Detroit

Miejsce, w którym każdy może wcielić się w rolę Mistrza Gry i poprowadzić wcześniej przygotowaną sesję umieszczoną w dowolnych realiach.
Awatar użytkownika
Stori Moradrin
Posty: 32
Rejestracja: 03 sty 2013, 21:29
GG: 21882886
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42345#42345

Detroit

04 mar 2013, 23:33

Obrazek
[/color]
Świat dawno zgnił w rozpaczy. Powalone budynki zmasakrowane, splądrowane i podpalone przez ludzi. Ludzi takich jak my wszyscy. Mężczyzn i kobiety walczące o lepsze jutro i przetrwanie w tej karygodnej, wynaturzonej przestrzeni zwanej Detroit. Niegdyś miasto znane z największych i najwspanialszych fabryk, miasto światłości i rewolucji. Dzisiaj zapadła dziura gdzieś na świadomości ludzkości przerażonej nadchodzącym jutrem.
Wielu próbowało wybić się tutaj na szczyty, udało się zaledwie garstce. Gruzy starego miasta stały się dla nich niewyczerpaną kopalnią bogactw i uciech. Ci ludzie posiedli wszystko i wszystkich których mogli w poatomowym świecie. Nic nie działo się bez ich zgody. Wydawali rozkazy niczym sami bogowie. Zapomniałbym dodać, w mieście zabroniono wyznawać jakąkolwiek religię. Każdy przejaw czegokolwiek innego niż kultywowanie władzy jest niszczony. Macie szczęście będąc pod opieką największej korporacji.
Wielki Erl. Tak, zaiste, postać na miarę legend. Przybył znikąd, dorobił się fortuny. Nikt właściwie nie wie jak, nikt nie pytał. Dyskrecja to ważna rzecz, nawet gdy kierujesz bandą najgorszych banitów jakich widziało to zasrane miasto. Tak, dokładnie, tym jest korporacja. Zbiorowiskiem ludzi zdegradowanych do poziomu marionetek swych własnych niepowstrzymanych instynktów. Dlatego właśnie samochody, dziwki, prochy i broń tak dobrze się tu sprzedają. Ponieważ u władzy są ludzie godni sprzedać własną matkę za garstkę cudownego specyfiku zwanego Tornado.
Ah, ten piękny sen. To cudowne odejście od rzeczywistości, to ukojenie jakie daje nawet garstka tego proszku. Tornado nie jest zwykłym halucynem który dawałby niezłego kopa. To gówno daje możliwość zaśnięcia snem proroczym. A raczej cofniętym w czasie. Człowiek dostaje wizji, majaków i widzi Stany na jeden dzień przed atakiem. Ma cały jeden dzień aby pożegnać swych bliskich i zrobić wszystko co trzeba. A na koniec i tak widzi ich śmierć. I to nie raz. Bowiem kto raz weźmie Tornado nie zaśnie bez następnej dawki. Już zawsze będzie śnił o zagładzie wszystkiego co kochał.
Wracając do Erla… miał chłop głowę do interesów. Wynalazł was z jakiś dziur i sprowadził w jedno miejsce proponując niezły zarobek. Banda recydywistów bez jakichkolwiek zasad moralnych– tak można by was aktualnie określić. Banda zbirów na usługach prawdziwego mafijnego bossa. Do szczęścia brakowało tylko fanfar i garniturów. Cóż, część z was pewnie nie wie o czym mówię, jesteście na to za młodzi. Urodziliście się przecież już po przejściu tego wszystkiego. Parszywe, pierdolone szczęśliwe łapserdaki. Pozabijałbym was wszystkich. Lecz opowieść musi się ciągnąć zaś wy musicie wiedzieć co stało się dalej…
Obrazek


