Walka o Władzę

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

Walka o Władzę

22 lut 2013, 20:21

Obrazek
Pałac Imperialny – Dziedziniec pałacu letniego – w tle wielkie mosty.

Stolica Imperium – Aine‘Ayeed, zwane także wielkim klejnotem wschodu. Największe i najwspanialsze miasto, jakie kiedykolwiek zbudowano. Wzniesione początkowo na bazie koła szybko rozrosło się i na wskutek ekspansji Imperium utraciło swoje symetryczne kształty, stając się chaotycznym molochem pochłaniającym wszystko aż po horyzont. Niegdyś tereny wokół porastały zielone lasy i zagajniki, wśród których żyła liczna zwierzyna, lecz czasy te bezpowrotnie minęły. Teraz nic już nie pozostało po dawnym pięknie przyrody. Lasy wykarczowano, zwierzynę wybito, a na miejscu zielonych łąk pojawiły się brukowane ulice, kamienice, kuźnie i manufaktury wypluwające z siebie duszący, czarny dym. Poczwórny pierścień masywnych murów oddzielał poszczególne dzielnice. Najgorzej było przy pierwszym, gdzie mieszkała biedota i znajdowała się większość cechów. Zanieczyszczenia wypełniały rowy, uliczki i fosę. Fetor z garbarni oraz innych zakładów dusił przejeżdżających. Im bliżej czwartego pierścienia – otaczającego pałac – tym lepsze panowały standardy życia.

Najlepiej było – oczywiście – wokół Imperialnego Pałacu. Pierwotnie zajmował niewielką część miasta, ale przez wieki rozrósł się do tak kolosalnych rozmiarów, że wypełnił cały okrąg, na którym niegdyś wznosiło się dawne miasto. Teraz siedziba władcy stanowiła odrębny świat – otoczony śnieżnobiałym, marmurowym murem pokrytym licznymi płaskorzeźbami i zdobieniami. Strzeliste, smukłe wieże zakończone bulwiastymi kopułami stanowiły kontrast w porównaniu do potężnych baszt chroniących poprzednie pierścienie. Te tutaj nie spełniały roli obronnej – były jedynie ozdobą. Smukłą, piękną dla oka, ale kruchą i delikatną. Sam pałac zaś składał się z wielu kompleksów i przybudówek, co sprawiało, że całość przypominała bardziej miasto aniżeli jeden budynek. Każdy jednak był ze sobą połączony. W bardziej lub mniej widoczny sposób, z czego najbardziej okazałe były wielkie mosty – zwane także wysokimi trasami. Nazwa brała się stąd, że budowano je na wysokich, wyrastających ponad okolicę kolumnach. Dzięki temu można było spokojnie przechodzić między ważniejszymi miejscami bez potrzeby uciekania się do lawirowania między zatłoczonymi uliczkami w dole. Wstęp na trasy miała jedynie elita, toteż rzadko kiedy ktokolwiek spoza niej mógł mieć tę przyjemność przechadzki w górze, skąd można było mieć widok na całe miasto. Centrum wszystkiego stanowiła olbrzymia wieża z gładkiego, śnieżnobiałego kamienia. Według wielu największa struktura, jaką kiedykolwiek wzniesiono w dziejach świata. Wystarczy rzec, że jej czubek niknął pośród chmur, a średnica u podstawy wynosiła niemalże pięć kilometrów. Obejście całego terenu otoczonego przez tak zwany pałacowy mur – w zasadzie czwarty pierścień – zajmowało strażnikom dziesięć godzin. To miejsce – serce Imperium – stanowiło swoisty symbol niepohamowanej żądzy rozrostu. Gromadzenia bogactw, ekspansji oraz rozwoju. Całe Imperium pracowało w trudach i znoju, aby władający mogli żyć beztrosko w swoim własnym świecie, co wywoływało zrozumiałe napięcia.

Tego dnia miała właśnie się odbyć wstępna sesja Rady Regencyjnej. Z trzech wielkich rodów przybyła delegacja specjalnie na tę okazję. Każdy z gości zdawał sobie sprawę, że spotkanie to miało mieć charakter jedynie pusto-formalny i nie zapadną na nim żadne ważniejsze decyzje. Miał to być wstępny pokaz tego, co szlachta uwielbia najbardziej. Przerost formy nad treścią. Zwłaszcza teraz – podczas bezkrólewia – bez zwierzchniej władzy cała szlachta poczuła się niczym królowie. W planie zawarto takie atrakcje jak: bal, koncert, ucztę i pokaz sztucznych ogni z południa. Dla zwykłych ludzi spotkanie to byłoby zwykłym, hucznym przyjęciem. Ale zwykli ludzie często nie dostrzegali tego, czym szlachta żyła z dnia na dzień. Przynajmniej większość.

Zapadał wieczór. Imperialny Pałac lśnił wspaniałym światłem jak gwiazda na bezchmurnym niebie zaś najmocniej Imperialna Wieża. Okna rozświetlały blask świec i kryształowych żyrandoli, a wielkie znicze w ogrodach wzbijały ku górze ogniste jęzory. Do wschodniego pałacu zwanego letnim zjeżdżali możni w swych pozłacanych karetach zaprzężonych w konie, których głowy zdobiły barwne pióra, a podkowy wykonane były z błyszczącego złota. Chociaż główną rolę mieli odgrywać przedstawiciele trzech wielkich rodów, to reszta szlachty nie mogła sobie pozwolić na zmarnowanie takiej okazji. Chociażby, aby móc w jakiś sposób zaskarbić sobie ich przychylność. Zwłaszcza tych bogatych Demiklesów. Może i Aronów, lecz nie Mepisów. Chroń nas Stwórco od tych czarowników. Na tych ostatnich większość patrzyła ze słuszną grozą i podejrzliwością. Nieliczni ważyli się robić z nimi interesy, ale ku zaskoczeni często wychodzili na swoim…do czasu. O ile okazali się wierni.

Podczas gdy szlachta się zjeżdżała, Rada Regencyjna wraz z przedstawicielami rodów obradowała już za zamkniętymi drzwiami. Pomieszczenie, w którym się znajdowali przypominało gigantyczny okrąg z idealnie okrągłym stołem pośrodku. Wszystko wewnątrz ociekało złotem i bogactwem zdobień. Nawet kielichy oraz talerze wykonano ze szczerego złota i udekorowano drogimi kamieniami. Ściany wyłożono polerowaną, ciemnobrązową boazerią pokrytą płaskorzeźbami. Naturalnie rozmowy nie mogły odbyć się o pustych żołądkach. Klasnąwszy w dłonie kucharze strumieniem zaczęli wychodzić przez boczne drzwi pchając przed siebie wózki zastawione rozmaitymi daniami. Powietrze natychmiast wypełniła woń pieczeni i przypraw. Kuropatwy, kurczaki, prosiaki, baranina, nadziewane i nie, z sosem lub nie, jak kto woli. Do tego wszystkiego złote wino, białe i czerwone. Stół w kilka chwil został zapełniony po brzegi. A należy dodać, iż był to doprawdy olbrzymi stół. Pomieściłby spokojnie i dwa tuziny ludzi. Najwidoczniej rada – mająca obecnie najszerszy dostęp do władzy – za nic sobie miała fakt, że z murami pałacu ludzie umierają z głodu.

