Ratunek w górach

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.

Moderator: MG

Ssen
Posty: 50
Rejestracja: 24 gru. 2012, 11:11
Karta Postaci: viewtopic.php?p=39203#39203

Ratunek w górach

29 sty. 2013, 22:05

Obrazek
soundtrack
MG

Gdy już na ziemiach prószy pierwszy śnieg, a płytkie jeziora nocą skuwa pierwszy lód w Wolenvain ostatnie ciepłe podmuch wiatru leniwie poruszają szarymi proporcami z symbolem zielonego drzewa. Jeszcze tylko niecały rok i może nie być symbolu połączonych miast w Autonomie, może nie być wolności i zielonego drzewa na szarym białym tle powiewającego nad bramami i Pałacem Sprawiedliwości.
Zamiast nich powiewać będzie pięć skrzyżowanych, czarnych mieczy swoją szkaradnością plugawiących zielone tło Imperium ludzi. Nie będzie wolności, jedynie pęta i niewolnicza praca, od której uwolnić może jedynie śmierć.

Tylko rok- powiedział do siebie wysoki prawie na siedem stóp mężczyzna, odwracając się od okna. Widać było jego siłę, którą z pewnością nie raz wykorzystywał w walce, na co wskazywały liczne blizny na pomarszczonej twarz, oraz odsłoniętych ramionach. Ile śladów walk było ukrytych pod ubraniem, ciemnymi włosami sięgającymi ramion i gęstą czarną brodą, na której można było dostrzec pierwsze kępki siwizny, tego nie wiadomo. Skórzana zbroja, spod której wystawała lniana koszula z podwiniętymi rękawami, oraz mocne buty, a także postawa wskazywała, że mimo swego wieku, nie zatracił swego doświadczenia i był w ciągłej gotowości by chwycić za broń i na rozkaz stanąć do walki. Jednak obecny król chciał mieć go przy sobie, aby jak tłumaczył, pomagać radą i szkolić rekrutów. Pracował, wywiązywał się z tego zadania, nawet stworzył własny system szkolenia, oraz zaczął rekrutować najlepszych z najlepszych, aby stworzyć jednostkę elitarną, ale co z tego jak wciąż świerzbiły mu ręce i każdego poranka jak wybudzał się by "odsączać kartofelki" patrzył z rozrzewnieniem na spowity zachód, który powoli, sekundę na sekundę coraz bardziej rozjaśnia. Jedynym plusem, że kobieta w końcu przestała mu narzekać na "złe warunki polowe", lub niebezpieczeństwo.



Wpuście ich i wyjdźcie- powiedział do dwóch czarnowłosych, niemal identycznych strażników ubranych w długie, lśniące kolczugi, okryte białe płachty z symbolem zielonego drzewa i dzierżący dwuręczne miecze.
Idiotyczne- mruknął sam do siebie na wspomnienie rozmowy z młodym królem. Przyznał mu co prawda wtedy rację, ale i tak jeśli mieli oni symbolizować potęgę Autonomii, to czemu nie zamknąć ich od razu w puszki z blachy? Wtedy prędzej by się do czegoś nadawali w tych ciasnych zakrętach i niskich korytarzach.
Pilnujcie jeszcze by nikt nam nie przeszkadzał- zawołał za odchodzącymi równym, chrzęszczącym krokiem młodzieńcami. Zresztą jak tak na nich patrzył, to na korytarzy zmieścili by się w dziesiątkę jeden obok drugiego i nie stykaliby się ramionami, a i bez problemu podnieśliby te swoje katowskie miecze do góry.

Stary wojownik rozglądną się kolejny raz po komnacie. Wyglądała jak za każdym razem, gdy wysyłał grupę ochotników.
Ta była czwarta.
Co drugi dzień wypuszczał te dzieciaki na śmierć, nieraz pewnie okrutną, wmawiając im że są ostatnią nadzieją królestwa.
Tak, uważał tych wszystkich ochotników za dzieci. Nie wiedziały one czym jest prawdziwa wojna, nie zasmakowały jej bólu, słodyczy zwycięstwa i goryczy porażki. Nie stały w szeregu, gdy obok nich giną ich kolega przebity z kilkudziesięciu metrów bełtem. Nie szły równym marszem po trupach i rannych. Dalej to były dzieci.
Chciały być niczym bohaterowie opowiadań, a staną się jedynie przynętą i zasłoną dla operacji prawdziwych specjalistów.