[/oldsize]
Pod ścianą stał rosły mężczyzna, wasz kontakt. To było piąte piętro, wleźliście tu po prowizorycznym systemie drabin i schodów. Wyglądało niczym legowisko jakichś zwierząt, okazało się kryjówką niższych sfer Korporacji. Wszędzie porozrzucane kawałki drewna, trochę okruchów walających się po podłodze, kość porzucona w kąt ze śladami zębów. Na ścianach naklejone plakaty, stare i wypłowiałe, prezentujące nagie kobiety w dość obscenicznych pozycjach. Gdzieś koło drzwi podarta, czerwona kanapa, cała obsypana tynkiem. Kilka połamanych krzeseł gdzieś w rogu. Oraz jedyne drzwi.
Jesteście już wszyscy? Raz, dwa, trzy… kurwa, psia wasza mać. Powiedzmy, że wszyscy! Słuchajcie, to jest dyktafon.– Wyciągnął z czarnego, typowego skórzanego płaszcza mały szarawy przedmiot. Ręka w białej rękawiczce skierowała się ku wam podając ową mechaniczną ciekawostkę.–Macie tutaj rozkazy od szefa. Tylko spróbujcie coś spieprzyć. Kurwa, jak tu jebie.– Nie miał na sobie maski gazowej. Jego przeorana czasem twarz pokryta obrzydliwymi bliznami i strupami po prawdopodobnie jakiejś ciężkiej chorobie wyrażała nienawiść dla każdego żywego stworzenia w tym pomieszczeniu. Włosy spadały mu niemal do pasa, były białe niczym śnieg. Jednak dziwnie rzadkie i nieregularne. Odwrócił się i już zdawał się wychodzić… Odwrócił jednak twarz i spojrzał na was bystrym wzrokiem.– Mamy ogon. Radziłbym uciekać. Wycedził najciszej jak było to możliwe po czym wyszedł szybkim krokiem. Zostawił was samych.
Obrazek
W korytarzu jeszcze przez kilka chwil słychać było jego kroki. Samochód i motor zostawiliście na zewnątrz, w czymś co wyglądało jak dawny parking strzeżony. Obdrapane mury budynku przeżyły już naprawdę wiele. W tej właśnie chwili wśród jakiegoś wyłomu wiatr gwizdał swą cichą piosenkę. Jeśli to co powiedział mężczyzna jest prawdą nie macie za wiele czasu. Banici przeciwnej korporacji nie będą zbyt mili chcąc dowiedzieć się dlaczego w dawnej kryjówce ich przeciwników nadal odbywają się spotkania. Lecz z drugiej strony może was tylko wkręcał? W dzisiejszych czasach wszystko jest możliwe a zaufanie komukolwiek to pewna śmierć…
Rozdział pierwszy: Gdy rozum śpi budzi się koszmar.
Awatar użytkownika
Leonard
Posty: 189
Rejestracja: 24 wrz 2012, 16:18
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2214

05 mar 2013, 00:34

YY, Siema, Borsuk jestem – Przestawił się i wyciągnął lepką łapę w stronę każdego z przybyłych. Po czym spojrzał na diabełka w pudełku.
– Wygląda na jedno z tych urządzeń, która w mgnieniu oka pożerają duszę, moja babcia tak umarła. Ja tego do ręki nie wezmę. – Szturchnął stalowym prętem leżącym na ziemi.
– Jeśli nie jesteście pewni swoich umiejętności. Polecam szybki i strategiczny manewr wojskowy zwany odwrotem.
Drobna sugestia brzydala dotycząca spierdalania wydawała się dobrym pomysłem. Lecz możliwość obicia kilka pysków bardziej ciekawa. Nie spodziewał się jednak, że wyjdzie ze starcia w stanie nadającym się do sięgnięcia do torby po parę dragów. Wszystko się tak komplikowało. Sięgną do torby po parę cudownych pastylek. Odczekał chwilę i od razu zrobiło się lepiej i lasce jakby cycki urosły. Przyjemny dodatek. Dropsy pomagały mu oczyścić umysł i przygotować się na spotkanie z Jezusem – on zawsze wiedział co robić, pod warunkiem, że nikomu o nim nie powiedział. Ostatnimi czasy nie był zbyt lubiany przez ludzi. Szkoda, świetny gość. Dodatkowo wyostrzył swoje zmysły i "zmysły". Przy okazji lokalizując źródło smrodu – samotną kupę wśród sterty gruzu. Pamiątka po menelach. Kroki dudniły oznajmiając zbliżających się ludzi dość ciężkich. W chwili obecnej słyszał w około tuzin buciorów. Ale prawdopodobieństwo błędu było spore. Możliwe, że przez zamknięte drzwi. W oddali usłyszał dźwięk odbezpieczanej broni. Nie było czasu na dzielenie się wiadomościami z grupą zresztą, i tak by nie uwierzyli.
– Siedzę z przodu. – Biegł już w stronę wyjścia pobrzękując cicho. Miarowy dźwięk jedynie wzmocnił jego "trans". Kierował się do przeciwnego wyjścia by nie natknąć się na dodatkowych pachołków, których przeoczył
Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 263
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:03
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

