Walka o Władzę

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

Walka o Władzę

22 lut 2013, 20:21

Obrazek
Pałac Imperialny – Dziedziniec pałacu letniego – w tle wielkie mosty.

Stolica Imperium – Aine‘Ayeed, zwane także wielkim klejnotem wschodu. Największe i najwspanialsze miasto, jakie kiedykolwiek zbudowano. Wzniesione początkowo na bazie koła szybko rozrosło się i na wskutek ekspansji Imperium utraciło swoje symetryczne kształty, stając się chaotycznym molochem pochłaniającym wszystko aż po horyzont. Niegdyś tereny wokół porastały zielone lasy i zagajniki, wśród których żyła liczna zwierzyna, lecz czasy te bezpowrotnie minęły. Teraz nic już nie pozostało po dawnym pięknie przyrody. Lasy wykarczowano, zwierzynę wybito, a na miejscu zielonych łąk pojawiły się brukowane ulice, kamienice, kuźnie i manufaktury wypluwające z siebie duszący, czarny dym. Poczwórny pierścień masywnych murów oddzielał poszczególne dzielnice. Najgorzej było przy pierwszym, gdzie mieszkała biedota i znajdowała się większość cechów. Zanieczyszczenia wypełniały rowy, uliczki i fosę. Fetor z garbarni oraz innych zakładów dusił przejeżdżających. Im bliżej czwartego pierścienia – otaczającego pałac – tym lepsze panowały standardy życia.

Najlepiej było – oczywiście – wokół Imperialnego Pałacu. Pierwotnie zajmował niewielką część miasta, ale przez wieki rozrósł się do tak kolosalnych rozmiarów, że wypełnił cały okrąg, na którym niegdyś wznosiło się dawne miasto. Teraz siedziba władcy stanowiła odrębny świat – otoczony śnieżnobiałym, marmurowym murem pokrytym licznymi płaskorzeźbami i zdobieniami. Strzeliste, smukłe wieże zakończone bulwiastymi kopułami stanowiły kontrast w porównaniu do potężnych baszt chroniących poprzednie pierścienie. Te tutaj nie spełniały roli obronnej – były jedynie ozdobą. Smukłą, piękną dla oka, ale kruchą i delikatną. Sam pałac zaś składał się z wielu kompleksów i przybudówek, co sprawiało, że całość przypominała bardziej miasto aniżeli jeden budynek. Każdy jednak był ze sobą połączony. W bardziej lub mniej widoczny sposób, z czego najbardziej okazałe były wielkie mosty – zwane także wysokimi trasami. Nazwa brała się stąd, że budowano je na wysokich, wyrastających ponad okolicę kolumnach. Dzięki temu można było spokojnie przechodzić między ważniejszymi miejscami bez potrzeby uciekania się do lawirowania między zatłoczonymi uliczkami w dole. Wstęp na trasy miała jedynie elita, toteż rzadko kiedy ktokolwiek spoza niej mógł mieć tę przyjemność przechadzki w górze, skąd można było mieć widok na całe miasto. Centrum wszystkiego stanowiła olbrzymia wieża z gładkiego, śnieżnobiałego kamienia. Według wielu największa struktura, jaką kiedykolwiek wzniesiono w dziejach świata. Wystarczy rzec, że jej czubek niknął pośród chmur, a średnica u podstawy wynosiła niemalże pięć kilometrów. Obejście całego terenu otoczonego przez tak zwany pałacowy mur – w zasadzie czwarty pierścień – zajmowało strażnikom dziesięć godzin. To miejsce – serce Imperium – stanowiło swoisty symbol niepohamowanej żądzy rozrostu. Gromadzenia bogactw, ekspansji oraz rozwoju. Całe Imperium pracowało w trudach i znoju, aby władający mogli żyć beztrosko w swoim własnym świecie, co wywoływało zrozumiałe napięcia.

Tego dnia miała właśnie się odbyć wstępna sesja Rady Regencyjnej. Z trzech wielkich rodów przybyła delegacja specjalnie na tę okazję. Każdy z gości zdawał sobie sprawę, że spotkanie to miało mieć charakter jedynie pusto-formalny i nie zapadną na nim żadne ważniejsze decyzje. Miał to być wstępny pokaz tego, co szlachta uwielbia najbardziej. Przerost formy nad treścią. Zwłaszcza teraz – podczas bezkrólewia – bez zwierzchniej władzy cała szlachta poczuła się niczym królowie. W planie zawarto takie atrakcje jak: bal, koncert, ucztę i pokaz sztucznych ogni z południa. Dla zwykłych ludzi spotkanie to byłoby zwykłym, hucznym przyjęciem. Ale zwykli ludzie często nie dostrzegali tego, czym szlachta żyła z dnia na dzień. Przynajmniej większość.