Kiedy wszystko zostało już podane, kucharze opuścili pomieszczenie, zamknięto drzwi i pozostała sama służba oraz pałacowa straż, Najwyższy Vylkur – Namyrus Tori, wstał ze swojego siedzenia chwytając kielich w prawą dłoń. Był to wysoki młodzieniec o złocistych, falowanych włosach i oczach w dwóch barwach: krwistej czerwieni i ciemnego błękitu. Miał na sobie aksamitną, śnieżną szatę pozbawioną rękawów, a samemu był wystrojony w bransolety, naszyjniki, pierścienie i nawet kolczyki. Wielu uważało go za wolącego mężczyzn, jednak jego liczne romanse z płcią przeciwną zaprzeczały tym plotkom.

Początkowo Vylkurowie byli sobie równi, gdyż wybrał ich senat, ale bardzo szybko zaczęli kroić tort władzy między siebie samych. Podzielili się następująco: Vylkur Armii – Andrikos Zeon, Vylkur Skarbca – Qberg Dorenar, Vylkur Prawa – Vinnarin Ominitus, Vylkur Wiary – Deon Almo, Vylkur Cieni – Schenelizen Li’Devilici i Najwyższy Vylkur, który choć nie miał teoretycznie niczego pod sobą, reszta Vylkurów ofiarowała mu swoje usługi, a jego głos zaczął się liczyć za dwóch.

Drodzy przyjaciele – powiedział uroczyście uśmiechając się do wszystkich – Zaprosiłem was, gdyż źle zaczyna się dziać w Imperium. Sytuacja robi się coraz poważniejsza. Niegodni sięgają po władze, w niektórych miastach słychać głosy o… - zaśmiał się z pogardą – Autonomii – potrząsł głową – Oburzające.


Hańba! – krzyknął Vylkur Armii: Andrikos Zeon i na potwierdzenie swych słów uderzył mocno dłonią w blat stołu – Posłać legiony i niech utopią się we krwi!


Namyrus odgarnął kosmek włosów biorąc łyk wina. Każdy jego ruch był powolny, lecz pełen gracji i władzy. Rozkoszował się swą pozycją. Widać to było na twarzy mężczyzny. I oczach. Lśniących najgłębszymi żądzami.


W swoim czasie, wszystko w swoim czasie – odpowiedział półszeptem wiodąc smukłym palcem po kieliszku – Jak waszym zdaniem Panowie powinniśmy zająć się tym zagadnieniem?

Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

24 lut 2013, 20:55

Najwyższy Vylkur rzucił Ingysowi Demikles przeszywające spojrzenie, lecz wyraz jego twarzy nie zmienił się ani odrobinkę. Wciąż widniał na niej pewny uśmieszek wyrażający przekonanie o własnej wyższości. Skłonił się przykładając dłoń w białej rękawiczce do piersi.

Pozostawiłem ten zaszczyt tobie, szanowny Ingysie.

Namyrus uniósł kąciki ust do góry i zasiadł na swoim miejscu. Na moment zapadła martwa cisza wypełniona pobrzękiwaniem sztućców o talerze. Słowa przedstawiciela Demiklesów nieco ostudziły temperament zgromadzonych, ale nie na długo. Vylkur Armii przerwał tę chwilę wstając gwałtownie ze swojego miejsca, dzwoniąc przy tym dziesiątkami orderów oraz medali przypiętych do uniformu.

Czasem odpoczynku?!- zagrzmiał z mocą – Zewsząd otaczają nas wrogowie. Nie możemy sobie pozwolić na odpoczynek! Musimy kuć żelazo póki gorące! Musimy dołożyć wszelkich starań, aby uniemożliwić Cesarstwu infiltrację naszego państwa! – Zaczął krążyć po pomieszczeniu mając dłonie złączone za plecami – Popieram zdanie dostojnego Nyllar, iż musimy wybrać możliwe najszybciej nowego Imperatora. Dopiero wówczas będziemy mogli mieć możliwość działania na szerszą skalę, a przy okazji zablokujemy Cesarstwu możliwość wpłynięcia na wybór.


Zatrzymał się patrząc na zgromadzonych.


Jak w ogóle elfy mogą wpłynąć na wybór Imperatora? - zapytał ze zdziwieniem w głosie – To my jesteśmy od tego.


Vylkur Prawa wbijał zamyślony wzrok w swój talerz, bębniąc miarowo palcem o blat.

To prawda… – odezwał się powoli ważąc każde słowo – Jednak prawo mówi, iż na specjalny wniosek senatu poparty trójką Vylkurów można przeprowadzić…specjalną elekcję o – zawahał się – szerszej możliwości wyboru.


Cóż to za głupota?! – oburzył się Vylkur Armii.


Vinnarin Ominitus wzruszył ramionami.


Anarchiczne prawo sprzed czasów rodu Imperatora Astiliusa.


Czemu nie zostało usunięte?


Vinnarin uśmiechnął się kpiąco.


Prawo Imperium jest pełne różnorakich luk, przecież sam o tym wiesz, Andrikosie.


Vylkur Armii zacisnął wargo i nic już więcej nie dodał.


Nagle chrząknął Vylkur Skarbca – Qberg Dorenar, skupiając na sobie uwagę po raz pierwszy. Nie udzielał się woląc słuchać niż samemu mówić. W końcu jednak postanowił to zmienić. Był niezbyt urodziwym mężczyzną. Niskim, nieco otyłym, o malutkich przekrwionych oczkach i długim, haczykowatym nosie. Włosów na głowie nie miał prawie wcale. Jedynie parę włosków z tyłu. Nikt specjalnie nie zwracał na niego uwagi.


Osobiście sądzę, że nie powinniśmy roztrząsać niepotwierdzonych informacji – Skierował wzrok w stronę Vylkura Cieni – Nie ma w tym nic dziwnego, że nasz wróg przygląda się sytuacji wewnątrz naszego państwa, zwłaszcza teraz, ale wpłynięcie na wybór Imperatora? Próby osadzenia na tronie kogoś z zewnątrz? – Potrząsł głową – Doceniam twoją czujność, Schenelizen, aczkolwiek to jest gdybanie. Puste gdybanie.