Kamienna, prosta sala była prawie pusta. Zapełniały ją jedynie dwa stoły. Na jednym znajdowały się skórzane duże tobołki, z których co jakiś czas wystawały sploty liny, a to jakaś zwinięta derka, lub metalowy uchwyt prowadzący do garnka.
Na drugim stole znajdowało się kilka zwiniętych pergaminów, kałamarz, oraz kilka piór, oraz ostry nóż.


Wojownik przeszedł na koniec komnaty i zaplatając ręce za plecami staną tyłem do wejścia.
Nasłuchiwał.
Nie musiał czekać długo.
Po chwili usłyszał kroki kilku osób, w tym równy krok strażników. Pewnie gdyby nie zbliżające się "dzieci – straceńcy" to w przypływie dziwnego humoru zapytałby się tych mieczników, czy nie są bliźniakami.
Zanim zamknięcie wrota powiem, że możecie jeszcze zrezygnować, ale po zatrzaśnięciu drzwi tylko śmierć wam pozwoli nie ruszyć na misję- Twardy i osły głos mężczyzny miał odstraszyć niepewnych, gdy na to czas.
Podpiszcie się na tych pergaminach. Każdy na jednym.[b]- mówiąc to odwrócił się, wskazał na siedem małych rulonów papierów i zaczął oceniać każdego obecnego. Nie patrzył jednak w oczy, nie chciał śnić o ich oskarżycielskim wzroku, przepełnionym bólem i rozpaczą.
Wojownik nawet nie spojrzał na pergaminy czekające na podpisanie. Były one pułapką magiczną, a on sam magii nie lubił. Zresztą wolałby móc zaufać ochotnikom, ale wiedział że nie stać na to Wolenvain i całej autonomii, dlatego musiał się zgodzić na takie warunki.




Nie zdradzę wrogowi celów misji.
Nie przeszkodzę w żaden umyślny sposób w wykonaniu celu misji.
Jeśli będzie trzeba oddam życie za powodzenie misji.
Nie zdezerteruję.
Zrobię wszystko by misja została wykonana



Pięć zdań,
pięć krótkich zdań.
Zdań nad którymi wisiała klątwa.
Podobno śmierć był szybka, lub bolesna.
Podobno można było jeszcze wrócić i dalej wykonywać powierzone zadanie.
Lecz zawsze śmierć czekała w cieniu.

Jak już skończycie tam gryzmolić własne imiona to zapraszam do mapy- Mówiąc to rozwiną większy, podniszczony rulon papieru. Na której można było dostrzec, grubsze i cieńsze linie tworzące zarys gór, rzek, drzew symbolizujących lasy, miast, wiosek większych i mniejszych.
Nazywam się Rademus, jestem jednym z dowódców wojsk Wolenvain- przedstawił się wojownik i ciągnął dalej –Waszym celem jest skrzyneczka ukryta w jaskini blisko szczytu samotnej góry zwanej Żelaznogrzbiet. Problemem nie jest sam Żelaznogrzbiet, który jest stosunkowo niski, lecz otaczający ją łańcuch górski zwany Gniazdem, więc najlepszym pomysłem dla was będzie odnalezienie jednej z wielu opuszczonych kopalń, które przebijają się przez ten łańcuch górski.- Gdy to powiedział spoglądnął na reakcję obecnych. Nie takiej się spodziewał.
Zrozumcie, że smoki i wielkie ptaki są w stanie przelecieć nad gniazdem tylko w kilku miejscach.- Może to było przesadą, ale chciał aby te dzieciaki wzięły niebezpieczeństwo do siebie.
Może…
Może któreś w ten sposób ocali od śmierci.
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie. 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