Zapadał wieczór. Imperialny Pałac lśnił wspaniałym światłem jak gwiazda na bezchmurnym niebie zaś najmocniej Imperialna Wieża. Okna rozświetlały blask świec i kryształowych żyrandoli, a wielkie znicze w ogrodach wzbijały ku górze ogniste jęzory. Do wschodniego pałacu zwanego letnim zjeżdżali możni w swych pozłacanych karetach zaprzężonych w konie, których głowy zdobiły barwne pióra, a podkowy wykonane były z błyszczącego złota. Chociaż główną rolę mieli odgrywać przedstawiciele trzech wielkich rodów, to reszta szlachty nie mogła sobie pozwolić na zmarnowanie takiej okazji. Chociażby, aby móc w jakiś sposób zaskarbić sobie ich przychylność. Zwłaszcza tych bogatych Demiklesów. Może i Aronów, lecz nie Mepisów. Chroń nas Stwórco od tych czarowników. Na tych ostatnich większość patrzyła ze słuszną grozą i podejrzliwością. Nieliczni ważyli się robić z nimi interesy, ale ku zaskoczeni często wychodzili na swoim…do czasu. O ile okazali się wierni.

Podczas gdy szlachta się zjeżdżała, Rada Regencyjna wraz z przedstawicielami rodów obradowała już za zamkniętymi drzwiami. Pomieszczenie, w którym się znajdowali przypominało gigantyczny okrąg z idealnie okrągłym stołem pośrodku. Wszystko wewnątrz ociekało złotem i bogactwem zdobień. Nawet kielichy oraz talerze wykonano ze szczerego złota i udekorowano drogimi kamieniami. Ściany wyłożono polerowaną, ciemnobrązową boazerią pokrytą płaskorzeźbami. Naturalnie rozmowy nie mogły odbyć się o pustych żołądkach. Klasnąwszy w dłonie kucharze strumieniem zaczęli wychodzić przez boczne drzwi pchając przed siebie wózki zastawione rozmaitymi daniami. Powietrze natychmiast wypełniła woń pieczeni i przypraw. Kuropatwy, kurczaki, prosiaki, baranina, nadziewane i nie, z sosem lub nie, jak kto woli. Do tego wszystkiego złote wino, białe i czerwone. Stół w kilka chwil został zapełniony po brzegi. A należy dodać, iż był to doprawdy olbrzymi stół. Pomieściłby spokojnie i dwa tuziny ludzi. Najwidoczniej rada – mająca obecnie najszerszy dostęp do władzy – za nic sobie miała fakt, że z murami pałacu ludzie umierają z głodu.

Kiedy wszystko zostało już podane, kucharze opuścili pomieszczenie, zamknięto drzwi i pozostała sama służba oraz pałacowa straż, Najwyższy Vylkur – Namyrus Tori, wstał ze swojego siedzenia chwytając kielich w prawą dłoń. Był to wysoki młodzieniec o złocistych, falowanych włosach i oczach w dwóch barwach: krwistej czerwieni i ciemnego błękitu. Miał na sobie aksamitną, śnieżną szatę pozbawioną rękawów, a samemu był wystrojony w bransolety, naszyjniki, pierścienie i nawet kolczyki. Wielu uważało go za wolącego mężczyzn, jednak jego liczne romanse z płcią przeciwną zaprzeczały tym plotkom.

Początkowo Vylkurowie byli sobie równi, gdyż wybrał ich senat, ale bardzo szybko zaczęli kroić tort władzy między siebie samych. Podzielili się następująco: Vylkur Armii – Andrikos Zeon, Vylkur Skarbca – Qberg Dorenar, Vylkur Prawa – Vinnarin Ominitus, Vylkur Wiary – Deon Almo, Vylkur Cieni – Schenelizen Li’Devilici i Najwyższy Vylkur, który choć nie miał teoretycznie niczego pod sobą, reszta Vylkurów ofiarowała mu swoje usługi, a jego głos zaczął się liczyć za dwóch.

Drodzy przyjaciele – powiedział uroczyście uśmiechając się do wszystkich – Zaprosiłem was, gdyż źle zaczyna się dziać w Imperium. Sytuacja robi się coraz poważniejsza. Niegodni sięgają po władze, w niektórych miastach słychać głosy o… - zaśmiał się z pogardą – Autonomii – potrząsł głową – Oburzające.


Hańba! – krzyknął Vylkur Armii: Andrikos Zeon i na potwierdzenie swych słów uderzył mocno dłonią w blat stołu – Posłać legiony i niech utopią się we krwi!


Namyrus odgarnął kosmek włosów biorąc łyk wina. Każdy jego ruch był powolny, lecz pełen gracji i władzy. Rozkoszował się swą pozycją. Widać to było na twarzy mężczyzny. I oczach. Lśniących najgłębszymi żądzami.


