczymy- Trzeba przyznać, że alchemik i jednocześnie zielarz, był bardzo zaciekawiony zjawiskiem. Ciekawiły go właściwości tegoż stworzenia, jego organów, krwi, a przede wszystkim, w tym momencie ciekawiło go sposób powstania tego czegoś.
Nie pomogłem ci z dobrej woli, na tej pustyni lepiej mieć kogoś kto potrafi walczyć- odpowiedział, po czym ruszył ku wielkiemu cielsku skorpiona. Wyciągnął nóż i zaczął badać. Najbardziej ciekawiła Ssena szyja. Można było dostrzec, jak umiejętnie podważa łuski, chcąc dostrzec jaką skórę kryją pod sobą, po chwili badał już miejsca gdzie smocze łuski przechodzą w skorupę stawonoga, szukając śladów szwów, lub sposobu w jaki ta głowa mogła zostać przytwierdzona do takiego cielska. W końcu, prawie niemożliwe jest, żeby taki potwór po prostu się urodził.
Awatar użytkownika
Azur
Posty: 317
Rejestracja: 13 gru. 2012, 21:38
GG: 21882886
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2374

20 sty. 2013, 21:09

Słońce skwierczało, pot lał się z nich zaś ciało Da'rana pozostawało nadal w objęciach Rion. Wydawało się jakby nie chciała go odstąpić nawet na krok nie mogąc pogodzić się z jego odejściem. On niestety umarł już. Odszedł, na wieczność. Kolejna pusta dusza wśród piasków pustyni.

Wokół potwora poczęło dziać się coś dziwnego. Tak jakby jego dusza oddzielona od ciała formowała się nad nim w coś na rodzaj ducha. Powietrze pociemniało, czarna chmura utworzona z ektoplazmatycznej formy poczęła zagęszczać się. Formowała się w każdą możliwą geometryczną formę w trakcie kilku sekund i nadal zacieśniała. Wreszcie zebrała w idealnie prostą kulę czarnej, złowieszczej energii. Przez chwilę kotłowała jeszcze w powietrzu by w końcu przeistoczyć się w… klucz. Mały, czarny klucz. Upadł z brzdękiem na czarny pancerz skorpiona.

Ssen badał przez chwilę przejście między dwoma ciałami. Było ono naturalne. Tak jakby bestia urodziła się w takim połączeniu. Nic nienaturalnego.

-Patrzcie co te skurwysyny zmajstrowały! Zabiły to bydle! O jednego z nich mniej ale zabiły go! Dobra, idźcie znaleźć wejście. Musi być niedaleko!

Kilku zbirów wyglądających na kapłanów rozbiegło się na okoliczne wydmy. Nie widzieli upadającego klucza. Nie zwrócili także uwagi na truchło Da'rana, zapłakaną Rion oraz trójkę rozmawiających.
Awatar użytkownika
Złotooka
Posty: 461
Rejestracja: 31 lip. 2012, 22:44
Lokalizacja postaci: Pałac Sztychu
GG: 11589805
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2073

23 sty. 2013, 21:50

Ssen… No cóż. Lekko ukuły ją jego słowa, ale czego mogła się po nim spodziewać? Przynajmniej doceniał jej umiejętności. Widocznie zwróciła swoją uwagę po wyczynie ze skorpiocosiem, a facet myślał praktycznie i jej pomógł, podając jej surowicę. Jakiś plus z tej jej zręczności i zwinności był. Ogólnie miała szczęście, że Ssen co nieco znał się na antidotach, bo gdyby nie… Albo by umarła, albo leżałaby teraz sparaliżowana kilka godzin bądź dni.
Patrzyła jak podchodzi do potwora i bada strukturę jego ciała. Szczerze powiedziawszy nie widziała w tym nic ciekawego, ale pewnie mogło to uchronić ich przed następnym atakiem. Lekko nudne, ale każdy ma swoje pasje. Przeraziła ją jednak zaraz dziwna chmura, która pojawiła się nad tym martwym dzieckiem pustyni. Magia… Chyba nikt, oprócz niej, jej nie dostrzegł. Musiało to mieć podłoże magiczne, a Złota szczerze nienawidziła magii, bo jej nie znała. Splunęłaby nawet na piasek, ale dość szybko zrobiło jej się sucho w ustach i śliny brakowało. Natomiast chmura rosła i nie wiadomo, co za sobą niosła. Tym groźniejsza się zrobiła, gdy przybrała kształt kuli, czarnej kuli pełnej energii. I nawet nie wiedziała kiedy, a energia ta zamieniła się w klucz, który upadł na gorące piaski pustyni.
Złota wiedziona nieznanym impulsem, podniosła dyskretnie klucz i ukryła w dłoni, mimo że widziała sama, co go stworzyło. Miała jedynie nadzieję, że nikt tego nie zauważył, bo jeśli tak, to będzie musiała go oddać, a… Nie wiedziała, czy powinna słychać swej intuicji, ale uznała, że klucz ten jak na razie nie powinien znaleźć się w rękach kapłanów. Nie znała ich intencji, a czarny klucz nie wyglądał na niepotrzebny i zwykły. Co to, to nie.
Klucz wsunęła do jednej ze swych skrytych kieszeni spodni i podeszła w końcu do Da'rana, a raczej tego, co z niego pozostało. Zauważyła martwego mężczyznę i samotna łza spłynęła po jej policzku. Okropne… W pewien sposób czuła się za niego odpowiedzialna i zawiodła na samym początku, a teraz? Teraz nie miała żadnego sojusznika, nie miała znajomego, jeśli nie liczyć Ssena, nie miała towarzysza broni. Mieli razem pokonać tę bestię, a on… On zginął w tej bitwie. Świat był podły, a ona jednak nie była bohaterem. Nie dziś.
Elfka uklękła i oddała ostatnio hołd zmarłemu, po czym wstała i postanowiła wziąć się w garść, zarobić kasę i wyjść z tego żywą.

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 18 użytkowników online: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 16 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Kerreos
Liczba postów: 52090
Liczba tematów: 2965
Liczba użytkowników: 1036
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: DrzewoBizantyjskie
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.