Walka o Władzę

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

Walka o Władzę

22 lut 2013, 20:21

Obrazek
Pałac Imperialny – Dziedziniec pałacu letniego – w tle wielkie mosty.

Stolica Imperium – Aine‘Ayeed, zwane także wielkim klejnotem wschodu. Największe i najwspanialsze miasto, jakie kiedykolwiek zbudowano. Wzniesione początkowo na bazie koła szybko rozrosło się i na wskutek ekspansji Imperium utraciło swoje symetryczne kształty, stając się chaotycznym molochem pochłaniającym wszystko aż po horyzont. Niegdyś tereny wokół porastały zielone lasy i zagajniki, wśród których żyła liczna zwierzyna, lecz czasy te bezpowrotnie minęły. Teraz nic już nie pozostało po dawnym pięknie przyrody. Lasy wykarczowano, zwierzynę wybito, a na miejscu zielonych łąk pojawiły się brukowane ulice, kamienice, kuźnie i manufaktury wypluwające z siebie duszący, czarny dym. Poczwórny pierścień masywnych murów oddzielał poszczególne dzielnice. Najgorzej było przy pierwszym, gdzie mieszkała biedota i znajdowała się większość cechów. Zanieczyszczenia wypełniały rowy, uliczki i fosę. Fetor z garbarni oraz innych zakładów dusił przejeżdżających. Im bliżej czwartego pierścienia – otaczającego pałac – tym lepsze panowały standardy życia.

Najlepiej było – oczywiście – wokół Imperialnego Pałacu. Pierwotnie zajmował niewielką część miasta, ale przez wieki rozrósł się do tak kolosalnych rozmiarów, że wypełnił cały okrąg, na którym niegdyś wznosiło się dawne miasto. Teraz siedziba władcy stanowiła odrębny świat – otoczony śnieżnobiałym, marmurowym murem pokrytym licznymi płaskorzeźbami i zdobieniami. Strzeliste, smukłe wieże zakończone bulwiastymi kopułami stanowiły kontrast w porównaniu do potężnych baszt chroniących poprzednie pierścienie. Te tutaj nie spełniały roli obronnej – były jedynie ozdobą. Smukłą, piękną dla oka, ale kruchą i delikatną. Sam pałac zaś składał się z wielu kompleksów i przybudówek, co sprawiało, że całość przypominała bardziej miasto aniżeli jeden budynek. Każdy jednak był ze sobą połączony. W bardziej lub mniej widoczny sposób, z czego najbardziej okazałe były wielkie mosty – zwane także wysokimi trasami. Nazwa brała się stąd, że budowano je na wysokich, wyrastających ponad okolicę kolumnach. Dzięki temu można było spokojnie przechodzić między ważniejszymi miejscami bez potrzeby uciekania się do lawirowania między zatłoczonymi uliczkami w dole. Wstęp na trasy miała jedynie elita, toteż rzadko kiedy ktokolwiek spoza niej mógł mieć tę przyjemność przechadzki w górze, skąd można było mieć widok na całe miasto. Centrum wszystkiego stanowiła olbrzymia wieża z gładkiego, śnieżnobiałego kamienia. Według wielu największa struktura, jaką kiedykolwiek wzniesiono w dziejach świata. Wystarczy rzec, że jej czubek niknął pośród chmur, a średnica u podstawy wynosiła niemalże pięć kilometrów. Obejście całego terenu otoczonego przez tak zwany pałacowy mur – w zasadzie czwarty pierścień – zajmowało strażnikom dziesięć godzin. To miejsce – serce Imperium – stanowiło swoisty symbol niepohamowanej żądzy rozrostu. Gromadzenia bogactw, ekspansji oraz rozwoju. Całe Imperium pracowało w trudach i znoju, aby władający mogli żyć beztrosko w swoim własnym świecie, co wywoływało zrozumiałe napięcia.

Tego dnia miała właśnie się odbyć wstępna sesja Rady Regencyjnej. Z trzech wielkich rodów przybyła delegacja specjalnie na tę okazję. Każdy z gości zdawał sobie sprawę, że spotkanie to miało mieć charakter jedynie pusto-formalny i nie zapadną na nim żadne ważniejsze decyzje. Miał to być wstępny pokaz tego, co szlachta uwielbia najbardziej. Przerost formy nad treścią. Zwłaszcza teraz – podczas bezkrólewia – bez zwierzchniej władzy cała szlachta poczuła się niczym królowie. W planie zawarto takie atrakcje jak: bal, koncert, ucztę i pokaz sztucznych ogni z południa. Dla zwykłych ludzi spotkanie to byłoby zwykłym, hucznym przyjęciem. Ale zwykli ludzie często nie dostrzegali tego, czym szlachta żyła z dnia na dzień. Przynajmniej większość.

Zapadał wieczór. Imperialny Pałac lśnił wspaniałym światłem jak gwiazda na bezchmurnym niebie zaś najmocniej Imperialna Wieża. Okna rozświetlały blask świec i kryształowych żyrandoli, a wielkie znicze w ogrodach wzbijały ku górze ogniste jęzory. Do wschodniego pałacu zwanego letnim zjeżdżali możni w swych pozłacanych karetach zaprzężonych w konie, których głowy zdobiły barwne pióra, a podkowy wykonane były z błyszczącego złota. Chociaż główną rolę mieli odgrywać przedstawiciele trzech wielkich rodów, to reszta szlachty nie mogła sobie pozwolić na zmarnowanie takiej okazji. Chociażby, aby móc w jakiś sposób zaskarbić sobie ich przychylność. Zwłaszcza tych bogatych Demiklesów. Może i Aronów, lecz nie Mepisów. Chroń nas Stwórco od tych czarowników. Na tych ostatnich większość patrzyła ze słuszną grozą i podejrzliwością. Nieliczni ważyli się robić z nimi interesy, ale ku zaskoczeni często wychodzili na swoim…do czasu. O ile okazali się wierni.