31 sty. 2013, 20:01

Słowa Rademusa wprawiły go w osłupienie. Czy ten człowiek właśnie przyznał się przed wszystkimi, że złożenie podpisu na tym pergaminie oznaczało dla nich jakby nie patrzeć wyrok? Kto wie, jakie jeszcze efekty może mieć zaklęcie. Skoro uciekli się do tak podstępnego chwytu, jaką można mieć pewność, że nie kłamią, co do efektów? Być może wojownik ukrywa przed nimi inne…niespodzianki? Jak chociaż kontrola umysłu. Pozbawienie kogoś wolnej woli mogło się odbyć nawet bez poczucia zagrożenia ze strony ofiary. Odpowiednio utkane zaklęcie sprawiłoby, że ofiara żyłaby w przeczuciu wolności, podczas gdy tak naprawdę manipulowano by nią z ukrycia.

Musiałbym być niespełna rozumu jak pewne osoby w tym pomieszczeniu – rzekł nie kryjąc pogardy, zerkając ukradkiem na kobietę, która przed chwilą próbowała wpłynąć na półelfa ukazując swoje…auty kobiecości. Cóż za prymitywny sposób wywierania wpływu – pomyślał, mrużąc błękitne oczy.

Nigdy tego nie podpiszę - oświadczył przy wszystkich i wystawił dłoń z pergaminem. Używając telekinezy podniósł kawałek papieru i podarł na maluteńkie kawałeczki, które opadły bezwładnie na posadzę. Dla potwierdzenia swych słów nadepnął na nie butem – Jestem ochotnikiem, nie bezwładną marionetką na usługach naszego litościwe nam panującego króla. Za potwierdzenie mojego oddania powinien być fakt, że Imperium nie pała zbytnią miłością do mojego gatunku. Nie mam absolutnie żadnego interesu w zdradzie – Uśmiechnął się szeroko ukazując białe zęby i oparł jak staruszek na swym kosturze, nadając twarzy niewinny wyraz – Czyż nie?


Oczywiście kłamał, ale kto mógłby to wiedzieć? Jeżeli Imperium zaproponowałoby mu ciekawe warunki – czemu nie? Zależało mu jedynie na powiększaniu swojej mocy. Bez względu na koszty. Imperium i tak by upadło. Prędzej czy później. A on i tak przeżyje.


Słysząc słowa półelfa żachnął się. Poza tym wyczuwał wokół tego osobnika fluktuacje typowe dla Antymagów. Nienawidził ich.


Lepiej skupić się na zadaniu i później świętować jego zwycięstwo – zachichotał cicho, łapiąc się za rubinowy kolczyk w lewym uchu. Bawił się nim obserwując towarzystwo. Co za zgraja. Jak takie coś ma powstrzymać Imperium? Chyba tylko z pomocą bogów im się to uda. Samemu by więcej zdziałał – Patrząc na poniektórych wątpię, by opuścili przybytek o własnych siłach. A każdy dzień zwłoki to dzień przewagi dla naszych przeciwników.


Pominął że został zignorowany ze swoim pytaniem odnośnie portalu.

Awatar użytkownika
Azur
Posty: 317
Rejestracja: 13 gru. 2012, 21:38
GG: 21882886
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2374

31 sty. 2013, 20:18

Zagryzła swą wargę. Nie spodobała jej się odpowiedź. Także jej ton wskazał na to, iż mężczyzna był nieprzychylny jej sugestii. Wyraz jej twarzy zmienił się diametralnie. W ciągu kilku sekund dobyła obydwu mieczy i przycisnęła je do gardła tego dziwnego człowieka. Zaledwie milimetr dzielił ostrze od jego szyi.

- Cycki to nie jedyny z moich atutów palancie. – Parsknęła po czym cofnęła ostrza. Te zaś zalśniły lekko odbijając miarowo światło.- Wracając do naszych spraw… Zgadzam się. Idę wszędzie tam gdzie będę mogła się wykazać. Nie obchodzą mnie szczegóły, od nich są te pizdeczki. – Gestem wskazała na obu mężczyzn którzy próbowali ją obrazić.