Vylkur Cieni przymrużył oczy.


Zawsze należy brać pod uwagę wszelkie możliwe opcje.


Qberg kiwnął głową potwierdzająco.


Aczkolwiek z większą dozą ostrożności.


Najwyższy Vylkur sięgnął po wino.


Może i racja – rzekł wesoło – Skończmy na tę chwilę smętne rozważania i porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym – Zwrócił swe spojrzenie na gości – Jak idą szlachetni Panowie interesy waszych rodów? Mam nadzieję, że wszystko układa się po waszej myśli.


Vylkur Wiary odsunął się od stołu i wstał.


Proszę o wybaczenie, lecz muszę opuścić to dostojne towarzystwo, skoro woli się w nim rozmawiać na tak trywialne tematy niż poznać prawdę stojącą za śmiercią naszego byłego władcy – W jego głosie brzmiała pogarda i niedowierzanie – Żegnam.


To powiedziawszy schował dłonie w szerokie rękawy swej szaty i przyspieszonym krokiem opuścił komnatę nie zważając na nikogo. Vylkur Prawa wychylił się ze swojego siedzenia i krzyknął do odchodzącego mężczyzny nim ten zniknął za drzwiami.


A idź sobie, stary wariacie! Nie psuj wszystkim zabawy swoimi teoriami spiskowymi!


Coś dodał jeszcze niecenzuralnego pod nosem i dopił swój trunek.



-> Raz zostaje pominięty.
Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

24 lut 2013, 21:44

To był chyba jakiś żart, Demiklesowie i dwójka przedstawicieli rodu Aron chyba nie wiedziała, gdzie się znajduje i co się dookoła dzieje. Tak jak osiłkom z rodu rycerzy dało się wybaczyć tak Nyllar spodziewał się czegoś więcej po rodzinie słynącej z bogactwa i pomyślunku w kwestii ekonomii, a co za tym idzie negocjacji. Na całe szczęście, nie zawiodła go przynajmniej jego siostra, która odbiła zarzut jednego z Aronów pierwszorzędnie. Właśnie do Serrivien postanowił się najpierw odezwać podczas spektakularnego wyjścia Vylkura Wiary za, którym jak podejrzewał i ona postanowi ruszyć, dlatego też chciał jej powiedzieć to teraz, aby dodać jej otuchy.

- Serri, gratuluję tej wypowiedzi przeciw temu ignorantowi. Jestem z Ciebie dumny.

– Powie do swojej siostry ze szczerym uśmiechem na ustach. W jego oczach nadal była małą niedoświadczoną w życiu dziewczynką którą trzeba się opiekować, zwłaszcza, odkąd ich matka umarła a obsesja ojca przeszkadzała mu w dostrzeganiu własnych dzieci. Dziedzic był z niej teraz prawdziwie dumny i pozytywnie zaskoczony, zwłaszcza że zakładał pozycję obu kobiet, które z, nim były na obradach Rady Regencyjnej jako kul u nóg. Czasem miło jest się mylić.
Sprawy rodzinne i jego poczucie odpowiedzialności za siostrę, mimo że ważne, nie mogły jednak zasłaniać mu myśli zbyt długo. Aronowie nie mieli za dużo do powiedzenia a Demiklesowie nawet nie opuścili gardy a wręcz wystawili szyję katowi swoim zachowaniem wskazującym na to, że, czego można się było spodziewać, blask złota ich oślepił już dawno. W takiej sytuacji trzeba było atakować a kopanie leżącego było nie tylko dozwolone, ale i wskazane, dlatego też, wykorzystując chwilę ciszy powstałej po wyjściu jednego z Vylkurów, postanowił wstać i zabrać głos po raz kolejny.

- Czcigodni Vylkurowie, delegaci. – Zaczął kierując w stronę tych pierwszych skinienie głową, w jego głosie wyraźny wydźwięk troski i zaniepokojenia. – Odejście Vylkura Wiary, mimo że może okazać się dla rozmowy niefortunne, pozwala mi się zastanawiać czy nadal przy stole nie zasiada zbyt wiele osób. Obawiam się, że panowie Demiklesowie są niestety bardziej zajęci ucztowaniem na cudzy koszt mimo własnych bogactw niż sytuacją w naszym Państwie, której temat został poruszony i, która powinna być najwyższym priorytetem. – Przerwał na chwilę, wziął oddech i już bardziej stanowanym i spokojnym tonem kontynuował. – Dziękuję Najwyższemu Vylkurowi za zainteresowanie, kilka dni temu doniesiono mi, że w jednej z wiosek w północnej części Imperium na świat przyszedł chłopiec z potencjałem magicznym pozwalającym zakładać, że wyrośnie na Medium. Chyba wszyscy pamiętamy Medium Rebekkę, nazywaną też Extrem i moce, którymi władała. Oszlifowanie potencjału tego dziecka do poziomu Rebekki to praca na lata, lecz nie muszę chyba zebranym przypominać jakie ta praca może dać efekty. Akademia już wzięła chłopca pod swoje skrzydła i obiecujemy informować o postępach. Poza tym, dla lekkiej poprawy nastrojów wśród studentów Akademii i ich rodzin, wszystkim zostało wypłacone niewielkie stypendium z naszego skarbca, nie naruszyło to naszych skarbców w większym stopniu a mniej rodzin będzie patrzeć w stronę Autonomii. – Zakończeniu odpowiedzi na pytanie Najwyższego towarzyszyło kolejne skinienie głową i powrót do pozycji siedzącej. Co prawda chłopiec faktycznie przyszedł na świat, lecz w tym wieku określenie czy jego potencjał faktycznie dojdzie do poziomu, o którym mówił było… niezbyt łatwe do przewidzenia. Vylkurowie nie muszą tego wiedzieć.