Podczas gdy szlachta się zjeżdżała, Rada Regencyjna wraz z przedstawicielami rodów obradowała już za zamkniętymi drzwiami. Pomieszczenie, w którym się znajdowali przypominało gigantyczny okrąg z idealnie okrągłym stołem pośrodku. Wszystko wewnątrz ociekało złotem i bogactwem zdobień. Nawet kielichy oraz talerze wykonano ze szczerego złota i udekorowano drogimi kamieniami. Ściany wyłożono polerowaną, ciemnobrązową boazerią pokrytą płaskorzeźbami. Naturalnie rozmowy nie mogły odbyć się o pustych żołądkach. Klasnąwszy w dłonie kucharze strumieniem zaczęli wychodzić przez boczne drzwi pchając przed siebie wózki zastawione rozmaitymi daniami. Powietrze natychmiast wypełniła woń pieczeni i przypraw. Kuropatwy, kurczaki, prosiaki, baranina, nadziewane i nie, z sosem lub nie, jak kto woli. Do tego wszystkiego złote wino, białe i czerwone. Stół w kilka chwil został zapełniony po brzegi. A należy dodać, iż był to doprawdy olbrzymi stół. Pomieściłby spokojnie i dwa tuziny ludzi. Najwidoczniej rada – mająca obecnie najszerszy dostęp do władzy – za nic sobie miała fakt, że z murami pałacu ludzie umierają z głodu.

Kiedy wszystko zostało już podane, kucharze opuścili pomieszczenie, zamknięto drzwi i pozostała sama służba oraz pałacowa straż, Najwyższy Vylkur – Namyrus Tori, wstał ze swojego siedzenia chwytając kielich w prawą dłoń. Był to wysoki młodzieniec o złocistych, falowanych włosach i oczach w dwóch barwach: krwistej czerwieni i ciemnego błękitu. Miał na sobie aksamitną, śnieżną szatę pozbawioną rękawów, a samemu był wystrojony w bransolety, naszyjniki, pierścienie i nawet kolczyki. Wielu uważało go za wolącego mężczyzn, jednak jego liczne romanse z płcią przeciwną zaprzeczały tym plotkom.

Początkowo Vylkurowie byli sobie równi, gdyż wybrał ich senat, ale bardzo szybko zaczęli kroić tort władzy między siebie samych. Podzielili się następująco: Vylkur Armii – Andrikos Zeon, Vylkur Skarbca – Qberg Dorenar, Vylkur Prawa – Vinnarin Ominitus, Vylkur Wiary – Deon Almo, Vylkur Cieni – Schenelizen Li’Devilici i Najwyższy Vylkur, który choć nie miał teoretycznie niczego pod sobą, reszta Vylkurów ofiarowała mu swoje usługi, a jego głos zaczął się liczyć za dwóch.

Drodzy przyjaciele – powiedział uroczyście uśmiechając się do wszystkich – Zaprosiłem was, gdyż źle zaczyna się dziać w Imperium. Sytuacja robi się coraz poważniejsza. Niegodni sięgają po władze, w niektórych miastach słychać głosy o… - zaśmiał się z pogardą – Autonomii – potrząsł głową – Oburzające.


Hańba! – krzyknął Vylkur Armii: Andrikos Zeon i na potwierdzenie swych słów uderzył mocno dłonią w blat stołu – Posłać legiony i niech utopią się we krwi!


Namyrus odgarnął kosmek włosów biorąc łyk wina. Każdy jego ruch był powolny, lecz pełen gracji i władzy. Rozkoszował się swą pozycją. Widać to było na twarzy mężczyzny. I oczach. Lśniących najgłębszymi żądzami.


W swoim czasie, wszystko w swoim czasie – odpowiedział półszeptem wiodąc smukłym palcem po kieliszku – Jak waszym zdaniem Panowie powinniśmy zająć się tym zagadnieniem?

Awatar użytkownika
Aust
Posty: 144
Rejestracja: 10 paź 2012, 14:54
Karta Postaci: viewtopic.php?p=35963#35963

26 lut 2013, 21:29

Zmrużyła oczy, czyżby noga jej indyka się poruszała. Może chciała uciec od własnego losu, nie skończyć rozpuszczona w jej ustach. Heh, rozmyślania te i tak były ciekawsze niż ten bankiet. Bogowie, za co wy mnie tak ukarali, pomyślała chociaż w głowie miała obraz matki. Suka wysyczała przez zęby. Uśmieszek Karema początkowo zalotny, zrobił się mdły, co się idioto jak mysz di sera szczerzysz, odpowiedziała równie kwaśnym uśmieszkiem. Ręce jej opadły, a ciało zgięło się nienaturalnie gdy wtuliła się w krzesło. Wpatrując się głupio w sufit rozmyślała o planach na ten wieczór, rzecz jasna trwało to co najwyżej kilka sekund, jej nie przystoi tak lekceważąca siedzieć, co innego być prawie nagą, kwestia usadowienia swego siedzenia jest najważniejsza. Aroni, spodobali jej się, takie butne chłopczyny, więcej radości mieli w sobie niż nadęci Demichlejowie. Bzdury, bzdurne bzdury i jeszcze więcej bzdur, teoretycznie kochała to dogryzanie sobie, niekulturalne komentarze i ogólnie wszech pojęta wredność i chamstwo to dzisiaj ją irytowały. Na dodatek jej kochana kuzyneczka poszła bez niej, czuła się tak samotna w tym męskim gronie, niby jakaś dziewica tam siedziała cicho jak mysz pod miotłą, potrzebowała jakieś bitniejsze baby. Miłe jej było słyszeć słowa o nowym medium, przez chwile pomyślała czy by się nie zgłosić do niańczenia! Cóż, może później porozmawia sobie ze swoim "panem i władcą".
Wstała powoli niczym kocica, która rosła w oczach. Delikatny i niewinny uśmiech ozdabiał jej twarz. Wzmocniony przez nieznane siły, upiększony dźwięk jej głosu rozległ się po sali. Aż żałowała, że nie ubrała się jak siostra, może by lepiej wypadła jako zakonnica. Wzmocniła wszystkie zmysły, nawet szepty przestały być dla niej problemem gdy magia dotarła do jej uszu, nosa i oczu, musiała uważać by nie przedobrzyć.
- Panowie, panowie, kochany kuzynie po co te niesmaki, te docinki niemiłe memu sercu, jedna w nas krew Imperium…. Jedzcie, odpocznijcie, delektujcie się owocami naszego pięknego państwa lecz nie zatykajcie naszych ust gdy przemawia przez nas miłość do ojczyzny! Miło, że choć część waszej rodziny, bogatych Demiklesów chce walczyć o jej honor! Tak o tobie mówię mój drogi– wskazała na Karema– Nie czas byś plotkował niczym przekupka na targu do uszu swych braci nawet nie wstając, a TY Falryku zanim będziesz dawać nauki mej rodzinie powąchaj czy odór chamstwa nie unosi się nad Twoimi krewnymi. Jak mówiłam, tańczcie i radujcie się, jednak ród Mepis nie spocznie póki wszelkiej maści niebezpieczeństwo nie zostanie… zniszczone, nie czas na pożeranie kozich udek gdy wrogowie knują przeciwko nam, trzeba uczcić, niech chwała będzie jego duchowi, zmarłego imperatora. I nie, nie będziemy paktować, nie będziemy się poniżać do dyplomacji z rasami niższymi, bo tak rozumiem Twe rozumowanie bezkrwawej wojny. Jeśli masz zamiar pokonać elfy, poprzez zalanie ich targowisk swoimi wyrobami to nie licz że będę z Tobą całym mym sercem i duchem, nie tak nauczona nas wygrywać… Panowie z rodu Aron, na pewno mnie poprą!
Wzięła kielich i roześmiała się nieco bardziej barbarzyńsko niż powinna, heh jak ona uwielbiała koszary! Wszystko wyrecytowane, jak z formułki, bez ani jednego oddechu. Jej cichy głosik przerósł każdy obecny. Spojrzała delikatnie na Vylkura armii, jakby chciała dodać swą osobę do… kolekcji jego wojsk. Tak, wojna to… zabawa, a ona kochała zabawę, czemu nie wywołać takiej. Jedynym jej błędem było nie myślenie o skutkach, nabrała ochoty na podniosłe teksty? Spontanicznie ułożyła mowę, nawet nie myśląc o konsekwencjach, nie jeden się pewnie złapał za głowę gdy kolejne słowa przechodziły przez jej skropione winem usta.
Awatar użytkownika
Leonard
Posty: 189
Rejestracja: 24 wrz 2012, 16:18
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2214