W swoim czasie, wszystko w swoim czasie – odpowiedział półszeptem wiodąc smukłym palcem po kieliszku – Jak waszym zdaniem Panowie powinniśmy zająć się tym zagadnieniem?

Awatar użytkownika
Utirrenon
Posty: 35
Rejestracja: 02 lut 2013, 12:07
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2497

16 mar 2013, 18:20

Ingys ukłonił się na zakończenie rozmowy, po czym obaj rozmówcy rozeszli się w swoje strony. Oczywiście, gdy tylko odstąpił Leonarda, za jego plecami ponownie pojawiło się dwóch ochroniarzy. Cenił sobie swoje bezpieczeństwo, szczególnie w miejscach takich jak te. Miał już swoje lata i dobrze znał salony, gdzie arystokracja potrafiła dosłownie za wszelką cenę walczyć o swoje cele. Dlatego dobrze było mieć dwóch świetnie wyszkolonych osiłków za plecami, aby nie musieć się o nie martwić.
Skierował się do komnat, przeznaczonych dla Demiklesów, które wcześniej mu wskazano. W głównym holu siedział Karem i Falryk. Gdy wszedł, usłyszał, że Falryk instruuje następce rodu, aby trzymał się blisko starszych. I dobrze, bo przecież był najbardziej narażony na jakiekolwiek ataki ze strony innych rodów, a nie mogli sobie pozwolić na jego utratę lub, co gorsza, na opanowanie jego umysłu przez magów.
Ingys na chwilę usiadł na fotel, aby odpocząć. Podróż, a później słuchanie strasznych przepychanek na uczcie, mocno go zmęczyły. A teraz jeszcze ten bal. Postanowił odświeżyć się wcześniej, więc wstał i skierował się do swojej łaźni. Jego osobisty służący już wcześniej przygotował gorącą wodę i świeże szaty. Wykąpał się bez specjalnego pośpiechu, po czym wytarł się dokładnie i ubrał. Uwielbiał te uczucie świeżości. Wstąpiły nowe siły w jego starsze już ciało. Teraz mógł iść na bal. Wyszedł z powrotem do głównego salonu, gdzie czekali na niego, również świeżo po kąpieli, Falryk i Karem.
Skierowali się na salę balową. W przeciwieństwie do pozostałych magnatów, chociaż oczywiście nie mogli tego wiedzieć, Ingys nie unosił głowy w chmury, lecz witał się z każdym znajomym z dawnych czasów, każdego pokrótce wypytując co słychać. W ten sposób wyminął kolejkę i przeszedł przez wrota. Już pierwsze taksowanie przestrzeni balowej przyniosło oczekiwane wnioski – Mepisi oblegali Vylkurów, śliniąc się i łasząc się jak psy, licząc na profity w nadchodzących dniach. Ingys podszedł do loży przeznaczonej dla nich i zajął miejsce po prawej stronie. Zaczął rozglądać się za Vylkurem Skarbu, ponieważ to jego musiał prosić o dostęp do odpisów ze skarbca Imperium. Miał plan przeznaczyć dzisiejszą noc na analizy.
Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 264
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:03
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

19 mar 2013, 15:13

Karem ocknął się, wylewając przy tym niemało wody z wanny w której się znajdował. Chwilę zajęło mu wybudzanie się z wcześniejszej drzemki. Lekko przetarł oczy po czym spojrzał na karafkę. Jego delektowanie się winem zakończyło się na jednej lampce a i tak zdołał zasnąć podczas kąpieli. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego jak bardzo zmęczyła go podróż oraz pozornie niewinne ucztowanie. Woda w wannie nadal była ciepła więc spać długo raczej nie mógł, jednak mimo to czuł się wypoczęty i pełen energii. Szybkim ruchem podniósł się z wanny oraz przyodział we wcześniejszy strój. Zaraz po tym do komnaty wpadł Ingys który dopiero teraz postanowił się odświeżać, wcześniej tracąc czas nie wiadomo na co. Cierpliwie na niego zaczekał po czym obaj skierowali się do sali balowej.

– My mamy robić cięcia w budżecie i ratować gospodarkę a oni sobie takie bale urządzają przy każdej możliwej okazji.- mruknął cicho do Ingysa gdy już znaleźli się w środku.

Musiał przyznać że poprzedni Imperator miał gest, skoro stać go było na utrzymywanie takiej sali balowej. Jej wygląd rzeczywiście zapierał dech w piersi. Omiótł wzrokiem wszystkich obecnie zgromadzonych po czym z przykrością stwierdził że nie widzi nikogo znajomego. Może dlatego że wolał pospolitą popijawę w koszarach aniżeli wytworne bale. Był pewien że gdyby wyszedł do strażnicy, spotkał by parę znajomych twarzy. Nie wiedząc zbytnio co robić, towarzyszył Ingysowi podczas jego licznych powitań i przechadzek po sali. Udał się też za nim do przydzielonej loży oraz spoczął miejsce obok. Widząc że doradca planuje poświęcić się analizowaniu dokumentów, zaczął rozglądać się za Falrykiem.