05 mar 2013, 02:01

Loki usiadł na wyznaczonym miejscu i w milczeniu przysłuchiwał się rosłemu mężczyźnie. Mimo że miał na sobie maskę to usłyszał wszystko co najważniejsze. Gdy spostrzegł szary przedmiot od razu po niego sięgnął i schował do kieszeni w której znajdował się miś.


Tylko go nie zgub– powiedział w myślach do pluszaka zamieszkującego kieszeń.

Odprowadził wzrokiem ich przełożonego po czym zerwał się z miejsca po usłyszanych słowach. Stał chwilę w miejscu przypatrując się człowiekowi który przedstawił się jako Borsuk. Był od niego niewiele wyższy a przy tym ubrany dość dziwnie. Wielu cudaków wiedział w swoim życiu, jednak ten zdawał się być perłą w jego kolekcji. Chwilę patrzył na jego ubiór i to co właśnie łyka, jednak szybko przypomniał sobie o rzekomym ogonie. Musiał przyznać że przez chwilę myślał czy by nie wpakować szybkiej kulki w plecy Borsuka, ale zaniechał tego pomysłu. A nuż się przyda.

– Oczywiście że siedzisz z przodu, kto by kurwa chciał koło Ciebie siedzieć. – mruknął pod nosem wybiegając z pomieszczenia za Borsukiem.

Wiedział że najlepiej będzie siedzieć na środku tylnego siedzenia i taki właśnie obrał cel. Jednak zadowoli się każdym miejscem oby nie jechać z tą słodką cizią na jej śmiesznym motocyklu. Na samą myśl o tej opcji aż przyśpieszył kroku.

Awatar użytkownika
Darrian
Posty: 733
Rejestracja: 06 sty 2012, 20:04
Lokalizacja postaci: Oko i Powieka
GG: 10643412
Karta Postaci: viewtopic.php?p=21226#21226

05 mar 2013, 12:48

Nox nie lubił ani takich ceregieli ani takich miejsc a towarzystwo się mu najmniej podobało. Ze wszystkich, tylko dwóch mężczyzn wyglądało w jakikolwiek sposób groźnie. A co na miłość boską robiły tu dwie dziewczyny wyglądające na maksymalnie 19 lat? Na dzieńdobry zaczynali z dwiema kulami u nogi, a może nawet trzema, gdyż ćpun też na ideał towarzysza broni nie wyglądał. Jakby złych wieści było mało, ich kontakt postanowił ich zostać z dyktafonem i zmyć się, kiedy tylko pojawił się pierwszy znak kłopotów. Kłopotów, których pozbycie sie było poniekąd ich pracą. Niestety, dwójka tego "towarzyszy" miała lepszy plan – uciekać. Rozbicie się ich grupki od razu nie było zbyt dobrym pomysłem wiec trzeba było podążyć za resztą.
- Dobra panienki, zabieramy się w jakieś bezpieczniejsze miejsce, gdzie odsłuchamy tego co miał do powiedzenia szef. – Rzekł donośnym i rozkazującym głosem godnym generała, po czym naciągnął twarz zdjetą wcześniej maskę gazową i ruszył w kierunku samochodu, w którym miał zająć miejsce z tyłu, po lewej stronie. Już w aucie planował odbezpieczyć AUG na wypadek szybszego niż zakładali pojawienia się nieproszonych gości.
- W razie czego, zanim umrzecie zniszczcie dyktafon. Nie chciałbym zostać zapamiętany jako partacz, który pozwolił na taki przeciek informacji. Poza tym, mówcie mi Nox. – Powie, gdy wszyscy zapakują się do środków transportu, tak na dobre rozpoczęcie współpracy.
Awatar użytkownika
Sevian
Posty: 117
Rejestracja: 24 sty 2013, 20:42
Lokalizacja postaci: Chata Tarretha
GG: 4999202
Karta Postaci: viewtopic.php?p=40625#40625