// Proszę nie twierdzić mi tu że niemowlak-(może)medium to jest jakiś wielki as w rękawie. Użyteczny byłby taki może za jakieś 15-20 lat czyli na długo po tym jak będzie przydatny. Plus, może z tego nic nie wyjść.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

25 lut 2013, 19:13

Po wypowiedziach, o ile tak można było nazwać parę słów Demiklesów, kobieta pomyślała, że jej opinia o tych ludziach jest prawidłowa – nie można im powierzyć losów Imperium. Przedstawiciel Aronów się zdecydowanie nie popisał – przegadała go młoda, jak się wydawało, niedoświadczona dziewka, rzekomo nie posiadająca bladego pojęcia o życiu. Jedynie dwie osoby na tej radzie mogła uznać za kogoś, kogo darzy jakąkolwiek sympatią, a byli to oczywiście jej brat i w zasadzie nieznajomy jej Vylkur Wiary – dobroduszny starzec o miłym głosie.
Gdy Nyllar ją pochwalił, skrzywiła się nieco.
- Mówisz tak, jakbyś go zupełnie nie doceniał. Fakt, może nie jest geniuszem, ale to też człowiek, a ja… Ja po prostu bronię Twojego honoru – burknęła, lekko zirytowana, po czym nalała sobie lampkę wina. Nie lubiła wysługiwać się innymi, wolała sama sięgnąć po to i owo – sługusi też potrzebują odpoczynku, a i tak przy jej bracie i kuzynce mieli mnóstwo roboty. Przynajmniej ona obsługiwała się sama. Upiła łyk. Skrzywiła się ponownie. Zapomniała bowiem, że przecież nie lubi alkoholu, a w pobliżu nie dostrzegła ani karafki wody, ani żadnego nektaru z owoców, a nie chciała krzyczeć na drugi koniec stołu tylko po to, aby jej go podano. Odstawiła więc kieliszek tam, gdzie stał wcześniej, podsuwając go Miriam – a nuż ona się skusi. Przegryzła kolejne ziarno winogronu, tłumiąc gorzkawy posmak. Póki co zdecydowanie wolała skupić się na pożywieniu, aczkolwiek stało się coś, co przykuło jej uwagę.
Deon Almo zdenerwował się ignorancją towarzystwa i w tym gniewie wyszedł, powodując u Serrivien dziwne uczucie, jakieś lekkie ukłucie w żołądku. Nie miała na kim skupić oczu, a na Demiklesów nie chciała patrzyć, nie lubiła bowiem wzbudzania w sobie niepotrzebnego gniewu. Zdecydowanie wolała Aronów, od tych nadętych bubków. Nigdy nie chciała niczyjej śmierci, ale wiedziała też, że nie można z wszystkimi mieć dobrych stosunków. Było to bardzo życiowe podejście, którego raczej nie praktykował Nyllar, co czasem bolało kobietę. Dlatego była mu potrzebna – musiała upilnować jego zapał. Zdecydowała, że uda, iż jej słabo i po prostu dogoni człowieka.
- Nyl..? – położyła dłoń zewnętrzną stroną na czole.
- Trochę mi słabo, muszę wyjść na powietrze. Gdyby reszta pytała, co jest nie tak, powiedz im… No nie wiem, kobiece sprawy? – mówiła dość przekonująco, jednak mag mógł od razu wyczuć, co knuje jego siostra. Mogła mu kłamać w żywe oczy, a on i tak bez używania magii wiedział, co jest grane. Wstała więc, odsuwając cicho krzesło i wyszła szybkim krokiem z pomieszczenia (o tyle szybkim, o ile pozwalały jej uwierające pantofelki) i gdy arystokraci nie mogli już jej słyszeć, zawołała za Deonem:
- Mości Almo, raczy pan zaczekać?! Mam mości panu coś do powiedzenia. To ważne dla przyszłości naszej ojczyzny!
Awatar użytkownika
Sargoh
Posty: 8
Rejestracja: 31 sty 2013, 19:20

25 lut 2013, 20:37

Możnaby powiedzieć, że zachcianka Valrosa po części została spełniona. Nagłe opuszczenie sali przez jednego z Vylkurów było dość sporym zaskoczeniem dla młodego rycerza i szczerze mówiąc nie spodziewał się takiej sytuacji. Mimo to, nie było to aż tak spektakularne zdarzenie, ażeby do końca zaspokoić pragnienie białowłosego. Komentarz Vylkura Prawa do tego zdarzenia utwierdził jedynie wszystkich w przekonaniu, że trzeba jak najszybciej wybrać nowego władcę. Konflikty wewnętrzne coraz bardziej zyskują na sile, zaś wielu mieszkańców Imperium patrzy z nadzieją w stronę nędznej Autonomii. Państwu imperialnemu potrzeba rządów twardej i silnej ręki, aby zyskali pewność, że żaden inny, słaby kraj nie może przewyższyć w żadnym stopniu potężnego, ludzkiego państwa. I jedyną słuszną osobą, jaką Valros widział na miejscu Imperatora był oczywiście Minerael Aron. Zasłużony rycerz, który sprawiedliwość i honor ma we krwi, a jego potężne zastępy wojowników z pewnością uchronią państwo, nawet przed niezliczonymi zastępami wroga. Być może przemówienie Leonarda nie było aż tak bardzo przekonujące – treść była jak najbardziej poprawna, jednakże forma wypowiedzi mogła być odrobinę bardziej wyszukana, wyrafinowana. Mogło to już na samym początku zrodzić niechęć do rodu rycerzy, co nie byłoby żadnym wspaniałym osiągnięciem, lecz kompletną porażką. Kiedy jeden z magów kolejny raz zaczął coś mówić, Valros ukradkiem nachylił się w stronę Leonarda.
"Jak widzisz kuzynie, większość z tych bałwanów nie docenia prostoty i szczerości, a te cechy były raczej motywem przewodnim twojej wypowiedzi. Wydaję mi się, że powinniśmy odrobinę zmienić formę rozmowy na bardziej… formalną, że tak to nazwę. W innym wypadku możemy jedynie zniechęcić obecnych do naszego rodu, ponieważ uznają nas za zbyt prymitywnych. Twoje przemówienie było bardzo dobre, jednakże zbyt dużo mamy tutaj wrogów, którzy próbują odnaleźć dziurę w całym." – powiedział szeptem do syna Mineraela. Jednocześnie starał się także choć odrobinę przysłuchiwać słowom Nyllara, które okazały się bezpośrednim atakiem na familię Demiklesów. W dalszej części wypowiedzi próbował także zachwalać ród magów, czego to oni nie robią dla ludzi i królestwa. Blah, zwykłe przechwałki, a w gruncie rzeczy nie jest to nic nadzwyczajnego. Valros po raz pierwszy w tym zebraniu wstał, z chęcią zabrania głosu. Na samym początku zakładał, że nie będzie wtrącał się do rozmowy, jednakże dość prowokacyjna wypowiedź czarodzieja zmusiła go do zmiany decyzji.
"Drodzy Vylkurowie, szanowni delegaci." – zaczął mówić dostojnym i pewnym głosem, spoglądając na każdego z zebranych – "Skoro już temat rozmowy zszedł na zasługi poszczególnych rodów dla Imperium czy społeczeństwa, ród Aron także obowiązkowo musi się w tej kwestii wypowiedzieć. Wypłacanie stypendium dla rodzin magicznych niewątpliwie wpływa na dobro państwa. Familie takie utwierdzają się w przekonaniu, że nigdzie nie będzie im lepiej jak w państwie imperialnym. Chciałbym jednak zaznaczyć, że uczynki takie są chlebem powszednim dla naszego szlachetnego rodu rycerzy. Rodzina nasza bezpośrednio przyczynia się do tworzenia jednej z najpotężniejszych armii, nawet w skali światowej. Od lat Aronowie szkolą młodych rycerzy, którzy w chwili obecnej są w stanie bez zastanowienia oddać własne życie dla dobra kraju. Młodzi wojownicy są wyposażani w najtwardsze zbroje i najostrzejsze miecze, by każdy mieszkaniec mógł poczuć się bezpiecznie w naszym wspaniałym państwie. Tak więc z tego miejsca chciałbym jedynie uświadomić obecnych, że nasza rodzina także nie pozostaje obojętna na losy Imperium i dokłada wszelkich starań, aby polepszyć sytuację w naszym kraju."
Kiedy skończył mówić, jeszcze przez chwilę stał dumnie z podniesioną głową, wzrokiem krążąc po twarzach wszystkich obecnych. Po chwili usiadł na swoje miejsce i siegnął po kielich wina, choć nie specjalnie przepadał za alkoholem, aby odrobinę zwilżyć usta i ugasić pragnienie. Z niecierpliwością czekał na to, jak inni odniosą się do jego wypowiedzi, a w szczególności co ma do powiedzenia ród Demiklesów.
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