Jeśli rozmowa zakończy się wyjściem z komnaty, wojowniczka podąży razem z kompanią. W razie komplikacji nadal trzyma w rękach miecze.
Awatar użytkownika
Lafran
Posty: 156
Rejestracja: 26 wrz. 2012, 19:36
Lokalizacja postaci: Długi Trakt
GG: 4052074
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2220

01 lut. 2013, 14:44

Fakt, że zwoje, na których mieli złożyć swe podpisy były zaklęte w jakiś sposób nie zdziwiło Lafrana. Domyślał się, że dowództwo będzie chciało się zabezpieczyć przed ewentualną wpadką w taki a nie inny sposób. W duchu pół elf również był zadowolony z siebie, że przewidział odpowiedź starego wojownika. Przynajmniej będą mieli jakieś informacje od miejscowych a to najlepsze źródło. Oczywiście, jeśli tubylcy łaskawie coś powiedzą.
W momencie, kiedy mag przy pomocy swej mocy rwał na kawałeczki swój pergamin Lafran rzekł spokojnie.
- Myślę, że nie chcą z nas zrobić bezwolnych marionetek. Oto właśnie im chodzi byśmy byli sobą a nie parli do przodu niczym bezrozumna trzoda wysłana na rzeź. Wolna wola, zdolność do przeanalizowania sytuacji oraz znalezienia rozwiązania. Tego właśnie chcą w nas widzieć.
Nie obchodziło go to czy mag przyjmie to do wiadomości czy nie. Lafran Ufał władzy Autonomii i był gotów pójść w ogień tak samo jak wspiąć się do komnat księżniczki i skraść jej serce oraz coś jeszcze.
W pewnym momencie odwrócił się i zobaczył jak ludzka kobieta przystawia ostrza do szyi drugiego pół elfa. Swą dłonią chwycił rękojeści swej wiernej szabli, lecz jej nie wyciągnął. Przyglądał się, co się stanie dalej. Gdy zobaczył, że po prostu się z nim drażni puścił broń i rozluźnił ciało, choć nie podobały mu się słowa kobiety i jakby sam do siebie skomentował je.
- Dobry wojownik to nie tylko ciało, które jest narzędziem. Dobry wojownik to też umysł, który rządzi ciałem i planuje każdy ruch. Dyscyplina i praca nad jednym i drugim prowadzi do zwycięstwa. – Rzekł z każdą chwilą mówiąc coraz ciszej zamykając oczy. Nagle wziął głęboki oddech i jak gdyby nigdy nic powiedział.
- Dobrze to teraz w drogę towarzysze. Podczas podróży będzie sporo czasu by się lepiej poznać. A właśnie. – Odwrócił się w stronę wojownika. – Mości Rademusie jak się tam dostaniemy? Mamy ruszyć pieszo czy dostaniemy konie?
Awatar użytkownika
Drart
Posty: 82
Rejestracja: 06 gru. 2012, 12:57
GG: 7643593
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2363

01 lut. 2013, 16:27

Rademus potwierdził słowa maga. Pergamin był obłożony zaklęciem, które nie pozwalało wyjawić żadnych informacji ani w żaden sposób zaszkodzić misji. Drart miał zamiar zrobić co w jego mocy, żeby misja się powiodła, ale wizja bezustannych tortur mających na celu uzyskanie informacji, których nie posiadał jakoś mu nie przypadła do gustu. Postanowił się nie odzywać i nic nie robić na razie. Czekał na ruch innych. Nagle mag podarł na strzępy swoją kartkę, ktoś wyciągnął miecz… Niebiesko włosy korzystając z zamieszania, zgarnął kartkę do kieszeni nie podpisując jej i szybkim krokiem wyszedł z sali nie oglądając się na nikogo. Miał zamiar czekać na resztę drużyny przed budynkiem by potem ruszyć z nimi do karczmy, w której mieli otrzymać wyposażenie. Powodzenie przedwsięwzięcia zależało od wzajmnej współpracy i pomocy. Tymczasem w grupie ochotników napięcie narastało i pojawiły się pierwsze konflikty. I to zanim w ogóle wyruszli.