Gdzie do cholery zgubił się ten gamoń…
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

19 mar 2013, 18:32

Wielce mnie to cieszy – odrzekł z uśmiechem Najwyższy Vylkur i wyraźnie się odprężył, rozsiadając wygodniej. Skrytą w śnieżnobiałej rękawiczce prawą dłoń ułożył na kolanie zaś lewą podparł głowę, patrząc w dół. Dwukolorowe oczy mężczyzny miały w sobie pewne szaleństwo, radość, ale i przeraźliwy chłód. Były niczym dwie studnie bez dna. Jedna złota niczym słońce, druga szkarłatna jak krew. Jego spojrzenie zdawało się przecinać przestrzeń niby ostrze miecza.

Imperator powinien zostać wybrany możliwe najszybciej. Od tego zależy stabilność oraz przyszłość naszego państwa, czyż nie? – zerknął ukradkiem na Nyllara, jednak równie szybko odwrócił wzrok z powrotem – Ciągłość Imperium jest mym największym obowiązkiem, który muszę bezwzględnie wykonać, aczkolwiek…

Westchnął potrząsnąwszy lekko głową w geście smutku i pewnej bezradności.

Istnieją potężne frakcje pragnące zdobyć władzę wyłącznie dla siebie. Obawiam się, iż dopóki będą one istnieć wybór władcy będzie odwlekany w czasie, aż w końcu stanie się zbyt późno do podjęcia jakichkolwiek kroków.

Umilkł obserwując ludzi w dole. Po chwili przemówił półszeptem.

Nie wolno ufać Demiklesom – Zwrócił powoli wzrok ku Mepisowi wbijając w niego uważne spojrzenie – Bardziej niż o Imperium martwią się o swoje pieniądze. Za pięknymi słowami kryją swoje prawdziwe, ohydne oblicze. Dobrze byłoby sprawić, aby…zniknęli, nie uważasz? – spytał unosząc kąciki ust do góry w wyrazie ciepłego uśmiechu.

***

Pojawienie się Demiklesów podziałało jak ser na szczury. Wszyscy zaczęli się do nich legnąć wręcz błagając chociażby o zamienienie paru słówek z Ingysem, który wziął na siebie ciężar witania znajomych i prowadzenia suchych, czysto formalnych pogawędek. Mimo to i tak można było odnieść, że większość o wiele bardziej zainteresowana była młodym następcą aniżeli Ingysem, ale cóż. Obiekt zainteresowanie nie wydawał się zbytnio rozmowny, oddając pałeczkę starszemu członkowi rodu. Po pewnym czasie w końcu dwójka Demiklesów mogła odpocząć w loży, uporawszy się z etykietą.

Spokój nie trwał jednak długo. Zakłóciła go nieziemskiej urody niewiasta, na widok której serce Karema zabiło mocniej. Jego słabość dała o sobie znać, gdy kobieta pozwoliła sobie wejść do ich loży. Rozpoznał ją. Wcześniej zamieniła parę słów z Ingysem i jako że była następczynią jednego z potężniejszych rodów posiadała silną pozycję. Oczywiście nie tak silną jak przedstawiciele wielkiej trójki, jak zwano Mepisów, Demiklesów i Aronów, ale Imperium nie składa się zaledwie z trzech rodów, a wielu, wielu innych. Tych silniejszych oraz tych mniej. Kobieta – średniego wzrostu, kruchej, lekkiej budowy, o porcelanowej twarzy i złocistych włosach odziana była w błękitno-białą szatę z licznymi zdobieniami. Jej długie włosy opadały swobodnie do samego pasa zaś sama poruszała się niczym zwinna pantera.

Bardzo rzadko można mieć zaszczyt widzenia członków rodu Demiklesów, a kiedy już się pojawiają kryją się w lożach niczym wystraszone ptaszki - powiedziała mając skrzyżowane ręce na piersi. Podeszła zmysłowym krokiem ku nim i stanęła przed nimi, opierając się o balustradę. Widać było, iż należy do tych kobiet bardziej…jak to się mówi – wyzwolonych. Śmielszych. Cudny, bielutki uśmiech nie schodził z oblicza Peneoli. Spojrzała na Karema figlarnym wzrokiem – Czy moglibyśmy porozmawiać Panie na osobności? O ile żaden z was, Panowie, nie ma nic przeciwko.