25 lut 2013, 20:47

Kiedy tylko Vylkur Wiary opuścił pomieszczenie, dwójka gwardzistów w srebrzystych pancerzach i charakterystycznych, skrzydlatych hełmach, złapało za wielkie, złote uchwyty w kształcie lwich grzyw, chcąc ponownie zamknąć wrota. Nim jednak zdążyli chociażby ruszyć jedno z dwóch skrzydeł, z miejsca przy stole wstała Serrivien idąc w ślad za staruszkiem. Mężczyźni zaczekali jakby myśląc, że zaraz ktoś znowu zechce wyjść, lecz gdy tak się nie stało, zakończyli swą pracę. Jako potwierdzenie rozległ się głuchy łoskot, który przetoczył się przez korytarz.

Deon Almo jednak nawet na to nie zareagował i truchcikiem kontynuował drogę wśród marmurowych posągów, rzeźb i popiersi upiększających pałacowe przejście. Echo jego kroków odbijało się od lśniącej, bursztynowej posadzki, niosąc aż pod samo krzyżowe sklepienie wzbogacone malowidłami o pastelowych barwach. Przez biegnące na prawo wysokie, zwężające się ku górze okna wpadał chłodny, wieczorny wiaterek, który targał szkarłatnymi, jedwabistymi zasłonami oraz długą szatą Vylkura.

Ten zaś dopiero zareagował w momencie, gdy dotarły do niego słowa Serrivien. Zatrzymał się, odwrócił i uśmiechnął delikatnie, skinąwszy głową. Twarz staruszka pokrywały łagodne zmarszczki nadające mu ciepły, ojcowski wygląd, a całość dopełniała zadbana, biała jak śnieg broda niemalże sięgająca stóp.

Zawsze znajdę czas, aby wysłuchać słów ważnych dla losu naszego państwa – Zerknął na kobietę od góry do dołu bystrym wzrokiem – Zaś słuchanie ich z ust tak pięknej niewiasty będzie dla mnie prawdziwym zaszczytem.

Zaśmiał się wesoło pod nosem, lecz momentalnie spoważniał. Przybrał surowy wyraz twarzy.

Wpierw jednak proszę przyjąć moje przeprosiny za ten wybuch gniewu i uniesienie – powiedział z pokorą i umilk,ł uciekając wzrokiem w bok – Czasami…ponoszą mnie emocje. Zwłaszcza kiedy sprawa tyczy się śmierci naszego umiłowanego Imperatora… Więc? – spytał z nieukrywaną ciekawością w głosie – Cóż to za ważne informacje?

-> Post odnosi się tylko do Eltenebreise.
Awatar użytkownika
Utirrenon
Posty: 35
Rejestracja: 02 lut 2013, 12:07
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2497

25 lut 2013, 22:32

Ingys zajął się jedzeniem. Po przystawce, kórą złożył z liścia sałaty, pomidora oraz smażonego boczku, przy czym wszystko polał sosem winegret, przyszła kolej na wołowinę. Sięgnął z tacy średnio wysmażonego steka, dodając do niego bogaty wachlarz warzyw.
Jedząc, rozmyślał jak polityka schodzi na psy, kiedy zaczynają nią zajmować się tacy gówniarze jak Mepis. Przecież Auri-El Mepis definitywnie pokazywał gdzie ma Imperium, skoro na tak ważne posiedzenie Rady Regencyjnej nie przysłał nikogo ze starszyzny Rodu! Sami gówniarze, nie mający pojęcia o etykiecie i polityce! Nie mówiąc już o jakimkolwiek szacunku dla starszych, którego Ingysa nauczono jeszcze jak był smarkiem większym niż Nyllar. Wysłuchał jednak uważnie jego słów, bo po to w końcu go tutaj wysłano, jednocześnie kiwając z politowaniem głową. Śmiał twierdzić, że Demiklesowie są niezainteresowani sytuacją Imperium, podczas gdy on od początku mówił tylko o tronie dla Mepisów. Czy na prawdę nikt nie zauważał, że chce wykorzystać problemy Imperium do prywaty? Czy ten gówniarz na prawdę myślał, że przepychanie swojego Rodu jest remedium na wszystkie problemy? Najwyraźniej tak, a Vylkurowie, niby starzy i poważani, przytakiwali mu, niczym psy z wywalonymi jęzorami. Kto jak kto, ale Rada Regencyjna powinna jako pierwsza zauważać prywatę wśród arystokracji. Nigdy nie dażył ich szczególnym poważaniem, jednak wcześniej fakt, że są to nieodpowiednie osoby na nieodpowiednim miejscu mu nie przeszkadzał, ponieważ Imperator, którego Ingys szanował i kochał całym sercem, a do którego miłość czy chociaż szacunek były zupełnie obce dla pokolenia Nyllara Mepisa, trzymał ich wszystkich mocno za mordy.
Gdy zapadła chwila ciszy, Ingys Demikles wstał po raz drugi tego wieczoru i zabrał głos.
Młody Mepisie, jesteś w błędzie, twierdząc, że jesteśmy zajęci ucztowaniem na cudzy koszt, a nie sytuacją w Państwie. Wręcz przeciwnie. Jednak nie uważamy, żeby remedium na problemy naszego Imperium była prywata i próbowanie przepchnięcia naszego Rodu na tron w sposób jaki Ty, panie, to tutaj urządzasz. I dziwię się, -w tym momencie położył szczególny nacisk na te słowa.– że czcigodni Vylkurowie tego nie zauważają. Ponadto, młody Mepisie, zechciej uszanować to, że niektórzy są tutaj starsi od Ciebie i niekoniecznie mają już tyle sił witalnych. Po wielu dniach podróży, potrzeba mi odpoczynku, jednak najwyraźniej w rodzie Mepis nie uczy się takowego szacunku. Więc po raz kolejny proponuję, abyście skończyli prywatę i zgodnie ze starymi zwyczajami, których, jak widzę, w Rodzie Mepis się nie kultywuje, abyśmy czas posiłku przeznaczyli na posiłek, a na rozmowy – czas rozmów. Myślę, że Ród Aron, w którym, jestem pewien, dobre zwyczaje są sprawą nadrzędną, powinien się ze mną zgodzić.
Na koniec lekko skłonił się w stronę Aronów, później Vylkurów, na koniec w stronę Nyllara, aby pokazać mu, że jego gówniarski jad na niego nie działa. Słów przedstawiciela Aronów postanowił nie komentować, kontent, że przez tego nie przemawia jeszcze taka prywata, jak przez Mepisa. Zresztą od zawsze lubił Aronów, ich honor, miłość do Imperium oraz wychowanie, były podobne do tego, jakie on otrzymał za młodu.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 504
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: "Pod Wroną i Karoszem"
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