05 mar 2013, 16:31

Miejsce, w którym znalazł się Thomas pozostawiało wiele do życzenia, pod względem estetyki towarzystwa, lecz cóż takie jest życie. Czy warto dla forsy i chwały, spędzić trochę czasu, wśród tych mętów z otchłani dna społecznego? Wśród najgorszych morderców, gwałcicieli, pedofilów i jeszcze wiele można by o nich powiedzieć na pierwszy rzut oka? Jeśli to się opłaci, to czemu nie. Nie podobał mu się też ton pięknisia, który był na tyle głupi by zdjąć maskę gazową. Zostawił dyktafon i na odchodne rzekł, że mają ogon. Potem, olbrzymi białas podchodził do każdego przedstawiając się jako Borsuk. Bruce nawet nie pofatygował się z wyciągnięciem ręki. Nie dość, że wyglądał po prostu śmiesznie, to na dodatek jego wiedza na temat elektroniki była krytyczna i jeszcze ćpał. Następnie oświadczył wszem i wobec, że będzie siedział z przodu i skierował się do wyjścia. O Jezusie Nazareński czy skąd pochodził ten synalek Bożka ten śmierdziel nie będzie siedział w jego bryce chyba, że po jego trupie. Całe szczęście Thomas był przezorny i kluczyki od wozu miał przy sobie. Przez dłuższą chwilę rozmyślał nad tym, czy nie wybić tej hołoty i samemu zająć się zleceniem ale porzucił tą myśl bo nie chciało mu się odwalać samemu całej roboty. Ruszył pędem, do swojego auta. Jak już udało mu się do niego dotrzeć, otworzył drzwi wsiadł za miejscem kierowcy. Wszyscy się wpakowali do środka. Bruce odbezpieczył swojego glocka po czym wycelował w głowę olbrzyma, który siedział tuż obok niego.
- Wypierdalaj z wozu ale już. Nie będziesz truł powietrza skurwielu. Liczę do trzech.– Powiedział głośno po czym nacisnął na spust glocka udając, że daje mu szansę na ucieczkę. To była ulubiona zabawa Bruca. Dawać złudną nadzieję ofierze na przeżycie. Musiał pokazać reszcie kto tu rządzi.To kurwa jego wóz, a jak się nie podoba to fora ze dwora i z buta. Po strzale zabezpieczył broń i odwrócił się do reszty.
- Gotowi na przejażdżkę panowie? –Powiedział z lekkim uśmiechem po czym odpalił wóz i pojechał byle dalej od tego miejsca. Przy okazji "przypadkowo" potrącił śmieszny motorek i docisnął gaz do dechy.
Derranein
Posty: 89
Rejestracja: 26 gru 2011, 21:54
GG: 41713691
Karta Postaci: viewtopic.php?p=20157#20157