Awatar użytkownika
Aust
Posty: 144
Rejestracja: 10 paź 2012, 14:54
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35963#35963

20 mar 2013, 20:36

Uśmiechnęła się potulnie gdy jej ręce zamknięte zostały w silnych żołnierskich dłoniach, jakie szorstkie pomyślała i jęknęła w myślach. Stała się szczęśliwsza, rozrywki, zabawa, huczne bale to właśnie to co kochała, nie siedzenie przy śmierdzącym starością stołem, obradowanie o teorii, nie ona była kobietą wyzwoloną, zdolną do wielkich rzeczy, wręcz ogromnych.
Usłyszała słowa mężczyzny, iskierki w jej oczach zatańczyły bo wiedziały że Miriam kocha mówić, a temat zniewieściałych elfów był jej wyjątkowo bliski. Już zbierała myśli, układała zdania przesycone żarcikami o rasach niższych, idealnych do tak miłej pogawędki między dwoma pionkami tej samej gry. Niestety, zdumiała gdy kolejne informacje nie mogąc wytrzymać dłużej oplotły ją niczym kaganiec. Udała zdumienie z nutą podniecenia i aprobaty. Nie była zaskoczona, acz wiedzieć trzeba że kobieta głupsza ma być od męża i cieszyć się jego wiedzą niczym kundel łaszący się do nogi swej damy.
Zaśmiała się swoim charakterystycznym śmiechem dopełniając wojskowego. Musnęła delikatnie jego ramie gładką, ciemną dłonią tak różną i wyróżniającą się na tle bladego tłumu. Niczym egzotyczny owoc zbliżyła się nieco bardziej racząc się jego wzrokiem.
- Oh… drogi Zeonie– skusiła się na małe ominięcie etykiety– jak oczywiście wiesz wrogów trzeba mieć blisko siebie, a elfy… to tylko elfy, tak kontrolujemy je ale to kwestia czasu, nie jesteśmy cholernymi Demiklesami by mieć bzika na punkcie kontroli– sparodiowała najmłodszego z rodu bogaczy, rozluźniła się i pozwoliła na małe przekleństwa– A przydają nam się ciągle, jako kamienne posągi w ogrodzie, choć ludzcy mężczyźni są dużo lepsi to niektórzy wciąż uważają je za wzór piękna… bzdura….- zrobiła kwaśną minę, idealną, teatralną a mimo wszystko naturalną bo pomimo gry… zawsze była sobą– Ależ ja biadolę od rzeczy, pan jest żołnierzem, pan oczekuje konkretów, a więc tak jeśli będzie chciał pan wynieść coś więcej z naszej znajomości, to będzie kosztować pana więcej niż taniec– tym razem to ona się zaśmiała i ujawniła swoje białe ząbki racząc się widokiem gości, tak licznych, tak błahych, tak pustych.
Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

23 mar 2013, 19:13

// jj

Najwyższy Vylkur do niego przyszedł powiedzieć, że też nie chce widzieć Demiklesów nigdzie w pobliżu tronu, a nawet napomknąć coś o ich "zniknięciu"? To było zbyt piękne na pewno musiał być jakiś haczyk. Nyllar spokojnie wysłuchał tego co ma do powiedzenia jego rozmówca, nie mogąc się pozbyć wrażenia, że w jego spojrzeniu tkwiła jakaś doskonale ukryta magia. Fakt, że Vylkur unikał kontaktu wzrokowego, a następnie wbił w niego oczy, gdy przeszedł do sedna zdawał się to potwierdzać. Trzeba było grać ostrożnie. Zanim Dziedzic zdecyduje się na odpowiedź, złapie się za brodę i wyda z siebie pomruk zastanowienia, dając sobie chwilę na próbę wyczucia jakiegoś zewnętrznego wpływu na swoją osobę, którego się obawiał.
- Demilkesowie są nikim. Arnowie przynajmniej potrafią walczyć osobiście, podczas gdy tamci potrafią się co najwyżej schować za workiem złota. Obawiam się, że wiedzą niestety o swojej słabości i także o tym, że słaba jednostka powinna się trzymać z dala od tronu. – Zaczął spokojnie, niezależnie od tego czy wyczuł na siebie jakiś wpływ. Dotąd nie było w jego głosie słychać ani pogardy ani agresji względem tych, o których mówił, on stwierdzał fakt. W jego następnych słowach jednak, była obecna nutka zaniepokojenia. – Dlatego właśnie może być tak jak mówicie, Najwyższy. Interesuje ich tylko zysk, Imperium jest na drugim planie co czyni ich sprzedajnymi.
Po wyrażeniu pierwszej części swojej opinii na temat Demiklesów, jak na zawołanie dwójka z nich zalazła się w zasięgu jego wzroku. Dwójkę kukiełek wypchanych złotem natychmiast zaatakowała horda niższych szlachciców co wywołało uśmiech na twarzy Nyllara, aura tajemniczości i strachu którą ich rodzina się otaczała chroniła ich nadzwyczaj skutecznie od takich incydentów. Ciekawym faktem było też to, że tak jak Miriam zajmowała się Vylkurem wojny, on Najwyższym a z tego co wiedział jego siostra też nie próżnowała, tak Demiklesowie po raz kolejny kompletnie nie chcieli mieć nic wspólnego z Radą i woleli towarzystwo innych szlachetek.
- Co do znikania, natomiast, nie wydaje mi się, by aż tak ekstremalne środki były potrzebne. Wystarczy tylko, żeby kilka osób zobaczyło to, co my, że tak jak na przykład teraz, kiedy rozmawiamy o sprawach Imperium, młody Demikles jest zagadywany przez jakąś pannę. – Dorzuci na dokładkę, nie chcąc jasno stwierdzić, że tak naprawdę chętnie widziałby Demiklesów powieszonych na drzewie. Dziedzic miał, bowiem dziwne wrażenie bycia pionkiem w grze, Najwyższy Vylkur tak otwarcie zachęcający do wrogości między Rodami nie szczególnie mu pasował. Czyżby sam reprezentował te inne frakcje?
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