Drart wyszedł na dwór i wyrzucił magiczny pergamin z kieszeniu. Obserwował chwilę jego ruch na wietrze i czekał. Miał nadzieję, że reszta wyjdzie szybko bo chciał już rozpocząć misję i mieć to za sobą. Zaczął analizować poszczególnych członków drużyny. W końcu miał z nimi spędzić najbliższe dni. Najbardziej obawiał się maga. Wydawał się bardzo potężny i pewny swojej mocy.
Niebieskookiego tak pochłonęło rozmyślanie, że dopiero po chwili uświadomił sobie, że nie zna jeszcze wszystkich szczegółów misji. Zganił się za to w myślach, ale postanowił już nie wracać do komnaty. Miał nadzieję, że ktoś dopyta się o wszystko i przekaże mu to później. Porywczość poniektórych ochotników go denerwowała.
Awatar użytkownika
Złotooka
Posty: 461
Rejestracja: 31 lip. 2012, 22:44
Lokalizacja postaci: Pałac Sztychu
GG: 11589805
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2073

01 lut. 2013, 21:02

Stała z boku z założonymi rękoma i przysłuchiwała się paplaninie półelfa i maga. W końcu przez tego drugiego zaczęła mieć wątpliwości. Mogło to być ogromnym błędem, że podpisała ten pergamin. Co jeśli między wierszami, w magii, która była tak okrutna, kryły się haczyki, którym nie sprosta? Co wtedy? Co się z nią stanie? Co jeśli ktoś ją zmanipuluje i za pomocą magii, albo nawet i bez niej, skłoni ją ku działaniu przeciwko Autonomii? Oj, Złota… Powinnaś myśleć o tym wcześniej. Teraz za późno, poza tym dasz radę. Zawsze jakoś się prześlizgujesz. Zawsze…
Lekko przeraził ją gest maga. Z tak wielką łatwością użył magii, jakby używał jej na każdym kroku, aby rozerwać papier na drobne kawałki. Chciała unikać tego typu rzeczy, a ona sama się wplątała do grupy z potężnym magiem. Świetnie. Temu panu nie mogła więc podpaść, jednakże gorszą rzeczą od przedstawienia, jakie wykonał mag, była kłótnia między półelfem a drugą dziewczyną. Ta nawet dobyła swe miecze, grążąc, w żartach czy też nie, mężczyźnie. Złotooka nie wyrobiła. Mieli być drużyną. Jej też się nie podobał taki obrót spraw, bo nie należała do towarzyskich osób, ale drużyna to drużyna… Zero kłótni, a maksimum współpracy. Tak to widziała mroczna elfka.
Dość! – Krzyknęła, podchodząc szybko i zwinnie do nich. – Jesteśmy… drużyną. Może i nie przypadliście sobie do gustu, ale, do cholery, musimy przez te kilka dni współpracować. Nie ważne, czy to wam się podoba, czy też nie. Teraz zwijajcie się. Czas odwiedzić karczmę, do której wskazał nam drogę, Rademus. – Powiedziała stanowczo, jednakże, jeśli postąpią inaczej i zaczną przez całą misję się na siebie boczyć, to i tak nic nie uda jej się z tym zrobić. To tylko słabe istoty, jak ona sama. Westchnęła zrezygnowana. Zdjęła swój łuk z pleców i, niosąc go w dłoni, powolnym krokiem skierowała się do wyjścia, pożegnawszy Rademusa. Jeśli jednak panna półnaga i pan "radziłbym skorzystać z drzwi" postanowią rozlać trochę krwi na tej sali, to Złota zamierzała skorzystać ze swego przyjaciela – ręcznie robionego łuku – i pogrozić im co nieco. Niektórzy czasem potrzebowali mobilizacji, jednakże Złota używała jej jedynie w ostatecznych momentach. Nie przepadała za jaką taką przemocą.
Jeśli nic niedobrego dla grupy się nie wydarzyło, to Złotooka przeszła przez drzwi, wychodząc z sali.
Awatar użytkownika
Kalen
Posty: 32
Rejestracja: 17 sty. 2013, 15:01
GG: 44935374
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2483

02 lut. 2013, 09:04

R[/color]

eakcja mrocznej elfki wobec sprzeciwu podpisania dokumentów nie spodobała się Kalenowi. Momentalnie straciła na wartości w jego oczach.