05 mar 2013, 18:32

Czuła się niekomfortowo w pokoju wypełnionym przez tylu ludzi naraz. Aż dziwne że nikt jeszcze nikogo nie zabił ani nie okaleczył. W zasadzie, ucieszyłaby się, gdyby coś takiego się wydarzyło. Miałaby się na czym skupić. A tak stała tylko i bawiła się dłońmi, nerwowo przygryzając wargę.
Nie chciała nikogo pochopnie oceniać. Nie zapałała miłością do Borsuka, jak nazwał się ten obłąkany i mocno naćpany człowiek jednak to nie powód głośno wyrazić swoją opinię jak niektórzy. Z niesmakiem tylko odwróciła głowę, wierząc że narkoman ma lepsze wnętrze niż wygląd.
-Maria.– Powiedziała bez większego przekonania. Nie uważała aby cokolwiek innego było w tej chwili odpowiednie do dodania. I tak zaczynało się robić zamieszanie.
Oburzyła się, gdy "Nox", jak się później dowiedziała potraktował ją i jeszcze jedną dziewczynę dość przedmiotowo. Chciała wygarnąć mu co o nim sądzi, widząc jednak jego ubiór i sprzęt zaniechała pomysłu. Zastosowała się do jednej z wielu niepisanych reguł "nowego’ świata: Silniejszy i lepiej uzbrojony ma zawsze rację. Inaczej przekona cię o wyższości swoich słów kilkoma śmiercionośnymi nabojami.
Ślepo podążyła za pozostałymi do jednego z samochodów. Podobno byli w zasadzce, jednak ona tego nie odczuła. Wszyscy bardziej przejęli się kto gdzie siedzi niż faktem, że dookoła czyhają wrogowie. Westchnęła tylko, kładąc rękę na schowanym za pasem pistolecie dla uspokojenia się.
Przechadzka w dół minęła dosyć szybko, ona sama nie chcąc wyjść na gorszą pośpieszyła i zbiegała z pozostałymi aby dostać się jak najszybciej do auta. Borsuk próbował zająć miejsce z przodu ale nie spodobało się to właścicielowi pojazdu. Uznała to za swoją szansę.
-Borsuk, wypad.– Powiedziała głośno, kładąc mu rękę na ramieniu. Matko, co ja tu robię– przeszło jej przez myśl. Nie pozwoliła jednak nikomu dostrzec swojego wachania, zachowując niewzruszoną twarz.– Ja siedzę z przodu, a ty z tym smrodem możesz pojechać co najwyżej w bagażniku.
Posłała Noxowi spojrzenie, dając mu do zrozumienia, że nie jest tylko "dziewczynką w opałach". Nie raz uratuję ci dupę, powinieneś mnie szanować– Stwierdziła uśmiechając się szelmowsko. Liczyła że jakimś cudem przekaże mu telepatycznie wiadomość, wiedziała jednak, że to niemożliwe.
-No, jazda– ponagliła dziwaka, szykując się na przednie miejsce.
Awatar użytkownika
Aurora
Posty: 44
Rejestracja: 06 sty 2013, 00:23
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2536

05 mar 2013, 21:14

Zdegenerowana grupa, zdegenerowane miasto, zdegenerowany pracodawca i najprawdopodobniej zdegenerowana misja. Mimo wszystko, młoda dziewczyna żyła właśnie tu i teraz, a jedyne, co jej pozostało to dostosować się do panujących warunków. Mężczyznę, który był ich kontaktem mogłaby określić krótkim zdaniem – typowy mieszkaniec tego przeklętego świata. Wyciągnął on w ich stronę szare pudełeczko, które po chwili chwycił wysoki blondyn, który najwyraźniej nie miał zamiaru się przedstawić, w przeciwieństwie do równie wysokiego brodacza. Naturalnie, nie podała mu ręki, to nie był czas ani miejsce na takie gesty, szczególnie z osobą tego typu. Mimo to, kultura nakazywała się jej przedstawić, co też po chwili zrobiła, trzymając ręce ciasno przy sobie, lekko się kłaniając.

- Tachibana Makoto, mam nadzieję na owocną współpracę. – wypowiedziała te słowa ciepłym, uprzejmym i dziewczęcym głosem, który był jednak również pewny oraz zdecydowany. Wyraźnie usłyszeć można było japoński akcent, pomimo lekkiego przytłumienia, jaki powodował czarny kask.
Po krótkiej chwili, kontakt zwrócił im uwagę na to, iż prawdopodobnie mają ogon. Nie wiedzieli, kto może ich śledzić, ilu jest wrogów, jak są uzbrojenie, czy też skąd dokładnie będą nadchodzić. Biorąc to wszystko najrozsądniej byłoby opuścić to miejsce, co też grupa uczyniła.

Kompania pobiegła w stronę wehikułu, który kiedyś mógł być porządnym samochodem. Widać, że czas nie był dla niego łaskawy, toteż teraz pokryty jest rdzą z każdej strony. Wszystko nabrało niesamowitego tempa, gdy Borsuk otrzymał strzał w głowę z bliska, od nikogo innego niż własnego kompana. Makoto stała wystarczająco daleko, aby nie zostać obryzgana posoką, która wystrzeliła z dziury, powstałej na skutek kontaktu mózgu z metalową kulą. Nie raz widziała widok trupów czy ciepłej posoki tryskającej z ludzkich ciał, jednak nie mogła zrozumieć, czemu miał służyć ten bezsensowny mord. Czemu mordować własnego kompana? Naturalnie, odpowiedzi nie otrzymała, a sama nic już na to poradzić nie mogła.