26 lut 2013, 22:46

->Wybaczcie długość , jakość, czas, treść, błędy i całą reszte.

Leonard z wolna żałował swojej obecności. Na tej nudnej imprezie brakowało wielu rzeczy, albowiem nie samym winem człowiek żyje. Gdzie muzyka? Gdzie tancerki? Gubił się w słowach, które padły od czasu jego przybycia. I krzesło zrobiło się jakieś twarde, aż dupa boli. Mepis skakał do gardła Demiklesom, którzy z oziębłą złośliwością studzili ich zapał. Było na co patrzeć. Nie przejmował się uwagami na temat swojej rodziny, o ile się pojawiły. Bał się odezwać na temat. Prawie na pewno zostałby zbombardowany jadowitymi komentarzami. Po co sobie robić tylu wrogów z własnego narodu? Prawdziwy przeciwnik szarżuje na ciebie z obłędem w oczach, a nie chwali się swoją potęgą nie mogąc jej udowodnić. Złapał za kielich i wstał.

– Przyjaciele! Wydaję mi się, że trochę źle zaczęliśmy nasze obrady. Proponuję więc toast za zgodę i przyszłość Imperium. Nie obawiajcie się wino nie jest zatrute he he, śmiało. –Kwestia trucizny w winie mogła jednak dawać do życzenia. Ale nie warto zniechęcać zebranych. W jego głowie układała się cała seria kolejnych toastów mających rozluźnić atmosferę sztywniactwa.
Awatar użytkownika
Elten
Posty: 506
Rejestracja: 05 mar 2011, 17:45
Lokalizacja postaci: Gabinet
GG: 6761131
Karta Postaci: viewtopic.php?t=228

26 lut 2013, 23:34

[mod]
Uważnie słuchała słów staruszka, analizując je w sercu. Znała historię Imperium z książek, ale jej nauczyciele nie chcieli mówić o dawnej tolerancji wobec stworzeń innej rasy. Niestety, moda na rasizm dotarła do wszystkich obywateli i Serrivien w głębi duszy klęła na tych, którzy doprowadzili do takiej sytuacji. Pewnych rzeczy nie mogła przecież powiedzieć na głos – gdyby otwarcie broniła nieludzi, zostałaby najprawdopodobniej wydziedziczona, a póki ma taką, a nie inną pozycję, może zdziałać znacznie więcej, niż gdyby miała podburzać elfów, krasnoludów i innych do powstania, bo to i tak skończyłoby się klęską. Wolała więc załatwiać pewne sprawy politycznie i nie tylko.
Kiedy Deon nachylił się nad jej uchem i szepnął, wytrzeszczyła nieco oczy, bowiem nie spodziewała się, że starzec tak szybko jej zaufa. W zasadzie nie powiedziała nic znaczącego – ot, stwierdziła jedynie fakt. Ale cieszyło ją to. Czuła bowiem, że w całej tej chorej sytuacji nie będzie sama. Nie wtrącała się w słowa mężczyzny, dlatego po prostu wysłuchała jego słów. Na koniec powiedziała krótkie "dziękuję", dygnęła ponownie i przez chwilę patrzyła na niego, kiedy… odtruchtał stamtąd szybko. Zaprosił ją do Świątyni, do której nie omieszkała zawitać przy najbliższej okazji.
[/mod]
Zaraz potem faktycznie udała się w miejsce, gdzie mogłaby poprawić szczątkowy makijaż, czyli przed najbliższe zwierciadło. Rzęsy i otoczki oczu miała przyciemnione magicznie przez jednego z członków klanu, zaś usta smarowała pewnym roślinnym ekstraktem, który nie dość, że poprawiał ich wygląd wizualny, to działał leczniczo. Czasem lubiła ładnie wyglądać, jak to kobieta, ale nigdy kosztem innej osoby. No chyba, że sama wyrazi taką chęć. Kiedy skończyła to, co robiła, jeszcze raz przemyślała dokładnie słowa starca i ruszyła tam, skąd wyszła za Vylkurem. Gwardziści otworzyli jej drzwi, a ta starała się jak najdyskretniej przedostać na swoje miejsce. Przed wejściem usłyszała tylko wypowiedź członka klanu Aron, tego gburowatego człowieka, który starał się obrazić jej brata i klan. Miała taki odruch, musiała stanąć w obronie Nyllara.
Właśnie, skoro o nim mowa…
Usiadła z powrotem tam, gdzie siedziała i spojrzała na brata. Czuła, że od razu wiedział, co ona uczyni. Znał ją bardzo dobrze, w sumie jak nikt inny. Chyba więcej na jej temat pojęcia miała tylko matka, która zabrała te informacje do grobu. Postanowiła, że zamilknie, przynajmniej do czasu końca obrad. Ufała bratu, ale wiedziała też, że w skrajnych sytuacjach potrafiłby wykorzystać informacje, które przed chwilą zdobyła w celu uzyskania stołka Imperatora. Nie wydawało jej się, aby przerwała Aronowi wypowiedź, więc nie czuła się niczemu winna. Zdecydowała więc, że po prostu zajmie się jedzeniem tak, jak wcześniej.
Na jej kiści zostało jeszcze sporo ziaren, zatem ostrożnie spożywała swój posiłek. Zaczęło ją suszyć, a nie chciała sięgać przez cały stół po wodę. Musiała więc ostatecznie zawołać sługę. Poprosiła go o napełnienie jej czarki wodą, co też w te pędy uczynił i zyskał za to dziesięć szylingów. Serrivien nadal usilnie musiała walczyć z chęcią spojrzenia na Demiklesów, ale wiedziała, że w ten sposób wywoła tylko niepotrzebny gniew, a był on tutaj bardziej zbędny, niż Miriam, dlatego też skupiła się na posiłku i dalej kontemplowała wewnętrznie prawdy przekazane jej przez Deona Almo. Czuła, że teraz zacznie się jej czas, że wreszcie będzie mogła zdziałać coś w kierunku jej wymarzonego wizerunku Imperium.
Awatar użytkownika
Anemetius
Posty: 563
Rejestracja: 25 sie 2012, 00:40
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2150#33472