25 lut 2013, 22:35

Serrivien dostała zadyszki, serce jej waliło, choć nie biegła. Troszkę była zdenerwowana zaistniałą sytuacją, jednakże nie chciała tego po sobie pokazać. Przyszło jej przecież reprezentować swój klan, a być może w przyszłości także naród. Musiała więc zachowywać się poważnie, jak na arystokratkę przystało. Kiedy człowiek odpowiedział na jej słowa, zatrzymała się przed nim, złapała oddech i dygnęła, po czym powiedziała:
Mości panie, nazywam się Serrivien Mepis. Jestem siostrą obecnego na obradach Nyllara Mepisa i kuzynką Miriam Mepis. Bardzo uważnie przysłuchiwałam się każdemu z pańskich słów i muszę przyznać, że jestem zdruzgotana tym, jak zostały one potraktowane przez resztę Vylkurów – jej głos był pewny, choć tak naprawdę nie wiedziała, co ten doświadczony przez życie człowiek odpowie na jej słowa. Była przecież tylko dwudziestoletnią młódką, która przyjechała na obrady tylko po to, albo ostudzić zapał Nyllara. Co ona mogła, będąc kobietą? Niby była córką głowy klanu, ale jak to ma się do wszystkiego? W razie czego po prostu wydadzą ją za jakiegoś obleśnego, starego maga i będzie musiała zostać mu uległą po krańce jego dni. Tak czy siak, teraz chciała zmieniać świat póki mogła, zależało jej na tym, jak na niczym innym.
Dygnęła raz jeszcze.

[mod]– Dziękuję za ten komplement, ale ja pobiegłam za panem nie w celu słuchania ich. Chcę rzec, że bardzo nie podoba mi się zaistniała sytuacja. Proszę sobie wyobrazić – klan Aron dojdzie do władzy: Imperium stanie się potęgą militarną, ale z kolei poziom nauczania upadnie, staniemy się tępym narodem, bo znając mój klan i jego głowę, wszyscy będą mieć urażoną dumę za to, że nie zostali wybrani i już nikogo nie będzie obchodzić magia, którą, jak oboje wiemy, elfy z Cesarstwa również się parają. Klan Demikles dojdzie od władzy: nasza ojczyzna zyska złoto, ale myślę, że przez te dwadzieścia lat mego życia zdążyłam się zorientować, że mało który z nich tak naprawdę myśli o innych – liczy się tylko złoto. Boję się też scenariusza, w którym mój ojciec dostaje stołek imperatora. Jest bezwzględnym człowiekiem, a mój umiłowany brat tak naprawdę nie jest o wiele lepszy, prawda jest taka, że tylko ja potrafię zapanować nad jego gniewem – urwała na chwilę, czerwieniąc się. Rozemocjonowała ją ta rozmowa, bowiem miała przekazać pewną ideę, a jak do tej pory nie udało jej się to, narzekała tylko na rodziny szlacheckie.
Do czego zmierzam. Chodzi mi o fakt, że ŻADNA z rodzin nie liczy się z życiem drugiego człowieka, ale też innych, jak elfy czy krasnoludy. Życie to dar, którego nie wolno nikomu odbierać. Zgodzi się waść ze mną, jest waść przecież Vylkurem Wiary – przerwała na moment, tylko po to, aby dodać kolejne, napompowane uczuciami słowa.
Mówię to waści tylko dlatego, że jedynie waść wydaje mi się człowiekiem rozsądnym i godnym zaufania, reszta nie jest taka, jak waść – zakończyła swój monolog, nabierając oddech. Bardzo chciała poznać opinię starca na ten temat, liczyła bowiem, że nie jest jedyną arystokratką, która w całym Imperium liczy się z istnieniem innych, a nie tylko swoim. [/mod]
Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 632
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