23 mar 2013, 20:47

Nyllar złapawszy się za brodę przymknął lekko oczy próbując wyczuć, czy przypadkiem Najwyższy Vylkur nie wywiera na niego żadnego wpływu poprzez magię. Wychwytywał delikatne drgania magii rozsianą po całej sali, ale w zupełnie naturalnym stężeniu. Nic nie przykuło specjalnie jego uwagi. Mógł czuć się bezpiecznie zawierzając swoim zdolnościom. Namyrus Tori nie emanował magią w żaden sposób. Miał jednak coś niepokojącego w swojej aurze, lecz zapewne wynikało to z charakteru mężczyzny.

Za ich plecami pojawił się sługa z tacą zapełnioną przekąskami oraz dwoma kryształowymi kieliszkami o podstawkach w kształcie wijących się smoków. Właściwie wyglądały bardziej na uskrzydlone węże niż majestatyczne gady. Najwyższy Vylkur poczekał, aż sługa położył tackę na stoliczku naprzeciwko ich siedzeń i odprawił go ruchem dłoni.

Ekstremalne środki są potrzebne na ekstremalne czasy – powiedział Vylkur zmrużywszy oczy. Sięgnął po kieliszek ujmując go zręcznie trzema palcami – Powiem wprost, Nyllarze, mogę ci tak mówić? – Uśmiechnął się, co przychodziło mu z niezwykłą łatwością – Mam u jednego z Demiklesów pewien dług. Pokaźny. Muszę się go jak najszybciej pozbyć.

Skierował spojrzenie swych oczu na twarz Mepisa.

Wbrew pozorom potrafię dotrzymać słowa. Jesteś moim faworytem, co już się liczy jako dwa głosy – Upił nieco szkarłatnego trunku – Jeżeli mi pomożesz mogę zdobyć dla ciebie jeszcze jeden głos, ale pozbycie się długu nie będzie polegało na kwestii pieniężnej.

Przerwał na moment zamieszawszy zawartość kieliszka okrężnym ruchem dłoni.

I naprawdę mam na myśli zniknięcie…całkowite – szepnął jadowicie – Zainteresowany? – Dodał świdrując maga wzrokiem.

Nyllar musiał sobie uświadomić, że nie miał praktycznie większego wyboru. Odmowa oznaczałaby utratę na samym początek poparcia najsilniejszego członka rady. Tylko od maga zależało, jak wiele był gotów zaryzykować dla imperialnego tronu. Czy podejmie się tej gry?

***

Momentalnie mina Vylkura Armii stężała.

Pozwolę się sobie nie zgodzi, moja Pani - odparł z siłą w głosie oraz niebywałym przekonaniem – Nie kontrolujecie elfów. Współpracujecie z nimi, a to dwie zupełnie inne kwestie. Gdybym miał być szczery, to proszę o wybaczenie, ale sądzę, że to właśnie elfy kontrolują was.


Uwadze wojskowego nie umknęło, iż następca Mepisów rozmawiał z tym cwanym Namyrusem. Miał raczej neutralny stosunek do Najwyższego Vylkura, ale widać było, iż Mepisowie nie tracili czasu, zapuszczając swoje sidła wszędzie tam, gdzie to tylko możliwe. Jego nie interesowało, kto ma zostać Imperatorem. Może nim być nawet i jakiś farmer Edmund, co całe życie spędził wyrywając buraki i ziemniaki. Najważniejsze jest bezpieczeństwo państwa i unicestwienie zagrożenia ze strony elfów.