Odjeżdżając, prowadzący mężczyzna lekko potrącił jej motocykl, wywracając go na ziemię. Lekko westchnęła. Praca z takimi typami z pewnością nie będzie łatwa ani przyjemna, czego niestety się spodziewała. Podeszła do swojej czarnej machiny, podniosła ją, po czym usiadła i odpaliła silnik. Chwilę czekając na ostatniego członka tejże jakże wspaniałej drużyny, jeśli można ją tak nazwać, po czym wraz z towarzyszem powoli pojechała za zardzewiałym samochodem.

Awatar użytkownika
Utirrenon
Posty: 35
Rejestracja: 02 lut 2013, 12:07
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2497

06 mar 2013, 01:03

'Co ja tutaj w ogóle robię?' to była pierwsza myśl Maxa, gdy wysłuchał słów nieznanego typa. Jak on trafił w to co najmniej podejrzane towarzystwo. Był stróżem prawa, a sprawy załatwiane tutaj po kryjomy pachniały, jakby z prawem nie miały kompletnie nic wspólnego. Już dawno schował złoty krzyżyk pod ubrania wierzchnie, aby ukryć go przed wzrokiem pozostałych. Omiótł spojrzeniem szemrane towarzystwo, nie szczególnie rejestrując ich cechy szczególne czy chociażby ich liczbę. Wszystko działo się zbyt szybko, żeby zdążył w ogóle jakoś zareagować. Zobaczył dyktafon. Urządzenie, które po raz ostatni widział jeszcze w Starym Porządku. Dość unikatowe w porządku obecnym. Po tym, jak jakiś młodzieniec zgarnął je do kieszeni, jego poprzedni właściciel zmył się, ostrzegając ich o nadchodzącym niebezpieczeństwie. Cholera. A już zaczął się zastanawiać czy ich nie opuścić. Zdawało się jednak, że nie jest to odpowiedni moment. W przypadku zagrożenia lepiej było trzymać się razem. Później postara się niepostrzeżenie usunąć.
Pobiegł chyba jako ostatni za jakąś dziewczyną. Gdy wybiegł na zewnątrz zauważył niepokojącą rzecz. Zostały dwa wolne miejsca – jedno w samochodzie i jedno na motorze. Bliżej samochodu była już jakaś kobieta, więc prawdopodobnie ona się tam wbije. Kurwa! Siedzenie pasażera na ścigaczu nie należało do najwygodniejszych, ale przede wszystkim na pewno nie było bezpieczne. Raz, że był cały odsłonięty i to on będzie pierwszym celem. Dwa, miał zajęte ręce i nie mógł strzelać. Gdy szybko analizował sytuacje, zdarzyło się coś dziwnego. Usłyszał strzał, a chwilę później kobieta przy samochodzie wyrzuciła z miejsca pasażera zwłoki. Co tu się do cholery dzieje? Nie był przeszczęśliwy, że trafił wśród ludzi, którzy zabijają swoich, ale postanowił wykorzystać sytuację. Otworzył tylne drzwi, wrzucił swój plecak i Remingtona chłopakowi, który siedział na środku i zajął miejsce za pasazerem. Nie było najbezpieczniej, ale mógł przynajmniej strzelać. Zapowiadało się na szaloną jazdę.
Awatar użytkownika
Nessir
Posty: 263
Rejestracja: 31 sty 2013, 17:03
Lokalizacja postaci: Kanały
Karta Postaci: viewtopic.php?t=2494

06 mar 2013, 13:57

Co tu się do ciężkiej kurwy wyprawia

Loki gdy tylko zajął swoje miejsce w samochodzie, ściągnął karabin i położył go sobie na kolanach. Chwilę patrzył jak mężczyzna przedstawiający się jako Borsuk, ładuje się do samochodu po czym otrzymuje kulkę w łeb. Uśmiechnął się kącikami ust i spojrzał na kierowcę. Wiedział że ten raczej nie będzie się pierdolił w tańcu, skoro tak szybko odstrzelił jednego ze swoich. Miał też szczęście bo pozostałości po borsuku nie ubrudziły zbytnio jego ubioru. Już usiadł wygodniej gdy drzwi po jego prawej stronie się otworzyły i został rzucony plecakiem i ogromnym shotgunem.