25 lut 2013, 23:05

Falryk przez kilka chwil oddał się bezpamiętnemu spoglądaniu na sufit w sali, w której akurat ucztowali. Uważał to za o niebo ciekawsze zajęcie niż wysłuchiwanie tych bezsensownych przechwałek magów i rycerzy. Oj tak. Władza, niektórzy zrobią dla niej zupełnie wszystko, za wszelką cenę. Przechylił kielich i upił dość sporo, odstawił i dolał nieco. Przyszedł czas, aby nałożyć sobie cokolwiek na talerz. Ciężki był to wybór, bardzo ciężki. Wyprostował się i zaczął penetrować swym spojrzeniem możliwie jak największą powierzchnię stołu na raz. W prawo, w lewo. Kolorowe sałatki, niezliczone rodzaje mięsiwa, można było nabawić się oczopląsu od tych wszystkich kolorów. Tyle zapachów, miód dla nosa. By zdecydować zrobił dyskretną wyliczankę, a następnie sięgnął po kawałek świńskiej pieczeni, przypieczona brązowa skórka działała niesamowicie na jego zmysły. Ukroił spory kawałek i położył ostrożnie na swoim talerzu. Do tego dobrał odpowiednią sałatkę i zaczął jeść przy tym uważnie słuchając tego co do powiedzenia mają zgromadzeni.
Zapadła cisza. Mężczyzna oddał się jedzeniu. Najwyższy Vylkur usiadł na swoim miejscu. Wydawałoby się, że się nieco uspokoili, bo nadgorliwość w takich sprawach była gorsza od bezczynności. Głuchą niemal cisze przerwał wstający z miejsca z impetem Vylkur Armii. Ten to dopiero był narwany. Chodził po pomieszczeniu, mówił chwilami mocno podnosząc głos, czasem wręcz krzycząc. – Co za prymityw… – Falryk uważał, że dowódca wojsk Imperium powinien mieć chłodniejszą głowę niż ta Vylkura. Gdyby to od Demiklesa zależało z pewnością trzymałby go z daleka od niebezpiecznych narzędzi, ale nie zależało.
Arystokrata westchnął tylko, objął swym spojrzeniem dwójkę jego towarzyszy, po czym wychylił kielich i wziął kilka łyków. Ponownie oparł się z tą, jednak różnicą, że tym razem kielich pozostał w jego dłoni. – Nareszcie się uspokoili. – Demikles był rad, że Najwyższy postanowił nieco ich ostudzić, począł kierować rozmowy na nieco inne tory.
Lekko posiwiały mężczyzna już chciał rozpocząć dyskusję dotyczącą interesów rodu Demiklesów, ale przeszkodził mu w tym jeden z Vylkurów, który oburzony brakiem zainteresowania sprawą zagadkowej śmierci władcy odszedł od stołu i opuścił salę. Falryk obrócił się i odprowadził go swym spojrzeniem, aż pod same drzwi, w myślach zatrzaskując je za nim z hukiem. - Niech idzie, nikt płakał nie będzie. – Powiedział półszeptem ponownie kierując głowę w stronę Karema.
Odstawił kielich, wyciągnął rękę po czerwono-zielone, soczyste jabłko leżące na złotej tacy nieopodal jego talerza, także miał je na wyciągnięcie ręki. Owoc w istocie smakował równie dobrze jak wyglądał.
Mężczyzna pochłonął je w mgnieniu oka. - Spróbuj tych owoców, są wspaniałe. – Powiedział do Ingysa wskazując na złotą, przyozdobioną drogocennymi kamieniami tacę.
Znów głos zabrał mag, cóż, nie lubił go od samego początku, a jego docinki względem jego rodu bardzo mu się nie podobały mimo to wysłuchał tego co ma do powiedzenia w spokoju, nie dając po sobie poznać, że słowa wypowiadane przez Mepisa w ogóle go obchodzą.
Z ironicznym uśmiechem na ustach obejrzał przepiękną scenkę zagraną przez czarodziejkę. Nie roześmiał się tylko, dlatego że znajdował się w towarzystwie.
Niestety ród Aronów wtórował w przechwałkach Mepisom niesłychanie. Omal jedzenie nie podeszło mu do gardła, omal nie zwrócił tego co zjadł na talerz, omal…
Postanowił, że weźmie udział w tym teatrzyku, że zabierze głos, lecz został uprzedzony. Ingys, najstarszy z przedstawicieli Demiklesów postanowił dodać kilka zdań od siebie nieco wcześniej. Cóż, szlachcic nie chciał mu przeszkadzać. Kultura.
Jednak mimo wszystko, gdy stary skończył mówić Falryk wstał, oparł obie dłonie na stół i zaczął mówić to co miał do powiedzenia. - Na wstępie chciałbym wszystkich bardzo serdecznie powitać i podziękować za przygotowanie tak zacnej uczty. – Skinął głową w kierunku najwyższego Vylkura.
- Uważam, że przepychanki słowne jakie stosuje ród Mepis… – Spojrzał na Nyllara. - są w tym momencie nie na miejscu. Spotykamy się tutaj, wszyscy razem, aby znaleźć lekarstwo na chorobę gryzącą nasze wspaniałe Imperium, a do tego potrzeba nam zgodny, współpracy, a przede wszystkim szacunku do drugiej osoby, którego chyba nie nauczono Cię w domu. – Uśmiechnął się. - Nie martw się. Jeszcze go nabierzesz. – Powiedział pewnie i zdecydowanie.
Rozejrzał się po sali, bacznie obserwował wszystkich ucztujących. Na Aronów nie reagował, nie uważał tego za konieczne.
- Jak już mówiłem. Potrzebujemy lekarstwa. Powinniśmy się wspólnie zastanowić jak je zdobyć. – Powiedział, kierując wzrok na Vylkura Armii. - Skuteczną polityką i ekonomią. – Skinął głową w jego kierunku. - Mam nadzieję, że naszym antidotum na całe zło nie będzie rozlew krwi, bo to żadne rozwiązanie… – Skończył, jeszcze raz się skłonił i usiadł. Popił wina. Włożył na talerz kawałek soczystego steku, dodał sos, który zaintrygował go swym zapachem i wyglądem, po czym oddał się jedzeniu.
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

25 lut 2013, 23:28

Mężczyzna wysłuchał słów Serrivien z wielką uwagą kiwając od czasu do czasu głową i uśmiechając się. Gdy skończyła staruszek wypuścił głośno powietrze potrząsnąwszy głową, a na jego twarzy ukazał się smutny półuśmiech.

Niestety prawdą jest, iż nie ma idealnych kandydatów, gdyż żaden człowiek nie jest idealny – westchnął w sposób, jakby całe troski świata ciążyły mu na plecach – Może być dobrym w pewnym aspekcie i z tego możemy się radować, lecz w drugim ukazuje swe mroczne oblicze i nie pozostaje nam nic oprócz żalu.

Takie są prawa tego świata – rzekł nauczycielskim tonem, gładząc się po swojej brodzie w zamyśleniu – Kiedyś Imperium nie było takie jak teraz, ale wielu o tym zapomniało – Głos Vylkura stał się rozmarzony zaś wzrok niedostępny – Niegdyś, w zamierzchłych czasach Imperium szanowało różnorodność życia i całe stworzenie radowało się sławiąc Święty Ogień Stwórcy. Płeć, rasa, to nie miało znaczenia. Wiara, nauka, wszystko żyło obok siebie…lecz nadeszły mroczne czasy – Momentalnie głos staruszka stał się ciężki i złowieszczy – Zło zagnieździło się w sercach władców, nienawiści i nieufność objęła serca zarówno ludzi, jak i innych ras. Zaczęto się kłócić, spierać i z tych kłótni zrodziła się niezniszczalna spirala wiecznej nienawiści. Krąg ten będzie się odnawiać za każdym razem, aż po kres czasów, gdy Stwórca zniszczy ten świat i stworzy nowy.

Vylkur przerwał opowieść machnąwszy dłonią. Uśmiechnął się przepraszająco.

Oh, wybacz tę nudną lekcją historii. Przywilej wieku. Ma się tyle do powiedzenia, a nie ma kto cię słuchać.