27 lut 2013, 19:45

Najwyższy Vylkur odłożył złoty widelec zakończony owalnym diamentem i otarł delikatnie kąciki ust jedwabistą chusteczką leżącą przy talerzu. Gdy wróciła Serrivien rzucił ukradkowe spojrzenie w stronę Vylkura Prawa, który tylko nieznacznie kiwnął głową unosząc prawą brew do góry. Dla postronnego obserwatora znak ten byłby zupełnie niezrozumiały. Złotowłosy młodzieniec zakaszlnął sztucznie skupiając na sobie uwagę i wstał. Wszyscy Vylkurowie spojrzeli na niego z uwagą.

Dostojni goście – powiedział uśmiechając się łagodnie – Każdy z waszych rodów ma po części rację. Każdy jest niezastąpiony i stanowi osobny filar podtrzymujący Imperium. Jednak żaden filar nie może stać samotnie, gdyż prędzej czy później złamie się pod ciężarem.

Przerwał łącząc palce w piramidkę. Powiódł wzrokiem po przedstawicielach rodów, a w spojrzeniu dwubarwnych oczu można był ujrzeć pewną…figlarność, wręcz psotę typową dla rozradowanego dziecka. Stało to w kontraście z powagą wypisaną na twarzy mężczyzny oraz sytuacją, w jakiej się znajdowali.

Wiedza potężnych Mepisów – Przyłożył dłoń w rękawiczce do serca i skłonił w stronę Nyllara – Bogactwo Demiklesów - To samo uczynił w kierunku Ingysa – I niezaprzeczalne męstwo Anorów – Wykonał ten sam gest – Wszystko to samo w sobie jest potężne, ale razem stworzyłoby niepowstrzymaną siłę. Rada ma przed sobą niezwykle ciężkie zadanie, bowiem władca musi być wybrany tylko z jednego rodu.


Przerwał zawieszając głos. Przez dłużącą się chwilę Namyrus milczał kiwając głową samemu do siebie. Wyglądało to dość…zastanawiająco.


Aczkolwiek wierzę, że wybór jaki prędzej czy później podejmiemy okaże się słuszny i nie wywoła zbędnych sporów. Tymczasem…


Błyskawicznie się odwrócił i klasnął, a przez boczne drzwi weszła dwójka służących. Nieśli zwoje zawinięte złotym sznurem, na końcu których widniała Imperialna pieczęć Rady Regencyjnej – szkarłatna piramida ze złota koroną w środku. Rozdali papiery po jednym dla każdego w sali i równie jak szybko się pojawili, równie szybko odeszli.


Musimy skupić się na o wiele bardziej naglących sprawach. Te dokumenty przedstawiają sprawozdania finansowe z ubiegłego roku.


Mówiąc to Namyrus chwycił zwój i natychmiast go rozwinął, łapiąc za rzeźbione w drewnie uchwyty. Każdy kto uczynił podobnie mógł ujrzeć słupki ukazujące zmianę dochodów oraz wydatków z ubiegłego roku, podsumowanie oraz szacunki na koniec bieżącego. Ogółem typowa, pusta biurokracja


Oddam teraz głos Vylkurowi Skarbca – rzekł siadając na krześle i zagłębiając się w lekturze.


Qberg Dorenar dźwignął się ze swojego miejsca i nie patrząc na zwój zaczął mówić powoli, by każdy mógł go dobrze usłyszeć i zrozumieć.


Dziękuję Najwyższy Vylkurze za udzielenie głosu – Odchrząknął – Sytuacja pogarsza się. Nie stoimy co prawda na skraju przepaści, ale istnieją poważne obawy oraz problemy, które należy już teraz rozwiązywać. Wydatki zwiększają się, a przychody wprost przeciwnie. Prowadzimy kolonizację terenów archieplagu południa, które co prawda posiadają bogate złoża, ale nim zaczną zarabiać minie nieco czasu…


Vylkur zaczął wodzić oczami po zgromadzonych jakby chcąc odszukać pewną osobę i gdy dostrzegł Ingysa z Demiklesów, uśmiechnął się słabo.