- Co do…- mruknął widząc fanty na swoich kolanach.

Chwilę później zobaczył właściciela rzuconych tobołów. Gdy ten zajął miejsce, natychmiast oddał mu jego sprzęt.


– Dobra, kurwa. Ja jestem Loki Val Hallen, ale mówicie mi Loki. – przedstawił się w końcu.- Liczę że wszyscy dojedziemy w jednym kawałku. Zgubmy najpierw rzekomy ogon i potem odsłuchamy wiadomość z dyktafonu.
Awatar użytkownika
Stori Moradrin
Posty: 32
Rejestracja: 03 sty 2013, 21:29
GG: 21882886
Karta Postaci: viewtopic.php?p=42345#42345

06 mar 2013, 16:41

"W Detroit cenią Cię nie za to jaki jesteś. Ważne jak się prezentujesz. Samochód, styl, spluwa. Zasada 3S najlepiej określa to miejsce. Nie musisz być charakterystyczny, nie musisz mieć jaj. Jeżeli przeskrobałeś coś i udało Ci się uciec, będziesz większym bohaterem niż gdybyś wdał się w bójkę…"
Obrazek
Ciepła krew bryznęła na Marię, dokładnie wtedy gdy głowa Borsuka miażdżona siłą strzału odskoczyła gwałtownie w tył, ochlapując sufit i drzwi gorącą posoką. Widok nadzwyczaj piękny a jednocześnie straszny na swój własny, niesamowity sposób. Kula trafiła w czoło, nie miał szans nawet zareagować. Zgon nastąpił na dwie, może trzy sekundy po strzale. Brudas wypadł z samochodu na wpół– mianowicie dupa i nogi w środku, reszta na zewnątrz. Chwilę wstrząsało nim pośmiertne drżenie, ustało jednak z cichym tąpnięciem głowy o asfalt.
Do samochodu wcisnęło się czterech rosłych mężczyzn oraz mała kobieta. Na samym środku tylnej kanapy dość niewygodnie klapnął Loki. Po jego lewej usiadł Nox, jednocześnie odbezpieczając karabin oraz krzycząc coś o tym jak to macie rozjebać dyktafon w razie wpadki. Po prawej zaś wsiadł Max, wrzucając przy okazji sporo klamotów na kolana swego najbliższego towarzysza. Tamten jednak miast dać mu w mordę przedstawił się i zaproponował w miarę sensowny plan. Cóż, niezbadane są wyroki losu. Z przodu usiadł Bruce. Nie dość, że na powitanie rozjebał głowę swemu towarzyszowi, to jak gdyby nigdy nic zaproponował przejażdżkę i odpalił silnik. Ahhh… i jeszcze ta biedna, mała Maria która została przed chwilą ochlapana posoką. Po wyciągnięciu na asfalt ciała Borsuka usiadła na ostatnim wolnym miejscu– obok kierowcy. Samochód ruszył z piskiem opon. Wydawałoby się, że kierowca potrafi prowadzić lecz już na powitanie potrącił motor tej małej japonki.
Makoto wsiadła na motor. Jej gigantycznych rozmiarów katana przewieszona przez plecy wydawała się teraz niemal stykać z ziemią. Pochyliła się i dodała gazu. Yamacha ruszyła z ostrym warknięciem pozostawiając za sobą smugę dymu. Dziewczyna czuła się doskonale za sterami nawet tak wielkiej machiny. Długi trening na ulicach Detriot zapewnił jej niezwykłe panowanie nad tą mechaniczną bestyjką. Jej wzrok skierował się na samochód w którym znajdowała się reszta bandy. Byłby to normalny, nieokreślonej marki blaszak… gdyby nie to, że z tego bagażnika wystawała dłoń. Była niesamowicie blada, jak gdyby ktoś nosił rękawiczki. Ale kto nosi rękawiczki w taką pogodę? Coś z niej ciekło, było ciemne… Dało się także zauważyć, że na pewno ręki nie powinno tam być. A jednak była, zadziwiająco odstająca kolorystycznie na tle auta.
Obrazek
Jechaliście przed siebie. Jak najdalej od miejsca w którym miała czyhać obca grupa. W samochodzie było duszno. Abyście się pomieścili trzeba było otworzyć okna, tudzież wybić. Wszędzie jebało benzyną. Zapach był do wytrzymania, sprawiał jednak wrażenie, że w samochodzie jest coś nie tak. Dawno niedziałająca klima mogłaby poprawić sytuację acz teraz warczała tylko cicho razem z całym gruchotem. W Detroit jeżdżenie czymś takim było albo oznaką szaleństwa albo nędzy. Samochody w tym mieście musiały być szybkie i piękne. Każdy szanujący się zabijaka pieścił swój samochód niczym kobietę. Ba! Nawet lepiej. Wielkie aluminiowe fele, lakier na błysk (najlepiej z płomieniami oraz czaszką), spoliery większe niż cały wóz i oczywiście najważniejsze! Wielki, wyjebany w kosmos silnik o ryku takim, że mógłby zmiażdżyć ścianę! Tak się wozi w Detroit! A nie w jakimś gruchocie który śmierdzi paliwem.