Umilkł i wbił uważne spojrzenie w kobietę. Prosto w same jej oczy, co mogłoby zostać uznane za złamanie etykiety dworskiej, lecz mężczyzna o tym nie myślał. Spośród wszystkich, których wdział na zgromadzeniu, jej aura osobowości wydawała się najczystsza i najodpowiedniejsza. Czy mogła go zwodzić? Możliwe, lecz i tak nic nie traci. Zawsze może się wszystkiego wyprzeć, a każde osłabienie spiskowców będzie wielkim triumfem…Stwórco, nie wiem czy dobrze postępuję, ale to jedyna możliwość – pomyślał błagalnie.

Obejrzał się uważnie dookoła, nasłuchując również czy aby ktoś się nie zbliża. Błękitne oczy mężczyzny błysnęły dostrzegając jakiś ruch, ale okazał się to tylko gwardzista skręcający w stronę schodów. Pochylił się na ucho kobiety przysłaniając usta prawą dłonią. Odczekał moment.

Musisz być ostrożna, droga Pani – szepnął ledwo słyszalnie – Nie każdemu z Vylkurów można ufać, ale sądzę, że zdajesz sobie z tego sprawę - Zaczerpnął powietrza jakby szukając się do skoku na głęboką wodę – Nie wszystkim zależy na wyborze nowego władcy, wręcz przeciwnie. Bez jednostkowego zwierzchnika czują się pewniej niż kiedykolwiek. Rozdzierają Imperium między siebie. Posiadają własne frakcje w senacie. Szykują coś, wiem to. Czuję to w kościach. Śmierć byłego Imperatora to coś większego. Nie przypadek.


Wyprostował się i postukał w nos z uśmiechem.


A swoje już przeżyłem.


Pod żadnym pozorem nie ufaj dwójce - dodał błyskawicznie szeptem – Vylkurowi Prawa i Najwyższemu Vylkurowi. Zwłaszcza temu drugiemu. Każde jego słowo to kłamstwo polane czekoladą, uśmiech sztylet, zaś twarz wieczna maska. Ma wielką siłę, uważaj – ostrzegł pozwalając sobie na położenie dłoni na ramieniu kobiety. Ścisnął nieco palce by podkreślić wagę swych słów.


Vylkur przełknął głośno ślinę i wymusił uśmiech. Coś jakby go spłoszyło. Cofnął dłoń. Gdzieś w oddali błysnęła błyskawica i rozległ się huk. Zerknął w stronę okna, przez które nagle wpadł silny wiatr zawiewający mu szatę do tyłu.


Muszę już iść – powiedział skłaniając się poprawiając ubiór – Radzę Pani zostać. Rada jeszcze potrwa, a przed wami jeszcze bale i tyle atrakcji…będziesz świadkiem, że moje słowa są prawdziwe – Schował dłonie do rękawów i cofnął się o krok – Gdybyś mnie kiedyś szukała przebywam najczęściej w Arcyświątyni Słońca w zachodniej dzielnicy. Łatwo rozpoznać po iglicach. Żegnam, miła Pani.


I lekkim truchtem pobiegł w stronę schodów, którymi zszedł na dół, opuszczając pałacyk….dziwny staruszek.



-> Post odnosi się tylko do Eltenebreise.
Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 263
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:03
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

26 lut 2013, 16:09

Karem początkowo zwoją uwagę zwrócił ku wypowiadającemu się, młodemu rycerzowi. Sam nie mógł uwierzyć jak można pleść takie brednie.

Najostrzejsze miecze i najtwardsze zbroje, też mi coś. Ciekawe z czego będziecie się utrzymywać jak dobiegnie końca ostania wyprawa na skarbiec jakiegoś smoka. Ciekawe skąd będziecie brać pieniądze na Wasze najostrzejsze miecze i zbroje, chyba nie z darowizn tych żebraków i plebsu zamieszkującego inne dzielnice stolicy. Banda nieświadomych głupców.

Karem naprawdę był ciekaw czy szlachetni paladyni i Vylkur Armii są świadomi tego jak kosztownym przedsięwzięciem jest wojna. W jego głowie już miał gotowy scenariusz tego co by się stało gdyby plan Vylkura Armii się sprawdził. Setki tysięcy wojaków ruszyło by na podbój. Z początku szło by oczywiście świetnie, bo w odwagę czy umiejętności owych rycerzy nie wątpił, jednak z czasem pojawiły by się problemy. W sumie to pojawił by się tylko jeden problem. Brak pieniędzy. Szlachetni paladyni zapewnie nic nie wiedzieli o gospodarowaniu pieniędzmi i gospodarka Imperium stoczyła się na samo dno. Może gdyby ktoś odpowiedzialny zasiadł by na tronie, ktoś kto wie wokół czego kręci się obecna polityka a przy czym wspierał poczynania członków Rodu Aron. Widział w tym pewne szanse. Ludzie którym polepszył by się stan życia, byli by im wdzięczni Demiklesom, a widząc podboje rodu Aron nie mieli by powodów do buntu. Jednak szybko został wyrwany z tych myśli przez głos Falryka.

– Jak widać, Vylkur szybko zdobył towarzysza do samotnych spacerków. – mruknął do niego w nieco ironiczny sposób, widzą jak młoda czarodziejka niemal wybiega w sali.

Wcześniejszą wypowiedź Nyllara pominął milczeniem. Od najmłodszych lat uczono go że milczenie jest złotem. Ani myślał zdradzać swoich wszystkich planów z samego początku, na pierwszej wieczerzy. Widział jak Mepis powoli z każdym następnym zdaniem odkrywa wszystkie swoje karty. W sumie, słuchając uważnie jego wypowiedzi, można było stwierdzić że ową kartę ma tylko jedną. Gdyby podsumować wszystkie jego słowa to i tak zawsze wyszło by na to że nie patrząc na przeciwności, magusy muszą dopchać się do władzy. Mimo tego że cały czas pierdolił przysłowiowe głupoty, wiedział że lekceważyć go nie wolno. A stwierdzenie Ingysa jakoby był żółtodziobem, niezbyt mu się spodobało. Doradca jego ojca, chyba zapomniał w jaki ciekawy sposób magowie mogą zadbać o swój młody wygląd, dlatego też podejrzewał że Nyllar ma nieco więcej lat niż wygląda.

Tak, nadal wolał milczeć przyglądając się z osobna, każdemu kto zasiadał przy ich stole. Swoją uwagę skupił jednak na młodym Mepisie w którego wlepił swoje przenikliwe i zimne spojrzenie. Wpatrywał się w niego zataczając przy okazji koliste ruchy po górnej części kielicha. Był ciekaw kiedy, jego spojrzenie zwróci uwagę maga.

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 7 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 7 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52146
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1042
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: xXVukoXx
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.