Niestety, proszę o wybaczenie, że poruszam takie kwestie, ale chcę to uczynić teraz, gdyż senat wywiera na mnie potężne naciski. W 365 roku ród Demiklesów otrzymał od Senatu za sprawą Imperatora specjalne zwolnienie na płacenie cła w portach należących do Imperialnej Marynarki.


Mężczyzna poprawił małe okularki zsuwające mu się z nosa.


Dzięki zaoszczędzonym funduszom z tej ulgi skarbiec w oficjalnych przeliczeniach utracił około, mniej lub więcej, ćwierć miliona złotych monet.


Ulga musi zostać zdjęta – Wtrącił się Vylkur Prawa nieco lekceważącym tonem.


T-tak – zająkał się gniewnie Qberg i zmarszczył czoło – Aczkolwiek istnieją dwie możliwości, które dopuszcza senat. Usunięcie ulgi lub też wypłatę utraconej kwoty pieniężnej. Zdaję sobie, szanowni przedstawiciele rodu Demikles, iż ta informacja może być dla was…ciężka do przyjęcia, ale musimy poprawić kondycję gospodarki – Vylkur westchnął ciężko – Ale to nie jedyna kwestia.


Tym razem wstał Vylkur Prawa z typową dla siebie postawą zadzierającą nosa.


Drugą jest dodatkowy, specjalny podatek od miesięcznych dochodów generowanych przez pojedyncze rody. Wszyscy będą musieli oddawać piętnaście procent całości na rzec skarbca Imperium. Nie chwaląc się powiem, iż ta inicjatywa wypłynęła z mojej strony, bowiem zbyt długo szlachetnie urodzeni ociągali się od płacenia.


Najwyższy Vylkur oraz Vylkur Cieni spojrzeli na Vinnarina Ominitus w…wystarczy powiedzieć mało przychylny sposób.


Co się tyczy podatku – powiedział Namyrus odkładając zwój – Jest w kwestiach ustaleń, dlatego zwracamy się do was, abyśmy mogli tutaj, w tym pomieszczeniu wynegocjować jak najlepsze warunki. Zadowalające…każdą ze stron.

Awatar użytkownika
Utirrenon
Posty: 35
Rejestracja: 02 lut 2013, 12:07
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2497

28 lut 2013, 16:55

Gdy się najadł, odsunął delikatnie talerz od siebie i przetarł usta hustą. Przebiegł oczami po stole w poszukiwaniu czegoś na delikatny deser, gdy Falryk zaproponował mu jabłka. Co prawda nigdy nie był jakimś szczególnym fanem tych owoców, jednak lubił Falryka i cenił jego zmysł smaku, dlatego postanowił poddać się sugestii. Chwycił najbardziej, w jego mniemaniu, czerwone jabłko i ugryzł kawałek. Zaiste, było wyborne. Dał się nim skusić niczym dawno, dawno temu pewna niewiasta przez węża. Uśmiechnął się na wspomnienie młodych lat, gdyż to właśnie wtedy nauczyciele zmusili go do przeczytania tej niedorzecznej opowiastki. Jednak dzisiaj już nie potrafił sobie przypomnieć jej tytułu.
Zganił się w myślach, że pozwolił sobie na tę chwilową dekoncentrację. Zakonotował, że przepuścił tylko wypowiedź Falryka, co trochę go uspokoiło. Nie żeby ten nie miał nic mądrego do powiedzenia, ale był swój, więc nie musiał szukać potencjalnych słabych punktów w jego wypowiedzi. Inną sprawą było, że takich punktów dopatrzyć się było zdecydowanie trudno, w końcu to krew i wykształcenie Demiklesów, którzy jako ród kupiecki od dziecka uczą się sztuki krasomówstwa i przekonywania. Następnie wysłuchał wypowiedzi tej słynnej dziwki od Mepisów. W pewnym jej momencie spojrzał przelotnie na Karema, wiedząc, że i on wyłapał pewien niuans w jej wypowiedzi i nie omieszka tego zaznaczyć. Gdy ich spojrzenia się spotkały, ledwie powstrzymał się od śmiechu.
– Po co zabierać się za przemowy, skoro się nie umie? -Szeptem zadał mu to retoryczne pytanie. Należy najpierw nauczyć się poprawnie wysławiać, żeby potem zarzucać odór chamstwa. Wymagał poprawności, nie konieczne piękna mowy. Ale w końcu to Mepisi, dla nich krystaliczność ojczystej mowy zapewne jest niczym, w końcu nie wszyscy wśród nich są czystej krwi. I ona śmie mówić o nie paktowaniu z rasami niższymi? Przecież to właśnie oni słyną z przyjmowania niższych we właśne szeregi. Cóż za niekonsekwencja. A co do ostatnich jej słów o rozlewie krwi… Przypomniał mu się pewien cytat, który przeczytał gdzieś dawno temu – 'po co zabijać, skoro można kontrolować'. Ale Mepisi zdecydowanie tego nie pojmowali. Ciężka będzie z nimi przeprawa. Oni i Aroni to barbarzyńskie rody, które wszystkie problemy potrafią załatwiać tylko przemocą. Świat się zmienił, moi państwo.
Gdy Leonard nawoływał do toastu, Ingys uniósł wino i również przechylił trochę kielich. Tak jak się spodziewał, Aronowie jako pierwsi byli w stanie zrozumieć to, o czym on mówił od samego początku tej parady błaznów, przechwalających się swoimi atutami, a tak na prawdę nie mających żadnego pomysłu na to, jak rozwiązać ich problemy.
Po tym toaście i Vylkurowie poszli po rozum do głowy. Uczta była już prawie skończona, więc nadszedł czas na rozmowy na poważne tematy, a nie przechwałki lub sugerowanie teorii spiskowych. Gdy padły słowa 'sprawozdanie finansowe' od razu się ożywił. Rzucił na nie okiem, gdy zostały one rozłożone na stole. Dawno nie miał okazji tego robić, ponieważ on zajmował się raczej skarbcem rodowym, ale teraz widział, że sytuacja nie wygląda za ciekawie i na pewno Demiklesowie będą pierwszymi, którzy będą musieli kłaść mamonę.
Gdy głos zabrał Vylkur Skarbca, powiedział dokładnie to, czego Ingys się spodziewał. Spojrzał na niego i poruszył temat ulg podatkowych. A więc w ten punkt, uśmiechnął się bardziej sam do siebie, lecz można było z zewnątrz to potraktować jako odpowiedź dla Vylkura. Widać Dorenar doskonale zdawał sobie sprawę kto się tym zajmuje, skoro zwrócił się do niego. Jednak nie do niego należało podejmowanie decyzji. W imieniu Rodu Demiklesów jedyną osobą, która mogła podjąć wiążące prawnie decyzje był Ileareon Demikles. A w przypadku jego nieobecności był to jego spadkobierca w najprostszej linii. Czyli w tym wypadku obecny tutaj Karem, który zdając sobię z tego sprawę, jak dotąd mądrze nie zabierał głosu, bo przecież nie od tego tutaj jest, żeby przepychać się z chamstwem. Bał się jednak, że Karem nie jest jeszcze wystarczająco przygotowany do rozmów o gospodarce na najwyższym szczeblu, jakim była ogromna gospodarka Imperium. Dlatego nachylił się do Karema i szepnął do niego tak, żeby nikt nie słyszał:
– Paniczu, czy jesteś pewien, że jesteś w stanie w tym momencie podjąć decyzję? To są sprawy ogromnej wagi, powinniśmy przedyskutować je najpierw na osobności. Sugeruję, abyś poprosił o chwilę przerwy, abym mógł wyjaśnić Ci możliwe konsekwencje. Nie mogą Ci uznać tego za złe, raczej za mądrość, w końcu aktualnie występuję jako Twój doradca. Oczywiście decyzję pozostawiam Tobie.
Na koniec ukłonił się lekko i odsunął. Również te szepty nie mogły być krytykowane przez pozostałych z racji urzędu jaki Ingys pełnił w Rodzie.
Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