"Dziwne

, że Rademus tak szybko się przyznał. Nie potrafi kłamać, albo zrobił to celowo starając się ukryć jeszcze większą tajemnicę".

Nie

wsłuchiwał się w dyskusję jeno spojrzał na awanturniczą kobietę "A jednak lubi bawić się dwoma ostrzami… Ten okres dojrzewania u dziewcząt. Przerażające". Obraźliwe słowa półelfa jednak nie uszły uwadze Kalena i postawiły maga w złym świetle. "Jak można tak nie szanować kobiety. Nieważne jaka, nieważne skąd, ale kobieta". Zauważył, że elfka nie chciała dopuścić do sporów już na samym początku, które mogłyby utrudnić całe zadanie. "Nie chcę robić sobie wrogów, ale przecież oni zaraz się pozabijają".
-Odłóżcie swoją broń. Walk będzie dość, bo inaczej nie wysyłaliby już czwartej ekspedycji. Swoje umiejętności pokażecie w boju, a kto lepszy ten liczyć sobie będzie więcej zadanych ciosów śmiertelnych.
Spojrzał na łuczniczkę i dodał:
-A drużyną nie jesteśmy – lekko uśmiechnął się – co prawda, aż do pierwszego wspólnego picia piwa.

Jak nigdy nic podszedł do stołu z magicznymi papierami.

Pomimo swego braku aprobaty względem pergaminów ostatecznie nakreślić na kartce "Kanus". Następnie odłożył pergamin i pióro. Kalen nie znał się dobrze na magii, ale przeczuwał, że to na pewno nie utrudni im wyprawy, bo najwidoczniej bardzo zależy Rademusowi na szkatułce. Jeżeli ta magia naprawdę miała mu pomóc to byłaby wystarczająco silna, aby zacząć na niego działać zaraz po zetknięciu z kartką. Wierzył, że po podanie nieprawidłowego imienia czar może nie zadziałać, a to zniweczy cały plan dowódcy.
-Czy planujecie wspomóc nas jakimś sprzętem na początek? Teraz. Tu. – Spojrzał na toboły leżąca na stole. – Albo chociaż jakąś mapą podręczną.

"Nadal

jednak Rademus nie poinformował nas w najistotniejszych kwestiach."
Zamilkł na chwilę wyczekując odpowiedzi i dodał.
-Wspomniałeś że skrzynka znajduje się nieopodal szczytu Żelaznogrzbietu w jaskini. Będzie się czymś wyróżniać czy mamy przeszukać wszystkie po kolei? Interesuje mnie czy szukamy czegoś realnego, czy wysyłacie nas w poszukiwaniu legendy?– Mówiąc to podszedł do mapy i dokładnie przyjrzał się terenowi jaki mieli przemierzać – I najważniejsze. Mamy spodziewać się konkurencji lub jakichkolwiek istotnych przeszkód? – Po tym pytaniu utkwił swe ślepa w Rademusie wyczekując odpowiedzi.

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 15 użytkowników online: 4 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 11 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Kerreos, Sonneillon, Vereomil
Liczba postów: 52081
Liczba tematów: 2965
Liczba użytkowników: 1036
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: DrzewoBizantyjskie
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.

Live czat z adminem

Czat z administratorem – klik!
W związku z tym, że Leviathan nie znajduje się jeszcze w swym finalnym kształcie, pytania do jego administratora są spodziewane, potrzebne i oczekiwane. Jeśli masz jakieś (albo chcesz po prostu pogadać o tym projekcie), kliknięcie na powyższy przycisk otworzy nową kartę z oknem rozmowy.