Koło drogi, około pięćset metrów od was rozegrała się dość osobliwa scena. Otóż przejechaliście już dobre dwa kilometry od miejsca spotkania zaś ogon– jeśli jakiś był– powinien już odpuścić. To co zobaczyliście, przykuwało uwagę znacznie mocniej. Dwóch mężczyzn tłukło dość piersiastą kobietę która leżała na masce jakiegoś wraku. Wystarczyła chwila nieuwagi jednego z nich aby dziewczyna wyrwała się i dała mu kastetem po ryju. Następnie drugą ręką, teraz oswobodzoną przez zdziwionego bandytę dobyła rewolweru i przyładowała prosto w pierś. Jakby na dobitkę strzeliła także w zwijającego się z bólu, tym razem w głowę, kończąc tym samym jego mękę. Wśród tego całego zamieszania jedynym co dało się dojrzeć szczególnego w aparycji owej damy był gigantycznych rozmiarów krzyż zawieszony na szyi. Niczym dawni murzyńscy raperzy w pornolach zwanych teledyskami (to informacja dla przedwojennych). Była niewzruszona i piękna. Oraz zabójcza.
Riv naprzeciwko, po drugiej stronie drogi, z okna na trzecim piętrze wyłonił się dość postawny mężczyzna o czarnej niczym piekło brodzie i takich samych, poszarpanych na wszystkie strony włosach. Spojrzał na Ciebie oczyma, jednym zielonym, drugim białym a następnie zakrzyknął w Twoją stronę, celując z Ak47. –Ty kurwo! Zabiję Cię! Dwóch moich ludzi! No normalnie zapierdolę!– Otworzył ogień. Kule posypały się po masce wozu. Facet nie żartował, jeśli nie ruszysz się z tego miejsca niechybnie dosięgnie Cię następną serią. Zaś czasu jest niewiele.
Wymiany ognia w tym mieście to coś normalnego. Gdy ktoś podskoczy albo przegra zakład gangi rozprawiają się z nim w najbliższej wolnej chwili. Tym razem wyglądało to inaczej. Ta kobieta sama rozprawiła się z dwoma rosłymi facetami a teraz wyglądało na to, że trzeci ustrzeli ją jak ptaszka. Tylko od was zależy czy zamierzacie interweniować czy też olejecie ją omijając zgrabnie całe zdarzenie.

Wróć do „Sesje pozafabularne”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

Zarejestruj się · ZALOGUJ


Jest 8 użytkowników online :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 8 gości
Zarejestrowani użytkownicy: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika
Liczba postów: 52147
Liczba tematów: 2970
Liczba użytkowników: 1044
Ostatnio zarejestrowany użytkownik: Haarum Kebb
Nikt dzisiaj nie obchodzi urodzin

Discord – czat głosowy

Uwaga – lista osób rozmawiających głosowo nie aktualizuje się na bieżąco. Konieczne jest odświeżenie strony.