28 lut 2013, 18:36

- Serri, jest dość oczywiste, gdzie poszłaś, ale oczekuję wyjaśnień, kiedy stąd wyjdziemy. – Przywitał siostrę tymi słowami, kiedy wróciła. Nie miał nic przeciwko temu, że spoufalała się z Vylkurem Wiary, puścił ją w końcu bez słowa sprzeciwu, a nawet rzucił wcześniej krótkie zdanie na podniesienie jej morale. Chyba w końcu jego pogląd na Serrivien jako "małą siostrzyczkę" powoli stawał się nieaktualny, mimo jej poglądów w niektórych sprawach z czego był dumny. Nyllar spokojnie obserwował jak jego siostra najpierw wychodzi i po chwili wypełnionej bezcelową gadką Demiklesów i Aronów wraca na swoje miejsce. Nie obchodziło go już w tej chwili to, co mówili inni delegaci na sali, nie uznawał ich za towarzystwo godne siedzieć w tym miejscu z racji oczywistego braku zainteresowania sprawami Panstwa co w tej chwili powinno dla nich stanowić najwyższy priorytet. W sytuacji takiej jak Rada Regencyjna, powinno się przynajmniej udawać zainteresowanie państwem, by zyskać czyjeś poparcie a Demiklesowie woleli zyskiwać poparcie kucharzy poprzez zajadanie się ich kulinarnymi dziełami, wyraźnie nie zdając sobie sprawy, że dyskusja zaczęła się dawno, zanim podnieśli głowy znad talerzy.

Na całe szczęście, Vylkurowie postanowili przerwać kłótnię przy stole, która bardzo łatwo mogłaby się przerodzić w pokaz tego jak bardzo magia czyni Dziedzica lepszym od innych poprzez obrócenie ich w popiół czy coś w tym guście. Delegat rodu Mepis zajął się przez chwilę podanym mu zwojem z czego wyrwały go słowa "ćwierć miliona złotych monet" oraz "Ulga musi zostać zdjęta ". Demiklesowie dostawali za swoje prosto tam, gdzie najbardziej ich zaboli – w ich skarbiec, nic tylko uraczyć Vylkurów owacją na stojąco co jednak Nyllar postanowił sobie darować mimo kuszącej myśli. Qberg Dorenar dał kolejny dowód na prawdziwość powiedzenia "Jeśli niewiadomo, o co chodzi to chodzi o pieniądze.", Vylkurowie szukali oszczędności w kieszeniach najbogatszych, a to, że zaczynali od największych wrogów Magów w kwestii sukcesji zmarłego imperatora, tylko mogło poprawić humor.

- Wiem co zaraz będziesz chciała powiedzieć Serri i proszę byś się powstrzymała. Tutaj chodzi o tron, jeśli go zdobędziemy będziesz mogła zrobić więcej niż tutaj. Zaufaj mi, ja zaufałem tobie z tym nagłym opuszczeniem sali. – Natychmiast szepnie do siostry, kiedy usłyszy końcową propozycję uzdrowienia skarbca. Czyżby to był prawdziwy powód zebraniach ich tutaj? Na to zaczynało wyglądać. Piętnaście procent zysków było sumą… dość znaczącą, nawet uwzględniając potencjalne zapasy złota znajdujące się w ich skarbcu pod postacią magicznych artefaktów, które spieniężone być może mogłyby ich zrównać z Demiklesami w kwestii ilości złota.

- Szanowni Vylkurowie mam nadzieję zdają sobie sprawę jak nagła jest ta … propozycja. – Wstał i zaczął mówić, wyraźnie zaznaczając przerwę przed słowem "propozycja". Tak naprawdę to było żądanie i to dość poważne, mimo iż względem ekonomicznym i co ważniejsze logicznym, słuszne. I tak wszystkim trzem obecnym rodom zostanie na życie więcej niż większość ludzi kiedykolwiek zobaczy na oczy.