Stanowią zagrożenie dla Imperium i przez was przenikają w nasze struktury, lecz możemy to wykorzystać w drugą stronę – oznajmił dopijając do końca swój trunek – Gdyby wojsko otrzymało zezwolenie na wniknięcie do waszych palcówek moglibyśmy utworzyć zaplecze. Wojsko ma związane ręce przez senat, ale mając wasze zezwolenie i placówki jestem pewien, że coś bym wymyślił.

Awatar użytkownika
Utirrenon
Posty: 35
Rejestracja: 02 lut 2013, 12:07
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2497

25 mar 2013, 22:31

Zauważywszy zainteresowanie obecnych Karemem podczas powitań, wcale się nie zdziwił. Przecież naturalnym było, że to młody następca Imperialnego tronu będzie w centrum uwagi. Ingys zaś zajmował się tylko swoimi obowiązkami, które zresztą lubił.
Gdy usiedli w loży, nie musiał długo się rozglądać, aby zauważyć Vylkura Skarbu. Siedział na swoim miejscu, w loży, nad orkiestrą i najwyraźniej nie miał zamiaru się ruszać. Bardzo dobrze. Odwrócił się do Karema, żeby poinformować go, że muszą opuścić loże. Nie był zbyt zadowolony, że musi ciągać młodego za sobą, bo przecież ten był młody i musiał się wyszaleć. Lecz jego zadaniem było zapewnić mu ochronę, a ojciec panicza nie byłby zadowolony, gdyby tego obowiązku nie dotrzymał. Okazało się jednak, że ktoś postanowił pokrzyżować jego plany. Jakaś piękna dama, wyraźnie zainteresowana młodzieńcem, jakimś cudem minęła ochroniarzy Ingysa i zagadała do nich. Najwyraźniej nie miała zwyczaju się przedstawiać. Widać było, że Karem ma dzisiaj łatwe zadanie.
Oczywiście, że nie. -Odpowiedział na jej pytanie.– Domeną was, młodszych, jest bawić się. A szczególnie domeną przyszłego następcy tronu. Zaś domeną starszych jest zawsze pracować, dlatego muszę Panią przeprosić.
Po tych słowach ukłonił się lekko, ale nie wstał. Zanim opuścił loże, nachylił się do Karema i powiedział mu kilka słów, tak aby trafiły tylko do niego. Może i było to niekulturalne w obecności damy lub kogokolwiek innego, ale w obecnych okolicznościach nie miało to większego znaczenia.
Wychodząc z loży, zatrzymał się jeszcze przy ochroniarzach.
Jeszcze raz przepuścicie kogoś bez uprzedzenia, to polecą wasze głowy, zrozumiano? -Skierował ostre słowa do wojowników, także członków Demiklesów, lecz niższego stanu.– Zostajecie tutaj i pilnujecie Karema. Kobieta raczej nie jest groźna, ale uważajcie na nią. Trzymajcie się, jak zawsze, w dyskretnej odległości.
Ochroniarze wiedzieli, że istnieją dwa rodzaje dyskretnych odległości – pierwszy rodzaj dotyczył Ingysa, drugi wszystkich pozostałych.
Po instrukcjach doradca głowy Demiklesów mógł w końcu udać się do loży. Nikt raczej nie próbował go zatrzymać, wiedzieli w końcu kim jest. Wszedł po schodach i poszedł do Vylkura Skarbu. Ukłonił się zgodnie z etykietą i zajął miejsce bez pytania, co już miało mniej wspólnego z etykietą, wspomnianą wyżej. Nie miał zamiaru owijać w bawełnę.
– Przyznam szczerze, że krótkie spojrzenie na finanse Imperium pozwoliło mi stwierdzić, że faktycznie gospodarka nie jest w najlepszym stanie. Tak jak zapowiedział panicz Karem, mamy zamiar się naradzić przed ostateczną decyzją w sprawie podatku, ale potrzebujemy odpowiednich informacji. Jako doradca rodu Demikles, proszę o dostęp do archiwów skarbu. Planuję przygotować odpowiedni raport na temat kondycji Imperialnej gospodarki.
Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 264
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:03
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

25 mar 2013, 23:07

Rzeczywiście serce Karema zabiło szybciej. W końcu komu by nie zabiło, widząc przed sobą swój ideał kobiety. Chwilę wpatrywał się w stojącego przed nim anioła, po czym zerwał się z loży jakby wybudzony z letargu. Słuchając słów Ingysa wciąż wpatrywał się w przybyłą kobietę. Analizował jego słowa, jednocześnie układając sobie w głowie dialog z piękną nieznajomą. Gdy stary doradca w końcu odszedł, momentalnie porwał ze stołu dwa kielichy z winem. Jeden wręczył towarzyszce, uśmiechając się przy tym.

– Ależ oczywiście, jak mógłbym odmówić tak pięknej damie. – odpowiedział ujmując dłoń kobiety, składając na niej pocałunek.