- Mimo jednak zaskoczenia jaką jest ta wiadomość, uznaję koncepcję naruszenia rosnących gór złota tych najzamożniejszych w celu poprawy sytuacji Imperium za pomysł co prawda niewygodny dla nas, lecz definitywnie logiczny i mogący przynieść poprawę. – Kontynuował, znów celowo zaznaczając pauzę przed kolejną częścią wypowiedzi. - Myślę także, że niektóre sprawy Rodów powinny być poruszane indywidualnie. Już teraz połowa zysków z Akademii kierowana jest do Pałacowych skarbców, mimo iż tylko nasz ród wykłada na nią złoto. Mimo, że kondycja naszego Imperium jest dla nas istotna, nasz wkład w skarbiec już istnieje. Z tej przyczyny jestem skłonny zgodzić się na dziesięć procent pozostałych zysków Rodu bez dalszych negocjacji. – Zakończył skinieniem głową w stronę Vylkurów. Akademia już teoretycznie przynosiła, im straty, a przynajmniej nie dawała pełnych zysków. Bez Imperatora, który mógłby wywierać naciski na Akademię mogli z nią teraz dużo zrobić, użycie jej jako argumentu w negocjacjach było jedną z tych rzeczy, Vylkurowie nie mieli za dużo do powiedzenia na jej temat co niezwykle cieszyło Nyllara w tej chwili. Zastanawiał się czy nie mógłby dać nawet niższego żądania, szybko uznał na szczęście, że mogło, by to być przyjęte jako hipokryzja względem wcześniejszego okazywania zainteresowania losami Imperium.

Awatar użytkownika
Sargoh
Posty: 8
Rejestracja: 31 sty 2013, 19:20

01 mar 2013, 18:53

Sprzeczki pomiędzy rodami trwały i trwać zapewne będą, gdyż każda familia chciałaby usadzić na tronie jednego ze swoich przedstawicieli. Najbardziej napięte stosunki niewątpliwie mieli Demiklesi i Mepisi, o czym z resztą wszyscy przekonali się podczas uczty. Co więcej, każdy z tych rodów próbował przeciągnąć na swoją stronę rodzinę rycerzy i to nie ulegało wątpliwościom. Aronowie stali pomiędzy młotem i kowadłem, a uczucia jakie temu towarzyszyły były dość zmieszane. Z jednej strony, możnaby powiedzieć, że każda familia zna potęgę Aronów i liczy się z ich zdaniem, dlatego też próbuje nawiązać z nimi przyjazne stosunki. Z drugiej zaś strony, wyglądało to jakby klan rycerzy przeszedł na drugi plan tego całego przedstawienia, a po główną nagrodę siegali jedynie magowie i bogacze, manipulując szacownym rodem wojowników. Valros nie do końca wiedział co o tym myśleć, nigdy nie wiadomo jakie plany mają poszczególne familie, dlatego też należało zachować szczególną ostrożność w tego typu sytuacjach. Od dalszych dyskusji uchronił wszystkich Najwyższy Vylkur, który niespodziewanie zabrał głos i zaczął zachwalać każdy ród z osobna. Bardzo miły i łagodny wstęp był początkiem czegoś, co niewątpliwie zmartwiło niejednego uczestnika zebrania. Pomijając już spłatę długu przez ród Demikles, co mogło w sumie dawać wiele radości Mepisom, odrobinę mniej Aronom, była jeszcze kolejna kwestia, która tym razem dotyczyła wszystkich. Postanowiono nałożyć na szlachtę podatek. Z początku Valros nie akceptował tego faktu i czuł się odrobinę oburzony, że zawsze chodzi o pieniądze i ciągle jest ich za mało. Jego nastawienie zmieniły późniejsze słowa Vylkura Prawa: "zbyt długo szlachetnie urodzeni ociągali się od płacenia." Dopiero to uświadomiło go, że zamożnych, pomimo ich ogromnych bogactw, muszą utrzymywać zwykli, biedni mieszkańcy. Niejednokrotnie zapewne zwiększał się podatek nakładany na ludność Imperium po to, aby potężne i majętny rody nie musiały płacić w ogóle. Obłęd! Żadna w tym sprawiedliwość, a jedynie na jaw wyszła pazerność magnaterii. Nie ulegało wątpliwościom, że coś trzeba z tym fantem zrobić, a podatki dla wszystkich bez wyjątku, wyglądają na doskonały pomysł. Odpowiednia kwota sprawi, że poszczególne rody aż tak bardzo nie poczują strat, zaś same państwo wiele na tym zyska. Na wstępie ilość ta została ustalona na piętnaście procent. Zważając na to, że Aronowie wydają duże pieniądze na szkolenie i ekwipunek młodych rycerzy, taka kwota była chyba zbyt duża. Valros spojrzał jedynie na Leonarda. Na jego twarzy pojawił się lekki wyraz niezadowolenia, a sam białowłosy poruszał odrobinę głową na boki. Decyzja oczywiście należała do syna Minearaela, jednakże on sam chyba powinien liczyć się ze zdaniem innych członków rodu. Zapewne także chciałby choć trochę zbić z sumy, jaką mieliby oddawać państwu rycerze. Valros nie odzywał się, czekał jedynie na to co powie Leonard w tej sprawie. Jeden sprzeciw zgłosili już magowie, z dość sensownym argumentem. Jedynie wątpliwym było, czy to co mówią jest prawdą, jednakże to już nie wojownikowi było oceniać.
Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 265
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:03
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

01 mar 2013, 20:02

Karem przestał wpatrywać się w młodego maga wraz z otrzymaniem sprawozdań finansowych. Uśmiechnął się pod nosem i spojrzał po towarzyszach. W końcu zaczęto poruszać istotne kwestie. Wiedział że teraz jest odpowiedni czas na przerwanie milczenia. Odstawił kielich nieco dalej aby przypadkiem go nie przewrócić przy wstawaniu. Szybko poprawił szatę i energicznym ruchem odsunął się od stołu, prostując nogi. Gdy już mógł spojrzeć na wszystkich z odpowiedniej wysokości na chwilę można było zobaczyć na jego twarzy lekki uśmiech.

– Witam, wszystkich obecnie zgromadzonych. – przemówił. - Najmocniej przepraszam za to że z samego początku obrad nie zacząłem wychwalać mojego ojca, jako jedną osobę godną objęcia władzy w Imperium. Widzę że niektórzy, są tym faktem mocno zdziwieni i zaraz zaczną mi zarzucać brak wychowania, czy też podważą moje zainteresowanie całą sytuacją. – po tych słowach z lekką drwiną spojrzał na Nyllara. – Jednak zapewniam wszystkich obecnie zgromadzonych iż los Imperium interesuje mnie w takim samym stopniu co innych przedstawicieli największych Rodów. Widzimy że poruszony został konkretny problem. Niektórzy z nas, myślą że takie sprawy można załatwić niemal od ręki oferując swoje marne zyski z Akademii która na dłuższą metę zaraz zacznie generować straty. Jestem pewien że po Twojej propozycji, Nyllarze w ciągu kilku najbliższych lat będzie trzeba dokładać do interesu. Zresztą nie oszukujmy się, chyba sami nie wierzymy w to że Akademia naprawdę daje zyski na obecną skalę problemu. Widać że Imperium ma duży problem i trzeba zażegnać go przemyślanymi rozwiązaniami a nie podejmowanymi w przypływie emocji. Korzystając z rady zaufanego doradcy, prosił bym o chwilę przerwy w obradach. Zdaję sobie sprawę że ćwierć miliona to suma niemała i przed pojęciem następnego kroku chciałbym przedyskutować to z obecnymi tu reprezentantami rodu Demikles na osobności.

Kończąc monolog, usiadł z powrotem na swoim miejscu i chwycił w dłoń kielich z winem. Mówił dość głośno przez co trochę zaschło mu w gardle. Szybko popił kilkoma małymi łykami wina i oczekiwał reakcji Vylkurów.

Awatar użytkownika
Dahhard
Posty: 634
Rejestracja: 11 lis 2011, 12:15
Lokalizacja postaci: Kanały
GG: 25113951
Karta Postaci: viewtopic.php?t=1010

01 mar 2013, 22:15

Falryk szybkim ruchem prawej ręki, ale tak żeby wyglądało to naturalnie i spokojnie dorwał przepiękny, złociście spieczony barani udziec. Ostatni na talerzu niedaleko niego. Nie zważając na nic rozpoczął ucztowanie. Który to już raz nakładał sobie coś na talerz? Kto by to zliczył…
Demikles był zachwycony tutejszą kuchnią. Widać było, że tutejsi mistrzowie tego, jakże zacnego fachu wiedzą co robią przyrządzając każde ze swoich dań iście po królewsku, ba, bogowie nie powstydziliby się takiego posiłku. Mięso było starannie przyprawione, idealnie upieczone, soczyste, dosłownie rozpływało się w ustach. Falryk mógłby rozkoszować się nim godzinami, lecz to było tak dobre, że znikało z jego talerza w mgnieniu oka. Jeszcze chwilę temu brał do ust spory kawał mięsa, by za moment obgryzać resztki pozostałe na jego talerzu.
Podczas jedzenia nawet przez krótką chwilę nie zwracał uwagi na to co mówią Vylkurowie, czy wszyscy inni. Uczta jest ucztą i należy się bawić, a nie ględzić i ględzić.
Teraz i tak nie dojdą do niczego konkretnego. Niestety, każdy wie, że każda przyjemność kiedyś musi mieć swój kres. Gdy Falryk całkowicie wyczyścił swój talerz musiał wrócić do słuchania. Podróż strasznie go zmęczyła i miał już dosyć, mimo wspaniałego posiłku przesiadywania na Sali w tak licznym gronie. Wolałby udać się do swej komnaty, samemu lub w towarzystwie pięknej kobiety. Może jednej ze służek. Chciałby, aby te obrady już się skończyły. Był gotów oddać za to sporo.
Oczy zamykały mu się same. Musiał się bardzo pilnować by przez przypadek nie zasnąć, bo byłoby to bardzo niestosowne do miejsca i czasu. Wypowiadanie się w kwestiach rodu pozostawił Ignysowi, bo i tak w sumie nikt go o zdanie nie pytał, a wszyscy zwracali się do najstarszego przedstawiciela Demiklesów. Co w gruncie rzeczy złościłoby go, lekceważenie, strasznie tego nie lubił, ale nie w tej sytuacji. Teraz chciał spokoju. Stwierdzenie, że myślenie sprawiało mu ból było nieco na wyrost, aczkolwiek coś w tym było. Przyłożył zaciśniętą dłoń do twarzy i niemal niezauważalnie ziewnął.
Poprowadził wzrokiem po wszystkich znakomitych, mniej lub bardziej osobistościach, a później i tak jego wzrok przykuł syto zastawiony stół, na którym co róż pojawiało się coś nowego.
Ignysie zajmij się tym, ja nie mam siły – Spojrzał na starszego mężczyznę dość wymownie nie roniąc ani słowa. Zamknął na chwilę oczy, westchnął ciężko. – Jakoś to będzie… – Nigdy chyba w całym swym życiu, a przeżył już całkiem sporo.
Awatar użytkownika
Leonard
Posty: 189
Rejestracja: 24 wrz 2012, 16:18
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2214

03 mar 2013, 11:03

Leonard zerkał na Vylkurów z uśmiechem satysfakcji. Więc o to wam od początku chodziło. Pieniądze na "rozwój Imperium" zasilą wsze skarbce umacniając wasze pozycje. Z tego co było mu wiadomo Imperium nie miało nasilających się problemów finansowych. Nim się spostrzeżemy kolejka do tronu znowu się wydłuży. A wszystkie rody szlacheckie nieświadomie będą ich finansować. Aż się zdziwił dlaczego nikt inny nie wyczuł tego podstępu. Nyllar miast się zastanowić szastał pieniędzmi. Demilklesi postanowili się naradzić, czyli może jednak przejrzą na oczy. Jak dotąd bardziej interesowali się zawartością talerza. Cóż brzuszek głowy rodu nie wziął się przez przypadek.
-Ród Aronów będzie miał na uwadze wasze prośby, lecz decyzja zostanie podjęta dopiero po wybraniu Imperatora. – Krótko i na temat, bez owijania w bawełnę i czułych przepraszających słów. Jednak faktem jest, że jeśli Vylkurowie domyślą się, że ich przejrzał trudniej będzie się z nimi dogadać. To i tak lepsze niż wejście na tron będąc marionetką.[/b]

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 16 użytkowników online :: 2 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 14 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Google [Bot], Lilia
Liczba postów: 52247
Liczba tematów: 2978
Liczba użytkowników: 1050
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Landis
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.