Upił łyk wina ze swojego naczynia, dając znak ochronie że mogą oddalić się nieco od rozmawiającej pary.


– Jeśli mógłbym tylko zapytać o imię, szanownej pani. Czuje się trochę niezręcznie, mając świadomość że moja rozmówczyni wie o mnie wszystko, a ja tak niewiele…- dodał upijając kolejny łyk wina.
Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

27 mar 2013, 17:00

- Ależ oczywiście, nie widzę w tym niczego złego. – Odparł do Vylkura po tym jak został zapytany o przejście na ty. Samemu wolał utrzymywać formalny ton wobec swojego rozmówcy okazując mu szacunek i pewną dozę pokory co oczywiście było tylko częścią gry. Kolejne słowa Namyrusa rzuciły w końcu światło na sytuację, w której oczywiście chodziło o pieniądze, z resztą, o co innego mogło chodzić, jeśli tematem byli Demiklesowie. Vylkur miał dług, którego wolał nie spłacać a ponadto, wyznał Nyllarowi, że widzi w, nim faworyta co nadzwyczaj poprawiło mu humor. Dziedzic lekko opuścił głowę i zamknął oczy czemu towarzyszył uśmiech i kilkukrotne poruszenie głową to w lewo to w prawo, po czym zabrał głos.
- Oczekiwałem, że wszystko rozbije się o pieniądze, nie sądziłem jednak, że tak szybko. – Zaczął, żartobliwie, po czym rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu kogoś, kto mógłby usłyszeć i cichszym tonem przeszedł do sedna. – Osobiście preferowałbym bardziej … subtelne podejście biorąc pod uwagę Radę. Mógłbym na przykład sprawić, żeby zapomniał o długu na ten czas, a kiedy niewątpliwie ród Mepis zatriumfuje, pozbyć się go. W tej chwili bez wątpienia zwróciliby uwagę na zniknięcie członka rodziny. – Zaproponował swoje rozwiązanie problemu, w jego opinii lepsze i pewniejsze, biorąc pod uwagę okoliczności. Sprawienie, żeby ktoś obudził się w rynsztoku bez pamięci kim jest, gdzieś w jakiejś wiosce na zadupiu Imperium nie było trudnym zadaniem, które tylko teraz było trochę bardziej niebezpieczne niż zwykle. Mimo wszystko, ciągle miał wrażenie, że Vylkur manipuluje, nim, by zaognić konflikt między rodzinami. Bez dowodów nie mógł jednak nic zrobić, postanowił, więc grać w jego grę, narazie.
Awatar użytkownika
Elavir
Posty: 69
Rejestracja: 18 cze 2012, 07:47
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?p=30525#30525

31 mar 2013, 00:29

Serrivien nie kryła lekkiego niepokoju. Vylkur Cieni był dość charakterystycznym człowiekiem, a dodatkowo temat, na który zboczyli nie był łatwy. Wręcz przeciwnie, czasem wywoływał u kobiety skrajne uczucia – radość z tego, że ma szansę coś zmienić w jej ojczyźnie, ale i lęk, że może się pogorszyć, jeżeli do władzy dostanie się niepowołany człowiek. Zanosiło się na to, że rody będą w stanie posunąć się do wszystkiego, aby tylko dostać w swoje łapy stołek imperatora.

Najgorsze jest to, że nie wiadomo tak naprawdę, kto byłby odpowiedni. Jeśli mam być szczera, to jestem zdania, że Imperator powinien być osobą z naszego narodu, ale spoza Demiklesów, Aronów i nas, Mepisów – powiedziała, po czym dodała, orientując się, że mogło to zabrzmieć dość dziwnie – oczywiście kogoś zaufanego. Szczerze mówiąc słabo się w tej chwili orientuję w takiej sytuacji. Nawet nie chcę walczyć o tron dla mego ojca, a o pokój i porządek w naszej ojczyźnie.

Pomyślała, że sposób bycia Vylkura Cieni jest dość intrygujący, zagadkowy. Nie wiedziała jednak, czy chce tę zagadkę rozwiązać. Zbyt ważne sprawy się na tych obradach ważyły, aby miała czas na myślenie, jak rozpracować tego człowieka pod względem psychologicznym. Zresztą, na tym lepiej znał się jej brat. Na propozycje dotyczącą napoju z początku chciała odmówić, bowiem nie była przyzwyczajona, że ktoś mniej więcej na równej pozycji co ona, chce jej w taki sposób usłużyć. Stwierdziła jednak, że będzie grzeczniej, jeżeli zgodzi się na propozycję człowieka.
Poproszę. Chciałabym napić się wody, drogi panie.


//Bardzo przepraszam za zwłokę, mam teraz bardzo trudne dni.

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 4 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 4 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52206
Liczba tematów: 2973
Liczba użytkowników: 1046
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Senti
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.